Reklama

Polityka

Lider Polaków na Litwie: Naszą pozycję udało się znacząco wzmocnić, jednak ciągle potrzebujemy pomocy Macierzy

Pozycja Polaków na Litwie jest silna. Udało ją się znacząco wzmocnić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jednak borykamy się z wieloma problemami. Przede wszystkim zwrot ziemi zagrabionej przez Sowietów w ramach reprywatyzacji. Dotychczas tylko połowa Polaków w Wilnie odzyskała ziemię — mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Waldemar Tomaszewski lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, poseł do Parlamentu Europejskiego.

[ TEMATY ]

Litwa

Bożena Sztajner/Niedziela

wPolityce.pl: Dlaczego Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) odrzucił propozycję wejścia do koalicji rządowej na Litwie?

Waldemar Tomaszewski, lider AWPL-ZChR poseł do Parlamentu Europejskiego: Była to już nie pierwsza taka propozycja i to oczywiście cieszy, gdyż świadczy o naszej wzmacniającej się pozycji politycznej. Natomiast nas nie zadowala proponowany format współpracy. Tworzenie koalicji rozumiemy jako wspólne formowanie rządu a nie obsadzanie stanowisk w parlamencie, które i tak już ma nasz ośmioosobowy klub (6 proc. składu sejmu) wynikający z przysługujących dla nas kwot. W razie otrzymania bardziej konkretnych propozycji od partii rządzącej na pewno je rozważymy. Tym niemniej zważając na zbliżające się wybory w ogóle sceptycznie patrzymy na zasilanie koalicji, która w ostatnim czasie stała się mniejszościową.

Jak obecnie wygląda sytuacja Polaków na Litwie?

Pozycja Polaków na Litwie jest silna. Udało ją się znacząco wzmocnić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jednak borykamy się z wieloma problemami. Przede wszystkim zwrot ziemi zagrabionej przez Sowietów w ramach reprywatyzacji. Dotychczas tylko połowa Polaków w Wilnie odzyskała ziemię. Dodatkowo Ustawa „o przenoszeniu ziemi” przyczyniła się do dużych nieprawidłowości na Wileńszczyźnie. Polacy bardzo często nie otrzymywali ziemi w swoich miejscowościach. Ziemię kiedyś należącą do Polaków otrzymywali przybysze. Niektórzy otrzymali więcej niż mieli. To wszystko osłabiło stan polskiego posiadania i prowadziło do zmian narodowościowych w dużych skupiskach Polaków.

Te działania stoją w rażącej sprzeczności z traktatem polsko-litewskim z 1994 r.

Tak. W punkcie 15 dokumentu, który pan przywołał zapisano, że obie strony powstrzymają się od działań administracyjnych zmierzających do zmian narodowościowych na terenach zwartych skupisk mniejszości. Władze litewskie nie dotrzymała tego traktatu. Kiedy władze polskie chciały zbudować w 1997 r. strażnicę na granicy w Puńsku społeczność litewska protestowała, że wprowadzi się kilkadziesiąt polskich rodzin i zmieni się skład narodowościowy. Polska zrezygnowała z budowy strażnicy. Na Litwie niestety były ingerencje administracyjne, które uderzały w skład narodowościowy polskiego zwartego skupiska na Wileńszczyźnie i osłabiały naszą pozycję ekonomiczną.

Symbolem walki Polaków z litewskim osadnictwem stały się podwileńskie Gudele. Może pan opowiedzieć naszym czytelnikom co tam się wydarzyło?

Gudele są położone w pięknej okolicy, lasy, pagórki, jeziora. Litewska komunistyczna nomenklatura postanowiła na początku lat 90. na ziemiach należących do Polaków wybudować swoje osiedla. Miało powstać 200 will dla urzędników, wyższych oficerów wojska i policji, prokuratorów. Zaprotestowali przeciwko temu przedstawiciele miejscowego samorządu i mieszkający tu Polacy. 27 kwietnia 1993 r. policja i wojsko chciały złamać opór protestujących. Wojsko urządziło w tym dniu tam manewry ze strzelaniną na szczęście w powietrze. Dzięki odważnej i zjednoczonej pozycji miejscowych Polaków niedoszli osadnicy wycofali się ze swoich zamiarów.
Na przejmowanie ziemi przez przybyszy zezwalała ustawa podpisana przez prezydenta Vytautasa Landsbergisa w 1991 r. Po naszych wielkich protestach dwa lata później została wstrzymana. W 1997 r. powrócono do niej. W 1999 r. weszła w życie ustawa, która mówiła, że prawa do własności można było przekazywać innym. Dotąd wiele osób przenosiło prawo do ziemi krewnych. Nowe przepisy sprawiły, że tak zwane przenosiny wzrosły tysięcy razy, a otrzymywały je głównie osoby związane z rządem. Działo się tak, ponieważ o przekazywaniu ziemi decydowały rządowe służby rolne niepodlegające samorządom. Decyzje reprywatyzacyjne były podejmowane z pominięciem Polaków i polskich władz samorządowych. Prezydent V. Landsbergis przeniósł ziemię zarówno swojej rodziny jak i żony, które otrzymały grunty pod Wilnem w Bezdanach i Awiżeniach. Litewskie elity bardzo wzbogaciły się na tym procederze niemającym analogii prawnych w świecie.

Dlaczego Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) startuje w wyborach wspólnie z Rosjanami? Dla wielu osób w Polsce jest to niezrozumiałe.

Proszę pamiętać, że sytuacja polityczna na Litwie wygląda całkiem inaczej niż w Macierzy. Nie można przenosić kalek podziałów politycznych z Polski na to, co się dzieje u nas. Z naszych list startują przedstawiciele około 50 organizacji społecznych i narodowościowych. Oprócz Rosjan startują organizacje białoruskie i wspólnoty ukraińskie, tatarskie jak też litewskie. Kilku z nich, którzy startowali z naszych list zostali radnymi. Około 10 proc. kandydatów, którzy znaleźli się na naszych listach to Litwini. Głosuje na nas coraz więcej Litwinów, ponieważ jesteśmy postrzegani jako uczciwa siła polityczna. Nigdy nie byliśmy wplątani w żadne skandale korupcyjne. Jesteśmy postrzegani także jako siła łącząca ludzi, która dba o wszystkich obywateli bez względu na ich pochodzenie czy religię.
Mniejszość rosyjska na Litwie nie jest tak liczna jak w sąsiednich krajach, stanowi niewiele ponad 4 proc. mieszkańców. Zrzesza się w kilku własnych organizacjach i kilku partiach politycznych. Nie wszystkie organizacje rosyjskie współpracują z nami, a partia Związek Rosjan nawet ostro z nami konkuruje o elektorat. Wpisuje na swe listy Polaków oraz inne mniejszości narodowe. Współpracujemy głównie z regionalnym Aljansem Rosjan z Kłajpedy.

Trudno jest współpracować z innymi mniejszościami? Trzeba łączyć wiele, sprzecznych interesów.

Sama współpraca przebiega dosyć pomyślnie, bo łączymy głównie środowiska uczciwe, natomiast nie jest łatwe same pozyskanie mniejszości narodowych do współpracy wyborczej. O ich start zabiegają wszystkie komitety wyborcze. Szczególnie lewica o to zabiega. Robi to również prawica, która w spotach często używa języka rosyjskiego. Nawet V. Landsbergis w swoim czasie miał spot w języku rosyjskim, żeby zdobyć głosy Rosjan.
Nasze działanie nie mają nic wspólnego z aspektem narodowościowym czy z wielką polityką. Po prostu to łączenie ludzi do wspólnej pracy. Dobrze, że to właśnie nam, Polakom udaje się przekonać Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, Tatarów i innych do wspólnego startu. Jesteśmy również w stanie przekonać do startowania z naszych list i głosowania na nas Litwinów. To na pewno dobrze świadczy o naszej działalności i renomie. Natomiast w Macierzy próbuje się te oczywiste nasze sukcesy dlaczegoś przedstawiać w kontekście geopolitycznym. To jest niedorzecznością. My działamy lokalnie, uczciwie pracujemy dla naszych wyborców łącząc wszystkich ludzi dobrej woli. Mamy wiele sukcesów na poziomach zarówno parlamentarnym jak i samorządowym. Nasi przedstawiciele budują szkoły, przedszkola, różne ośrodki socjalne, subsydiują ogrzewanie czy dostarczanie wody, wprowadzają ulgi podatkowe, troszczą się o szeregowego wyborcę. Dzięki staraniom AWPL-ZChR w Wilnie jednej z ulic nadano imię śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czekamy z uroczystym odsłonięciem jej nazwy na poprawę zdrowia prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Była próba jej odsłonięcia w czasie Forum Giedroycia bez wiedzy i zgody pana J. Kaczyńskiego.
Nie boimy się zarzutów wobec nas, bo nie boimy się mówić prawdy. Nie baliśmy się jej mówić za Sowietów. Osobiście poruszyłem sprawę mordu katyńskiego w polskiej szkole w roku 1980. Byłem przesłuchiwany i prześladowany. Naszym prześladowcom nie udało się jednak wykorzenić z nas polskości. Nie uda się to i teraz. Nawet, jeżeli będą na nas ataki ze strony poprawnych politycznie polityków i tak damy radę. Żyjemy w Wilnie, mieście Bożego Miłosierdzia. Do Wilna przyszedł sam Chrystus Zbawiciel i podyktował św. siostrze Faustynie swe przesłanie dla Polski i świata.

Wybory samorządowe w 2019 r. mogą być dla AWPL-ZChR bardzo trudne. Osiem litewskich partii łączy siły w rejonie wileńskim, żeby was pokonać. Jak AWPL-ZChR zamierza się przeciwstawić temu sojuszowi? Dodam, że Polacy w samorządzie rejonu wileńskiego rządzą zdecydowaną większością od ponad 20 lat. Obecnie polska mniejszość ma 21 mandatów w 31-osobowej radzie.

To nie pierwsze takie działania naszych oponentów przed wyborami. Wszyscy pamiętają jak w roku 2007 V. Landsbergis publicznie nawoływał Litwinów do meldowania się na Wileńszczyźnie i „osiągnięcia historycznego zwycięstwa nad Polakami”. W zasadzie nigdy nie mieliśmy łatwych wyborów, jednak jesteśmy zdeterminowani i zjednoczeni, co nam pozwoli obronić nasze pozycje. Tym bardziej, że coraz więcej rodowitych Litwinów głosuje na AWPL-ZChR popierając zarówno nasz program prorodzinny jak też naszą uczciwą działalność. Co się tyczy tych ośmiu partii to trzy z nich już zdystansowały się do takiego sojuszu bo cenią współpracę koalicyjną z AWPL-ZChR, która ma miejsce aż w 5 samorządach.

Polacy powinni zostawać na Litwie czy przenosić się do Polski?

Polskość należy wzmacniać na miejscu. Mimo różnych trudności są do tego sprzyjające warunki. W interesie Polski jest wzmacnianie polskiej społeczności na całym świecie. Polacy na Litwie nie są emigrantami. Mieszkamy tu od zawsze. Nigdy nie opuszczaliśmy Polski. To Polska od nas wyjechała po zdradzie jałtańskiej. Ale nic to w nas nie zmieniło. Polskość jest dla nas wielką wartością, większą niż dla Polaków w Polsce, ponieważ musimy tu zabiegać o wszystko, o polską szkołę, polską kulturę i polskie słowo. W Macierzy na szczęście nie ma takich problemów. Gdyby Polacy zaczęli masowo wyjeżdżać z Litwy byłoby to dla polskości zgubne. Wszyscy nigdy nie wyjadą. Wyemigrują najbardziej aktywni i społeczność będzie coraz bardziej osamotniona i gorzej zorganizowana. Tzw. repatriacja gomułkowska źle przysłużyła się Polakom na Wileńszczyźnie. W latach 1958-1959 wyjechały tysiące Polaków. Stanowiliśmy wtedy kilkanaście procent składu narodowościowego państwa litewskiego. Mieliśmy 300 polskich szkół. Obecnie Polacy stanowią 7 proc. w skali kraju, ale nadal większość aż w 40 gminach na Wileńszczyźnie. Mamy 36 polskich szkół dwunastoletnich. Wszystkich polskich szkół jest 60. Na Litwie w polskich szkołach uczy się 12 tysięcy dzieci. Dzięki wielkiej determinacji udało nam się ochronić polskie szkolnictwo. Z sukcesem przeprowadziliśmy reformę oświatową. W polskich szkołach język polski jest powszechny. Prawie wszystkie przedmioty są wykładane w języku ojczystym. To jest wielka siła i wielka wartość.

Duże wsparcie od naszego rządu otrzymuje polska edukacja na Litwie?

Dosyć duże. Natomiast na wsparcie 20 milionów Polaków na świecie przekazywane jest 75 milionów złotych rocznie. I w porównaniu nie są to wielkie pieniądze. Bo na przykład TV Bielsat otrzymuje od państwa polskiego 25 milionów złotych rocznie. A przecież TV Bielsat w języku białoruskim też rusyfikuje tamtejszych Polaków.
Ale wrócę do pieniędzy przekazywanych na edukację. Na Litwie działa system tzw. koszyczka ucznia. Za każdym uczniem idzie 1000 euro, czyli 4200 zł. W sumie 50 milionów zł z podatków Polaków mieszkających w państwie litewskim idzie na polską szkołę na Litwie, w której uczy się 12 tysięcy dzieci. Z naszych podatników jest finansowana nauka polskich dzieci w języku ojczystym. Opłacane są pensje dla 2 tysięcy polskich nauczycieli. Nauczyciele nie tylko uczą przedmiotów w języku polskim. Są również krzewicielami polskości i patriotyzmu. Przy polskich szkołach działa około 100 polskich zespołów artystycznych i sportowych. Na to wszystkie idzie 50 milionów złotych rocznie z podatków Polaków na Litwie pod warunkiem, że polskie szkoły zachowamy. Państwo polskie na naszych rodaków na całym świecie przekazuje 75 milionów złotych rocznie, w tym jubileuszowym roku wyjątkowo – 100 milionów.
Od 2011 r. polskie dziecko otrzymało 1000 zł wyprawki jednorazowej na 12 lat. To bardzo mocno wzmocniło polską szkołę. Wyprawka miała służyć temu, żeby ilość polskich dzieci w naszych szkołach nie zmalała. Był pomysł, żeby również dwunastoklasista otrzymał wyprawkę, bo to jest bardzo dobra reklama i promocja polskiej szkoły. Dzieci i ich rodzice otrzymując te pieniądze mają świadomość, że Polska o nich pamięta. Teraz ta pomoc została zmniejszona do 440 zł. A przecież była obietnica, że będzie 1000 zł i dla dwunastoklasistów.

Kto taką obietnicę złożył?

Złożył nam ją po wyborach w 2015 r. wiceminister MSZ Jan Dziedziczak. Nie dość, że nie dotrzymano tej obietnicy, to jeszcze zniesiono to, co dała nam poprzednia władza. A przecież jednorazowa wyprawka to nie tylko ważna pomoc a i wspaniała inwestycja, jak mówiłem polskie szkoły pod warunkiem nie zmniejszania się uczniów otrzymują w sumie 12 milionów Euro (50 milionów zł) w rok od samorządów na swe potrzeby.

Pieniądze są bardzo ważne. W jakich aspektach najbardziej istotne jest wsparcie polityczne państwa polskiego dla Polaków na Litwie?

Pieniądze ważne, ale nie najważniejsze. Wsparcie polityczne jest zasadnicze. Natomiast szczególnie zależy nam na przestrzeganiu przez Litwę wspomnianego art. 15 traktatu o zapobieganiu sztucznym zmianom narodowościowym. Podczas negocjacji Polacy na Litwie nie byli stroną tego traktatu. Stroną jest państwo polskie i państwo litewskie. Okazuje się, że my bardziej dbamy o ten traktat niż państwo polskie. Nie możemy jednak ze względów formalnych wymusić na rządzie litewskim przestrzegania jego zapisów. Wielka krzywda Polaków polega na tym, że nie oddano im ziemi to jeszcze w zwartych polskich skupiskach rozdano ziemie przybyszom. Budowane są tam nowe, litewskie ekskluzywne szkoły rządowe. Chociaż poza Wileńszczyzną nie ma szkół rządowych, a są tylko należące do samorządu.

Czy na forum Parlamentu Europejskiego polscy deputowani zabiegają o prawa Polaków na Litwie?

Polscy europosłowie niezbyt często uczestniczą w posiedzeniach intergrupy Parlamentu Europejskiego dotyczącej rdzennych mniejszości. Nie wiem dlaczego, przecież polskie rdzenne mniejszości są na Litwie, w Czechach, na Łotwie, na Podolu i na Grodzieńszczyźnie. Pojawiają się Niemcy z referentami, notują, interesują się. Natomiast nikt z polskich urzędników nie jest przydzielony do spraw mniejszości. Była w Parlamencie Europejskim debata na temat języków regionalnych. Udało mi się namówić kilku polskich posłów, żeby uczestniczyli. Węgrzy mają 20 posłów. Na debatę przyszło ich aż kilkunastu. Wszyscy zabierali głos, aktywnie bronili swojej mniejszości.

Polaków na Litwie wspierają krajowe organizacje społeczne. Uczestniczyłem w wyjeździe Towarzystwa Przyjaciół Wilna i Grodna na Litwę z darami dla polskich przedszkoli i szkół. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie sposób przekazywania darów. Polskie placówki otrzymały to, czego potrzebowały, m. in. odkurzacze myjące, papier do drukarek.

Organizacje kresowe i społeczne bardzo mocno i skutecznie nam pomagają. Oficjalne struktury państwowe powinny mocniej koordynować swoje działania. Pomoc nie powinna się zmniejszać i musi być długofalowa. Dla państwa polskiego to nie jest tylko koszt, ale inwestycja w polskość.
Skandalem jest, że w przededniu zjazdu Związku Polaków szefowa polskiej placówki dyplomatycznej w Wilnie pani Urszula Doroszewska wywołuje prezesa i oświadcza, że nie może kandydować.
Równocześnie jeden z liberalnych portali zw.lt jest o tym informowany i nagrywa przed budynkiem ambasady materiał, że w Związku są rzekome nieprawidłowości. To nie mieści się w głowie. Trzeba wyjaśnić tę sytuację. Ma ona związek ze stronniczą działalnością instytucji odpowiedzialnych za polskie sprawy.
Polaków bulwersuje fakt, że prywatny portal zw.lt otrzymuje nieporównywalne wsparcie niż jakiekolwiek inne społeczne reprezentatywne polskie środowisko. Ostatnio zw.lt zaczął otrzymywać również fundusze od Orlenu. Otrzymują więcej funduszy od państwa polskiego niż otrzymywali w czasach rządów Platformy Obywatelskiej.
Właściciel tego medium, pan Czesław Okińczyc ultymatywnie domagał się od Orlenu, żeby jego prywatna kancelaria prawna obsługiwała to największe na Litwie przedsiębiorstwo. Przypomnę, że zw.lt został założony jako filia Radia Zet przez środowisko liberalne, wybitnie antypisowskie. Polacy na Litwie to obserwują i zastanawiają się czemu ma to służyć? Działamy często w nieprzychylnych warunkach. Nieodpowiedzialne decyzje przedstawicieli polskich instytucji utrudniają nam w utrzymaniu polskości na Wileńszczyźnie. Nie rozumiemy dlaczego krajowe fundacje wspierają na Litwie ugodowe, pro michnikowskie środowiska, które nie wspierają rozwoju polskości. Tych, którzy polskość wspierają krytykuje się i piętnuje.

Wspomniał pan o Czesławie Okińczycu. Niedawno na Litwie ukazała się lista współpracowników KGB na której znalazł się Czesław Okińczyc. Czy lista jest wiarygodna?

Przed pół rokiem została opublikowana w gazecie „Respublika” i nikt z wymienionych osób nie zaprzeczył jej wiarygodności. Wymienione osoby należą do tych, którzy przyznali się do współpracy z KGB i zostali przez służby utajnieni. O tych dziś podwójnych agentach oraz Cz. Okińczycu niejednokrotnie pisały też polskie portale kresowe. Na razie temat jest przemilczany w naszych litewskich mediach. Z kolei parlamentarny klub AWPL-ZChR powtórnie złożył projekt lustracyjny w Sejmie Litwy. Jeżeli przed rokiem został on odrzucony, to w czerwcu br. udało się wygrać pierwsze czytanie. To jest ogromnym sukcesem sprawozdawcy – posła Zbigniewa Jedzińskiego oraz wszystkich uczciwych ludzi na Litwie. Jest szansa, że nareszcie agenci KGB nie będą panoszyli się w naszym kraju. Rozumiemy, że oni nie darują nam ustawy lustracyjnej i będą starali się nas oczerniać na różne sposoby, jednak nie wycofamy się i nadal będziemy dążyli do tak długo oczekiwanej pełnej lustracji na Litwie.

2018-07-25 21:14

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Białoruś/ Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie są zamknięte

2020-09-18 15:56

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Białoruś

Litwa

granica

PAP

Na granicy między Litwą a Białorusią

Na granicy między Litwą a Białorusią

Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie zostały zamknięte w piątek, chociaż w czwartek taki krok zapowiadał białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka. Eksperci sugerują, że „prezydent zapewne miał na myśli wzmocnienie granicy”.

„Białoruskie przejścia graniczne pracują w obu kierunkach” – potwierdził w rozmowie z PAP Anton Byczkouski z Państwowego Komitetu Granicznego (GPK), odpowiednika polskiej Straży Granicznej.

Rano GPK poinformował, że „wzmocniono ochronę granicy”, a także kontrole na przejściach granicznych i monitoring strefy przygranicznej.

„Odbywa się ona we wzmocnionym trybie funkcjonowania służby granicznej i kontroli oraz z zastosowaniem rezerw taktycznych" - napisał w piątek rano w komunikacie.

Później w ciągu dnia pojawiły się informacje o tym, że białoruskie służby celne nasiliły kontrole osób wjeżdżających do kraju.

Czytelnicy portalu TUT.by poinformowali, że „celnicy pozwalają wwozić (do kraju) tylko rzeczy używane i towary niezbędne w podróży”. Państwowy Komitet Celny w oświadczeniu dla TUT.by uściślił, że kontrole zostały zintensyfikowane, ale nie zmieniły się zasady przewozu towarów przez granicę. „Zrobiono to po to, by nie dopuścić do przewozu towarów zabronionych i objętych ograniczeniami, a także przewozu partii produktów na sprzedaż pod pozorem rzeczy osobistych” – poinformowała ta instytucja.

O tym, że granice z Polską i Litwą są przejezdne w obie strony informują od czwartkowego wieczoru białoruskie media niezależne, powołując się na służby graniczne wszystkich trzech krajów.

„Jesteśmy zmuszeni zabrać wojska z ulicy, pół armii postawić pod broń i zamknąć granicę państwową na zachodzie. Przede wszystkim – z Litwą i Polską” – powiedział w czwartek wieczorem Łukaszenka. Dodał, że konieczne jest wzmocnienie kontroli na granicy z Ukrainą.

„Nie wiemy, z czym oni jeszcze wyskoczą. Zostało zaledwie kilka chwytów, by rozpocząć gorącą wojnę” – oświadczył lider Białorusi, występując podczas Forum Kobiet w czwartek w Mińsku.Ponieważ żadna z państwowych instytucji nie wypowiadała się bezpośrednio na temat „zamknięcia granicy”, sprawę komentowali eksperci. Większość z nich uważa, że Łukaszenka „miał na myśli nie zamknięcie a wzmocnienie ochrony granicy”. Taką hipotezę wyraził jeszcze w czwartek komentator portalu Naviny.by Alaksandr Kłaskouski.

„Wygląda na to, że chodzi o te kroki militarne, które już zostały podjęte (m.in. manewry wojskowe w obwodzie grodzieńskim), żeby rozkręcić propagandową psychozę” – ocenił Kłaskouski. Na tle protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich Łukaszenka i propaganda państwowa, później wsparta przez rosyjską, zaczęli promować wersję o spisku zagranicy i planach destabilizacji Białorusi włącznie z ryzykiem agresji militarnej.

Również politolog Andrej Jehorau powiedział Radiu Swaboda, że mogło dojść do nieporozumienia i Łukaszenka zapewne „miał na myśli, że granice są chronione przez dodatkowe siły wojskowe”, co ma sens, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi o rzekomym zagrożeniu z zewnątrz.

Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, który wziął w piątek udział w wideokonferencji dla białoruskich mediów ocenił, że „oświadczeniami o zamknięciu granicy władze próbują zastraszyć społeczeństwo”.

Minister spraw zagranicznych Litwy ocenił, że za wypowiedzią Łukaszenki kryje się chęć „zademonstrowania, że istnieje zagrożenie zewnętrzne”. „A jeśli go nie ma, to trzeba je znaleźć” – ocenił Linas Linkeviczius.

Z kolei premier Litwy Saulius Skvernelis zapowiedział, że jeśli Białoruś zamknie granice, Polska i Litwa zamknął swoje przejścia dla białoruskich towarów jadących na Zachód.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)

just/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Ze św. Michałem Archaniołem i św. Teresą od Dzieciątka Jezus

2020-09-30 21:19

Marzena Cyfert

Rekolekcje głosił o. Krzysztof Piskorz OCD

Rekolekcje głosił o. Krzysztof Piskorz OCD

Innej drogi do nieba nie ma i nie będzie… To droga dziecka Bożego, które ufa do końca Bogu, Temu, który jest samą Mocą i Świętością – pisała św. Teresa od Dzieciątka Jezus.

Przed liturgicznym wspomnieniem najmłodszego Doktora Kościoła w parafii Opieki św. Józefa na wrocławskim Ołbinie odbyły się 3-dniowe rekolekcje pod hasłem „Chcę kochać jak dziecko i walczyć jak nieustraszony wojownik”. Przeznaczone były dla wszystkich rozpalonych pragnieniem ewangelizacji i zdobywania dusz dla Boga oraz dla zafascynowanych małą drogą dziecięctwa Bożego. Połączone z nabożeństwem do św. Michała Archanioła. Rekolekcje głosił o. Krzysztof Piskorz OCD. Ostatniego dnia nawiązał do słów św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” i wskazał, że słowa te wiążą się z wielkim pragnieniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która w słowie Bożym odnalazła drogę dziecięctwa Bożego.

– Bóg jej pokazał, że przez słowo prowadzi ją do nieba. W Piśmie Świętym Teresa szukała zatem odpowiedzi na to, jaki Pan Bóg jest naprawdę – mówił rekolekcjonista i podkreślił, że gdy Teresa szukała czegoś, co wskazałoby jej windę do nieba, znalazła odpowiedź w księdze Izajasza, w opisie dziecka siedzącego na kolanach matki. Zapragnęła wtedy być całą dla Boga. – To, czego nas uczy Teresa, to prawdy, że Bóg kocha nas za darmo, nie za nasze uczynki. A my mamy tendencję do tego, aby kupować sobie łaskę Boga. A tymczasem Bóg nas kocha, a my nie musimy niczego udowadniać. Powinniśmy tylko pozwolić Mu się kochać, pozwolić, by Jego miłość przepływała przez nas. Jeżeli nie odkryję tej miłości Boga, nie będę ani uczniem, ani świadkiem, ani ewangelizatorem – mówił kaznodzieja i zakończył: – O taką miłość w naszym życiu trzeba zawalczyć. Miłość Boża musi być zawsze na pierwszym miejscu.

CZYTAJ DALEJ

Brazylia: w ub.r. podwoiła się liczba aktów przemocy wobec wspólnot i ziem tubylczych

2020-10-01 20:56

[ TEMATY ]

wspólnota

przemoc

Brazylia

Digo_Souza / Foter / CC BY-ND

Ze 109 w 2018 do 256 w ub.r. zwiększyła się w Brazylii liczba przypadków przemocy wobec miejscowej ludności tubylczej. Są to czyny określane jako "zajęcia ziem, bezprawne wykorzystywanie zasobów i działania ze szkodą dla prawa własności". W 2019 nastąpił wzrost aktów bezprawia w 16 spośród 19 kategorii przemocy, wymienionych w raporcie Misyjnej Rady Tubylczej (CIMI), ogłoszonym 30 września. Kreśli on bardzo niepokojący obraz sytuacji autochtonicznych mieszkańców kraju po pierwszym roku prezydentury Jaira Bolsonaro.

Z dokumentu wynika m.in., iż szybko rośnie i umacnia się wywłaszczanie ziem indiańskich, dokonywane za pomocą aktów najazdu i przemocy i w sposób bardzo agresywny na całym obszarze państwa, prowadząc do trudnych do wyliczenia zniszczeń. Raport wspomina konkretnie o uznaniu pierwotnego prawa własności, ale podkreśla też, że ziemie te są miejscem ochrony lasów i ich bogatych ekosystemów. Historycznie obecność tubylców na tych obszarach pozwalała im funkcjonować jako prawdziwe zapory dla postępującego niszczenia lasów i innych procesów rabunkowych. Tymczasem dane za rok ubiegły wskazują, że ludy tubylcze i ich tradycyjne ziemie są wyraźnie zawłaszczane.

Na tę szeroką panoramę niszczenia nałożył się "wybuch" zbrodniczych pożarów, które niszczyły Amazonię w 2019 r., wywołując wielki oddźwięk międzynarodowy.

Według raportu CIMI przemoc wobec ludności tubylczej opiera się na projekcie rządowym, wymierzonym w jej ziemie i znajdujące się na nich wspólne dobra, aby przekazać je przedsiębiorcom z przemysłu głównie rolno-spożywczego, górniczego i leśnego. Dokument wskazuje bowiem, że w 2019 nastąpił wzrost liczby aktów przemocy w 16 spośród 19 kategorii, jakie wymienia to opracowanie. Szczególną uwagę zwrócono na nasilanie się przypadków w kategorii "zajęcia ziem, bezprawne wykorzystywanie zasobów i działania ze szkodą dla prawa własności" – ich liczba wzrosła ze 109 w 2018 do 256 ub. roku.

Spośród istniejących w Brazylii 1298 ziem indiańskich 829 (czyli 63 proc.) winny jeszcze uzupełnić proces rozgraniczania i rejestracji jako tradycyjne terytorium tubylcze w Sekretariacie Dziedzictwa Związku. Z tej liczby 829 ziem 536 (64 proc.) to takie, których nie objęła jeszcze biurokracja państwowa.

Obszerne, 216-stronicowe opracowanie CIMI poświęciło oddzielny rozdział "przemocy przeciw osobie", która w wypadku ludności tubylczej łączy się ściśle z problemami ziemi. Raport odnotowuje 13 przypadków nadużywania władzy, 33 grożenia śmiercią, 34 inne pogróżki, 113 zabójstw, 20 zabójstw z powodu niedbalstwa, 13 przypadków celowego zadania ran, 16 aktów rasizmu i dyskryminacji kulturowej, 24 zamachy na życie i 10 przypadków przemocy seksualnej. Łącznie daje to rekordową liczbę 276 aktów przemocy wobec ludności tubylczej w 2019, a więc ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, gdy było ich 110.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję