Reklama

Arche Hotel

Dramat (nie tylko) tamtych czasów

2018-03-14 11:06

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 11/2018, str. IV

Tyberiusz Smółka
Grający Janka – z lewej – i Zarembę aktorzy w przyszłości planują zdawać do Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie

W trzebińskim Domu Kultury „Sokół” wystawiono spektakl przygotowany przez Teatr pod Dobrym Okiem. Sztuka Romana Brandstaettera „Nie będziesz zabijał” okazuje się nieść zaskakująco uniwersalne przesłanie

Toprzedstawienie o kłamstwie i konsekwencjach, jakie za sobą niesie. Kontekstem dramatu jest walka polskiego Podziemia z komunistycznym „porządkiem”, ale i rozkład rodziny. Można powiedzieć, że głównym „(anty) bohaterem” jest grzech i różne jego stadia w poszczególnych osobach. Sztuka pozwala unaocznić sobie jedną z przypowieści Jezusa, że w każdym z nas oprócz pszenicy rośnie i chwast. To katharsis dobre nie tylko na Wielki Post.

Na początek – lekarstwo

Słusznie, że spektakl, wystawiony 4 marca (premiera miała miejsce w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych), rozpoczął się mini-koncertem pieśni religijno-patriotycznych w wykonaniu scholi z parafii św. Barbary. Dzięki temu „rozwiązanie” i lekarstwo na problem grzechu zaaplikowano widzom już na początku, wskazując na źródło chrześcijańskiej nadziei.

Dramat rozgrywa się w 1949 r. na Podhalu, gdzie działa niepodległościowa organizacja, do której należy syn Marii Terleckiej, Jan. W konspirację zaangażował go porucznik Zaremba. Dowódca oddziału otrzymuje rozkaz zdobycia pieniędzy, które posłużą na dalszą działalność organizacji. W trakcie zaplanowanej akcji dochodzi do tragedii, w której ginie drugi syn Marii – stojący po stronie komunistów pracownik miejscowej spółdzielni. Adam prawdopodobnie zginął z rąk własnego brata... Bohaterom dramatu stara się pomóc przyjaciel przebywającego w Anglii męża Marii – ks. Gajda. Odwołuje się do ich sumień, choć sam również nie wychodzi z tej próby bez szwanku.

Reklama

W pierwszej scenie widzimy córkę Marii, Zosię, która czyta list zaadresowany do jej matki. Za chwilę kłamie, że nie otwiera cudzej korespondencji. Oszukuje Maria, wchodząc w nieczysty związek z Zarembą, a jednocześnie martwiąc się o dobre wychowanie dzieci. Już te obrazy przywodzą na myśl scenariusze popularnych dziś seriali, w których roi się od zdrad i związków na „kocią łapę”. Serialowe pary przedstawiane są tak pozytywnie, że kibicujemy ich nowym „relacjom” i tracimy czujność, by w rzeczywistości rozpoznawać, co jest dobre a co złe.

Dalsze losy bohaterów dramatu „Nie będziesz zabijał” nie pozostawiają złudzeń: z tej spirali zła nie jesteśmy w stanie wyjść zwycięsko, licząc tylko na własne siły.

Myśli z garderoby

Z młodymi aktorami Teatru pod Dobrym Okiem, działającego przy parafii św. Barbary w Trzebini, rozmawiamy pośród twórczego rozgardiaszu garderoby, kiedy jeszcze żywe są sceny, które przed chwilą odegrali. Towarzyszy nam opiekun teatru, Ryszard Wawer, z zawodu tokarz, z zamiłowania – animator dzieci i młodzieży.

– O czym, według was, jest ta sztuka? – pytam aktorów. – Jest o wyrzutach sumienia – odpowiada Mateusz Smółka, uczeń trzebińskiego Zespołu Szkół Techniczno-Usługowych. – Każda z postaci ma coś na sumieniu, nawet ks. Gajda, który być może zdradził tajemnicę spowiedzi. Zaremba popełnia samobójstwo, Maria cudzołoży, Mietek jest złodziejem i kapusiem. Moja postać, Jan, ma wyrzuty sumienia, bo zabił brata. – A czy jego decyzja, by oddać się w ręce UB, była słuszna? – dopytuję. – Sumienie nie dawało mu spokoju i zrobił tak, jak uważał. Może to był wielki błąd, bo wsypał całą organizację, rodzinę, księdza, Kaszyńskiego... – zastanawia się Mateusz.

Z kolei Robert Sajdak, jeszcze w kapłańskiej charakteryzacji (na co dzień pracuje w nowoczesnej firmie produkującej cement), dzieli się refleksją: – Głównym wątkiem sztuki jest bratobójstwo. Dziś bardzo łatwo przychodzi nam kłamanie i tuszowanie prawdy. Może kiedyś inaczej to ludzie pojmowali, byli w stanie ponieść karę za to, co zrobili. Tymczasem my nieraz okłamujemy samych siebie.

Jak odwrócić los?

Uczeń chrzanowskiego technikum Paweł Prowalski w Teatrze pod Dobrym Okiem gra, odkąd pamięta. Jako porucznik Zaremba miał sporo tekstu do opanowania: – 2 tygodnie uczyłem się roli, na szczęście niczego nie zapomnieliśmy w naszych kwestiach – uśmiecha się. I dodaje: – Mój bohater chce wmówić wszystkim, że nie jest tak, jak było. Powtarza swoją prawdę, chcąc uratować Janka przed UB, a organizację – przed wsypaniem. Mimo że reprezentuje postać żołnierza wyklętego, walczącego o wolną Polskę, to jednak sam jest zbrukany grzechem cudzołóstwa.

Przechodzimy do Marii Terleckiej, neurotycznej, słabej kobiety, bazującej na emocjach, zagubionej w rzeczywistości... – Myślę, że miała trudne, tragiczne życie – mówi Maria Wawer, prywatnie bratanica opiekuna teatru, studentka logopedii i nauczycielka w przedszkolu. – Cokolwiek postanawia moja bohaterka, obraca się przeciwko niej. Musi wybrać pomiędzy dawnym życiem, rodziną a miłością do mężczyzny, na którym jej zależy. – Gdzie jest błąd w jej myśleniu? – dociekam. – Już na samym początku powinna wybrać inną drogę. Przede wszystkim nie wchodzić w romans z Zarembą. Trudno odwrócić los, ale sądzę, że wtedy inaczej by się on potoczył...

Córka Marii, 17-letnia Zosia, grana przez 19-letnią Weronikę Poźniak (studentkę marketingu i zarządzania sprzedażą), to postać, która wydaje się szczera, choć w rzeczywistości karmi się iluzjami i oszustwami. – Jest marzycielką, chce uciekać za granicę ze swoim ukochanym. To trochę szalona dziewczyna, ale rodzina jest dla niej ważna. Boli ją, że mama wpadła w romans z obcym mężczyzną – opowiada młoda aktorka. Pytam ją o przełomową scenę z życia Zosi: gdy prawie już wsiada do pociągu z Mietkiem, nagle spadają łuski z jej oczu. – Mietek ujawnia swoje intencje. Zosia jest rozczarowana, inaczej sobie to wszystko zaplanowała... – Czy współczesne dziewczyny odnajdą się w tej postaci? – Myślę, że tak. Wiele jest dziewczyn, zaangażowanych w niebezpieczną relację – potwierdza Weronika.

Brakuje kręgosłupa

Pasjonat piłki nożnej, uczeń trzebińskiego technikum na profilu informatycznym, Tymoteusz Czarnik, czyli sceniczny Mietek, przyznaje, że to pierwsza z jego większych ról w Teatrze pod Dobrym Okiem. – Mój bohater jest dość kontrowersyjny, pazerny na pieniądze, słaby psychicznie. Chce wykorzystać swoją dziewczynę, boi się konsekwencji z przeszłości i lęka przed przyszłością. Pragnie uciec z kraju, by czuć się bezpiecznie. Zosia robi sobie nadzieję, że będzie ślub i wesele. Jednak Mietek ma inne zamiary. Potoczyło się, jak się potoczyło: chciał mieć wszystko, a został z niczym – stwierdza Tymoteusz.

Do rozmowy włącza się Dominik Reszka, student na kierunku transport-spedycje w Dąbrowie Górniczej: – Mój bohater też w zasadzie nie wie, czego chce. Z jednej strony działa w podziemiu, chce być sprawiedliwy, odnajduje w sobie głos sumienia. Nasi bohaterowie zabili komunistę. Dla Kaszyńskiego to przede wszystkim zabójstwo człowieka. – Czy ciężko było grać aparatczyka komunistycznego? – pytam Łukasza Harańczyka, nauczyciela technikum w Krzeszowicach: – Dziś po raz pierwszy grałem tę postać. I muszę przyznać, że bez kręgosłupa moralnego byłbym w stanie uwierzyć w to, co on. Sumienie Adama było stłamszone, zagłuszone i dlatego wierzył w socjalizm.

Bez światło-cienia

– Jako patriota stoję po stronie Zaremby, ale jako chrześcijanin muszę zareagować na grzech. Widzę, że każdy kolejny niesie za sobą następne zło. Wyklęci często nie mieli wyjścia. Chcieli żyć normalnie, ale musieli znowu pójść do lasu. Zabójstwo, o którym mówi sztuka, nie było ich zamiarem. Spodziewali się, że w spółdzielni nikogo o tej porze nie będzie. Nie chcieli zabić – podkreśla Ryszard Wawer i dodaje: – Sztuka na pewno jest trudna, ale porusza. Jesteśmy otwarci na propozycje, by ją wysławić w innych miejscach.

Na koniec głos zabiera grający milicjanta Artur Gregorczyk, z zawodu księgowy. Najpierw wyznaje, że ze swą epizodyczną rolą zbytnio się nie identyfikuje, po chwili jednak zauważa: – Mamy policję skarbową i podatkową, która podobno coraz lepiej działa... (śmiech). Mówi, że spektakl opowiada o życiowych wyborach, mniejszych i większych. – Czy także o tych dotyczących księgowego? Nieraz i w tej dziedzinie jest wiele kłamstw: np. różne stawki na umowach, inne w rzeczywistości... Księgowy potwierdza: – Reprezentuję podatników, czyli firmy, od których dostaję pieniądze. Z drugiej strony, są pracownicy tych przedsiębiorstw, którzy dzwonią, pytają, dlaczego ktoś z zarządu podejmuje takie a nie inne decyzje. Mam więc niewdzięczną rolę tłumaczenia ludziom, żeby to nakreślić..., żeby ta prawda jakoś była... – Artur szuka odpowiednich słów, by po chwili ciszy zakończyć: „Nie wiem”.

I brzmi to bardzo szczerze. – Kłamiemy z powodu braku odwagi, boimy się przyznać do zła. I po to jest konfesjonał, żeby się z tego nawracać – dzieli się pan Ryszard. A księgowy podsumowuje: – Często wybielamy się, chcemy, by ludzie nas lepiej postrzegali. Tymczasem chodzi o Dekalog, zasady, którymi się mamy kierować: coś jest przecież białe, a coś czarne.

Tagi:
teatr

Koncert - Niepodległość na wesoło. Maj na Foksal 2018

2018-05-27 10:38

Teatr Muzyczny Od Czapy

„Uśmiech Niepodległej” – koncert Teatru Muzycznego Od Czapy nawiązuje do rocznicy 100 -lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, ale nie opiewa bohaterskich czynów i pierwszoplanowych postaci z historii naszej Ojczyzny. Z humorem przedstawia los zwykłego żołnierza. Spektakl będziemy mogli zobaczyć, w ramach cyklu imprez „Maj na Foksal”, 29 maja o godz. 18 w Domu Dziennikarza przy Foksal 3/5.

Teatr Muzyczny Od Czapy

To będzie opowieść o przysłowiowym Kowalskim, w której narratorem będzie, poprzez swoje piosenki, wyjątkowy Kowalski - Adam Kowalski - poeta, kompozytor, ale i żołnierz pełnej miary. Urodzony w Rzeszowie wnuk powstańca styczniowego, od 1914 roku na bitewnym szlaku Legionów, awansowany w okresie międzywojennym do stopnia kapitana i odznaczony Medalem Niepodległości, pozostał w polskim wojsku przez całe życie. Obdarzył nas ponad 200 piosenkami żołnierskimi, sam pozostając w ich cieniu. Śpiewamy „Morze nasze morze”, „Już zachodzi czerwone słoneczko” „Leguny w niebie”, wzruszamy się nucąc „Modlitwę obozową”, ale nie kojarzymy tych utworów z ich autorem. Podczas koncertu na Foksal Teatr Muzyczny Od Czapy przypomni zarówno tego żołnierza - poetę, jak również „poetę żołnierzy” – Kornela Makuszyńskiego, który swoimi tekstami rozweselał żołnierską brać w burzliwym okresie walk 1919-20. Będą one komentarzem do piosenek, a przedstawi je inny wyjątkowy, współczesny Kowalski – wspaniały aktor Dariusz Kowalski. W jego wykonaniu usłyszymy również utwór, który w czasach PRL -u przemycił pamięć o zwykłych - niezwykłych żołnierzach, czyli Sagę Rodu Kowalskich.

Wystąpi Teatr Muzyczny Od Czapy i Dariusz Kowalski z towarzyszeniem muzyków: Dariusza Budkiewicza ( kierownictwo muzyczne, bass), Juliana Czaporowskiego (fortepian, akordeon), Anny Całusińskiej (altówka), Katarzyny Duchnowskiej (skrzypce).

Scenariusz: Anna Żochowska. Reżyseria: Ilona Kucińska-Boberek

Zapraszamy!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją

2018-09-23 10:46

tłum. st (KAI) / Kowno

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki na Litwę – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej w parku Santakos w Kownie.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy tekst papieskiej homilii:

Drodzy Bracia,

Święty Marek poświęca całą część swojej Ewangelii nauczaniu skierowanemu do uczniów. To tak, jakby Jezus, w połowie drogi do Jerozolimy chciał, żeby jego uczniowie ponowili swój wybór, wiedząc, że to pójście za Nim przyniesie chwile doświadczenia i bólu. Ewangelista opisuje ten okres życia Jezusa przypominając, że trzykrotnie zapowiedział swoją mękę. Trzy razy wyrażali swoje zdumienie i sprzeciw, a Pan za każdym z tych trzech razy chciał przekazać im naukę. Właśnie usłyszeliśmy drugą z tych trzech zapowiedzi (por. Mk 9,30-37).

Życie chrześcijańskie zawsze obejmuje chwile krzyża, które czasami zdają się nie mieć końca. Minione pokolenia były naznaczone czasem okupacji, udręką tych, którzy zostali deportowani, niepewnością dla tych, którzy nie powrócili, wstydem donosicielstwa, zdrady. Księga Mądrości mówi nam o prześladowanym sprawiedliwym, o tym, kto cierpi zniewagi i męki tylko dlatego, że jest dobry (por. 2, 10-20). Iluż z was mogłoby opowiedzieć o tym samym, co usłyszeliśmy w przeczytanym fragmencie, z własnego doświadczenia lub któregoś z krewnych. Iluż z was doświadczyło zachwiania się wiary, ponieważ nie pojawił się Bóg, aby was bronić; ponieważ fakt, że wytrwaliście w wierze, nie wystarczył, aby zadziałał On w waszej historii. Kowno zna tę rzeczywistość; cała Litwa może zaświadczyć o tym z dreszczem zgrozy, na wspomnienie choćby tylko Syberii lub gett w Wilnie i Kownie czy innych. I może jednym głosem wraz z apostołem Jakubem, w usłyszanym fragmencie jego Listu, powiedzieć: pożądają, zabijają, zazdroszczą, walczą i prowadzą wojny (por. 4, 2).

Ale uczniowie nie chcieli, aby Jezus mówił im o cierpieniu i krzyżu. Nie chcieli nic wiedzieć o próbach i udręce. A św. Marek przypomina, że byli zainteresowani innymi rzeczami, o które posprzeczali się wracając do domu - kto z nich był największy. Bracia, pragnienie władzy i sławy jest najczęstszym sposobem zachowania tych, którzy nie potrafią uleczyć pamięci swej historii, a być może właśnie dlatego, nie godzą się także na zaangażowanie w pracę dnia dzisiejszego. A wówczas dyskutujemy, kto jest najbardziej błyskotliwy, kto był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni. W ten sposób zaprzeczamy naszej historii „która jest chwalebna jako historia ofiar, nadziei, codziennej walki, życia spędzonego na służbie, wytrwałości w żmudnej pracy” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 96). Jest to postawa bezowocna i próżna, która rezygnuje z zaangażowania w budowanie teraźniejszości, tracąc kontakt z rzeczywistością cierpienia naszego wiernego ludu. Nie możemy być jak owi „eksperci” duchowi, którzy osądzają tylko z zewnątrz i spędzają cały czas rozmawiając o tym, co „powinno się robić” (por. tamże).

Jezus, wiedząc, co myślą, zaproponował im antidotum na te walki o władzę i niechęć do poświęceń. I aby nadać powagę temu, co zamierzał powiedzieć, usiadł jak Nauczyciel, zawołał ich i dokonał gestu: postawił w środku dziecko, chłopca, który zwykle zarabiał drobne sumy wykonując zlecenia, których nikt nie chciał wypełniać. Kogo postawi w środku dziś, tutaj, w ten niedzielny poranek? Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie. „W środku”, to znaczy w takiej samej odległości, tak aby nikt nie mógł udawać, że nie widzi, nikt nie mógł twierdzić, że „jest to w gestii innych”, ponieważ „ja tego nie widziałem” lub „jestem zbyt daleko”. Bez protagonizmu, bez chęci bycia oklaskiwanymi lub pierwszymi. W Wilnie, rzece Wilejce przypadł los, by łączyć się i oddawać swoje wody oraz stracić swoją nazwę na rzecz Wilii. Tutaj z kolei ta sama Wilia traci swą nazwę, wlewając swe wody do Niemna. O to właśnie chodzi, aby być Kościołem wychodzącym, nie bać się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozpuścimy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych. Ale wiedząc, że to wyjście oznacza także w niektórych przypadkach powstrzymanie kroku, odłożenie na bok niepokojów i naglących potrzeb, aby móc spojrzeć w oczy, wysłuchać i towarzyszyć tym, którzy pozostali na skraju drogi. Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie (por. tamże, 46); lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa.

Z tego powodu dzisiaj jesteśmy właśnie tutaj, pragnąc przyjąć Jezusa: w Jego słowie, w Eucharystii, w maluczkich. Przyjąć Go, aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia. Abyśmy szli za Nim jako uczniowie, ponieważ nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie rozbrzmiewałoby w sercach uczniów Chrystusa. W ten sposób odczujemy jako swoje radości i nadzieje, smutki i lęki ludzi naszych czasów, zwłaszcza ubogich i cierpiących (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, 1). Z tego powodu i dlatego, że jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią (por. tamże), pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek na Litwie: wizyta nadziei i pamięci

2018-09-23 20:06

kg, pb, tom, st, mp / Wilno (KAI)

Apel o „Kościół wychodzący” ku współczesnym peryferiom oraz o nadzieję, były głównymi motywami wizyty Franciszka na Litwie, 22 i 23 września, która przebiegała pod hasłem: „Jezus Chrystus - nasza nadzieja”. Ojciec Święty w Wilnie spotkał się z młodzieżą, do której apelował, by nie bała się udziału w „rewolucji czułości”, modlił się też w Ostrej Bramie i przy grobie św. Kazimierza, patrona Litwy. Podczas niedzielnej mszy w Kownie apelował o otwartość na najbardziej potrzebujących w tym zamieszkujące Litwę mniejszości. Do duchownych apelował, aby nie stali się „funkcjonariuszami Boga”. W dawnej wileńskiej katowni KGB modlił się za ofiary totalitaryzmu.

Grzegorz Gałązka

Powitanie

22 września o godz. 11.16 (10.16 czasu polskiego) samolot Airbus 320 A włoskich linii lotniczych Alitalia "Aldo Palazzeschi" z papieżem Franciszkiem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Wilnie. Mimo chłodnej i deszczowej pogody zgromadziła się liczna grupa dzieci i młodzieży z flagami Litwy i Watykanu, gorąco witając papieża. Na płycie lotniska Franciszka powitała prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis z przedstawicielami rządu oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy, arcybiskup Wilna Gintaras Grušas.

Litwa pomostem między Wschodem a Zachodem

Podczas spotkania z władzami i przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego Litwy oraz korpusem dyplomatycznym, Franciszek wskazał na znaczenie wierności korzeniom oraz na potrzebę tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności. Apelował też o troskę o młodych. Spotkanie odbyło się na dziedzińcu przed Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė przypomniała, iż głęboka wiara umożliwiła przetrwanie jej rodakom najtrudniejszych prób: wygnania, łagrów, więzień, bunkrów partyzanckich.

Ojciec Święty rozpoczął od nawiązania do słów wypowiedzianych przed 25 laty przez św. Jana Pawła II, który określił Litwę jako „milczącego świadka żarliwego umiłowania wolności religijnej”. Podkreślił, że jego wizyta zbiega się z obchodami 100. rocznicy ogłoszenia niepodległości Litwy.

Przypomniał, że na przestrzeni dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności różnym grupom etnicznym i religijnym. „Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy...; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi. Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność”. Apelował by nie zatracić ducha tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności.

Wskazał też najpilniejsze wyzwania chwili obecnej - w obliczu narastania tendencji do siania podziałów. Przypomniał, że Litwini mają własne oryginalne hasło: „ugościć różnice”. „Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej” – powiedział.

W Ostrej Bramie: szukajmy swego brata!

Udając się do Ostrej Bramy papieski samochód zatrzymał się na placu między siedzibą prawosławnego metropolity Wilna a katolickim kościołem św. Teresy. Tam powitali go prawosławny metropolita Inocenty i proboszcz parafii.

Franciszek dłuższą chwilę modlił się przez łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia – Mater Misericordiae. Jest to najważniejsze i najsłynniejsze sanktuarium maryjne na Litwie, a jego dzieje są ściśle związane także z historią Polski. Papieskiej modlitwie towarzyszyły zgromadzone przed kaplicą liczne rodziny zastępcze i sieroty oraz chorzy, z którymi Franciszek powitał się bardzo serdecznie.

Po modlitwie podkreślił, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia uczy nas, iż można „bronić nie atakując, że można być roztropnym, bez niezdrowej nieufności wobec wszystkich”. Przestrzegł przed zamykaniem się w obawie przed innymi, gdyż wówczas odcinamy się od Dobrej Nowiny Jezusa. Wskazał, że dzisiaj trzeba „spojrzeć sobie w twarz i rozpoznać siebie jako bracia, aby iść razem, odkrywając i doświadczając z radością i pokojem wartość braterstwa”.

„Matka Miłosierdzia, jak każda dobra matka stara się zjednoczyć rodzinę i podpowiada: «szukaj swego brata». W ten sposób otwiera drzwi do nowego świtu, do nowej jutrzenki. Prowadzi nas do progu, jakby do drzwi bogacza z Ewangelii” - podkreślił.

W drodze z Ostrej Bramy na Plac Katedralny Franciszek spotkał się z osobami w stanie terminalnym, którymi opiekuje się Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Znajduje się ono w murach dawnego klasztoru wizytek, tam gdzie Eugeniusz Kazimirowski malował obraz Jezusa Miłosiernego, a w okresie komunistycznym było więzienie.

Do młodych - nie bójmy się udziału w rewolucji czułości!

Franciszek, kiedy przybył na plac Katedralny najpierw przejeżdżał w papamobile pomiędzy sektorami, gdzie był entuzjastycznie witany przez kilkadziesiąt tysięcy młodych - nie tylko z Litwy ale i z Łotwy, Estonii, Białorusi, Polski i Ukrainy. Byli także młodzi z wielu innych krajów, przebywający na Listwie w ramach programu Erasmus. Spotkanie wypełnione było pieśniami i programem tanecznym.

Młodym towarzyszył oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego: „Jezu, ufam Tobie". Na co dzień znajduje się on w ołtarzu sanktuarium Miłosierdzia Bożego w dawnym kościółku Świętej Trójcy.

Czekający od rana młodzi z humorem i cierpliwością znosili organizacyjny chaos, gdyż większość z nich miała okazję zobaczyć papieża po raz pierwszy życiu. "Nie miałem nigdy okazji pojechać do Rzymu ani uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Dopiero kiedy przeprowadziłem się tutaj, mogę tego doświadczyć. Na placu stoję od rana, żeby nie przegapić wejścia do mojego sektoru" - powiedział KAI 23-letni Lodyenne z Rwandy, student pielęgniarstwa w Kownie.

Na początku Ojciec Święty z uwagą wysłuchał świadectw. Monika opowiedziała o swojej wierze przekazanej przez babcię i mamę, bolesnych doświadczeniach rodzinnych naznaczonych alkoholizmem, a później samobójstwem ojca i próbami szukania szczęścia w akceptacji rówieśników. Wreszcie o spotkaniu wspólnoty żywej wiary wokół duszpasterstwa franciszkanów.

Z kolei Jonas podzielił się doświadczeniem swego małżeństwa i nieuleczalnej choroby, która naznaczyła jego życie. Wskazał na znaczenie zaufania Bogu, które sprawia, że ten okres, pomimo konieczności dializ trzy razy w tygodniu, uważa za najpiękniejszy w swoim życiu.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie – przekonywał Franciszek. - Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. (…) Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – apelował Franciszek.

A nawiązując do problemów jakie dziś przeżywają Litwini, powiedział: „Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi”.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” - przekonywał papież.

Po spotkaniu z młodzieżą Franciszek udał się do katedry. Modlił się w ciszy w kaplicy św. Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy. Następnie w jednej z kaplic złożył bukiet kwiatów przed figurą Matki Bożej z Syberii.

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją!

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej na błoniach parku Santakos w Kownie. Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym”, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, wychodząc ku ubogim, bezrobotnym zmuszonym do emigranci oraz ku mniejszościom etnicznym mieszkającym na Litwie. Przy okazji wspomniał 75. rocznicę zagłady wileńskiego getta.

W centralnej papieskiej Eucharystii na Litwie uczestniczyło ponad 100 tys. wiernych. Koncelebrowało 30 biskupów z przewodniczącym litewskiego episkopatu abp. Gintarasem Grušasem oraz 800 księży z Litwy, Polski, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, Rosji i Islandii. A z polski przybył metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda i jego pomocniczy bp Henryk Ciereszko oraz biskup ełcki Jerzy Mazur. Obecna była prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė i najwyższe władze kraju. Wśród tłumów wiernych widać było dużo młodych i rodzin z małymi dziećmi.

Przy ołtarzu ustawiono łaskami słynący obraz Matki Bożej Trockiej, którego jubileusz 300-lecia jest obecnie obchodzony na Litwie. A także relikwiarz męczennika czasów komunizmu bł. abp. Teofila Matulionisa, beatyfikowanego przez rokiem w Wilnie. Papież posługiwał się krzyżem (pastorałem) Jana Pawła II, tym samym, który towarzyszył mu podczas słynnej pielgrzymki na Litwę sprzed 25 lat.

Franciszek nawiązując do historii Litwy, która przeżyła dwie okupacje: niemiecką i sowiecką, wskazał na doświadczenia minionych pokoleń: okupacji, deportacji, a także donosicielstwa i zdrady. Apelował o „uleczenie pamięci swej historii”, nie dyskutując, kto „był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni”.

Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozproszymy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych”.

„Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie, lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa” – zaznaczył Ojciec Święty.

Apelował o solidarność z potrzebującymi. „Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie” – powiedział papież.

A nawiązując do trudnej historii Litwy, szczególnie w czasach sowieckiej okupacji, Franciszek zachęcił do przyjęcia Jezusa, „aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia”. Na zakończenie zaznaczył, że „jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią, pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją”.

Podczas rozważań przed modlitwą Anioł Pański Ojciec Święty nawiązał do ukazanego w pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii prześladowania sprawiedliwych. W tym kontekście przypomniał zagładę narodu żydowskiego i 75 rocznicę zniszczenia wileńskiego getta.

Nawiązując do dramatu holokaustu przypomniał, że niejednokrotnie zdarzyło się, że jakiś naród, uważał się za lepszy, posiadający większe prawa i przywileje. W opozycji do tego ukazał postawę Jezusa, który proponuje, by stać się ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Zachęcił po raz kolejny do podejmowania służby na rzecz wykluczonych, mniejszości, aby oddalić możliwość unicestwienia drugiego, tworzenia gett, odrzucania tych, którzy nas irytują i zakłócają wygodę.

Do duchownych: Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga!

Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga! Bądźcie blisko Tabernakulum, twarzą w twarz z Bogiem i ludźmi! - apelował podczas spotkania z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze pw. świętych Piotra i Pawła w Kownie.

W improwizowanym w dużej części przemówieniu Ojciec Święty wyznał, że patrząc na litewskich duchownych ma świadomość, że wielu ich przodków oddało życie za wiarę. "Nie wiemy nawet, gdzie niektórzy z nich są pochowani. Niektórzy z was byli uwięzieni" - powiedział.

A nawiązując do dzisiejszych wyzwań duszpasterskich podkreślił, że aby Jezus Chrystus był doprawdy naszą nadzieją, konieczne jest przede wszystkim żarliwe poszukiwanie głębi, prawdy i piękna Boga. „Być może «społeczeństwo dobrobytu» uczyniło nas zbyt nasyconymi, pełnymi dóbr i usług, a my jesteśmy «przygnieceni» wszystkim i pełni pustki. Może to sprawiło, że jesteśmy oszołomieni lub opieszali, lecz niespełnieni. My, mężczyźni i kobiety szczególnej konsekracji, nigdy nie możemy sobie pozwolić na utratę tego jęku/wzdychania, tego niepokoju serca, które tylko w Panu znajdzie spoczynek” – mówił do kapłanów i zakonników oraz sióstr.

Wskazał na konieczność pielęgnowania ducha modlitwy, od której nie może odrywać kapłana żadna pilna informacja, żadna natychmiastowa komunikacja wirtualna. Podkreślił potrzebę bycia blisko ludzi i ich problemów, aby rozeznać powody dla których niekiedy przestają oni „poszukiwać wody, która gasi pragnienie".

Franciszek podkreślił także znaczenie stałości w cierpieniu, stałości trwania w dobrym, co oznacza mocne zakorzenienie w Bogu, będąc wiernym Jego miłości. Przypomniał świadectwo najstarszych kapłanów, którzy wytrwali w obliczu prześladowań reżimu komunistycznego, wymieniając z nazwiska abp. Sigitasa Tamkevičiusa, wieloletniego więźnia łagrów. Zachęcił do dzielenia się doświadczeniami niełatwej przeszłości.

Następnie w spontanicznych, przerywanych oklaskami słowach, Ojciec Święty przestrzegł litewskich kapłanów przed mentalnością „funkcjonariuszy Boga”. Zaznaczył, że droga kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest życiem umiłowania Pana i gorliwości apostolskiej wobec ludzi. Wskazał na potrzebę zażyłości z Bogiem w tabernakulum i bliskości z ludźmi. Zachęcił do podejmowania wysiłków, by przyciągnąć młodzież.

„Bliskość oznacza miłosierdzie - tłumaczył. - Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Bliskość oznacza miłosierdzie. Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Miłosierny, kapłan nie może nie być miłosierny. Dotyczy to zwłaszcza konfesjonału. Pomyślcie, jak Jezus przyjąłby tę osobę? [która przychodzi do konfesjonału]. Życie dostatecznie obiło tego biedaka. Pozwól jemu odczuć objęcie w ramionach przebaczającego Ojca. Jeśli na przykład nie możesz mu udzielić rozgrzeszenia, daj mu pocieszenie brata, ojca. Dodaj mu otuchy, by szedł naprzód. Przekonaj go, że Bóg przebacza wszystko. Ale trzeba to czynić z serdecznością ojca. Nigdy nie wolno nikogo wypędzać z konfesjonału! Trzeba go zapewnić, że Bóg go miłuje, zachęcić do modlitwy i powrotu, by porozmawiać o życiu, okazując w ten sposób bliskość. To oznacza bycie ojcem” – wyjaśniał litewskim biskupom i duchownym.

„Musimy ponownie zadać sobie pytanie: czego żąda od nas Pan? Jakie peryferie najbardziej potrzebują naszej obecności, aby przynieść im światło Ewangelii? W przeciwnym razie, kto uwierzy, że Jezus Chrystus jest naszą nadzieją? Tylko nasz przykład życia da świadectwo naszej nadziei pokładanej w Nim” – dodał.

Jego słowa zostały przyjęte długotrwałą owacją

Modlitwa za ofiary totalitaryzmu

Ostatnim punktem programu Franciszka na Litwie była jego modlitwa w Muzeum Okupacji i Walk o Wolność w Wilnie, gdzie śmierć poniosło wielu litewskich patriotów, w tym księży i biskupów. Przybyła prezydent kraju Dalia Grybauskaitė oraz wielu byłych więźniów. Ojcu Świętemu towarzyszyli bezpośrednio metropolici: wileński - abp Gintaras Grušas i emerytowany kowieński - abp Sigitas Tamkevičius, który był tutaj więziony.

Po przybyciu na teren Muzeum papież złożył wieniec z żółtych róż i przez dłuższą chwilę modlił się, po czym zszedł do piwnic, gdzie torturowano i rozstrzeliwano litewskich patriotów. Zapalił ofiarowaną przez siebie oliwną lampę w celi, gdzie przetrzymywany był abp. Teofilius Matulionis, męczennik czasów komunizmu, beatyfikowany przed rokiem. Tam przez długą chwile modlił się w całkowitym milczeniu. Na ścianie widniały portrety także innych biskupów litewskich, ofiar komunizmu, którzy przeszli przez więzienie KGB w Wilnie, m. in. biskupa telszańskiego Vincentasa Borisevičiusa i jego biskupa pomocniczego Pranciškusa Ramanauskasa oraz arcybiskupa wileńskiego Mečyslovasa Reinysa.

Na zakończenie wpisał się do księgi pamiątkowej, słowami: „W tym miejscu, upamiętniającym wielu ludzi, którzy cierpieli w wyniku przemocy i nienawiści i którzy poświęcili swe życie za sprawę wolności i sprawiedliwości, modliłem się, aby Wszechmogący Bóg zawsze udzielał tego daru pojednania i pokoju naród litewski”.

Z Muzeum papież udał pod stojący pod murem muzeum Pomnik Ofiar Totalitaryzmu, pod którym modlił się słowami: "Twój krzyk, Panie, stale rozbrzmiewa, a słychać go pośród tych murów, które pamiętają cierpienia zaznane przez wielu synów tego narodu. Litwini i osoby pochodzące z różnych narodów na własnym ciele znosili urojenia wszechmocy ludzi, którzy chcieli kontrolować wszystko".

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa apostolskiego, w tym byłym więźniom i zesłańcom na Sybir, którzy zgromadzili się na leżącym naprzeciwko pomnika Placu Łukiskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem