Reklama

Wiadomości

„Zaduszki katyńskie” w „Niedzieli”

[ TEMATY ]

Katyń

konkurs

aula

Bożena Sztajner

Promocja książki: „Prawda i kłamstwo o Katyniu”, montaż słowno-muzyczny przygotowany przez uczniów IX Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida w Częstochowie, złożyły się na program „zaduszek katyńskich”, które odbyły się wieczorem 3 listopada w auli redakcji Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

ZOBACZ GALERIĘ FOTO

W spotkaniu wzięła udział młodzież szkół częstochowskich i województwa śląskiego, laureaci V edycji Wojewódzkiego Konkursu Historyczno-Literackiego o Katyniu pt. „Prawda i kłamstwo o Katyniu”, alumni Niższego Seminarium Duchownego, na czele z ks. prefektem Szymonem Stępniakiem i Grażyną Nowak, nauczycielką języka polskiego, przedstawiciele środowisk kombatanckich, rodzin katyńskich. W spotkaniu wzięli udział m. in. dr Andrzej Drogoń - historyk i były dyrektor katowickiego Instytutu Pamięci Narodowej, Zofia Jakubczyk - prezes Międzypowiatowego Banku Spółdzielczego, mecenas konkursu i książki „Prawda i kłamstwo o Katyniu”, o. Michał Legan, o. Włodzimierz Ogorzałek - paulini z Jasnej Góry, członkowie Komisji Konkursowej, m. in. dr. hab. Artur Żywiołek, Urszula Bauer, a także Tadeusz Żesławski - wicekurator z Kuratorium Oświaty w Katowicach, Artur Warzocha - radny Sejmiku Województwa Śląskiego, ks. inf. Ireneusz Skubiś - honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz - redaktor naczelna „Niedzieli”.

Reklama

Na początku uczestnicy „Zaduszek katyńskich” wysłuchali utworu Jacka Kaczmarskiego „Katyń” w wykonaniu Klaudii Pyrzyk i Magdaleny Strzeleckiej, uczennic IX Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida w Częstochowie.

Następnie dr Andrzej Drogoń, mówiac o Katyniu, podkreślił, że „po 75 latach ciągle jeszcze pytamy o prawdę”. - Nie chodzi tylko o ujawnienie prawdy, ale o obnażenie kłamstwa, które staje się elementem polityki także w dzisiejszych czasach - mówił Andrzej Drogoń i dodał, że „mówiąc o Katyniu, myślimy o tych, którzy po 17 września 1939 r. rozpoczęli tułaczkę na nieludzkiej ziemi”.

„Domaganie się prawdy o Katyniu to nie jest tylko element świadomości historycznej, ale przede wszystkim zwykłej sprawiedliwości” - kontynuował były dyrektor katowickiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Reklama

Następnie uczniowie IX Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida w Częstochowie przedstawili montaż słowno-muzyczny, którego scenariusz został oparty na pracach laureatów Wojewódzkiego Konkursu Historyczno-Literackiego o Katyniu pt. „Prawda i kłamstwo o Katyniu”. Uczestnicy spotkania mogli usłyszeń m. in. utwór Zbigniewa Herberta „Guziki” oraz „Biały krzyż” Janusza Kondratowicza.

Europoseł Jadwiga Wiśniewska podkreśliła, że „Katyń jest symbolem masowej zbrodni, obrazem ludobójstwa dokonanego na niewinnych ludziach”. - Katyń ukazuje oblicze systemu komunistycznego, który posunął się do granic znieprawienia i upodlenia drugiego człowieka, systemu, który uwięził prawdę o bestialskiej zbrodni - mówiła europoseł Jadwiga Wiśniewska.

Pani Poseł do Parlamentu Europejskiego przypomniała słowa śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, że „prawda o Katyniu jest fundamentem wolnej Rzeczypospolitej, tak jak katyńskie kłamstwo było fundamentem założycielskim PRL-u”. Mówiąc o roli konkursu historyczno-literackiego o Katyniu w budowaniu świadomości historycznej młodego pokolenia poseł Wiśniewska przekazała, że w ciągu pięciu lat trwania konkursu zgłoszono do niego blisko 1250 prac.

O potrzebie prawdy o zbrodni katyńskiej mówił również ks. inf. Ireneusz Skubiś honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”. Podkreślił, że „Jan Paweł II pokazał nam polskie korzenie” - Musimy być narodem solidarnym, ale bez zobaczenia polskich korzeni nie będzie solidarności - podkreślił ks. Skubiś i przypomniał, ze „niestety w kłamstwie katyńskim uczestniczyło także bardzo wielu Polaków, nawet profesorów polskich uczelni”. - Dlatego w dzisiejszych czasach tak bardzo ważna jest prawda i odrzucenie kłamstwa - podkreślił ks. Skubiś.

Honorowy redaktor naczelny „Niedzieli” wspominał jak w 1968 r. studenci na schodach kościoła Świętego Krzyża w Warszawie krzyczeli „prasa i telewizja kłamią”. - Dzisiaj też trzeba by wykrzyczeć „prasa kłamie” - przyznał ks. Skubiś.

„Polskę może uratować prawda, która mieści się w Bogu, ale jest potrzebna w życiu każdego człowieka i w życiu narodu” - kontynuował ks. Skubiś i dodał: „Także ta prawda o Katyniu jest wyzwalająca. Czekamy także na wyzwolenie prawdy o Smoleńsku, bo istnieje więź pomiędzy prawdą o Katyniu i prawdą o Smoleńsku”.

Na zakończenie Lidia Dudkiewicz - redaktor naczelna „Niedzieli” podkreśliła, że „historię trzeba pielęgnować, bo jak zapomnimy o niej, to ta zła historia może się powtórzyć”. - Nie możemy mówić o Katyniu, nie mówiąc o Smoleńsku - podsumowała Lidia Dudkiewicz.

Uczestnicy spotkania modlili się również w intencji wszystkich zamordowanych na nieludzkiej ziemi. Modlitwę poprowadził ks. inf. Ireneusz Skubiś.

Książka „Prawda i kłamstwo o Katyniu” licząca ponad 300 stron zawiera prace laureatów wszystkich dotychczasowych edycji Wojewódzkiego Konkursu Historyczno-Literackiego o Katyniu pt. „Prawda i kłamstwo o Katyniu”, którego inicjatorką jest europoseł Jadwiga Wiśniewska (PiS).

14 kwietnia 2014 r. w siedzibie IPN w Katowicach odbyło się uroczyste rozstrzygnięcie Wojewódzkiego Konkursu Historyczno - Literackiego „Prawda i kłamstwo o Katyniu”. Patronat naukowy nad konkursem od pięciu lat sprawuje IPN w Katowicach, zaś patronat medialny - Tygodnik Katolicki „Niedziela”, TVP Katowice i Radio Fiat.

2014-11-04 07:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie są obojętni na los człowieka

[ TEMATY ]

życie

konkurs

pro‑life

ks. Łukasz Romańczuk

Kadr z etiudy konkursowej przygotowanej przez uczniów z Jordanowa Śląskiego

Uczniowie klasy V "a", ze Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Jordanowie Śląskim, zdobyli wyróżnienie za etiudę pt: "Nie bądź obojętny" w ramach XVI Ogólnopolskiego Konkursu dla Młodzieży "Pomóż ocalić życie bezbronnemu" o nagrodę im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka. 

Etiuda przygotowana przez uczniów z Jordanowa Śląskiego podejmowała problem przemocy w rodzinie. Opowiada ona historię dziewczynki, która nie jest rozumiana przez swoją mamę, co prowadzi do pobicia, a w konsekwencji do śmierci dziecka. W etiudzie pojawiają się osoby, które wykazują się brakiem zainteresowania problemem głównej bohaterki. Maja Michalkiewicz, odtwórczyni głównej roli powiedziała: "Przez tę pracę konkursową chciałam przekazać, że bicie dzieci przez rodziców nie jest dobrym rozwiązaniem i może doprowadzić nawet do tragedii."

Praca jest dziełem uczniów całej klasy, którzy oprócz etiudy przygotowali także na konkurs audycje radiową oraz prace plastyczne.

Na konkurs wpłynęło ponad 1100 prac w trzech kategoriach, literackiej, plastycznej, multimedialnej

Jak zaznaczają organizatorzy konkursu: "Jesteśmy pod wielkim wrażeniem talentów młodych konkursowiczów, którzy wykazali się nieprzeciętnymi umiejętnościami, starannością, bogactwem i doborem słownictwa, a także oryginalnością ujęcia tematu. W przesłanych pracach można było dostrzec refleksję nad wartością życia i godnością człowieka. Podejmowane były tematy trudne, takie jak: trud i zmagania ludzi niepełnosprawnych, życie osób w podeszłym wieku oraz cierpienie nieuleczalnie chorych dzieci. Daliście nam konkretną informację o tym, co młode pokolenie myśli na tematy pro-life. Pokazaliście, że wartość ludzkiego życia jest dla Was niezwykle ważną kwestią. Za takie podejście, bardzo dziękujemy!

Udział w konkursie tak licznej grupy osób pokazał, że dzieciom nie jest obojętny los człowieka, nawet tego najmniejszego i bezbronnego. 

CZYTAJ DALEJ

Oddany Maryi

„Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

Doświadczenie domowe

Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (...) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

Doświadczenie historyczne

Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

Doświadczenie osobiste

Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

Uzupełnienie intelektem

Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

Weryfikacja doświadczenia

Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

Maryjny biskup

Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

Dwa nabożeństwa

Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

Prymas

Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

Droga jasnogórska

Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (...) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

Tajemnica życia

Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (...) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (...) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (...): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

Niewola u Maryi

Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

Plan

Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła...

„Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (...) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi...

Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

CZYTAJ DALEJ

Sąd Najwyższy: lipcowe wybory prezydenckie są ważne

2020-08-03 13:23

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

wybory prezydenckie

Jakub Szymczuk/KPRM

Wybory prezydenckie z lipca br. są ważne - orzekła w poniedziałek w pełnym składzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

"Sąd Najwyższy (...) stwierdza ważność wyboru Andrzeja Sebastiana Dudy na prezydenta RP dokonanego 12 lipca 2020 r." - głosi poniedziałkowa uchwała SN. Jak powiedziała w uzasadnieniu uchwały przewodnicząca składu Ewa Stefańska, sąd podejmując uchwałę "wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, także te, które nie były przedmiotem protestu wyborczego".

Wcześniej - podczas posiedzenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej - o stwierdzenie ważności wyborów prezydenckich wnosili przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Sylwester Marciniak i zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand.

Po wyborach prezydenckich do Sądu Najwyższego wpłynęło łącznie 5 tys. 847 protestów wyborczych. Wpływ protestów do SN był kilkudziesięciokrotnie wyższy niż w przypadku poprzednich wyborów. Jedynie w 1995 r. do SN wniesiono więcej protestów przeciwko ważności wyborów. Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN zakończyła rozpatrywanie protestów w niedzielę. W przypadku 93 zarzuty w nich zawarte zostały uznane za zasadne w całości lub w części, ale bez wpływu na wynik wyborów. Większość protestów została jednak pozostawiona bez dalszego biegu.

O ważności wyboru prezydenta Sąd Najwyższy rozstrzyga w uchwale, którą należy podjąć w ciągu 21 dni od podania wyniku wyborów do publicznej wiadomości przez PKW. SN rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta RP na podstawie opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów oraz sprawozdania z wyborów, przedstawionego przez PKW.

W tegorocznych wyborach prezydenckich Andrzej Duda uzyskał 51,03 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski - 48,97 proc. Frekwencja wyborcza w II turze głosowania wyniosła 68,18 proc.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Sonia Otfinowska

mm/ sno/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję