Reklama

I spotkanie Komisji Głównej V Synodu Diecezji Tarnowskiej

2018-05-09 11:20

Ks. Andrzej Turek

Joanna Sadowska

Synod wziął pierwszy oddech: ustalono harmonogram prac, rytm zajęć, zestaw tematów i pytań oraz jeszcze szersze otwarcie na głos ludu.

W tarnowskiej Kurii, 7 maja 2018 roku, odbyło się pierwsze spotkanie Komisji Głównej V Synodu Diecezji Tarnowskiej. Przewodniczył mu biskup tarnowski Andrzej Jeż. Wyraził on zadowolenie z uroczystości inauguracyjnej synodu (21 kwietnia br.), która, jak podkreślił, była nie tylko manifestacją wiary, ale też tajemnicy żywego Kościoła będącego rodziną rodzin. – Udział duchowieństwa i wiernych świeckich, reprezentantów wszystkich stanów i zakątków naszej diecezji uwypuklił istotę synodu, czyli zaangażowanie wszystkich i każdego – zauważył hierarcha. – Teraz trzeba nam wykonać kolejny konsekwentny krok: płynnie, z dotychczasową dynamiką, przejść od przygotowania do wdrożenia prac synodalnych – dodał.

I właśnie ta problematyka zdominowała pierwsze obrady Komisji Głównej. Wytyczono swoistą mapę drogową synodu. Ustalono, że harmonogram spotkań Parafialnych Zespołów Synodalnych (PZS) uwzględni interwał wakacyjny, czyli miesiące lipiec i sierpień. W okresie kanikuły główny akcent zostanie położony na niedziele synodalne. Doprecyzowano metodologię prac PZS oraz pytania, które zostaną skierowane do diecezji za ich pośrednictwem; co istotne ów repertuar pytań wzbogacono o stałą kategorię „wolnych wniosków” (oddolnych propozycji, zagadnień etc.). Innymi słowy Kościół tarnowski pragnie jeszcze uważniej wsłuchiwać się w głos swych dzieci. W kontekście synodalnych zajęć, bp Leszek Leszkiewicz zaapelował o szybki i dobry „start” poszczególnych Komisji tematycznych, bo to one – jak akcentował – mają nadawać synodowi zasadniczy rytm i kierunek. Zaś ks. Andrzej Michalik, przewodniczący Komisji Teologicznej, uwrażliwiał, aby szanując zdobycze nauk świeckich, nie tracić z oczu perspektywy teologicznej jako zasadniczej i bezwzględnie priorytetowej dla synodu.

Reklama

Jak wiadomo, pierwszy rok obrad synodalnych poświęcony jest rodzinie. Różnorakie aspekty życia rodzinnego czy około rodzinnego będą rozważane w kolejnych dwunastu miesiącach: od maja 2018 do maja 2019. – Koniecznym jest osobny blok rozważań poświęcony tzw. związkom partnerskim i niesakramentalnym. Zjawisko to przybiera teraz rozmiary, które muszą budzić niepokój także naszego lokalnego Kościoła – wskazywał bp Stanisław Salaterski. Członkowie Komisji Głównej, jako synodalny temat tegorocznego maja, ustalili rolę modlitwy w życiu rodzinnym. Rozważana ona będzie z perspektywy szeroko pojętego towarzyszenia rodzinie przez Kościół, zwłaszcza we wczesnym i dojrzałym etapie jej życia. – Trudno przecenić rodzinę, bo rodzina to podstawa. Jakość rodzin decyduje w dużej mierze o jakości życia Kościoła, narodu i społeczeństwa – akcentuje ks. Piotr Cebula, przewodniczący Komisji Małżeństwa i Rodziny, sekretarz generalny synodu. Można by w tym kontekście przywołać wiersz Leopolda Staffa o wymownym tytule „Podwaliny”: „Budowałem na piasku/I zawaliło się./Budowałem na skale/I zawaliło się./Teraz budując, zacznę/Od dymu z komina”. Poeta uczy, iż wszystko co najważniejsze i najtrwalsze zaczyna się od domowego ogniska. V Synod Diecezji Tarnowskiej jest tego jak najbardziej świadomy.

Tagi:
Tarnów V Synod Diecezji Tarnowskiej

Tu Bóg jest na pierwszym miejscu

2018-05-09 10:18

Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 18-21

Jest nazywana ziemią świętych i błogosławionych. Mówi się też, że to diecezja żywej wiary

Biuro Prasowe Diecezji Tarnowskiej
Pod hasłem: „Kościół na wzór Chrystusa” odbywa się V Synod Diecezji Tarnowskiej. Na zdjęciu – bp Andrzej Jeż na czele procesji podążającej ulicami Tarnowa do katedry w dniu rozpoczęcia synodu

Za tym drugim stwierdzeniem przemawiają powtarzające się od lat wskaźniki statystyczne, z których wynika, że właśnie w diecezji tarnowskiej najwięcej wiernych uczęszcza na niedzielne Msze św., a w poszczególnych parafiach wzrasta liczba osób przystępujących do stołu Pańskiego. W tej części archidiecezji krakowskiej kościoły wciąż się zapełniają wiernymi, a kolejki przed konfesjonałami nadal ustawiają się nie tylko przed wielkimi świętami.

Historia

Gdy wczytujemy się w historię diecezji tarnowskiej, dostrzegamy, że jej powstanie jest związane z najtrudniejszym okresem w dziejach naszej ojczyzny. Po raz pierwszy została powołana do życia w 1783 r. i obejmowała obszar od Oświęcimia i Żywca na zachodzie aż po ujście Sanu do Wisły oraz Żmigród i Strzyżów na wschodzie. Bullą „In suprema beati Petri cathedra”, wydaną w 1786 r., papież Pius VI potwierdził jej istnienie. Kiedy po III rozbiorze Polski włączono Kraków do Austrii, diecezja tarnowska przestała istnieć.

Sytuacja zmieniła się ponownie w 1809 r., gdy część ziem polskich wraz z Krakowem weszła w skład Księstwa Warszawskiego. Kiedy na kongresie wiedeńskim zdecydowano, że Kraków pozostanie poza granicami cesarstwa austriackiego, władze w Wiedniu doprowadziły do utworzenia diecezji tynieckiej. W jej skład wchodziły 4 okręgi administracyjne: tarnowski, bocheński, myślenicki i nowosądecki, a na prośbę pierwszego biskupa tej diecezji jej siedziba została w 1826 r. przeniesiona do Tarnowa i otrzymała nazwę „tarnowska”. Zmiany liczby dekanatów z powodu ich odłączania i przyłączania, wynikające także z sytuacji politycznej, miały miejsce również w drugiej połowie XIX wieku, a potem w niepodległej Polsce (w 1925 r. i jeszcze w 1992 r.).

Współczesność

Obecnie w skład diecezji wchodzą 43 dekanaty, które tworzą w sumie 453 parafie. Główną świątynią jest bazylika katedralna pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Tarnowie. Na terenie diecezji znajdują się także bazyliki mniejsze w: Nowym Sączu, Limanowej, Bochni, Szczepanowie, Mielcu, Tuchowie i Grybowie, a także sanktuaria, zwłaszcza maryjne, do których w ciągu roku pielgrzymują wierni nie tylko z danego terenu. Pierwszorzędnymi patronami diecezji są: Najświętsza Maryja Panna i św. Stanisław Szczepanowski – biskup i męczennik. Na terenie diecezji przebywają i służą tarnowskiemu Kościołowi przedstawiciele 16 zakonów męskich oraz siostry reprezentujące blisko 40 zgromadzeń zakonnych żeńskich.

Na czele diecezji stoi bp Andrzej Jeż, który jest 15. pasterzem Kościoła tarnowskiego. Biskupa diecezjalnego wspierają biskupi pomocniczy: Wiesław Lechowicz – pełniący jednocześnie funkcję delegata KEP ds. duszpasterstwa emigracji polskiej, Stanisław Salaterski, Leszek Leszkiewicz, a także biskup senior Władysław Bobowski.

W grudniu 2016 r. w liście skierowanym do diecezjan, a zapowiadającym V Synod Diecezji Tarnowskiej, bp Andrzej Jeż tak scharakteryzował diecezję: „Kościół tarnowski ma piękne i bogate oblicze duchowe. Cechuje go żywotność i wielki potencjał religijny. Liczne powołania kapłańskie i zakonne, szerokie zaangażowanie misyjne, wielość ruchów i stowarzyszeń katolickich, grup apostolskich i modlitewnych, liczne dzieła miłosierdzia, mocne moralnie rodziny oraz pielęgnowanie codziennej wierności Chrystusowi – to wielki dar i skarb naszej diecezji. Mamy jednak świadomość, iż nie stanowimy samotnej galaktyki, która w nienaruszonym porządku i spokoju przemierza czas. Nie omijają nas skutki grzechu pierworodnego, skutki grzechów osobistych i społecznych, a także destrukcyjne oddziaływanie współczesnej cywilizacji. Dynamicznie zmieniająca się sytuacja społeczno-kulturowa, w której żyjemy, praktykujemy naszą wiarę i budujemy żywy organizm Chrystusowego Kościoła, domaga się najpierw gruntownego rozeznania, oceny i refleksji, aby następnie móc popatrzeć w przyszłość i wytyczyć najwłaściwszy szlak działań duszpasterskich...”.

Synod

V Synod Diecezji Tarnowskiej pod hasłem: „Kościół na wzór Chrystusa” rozpoczął się w kwietniu 2018 r. Uczestniczący w nim duszpasterze i wierni świeccy na czele z biskupem diecezjalnym podejmują refleksję nad bieżącym stanem religijnym diecezji, nad aktualnymi wyzwaniami i problemami duszpasterskimi oraz nad obraniem takich kierunków pracy duszpasterskiej, które najskuteczniej dopomogą współczesnemu człowiekowi na drodze zbawienia.

W wywiadzie udzielonym „Niedzieli Małopolskiej” bp Jeż powiedział red. Ewie Biedroń: „Osobiście nie lubię iluzji w Kościele, że wszystko przebiega doskonale. Jesteśmy ludźmi, mimo podejmowanego wysiłku, pracy i dobra, mamy też pewne wady. Suma wad i grzechów ponad miliona osób, które tworzą diecezję, tworzy przestrzeń zła. Synod dąży także do tego, aby pokonać w nas zło, a uwypuklić dobro na drodze naszego zbawienia. Synod jest pewną wypadkową demokracji ludu Bożego, ale także struktury hierarchicznej Kościoła. Dąży do otwartości w dyskusji w szerokim gronie diecezjan, ale przede wszystkim uwzględnia Objawienie Boże, Tradycję, prawo Kościoła oraz jego strukturę hierarchiczną”.

Zapytany o wyzwania, które stoją przed synodem, bp Jeż wyjaśnił: „Jest ich bardzo dużo; rozbite rodziny, kryzys relacji małżeńskich, problem z wychowywaniem dzieci i młodzieży. Zauważamy, że parafie powinny być bardziej otwarte na parafian i stawać się domem dla wiernych. Dużym wyzwaniem będzie także odnajdywanie się Kościoła w nowym wymiarze administracyjnym i prawnym. Myślę też, że istotne jest głębsze zaangażowanie Kościoła w kwestie społeczne, aby budować relacje międzyludzkie mocą Ewangelii, tradycji i mądrości Kościoła. Ważnym tematem będzie z pewnością głoszenie Ewangelii w zróżnicowanych kontekstach współczesnej kultury i wykorzystanie cyberprzestrzeni do przekazu orędzia zbawczego”.

Za pomoc w przygotowaniu tekstu autorka dziękuje ks. Ryszardowi St. Nowakowi i ks. Grzegorzowi Zimoniowi

***

Z szerszej perspektywy

Ks. Zbigniew Kras, kapelan Prezydenta RP:

– Potwierdzam, że diecezję tarnowską, jej mieszkańców wyróżnia żywa wiara. Znam tu wiele osób, rodzin, dla których modlitwa jest naprawdę istotną częścią codziennego życia. Znam ludzi, dla których każda niedziela czy święto zaczynają się od Mszy św. i przyjęcia Komunii św. To dlatego m.in. ustanowiono szafarzy Komunii św., żeby wspomóc kapłanów w rozdawaniu Chrystusowego Ciała.

Mieszkańcy diecezji tarnowskiej przestrzegają postu nie tylko w Wielki Piątek czy w Środę Popielcową, ale w każdy piątek. Czytają Biblię i starają się żyć zgodnie z Ewangelią. Chciałbym podkreślić rolę kapłanów, ich pracowitość i aktywność. Zdecydowana większość z nich jest zaangażowana w katechizację – w szkole i poza nią. Pamiętam, jak rodzice pytali, kto będzie ich dzieci uczył religii, i jak byli zadowoleni, kiedy słyszeli, że to będzie ksiądz katecheta.

To także diecezja kolejek do konfesjonałów. I chociaż czasami księża są już bardzo przemęczeni tą posługą, to można powiedzieć, że jest to błogosławiony trud. Trzeba też zwrócić uwagę na mocny akcent misyjny, są chętni kapłani, osoby konsekrowane i świeckie do wyjazdu na misje, a we wspólnotach parafialnych jest troska o wysłanych w świat misjonarzy, a więc otwartość wspólnot na potrzeby Kościoła powszechnego.

To ponadto diecezja świętych i błogosławionych. Wspaniali rodacy są świadkami wiary, a równocześnie trwa i rozwija się wiara w ich pośrednictwo i wstawiennictwo. Z moich obserwacji i wędrówek po Polsce wynika, że wyróżnia nas także mnogość sanktuariów i bazylik. To zaszczyt dla diecezji, ale równocześnie obowiązki i wytężona praca duszpasterzy oraz wspólnot wyróżnionych tym tytułem. Myślę, że to wszystko umacnia wiarę danego środowiska, regionu i diecezji.

***

Rodzina i tradycja

Red. Joanna Sadowska, przedstawicielka mediów internetowych diecezji tarnowskiej:

– Gdy myślę o naszej diecezji, mam przed oczami kilka obrazów. To określenie: „ziemia świętych i błogosławionych” i diecezja misyjna, w której nadal jest wysoka liczba powołań kapłańskich i zakonnych. Mamy to szczęście, że w szkołach wciąż w większości religii uczą księża, co przekłada się na łatwiejszy kontakt z nimi i dostępność kapłanów dla dzieci, młodzieży i rodziców. Pozytywną konsekwencją tych relacji są ożywione duszpasterstwa parafialne. Dialog między księdzem i osobami świeckimi sprawia, że kapłani znają parafian i szukają dla nich i z nimi odpowiednich form duszpasterstwa, stanowiących odpowiedzi na potrzeby tych osób i ich oczekiwania.

Na pewno jesteśmy diecezją żywej wiary, w której widać życie sakramentalne, w której w wielu kościołach trwa wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Są takie świątynie, w których parafianie codziennie słyszą kazania w czasie Mszy św. Łatwo zauważyć u nas kolejki do konfesjonałów, co świadczy o dużej liczbie osób często przystępujących do sakramentu pokuty. Swoją rolę odgrywają też nadzwyczajni szafarze służący w swych parafiach.

Mianownikiem scalającym cechy naszej diecezji jest natomiast, moim zdaniem, rodzina i tradycja. U nas wciąż są rodziny silne Bogiem. W nich Pan Bóg jest na pierwszym miejscu. Nadal dużo rodzin klęka do wspólnej modlitwy, a rodzice prowadzą dzieci na Mszę św. I myślę, że powołania do kapłaństwa, chęć służenia Kościołowi misyjnemu płyną właśnie z rodziny, bo to jest pierwsza szkoła życia każdego człowieka.

Jesteśmy diecezją, w której tradycja przeplata się z próbami odpowiedzi na wyzwania współczesności. Przykładem jest rozpoczęty niedawno V synod, do którego są zaproszeni wierni świeccy. Ten dialog w diecezji był, jest i będzie trwał.

***

Właściwy klimat

Ks. dr hab. Andrzej Michalik, rektor WSD w Tarnowie:

– W diecezji tarnowskiej powołań do kapłaństwa jest jeszcze dosyć dużo, chociaż trzeba sobie uświadomić, że to prawie o połowę mniej niż dwadzieścia lat temu. Różne są tego przyczyny i szerzej je analizujemy. Bardzo uogólniając, zwracamy uwagę na przemiany cywilizacyjne. Jest wiele czynników niesprzyjających. Dzisiaj trzeba mieć naprawdę dużo odwagi i mocną wiarę, żeby wybrać drogę do kapłaństwa.

Co ma wpływ na powołania do kapłaństwa? Po pierwsze, łaska Boża. To warunek podstawowy, bo tu decyduje Pan Bóg. My natomiast możemy i powinniśmy przygotować glebę, żeby to ziarno łaski wzeszło, i stworzyć właściwy klimat, by wzrastało. Ten klimat tworzą przede wszystkim rodziny, a w dalszej kolejności duszpasterze. Człowiek myślący o kapłaństwie patrzy na proboszcza, a jeszcze częściej na młodego księdza w parafii. Jeżeli widzi, że obowiązki duszpasterskie dają tym księżom radość, że jako kapłani są szczęśliwi, to taka obserwacja pomaga w podjęciu decyzji o wstąpieniu do seminarium.

Często mówimy, że pierwszym seminarium jest rodzina. Owszem, zdarzają się sytuacje, kiedy nie staje ona na wysokości zadania, a mimo to pojawia się powołanie i młody człowiek dojrzewa do decyzji, aby iść za tym głosem. Jednak generalnie oparcie w rodzinie jest bardzo ważne, aby postawić sobie pytanie, czy Pan Bóg mnie powołuje, i odpowiedzieć na nie pozytywnie, a później trwać w tej odpowiedzi i być wiernym w pracy duszpasterskiej. Generalnie tak się ocenia, że o tym, jacy jesteśmy, jak postępujemy, jakich wyborów dokonujemy, jak traktujemy innych, jaki mamy system wartości, w 50 proc. decyduje rodzina, z której się wywodzimy. I dlatego rodzina, atmosfera domu rodzinnego, jest tak ważna również ze względu na rodzące się w niej powołania, także do kapłaństwa.

***

Misyjność

Ks. dr Krzysztof Czermak, dyrektor Wydziału Misyjnego tarnowskiej Kurii:

– Obecnie diecezja tarnowska ma swoich kapłanów – misjonarzy w 10 krajach świata. Na dzień dzisiejszy to jest 50 osób, a w tym roku wyjadą kolejni księża. Na misje są wysyłane także osoby świeckie, które podejmują posługę jako misjonarze lub wolontariusze.

Przyczyn decyzji kapłanów o udaniu się na misje zapewne jest wiele, ale to przede wszystkim są podszepty Ducha Świętego, Który jest głównym sprawcą misji, Który wzbudza to powołanie w powołaniu. Obserwujemy to na przestrzeni 45 lat, bo tyle dokładnie w tym roku mija od posłania pierwszych czterech księży do Republiki Konga. Już wtedy zaczęli się zgłaszać do tarnowskiego biskupa, a był nim bp Jerzy Ablewicz, prezbiterzy pragnący służyć na misjach. Rzecz ciekawa, czynili to niezależnie od siebie, a więc trzeba w tym odczytać podszept Ducha Świętego. Kolejni tarnowscy pasterze – bp Józef Życiński, bp Wiktor Skworc kontynuowali te posłania. Tak czyni również bp Andrzej Jeż. Jest to forma odpowiedzi na apel zawarty w encyklice „Fidei Donum”, w której papież Pius XII prosił o podzielenie się darem wiary z innymi Kościołami.

W tych misyjnych parafiach zauważamy takie formy przeżywania wiary, o których w naszej rzeczywistości można tylko marzyć; np. przed 6 rano ludzie zbierają się na brewiarz i jest ich 100-150 osób. Podobnie wcześnie rano w dzień powszedni w kościele zbiera się 100, a nawet 500 wiernych! To, oczywiście, buduje misjonarza, ale umacnia w wierze także nas, naszą diecezję i parafie, które misjonarzy tak bardzo wspierają.

***

Pobożność maryjna

Ks. dr Wiesław Piotrowski, kustosz sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Limanowej:

– Głęboka więź z Matką Bożą i duża pobożność maryjna, które cechują wiernych w diecezji tarnowskiej, są wynikiem przede wszystkim realizacji testamentu Pana Jezusa. Słowa wypowiedziane na krzyżu do św. Jana: „Oto Matka twoja” są wciąż przyjmowane i realizowane. Maryja czczona jest nie tylko w wielu sanktuariach, ale w każdym kościele i w rodzinach. Głęboka więź rodzinna, w tym związek dzieci z matką, przekłada się również na więzi z Maryją. W rodzinie zwracamy się serdecznie do matki, mamy do niej zaufanie. Tak samo jest z Maryją – naszą Matką, która wysłuchuje naszych próśb i zanosi je do swojego Syna. Ona pomaga nam w rozwiązywaniu kłopotów, problemów, dlatego chętnie zwracamy się do Niej indywidualnie, a także podczas różnych nabożeństw maryjnych, tak bardzo rozpowszechnionych w naszej diecezji.

Maryja daje nam też piękny przykład życia w duchu miłości Boga i bliźniego. Dlatego obchodzone święta maryjne i przybliżanie postaci Maryi sprawiają, że stajemy się lepsi i gorliwiej realizujemy Boże przykazania. Jako kustosz sanktuarium od kilku lat obserwuję pewien wzrost liczby osób uczestniczących w Mszach św., a w ostatnich latach także znaczący wzrost przystępujących do sakramentu pokuty i pojednania. Na pewno obchodzona w ubiegłym roku 100. rocznica objawień Matki Bożej w Fatimie przyczyniła się do zwiększenia liczby wiernych zwracających uwagę na regularną spowiedź. Nie można zapomnieć, że na religijność maryjną duży wpływ mają duszpasterze, którzy zachęcają do uczestniczenia w nabożeństwach maryjnych, a także siostry zakonne, które swoim przykładem i pracą przyczyniają się do upowszechniania kultu Maryi, m.in. wśród dziewcząt należących do Dziewczęcej Służby Maryjnej. Wskazywanie od najmłodszych lat na rolę Matki Bożej w drodze do Jezusa ma wpływ na pobożność kolejnych pokoleń wiernych z diecezji tarnowskiej.

***

W szkole bł. Karoliny Kózkówny

Ks. Zbigniew Szostak, kustosz sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie:

– Diecezja tarnowska jest nazywana ziemią świętych i błogosławionych. W tym gronie swoje miejsce ma bł. Karolina, która pokazuje, jak dzisiaj żyć Ewangelią. Jeżeli ktoś przyjeżdża do sanktuarium w Zabawie, to znaczy, że poszukuje siły do życia w wolności, do odnajdywania tego, co jest konieczne, aby kochać i być kochanym. Karolina uczy takiego odnajdywania, kształtowania w sobie tych wartości. Uczy także wymagania od siebie, zdolności do ofiary, do dostrzegania drugiego człowieka. Uświadamia, jak ważne jest pogłębianie sensu swego życia w słowie Bożym, karmienie się Eucharystią. Jeżeli człowiek przejdzie szkołę, którą proponuje Karolina, to jest zdolny do obrony największych wartości. Myślę, że wiele osób przyjeżdża do Karoliny, bo pragną w swym życiu zbudować coś trwałego, wielkiego. A jak ktoś idzie 2,5 km szlakiem męczeństwa Karoliny, to uświadamia sobie, że jest do tego zdolny. Pielgrzymujący do sanktuarium, którzy przeżywają tu Drogę Krzyżową, uświadamiają sobie, że potrafią sięgnąć po wartości, które dotykają głębi serca. Proszę zauważyć, że coraz więcej młodych sięga po pierścień bł. Karoliny. To cenne, że w dzisiejszym świecie, nastawionym na przyjemności, na konsumpcjonizm, są ludzie, którzy pragną zachować czystość przedmałżeńską.

Bł. Karolinę wiele osób dopiero odkrywa i przekonuje się, że to jest osoba warta naśladowania. Uczą się, że i dzisiaj możliwe jest życie w prawdziwej wolności, umożliwiającej życie według najwyższych wartości, o które dopomina się serce człowieka. Serdecznie zapraszam na spotkanie z bł. Karoliną w miejscach i klimacie, w którym ona żyła i wzrastała do świętości!

Wypowiedzi zebrała Maria Fortuna-Sudor

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją

2018-09-23 10:46

tłum. st (KAI) / Kowno

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki na Litwę – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej w parku Santakos w Kownie.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy tekst papieskiej homilii:

Drodzy Bracia,

Święty Marek poświęca całą część swojej Ewangelii nauczaniu skierowanemu do uczniów. To tak, jakby Jezus, w połowie drogi do Jerozolimy chciał, żeby jego uczniowie ponowili swój wybór, wiedząc, że to pójście za Nim przyniesie chwile doświadczenia i bólu. Ewangelista opisuje ten okres życia Jezusa przypominając, że trzykrotnie zapowiedział swoją mękę. Trzy razy wyrażali swoje zdumienie i sprzeciw, a Pan za każdym z tych trzech razy chciał przekazać im naukę. Właśnie usłyszeliśmy drugą z tych trzech zapowiedzi (por. Mk 9,30-37).

Życie chrześcijańskie zawsze obejmuje chwile krzyża, które czasami zdają się nie mieć końca. Minione pokolenia były naznaczone czasem okupacji, udręką tych, którzy zostali deportowani, niepewnością dla tych, którzy nie powrócili, wstydem donosicielstwa, zdrady. Księga Mądrości mówi nam o prześladowanym sprawiedliwym, o tym, kto cierpi zniewagi i męki tylko dlatego, że jest dobry (por. 2, 10-20). Iluż z was mogłoby opowiedzieć o tym samym, co usłyszeliśmy w przeczytanym fragmencie, z własnego doświadczenia lub któregoś z krewnych. Iluż z was doświadczyło zachwiania się wiary, ponieważ nie pojawił się Bóg, aby was bronić; ponieważ fakt, że wytrwaliście w wierze, nie wystarczył, aby zadziałał On w waszej historii. Kowno zna tę rzeczywistość; cała Litwa może zaświadczyć o tym z dreszczem zgrozy, na wspomnienie choćby tylko Syberii lub gett w Wilnie i Kownie czy innych. I może jednym głosem wraz z apostołem Jakubem, w usłyszanym fragmencie jego Listu, powiedzieć: pożądają, zabijają, zazdroszczą, walczą i prowadzą wojny (por. 4, 2).

Ale uczniowie nie chcieli, aby Jezus mówił im o cierpieniu i krzyżu. Nie chcieli nic wiedzieć o próbach i udręce. A św. Marek przypomina, że byli zainteresowani innymi rzeczami, o które posprzeczali się wracając do domu - kto z nich był największy. Bracia, pragnienie władzy i sławy jest najczęstszym sposobem zachowania tych, którzy nie potrafią uleczyć pamięci swej historii, a być może właśnie dlatego, nie godzą się także na zaangażowanie w pracę dnia dzisiejszego. A wówczas dyskutujemy, kto jest najbardziej błyskotliwy, kto był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni. W ten sposób zaprzeczamy naszej historii „która jest chwalebna jako historia ofiar, nadziei, codziennej walki, życia spędzonego na służbie, wytrwałości w żmudnej pracy” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 96). Jest to postawa bezowocna i próżna, która rezygnuje z zaangażowania w budowanie teraźniejszości, tracąc kontakt z rzeczywistością cierpienia naszego wiernego ludu. Nie możemy być jak owi „eksperci” duchowi, którzy osądzają tylko z zewnątrz i spędzają cały czas rozmawiając o tym, co „powinno się robić” (por. tamże).

Jezus, wiedząc, co myślą, zaproponował im antidotum na te walki o władzę i niechęć do poświęceń. I aby nadać powagę temu, co zamierzał powiedzieć, usiadł jak Nauczyciel, zawołał ich i dokonał gestu: postawił w środku dziecko, chłopca, który zwykle zarabiał drobne sumy wykonując zlecenia, których nikt nie chciał wypełniać. Kogo postawi w środku dziś, tutaj, w ten niedzielny poranek? Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie. „W środku”, to znaczy w takiej samej odległości, tak aby nikt nie mógł udawać, że nie widzi, nikt nie mógł twierdzić, że „jest to w gestii innych”, ponieważ „ja tego nie widziałem” lub „jestem zbyt daleko”. Bez protagonizmu, bez chęci bycia oklaskiwanymi lub pierwszymi. W Wilnie, rzece Wilejce przypadł los, by łączyć się i oddawać swoje wody oraz stracić swoją nazwę na rzecz Wilii. Tutaj z kolei ta sama Wilia traci swą nazwę, wlewając swe wody do Niemna. O to właśnie chodzi, aby być Kościołem wychodzącym, nie bać się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozpuścimy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych. Ale wiedząc, że to wyjście oznacza także w niektórych przypadkach powstrzymanie kroku, odłożenie na bok niepokojów i naglących potrzeb, aby móc spojrzeć w oczy, wysłuchać i towarzyszyć tym, którzy pozostali na skraju drogi. Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie (por. tamże, 46); lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa.

Z tego powodu dzisiaj jesteśmy właśnie tutaj, pragnąc przyjąć Jezusa: w Jego słowie, w Eucharystii, w maluczkich. Przyjąć Go, aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia. Abyśmy szli za Nim jako uczniowie, ponieważ nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie rozbrzmiewałoby w sercach uczniów Chrystusa. W ten sposób odczujemy jako swoje radości i nadzieje, smutki i lęki ludzi naszych czasów, zwłaszcza ubogich i cierpiących (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, 1). Z tego powodu i dlatego, że jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią (por. tamże), pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Franciszek na Litwie: wizyta nadziei i pamięci

2018-09-23 20:06

kg, pb, tom, st, mp / Wilno (KAI)

Apel o „Kościół wychodzący” ku współczesnym peryferiom oraz o nadzieję, były głównymi motywami wizyty Franciszka na Litwie, 22 i 23 września, która przebiegała pod hasłem: „Jezus Chrystus - nasza nadzieja”. Ojciec Święty w Wilnie spotkał się z młodzieżą, do której apelował, by nie bała się udziału w „rewolucji czułości”, modlił się też w Ostrej Bramie i przy grobie św. Kazimierza, patrona Litwy. Podczas niedzielnej mszy w Kownie apelował o otwartość na najbardziej potrzebujących w tym zamieszkujące Litwę mniejszości. Do duchownych apelował, aby nie stali się „funkcjonariuszami Boga”. W dawnej wileńskiej katowni KGB modlił się za ofiary totalitaryzmu.

Grzegorz Gałązka

Powitanie

22 września o godz. 11.16 (10.16 czasu polskiego) samolot Airbus 320 A włoskich linii lotniczych Alitalia "Aldo Palazzeschi" z papieżem Franciszkiem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Wilnie. Mimo chłodnej i deszczowej pogody zgromadziła się liczna grupa dzieci i młodzieży z flagami Litwy i Watykanu, gorąco witając papieża. Na płycie lotniska Franciszka powitała prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis z przedstawicielami rządu oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy, arcybiskup Wilna Gintaras Grušas.

Litwa pomostem między Wschodem a Zachodem

Podczas spotkania z władzami i przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego Litwy oraz korpusem dyplomatycznym, Franciszek wskazał na znaczenie wierności korzeniom oraz na potrzebę tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności. Apelował też o troskę o młodych. Spotkanie odbyło się na dziedzińcu przed Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė przypomniała, iż głęboka wiara umożliwiła przetrwanie jej rodakom najtrudniejszych prób: wygnania, łagrów, więzień, bunkrów partyzanckich.

Ojciec Święty rozpoczął od nawiązania do słów wypowiedzianych przed 25 laty przez św. Jana Pawła II, który określił Litwę jako „milczącego świadka żarliwego umiłowania wolności religijnej”. Podkreślił, że jego wizyta zbiega się z obchodami 100. rocznicy ogłoszenia niepodległości Litwy.

Przypomniał, że na przestrzeni dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności różnym grupom etnicznym i religijnym. „Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy...; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi. Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność”. Apelował by nie zatracić ducha tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności.

Wskazał też najpilniejsze wyzwania chwili obecnej - w obliczu narastania tendencji do siania podziałów. Przypomniał, że Litwini mają własne oryginalne hasło: „ugościć różnice”. „Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej” – powiedział.

W Ostrej Bramie: szukajmy swego brata!

Udając się do Ostrej Bramy papieski samochód zatrzymał się na placu między siedzibą prawosławnego metropolity Wilna a katolickim kościołem św. Teresy. Tam powitali go prawosławny metropolita Inocenty i proboszcz parafii.

Franciszek dłuższą chwilę modlił się przez łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia – Mater Misericordiae. Jest to najważniejsze i najsłynniejsze sanktuarium maryjne na Litwie, a jego dzieje są ściśle związane także z historią Polski. Papieskiej modlitwie towarzyszyły zgromadzone przed kaplicą liczne rodziny zastępcze i sieroty oraz chorzy, z którymi Franciszek powitał się bardzo serdecznie.

Po modlitwie podkreślił, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia uczy nas, iż można „bronić nie atakując, że można być roztropnym, bez niezdrowej nieufności wobec wszystkich”. Przestrzegł przed zamykaniem się w obawie przed innymi, gdyż wówczas odcinamy się od Dobrej Nowiny Jezusa. Wskazał, że dzisiaj trzeba „spojrzeć sobie w twarz i rozpoznać siebie jako bracia, aby iść razem, odkrywając i doświadczając z radością i pokojem wartość braterstwa”.

„Matka Miłosierdzia, jak każda dobra matka stara się zjednoczyć rodzinę i podpowiada: «szukaj swego brata». W ten sposób otwiera drzwi do nowego świtu, do nowej jutrzenki. Prowadzi nas do progu, jakby do drzwi bogacza z Ewangelii” - podkreślił.

W drodze z Ostrej Bramy na Plac Katedralny Franciszek spotkał się z osobami w stanie terminalnym, którymi opiekuje się Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Znajduje się ono w murach dawnego klasztoru wizytek, tam gdzie Eugeniusz Kazimirowski malował obraz Jezusa Miłosiernego, a w okresie komunistycznym było więzienie.

Do młodych - nie bójmy się udziału w rewolucji czułości!

Franciszek, kiedy przybył na plac Katedralny najpierw przejeżdżał w papamobile pomiędzy sektorami, gdzie był entuzjastycznie witany przez kilkadziesiąt tysięcy młodych - nie tylko z Litwy ale i z Łotwy, Estonii, Białorusi, Polski i Ukrainy. Byli także młodzi z wielu innych krajów, przebywający na Listwie w ramach programu Erasmus. Spotkanie wypełnione było pieśniami i programem tanecznym.

Młodym towarzyszył oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego: „Jezu, ufam Tobie". Na co dzień znajduje się on w ołtarzu sanktuarium Miłosierdzia Bożego w dawnym kościółku Świętej Trójcy.

Czekający od rana młodzi z humorem i cierpliwością znosili organizacyjny chaos, gdyż większość z nich miała okazję zobaczyć papieża po raz pierwszy życiu. "Nie miałem nigdy okazji pojechać do Rzymu ani uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Dopiero kiedy przeprowadziłem się tutaj, mogę tego doświadczyć. Na placu stoję od rana, żeby nie przegapić wejścia do mojego sektoru" - powiedział KAI 23-letni Lodyenne z Rwandy, student pielęgniarstwa w Kownie.

Na początku Ojciec Święty z uwagą wysłuchał świadectw. Monika opowiedziała o swojej wierze przekazanej przez babcię i mamę, bolesnych doświadczeniach rodzinnych naznaczonych alkoholizmem, a później samobójstwem ojca i próbami szukania szczęścia w akceptacji rówieśników. Wreszcie o spotkaniu wspólnoty żywej wiary wokół duszpasterstwa franciszkanów.

Z kolei Jonas podzielił się doświadczeniem swego małżeństwa i nieuleczalnej choroby, która naznaczyła jego życie. Wskazał na znaczenie zaufania Bogu, które sprawia, że ten okres, pomimo konieczności dializ trzy razy w tygodniu, uważa za najpiękniejszy w swoim życiu.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie – przekonywał Franciszek. - Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. (…) Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – apelował Franciszek.

A nawiązując do problemów jakie dziś przeżywają Litwini, powiedział: „Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi”.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” - przekonywał papież.

Po spotkaniu z młodzieżą Franciszek udał się do katedry. Modlił się w ciszy w kaplicy św. Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy. Następnie w jednej z kaplic złożył bukiet kwiatów przed figurą Matki Bożej z Syberii.

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją!

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej na błoniach parku Santakos w Kownie. Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym”, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, wychodząc ku ubogim, bezrobotnym zmuszonym do emigranci oraz ku mniejszościom etnicznym mieszkającym na Litwie. Przy okazji wspomniał 75. rocznicę zagłady wileńskiego getta.

W centralnej papieskiej Eucharystii na Litwie uczestniczyło ponad 100 tys. wiernych. Koncelebrowało 30 biskupów z przewodniczącym litewskiego episkopatu abp. Gintarasem Grušasem oraz 800 księży z Litwy, Polski, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, Rosji i Islandii. A z polski przybył metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda i jego pomocniczy bp Henryk Ciereszko oraz biskup ełcki Jerzy Mazur. Obecna była prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė i najwyższe władze kraju. Wśród tłumów wiernych widać było dużo młodych i rodzin z małymi dziećmi.

Przy ołtarzu ustawiono łaskami słynący obraz Matki Bożej Trockiej, którego jubileusz 300-lecia jest obecnie obchodzony na Litwie. A także relikwiarz męczennika czasów komunizmu bł. abp. Teofila Matulionisa, beatyfikowanego przez rokiem w Wilnie. Papież posługiwał się krzyżem (pastorałem) Jana Pawła II, tym samym, który towarzyszył mu podczas słynnej pielgrzymki na Litwę sprzed 25 lat.

Franciszek nawiązując do historii Litwy, która przeżyła dwie okupacje: niemiecką i sowiecką, wskazał na doświadczenia minionych pokoleń: okupacji, deportacji, a także donosicielstwa i zdrady. Apelował o „uleczenie pamięci swej historii”, nie dyskutując, kto „był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni”.

Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozproszymy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych”.

„Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie, lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa” – zaznaczył Ojciec Święty.

Apelował o solidarność z potrzebującymi. „Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie” – powiedział papież.

A nawiązując do trudnej historii Litwy, szczególnie w czasach sowieckiej okupacji, Franciszek zachęcił do przyjęcia Jezusa, „aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia”. Na zakończenie zaznaczył, że „jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią, pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją”.

Podczas rozważań przed modlitwą Anioł Pański Ojciec Święty nawiązał do ukazanego w pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii prześladowania sprawiedliwych. W tym kontekście przypomniał zagładę narodu żydowskiego i 75 rocznicę zniszczenia wileńskiego getta.

Nawiązując do dramatu holokaustu przypomniał, że niejednokrotnie zdarzyło się, że jakiś naród, uważał się za lepszy, posiadający większe prawa i przywileje. W opozycji do tego ukazał postawę Jezusa, który proponuje, by stać się ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Zachęcił po raz kolejny do podejmowania służby na rzecz wykluczonych, mniejszości, aby oddalić możliwość unicestwienia drugiego, tworzenia gett, odrzucania tych, którzy nas irytują i zakłócają wygodę.

Do duchownych: Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga!

Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga! Bądźcie blisko Tabernakulum, twarzą w twarz z Bogiem i ludźmi! - apelował podczas spotkania z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze pw. świętych Piotra i Pawła w Kownie.

W improwizowanym w dużej części przemówieniu Ojciec Święty wyznał, że patrząc na litewskich duchownych ma świadomość, że wielu ich przodków oddało życie za wiarę. "Nie wiemy nawet, gdzie niektórzy z nich są pochowani. Niektórzy z was byli uwięzieni" - powiedział.

A nawiązując do dzisiejszych wyzwań duszpasterskich podkreślił, że aby Jezus Chrystus był doprawdy naszą nadzieją, konieczne jest przede wszystkim żarliwe poszukiwanie głębi, prawdy i piękna Boga. „Być może «społeczeństwo dobrobytu» uczyniło nas zbyt nasyconymi, pełnymi dóbr i usług, a my jesteśmy «przygnieceni» wszystkim i pełni pustki. Może to sprawiło, że jesteśmy oszołomieni lub opieszali, lecz niespełnieni. My, mężczyźni i kobiety szczególnej konsekracji, nigdy nie możemy sobie pozwolić na utratę tego jęku/wzdychania, tego niepokoju serca, które tylko w Panu znajdzie spoczynek” – mówił do kapłanów i zakonników oraz sióstr.

Wskazał na konieczność pielęgnowania ducha modlitwy, od której nie może odrywać kapłana żadna pilna informacja, żadna natychmiastowa komunikacja wirtualna. Podkreślił potrzebę bycia blisko ludzi i ich problemów, aby rozeznać powody dla których niekiedy przestają oni „poszukiwać wody, która gasi pragnienie".

Franciszek podkreślił także znaczenie stałości w cierpieniu, stałości trwania w dobrym, co oznacza mocne zakorzenienie w Bogu, będąc wiernym Jego miłości. Przypomniał świadectwo najstarszych kapłanów, którzy wytrwali w obliczu prześladowań reżimu komunistycznego, wymieniając z nazwiska abp. Sigitasa Tamkevičiusa, wieloletniego więźnia łagrów. Zachęcił do dzielenia się doświadczeniami niełatwej przeszłości.

Następnie w spontanicznych, przerywanych oklaskami słowach, Ojciec Święty przestrzegł litewskich kapłanów przed mentalnością „funkcjonariuszy Boga”. Zaznaczył, że droga kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest życiem umiłowania Pana i gorliwości apostolskiej wobec ludzi. Wskazał na potrzebę zażyłości z Bogiem w tabernakulum i bliskości z ludźmi. Zachęcił do podejmowania wysiłków, by przyciągnąć młodzież.

„Bliskość oznacza miłosierdzie - tłumaczył. - Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Bliskość oznacza miłosierdzie. Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Miłosierny, kapłan nie może nie być miłosierny. Dotyczy to zwłaszcza konfesjonału. Pomyślcie, jak Jezus przyjąłby tę osobę? [która przychodzi do konfesjonału]. Życie dostatecznie obiło tego biedaka. Pozwól jemu odczuć objęcie w ramionach przebaczającego Ojca. Jeśli na przykład nie możesz mu udzielić rozgrzeszenia, daj mu pocieszenie brata, ojca. Dodaj mu otuchy, by szedł naprzód. Przekonaj go, że Bóg przebacza wszystko. Ale trzeba to czynić z serdecznością ojca. Nigdy nie wolno nikogo wypędzać z konfesjonału! Trzeba go zapewnić, że Bóg go miłuje, zachęcić do modlitwy i powrotu, by porozmawiać o życiu, okazując w ten sposób bliskość. To oznacza bycie ojcem” – wyjaśniał litewskim biskupom i duchownym.

„Musimy ponownie zadać sobie pytanie: czego żąda od nas Pan? Jakie peryferie najbardziej potrzebują naszej obecności, aby przynieść im światło Ewangelii? W przeciwnym razie, kto uwierzy, że Jezus Chrystus jest naszą nadzieją? Tylko nasz przykład życia da świadectwo naszej nadziei pokładanej w Nim” – dodał.

Jego słowa zostały przyjęte długotrwałą owacją

Modlitwa za ofiary totalitaryzmu

Ostatnim punktem programu Franciszka na Litwie była jego modlitwa w Muzeum Okupacji i Walk o Wolność w Wilnie, gdzie śmierć poniosło wielu litewskich patriotów, w tym księży i biskupów. Przybyła prezydent kraju Dalia Grybauskaitė oraz wielu byłych więźniów. Ojcu Świętemu towarzyszyli bezpośrednio metropolici: wileński - abp Gintaras Grušas i emerytowany kowieński - abp Sigitas Tamkevičius, który był tutaj więziony.

Po przybyciu na teren Muzeum papież złożył wieniec z żółtych róż i przez dłuższą chwilę modlił się, po czym zszedł do piwnic, gdzie torturowano i rozstrzeliwano litewskich patriotów. Zapalił ofiarowaną przez siebie oliwną lampę w celi, gdzie przetrzymywany był abp. Teofilius Matulionis, męczennik czasów komunizmu, beatyfikowany przed rokiem. Tam przez długą chwile modlił się w całkowitym milczeniu. Na ścianie widniały portrety także innych biskupów litewskich, ofiar komunizmu, którzy przeszli przez więzienie KGB w Wilnie, m. in. biskupa telszańskiego Vincentasa Borisevičiusa i jego biskupa pomocniczego Pranciškusa Ramanauskasa oraz arcybiskupa wileńskiego Mečyslovasa Reinysa.

Na zakończenie wpisał się do księgi pamiątkowej, słowami: „W tym miejscu, upamiętniającym wielu ludzi, którzy cierpieli w wyniku przemocy i nienawiści i którzy poświęcili swe życie za sprawę wolności i sprawiedliwości, modliłem się, aby Wszechmogący Bóg zawsze udzielał tego daru pojednania i pokoju naród litewski”.

Z Muzeum papież udał pod stojący pod murem muzeum Pomnik Ofiar Totalitaryzmu, pod którym modlił się słowami: "Twój krzyk, Panie, stale rozbrzmiewa, a słychać go pośród tych murów, które pamiętają cierpienia zaznane przez wielu synów tego narodu. Litwini i osoby pochodzące z różnych narodów na własnym ciele znosili urojenia wszechmocy ludzi, którzy chcieli kontrolować wszystko".

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa apostolskiego, w tym byłym więźniom i zesłańcom na Sybir, którzy zgromadzili się na leżącym naprzeciwko pomnika Placu Łukiskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem