Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Ma 100 lat i wciąż się uczy

2018-08-08 10:23

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 32/2018, str. VI

Małgorzata Cichoń
Barbara Kaden-Swolkień – 100-latka na uniwersytecie

Choć to już niezwykła okazja, by ją przedstawić na naszych łamach, jest i kolejna – pani Barbara od 7 lat studiuje na Uniwersytecie Trzeciego Wieku (UTW) przy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie, a tuż po wakacjach ma zamiar podjąć studia stacjonarne z teologii. Jeśli więc ktoś – ze względu na swój wiek – obawia się podjąć nowego wyzwania, powinien poznać sekret żywotności tej 100-latki. Musi go jednak odczytać pomiędzy wierszami...

O co (nie) pytają

Spotykamy się w pokoju profesorskim na UPJPII, towarzyszy nam ks. dr hab. Jan Dziedzic, prof. UPJPII, kierownik ds. tutejszego UTW. – Ostatnio stała się pani osobą bardzo medialną. Udziela wywiadów: „Dziennikowi Polskiemu”, TVN, a teraz „Niedzieli”. Jakie pytania stawiają najczęściej dziennikarze? – postanawiam przejść do meritum. A Barbara Kaden-Swolkień bez wahania stwierdza: – O receptę na długowieczność. Tymi pytaniami jestem zasypywana nie tylko przez dziennikarzy, ale i osoby, które mnie znają z ulicy.

– I co im pani odpowiada? – Zgodnie z prawdą, że nie mam recepty. Nie utrzymuję diety, co teraz jest uznane za jedną z przyczyn śmierci, bo wpływa na choroby kardiologiczne. Jednak już od dzieciństwa nie lubiłam tłuszczy: do dziś nie znoszę masła. Nawet jeżeli kawałek pieczywa odkrojono nożem po maśle, to już tego nie zjem. Kiedyś jajka były w niełasce, teraz wróciły i spożywam je w ilości 2-4 na tydzień. Słodycze bardzo lubię, natomiast herbata musi być bez cukru, bo bym nie wypiła. Gdy w dzieciństwie z jedzenia masła zwolnił mnie znany pediatra, to brałam za to coś słodkiego do chleba, wobec czego popijałam już gorzką herbatą – zdradza swe nawyki żywieniowe urodzona w Rabce-Zdroju seniorka.

Reklama

– A o co ludzie nie pytają, choć chętnie by im pani opowiedziała, mając doświadczenie 100 przeżytych lat? – przechodzę do poważniejszych zagadnień. – Z rozmowy z dziennikarzami TVN wywnioskowałam, że słuchają Radia Maryja. Mówiłam im, że to jest mój uniwersytet, z kolosalną różnorodnością tematyki, zbieżnością ze współczesnymi wydarzeniami, popularyzacją Starego i Nowego Testamentu, co jest dla mnie rzeczą bardzo istotną, bo postanowiłam przeczytać całą Biblię. Nie bardzo mi się to udaje, szczególnie jeśli chodzi o Stary Testament. Wiek robi już swoje i gdy np. położę się w ciągu dnia – potrafię przespać audycję, która mnie interesuje. A zawsze staram się słuchać ks. prof. Henryka Witczyka. To mój ulubiony teolog, który jest jednym z prowadzących audycję pt. „Szukając Słowa Bożego”. Dzięki niej jestem przygotowana do udziału w niedzielnej liturgii.

Spełnione życzenia

– Czy długie życie jest wartością? Przecież wszyscy sobie tego życzymy, śpiewając „100 lat” – dopytuję. – Uważam, że to wspaniały wiek! Ta długa doczesność daje możność poprawy życia i, jak to się mówi, „dostania do nieba” – odpowiada pani Barbara. Myli się jednak ten, kto sądzi, że czas przeszedł jej bezproblemowo. Po 10 latach małżeństwa jej rodzice rozwiedli się. Brat i ojczym zginęli w Auschwitz. Pochowała męża, a niedawno – najstarszego syna. Sama uległa dwóm wypadkom i pomimo zaawansowanej osteoporozy, jej kości nie złamały się. – Lekarz prowadzący uważa to prawie za cud, a rodzina mówi, ze jestem z żelaza – uśmiecha się seniorka.

Życząc sobie 100 lat dodajemy: „w miłości, radości, zdrowiu”. A co pomaga przejść przez te „ciemniejsze” dni? – Bardzo pomaga wiara. Wiadomo, że ludzie wierzący mają motywację całkiem różną od niewierzących. Tak się złożyło, że gimnazjum w Rabce, do którego uczęszczałam, prowadziły bardzo religijne panie: Irena, Zofia i Krystyna Szczuka. Ta ostatnia skończyła teologię i nam ją wykładała. Nigdy nie opuszczałam niedzielnej Eucharystii, a dziś staram się być na niej codziennie. Należę do parafii Mariackiej w Krakowie, a na Mszę św. chodzę do podlegającego jej kościoła św. Marka, gdzie posługują księża z UPJPII. Co miesiąc przystępuję co sakramentu pokuty i pojednania – mam stałego spowiednika, który jest równocześnie moim kierownikiem duchowym i każdorazowo poświęca mi na ten sakrament godzinę czasu. Jeśli chodzi o modlitwę, lubię „Ojcze Nasz”. W ciągu dnia preferuję akty strzeliste. Różne, swoimi słowami, np. często modlę się za zmarłych z rodziny – wyznaje seniorka.

Czy jej życie religijnie na emeryturze „rozkwitło”? – Gdy pracowałam jako lekarz (w Szpitalu Uzdrowiskowym w Krynicy, a także w Nowym Domu Zdrojowym na oddziale klinicznym, którego konsultantem był znany hematolog prof. Tadeusz Tempka) i prowadziłam dom, nie miałam możliwości być codziennie na Eucharystii. Dzieci mówią, że teraz jestem dewotką. Twierdzą też, że nie mogę mieć szerokich horyzontów, słuchając np. tylko jednego radia. A mnie szkoda czasu na kolejne serwisy informacyjne w innych stacjach. Jestem więc uważana w rodzinie za czarną owcę. Ale sobie z tego nic nie robię. Wybieram się – nie wiem, czy to się uda – na Sylwestra Radia Maryja do Torunia. Może by się z UTW kilka osób uzbierało na wspólny wyjazd? (Seniorka zwraca się do obecnego z nami ks. Jana Dziedzica). Ja bym miała oprócz siebie dwie pasażerki... Mam marzenie, żeby zatańczyć tam z o. Janem Królem, z pochodzenia góralem.

Twarz Uniwersytetu

Pani Barbara, „twarzą” UTW przy Uniwersytecie Papieskim, została jako 93-latka. – O studiach dla seniorów dowiedziałam się całkiem przypadkowo od znajomej dietetyczki, która tak jak ja przeniosła się z Krynicy do Krakowa. Powiedziała, że można się zapisać. Na drugi dzień po spotkaniu z nią zrobiłam to i jestem bardzo zadowolona. Interesują mnie zwłaszcza zajęcia z Biblii i teologii. Audycje w Radiu Maryja ułatwiają mi zrozumienie trudniejszych wykładów – przyznaje aktywna 100-latka.

Można powiedzieć, że „gen” otwartości na naukę i nowe wyzwania, pani Barbara odziedziczyła po przodkach. Jej ojciec, dr Adam Kaden, był literatem, malarzem i architektem. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, m.in. u prof. Ignacego Chrzanowskiego (ojca bł. Hanny Chrzanowskiej). – Tato był też mecenasem sztuki i nauki, wszechstronnie utalentowanym, z wyłączeniem muzykalności, czego i ja nie posiadam. Dobrze znał się z marszałkiem Józefem Piłsudskim, a nawet służył w Legionach, choć krótko, ze względu na stan zdrowia – opowiada córka Adama Kadena.

Jej dziadkiem (od strony matki), a zarazem ojcem chrzestnym, był Zygmunt Markowski, zasłużony w Polsce prof. medycyny i weterynarii. Z kolei dziadek ze strony ojca, lekarz pediatra dr Kazimierz Kaden, został właścicielem uzdrowiska w Rabce. A prapradziadek Ernest Leopold Kaden, weteran powstania listopadowego, to inżynier górnictwa i hutnictwa. Rodzina wywodzi się z Kadania w Czechach. Jak można przeczytać w internecie, jej przedstawiciele w XVI wieku bywali burgrabiami w Norymberdze, a od XVII wieku osiedlili się w Saksonii, gdzie pełnili godności na dworze Wettinów.

Geny pani Barbary, za przyczyną małżeństwa z kolegą ze studiów medycznych, Andrzejem Swolkienem, „połączyły” się z genami z Kresów, Litwy. Jaki więc moja rozmówczyni ma teraz charakter? – Dzieci mówią, że jestem uparta. Zgadzam się, jestem uparta, ale w pozytywnym celu – odpowiada z uśmiechem.

Ważne szczegóły

Po wakacjach 100-latka ma zamiar podjąć na UPJPII studia stacjonarne z teologii. – Jestem dalej zainteresowana rozwojem wiary – wyjaśnia. I od razu dopytuje ks. Jana, czy jest możliwe, by zapisała się na grekę i łacinę. Bo języki to jej hobby. W gimnazjum uczyła się francuskiego. Niemieckiego nauczyła się sama, nie mając żadnych kontaktów z Niemcami w czasie okupacji. Drugie jej hobby to meble antyczne. A motywacja, która sprawiła, że przed laty pani Barbara wybrała medycynę, jest wciąż aktualna: – Interesuje mnie człowiek – stwierdza emerytowana lekarka.

Czy myśli o przejściu do wieczności? – Chciałabym mieć przynajmniej dwa tygodnie na przygotowanie się. Bo uważam, że to najważniejszy dzień w życiu. Imponuje mi moja kuzynka, która świadomie umierała. Zaprosiła całą rodzinę i się z nimi żegnała.

– Trzeba przywiązywać wagę do każdego dnia, jakby miał być ostatnim. Ta dewiza bardzo mi odpowiada – mówi pogodna seniorka. – Bo przecież sto lat nie bierze się z niczego, składa się z poszczególnych dni, chwil... – zamyślam się. A moja rozmówczyni potwierdza: – Nasze życie składa się ze szczegółów. Przykładowo, dobry obiad to też istotna sprawa!

Mówi ks. Jan Dziedzic:
– Barbara Kaden-Swolkień jest jedną z najpilniejszych studentek Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy UPJPII. Systematycznie uczęszcza na zajęcia, dni skupienia oraz inne uczelniane wydarzenia.

Tagi:
sylwetka

Sprawiał, że lecieliśmy wysoko

2018-12-11 12:41

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 10-11

„Polityka nie musi być wredna” – często powtarzał 41. prezydent USA – George Herbert Walker Bush, który zmarł 30 listopada 2018 r. Mawiał też: „Co zrobiłem dobrze, a co źle – zdecydują historycy”

wikipedia.org
George Herbert Walker Bush, jak podkreślają jego przyjaciele, znajomi, ale też konkurenci polityczni, był człowiekiem niezwykłego formatu

George Herbert Walker Bush odszedł w otoczeniu najbliższej rodziny i przyjaciół. Podczas kolejnego kryzysu w chorobie nie chciał wracać do szpitala, wolał umrzeć w domu. Powiedział, że chciałby już spotkać się ze swoją zmarłą przed siedmioma miesiącami żoną. Także z córeczką, która odeszła, gdy miała trzy lata.

Bliscy o prezydencie Bushu

Jego przyjaciele, znajomi, ale też konkurenci polityczni powtarzają, że był człowiekiem niezwykłego formatu. Lojalny, uczciwy, koleżeński. Podkreślają, że zawsze szukał dobra w każdej osobie. O swojej pracy dla kraju mówił: „Służba innym jest służbą do końca życia”.

Niezwykle pracowity i rzetelny. Grzeczny. Dziękował innym za to, że z nim byli. Zawsze uprzejmy dla swoich współpracowników – zarówno tych, którzy zajmowali najwyższe stanowiska w Białym Domu, jak i tych, którzy stali najniżej w hierarchii. W polityce był konsekwentny i – jak podkreślają politycy z innych państw – był najwyższych lotów dyplomatą. W swoich notatkach były prezydent Francji François Mitterrand nazwał George’a Busha mistrzem dyplomacji. A przy tym był człowiekiem o wielkim poczuciu humoru.

Syn 41. prezydenta USA – George W. Bush, 43. prezydent Stanów Zjednoczonych, często odwoływał się do tego, co powtarzał jego ojciec: „Nie może być tak, że dzieciom zostawimy po sobie większe auto czy większy dom. Trzeba im zostawić przyjaźń, miłość. System wartości”. – Uczył nas również, że służba publiczna jest niezbędna i że można służyć w sposób uczciwy, będąc przy tym wiernym takim wartościom, jak wiara i rodzina. Prezydent USA w podobnym tonie pisał w biografii poświęconej ojcu, zatytułowanej: „41 – portret mojego ojca – książka syna George’a H. W. Busha”. Podobnie mówił Jon Meacham, historyk, zdobywca Nagrody Pulitzera, a zarazem biograf zmarłego prezydenta, w książce: „Przeznaczenie i moc: amerykańska odyseja George’a Herberta Walkera Busha”. Jego przemówienie podczas pogrzebu prezydenta w katedrze było pełne admiracji i niekłamanego podziwu.

– Sprawiał, że lecieliśmy wysoko – powiedział podczas pogrzebu republikański senator Mitch McConnell. – Była w nim dobroć – podkreślił z kolei obecny wiceprezydent Mike Pence w wypowiedzi dla jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych. Był też prostolinijny. Zapytany podczas jednego z wywiadów, czy to właśnie wybór na prezydenta był najszczęśliwszym dniem jego życia, bez wahania odpowiedział: „Najszczęśliwszym dniem był ten, kiedy wróciłem z wojny”.

Kiedy przegrał rywalizację z Billem Clintonem, kandydatem demokratów, nie obrażał się na świat i na rywala, ale odchodząc z Białego Domu, zostawił swemu następcy list: „Drogi Billu. Życzę Ci, żebyś zaznał tu szczęścia. (...) Czekają Cię trudne chwile. Jeszcze trudniejsze z powodu krytyki, którą uznasz za niesprawiedliwą. Nie jestem dobry w dawaniu rad, ale nie zniechęcaj się, nie zbaczaj z obranej drogi. Gdy będziesz czytać ten list, będziesz już naszym prezydentem. Życzę Tobie i Twojej rodzinie wszystkiego dobrego. Twój sukces będzie sukcesem naszego kraju. Powodzenia”.

Podobnie się zachował, kiedy jego syn George W. Bush został 43. prezydentem USA. Syn wspominał o tym w wypowiedzi dla stacji telewizyjnej CNN: – To nie była misja: młody Bush na prezydenta, ale to była misja: jak najlepiej służyć Stanom Zjednoczonym. Jak ulepszyć ten kraj. Były 43. prezydent podkreślił, że według jego ojca, trzeba dawać społeczeństwu wszystko, co ma się najlepsze.

Jak wspominają bliscy zmarłego prezydenta, jego odpowiedzialność za kraj wynikała w dużym stopniu z tego, że był człowiekiem wielkiej wiary. Mówił też o tym biskup, a zarazem przyjaciel rodziny – Michael Curry podczas Mszy św. w narodowej katedrze Kościoła Episkopalnego w Waszyngtonie. Z kolei przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych kard. Daniel N. DiNardo napisał po śmierci George’a H. W. Busha: „Z wdzięcznością wspominamy tego wielkiego człowieka, który bezinteresownie poświęcił życie w służbie swej ojczyzny. Będąc niezłomnie zaangażowanym w budowanie mostów pokoju i zapewnianie naszemu narodowi wolności, był także natchnieniem dla wielu, jako oddany mąż, ojciec i patriarcha rodziny”.

„Przez swą autentyczność, rozbrajający czar i niezłomne oddanie wierze, rodzinie i ojczyźnie prezydent Bush zainspirował całe pokolenia swych rodaków, poświęcających się służbie publicznej, by stać się, używając Jego własnych słów, «tysiącem świetlnych punkcików», oświetlających wielkość oraz nadzieję i możliwości, jakie Ameryka daje światu. (...) Obdarzony trzeźwym osądem, zdrowym rozsądkiem i spokojem znamionującym przywódcę prezydent Bush poprowadził naród amerykański i świat ku pokojowemu i zwycięskiemu zakończeniu zimnej wojny.

Jako prezydent położył podwaliny pod dziesięciolecia dobrobytu, jakie później nastąpiły. Mimo tych wszystkich osiągnięć zachował pokorę, podążając za głosem powołania, które wyznaczało mu jasny kierunek. Zapamiętamy prezydenta Busha za życie w służbie dla ojczyzny, ale też za oddanie rodzinie – zwłaszcza Barbarze, miłości Jego życia. Jego przykład wciąż żyje i będzie nadal inspirował kolejne pokolenia Amerykanów do osiągania wielkich celów” – napisał po śmierci Busha prezydent Donald Trump.

Potrzebny Panu Bogu

George Herbert Walker Bush urodził się 12 czerwca 1924 r. Ukończył prestiżową Phillips Academy i zrobił sobie „prezent” urodzinowy wstąpieniem do wojska w czasie II wojny światowej. Służył jako pilot w lotnictwie marynarki wojennej. Brał udział w wielu misjach, z których kilka do dzisiejszego dnia uważanych jest za tajne. Podczas jednej z wypraw jego samolot został zestrzelony. Zginęli dwaj jego koledzy. On sam po kilku godzinach niemal beznadziejnego zmagania się z wodnym żywiołem został uratowany. Jak sam później wielokrotnie mówił: „Widać byłem do czegoś jeszcze Panu Bogu potrzebny na tej ziemi”.

Po wojnie, w 1945 r., poślubił Barbarę Pierce, z którą przeżył ponad 73 lata. Urodziło im się czterech synów i córka. W tym też czasie podjął studia ekonomiczne na prestiżowym Yale University, a następnie zatrudnił się w przemyśle naftowym. Z czasem założył własną firmę. Z początkiem lat 60. ubiegłego wieku zajął się też działalnością polityczną, wiążąc się z Republikanami do końca życia. Stopniowo zdobywał kolejne szczeble kariery. Zasiadał w Izbie Reprezentantów, sprawował misję ambasadora przy ONZ, był też szefem CIA. W latach 1981-89, za kadencji Ronalda Reagana, jak sądzono, osiągnął szczyt kariery, pełniąc funkcję wiceprezydenta USA. Jednak nie. Został 41. prezydentem USA. Przegrał walkę o drugą kadencję, ale jak pisał Jon Meacham, osiągnął to, czego nikt od czasu Martina Van Burena w 1836 r. nie dokonał: wygrał wybory jako dotychczasowy wiceprezydent.

Niech patrzą na Polskę

Przez dwie kadencje swojej wiceprezydentury George Herbert Walker Bush zajmował się m.in. sprawami polskimi, zwalczając wspólnie z Ronaldem Reaganem sowieckie imperium zła. Kiedy więc przyjechał do Polski po raz pierwszy, w 1991 r., mówił o naszych problemach z dużym znawstwem. W trakcie swojego przemówienia w Stoczni Gdańskiej prezydent Bush przywołał odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. Powiedział, że jej fundamentem były nadzieja i ciężka praca. Dziękował również polskiemu narodowi oraz ludziom Solidarności za „odwagę, mądrość i cierpliwość w walce o niepodległość kraju”. Dawał Polskę jako przykład innym narodom na to, jak mądrze zdobywać wolność. I jak można „zmieniać marzenie w rzeczywistość mimo wielkich przeciwności”. „Dziś do tych, którzy myślą, że nadzieje mogą być na trwałe stłamszone, mówię: Niech patrzą na Polskę! Tym, którzy uważają, że wolność może być na zawsze odebrana, mówię: Niech patrzą na Polskę! Do tych, którzy myślą, że marzenia mogą być trwale stłumione, mówię: Popatrzcie na Polskę”.

Podczas kilkuminutowej rozmowy w rezydencji ówczesnego ambasadora USA w Warszawie prezydent Bush powiedział do nas, dziennikarzy: „Najtrudniejsze jest przed wami. Bo wy, jako dziennikarze, ze szczególnie wielką odpowiedzialnością i przezornością, a zarazem odwagą powinniście wznosić swój kraj. By nie zburzyć tego, co już zostało zbudowane”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Abp Ryś na Mszy św. za śp. Pawła Adamowicza: czy coś się w Polsce zmieni?

2019-01-16 09:16

xpk / Łódź (KAI)

Czy coś się w Polsce zmieni? Słuchamy Jezusa, otwieramy się na Jego słowa i jednocześnie uważamy, że nic nie ma prawa się zmienić? Jesteśmy tak beznadziejni? Jesteśmy tak spętani złem? – pytał abp Grzegorz Ryś podczas liturgii żałobnej w intencji śp. Pawła Adamowicza.

archidiecezja.lodz

Z inicjatywy metropolity łódzkiego w bazylice archikatedralnej pw. św. Stanisława Kostki w Łodzi odprawiona została Msza święta żałobna o spokój duszy tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska oraz o zdecydowane porzucenie przemocy w życiu publicznym.

W homilii abp Ryś, odnosząc się do niedzielnych i poniedziałkowych tragicznych wydarzeń, powiedział, że dzisiaj wszyscy możemy być przybici myśląc o tym, do czego człowiek jest zdolny. - Dzisiaj wszyscy możemy być przerażeni tym, czego człowiek może się dopuszczać i kiedy przychodzimy z przygnębieniem i smutną refleksją to Bóg, ku naszemu zdumieniu, otwiera nam oczy na naszą godność - podkreślił.

- Pan Bóg nam mówi: wierzę w was. Stworzyłem was tak, że dobro jest w zasięgu waszej ręki, że możecie być nie tylko moim obrazem, ale możecie się do mnie upodabniać, możecie się stawać jak ja. Wierzę w was. Wiem, że nie jesteście aniołami - mówił arcybiskup.

- Macie w sobie taką wiarę jaka Bóg ma co do was? Wygląda na to, że dzisiaj w Polsce nikt tej wiary nie ma! Słucham od wczoraj odpowiedzi na pytanie: czy coś się w Polsce zmieni? Odpowiedzi padają dwie: nic się nie zmieni, albo zmieni się na trzy dni! Wszystko jedno, kto te odpowiedzi formułuje. Słuchamy Jezusa, otwieramy się na Jego słowa i jednocześnie uważamy, że nic nie ma prawa się zmienić? Jesteśmy tak beznadziejni? Jesteśmy tak spętani złem? To jest nie do przekroczenia? To jest nie do zmiany? – pytał kaznodzieja.

Metropolita łódzki podkreślił: „Znając naszą zdolność do grzechu. Bóg ma w sobie wiarę, że człowiek jest większy od zła. Człowiek nie musi być spętany. Człowiek nie musi mieć przekonania, że ze zła się nie wyrwie, że nic tu nie ma do zmiany, a jeśli to na moment. Nie, nie na moment! Jest życie nowe, które – jest jak mówimy - jest wieczne". - Ostatecznie Jezusa interesuje taka zmiana w naszym życiu, zmiana na zawsze – zakończył hierarcha.

Przed błogosławieństwem kończącym liturgię arcybiskup podziękował wszystkim obecnym za przybycie i wspólną modlitwę.

Liturgię wraz z metropolitą łódzkim koncelebrowali arcybiskup senior Władysław Ziółek, bp Ireneusz Pękalski, bp Marek Marczak oraz księża diecezjalni i zakonni. W świątyni obecni byli przedstawiciele samorządu wojewódzkiego i miejskiego z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską, a także licznie przybyli mieszkańcy miasta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykły koncert

2019-01-16 13:14

Jadwiga Kamińska

W kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego łodzianie wysłuchali przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej trzeciej przez Zespół Pieśni i Tańca Śląsk im. Stanisława Hadyny. Miejsce koncertu nie było przypadkowe.

Marek Kamiński

Obecny kościół OO. Jezuitów pierwotnie był kościołem ewangelicko-augsburskim pw. św. Jana Ewangelisty. Został zbudowany w latach 1880 – 1884. Druga wojna światowa przyniosła tragiczne następstwa. Z kilkudziesięciotysięcznej społeczności ewangelickiej Łodzi, po wojnie zostało około czterech tysięcy osób. Stojąca w centrum miasta świątynia opustoszała.

2 lutego 1945 r. władze miejskie przekazały kościół OO. Jezuitom i 4 lutego dawny kościół św. Jana Ewangelisty został poświęcony jako świątynia rzymskokatolicka, otrzymując wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego. Podczas remontu świątyni w kuli pod krzyżem wieży głównej, odkryto pamiątkowy dokument z 20 września 1883 r. a w nim napis:

„Tak, jak my, mimo wielu trudności, podjęliśmy trud wznoszenia tego Domu Bożego, tak niech nasi następcy otaczają Go gorliwą troską i w dziele swym nie upadają na duchu”.

Zawirowania historii sprawiły, że w tym kościele po II wojnie światowej, Polacy przybyli z Wilna umieścili kopię wizerunku Matki Bożej z Ostrej Bramy, Matki Miłosierdzia.

Dla naszych rodaków, którzy znaleźli tutaj swoje miejsce, ten obraz był znakiem pociechy i nadziei. Prezes Stowarzyszenia Słowo i Muzyka u Jezuitów o. Józef Łągwa SJ powiedział:

- Dzisiaj pragniemy nie tylko wysłuchać przepięknego wykonania Litanii Ostrobramskiej, ale chcemy jeszcze bardziej prosić naszą Matkę i Królową, aby nam wyprosiła obfite dary.

„Boże w Trójcy Świętej Jedyny, który jesteś Miłością Miłosierną, prosimy Cię pokornie przez wstawiennictwo Matki Miłosierdzi – przebacz nasze grzechy, ulecz słabości, rozerwij kajdany zniewolenia, umacniaj w chwilach doświadczeń i wspieraj w przeciwnościach losu. Naucz nas też postępować drogą Twoich przykazań i błogosławieństw oraz pełnić uczynki miłosierdzia, byśmy stając się solą tej ziemi i światłem świata mogli dążyć do trwałego zjednoczenia z Tobą w niebie. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen”.

Marek Kamiński

Muzykę do Litanii Ostrobramskiej napisał Stanisław Moniuszko, którego dwusetną rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku, a setną rocznicę urodzin twórcy Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk Stanisława Hadyny.

W drugiej części koncertu Zespół wraz z orkiestrą pod dyrekcją Mirosława Macieja Banacha wykonał kolędy i pastorałki. Najbardziej owacyjnie przyjętą przez ponad trzytysięczną widownię była pastorałka „Jeszcze Polska nie zginęła, gdy kolęda rodzi łzy”.

Organizatorem koncertu było Stowarzyszenie Słowo i Muzyka u Jezuitów, a patronat objęli ks. abp Grzegorz Ryś – Metropolita Łódzki oraz Grzegorz Schreiber – Marszałek Województwa Łódzkiego, natomiast głównym sponsorem było Województwo Łódzkie – promuje łódzkie.

Dziękując za przepiękny koncert, proboszcz o. Remigiusz Recław SJ powiedział – Kochani, nie byłoby tego koncertu gdyby nie o. Józef Łągwa SJ. Bardzo serdecznie dziękuję Ojcu za jego niestrudzone działanie kulturalne dla naszego całego miasta i województwa. Ojcze Józefie jesteś Wielki!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem