Reklama

Kalendarze 2019

Dyrektor Dzieła Pomocy św. Ojca Pio: osoby bezdomne pokazują, czym jest prosta radość życia

2018-04-14 13:19

Rozmawiał Łukasz Kaczyński / Kraków (KAI)

Halfpoint/fotolia.com

Wielu z nas zapomniało o prostej radości życia - że do bycia szczęśliwym nie potrzeba nie wiadomo jak wielu rzeczy. Bezdomni potrafią ucieszyć się z tego, że świeci słońce, że mają z kim zamienić słowo, że jest cieplej - mówi w wywiadzie dla KAI br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap, dyrektor krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio wspomagającego bezdomnych. W sobotę 14 kwietnia przypada Dzień Ludzi Bezdomnych.

Br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap: Człowiek ubogi, człowiek w potrzebie, człowiek cierpiący. Dużo tu przymiotników. Pierwsze skojarzenie, kiedy słyszymy o osobach mieszkających na ulicy, to fakt, że nie mają domu. Ale to coś więcej - to osoby, które mają poważny problem, który nie jest do udźwignięcia w rodzinie. To osoby, których dom jest w kryzysie i nie chodzi tylko o wymiar materialny, ale może nawet bardziej o emocjonalny, bo w normalnych rodzinach, kiedy jest kryzys – finansowy, emocjonalny czy duchowy – powinno pojawić się wsparcie rodziny. W przypadku bezdomności coś po prostu nie zafunkcjonowało tak jak trzeba.

KAI: Często panuje przeświadczenie, że osoby mieszkające na ulicy na taki los sobie zasłużyły. Czy to prawda?

- To strasznie niesprawiedliwie słowa. Tym samym oceniamy ich jako słabszych. Takie stereotypowe podejście jest bardzo krzywdzące, ponieważ może, gdybyśmy znaleźli się w podobnym bardzo tragicznym splocie sytuacji życiowych - rozwód, depresja, odsiadka w więzieniu, zadłużenie czy problemy w rodzinie - też nie dalibyśmy sobie rady. Do takiego przekonania dochodzi fakt, że często osoby bezdomne są odpychające zewnętrznie - zniechęcają swoim wyglądem, żebrzą, mają problem z alkoholem czy też są agresywne. I często zdarza się tak, że nasze podejście do nich jest takie, jak do zdobywania informacji medialnych. Czytamy tylko nagłówki, a nie wchodzimy głębiej. Nie mamy czasu, by go poświęcić na to, aby spojrzeć i dostrzec, że bezdomni to tacy sami ludzie jak my, tylko w innym, bardzo trudnym momencie życiowym.

- Co powinien w takim razie wiedzieć każdy o bezdomności, żeby zrozumieć jej istotę?

- Po pierwsze mieć świadomość, że to osoby, które nie są gorsze od nas, ale mają po prostu trudniejszą historię życia. Potrzeba wrażliwości, by zobaczyć w nich brata i siostrę, ludzi w potrzebie. Jak napisał papież Franciszek, człowiek wzrasta w świętości poprzez małe gesty i podał jako przykład „wyjście do ubogiego na ulicy i porozmawianie z nim z miłością”. Pamiętajmy więc, że podarowanie 5 zł nic nie rozwiązuje. Potrzeba czegoś więcej, na przykład poświęcenia czasu na spotkanie z historią osoby z ulicy. Osoby bezdomne bardzo szybko wyczuwają, kiedy traktuje się ich przedmiotowo, a kiedy naprawdę podmiotowo, na płaszczyźnie partnerskiej.

- Niejednokrotnie przed takim zaangażowaniem wstrzymuje ludzi myślenie, że przecież bezdomni np. przepiją pieniądze, który otrzymają lub pogardzą okazywaną pomocą. Jak mądrze pomagać?

- Dobrze mieć w pamięci fakt, że kiedy pomaga się człowiekowi w sposób nieprawidłowy, można go od siebie uzależnić. Dlatego w Dziele Pomocy św. Ojca Pio staramy się pomagać osobom bez domu, by doprowadzić ich do samodzielności. To niełatwe zadanie. Ale można znaleźć ośrodki czy też miejsca, gdzie np. w ramach wolontariatu można wspomagać w sposób konstruktywny, z korzyścią dla osoby objętej tą pomocą.

- Bardzo dobrym przykładem jest tutaj św. Brat Albert. Czego uczy on współczesnych w podejściu do osób ubogich i bezdomnych?

- On wyjątkowo odkrył, że to są nasi bracia. Przecież z nimi zamieszkał, czyli pomagał im w przestrzeni, w której się znajdowali. To bardzo ważny punkt wyjścia. Nie oznacza to, że trzeba przejmować od osób bezdomnych niewłaściwe nawyki, które czasem mają, ale zacząć zmieniać ich od środka. Brat Albert pokazuje, że będąc z nimi razem w kłopotach, w głodzie i w chłodzie, na posiłku czy modlitwie, mogę swoim życiem i świadectwem ich wspierać, a jednocześnie dawać przykład innym ludziom, zachęcając ich do wsparcia osób bezdomnych. Raczej nie powinno się robić tego samemu, ale właśnie w sposób zorganizowany, w organizacjach podobnych do krakowskiego Dzieła czy też innych wspólnotach skupionych na problemach ludzi bez domu. Trzeba być ostrożnym, by nie wejść w relacje emocjonalne i nie naobiecywać czegoś, czego nie jesteśmy w stanie dać, bo na tym pomoc nie polega. Najsłuszniejsza jest droga małych kroków, która poprzez budowę zaufania może doprowadzić do tego, że nie tylko będziemy dawać, ale również otrzymywać.

- Co może otrzymać osoba udzielająca pomocy człowiekowi bezdomnemu?

- Osoby z ulicy uczą niezwykłej wrażliwości w stosunku do bliźniego i dystansu, by zbyt łatwo nie oceniać, nie wysuwać pochopnych wniosków. W kontakcie z nimi odkrywamy moc małych darów i to, jak można się ucieszyć z tego, że otrzyma się bułkę, ciepłą rzecz czy jest się wysłuchanym. Wielu z nas zapomniało o prostej radości życia - że do bycia szczęśliwym nie potrzeba nie wiadomo jak wielu rzeczy. Osoby bezdomne potrafią ucieszyć się z tego, że świeci słońce, że mają z kim zamienić słowo, że jest cieplej. To piękna zdolność.

- A co jest najważniejsze w niesieniu pomocy osobom bezdomnym i czy ciężko namówić je do współpracy?

- Uświadamianie im, że nadal jest dla nich szansa, pomaganie im w odnajdywaniu nadziei. Pokazywanie, że Pan Bóg ich nie przekreślił. Że są ludzie, którzy też ich nie skreślają i chcą im pomóc wyjść z tego „życiowego dołka”. Wspieranie osób z ulicy to trudny proces, któremu towarzyszy zdobywanie ich zaufania, które po wielu trudnych życiowych sytuacjach jest mocno nadwerężone. Zaczyna się od prostych rzeczy - czy mają co jeść, czy mają się w co ubrać, czy mają gdzie się schronić, czy mają dowód osobisty czy też kontakt z rodziną. To pierwsze pytania padające w Dziele Pomocy św. Ojca Pio. To zaczyna budować relację, dzięki której można rozwiązywać poszczególne problemy, krok po kroku. Skorzystanie z łaźni, ubranie w czyste rzeczy, posilenie się - to punkt wyjścia.

- Ale osobom bez domu nie brakuje tylko dachu nad głową. Jakie jeszcze problemy życiowe trzeba rozwiązać na drodze dochodzenia do samodzielności?

- Często są to problemy natury psychicznej - dlatego też mamy zespół psychologów i lekarza psychiatrę. Wspieramy naszych podopiecznych w poszukiwaniu pracy. Ważne jest również po prostu przeżywanie z nimi ich życia – radości ze znalezienia pracy czy też smutku z powodu odejścia kogoś bliskiego. Tworzymy również przestrzeń do powrotu do normalnego funkcjonowania - seanse filmowe, wspólną Wigilię, wyjścia do kina czy wyprawy w góry. To wszystko wspomaga proces wyjścia z marginesu społeczeństwa, bo trzeba pamiętać, że często osoby bezdomne to ludzie wykształceni, władający wieloma językami, artyści, w których życiu nastąpiło jakieś tąpnięcie. Takie kompleksowe działanie - pomoc materialna, duchowa, psychologiczna i kulturalna - pozwala im na nowo odkryć swoją godność oraz talenty, jakimi dysponują.

- Ciężko jest zdobywać środki na taką pomoc?

- Polacy są wrażliwi na problem bezdomności. Współpracujemy z instytucjami na poziomie miejskim i ogólnopolskim. Dzieło wspierają liczni darczyńcy oraz wolontariusze. Naszą działalność wspomagają przede wszystkim darczyńcy indywidualni, którzy często oprócz darowizn przekazując na rzecz osób bezdomnych 1% swojego podatku. To dla nas bardzo ważne wsparcie i niezwykła odpowiedzialność za jak najlepsze wykorzystanie otrzymanych środków. Dlatego przywiązujemy dużą wagę do tego, by być w stałym kontakcie z naszymi darczyńcami, zapraszamy ich do Dzieła, wysyłamy biuletyny podsumowujące nasze działania i pokazujące, że ich datki są wykorzystywane dobrze i dają konkretne owoce.

- Czy z bezdomności można wyjść na 100%? Jakie są wasze doświadczenie w tym względzie na podstawie mieszkań wspieranych, które prowadzicie w Krakowie?

- Dzieło Pomocy działa w Krakowie od 14 lat. Obecnie ze wsparcia Dzieła korzysta ponad 2000 osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością. Co roku udaje nam się polepszyć byt około 100 osób bezdomnych. Część z nich podejmuje pierwszą od wielu lat pracę, część rozpoczyna terapię, jeszcze inni zaczynają wynajmować swój własny pokój. To wielka radość. Co do mieszkań wspieranych, to często pobyt w nich jest końcówką procesu wychodzenia z bezdomności. W tym momencie takie osoby już pracują, za niedługo wynajmą własne lokum. Nie jest to jednak proces błyskawiczny. On często trwa długo. Są też ciągłe niebezpieczeństwa, zwłaszcza związane z nałogami. I potrzeba wiele wysiłku ze strony osoby bez domu, jak i osób wspierających, aby on zakończył się sukcesem.

- Z racji przypadających w tym roku 50 lat od śmierci Ojca Pio i 100. rocznicy otrzymania przez niego stygmatów, Dzieło Pomocy św. Ojca Pio zorganizowało akcję „Niestygmatycy”. Czy rzeczywiście pomaga ona zmieniać mentalność społeczną odnośnie osób bezdomnych?

- Osoby bezdomne są stygmatyzowane często w sposób krzywdzący, stereotypami, które nie są prawdziwie. Nasza strona niestygmatycy.pl pokazuje historie osób bezdomnych, które poruszają i potrafią odwrócić właśnie to spojrzenie pełne niezrozumienia, tak często kierowane w stronę tych, którzy zaczepiają nas i proszą o pomoc na ulicy. A oni przecież tak samo kochają, mają swoje pasje, życiowe radości i problemy. Mamy nadzieję, że nasza akcje zniesie tą redukcję wrażliwości, którą wielu z nas odczuwa, patrząc na osoby bezdomne.

- Dziś Dzień Ludzi Bezdomnych. Jest co świętować? Jaki jest jego prawdziwy przekaz?

- Przekaz tego dnia to zachęta do zauważenia osób bezdomnych. Chcemy, aby społeczeństwo przez różne akcje organizowane w Dzień Ludzi Bezdomnych, takie jak na przykład organizowany przez Dzieło specjalny marsz i wystawa prac graficznych na krakowskich Plantach pokazujących problem bezdomności z prawdziwej, zobaczyło, że osoby z tak zwanego marginesu społeczeństwa również zasługują na uwagę. Na to, by dostrzec ich bagaż doświadczeń i codzienne zmagania. I że to są dzieci Boże i nasi bracia, którym powinniśmy okazać nasze serce. To nie ma być świętowanie, tylko uszanowanie osób bezdomnych i uwrażliwienie innych na to, by nie zachowywać się wobec nich w sposób krzywdzący i obojętny.

Tagi:
Kraków bezdomni

Opłatek Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski

2019-01-08 18:10

Joanna Folfasińska

-Życzliwości, Bożego błogosławieństwa i postawy czuwania – to są moje życzenia. – mówił arcybiskup Marek Jędraszewski podczas Noworocznego Spotkania Opłatkowego Samorządów Małopolski i Polski w Sali Obrad Urzędu Miasta Krakowa. O świąteczną atmosferę zadbał zespół Bukowianie.

Joanna Adamik

Wydarzenie rozpoczęło złożenie kwiatów pod pomnikiem Jana Pawła II Wielkiego na dziedzińcu Kurii Metropolitalnej w Krakowie oraz spotkanie w sali królewskiej domu arcybiskupów krakowskich, gdzie Przewodniczący SGiPM, Kazimierz Barczyk, złożył arcybiskupowi życzenia.

Na spotkaniu w sali obrad krakowskiego magistratu metropolita przypomniał, że słowo „życzenia” wiąże się z terminem „życzliwość”, ponieważ dajemy obdarowanemu dobre słowo. Zwrócił uwagę na wagę błogosławieństwa Bożego, które jest fundamentem trwałości i szlachetności ludzkiej pracy. Nawiązał również do tragedii w Koszalinie i potrzeby czuwania.

-Życzliwości, Bożego błogosławieństwa i postawy czuwania – to są moje życzenia. Łączą się z opłatkiem, którym zaraz będziemy się tradycyjnie dzielić.

Dodał, że trzymany w dłoni opłatek sprawia, że patrzymy w oczy bliźniego z życzliwością i przypomina o błogosławionej obecności Boga w Betlejem i w Najświętszym Sakramencie.

Życzenia zebranym złożyli również: Bogusław Kośmider wiceprezydent Krakowa, Łukasz Smółka wicemarszałek województwa małopolskiego, Dominik Jaśkowiec przewodniczący Rady Miasta Krakowa, w imieniu placówek dyplomatycznych Krakowa Adrienne Körmendy, konsul generalna Węgier.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Jerzy Owsiak na bakier z Kościołem i patriotyzmem

2014-06-10 14:43

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2014, str. 42-43

TOMASZ URBANEK/DDTVN/EAST NEWS
Jerzy Owsiak

Niedawno ogłoszono, że laureatem plebiscytu „Ludzie Wolności”, organizowanego przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, w kategorii „społeczeństwo” został Jerzy Owsiak. Dla wielu osób była to wiadomość szokująca ze względu na ogromną kontrowersyjność tej postaci. Powszechnie znana jest rola Jerzego Owsiaka jako najgłośniejszego propagatora „luzu”, amoralnej zasady „róbta, co chceta”. Wielokrotnie wskazywano również, jak za jego rzekomą apolitycznością i ogromnie nagłaśnianą przez media ideą charytatywnej zbiórki pieniędzy kryje się jednoznaczna stronniczość na rzecz lewej części sceny politycznej. W tym tekście chciałbym skrótowo pokazać niektóre – nie dość znane – fakty, ilustrujące wyraźne uprzedzenia Owsiaka wobec Kościoła i Polaków jako narodu.

Antykościelne fobie

Jerzy Owsiak jest synem pułkownika milicji, zajadłego ateisty. Jego ojciec w pisanych przez siebie życiorysach akcentował swój negatywny stosunek do duchowieństwa katolickiego, określając je jako „szkodnika państwa demokratycznego” (P. Lisiewicz, M. Marosz, „Ten, który zniszczył bunt”, „Nowe Państwo”, ½013). Niewierząca była również matka Owsiaka (por. M. Narbutt, „Człowiek orkiestra”, „Rzeczpospolita” z 31 stycznia – 1 lutego 2004 r.).

Pomimo wychowania w ateistycznej rodzinie Owsiak deklarował się jako „niechodzący do kościoła katolik” (M. Narbutt, tamże). O tym, jaki jest faktyczny stosunek Owsiaka do Kościoła, najwymowniej świadczy fakt, że na początku lat 90. Owsiak ogłaszał jako hymn w programie „Róbta, co chceta” antyklerykalną piosenkę „Hipisówka” zespołu „Kobranocka” (por. P. Lisiewicz, „Seks zamiast armat”, „Gazeta Polska” z 3 stycznia 2007 r.). Piosenka w obrzydliwy wręcz sposób lżyła Kościół i duchownych. Dość zacytować choćby taki fragment:

„Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych,
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany.
Wiara w cud, mrowie złud,
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą,
Dokąd pójść, zewsząd gnój,
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą”.

I jakoś dziwne wyszydzanie w piosence „lęku klech na głupotę przekuwanego”, „wiary w cud” nijak nie przeszkadzało „katolikowi” Owsiakowi. Promowanie antykościelnej „Hipisówki” u Owsiaka nie było czymś odosobnionym. Grzegorz Wierzchołowski wspominał: „Na pierwszej edycji Przystanku w 1995 r. gromkie brawa wśród części publiczności zebrał np. lewacki zespół «Hurt», śpiewając m.in.: «Zdejmij ten krzyż, on przeszkadza ci, zdejmij ten krzyż, wyrzuć go za drzwi»” („Przystanek Postęp”, „Gazeta Polska” z 29 sierpnia 2007 r.).

W wywiadzie dla czasopisma „Zdrowie” „katolik” Owsiak wprost wyszydzał wiarę w cudowne powstanie człowieka, mówiąc m.in.: „Ludzie za granicą mnie pytają: «Czy naprawdę u was w rządzie myślą, że człowiek powstał wyłącznie w sposób cudowny?». Co ja mam odpowiadać? Jak głupoty opowiada ktoś w autobusie, można się odwrócić. Ale kiedy to mówią politycy – trzeba reagować” (za postkomunistycznym „Przeglądem” z 14 stycznia 2007 r.).

Szokujący był fakt, że „katolik” Owsiak jakoś szczególnie nietolerancyjny był wobec Kościoła katolickiego, podczas gdy równocześnie był bardzo łaskawy wobec innych wyznań, zwłaszcza wobec sekty Hare Kryszna. Socjolog Jacek Kurzępa komentował: „Pan Owsiak z niewiadomych powodów toczy boje z Przystankiem Jezus, podczas gdy bez oporów przyzwala na aktywność sekty Hare Kryszna, która ponad 20 lat temu została uznana za szczególnie niebezpieczną przez Parlament Europejski. Hare Kryszna zaprasza woodstockową młodzież do udziału w procesjach, oferuje tanie posiłki, wabi do swojej świątyni, z której dobiegają dźwięki modlitwy i mantry. Ludzie nie rozumieją, że uczestniczą w rytuałach sekty. Ten kryptoprzekaz oceniam jako bardzo subtelną, ale niebezpieczną promocję Hare Kryszny” (wywiad A. Mikołajczyka z dr. J. Kurzępą pt. „Świat według Owsiaka”, „OZON” z 2 sierpnia 2008 r.). Trzeba stwierdzić, że dr Kurzępa (dziś już profesor) miał rację. Na tle życzliwego stosunku Owsiaka do sekty Hare Kryszna tym bardziej szokujący był jego nader niechętny stosunek do Przystanku Jezus. Po kilku latach tarć i trudnych rozmów w końcu doszło do ostatecznego konfliktu z winy Owsiaka. W marcu 2003 r. Jerzy Owsiak w wypowiedzi dla „Gazety Lubuskiej” (powtórzonej później przez KAI) powiedział, że „nie chce widzieć na Przystanku Woodstock namiotu i duchownych z Przystanku Jezus”. Na uwagę ks. Draguły, że organizatorzy Przystanku Jezus spełnili już w zeszłym roku wszystkie warunki Owsiaka, szef WOŚP warknął: „Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma”. Wśród zbieraniny młodych na Woodstocku nader silnie uzewnętrzniały się nastroje antykatolickie. W czasie Przystanku Woodstock w 1999 r. pod adresem młodzieży z Przystanku Jezus, która szła w Drodze Krzyżowej, „posypały się wyzwiska ze strony zbuntowanych punków. Poleciało też kilka butelek” (M. Majewski, „Żar stu tysięcy”, „Rzeczpospolita” z 7 sierpnia 1999 r.). Wielokrotnie dochodziło do profanowania krzyża przy namiocie na Przystanku Jezus. Zdziczali młodzi ludzie rzucali w niego puszkami od konserw i wyszydzali go (por. M. Jeżewska, M. Marosz, D. Łomicka, „Przystanek Woodstock – profanują krzyż”, „Gazeta Polska Codziennie” z 3 sierpnia 2013 r.). Ze szczególną zajadłością Owsiak atakował Radio Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Po publikacji we „Wprost” osławionych „taśm Rydzyka” pisał w liście do prezydenta i premiera: „Słowa o. Rydzyka mogę tylko porównać z najbardziej absurdalnymi wypowiedziami partyjnych bonzów III Rzeszy (...). Jest tak głupio znowu wstydzić się za ten kraj” („Gazeta Wyborcza” z 11 lipca 2007 r.).

Owsiak: „Polacy są straszliwymi rasistami”

W 2000 r., w czasie ogromnego kryzysu prawicy w związku z upadkiem AWS-u, Jerzy Owsiak pozwolił sobie na publiczne ujawnienie całej fobii wobec swego narodu. Zrobił to w wywiadzie dla tropiącego „nacjonalizm” i „antysemityzm” antyfaszystowskiego czasopisma „Nigdy Więcej”, mówiąc m.in.: „Polacy są straszliwymi rasistami. Szowinizm narodowy jest obecny w Polsce i nie jest to wcale bardzo marginalne zjawisko. Potwierdza to np. program Wojciecha Cejrowskiego «WC Kwadrans» (...). Polacy lubią być rasistami, chcą polepszyć przez to swój wizerunek, swoją własną wartość. (...) Duży udział w tym ma np. Kościół, który, nie rozumiejąc pewnych rzeczy, stawia kropkę nad «i». (...) Jesteśmy bardzo nietolerancyjni w stosunku do osób innej wiary. (...) Polacy są okropnymi rasistami (wywiad A. Zachei z J. Owsiakiem pt. „Trzeba być konsekwentnym”, „Nigdy Więcej”, 1½000). W wywiadzie znalazło się jeszcze odpowiednie określenie Polski w porównaniu z innymi krajami, zdaniem Owsiaka – „Polska... to zaścianek”.

Owsiaka pogarda dla Polski

Można tylko żałować, że te niemądre uogólnienia Owsiaka są tak mało znane w Polsce, bo na pewno pomogłyby w podważeniu jego mitu. Przypomnijmy jednak, że kilkakrotnie nawet podczas publicznych spotkań posuwał się on do otwartego wypowiedzenia jakiejś obrzydliwej opinii o Polsce. Oto kilka przykładów. 8 czerwca 2001 r. w Żarach, podczas publicznego spotkania zorganizowanego przez władze miasta i w ich obecności, Owsiak wypowiedział słowa: „W Polsce, tym pieprzonym kraju, zawsze będą narkotyki” (MZM, „Polska to «piep... kraj»”, „Nasza Polska” z 19 czerwca 2001 r.). Oburzony wypowiedzią Owsiaka Krzysztof Błażejczyk skierował do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z art.133, polegającego na znieważeniu Ojczyzny. Wkrótce okazało się jednak, że prokuratura, decyzją z 31 lipca 2001 r., odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie znieważenia narodu i Rzeczypospolitej Polskiej. Pismo prokuratury nie zawierało żadnej argumentacji (por. A. Echolette, „Nie obraził Narodu”, „Nasza Polska” z 21 sierpnia 2001 r.). Do ponownego plugawienia imienia Polski przez Owsiaka doszło na Przystanku w Woodstock w 2003 r. Andrzej Poray tak pisał na ten temat: „«Polska to pop... kraj. Żyjemy w pop... kraju» – tymi słowami lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak otwierał Przystanek Woodstock. Wykreowany przez lewicowe media «autorytet» i później nie szczędził wulgarnych, agresywnych słów pod adresem Ojczyzny” („Owsiak i jego armia”, „Nasza Polska” z 12 sierpnia 2003 r.).

Dziennikarz „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski wspominał podobnie ohydne wystąpienie Owsiaka: „To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z Przystanków Woodstock, jakie jako dziennikarz relacjonowałem (...). Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. (...) I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych zgromadzonych pod sceną obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś, że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. (...)” („Jerzy Owsiak publicznie zbluzgał mój kraj, czyli jak szef WOŚP «oddał hołd» Powstaniu Warszawskiemu”, www.niezlomni.com, dostęp z 11 stycznia 2014 r.). W czasie gdy mamy tak wielkie zaległości w odsłanianiu przemilczanej najnowszej historii, dziejów Żołnierzy Wyklętych czy prześladowań politycznych doby stanu wojennego, Owsiak perorował: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tymi pomnikami ku czci i chwale, z tym wiecznym gadaniem, co kto zrobił 30 lat temu” (wywiad M. Szymaniaka z J. Owsiakiem pt. „Mam dość pomników ku czci i chwale”, „Życie Warszawy” z 25-26 sierpnia 2007 r.).

Szerszy portret J. Owsiaka znajduje się w świeżo wydanym 3. tomie mojej książki „Czerwone dynastie przeciw Narodowi i Kościołowi”, którą można zamówić – tel. 608-854-215 i e-mail: maron@upcpoczta.pl) J.R.N.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

CBOS: w Polsce wzrasta tolerancja dla rozwodów

2019-01-16 13:19

CBOS, lk / Warszawa (KAI)

Zdecydowanie przeciwko rozwodom jest 12% Polaków, a aż 32% uważa, że jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na sądowe rozwiązanie związku, to nie powinni mieć ku temu żadnych przeszkód - wynika z najnowszego raportu Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). W 2017 r. Polacy zawarli ok. 193 tys. ślubów, tylko 13 tys. więcej niż cztery lata wcześniej. Na trzy zawierane związki małżeńskie przypada w naszym kraju aż jeden rozwód.

vectorfusionart/Fotolia.com

Dane GUS wskazują, że po intensywnym wzroście liczby orzekanych w Polsce rozwodów, notowanym do połowy ub. dziesięciolecia, trend ten wyraźnie wyhamował i w ostatnich latach utrzymuje się na w miarę stabilnym poziomie. Od 13 lat każdego roku sądy orzekają w Polsce około 65 tys. rozwodów (od 61,3 tys. w 2010 roku, do 71,9 tys. w 2006 roku).

Z drugiej strony, po 2008 r. dość znacząco zmniejszyła się liczba zawieranych związków małżeńskich. Trend spadkowy w ostatnich latach wprawdzie wyhamował, jednak aktualna liczba zawieranych rocznie małżeństw nadal pozostaje jedną z najniższych w historii.

W 2017 r. Polacy zawarli ok. 193 tys. ślubów, a więc jedynie 13 tys. więcej niż w 2013 roku, kiedy zawarto ich najmniej w historii (180 tys.).

Wskaźnik wyrażający stosunek małżeństw zawartych do rozwiązanych od 2014 r. utrzymuje się ciągle niskim poziomie ok. 3,00. Oznacza to, że w ostatnich latach na mniej więcej trzy zawierane związki małżeńskie przypada jeden rozwód.

To, że obecnie sądy orzekają rozpad jednego na trzy zawierane w Polsce małżeństwa, sprawia, iż problem rozwodu dotyczy – bezpośrednio lub pośrednio – coraz większej liczby osób. W konsekwencji zmienia się podejście Polaków do rozwodów. Obecnie opinie na ich temat znacznie częściej niż kiedyś wyrażane są przez pryzmat konkretnych sytuacji życiowych.

Z grudniowego badania CBOS wynika, że w Polsce zdecydowani zwolennicy rozwodów stanowią grupę blisko trzykrotnie większą liczebnie niż ich zagorzali przeciwnicy.

Obecnie jedynie niespełna co ósmy ankietowany (12%, od 2013 r. spadek o 1 punkt proc.) jest zdecydowanym przeciwnikiem rozwodów, a co trzeci (32%, wzrost o 6 punktów) uważa, że jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na rozwiązanie związku w drodze postępowania sądowego, nie powinni mieć ku temu żadnych przeszkód.

Ciągle największą, choć malejącą grupę badanych (52%, spadek o 4 punkty) stanowią umiarkowani zwolennicy rozwodów, którzy wprawdzie generalnie ich nie popierają, jednak w pewnych sytuacjach uznają za dopuszczalne.

Tylko nieliczni respondenci nie potrafią zająć stanowiska w kwestii dopuszczalności rozwodów (2%) lub mają jeszcze inne zdanie na ten temat (2%). Co istotne, w ostatnim dziesięcioleciu odsetek zwolenników rozwodów wzrósł o ponad połowę (z 20% do 32%).

Stosunek do rozwodów w największym stopniu różnicują kwestie światopoglądowe, takie jak religijność mierzona uczestnictwem w praktykach religijnych oraz poglądy polityczne.

Do bezwarunkowych zwolenników rozwodów zalicza się niemal trzy piąte niepraktykujących religijnie, blisko połowa praktykujących kilka razy w roku oraz niemal co drugi respondent deklarujący lewicowe poglądy polityczne.

Sprzeciw zaś zdecydowanie częściej wiąże się z prawicową orientacją polityczną i częstszym udziałem w praktykach religijnych. Istotne znaczenie w tym względzie ma również stan cywilny respondentów. Najbardziej liberalne podejście do rozwodów prezentują osoby rozwiedzione lub będące w separacji, a najbardziej przeciwni pozostają wdowcy i wdowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem