Reklama

Dom na Madagaskarze

Diecezja tarnowska

Jest świętą, nie celebrytką

2018-05-30 11:29

Lucyna Ruchała
Edycja małopolska 22/2018, str. IV

Lucyna Ruchała
Przed obrazem św. Rity modli się, prosząc ją o wstawiennictwo, bardzo wielu jej czcicieli

Jubileusz 25-lecia łaskami słynącego obrazu Świętej z Cascii obchodzono przez dwa dni w parafii pw. Matki Bożej Niepokalanej w Nowym Sączu. Tu do św. Rity przybywa coraz więcej jej czcicieli. Nieraz z odległych miejscowości

Odpust stał się również okazją do świętowania przez 119 par okrągłych jubileuszy zawarcia sakramentu małżeństwa. W modlitwach nie zabrakło też dziękczynienia za 100 lat niepodległości Polski. Tym wydarzeniom poświęcony był również wieczorny koncert śląskiego artysty Jacka Kieroka.

Obraz

W sobotnie popołudnie 19 maja pewna pani podchodzi przed obraz św. Rity. Uklęka, całuje relikwie umieszczone przed obrazem i mówiąc cicho: „Dziękuję, św. Rito”, odchodzi wzruszona. Na odpust do Świętej od spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych przybyli ludzie nie tylko z Małopolski. Jej obraz od 25 lat obecny w parafii Matki Bożej Niepokalanej z roku na rok przyciąga coraz większe rzesze wiernych.

Przykład św. Rity uświadamia, że nie każda ziemska wędrówka jest „usłana różami”, ale z Bogiem możemy wyjść obronną ręką z nawet najtrudniejszych sytuacji. – Dzięki św. Ricie moi synowie po smutnych życiowych przejściach znaleźli wspaniałe żony. O to się dla nich modliłam i zostałam wysłuchana – mówi pani Zuzanna. Pani Alina, która do Nowego Sącza przyjechała aż z Istebnej koło Wisły, opowiada ze wzruszeniem: – Córeczka koleżanki chorowała na najcięższą odmianę padaczki. Lekarze niewiele mogli zrobić. Pomogła św. Rita i teraz dziewczynka jest zupełnie zdrowa.

Reklama

Św. Rita jest czczona oficjalnie od początku XVII wieku, kiedy to ówczesny papież Urban VIII zatwierdził jej kult. Do Nowego Sącza wizerunek św. Rity trafił w 1993 r. dzięki staraniom żony ambasadora Polski we Francji, z urodzenia sądeczanki – Janiny Habeli-Juin. Ta, za pozwoleniem władz kościelnych, zleciła namalowanie obrazu sądeckiemu twórcy Bernardowi Wójcikowi i umieszczenie go w jednym z nowo powstałych sądeckich kościołów. Takim była świątynia pw. Matki Bożej Niepokalanej w Nowym Sączu.

Ogród różany

To już tradycja, że czciciele św. Rity przynoszą do kościoła na nabożeństwa poświęcone jej róże, które później, pobłogosławione przez kapłana, zabierają do domów lub ofiarowują bliskim jako znak modlitewnej pamięci. Do tego symbolu odniósł się w odpustowej homilii zaproszony na uroczystość ks. Piotr Pasek, który zaznaczał: – Jeśli w twoich dłoniach, bracie, siostro, jest teraz kwiat róży, będący znakiem intencji, które przynosisz za wstawiennictwem św. Rity do Miłosiernego Boga, pamiętaj, że będzie pustym znakiem, jeśli nie zostanie złączony z darem miłości i cierpienia.

Przy kościele Matki Bożej Niepokalanej od roku można podziwiać ogród różany, pośrodku którego znajduje się naturalnej wielkości figura św. Rity. – Ten ogród to pomysł byłego wikariusza parafii, ks. Stanisława Kurczaba, który doskonale znał historię Świętej i pielgrzymował do jej rodzinnych stron. Teraz ogród możemy odwiedzać, modlić się w nim przy figurze Świętej czy po prostu odpocząć na umieszczonych tam ławkach – opowiada ks. prał. Kazimierz Markowicz, proboszcz parafii.

Obecnie odpowiedzialny za szerzący się w parafii kult Świętej z Cascii ks. Mariusz Żuczek przekonuje: – Św. Rita wyprasza cuda, ale nie działa „automatycznie”. Są przypadki, kiedy ktoś przychodzi i pokazuje wyniki badań, wskazujące na nieuleczalną chorobę, oraz kolejne, gdzie po tej chorobie nie ma już śladu. I to jest piękne. Ale równie wspaniałe jest to, kiedy ktoś ciężko chory mówi: „Wiem, że jest, jak jest, ale z Tobą, Rito, dam radę, bo mam świadomość, że mnie wspierasz”. I to jest świadectwo wielkiej ufności – mówi ks. Mariusz i podkreśla: – Rita przede wszystkim pokazuje nam, jak wierzyć i uczy nas ufności w dobroć Boga. W końcu jest świętą, a nie celebrytką!

Sanktuarium?

Sądeckie miejsce kultu św. Rity wielu nazywa sanktuarium, choć oficjalnie nim nie jest. Ks. Kazimierz Markowicz informuje: – Pół roku temu, na prośbę wiernych, przekazaliśmy do bp. Andrzeja Jeża list z prośbą o utworzenie w naszej parafii sanktuarium św. Rity. Temat ten staje się coraz bardziej realny.

Czy kolejny odpust będzie świętowany już w sanktuarium? Tego jeszcze nie możemy napisać. Pewne jest za to, że św. Rita jak była, tak będzie skuteczną wstawienniczką we wszystkich sprawach. Bo przecież dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Więcej zdjęć ukazujących św. Ritę w Nowym Sączu pod adresem: www.niedziela.pl/artykul/35667/swietowali-jubileusz

Tagi:
św. Rita Tarnów

Tuchów: pokora to chodzenie w prawdzie

2018-12-27 12:21

br. Robert Borzyszkowski CSsR

21 grudnia po raz kolejny odbyło się w tuchowskiej bazylice comiesięczne spotkanie młodzieży z cyklu „Droga wewnętrzna”.

Arch. bazyliki w Tuchowie

Tematem przewodnim była pokora, a patronem czuwania bł. Karol de Foucauld OCSO. Ten pokorny zakonnik, mimo że urodził się w arystokratycznej rodzinie, swoje życie poświęcił całkowitemu oddaniu się Bogu i ludziom na terenie Afryki. Całe zagadnienie przybliżył nam o. Marcin Klamka CSsR , wykładowca WSD w Tuchowie i formator w nowicjacie redemptorystów w Lubaszowej.

Nasze spotkanie rozpoczęło się od Mszy św., w czasie której harcerze - jak co roku - przynieśli światełko pokoju z Groty Narodzenia Pańskiego (po zakończonym wydarzeniu zostało ono wzięte przez wiernych do swoich domów). Następnie odbyła się konferencja, w której mogliśmy usłyszeć, że pokora wydaje się najważniejszą cnotą moralną. Przeciwieństwem pokory jest pycha, która jest postawieniem się w miejscu Boga. Pokora zakorzeniona zawsze jest w prawdzie, a pycha w fałszu. O. Marcin zwrócił uwagę na to, że pokora nie jest, jak się często wydaje, bierną postawą wobec wyrządzanej krzywdy. Pokora jest chodzeniem w prawdzie, chociaż jest ona dla nas czasem niezwykle trudna.

Po duchowej uczcie udaliśmy się zwyczajnie na drożdżówkę i gorącą herbatę, przy której znowu mogliśmy zacieśniać więzy przyjaźni i koleżeństwa między nami.

Na zakończenie czuwania oddaliśmy chwałę Jezusowi Chrystusowi w Najświętszym Sakramencie. Adoracja była oparta na płomiennych modlitwach bł. Karola de Foucaulda.

Ufamy, że wraz z światełkiem pokoju wzięliśmy do swoich domów i serc gorące pragnienie umiłowania pokory, która to nadzwyczaj upodabnia nas do naszego Pana i Mistrza Jezusa Chrystusa!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Diecezjanie listy piszą... do św. Józefa

2014-01-16 15:08

Aleksandra Bąk
Edycja zielonogórsko-gorzowska 3/2014, str. 4-5

Jest nazywany Zarządcą Posiadłości Boga. Może dlatego – skoro wszystko jest Boga: i świat, i dobra materialne, i my – to do niego chrześcijanie zwracają się o pomoc w codziennych sprawach. Niektórzy robią to podczas modlitwy, inni – pisząc list...

aSuruwataRi/pl.fotolia.com

O listach do św. Józefa usłyszałam kilka lat temu od koleżanki ze wspólnoty. Wtedy mało kto wiedział, że do opiekuna Maryi też można wysyłać korespondencję (nie tylko do św. Mikołaja). Dziś ten trend jest już znany dość powszechnie wśród moich znajomych. I nim w tym artykule chcę się podzielić z Czytelnikami.

Ostatnia deska ratunku

Rosnąca liczba napisanych listów to efekt skuteczności św. Józefa i świadectw tych, którzy z nim korespondują. Na czym to polega? Z określoną potrzebą zwracam się do św. Józefa w liście, piszę go tak, jak czuję, wkładam do koperty i wysyłam. Św. Józef odpowiada nie jak typowy adresat listu, lecz przez zaradzenie potrzebie lub rozwiązanie problemu, o którym pisaliśmy w liście.

– Do św. Józefa można pisać w każdej sytuacji i w każdej sprawie. Ja pisałam o pracę, opiekę dla syna, a nawet o stół. I wszystko to otrzymałam – opowiada Anna Michalska. Mówi, że napisanie pierwszego listu było jak krzyk tonącego, uznaniem, że sama już nic nie może. – Podczas urlopu macierzyńskiego skończyła mi się umowa o pracę i stałam się bezrobotną mamą. Z mężem borykaliśmy się z dużymi trudnościami finansowymi. Żeby związać koniec z końcem, trzeba było sprzedać i tak często psujący się samochód. Nie stać nas było na remont i wyposażenie kupionego na kredyt mieszkania. Modliliśmy się o jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Rozwiązanie przyszło podczas jednej z Eucharystii. Nie bezpośrednio. Ania przypomniała sobie, że kiedyś czytała artykuł o listach do św. Józefa. Wiedziała, że jest skuteczny, bo kiedyś nowenną do niego w rodzinie wyprosili cud. Postanowiła więc napisać. – Prosiłam o pracę w szkole podstawowej, blisko od domu – do 15 minut pieszo, bo nie mieliśmy samochodu, na pełen etat, i możliwość współpracy z uczniami zdolnymi. Choć trudno dziś dostać pracę w zawodzie, ja ją otrzymałam po pół roku, ze wszelkimi zapisanymi w liście szczegółami.

Pisać trzeba konkretnie

Św. Józef jest na pewno specjalistą od znajdowania pracy. – Po studiach wyjechałam do Warszawy do pracy, ale chciałam dostać coś w zawodzie, żeby chociaż przez rok popracować i zaliczyć staż – opowiada Katarzyna Sitek z Nowogrodu Bobrzańskiego. – Kuzynka powiedziała mi, jak taki list napisać, nic mi nie szkodziło, więc wróciłam z pracy do domu i napisałam. Nie powiem, było ciężko, bo nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Nigdy wcześniej nie korespondowałam z żadnym ze świętych, ale udało się. Pisałam, że chciałabym dostać pracę w zawodzie, niedaleko domu. To było fascynujące, po niecałych dwóch tygodniach dostałam telefon, że jest dla mnie praca 60 km od domu. Daleko, ale jak później pomyślałam, to w liście nie sprecyzowałam, co to znaczy blisko domu. W porównaniu do Warszawy te 60 km okazało się być blisko. Dostałam pracę w zawodzie – opowiada Kasia i dodaje: – Trzeba pisać konkretnie, bo później „blisko domu” może okazać się takimi 60 kilometrami – zauważa z uśmiechem.

Odpowiedź w niepewności

Św. Józef był odpowiedzialny za utrzymanie swojej Rodziny: siebie, Maryi i Józefa. W ten sposób Bóg powierzył mu cały Kościół i wszystkich ludzi. Nie dziwi więc jego zrozumienie także dla potrzeb współczesnej rodziny i troska o jej byt.

– Rok temu byliśmy z mężem w takiej sytuacji, że nie wiedzieliśmy co dalej – opowiada Magdalena Stachowska. – Nasza córka Tosia miała już ponad rok i chciałam iść do pracy albo na studia, ale nie została przyjęta do żłobka. Pracy konkretnej też nie było i nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Szukaliśmy też pilnie mieszkania na zmianę, bo tamto, w którym mieszkaliśmy, było bardzo zimne i z dużym grzybem na wszystkich ścianach zewnętrznych. Pisaliśmy też w liście, że jesteśmy otwarci na rodzeństwo dla Tosi. Napisaliśmy razem list na 4 str. A4. Na potwierdzenie naszej dobrej woli i głębokiej wiary zaczęliśmy odmawiać nowennę do św. Józefa. W ostatnim dniu nowenny miałam dostać miesiączkę i nie dostałam. A po półtora miesiąca znaleźliśmy mieszkanie w megaofercie, że drugiej takiej ze świecą szukać. Nasz syn Ignaś jest wymodlony w 200% i nawet z tej okazji na drugie ma Józef.

Wstęp, rozwinięcie, zakończenie

Kasia zaznacza, że list do św. Józefa to nie zaklęcie czy magiczna sztuczka. – Jeśli ktoś pisze listy do św. Józefa, musi się zawierzyć przez niego Panu Bogu, inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Nie zawsze wszystko, o co się prosi, faktycznie się realizuje. Czasem też św. Józef inaczej odpowiada na prośbę. – Do tej pory (już prawie 2 lata) nie mamy auta, a pisałam także o nie. Papież Franciszek sobie radzi – my też możemy. Nie jest łatwo, ale doświadczamy dobroci serca osób ze wspólnoty, w której jesteśmy. Pan dał nam ludzi, którzy dzielą się swoim samochodem – opowiada Ania i dodaje: – Bóg pokazuje mojej rodzinie, że chce nam dawać dobra w obfitości. Daje jednak to, co jest nam niezbędne do życia lub do duchowego wzrostu. Błogosławi niektórym naszym planom i zamierzeniom, ale nie rozpieszcza.

Jak taki list powinien wyglądać? Kasia mówi, że normalnie. – List pisze się najzwyczajniej w świecie, przynajmniej ja tak robię, jak do przyjaciela. Później zostawia się go w kościele pod obrazem św. Józefa albo pod figurką, można też włożyć do Pisma Świętego.

– W każdym z listów dziękuję za wcześniejsze wstawiennictwo św. Józefa – opowiada Ania – i obiecuję, że będę mówić o dziełach Pana, których doświadczam za jego wstawiennictwem. Wcześniej listy zostawiałam przy własnej, małej figurce św. Józefa. Teraz piszę list – z datą, adresatem, wstępem, rozwinięciem i zakończeniem oraz nadawcą – w formie elektronicznej i zapisuję w kopiach roboczych w skrzynce e-mail. Ania jest jednak przekonana, że tak naprawdę ani forma listu, ani miejsce jego pozostawienia nie ma większego znaczenia. – Uważam, że ważny jest sam fakt uznania woli i panowania Boga w moim życiu, a także powierzenie konkretnych własnych planów w ręce Boga. Dodaje, że ważne jest, by nie siedzieć z założonymi rękoma. Bóg błogosławi działaniom człowieka, jeśli tylko są dla niego dobre. – W praktyce oznacza to np., że jeśli potrzebuję pracy, to po napisaniu listu nie przestaję jej szukać. Mam pewność, że w moich staraniach pomógł mi św. Józef. Skąd to wiem? Zbyt wiele detali z listu związanych z pracą stało się rzeczywistością, żeby wątpić, że to jego sprawka – wyjaśnia Ania.

Mocą Bożą

Ania, dziękując św. Józefowi za wstawiennictwo, założyła na Facebooku profil „Piszę listy do św. Józefa”, na którym można znaleźć więcej świadectw na temat skuteczności Zarządcy Posiadłości Boga.

– W ten sposób chciałam m.in. zrealizować obietnicę z listu, że będę mówić o dziełach Pana, których doświadczam za jego wstawiennictwem – wyjaśnia. Wiele z nich dotyczy pracy, ale nie tylko. Rafał pisze: „Przez dłuższy czas szukałem pracy, rezultaty były marne, przychodziła nadzieja, a zaraz po niej brak odpowiedzi na wysyłane CV i rozczarowanie (…). Pewnego dnia za namową mojej dziewczyny napisałem do św. Józefa, że chcę pracować w firmie, której oferta o pracę znalazła się w internecie. Dostałem odpowiedź. Jedna i druga rozmowa kwalifikacyjna. Podpisana umowa i praca, która bardzo mi odpowiada. Dodam, że moja dziewczyna też napisała taki list i podała dokładną datę, do której ma się wypełnić to, o co prosi – do czerwca 2013. I tak się stało – co było jej prośbą: spotkała chłopaka, zdała prawo jazdy itd. Traktuję to nie jako wyrocznię czy science fiction albo sklepik, do którego przynoszę moje zachciewajki, ale prawdziwą przyjaźń do św. Józefa, który rzeczywiście pomaga człowiekowi, wstawiając się u Boga w jego intencji, by w życiu pamiętać, że Bóg czuwa i opiekuje się tymi, których kocha”.

Z kolei Kinga daje takie świadectwo: „W dniu 5. rocznicy zawarcia małżeństwa pojechałam z mężem do Rokitna do Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej i tam na spacerze razem z mężem napisaliśmy list do św. Józefa (29.09.2012 r.), w którym pisaliśmy: Zwracamy się do Ciebie z prośbą o zdrową, piękną córkę, która przede wszystkim będzie kochała Pana Boga. Zawierzaliśmy tę sprawę i bardzo chcieliśmy, aby ta prośba zrealizowała się do końca 2013 r. Dziś Karolinka Maria jest już z nami (imię wybrane przez mojego męża, kilka miesięcy wcześniej – od Karola Wojtyły:)), a urodziła się dokładnie 22.10.2013 r. (w dniu wspomnienia bł. Jana Pawła II). Chwała Panu!

PS W liście pisaliśmy także o kilku innych sprawach – nie wszystko JESZCZE się zrealizowało, ale wierzymy, że Pan zna nasze pragnienia i wie – lepiej niż my sami – co jest nam potrzebne do wzrostu duchowego i do bycia bliżej Niego – bo o to w rezultacie chodzi, więc staramy się ufać, niezależnie od tego, czy powie nam tak czy poczekajcie, czy nie. UFAJ I BĄDŹ CIERPLIWY”.

Proście, a będzie wam dane (Mt 7, 7)

Św. Teresa z Ávila pisała: „Biedni grzesznicy, bez względu na wielkość waszych potrzeb, zwróćcie się o pomoc do św. Józefa! Idźcie do Józefa ze szczerą pewnością i spokojem, że wasze prośby będą wysłuchane”. Świadectwo jego życia, postawa wobec Maryi i Jezusa oraz wszystkie te cechy, które możemy wywnioskować z Pisma Świętego – odpowiedzialność, pracowitość, dobroć, opiekuńczość, odwaga, posłuszeństwo – wzbudzają w nas zaufanie i pewność, że skoro Bóg powierzył mu tak cenny skarb, jakim są Maryja i Jezus, to tym bardziej chce, byśmy i my powierzali się jego wstawiennictwu, a i on, jak opiekował się swoją Rodziną z polecenia Ojca, tak i nami będzie się opiekował i zapewniał to, czego potrzeba.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykły koncert

2019-01-16 13:14

Jadwiga Kamińska

W kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego łodzianie wysłuchali przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej trzeciej przez Zespół Pieśni i Tańca Śląsk im. Stanisława Hadyny. Miejsce koncertu nie było przypadkowe.

Marek Kamiński

Obecny kościół OO. Jezuitów pierwotnie był kościołem ewangelicko-augsburskim pw. św. Jana Ewangelisty. Został zbudowany w latach 1880 – 1884. Druga wojna światowa przyniosła tragiczne następstwa. Z kilkudziesięciotysięcznej społeczności ewangelickiej Łodzi, po wojnie zostało około czterech tysięcy osób. Stojąca w centrum miasta świątynia opustoszała.

2 lutego 1945 r. władze miejskie przekazały kościół OO. Jezuitom i 4 lutego dawny kościół św. Jana Ewangelisty został poświęcony jako świątynia rzymskokatolicka, otrzymując wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego. Podczas remontu świątyni w kuli pod krzyżem wieży głównej, odkryto pamiątkowy dokument z 20 września 1883 r. a w nim napis:

„Tak, jak my, mimo wielu trudności, podjęliśmy trud wznoszenia tego Domu Bożego, tak niech nasi następcy otaczają Go gorliwą troską i w dziele swym nie upadają na duchu”.

Zawirowania historii sprawiły, że w tym kościele po II wojnie światowej, Polacy przybyli z Wilna umieścili kopię wizerunku Matki Bożej z Ostrej Bramy, Matki Miłosierdzia.

Dla naszych rodaków, którzy znaleźli tutaj swoje miejsce, ten obraz był znakiem pociechy i nadziei. Prezes Stowarzyszenia Słowo i Muzyka u Jezuitów o. Józef Łągwa SJ powiedział:

- Dzisiaj pragniemy nie tylko wysłuchać przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej, ale chcemy jeszcze bardziej prosić naszą Matkę i Królową, aby nam wyprosiła obfite dary.

„Boże w Trójcy Świętej Jedyny, który jesteś Miłością Miłosierną, prosimy Cię pokornie przez wstawiennictwo Matki Miłosierdzi – przebacz nasze grzechy, ulecz słabości, rozerwij kajdany zniewolenia, umacniaj w chwilach doświadczeń i wspieraj w przeciwnościach losu. Naucz nas też postępować drogą Twoich przykazań i błogosławieństw oraz pełnić uczynki miłosierdzia, byśmy stając się solą tej ziemi i światłem świata mogli dążyć do trwałego zjednoczenia z Tobą w niebie. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen”.

Marek Kamiński

Muzykę do Litanii Ostrobramskiej napisał Stanisław Moniuszko, którego dwusetną rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku, a setną rocznicę urodzin twórcy Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk Stanisława Hadyny.

W drugiej części koncertu Zespół wraz z orkiestrą pod dyrekcją Mirosława Macieja Banacha wykonał kolędy i pastorałki. Najbardziej owacyjnie przyjętą przez ponad trzytysięczną widownię była pastorałka „Jeszcze Polska nie zginęła, gdy kolęda rodzi łzy”.

Organizatorem koncertu było Stowarzyszenie Słowo i Muzyka u Jezuitów, a patronat objęli ks. abp Grzegorz Ryś – Metropolita Łódzki oraz Grzegorz Schreiber – Marszałek Województwa Łódzkiego, natomiast głównym sponsorem było Województwo Łódzkie – promuje łódzkie.

Dziękując za przepiękny koncert, proboszcz o. Remigiusz Recław SJ powiedział – Kochani, nie byłoby tego koncertu gdyby nie o. Józef Łągwa SJ. Bardzo serdecznie dziękuję Ojcu za jego niestrudzone działanie kulturalne dla naszego całego miasta i województwa. Ojcze Józefie jesteś Wielki!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem