Reklama

Jestem od poczęcia

Kwietniowe spotkanie Mężczyzn Świętego Józefa

2018-04-09 17:03


18 kwietnia odbędzie się kolejne spotkanie otwarte Mężczyzn Świętego Józefa w Krakowie. To już dziesiąty sezon spotkań MśJ. Z tej okazji przygotowano szczególne tematy i zaproszono szczególnych gości. W kwietniu gościem będzie ks Mirosław Tosza. Podejmie ważny temat: "Nauczyciel czy uczeń?"

Bądźcie z nami 18 kwietnia na żywo, lub na łączach internetowych przez stronę mezczyzni.net

Gość specjalny: ks Mirosław Tosza

Reklama

Ks.Mirosław Tosza, założyciel i lider Wspólnoty "Betlejem" dla osób bezdomnych, z którymi mieszka od 20 lat w Jaworznie. Rekolekcjonista, organizator i uczestnik wypraw rowerowych i pieszych dla osób bezdomnych i przyjaciół do Rzymu, Jerozolimy, Aten. Uczestnik "Drogi Pojednania'2016" - pielgrzymki traktorami do Lisieux. Laureat Nagrody im. ks. prof. Tischnera. Ksiądz diecezji sosnowieckiej.

Środa 18 kwietnia 2018

18:30 Msza Święta w kościele, po Mszy spotkanie w Kamieniołomie, Kraków – Podgórze, ul Zamoyskiego 2

Zapraszamy!

Tagi:
mężczyzna

Każdy facet jest liderem

2018-02-14 11:09

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 7/2018, str. IV


Dominika Szymańska: – Od stycznia tego roku rozpoczęliście cykl spotkań dla mężczyzn.

Jakub Mlost: – W tej chwili jest nas ok. 50 osób i spotykamy się w środy, co dwa tygodnie, przy duszpasterstwie akademickim „Piątka”. Opiekunem naszej grupy jest ks. Przemysław Góra. Przekrój wiekowy to jakieś 20-40 lat.
Zaczęliśmy w styczniu spotkaniem z ks. Mirosławem Jajko i Alkiem Betą, którego tematem przewodnim były decyzje. Cały cykl formacji wpisuje się w życie św. Józefa. Bardzo niewiele informacji znajdziemy o nim w Piśmie Świętym, ale te fragmenty, w których św. Józef się pojawia, ukazują jego postawę wobec tych właśnie zadań. Do końca tego roku poruszymy jeszcze takie tematy jak: małżeństwo, odpowiedzialność, słuchanie Boga, człowiek czynu i codzienność.

– Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?

– W listopadzie ub.r. miało miejsce pierwsze Męskie Oblężenie Jasnej Góry. Wzięło w nim udział ok. 5 tys. mężczyzn z całej Polski. Pomyślałem wtedy: „Panie Boże, nie mam na to czasu, ale chcę to zrobić”. Jednocześnie spotkaliśmy się z Alkiem przy okazji Forum Charyzmatycznego (Forum Charyzmatyczne nt. kobiecości i męskości organizowane przez wspólnotę Mocni w Duchu odbyło się w październiku 2017 r. – przyp. red.) i – rozmawiając u niego w mieszkaniu – stwierdziliśmy, że owszem istniały już, także w Łodzi, podobne inicjatywy, ale brakuje grupy takiej prawdziwie żyjącej. Niemożliwym jest też, żeby w 700-tysięcznym mieście była tylko jedna taka wspólnota. Niech tam będzie nawet 1000 osób. Chwała Bogu za nich. Tylko co z pozostałymi, którzy widzą, że to nie do końca jest ich miejsce?


Aleksander Beta: – Ja z kolei, po moim nawróceniu, szukałem obrazu Pana Boga – Wojownika. I zacząłem Go odnajdywać w duchowości św. Józefa i w duchowości ignacjańskiej. Obaj z Kubą podejmowaliśmy różne inicjatywy, z których niewiele wynikało. Brakowało osób, które chciałyby się w to mocniej zaangażować. Mamy takie doświadczenie, że żeby powstało jakieś wielkie dzieło, trzeba się parę razy przejechać, coś musi nie wyjść. Początki są trudne.
Oczywiście, że istnieją już grupy i robią naprawdę dużo dobrego. Z reguły są one jednak skierowane do mężczyzn w średnim wieku, którzy mają swoje rodziny, albo do studentów. Chcieliśmy wypełnić tę lukę. Staramy się czerpać ze wzorców, które już działają. Ogromną inspirację stanowiły dla mnie spotkania „Only for men” w Lądku organizowane przez ks. Dominika Chmielewskiego. W pewnym momencie stwierdziłem: „Panie Boże, oddaję Ci moje ręce i stwórz coś z tego. Ja jestem nieudolnym narzędziem, ale wierzę, że możesz coś z tego zrobić”. Wtedy właśnie spotkaliśmy się z Kubą i zaczęło powstawać coś nowego.

– Dlaczego mężczyźni „giną” w Kościele?


J.M.: – Jest nawet taka książka „Dlaczego mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła”. Powtórzę za Donaldem Turbittem – założycielem Mężczyzn św. Józefa: przychodzisz do kościoła i pieśni w zasadzie są dostosowane do kobiet, mężczyźni, jeśli gdzieś stoją, to tylko pod chórem albo w ogóle poza kościołem. We wspólnotach widoczne są głównie kobiety, to one prowadzą spotkania itd. Niestety, ale jeśli facet nie musi się wysilać, to nic się nie zmieni. Gdy byliśmy na Jasnej Górze w pewnym momencie w czasie uwielbienia pojawił się taki spontaniczny śpiew. „Jezu, przyjdź do mego serca, przyjdź uwolnij mnie” – śpiewało 5 tys. chłopa wypełniając całą bazylikę. To naprawdę jest zupełnie inne doświadczenie niż zazwyczaj w czasie Mszy św. Dlatego mężczyźni potrzebują też spotykać się tylko we własnym gronie.
Mężczyzna potrafi porozmawiać o swoich problemach z drugim facetem, ale często to się dzieje przy wódce, przy piwie. Albo nie mówi o swoich problemach dopóki ich sam nie rozwiąże. Tymczasem później okazuje się, że jeśli jednak podzielisz się tym, możesz zobaczyć, że nie jesteś z tym sam. I okazuje się, że jeden drugiemu może pomóc.

– To czego tak naprawdę brakuje mężczyznom w Kościele „żeńsko-katolickim”?


J.M.: (długa cisza) – Często wyzwań... Chyba.
A.B.: – Facet musi mieć konkret. Musi mieć zadanie i misję do realizacji. Jesteśmy wąskotorowi. Jeśli już mamy ten cel, coś, co nas pociągnie, to idziemy i działamy pełną parą. To się też wiąże z moim poszukiwaniem Pana Boga.
Gdzieś do 20. roku życia Kościół kojarzył mi się bardziej ze słabością i chłopcem do bicia niż z męstwem i z żywą wiarą. Większość mężczyzn naprawdę ma taki obraz Kościoła. Musiałem się sporo nachodzić, żeby odkryć prawdziwy obraz Boga. Trenuję judo i zasady obowiązujące w sporcie przełożyłem sobie na wiarę. Skoro trenując judo, robię to na 100 proc., wkładam w to serce, pasję, zaangażowanie, czas, trenując dwa, trzy razy dziennie, i to przynosi sukces, to podobnie musi być też z Bogiem. To jest ta zadaniowość i cel. Stwierdziłem: „Panie Boże, daję Ci czas określony, chcę Cię poznać, ale wchodzę w to «na maksa». Nie, że widzimy się w niedzielę, a potem cześć i mnie nie ma. Chcę Cię poznać naprawdę”. Potem, czytając Pismo Święte, zacząłem odkrywać coraz bardziej, że Pan jest mocny, że wiara to rzeczywiście zmaganie, walka, wytrwanie w codzienności. I bardzo za tym głosem poszedłem.
J.M.: – Może dlatego jest nas tak mało, że nawet jeśli należysz do jakiejś grupy, to najczęściej polega to na tym, że przychodzisz, słuchasz i wychodzisz. Rzadko jest formacja lub jakiekolwiek działanie w codzienności. Albo jeździmy na jakieś rekolekcje, konferencje. I żyjemy od spotkania do spotkania. Potem wracamy do codzienności i nic to nie zmienia. Bez sensu, ale ja tak żyłem. Dopiero kiedy stwierdziłem, że chcę wziąć jakąś odpowiedzialność, zaczęło się coś dziać. Dlatego, że poszła za tym jakaś decyzja. Coraz bardziej widzę, że potrzeba żebyśmy pracowali pomiędzy spotkaniami.

– A dlaczego szukacie liderów?


A.B.: – Żeby zapalać kolejne osoby. To jest to, co mówił Jezus, my mamy łowić ludzi, a oni mają łowić kolejnych.
J.M.: – To nie jest tak, że każdemu z nich powiemy dokładnie, co oni mają robić. Bardziej chodzi o to, żeby uruchomić w nich to, co Bóg już od dawna w nich złożył. Celem jest to, żeby każdy facet wziął odpowiedzialność za to w czym jest. Czy w pracy, czy w rodzinie, czy na studiach...

– To znaczy, że każdy facet jest liderem?


– A nie jest? Innymi słowy, często nie jest, ale ma wpisane w swoją tożsamość to, żeby nim być.
A.B.: – Dla mnie lider to nie jest ktoś, kto daje innym odczuć swoją władz
J.M.: – Ostatnio Bill Moyer stwierdził: „Facet to nie jest ktoś, kto popycha, np. mówi idźcie do kościoła, a sam zostaje w domu, bo musi się wyspać. On po prostu idzie. Pociąga swoim przykładem”. Ale nie na siłę. Zawsze widać, czy ktoś jest prawdziwym liderem, czy tylko stawia się na takiej pozycji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzym: konferencja "Jan Paweł II i jego dziedzictwo"

2018-04-26 19:53

vaticannews.va / Rzym (KAI)

"Jan Paweł II i jego dziedzictwo" – to temat międzynarodowej konferencji na papieskim uniwersytecie Angelicum. Zorganizowała ją w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża polska ambasada przy Stolicy Apostolskiej.

Ze zbiorów Natalii Janowiec

Zdaniem kard. Pietra Parolina - który nie mogąc osobiście wziąć udziału w konferencji, przysłał swoje przesłanie – prawdziwym dziedzictwem Jana Pawła II jest Sobór Watykański II. To bowiem soborowe nauczanie niczym kompas wyznaczało kierunek jego pontyfikatu.

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz podkreślił jednak, że rozważając pontyfikat św. Jana Pawła II, trzeba mieć świadomość, że należy on do grona najznamienitszych papieży w historii Kościoła. Jego dziedzictwo sytuuje się na tym samym poziomie, co teksty św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu. Jest to skarb, który nie ulegnie zapomnieniu – mówi ks. Mazurkiewicz.

- Jan Paweł II zostawił nam bardzo wiele bardzo głębokich tekstów, które mogą dziś być trochę zakurzone, dlatego, że pokolenia się zmieniają i jest moda także na nowość. Nawet jeśli coś jest wyrażone mniej trafnie, mniej głęboko, ale wyrażone zostało wczoraj, to ludzie na to często bardziej reagują – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. prof. Mazurkiewicz. – Natomiast myślę, że dla nas, także jako tych, do których Jan Paweł II przemawiał bezpośrednio i na których wywarł olbrzymi wpływ, zadaniem jest to, żeby nie tylko powtarzać, lecz dalej prowadzić refleksję Jana Pawła II, czyli tekst rozumieć w ten sposób, że on odnosi się do nas w dzisiejszych warunkach. To jest nasze zadanie. Nie zamknąć w muzeum myśli Jana Pawła II, tylko nieustannie prowadzić nad tym tekstem refleksję, a ta nasza refleksja będzie ożywiała te teksty.

Wśród uczestników konferencji znaleźli się również naoczni świadkowie tego pontyfikatu, jak abp Mieczysław Mokrzycki, jeden z sekretarzy osobistych Jana Pawła II, a dziś metropolita lwowski. W swym wystąpieniu mówił w wkładzie Papieża Polaka w pojednanie z Kościołem prawosławnym.

- Jan Paweł II od samego początku wziął sobie do serca tę modlitwę: "Spraw, aby nastała jedna owczarnia i jeden pasterz". Ojciec Święty spotykał się z przedstawicielami Kościoła prawosławnego – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Mokrzycki. – Bardzo zabiegał o spotkanie z patriarchą Moskwy. Różne spotkania i wspólne modlitwy przełamywały bariery. Mogliśmy to odczuć na nieoficjalnych spotkaniach. Nawet jeśli nie było oficjalnego zbliżenia, deklaracji, to jednak w spotkaniach osobistych, mniej urzędowych było widać tę wielką rolę, jaką Jan Paweł II odegrał w przełamaniu barier. My tego osobiście doświadczamy. Na Ukrainie śmiało mogę pójść do arcybiskupa z Patriarchatu Moskiewskiego. W Poczajowie, w wielkim sanktuarium prawosławnym jesteśmy przyjmowani z wielkimi honorami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem