Reklama

Kalendarze 2019

Chór dla każdego

2018-05-09 10:54

Monika Ziółkowska
Edycja małopolska 19/2018, str. VII

Piotr Banasik
Nie zamykamy drogi nikomu, to jest jeden wielki chór dla każdego – mówią organizatorzy wydarzenia

„Obyśmy też tam byli, gdy kiedyś Pan powróci znów” – takim radosnym i niezwykle żywiołowym śpiewem wybrzmiewały w dniach 28-29 kwietnia podkrakowskie Więcławice. Już po raz siódmy stały się one na jeden weekend polską stolicą gospel. Po intensywnych próbach 106-osobowy chór zaprezentował się na finałowym koncercie charytatywnym

Każde warsztaty są tak naprawdę inne, choćby dlatego że za każdym razem są inni instruktorzy. Inny jest skład osobowościowy, temperamentowy, muzyczny – mówi Katarzyna Kmita ze Stowarzyszenia „Pełna Chata”. Podkreśla, że coroczne wydarzenie przyniosło już konkretne owoce. – Te warsztaty są na pewno inne choćby pod tym względem, że wiele nowych osób zaangażowało się w ich organizację, ponieważ od września ubiegłego roku, po zeszłorocznych warsztatach, mamy tutaj w Więcławicach czynnie działający chór Camino. To taka idea, która dawno już krążyła, ale za każdym razem czegoś brakowało.

Każdy to potrafi

Do prowadzonego przez dyrygentkę Elę Ekiert zespołu Camino należy wielu uczestników tegorocznej edycji więcławickich warsztatów gospel. – Całe życie chciałam śpiewać, ale wydawało mi się, że nie umiem – mówi pani Marta. Pani Lidia dodaje: – Ja zawsze chciałam śpiewać, chciałam zostać piosenkarką. W końcu stwierdziłam, że muszę coś zrobić dla siebie i „na starość” postanowiłam zapisać się do chóru gospel.

Katarzyna Kmita podkreśla, iż wyjątkowo liczną w tym roku grupę uczestników warsztatów tworzą tym razem w większości członkowie różnych polskich chórów gospel: – Mamy chór z Tarnowa, mamy chór z Katowic, z Tychów, z Więcławic, mamy też pojedyncze osoby z różnych krakowskich chórów. Jest też, oczywiście, część osób niezwiązanych z żadnymi zespołami.

Reklama

Doświadczenie czy umiejętności nie są na więcławickich warsztatach wymagane. – Jak powiedziała Ela Ekiert, śpiewać tak naprawdę umie każdy. Trzeba po prostu poczuć w sobie rytm, poczuć w sobie pulsację i trzeba posłuchać kogoś, kto potrafi nauczyć. Nie zamykamy drogi nikomu, to jest jeden wielki chór dla każdego – podkreśla Katarzyna Kmita.

Z głębi serca

Kwietniowe warsztaty przebiegały pod kierunkiem duetu damsko-męskiego, a przy tym polsko-amerykańskiego: Eli Ekiert – dyrygentki Mistral Gospel Choir i Chóru Camino z Więcławic oraz Briana Fentressa – dyrygenta, trenera wokalnego, kompozytora i producenta muzycznego, który prowadził nie tylko siódmą, ale także pierwszą edycję więcławickich warsztatów. Chórowi akompaniowali Paweł Seweryn (na instrumentach klawiszowych) i Sławomir Dziedzic (na perkusji).

Podczas dwóch dni zajęć uczestnicy poznają zazwyczaj dziesięć utworów, w większości angielskojęzycznych. W trakcie prób, pod kierunkiem doświadczonych instruktorów gospel, uczą się śpiewać je na kilka głosów. Uwagę poświęca się również treści wykonywanych piosenek, aby śpiewać je z głębi serca, jako modlitwę.

Pani Halina, która w warsztatach bierze udział po raz pierwszy, nie kryje zachwytu nad pracą instruktorów: – Oni dają całe serce, cały swój wzór i talent. To daje takiego „kopa”! Wyczuwają w każdej zwrotce, jak my to powinniśmy prawidłowo zaśpiewać: gdzie jest akurat mowa o miłości do Pana Boga. Uczą nas: „Obejmijcie Go!”. Słuchacze potem odczuwają to, że my Pana Boga tulimy, że Go kochamy.

By poczuć wolność

Brian Fentress – instruktor pochodzący z USA, aktualnie zaś mieszkający w Polsce – zapytany o istotę muzyki gospel, wskazuje na dwa aspekty takiego śpiewu: kulturowy i religijny. I o ile amerykańska kultura jest dla Polaków czymś z zewnątrz, o tyle gospel jako ekspresja religijna okazuje się być im bliska. – Gospel jest dla każdego! Jeśli tylko chcesz śpiewać albo słuchać, tańczyć, a może po prostu spróbować, mieć takie doświadczenie – każdy jest mile widziany, żeby doświadczył tego typu muzyki – zachęca Brian.

Co daje ona uczestnikom warsztatów? – Wolność, wyrażenie siebie, swobodę ciała – mówi pani Marta. – Ta muzyka daje poczucie wolności i dzięki niej możemy przezwyciężać codzienne trudy – dodaje pani Lidia. – W gospel odnajduję wiele mądrości. To nie jest tylko śpiewanie dla samego śpiewania. To wyśpiewana modlitwa – podkreśla pani Marta.

Tagi:
gospel

Czuję Boga w kościach

2018-11-28 11:04

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 48/2018, str. VI

W gospel chodzi o radość. Także taką, która pojawia się po doświadczeniu cierpienia i która szuka widoku na wieczność. W której będziemy długo ze sobą rozmawiać. W której w końcu zaspokoi się nasze pragnienie bycia zauważonym i docenionym. Co przeszkadza, by te cechy potrenować już teraz?

Małgorzata Cichoń
Dzielą się radością, którą mają od Pana. Chórzystki i dyrygentka GospelSenior, od lewej panie: Maria, Lea i Michalina

Pani Michalina to mama Asi, która od urodzenia boryka się z poważną niepełnosprawnością. Pomimo to, obie są osobami pełnymi optymizmu. Asia rozwija się artystycznie i jest otwarta na nowe wyzwania. Ma to po tacie, który nie spędza emerytury na siedząco, lecz z zamiłowaniem trenuje tenis ziemny. I po mamie, uzdolnionej muzycznie, która na co dzień nosi fantazyjne koczki, lubi też założyć różowe tenisówki z zielonymi sznurówkami (pytała męża, czy może się tak ubierać, a on nie ma nic przeciwko).

Co wtorek pani Michalina jest na próbie chóru GospelSenior w Ośrodku Kultury im. Cypriana K. Norwida w Krakowie-Nowej Hucie – vis a vis miejsca, gdzie walczono o słynny krzyż. Przychodzę na jedno z takich muzycznych spotkań i zauważam, że seniorom skrzą się oczy, gdy ze mną rozmawiają. Podobnie jak dyrygentce, która choć na próbach i koncertach tryska energią, to w osobistej rozmowie nie wstydzi się łez i wzruszenia. Jak tłumaczy, czasem trzeba popłakać, gdy ktoś inny długo tego nie robił.

Zapomnieć o problemach

Pani Fryderyka przyjeżdża aż ze Zbydniowic, z parafii Przemienienia Pańskiego we Wróblowicach. Podróż w obie strony pochłania jej cztery godziny. Pan Paweł dojeżdża z Nowego Bieżanowa, z parafii Najświętszej Rodziny. Pani Helena ma bliżej, bo mieszka na os. Dywizjonu 303 w Nowej Hucie i należy do parafii św. Brata Alberta (podobnie jak pani Michalina, mieszkanka os. Albertyńskiego). A pani Maria jest też z całkiem niedaleka, bo od św. Maksymiliana Marii Kolbego w Mistrzejowicach.

– Jak widać, przyjeżdżamy z całego Krakowa, a kilka osób także z jego okolic – mówi Maria Markiewicz, koordynatorka GospelSenior. – Istniejemy jako chór od października 2014 r. Jego inicjatorką była jedna z naszych aktualnych chórzystek, Janina Woźniak, wspólnie z wolontariuszami. A dyrygentka, Lea Kjeldsen, jest z pochodzenia Dunką i od ponad 26 lat mieszka w Polsce. To pionierka muzyki gospel w naszym kraju! Pomimo licznych zajęć, podjęła się prowadzenia także tego chóru. Śpiewając ten rodzaj muzyki, przekazujemy radość słuchaczom, a jednocześnie ładujemy akumulatory sobie, bo zapominamy o problemach, które łączą się z naszym wiekiem – opowiada pani Maria.

Dodaje, że łącznie w zespole śpiewa blisko 50 osób, a na koncertach wymiennie prezentuje się zwykle grupa 20-30 osób. Chór jest otwarty na kolejnych miłośników gospel w wieku 60 plus, a wykształcenia wokalnego czy muzycznego nikt tu nie wymaga... – Jesteśmy tu, bo lubimy śpiewać, wspólnie się radować, ale też i pocieszać, bo bywają takie momenty – dzieli się koordynatorka. Opowiada, że chórzyści realizują się na różnych płaszczyznach i koncertują w rozmaitych instytucjach, które ich zapraszają, np. w Domach Pomocy Społecznej: – Niedawno mieliśmy i koncert na Uniwersytecie Jagiellońskim. Występujemy przed podopiecznymi hospicjum, na Senioraliach, festynach, w parafiach... – wymienia pani Maria.

W zulu i po angielsku

Pytam pana Pawła, ilu mężczyzn obecnie śpiewa w chórze. Wylicza, że sześciu. – Sam od 30 lat działam w chórze parafialnym w kościele Najświętszej Rodziny, a od 5 lat w chórze męskim Lutnia. Dołączyłem także tutaj, gdzie zadowolił mnie styl muzyki i atmosfera. Śpiewając gospel, człowiek inaczej się czuje. Moja żona widzi to, gdy przychodzę do domu pełen radości, odstresowany. – Nie można doczekać się próby – potwierdza pani Fryderyka.

– Świetni ludzie, jeden drugiemu pomoże, np. w angielskim. Jej słowom przytakuje pani Helena, która niedawno zapisała się na kurs językowy, by móc jeszcze lepiej spełniać się w gospelowej pasji. – Teksty mamy przetłumaczone, dyrygentka zwraca uwagę na wymowę i nas instruuje – uzupełnia pan Paweł. – A najczęściej mamy podane wszystko fonetycznie – dołącza do rozmowy pani Michalina. – To, że niektóre pieśni są po angielsku, podnosi naszą rangę – uśmiecha się seniorka i dodaje, że dziś śpiewali także w języku zulu.

Oddajemy głos dyrygentce.

– Czy jest jakaś różnica pomiędzy prowadzeniem chóru gospel dla seniorów i dla innych grup? – dopytuję. – Kiedy 5 lat temu w Miechowie zaczęłam prowadzić pierwszy taki chór, zostałam do tej pracy zaproszona, bo sama nie wpadłam na pomysł, że seniorzy będą zainteresowani. Było to w ramach projektu aktywizacji. Ten chór ma teraz tyle fajnych zajęć, że gospel już nie potrzebują. A krakowski chór powstał z inspiracji tamtymi doświadczeniami i po warsztatach Festiwalu 7xGospel. Pracując w chórach seniorskich, nie widzę różnicy pomiędzy nimi a innymi grupami. Sama jestem w wieku 60 plus i sądzę, że w każdym rozdziale życia trzeba pracować na tym, co się ma. Są rzeczy, które seniorom przychodzą łatwiej, np. vibrato – wyjaśnia Lea Kjeldsen.

Z widokiem na wieczność

– Różnimy się tym, co nas interesuje – dodaje dyrygentka. – Istota jest jednak w człowieku zawsze ta sama: Czy ktoś mnie kocha? Czy jestem ważna? Czy ktoś zwraca na mnie uwagę? Potrzebuję o tym wiedzieć, niezależnie od liczby lat. Wielu spośród naszych chórzystów jest samych, może nie mają do kogo otworzyć buzi, kiedy wracają do domu... Stojąc na scenie, wspieramy też służbę zdrowia, bo czujemy się zdrowsi. Musimy się przygotować, pomyśleć o tym, w co się ubrać, jak zadbać o siebie. Po drugie, śpiewamy teksty, które można nucić i o 4 nad ranem, kiedy jest bardzo źle i czegoś się boję. Mamy piękne piosenki o nadziei. Np. taką, która zaczyna się od „Oj, czarno widzę...”, a potem są słowa: „Już nie czarno, znalazłam wyjście, Bóg nim jest” – nuci pani Lea.

– Uważam, że Pan Bóg ma poczucie humoru, a tego w naszych kościołach trochę brakuje. Jak patrzymy, np. na ludy Afryki, widzimy, że przeżywają swoją religię z radością, śpiewają, nawet tańczą jak król Dawid – zauważa pan Paweł. – Myślę, że ludzie starszego pokolenia tak do końca nie rozumieją tego, że my się cieszymy, śpiewając o Bogu. A jeszcze wychodząc z założenia, że jak śpiewasz, to się dwa razy modlisz, i czujesz to, czujesz w kościach istnienie Boga i wspólnoty chrześcijańskiej... - dzieli się pani Michalina, a ja od razu dziękuję jej, że tymi słowami podpowiedziała tytuł artykułu. – No, bo nasze kości są już słabsze, ale mają czucie! – śmieje się wraz z innymi. Pani Lea uzupełnia, że nieraz i w tej grupie zdarza się doświadczenie choroby, odejścia bliskich. Wtedy śpiewanie gospel, to jak chwytanie nadziei. – Wiemy, że tu nie żyjemy wiecznie, ale dobrze jest wcześniej poznać Boga, z którym idziemy się spotkać. Kiedyś słuchałam w radiu piosenki zespołu Dobre Ludzie, gdzie padają słowa o spróchniałej ławce z widokiem na wieczność. Pomyślałam, że wieczność jest dużo dłuższa niż moje 62-letnie życie. A ja tak naprawdę jej nie znam. Kiedyś usiadłam na ławce naprzeciwko Cmentarza Rakowickiego i powiedziałam do koleżanki: „Nie, tu nie ma widoku na wieczność, bo tu tak naprawdę nie ma nikogo. Są tylko ciała, które znikają”. A Bóg mówi, że człowiek żyje wiecznie z Nim. Po jakimś czasie przyszły mi na myśl słowa Jezusa, że pójdzie przed nami, przygotować nam mieszkanie. I to dopiero jest fajny widok – patrzeć na to, co Jezus mówi mi o wieczności. Już się nie martwię, bo wiem, że On wszystko przygotował. Myślę, że będziemy tym zaskoczeni. Sądzę, że będziemy TAM nie tylko śpiewać, ale i dużo rozmawiać. Bo jest wiele do omówienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Jerzy Owsiak na bakier z Kościołem i patriotyzmem

2014-06-10 14:43

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2014, str. 42-43

TOMASZ URBANEK/DDTVN/EAST NEWS
Jerzy Owsiak

Niedawno ogłoszono, że laureatem plebiscytu „Ludzie Wolności”, organizowanego przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, w kategorii „społeczeństwo” został Jerzy Owsiak. Dla wielu osób była to wiadomość szokująca ze względu na ogromną kontrowersyjność tej postaci. Powszechnie znana jest rola Jerzego Owsiaka jako najgłośniejszego propagatora „luzu”, amoralnej zasady „róbta, co chceta”. Wielokrotnie wskazywano również, jak za jego rzekomą apolitycznością i ogromnie nagłaśnianą przez media ideą charytatywnej zbiórki pieniędzy kryje się jednoznaczna stronniczość na rzecz lewej części sceny politycznej. W tym tekście chciałbym skrótowo pokazać niektóre – nie dość znane – fakty, ilustrujące wyraźne uprzedzenia Owsiaka wobec Kościoła i Polaków jako narodu.

Antykościelne fobie

Jerzy Owsiak jest synem pułkownika milicji, zajadłego ateisty. Jego ojciec w pisanych przez siebie życiorysach akcentował swój negatywny stosunek do duchowieństwa katolickiego, określając je jako „szkodnika państwa demokratycznego” (P. Lisiewicz, M. Marosz, „Ten, który zniszczył bunt”, „Nowe Państwo”, ½013). Niewierząca była również matka Owsiaka (por. M. Narbutt, „Człowiek orkiestra”, „Rzeczpospolita” z 31 stycznia – 1 lutego 2004 r.).

Pomimo wychowania w ateistycznej rodzinie Owsiak deklarował się jako „niechodzący do kościoła katolik” (M. Narbutt, tamże). O tym, jaki jest faktyczny stosunek Owsiaka do Kościoła, najwymowniej świadczy fakt, że na początku lat 90. Owsiak ogłaszał jako hymn w programie „Róbta, co chceta” antyklerykalną piosenkę „Hipisówka” zespołu „Kobranocka” (por. P. Lisiewicz, „Seks zamiast armat”, „Gazeta Polska” z 3 stycznia 2007 r.). Piosenka w obrzydliwy wręcz sposób lżyła Kościół i duchownych. Dość zacytować choćby taki fragment:

„Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych,
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany.
Wiara w cud, mrowie złud,
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą,
Dokąd pójść, zewsząd gnój,
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą”.

I jakoś dziwne wyszydzanie w piosence „lęku klech na głupotę przekuwanego”, „wiary w cud” nijak nie przeszkadzało „katolikowi” Owsiakowi. Promowanie antykościelnej „Hipisówki” u Owsiaka nie było czymś odosobnionym. Grzegorz Wierzchołowski wspominał: „Na pierwszej edycji Przystanku w 1995 r. gromkie brawa wśród części publiczności zebrał np. lewacki zespół «Hurt», śpiewając m.in.: «Zdejmij ten krzyż, on przeszkadza ci, zdejmij ten krzyż, wyrzuć go za drzwi»” („Przystanek Postęp”, „Gazeta Polska” z 29 sierpnia 2007 r.).

W wywiadzie dla czasopisma „Zdrowie” „katolik” Owsiak wprost wyszydzał wiarę w cudowne powstanie człowieka, mówiąc m.in.: „Ludzie za granicą mnie pytają: «Czy naprawdę u was w rządzie myślą, że człowiek powstał wyłącznie w sposób cudowny?». Co ja mam odpowiadać? Jak głupoty opowiada ktoś w autobusie, można się odwrócić. Ale kiedy to mówią politycy – trzeba reagować” (za postkomunistycznym „Przeglądem” z 14 stycznia 2007 r.).

Szokujący był fakt, że „katolik” Owsiak jakoś szczególnie nietolerancyjny był wobec Kościoła katolickiego, podczas gdy równocześnie był bardzo łaskawy wobec innych wyznań, zwłaszcza wobec sekty Hare Kryszna. Socjolog Jacek Kurzępa komentował: „Pan Owsiak z niewiadomych powodów toczy boje z Przystankiem Jezus, podczas gdy bez oporów przyzwala na aktywność sekty Hare Kryszna, która ponad 20 lat temu została uznana za szczególnie niebezpieczną przez Parlament Europejski. Hare Kryszna zaprasza woodstockową młodzież do udziału w procesjach, oferuje tanie posiłki, wabi do swojej świątyni, z której dobiegają dźwięki modlitwy i mantry. Ludzie nie rozumieją, że uczestniczą w rytuałach sekty. Ten kryptoprzekaz oceniam jako bardzo subtelną, ale niebezpieczną promocję Hare Kryszny” (wywiad A. Mikołajczyka z dr. J. Kurzępą pt. „Świat według Owsiaka”, „OZON” z 2 sierpnia 2008 r.). Trzeba stwierdzić, że dr Kurzępa (dziś już profesor) miał rację. Na tle życzliwego stosunku Owsiaka do sekty Hare Kryszna tym bardziej szokujący był jego nader niechętny stosunek do Przystanku Jezus. Po kilku latach tarć i trudnych rozmów w końcu doszło do ostatecznego konfliktu z winy Owsiaka. W marcu 2003 r. Jerzy Owsiak w wypowiedzi dla „Gazety Lubuskiej” (powtórzonej później przez KAI) powiedział, że „nie chce widzieć na Przystanku Woodstock namiotu i duchownych z Przystanku Jezus”. Na uwagę ks. Draguły, że organizatorzy Przystanku Jezus spełnili już w zeszłym roku wszystkie warunki Owsiaka, szef WOŚP warknął: „Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma”. Wśród zbieraniny młodych na Woodstocku nader silnie uzewnętrzniały się nastroje antykatolickie. W czasie Przystanku Woodstock w 1999 r. pod adresem młodzieży z Przystanku Jezus, która szła w Drodze Krzyżowej, „posypały się wyzwiska ze strony zbuntowanych punków. Poleciało też kilka butelek” (M. Majewski, „Żar stu tysięcy”, „Rzeczpospolita” z 7 sierpnia 1999 r.). Wielokrotnie dochodziło do profanowania krzyża przy namiocie na Przystanku Jezus. Zdziczali młodzi ludzie rzucali w niego puszkami od konserw i wyszydzali go (por. M. Jeżewska, M. Marosz, D. Łomicka, „Przystanek Woodstock – profanują krzyż”, „Gazeta Polska Codziennie” z 3 sierpnia 2013 r.). Ze szczególną zajadłością Owsiak atakował Radio Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Po publikacji we „Wprost” osławionych „taśm Rydzyka” pisał w liście do prezydenta i premiera: „Słowa o. Rydzyka mogę tylko porównać z najbardziej absurdalnymi wypowiedziami partyjnych bonzów III Rzeszy (...). Jest tak głupio znowu wstydzić się za ten kraj” („Gazeta Wyborcza” z 11 lipca 2007 r.).

Owsiak: „Polacy są straszliwymi rasistami”

W 2000 r., w czasie ogromnego kryzysu prawicy w związku z upadkiem AWS-u, Jerzy Owsiak pozwolił sobie na publiczne ujawnienie całej fobii wobec swego narodu. Zrobił to w wywiadzie dla tropiącego „nacjonalizm” i „antysemityzm” antyfaszystowskiego czasopisma „Nigdy Więcej”, mówiąc m.in.: „Polacy są straszliwymi rasistami. Szowinizm narodowy jest obecny w Polsce i nie jest to wcale bardzo marginalne zjawisko. Potwierdza to np. program Wojciecha Cejrowskiego «WC Kwadrans» (...). Polacy lubią być rasistami, chcą polepszyć przez to swój wizerunek, swoją własną wartość. (...) Duży udział w tym ma np. Kościół, który, nie rozumiejąc pewnych rzeczy, stawia kropkę nad «i». (...) Jesteśmy bardzo nietolerancyjni w stosunku do osób innej wiary. (...) Polacy są okropnymi rasistami (wywiad A. Zachei z J. Owsiakiem pt. „Trzeba być konsekwentnym”, „Nigdy Więcej”, 1½000). W wywiadzie znalazło się jeszcze odpowiednie określenie Polski w porównaniu z innymi krajami, zdaniem Owsiaka – „Polska... to zaścianek”.

Owsiaka pogarda dla Polski

Można tylko żałować, że te niemądre uogólnienia Owsiaka są tak mało znane w Polsce, bo na pewno pomogłyby w podważeniu jego mitu. Przypomnijmy jednak, że kilkakrotnie nawet podczas publicznych spotkań posuwał się on do otwartego wypowiedzenia jakiejś obrzydliwej opinii o Polsce. Oto kilka przykładów. 8 czerwca 2001 r. w Żarach, podczas publicznego spotkania zorganizowanego przez władze miasta i w ich obecności, Owsiak wypowiedział słowa: „W Polsce, tym pieprzonym kraju, zawsze będą narkotyki” (MZM, „Polska to «piep... kraj»”, „Nasza Polska” z 19 czerwca 2001 r.). Oburzony wypowiedzią Owsiaka Krzysztof Błażejczyk skierował do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z art.133, polegającego na znieważeniu Ojczyzny. Wkrótce okazało się jednak, że prokuratura, decyzją z 31 lipca 2001 r., odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie znieważenia narodu i Rzeczypospolitej Polskiej. Pismo prokuratury nie zawierało żadnej argumentacji (por. A. Echolette, „Nie obraził Narodu”, „Nasza Polska” z 21 sierpnia 2001 r.). Do ponownego plugawienia imienia Polski przez Owsiaka doszło na Przystanku w Woodstock w 2003 r. Andrzej Poray tak pisał na ten temat: „«Polska to pop... kraj. Żyjemy w pop... kraju» – tymi słowami lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak otwierał Przystanek Woodstock. Wykreowany przez lewicowe media «autorytet» i później nie szczędził wulgarnych, agresywnych słów pod adresem Ojczyzny” („Owsiak i jego armia”, „Nasza Polska” z 12 sierpnia 2003 r.).

Dziennikarz „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski wspominał podobnie ohydne wystąpienie Owsiaka: „To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z Przystanków Woodstock, jakie jako dziennikarz relacjonowałem (...). Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. (...) I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych zgromadzonych pod sceną obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś, że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. (...)” („Jerzy Owsiak publicznie zbluzgał mój kraj, czyli jak szef WOŚP «oddał hołd» Powstaniu Warszawskiemu”, www.niezlomni.com, dostęp z 11 stycznia 2014 r.). W czasie gdy mamy tak wielkie zaległości w odsłanianiu przemilczanej najnowszej historii, dziejów Żołnierzy Wyklętych czy prześladowań politycznych doby stanu wojennego, Owsiak perorował: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tymi pomnikami ku czci i chwale, z tym wiecznym gadaniem, co kto zrobił 30 lat temu” (wywiad M. Szymaniaka z J. Owsiakiem pt. „Mam dość pomników ku czci i chwale”, „Życie Warszawy” z 25-26 sierpnia 2007 r.).

Szerszy portret J. Owsiaka znajduje się w świeżo wydanym 3. tomie mojej książki „Czerwone dynastie przeciw Narodowi i Kościołowi”, którą można zamówić – tel. 608-854-215 i e-mail: maron@upcpoczta.pl) J.R.N.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykły koncert

2019-01-16 13:14

Jadwiga Kamińska

W kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego łodzianie wysłuchali przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej trzeciej przez Zespół Pieśni i Tańca Śląsk im. Stanisława Hadyny. Miejsce koncertu nie było przypadkowe.

Marek Kamiński

Obecny kościół OO. Jezuitów pierwotnie był kościołem ewangelicko-augsburskim pw. św. Jana Ewangelisty. Został zbudowany w latach 1880 – 1884. Druga wojna światowa przyniosła tragiczne następstwa. Z kilkudziesięciotysięcznej społeczności ewangelickiej Łodzi, po wojnie zostało około czterech tysięcy osób. Stojąca w centrum miasta świątynia opustoszała.

2 lutego 1945 r. władze miejskie przekazały kościół OO. Jezuitom i 4 lutego dawny kościół św. Jana Ewangelisty został poświęcony jako świątynia rzymskokatolicka, otrzymując wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego. Podczas remontu świątyni w kuli pod krzyżem wieży głównej, odkryto pamiątkowy dokument z 20 września 1883 r. a w nim napis:

„Tak, jak my, mimo wielu trudności, podjęliśmy trud wznoszenia tego Domu Bożego, tak niech nasi następcy otaczają Go gorliwą troską i w dziele swym nie upadają na duchu”.

Zawirowania historii sprawiły, że w tym kościele po II wojnie światowej, Polacy przybyli z Wilna umieścili kopię wizerunku Matki Bożej z Ostrej Bramy, Matki Miłosierdzia.

Dla naszych rodaków, którzy znaleźli tutaj swoje miejsce, ten obraz był znakiem pociechy i nadziei. Prezes Stowarzyszenia Słowo i Muzyka u Jezuitów o. Józef Łągwa SJ powiedział:

- Dzisiaj pragniemy nie tylko wysłuchać przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej, ale chcemy jeszcze bardziej prosić naszą Matkę i Królową, aby nam wyprosiła obfite dary.

„Boże w Trójcy Świętej Jedyny, który jesteś Miłością Miłosierną, prosimy Cię pokornie przez wstawiennictwo Matki Miłosierdzi – przebacz nasze grzechy, ulecz słabości, rozerwij kajdany zniewolenia, umacniaj w chwilach doświadczeń i wspieraj w przeciwnościach losu. Naucz nas też postępować drogą Twoich przykazań i błogosławieństw oraz pełnić uczynki miłosierdzia, byśmy stając się solą tej ziemi i światłem świata mogli dążyć do trwałego zjednoczenia z Tobą w niebie. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen”.

Marek Kamiński

Muzykę do Litanii Ostrobramskiej napisał Stanisław Moniuszko, którego dwusetną rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku, a setną rocznicę urodzin twórcy Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk Stanisława Hadyny.

W drugiej części koncertu Zespół wraz z orkiestrą pod dyrekcją Mirosława Macieja Banacha wykonał kolędy i pastorałki. Najbardziej owacyjnie przyjętą przez ponad trzytysięczną widownię była pastorałka „Jeszcze Polska nie zginęła, gdy kolęda rodzi łzy”.

Organizatorem koncertu było Stowarzyszenie Słowo i Muzyka u Jezuitów, a patronat objęli ks. abp Grzegorz Ryś – Metropolita Łódzki oraz Grzegorz Schreiber – Marszałek Województwa Łódzkiego, natomiast głównym sponsorem było Województwo Łódzkie – promuje łódzkie.

Dziękując za przepiękny koncert, proboszcz o. Remigiusz Recław SJ powiedział – Kochani, nie byłoby tego koncertu gdyby nie o. Józef Łągwa SJ. Bardzo serdecznie dziękuję Ojcu za jego niestrudzone działanie kulturalne dla naszego całego miasta i województwa. Ojcze Józefie jesteś Wielki!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem