Reklama

Niedziela Wrocławska

Jedność, to patrzenie w jednym kierunku…

… a chodzi o jedność serc, rodzin, Ojczyzny, Europy i świata

Ojciec Biskup przyjechał, mimo trudu dnia. Jechał z Zakopanego – tam spotkał się z siostrami zakonnymi pełniącymi posługę lekarzy – i dotarł do wrocławskiego Wieczernika, gdzie prawie tysiąc osób modliło się i przez kolejne punkty programu przygotowywało do przeżycia Eucharystii. Dominikanin o. Norbert Oczkowski, który wraz ze wspólnotą Galilea odpowiadał za organizację spotkania, zapowiedział o. bp. Jacka jako specjalistę od modlitwy do Ducha Świętego powołując się na jego biskupią dewizę: „Ut unum sint”, czyli „Aby byli jedno”.

[ TEMATY ]

Eucharystia

czuwanie

Wrocław

Odnowa w Duchu Świętym

bp Kiciński Jacek

Agnieszka Bugała

Eucharystia w Wigilię Zesłania Ducha Św. we Wrocławiu sprawowana przez o. bp. Jacka Kicińskiego

- Duch Święty, na którego czekamy, jest Duchem Miłości, Duchem Orzeźwiającym. Bóg, przez Ducha Świętego, pokazuje nam, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych – mówił bp Kiciński.

Podkreślał, że Jezus wielokrotnie zapowiadał przyjście Ducha Świętego po swoim odejściu – Tego, który doprowadzi nas do całej parady. Będzie kontynuował misję Jezusa Chrystusa, będzie światłem dla każdego chrześcijanina – Duch jedności i poznania. Będzie nam podpowiadał, co mamy czynić i jak postępować, nauczy nas wszystkiego –mówił odkreślając, że nigdy nie jesteśmy sami. W oczekiwaniu też nie jesteśmy sami, zawsze jest z nami Matka Jezusa.

- Zesłanie Ducha Świętego nastąpiło w momencie, gdy uczniowie trwali z Maryją razem na modlitwie. Byli razem, tworzyli jedność. To są fundamenty życia Bożego: trwanie w jedności, trwanie na modlitwie – razem. Słuchanie Boga – razem. Gdy podejmiemy taki sposób życia, nie tylko poradzimy sobie z trudnościami, ale doświadczymy pomocy i łaski.

Reklama

Bp Jacek opowiadał o wspólnym trwaniu Apostołów na modlitwie. Żaden z nich nie modlił się sam – w dużej mierze powodowany strachem, ale zjednoczenie, którego dokonali, otworzyło Apostołom drogę do spełnienia się obietnicy Zesłania Ducha Świętego.

- Trwali razem na modlitwie i nagle zdumieli się. Słyszeli o wielkich dziełach Boga. To Duch Święty sprawia, że wszyscy, w jednym momencie, zostają połączeni jednym przekazem wiary. Głoszono Słowo Boże i każdy słyszał je w swoim języku. Dlatego Zesłanie Ducha Świętego to inauguracja Kościoła i początek budowania jedności – podkreślał w homilii. - Ta jedność była w różnorodności, ale podstawą było Słowo Boże. To Słowo – usłyszane i wypełnione – prowadzi do mówienia jednym językiem. Słowo Boże prowadzi do tego, że zaczynamy mówić językiem miłości Boga. Nie: różnymi językami, ale jednym językiem: językiem miłości. Język miłości objawia się w owocach Ducha Świętego a skutkiem jest miłość, pokój, wierność, łagodność, dobroć, opanowanie i uprzejmość. Gdy będziemy mówić jednym językiem miłości, te owoce będą objawiać się w naszym życiu.

Bp Jacek wytłumaczył, że obecność Ducha Świętego w życiu chrześcijanina nie jest żadną nowością. - Jako ludzie wierzący myśmy już dostąpili Zesłania Ducha Świętego i nieustannie go dostępujemy. W momencie chrztu św. nasze ciało stało się Jego świątynią, staliśmy się uczniami Jezusa, dziećmi Boga. To wtedy rozpoczęła się nasza pielgrzymka wiary. Uczeń to ten, który słucha, który rozważa, zachowuje w sercu i zasłyszane Słowo wprowadza w życie codzienne – mówił.

Reklama

Podkreślił też rolę sakramentu bierzmowania, który nazwał sakramentem zaślubin z Kościołem.

- Kolejny sakrament umacniający nas na drodze wiary to bierzmowanie, zostajemy napełnieni Duchem Świętym, by jednoczyć się z Jezusem Chrystusem w Jego Kościele. Przez bierzmowanie stajemy się misjonarzami. Misjonarz jest uczniem, ale jest też głosicielem. Duch Święty napełnił nas mocą, abyśmy objawiali innym wielkie dzieła Boga w świecie. Jesteśmy powołani do świętości i mamy wszystko, aby zostać ludźmi świętymi. Uczeń i misjonarz Jezusa Chrystusa wskazuje na Jego Królestwo.

Odniósł się też do sytuacji, w jakiej zwykle znajdują się zebrani na modlitwie członkowie wspólnot, katolickich grup:

- Łatwo jest tworzyć jedność, gdy trwamy razem na modlitwie i gromadzimy się w jednym miejscu – dziś ta hala stała się naszym wieczernikiem – mówił. - Ale w dzisiejszym świecie potrzeba jedności w różnorodności i podstawą tej jedności ma być wzajemna miłość. Zło niszczy jedność. Zło jest w stanie zniszczyć to, co jest najpiękniejsze. To, co w Raju zniszczyło jedność, to była pycha. Człowiek niszczy jedność, gdy stawia siebie w miejsce Boga. Wtedy doświadcza głębokiego rozczarowania. Jedność została zniszczona przez pragnienie uczynienia siebie Panem i Bogiem swojego życia – mówił kaznodzieja.

Bp Jacek porównał dzisiejszą Europę do starotestamentalnej Wieży Babel i wskazał ogromne zagrożenia, które płyną z jej wewnętrznego rozbicia – mimo deklarowanego zjednoczenia.

- Symbolem zniszczenia jedności stała się Wieża Babel – ona zajęła miejsce Boga. Również i nam grozi budowanie takiej wieży, świątyń, które jednoczą ludzi, ale nie jednoczą ich w imię Boga. Wieżą Babel może stać się i dziś zjednoczona Europa, ta potęga ludzkich możliwości pozbawiona ewangelicznego stylu życia i prawa do wyznawania wiary w Jezusa Chrystusa.

Ale rzeczywistość Wieży Babel nie dotyczy tylko wielkich struktur, jaką jest Europa. Każdy z nas buduje swoją Wieżę Babel, wtedy, gdy Bóg schodzi na dalszy plan – mówił.

Na koniec nawiązał do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, wydarzenia, które było owocem prawdziwego zjednoczenia. Wskazał jednak na zagrożenia i dopominał się o potrzebę modlitwy o jedność, której brak grozi kolejnym rozbiciem.

- Sto lat temu, jako Polacy, odzyskaliśmy niepodległość. To był moment zjednoczenia naszego narodu. Tym, co jednoczyło Polaków pod różnymi zaborami, to był jeden przekaz wiary, to była wiara w Jezusa Chrystusa, głoszenie Słowa Bożego. Wiemy, że dar niepodległości był dla nas wielkim błogosławieństwem, ale jest również wielkim zadaniem. Odbyło się to kosztem cierpienia ludzi, śmiercią bohaterów, świętością męczenników, pracą wielu pokoleń. Dziś potrzeba modlitwy o jedność – na całym świecie, w Europie, w Ojczyźnie, w naszych rodzinach i jedności w nas samych. Wołał, przez wstawiennictwo Matki Bożej, abyśmy byli jedno i by Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze ziemi, którą są nasze serca, nasze rodziny i nasza Ojczyzna. Wskazał też na deficyty w wierności i cierpliwości, z którymi się zmagamy, a które mogą być przeszkodą w trwaniu i oczekiwaniu na przyjście Ducha Świętego - Trwanie to wierność, to szkoła cierpliwości. Dziś jest kryzys cierpliwości i wierności, żyjemy kulturą chwili i tymczasowości. Potrzeba nam jednomyślności – a to przecież patrzenie w jednym kierunku – podsumował.

Przez cały czas trwania Czuwania, również w czasie Eucharystii, pod stołem ołtarza była umieszczona ikona szczególnie czczona we wspólnocie „Galilea”, organizatora spotkania. To kopia bizantyjskiego oryginału z przełomu VI i VII w., napisana specjalnie dla Wspólnoty przez Paulinę Adamiec. To ikona typu Hagiosoritissa, czyli Najświętsze Naczynie Próśb Naszych, której oryginał znajduje się w Rzymie i nazywany jest Madonną o Złotych Dłoniach

2018-05-21 03:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wakacje z Bogiem #7: Kapłan w drodze

Niedziela wrocławska 21/2020, str. II

[ TEMATY ]

bp Kiciński Jacek

Wakacje z Bogiem

Krzysztof Wowk

Od czwartej klasy technikum bp Jacek każdego roku idzie w pielgrzymce na Jasną Górę

Miał być ślusarzem i tokarzem. Chyba, że po ukończeniu Technikum Mechanicznego w Turku zdecydowałby się na Politechnikę i wydział budowy mostów. Ale – mimo, że był laureatem olimpiad z wiedzy technicznej – jakiś głos zapraszał go w inne miejsce, niż studia inżynierskie. I on tego głosu posłuchał.

W archidiecezji wrocławskiej znają go chyba wszyscy. Odkąd w 2016 r. został biskupem, odwiedził już niemal wszystkie parafie, chociaż nie są to jego rodzinne tereny, na Dolny Śląsk przyjechał z Wielkopolski. O. bp Jacek Kiciński urodził się w Turku a mieszkał w parafii Boleszczyn, niewielkiej wiosce niedaleko Dobrej.

– Nawet nie byłem ministrantem – mówi – bo do kościoła było 2,5 km, więc małemu niełatwo było dotrzeć.

– Zresztą, wtedy proboszcz nie był zainteresowany ministrantami, wolał mieć większą przestrzeń przy ołtarzu. To był bardzo dobry człowiek, dziś już nie żyje. Ciekawostką jest fakt, że razem z abp. Gołębiewskim byli w jednym czasie wikarymi w Ślesinie.

Ojciec biskup najpierw chodził do trzyletniej szkoły we wsi, potem, od czwartej klasy, dojeżdżał do oddalonej o ponad 6 km szkoły w Dobrej. – W klasie było nas siedmioro, więc każdy z nas był codziennie pytany, nawyk pracy wyrobił się sam. Kiedy od czwartej klasy poszedłem do szkoły zbiorowej, gdzie było nas już ponad 30, to na początku byłem zdziwiony, czemu mnie pani nie pyta! Te pierwsze lata ukształtowały we mnie to, że na każde wydarzenie muszę być przygotowany i bardzo je przeżywam. Myślenie: „jakoś to będzie” nie wchodzi w grę. Zresztą, życie na wsi jest trudne, trzeba było dobrze się zorganizować, aby oprócz przygotowania do szkoły i pomocy rodzicom, mieć czas dla siebie. Dziś ta umiejętność bardzo pomaga w kapłaństwie – dodaje.

Ksiądz. Ale jaki?

Myśl o kapłaństwie pojawiła się dość wcześnie i dojrzewała w nim długo.

– W trzeciej klasie technikum zaczęła się krystalizować. Najpierw myślałem o seminarium we Włocławku. Tam był mój o dwa lata starszy kuzyn, ale odkryłem, że jednak szukam czegoś innego. Tyle, że nie do końca wiedziałem, co to miałoby być. Do mojej parafii często byli zapraszani zakonnicy – głosili rekolekcje, misje – coś mnie w nich pociągało. Wybrałem się na Pielgrzymkę Sieradzką, do dziś ją pamiętam, szliśmy trzy dni: 35, 37 i 52 km. Gdy doszedłem na Jasną Górę, miałem sztywne nogi, ale szczęście było wielkie. Czekaliśmy pod szczytem dwa dni, żeby ruszyć pieszo z powrotem. I na tym polu namiotowym moja znajoma przyniosła mi mały folder reklamowy: Misjonarze Klaretyni. Gdy ja to zobaczyłem, przeczytałem, to zrozumiałem, że przecież o to mi chodzi! Głosić Słowo Boże, wyjeżdżać na misje, uczyć się na uczelni papieskiej, być w zakonie, który pracuje na całym świecie. Tego szukałem! – mówi wzruszony.

Co było dalej? Po powrocie z pielgrzymki Jacek, uczeń klasy czwartej napisał do zgromadzenia we Wrocławiu. – Przyjazd do Wrocławia to była wielka wyprawa. Z mojej wioski dojechałem rowerem do Dobrej, stamtąd do Turku autobusem, z Turku, znów autobusem, do Wrocławia na stary dworzec PKS, potem tramwajem na Dworzec Świebodzki, a stamtąd do Wołowa i dopiero z Wołowa do Krzydliny. To było ogromne przeżycie! Jeden z braci dał mi biografię o. Klareta. W drodze do domu przeczytałem ją całą i byłem urzeczony. Wtedy byłem już pewien, że wstąpię – mówi.

To były czasy komunistyczne, mądrze było nie ogłaszać, że po maturze planuje się seminarium, ale decyzja zapadła. Rodzice przyjęli decyzję z radością, powołaniu nie byli przeciwni. – Niepokój budziła tylko odległość. Wrocław, Krzydlina – dla rodziców były to miejsca nieznane, a na dodatek informacja, że pierwszy rok to nowicjat i wtedy przez cały rok nie ma spotkań z rodziną, trochę ich zmartwiła – wspomina.

Machina ruszyła

Nowicjat rozpoczął 26 sierpnia 1988 r. To było jeszcze przed przełomem politycznym, więc do klasztoru zabrał kartki żywnościowe. Wspomnienie z tamtego czasu? Ponury Wrocław, zniszczone i zaniedbane zabudowania w Krzydlinie, raczej przygnębiające, niż podnoszące na duchu. – W Wielkopolsce było zupełnie inaczej. To na Dolnym Śląsku pierwszy raz w życiu zobaczyłem nieużytki. Byłem z wioski, moi rodzice ciężko pracowali, pomagałem im w pracach na polu. Potrafię orać, ręcznie kosić, żadna praca nie jest mi obca – mówi raźno.

Do Krzydliny przyjechało ich 17 i jego umiejętności z gospodarstwa od razu się przydały.

– Krzydlina nie wyglądała tak, jak dziś. Budynek rekolekcyjny był w budowie. Prawie każda kostka brukowa przeszła przez moje ręce, każdy kaloryfer, każda niemal dachówka. Ale to był też piękny czas budowania wspólnoty, co w życiu zakonnym jest niezwykle ważne.

W trakcie nowicjatu spotkał się z bliskimi tylko ten jeden raz. – Mama została w domu, przyjechał tato z bratem, ale gdy jechali do mnie, to zamiast wysiąść w Wołowie, pojechali do Głogowa i w ten sposób stracili kolejne godziny – wspomina. Tęsknił, ale wiedział, że tak trzeba. W 1989 r. złożył pierwsze śluby, dostał sutannę i pas. Przyjechali rodzice, babcia, która bardzo się z niego i z tego wyboru drogi, cieszyła. Po nowicjacie pojechał do domu.

– Wszyscy wreszcie mogli zobaczyć, że noszę sutannę, że to dzieje się naprawdę. Dużo wzruszających rozmów, pamiętam je do tej pory – mówi.

Techniczny specjalista od duszy

– Jeśli chodzi o obróbkę skrawaniem, to mamy trzy etapy: obróbka wstępna, zgrubna i wykańczająca – mówi biskup z dyplomem technika. – W formacji zakonnej i duchowej też są wszystkie trzy. Najpierw musimy usunąć zewnętrzną warstwę materiału z przedmiotu obrabianego, potem nadać kształt i wreszcie szlifujemy to, co ukształtowaliśmy – tłumaczy.

– Patrzę na życie duchowe jak na pewnego rodzaju konstrukcję, budowlę wznoszoną etapami, na wysiłek wkładany w budowanie – mówi.

Odkąd jest biskupem, ta techniczna wiedza przydaje mu się jeszcze w innej dziedzinie. Gdy przyjeżdża na wizytację do parafii widzi, gdzie odchodzi blacha, dachówka, gdzie rynna cieknie – patrzy fachowym okiem. Czy księża o tym wiedzą? – Kiedyś jeden z proboszczów mówi: A co tam biskup w ciągu jednego dnia zobaczy? Proszę księdza proboszcza, drugi żyrandol od końca, żarówka się nie pali! – mówi rozbawiony.

Kapłan od 25 lat

Święcenia kapłańskie przyjął 27 maja 1995 r. – W dniu prymicji było gorąco, 31 stopni. To było w naszej wiosce historyczne wydarzenie, pięknie przygotowane, mnóstwo ludzi, orkiestra. Chyba ze 170 osób było zaproszonych do świętowania. Na 25-lecie muszę sobie kasetę video obejrzeć, bo mam takie nagranie, dużo wzruszeń – mówi.

Wzorem dla każdego kapłana jest Chrystus. On przechodził przez miasta i wioski konkretną drogą, ale zawsze dawał ludziom okazję do spotkania się z Nim. Gdy człowiek spotyka się z ludźmi, rozumie ich sprawy, decyzje, może odpowiadać na ich potrzeby. To bardzo ważne, by w codziennej posłudze naśladować Jezusa – mówi o. bp Jacek Kiciński CMF.

A pierwsza parafia to była Łódź. Duża, 21 tys. wiernych i ciekawostka: proboszczem był ksiądz diecezjalny, a wikariuszami czterech klaretynów. – Tworzyliśmy wspólnotę, atmosfera była kapitalna. To nauczyło mnie współpracy z księżmi diecezjalnymi – dodaje.

Pani Kicińska, mama, jeszcze jako panna, pojechała do Łodzi szukać pracy. – Pracy nie znalazła, ale spędziła w mieście dwa, trzy tygodnie i właśnie do tego kościoła chodziła na Mszę św. Gdy byłem dzieckiem, często wspominała to miejsce: W Łodzi jest taki piękny kościół Wniebowzięcia, takiego kościoła to ja w życiu nie widziałam…! I tak się stało, że to była moja pierwsza parafia – mówi kapłan z 25-letnim stażem.

CZYTAJ DALEJ

Fracniszek modlił się przy grobie św. Pawła VI

2020-08-06 18:45

[ TEMATY ]

Paweł VI

Watykan

papież Franciszek

pl.wikipedia.org

Franciszek modlił się dziś przy grobie swego poprzednika, św. Pawła VI, w podziemiach bazyliki św. Piotra w Watykanie. 6 sierpnia przypada 42. rocznica śmierci tego papieża.

Papież Paweł VI (Giovanni Battista Montini) urodził się 26 września 1897 r. w lombardzkim miasteczku Concesio koło Brescii. Święcenia kapłańskie przyszły papież przyjął 28 maja 1920 r. w Brescii, po czym kontynuował naukę i studia w Mediolanie i Rzymie, m.in. w Papieskiej Akademii Kościelnej, kształcącej dyplomatów watykańskich. W maju 1923 r. rozpoczął pracę w nuncjaturze apostolskiej w Warszawie jako sekretarz nuncjusza abp. Lorenzo Lauriego. W Polsce spędził niespełna pół roku, poznawał kraj (był m.in. na Jasnej Górze), uczył się języka, ale częste przeziębienia spowodowane surowym klimatem sprawiły, że musiał wrócić do Włoch.

Po powrocie do Rzymu ks. Montini rozpoczął pracę w Sekretariacie Stanu, będąc jednocześnie m.in. asystentem kościelnym sekcji akademickiej Włoskiej Akcji Katolickiej (1925-33) i krajowym moderatorem (kapelanem) Federacji Studentów Włoskich Uniwersytetów Katolickich (FUCI). W 1937 r. został substytutem do spraw zwyczajnych w Sekretariacie Stanu, którym kierował wówczas kard. Eugenio Pacelli (późniejszy papież Pius XII). Na stanowisku substytuta ks. prałat Montini pozostał także po wyborze kardynała na papieża w marcu 1939 r. W latach II wojny światowej był odpowiedzialny za pomoc i opiekę nad uchodźcami.

Po wojnie Pius XII chciał na konsystorzu w styczniu 1953 r. mianować go kardynałem, ale ks. prałat Montini nie przyjął wyróżnienia. Papież powołał go więc w 1954 r. na arcybiskupa Mediolanu. Na stanowisku tym objawiły się jego talenty duszpasterskie i organizacyjne. W ciągu ponad ośmiu lat odnowił życie duchowe archidiecezji, ogłosił liczne listy i orędzia duszpasterskie, odwiedzał zakłady pracy i przyczynił się do powrotu do Kościoła wielu zeświecczonych środowisk robotniczych i intelektualnych, wspierał rozwój prasy katolickiej.

Następca Piusa XII, Jan XXIII już na pierwszym konsystorzu 15 grudnia 1958 r. mianował 61-letniego wówczas arcybiskupa Mediolanu kardynałem. A gdy ku zaskoczeniu wszystkich papież Roncalli ogłosił 25 stycznia 1959 r., decyzję o zwołaniu Soboru Watykańskiego II, nowy kardynał znalazł się w Głównej Komisji Przygotowawczej i w Komisji Techniczno-Organizacyjnej przyszłego Soboru.

Po śmierci Jana XXIII kard. Montini po dwóch dniach konklawe, 21 czerwca 1963 r. został jego następcą, przyjmując imię Pawła VI. Nowy papież mógł wznowić obrady Soboru albo zakończyć je po pierwszej sesji, tymczasem już nazajutrz po wyborze zapowiedział, że zamierza kontynuować dzieło Jana XXIII. "Właśnie temu dziełu głównie poświęcimy wszystkie nasze siły" - podkreślił.

Wielką zasługą Pawła VI było takie pokierowanie pracami Soboru, że stworzono warunki pełnej wolności wypowiedzi jego uczestników, przeprowadzono głębokie reformy w Kościele, zachowując nienaruszony depozyt wiary Chrystusowej. Po Vaticanum II Paweł VI zaangażował cały swój autorytet we wprowadzanie w życie postanowień soborowych, co nie było łatwe ani proste.

Idąc za wnioskami ojców soborowych w sprawie reformy Kurii Rzymskiej, Paweł VI podjął się trudnego dzieła gruntownych zmian tej instytucji, będącej jakby "rządem" Kościoła.

Idąc śladami swego wielkiego poprzednika Jana XXIII, Paweł VI wypracował politykę wschodnią Stolicy Apostolską – otwarcie się na ówczesne kraje komunistyczne, szczególnie w Europie.

Wielką nowością pontyfikatu Pawła VI były jego pielgrzymki. Wprawdzie niektórzy jego poprzednicy odbywali podróże po Państwie Kościelnym, Półwyspie Apenińskim lub do Francji, zwykle zresztą wymuszone przez władców świeckich, ale dopiero Paweł VI rozpoczął całkowicie dobrowolny "podbój świata", odbywając w latach 1964-70 dziewięć podróży do niemal 20 państw.

Paweł VI jest autorem 7 encyklik, 10 konstytucji apostolskich, 6 adhortacji, ok. 40 różnych listów, 11 listów apostolskich. Ogłosił 61 błogosławionych i 84 świętych i po raz pierwszy w dziejach, w 1970 r., dwóm kobietom przyznał tytuły doktorów Kościoła (święte: Teresa z Avili i Katarzyna ze Sieny).

Paweł VI był człowiekiem o szczególnym charakterze – wyrafinowanym intelektualistą, delikatnym i subtelnym (mówiono o nim "człowiek nieskończonej uprzejmości"), a zarazem chłodnym i nieco powściągliwym w obcowaniu z ludźmi, co nie ułatwiało mu kontaktów z otoczeniem.

Zmarł w święto Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia 1978 w wieku 81 lat. Wiadomość o śmierci papieża Montiniego była zaskoczeniem i wstrząsem dla całego Kościoła i świata, gdyż w odróżnieniu od swych poprzedników, Piusa XII i Jana XXIII, do końca życia zachował aktywność.

Beatyfikacja Pawła VI odbyła się w 2014 r., a kanonizacja w 2018 roku. Dniem wspomnienia liturgicznego Pawła VI jest 26 września – dzień urodzin błogosławionego.

CZYTAJ DALEJ

Mija sześć lat od ucieczki chrześcijan z Doliny Niniwy

2020-08-07 16:32

[ TEMATY ]

chrześcijanie

państwo islamskie

Niniwa

Vatican News

Sześć lat temu ok. 120 tys. chrześcijan z Doliny Niniwy zostało wypędzonych ze swoich wiosek i miast przez bojowników Państwa Islamskiego, którzy opanowali te tereny. Ich domy zostały zrównane z ziemią.

Na Równinę Niniwy wyznawcy Chrystusa zaczęli wracać dopiero w drugiej połowie 2016 r., po odbiciu tych ziem z rąk islamistów, powróciła jednak zaledwie połowa z nich. Wielu wolało zostać na emigracji z obawy przed powrotem dżihadystów i w związku z niepewną sytuacją gospodarczą i polityczną Iraku.

„Potrzebne nam zapewnienie bezpieczeństwa ze strony władz i pomoc międzynarodowa, aby zakończyć proces odbudowy naszych domów” – powiedział ks. George Jahola kierujący programem odbudowy.

Konieczna jest jasna deklaracja: możecie tutaj żyć

„Dla Iraku chrześcijanie są niezwykle ważnym ogniwem, częścią historii tych ziem. Wywarli wielki wpływ na jedność miejscowej społeczności. Niestety dzisiaj przeżywamy tutaj trudne chwile. Pracujemy i staramy się żyć normalnie, ale w Iraku wszystko wydaje się bardzo nietrwałe i niepewne. To sprawia, że wielu z tych, którzy wrócili znów chce wyjeżdżać, mimo iż włożyli wiele pracy w odbudowę swoich domów, które były przecież zrównane z ziemią – powiedział ks. Jahola. – Charytatywne organizacje chrześcijańskie dały nam nadzieję, która pozwala patrzeć w przyszłość. Niestety udało się jak dotąd odbudować zaledwie połowę domów. Nadal wspieramy każdego, kto chce wrócić. Potrzebujemy pomocy na poziomie gospodarczym, ale jeszcze bardziej – politycznym. Brakuje jasnej deklaracji, że możemy żyć na tym obszarze. W tym również może pomóc presja ze strony innych państw. Zadaniem społeczności międzynarodowej jest wsparcie w zapewnieniu chrześcijanom przyszłości na tych terenach.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję