Reklama

W wolnej chwili

Pseudonaukowość i niebezpieczeństwo współczesnego ateizmu

Są tacy – także w Polsce, którzy z promocji ateizmu uczynili swój program życiowy, a ostatnio także partyjny. Są takie związki i grupy ludzi, którzy uważają ateizm za coś najbardziej racjonalnego i nowoczesnego. Jaki jest więc ten „nowy” ateizm, ukazywany jako współczesne lekarstwo na wszelkie zło i synonim nowoczesności i rozumności?

2019-02-23 09:45

[ TEMATY ]

ateizm

Yvonne Weis/ Fotolia.com

Gerhard Lohfink w książce pt. Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja, wydanej w 2008 roku i przetłumaczonej oraz opatrzonej wstępem przez ks. prof. Jerzego Machnacza podkreśla, że „zły duch idzie przez Europę i nie tylko przez nią”(G. Lohfink, Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja (tłum. J. Machnacz), Wrocław, Wyd. TUM, 2009, s. 17). Ma on na myśli współczesny agresywny i wojujący ateizm, który nie przebiera w środkach dążąc do ośmieszania religii i ludzi wierzących, szczególnie chrześcijan. Tak np. w 2007 roku pojawiła się w Niemczech pierwsza ateistyczna książeczka dla dzieci M. Schmidta-Salomona, pt. Gdzie jest droga do Boga? – pyta malutka świnka. Książeczka dla tych wszystkich, którzy nie pozwolą się otumanić.

Podobnie jak w czasach komunizmu, ateizm był wspierany przez tzw. „światopogląd naukowy”, tzn. marksistowski – materialistyczny, tak dzisiaj propagowany jest m.in. przez tzw. racjonalistów, którzy przypisują sobie prawo bezwzględnej własności do posiadania i używania rozumu (łac. ratio). Zakładają oni związki ateistów. Są wśród nich także naukowcy, którzy publicznie głosząc ateizm, piszą książki skierowane przeciw chrześcijaństwu oraz występują ze swoimi ateistycznymi poglądami w mass mediach. W dzieło ateizacji zaangażowane są liczne platformy internetowe, agitujące przeciw religii oraz tzw. nowocześni Owi racjonaliści propagują wszędzie swoją bezbożną teorię świata, domagając się, aby była panującą. Jaki jest ten nowoczesny ateizm?

Starożytny a nowożytny ateizm

Reklama

Starożytny ateizm walczył z Bogiem, który według jego założeń nie istniał. Była to więc walka z wiatrakami. Nowożytny zaś ateizm, bazujący na istnieniu podmiotu myślącego – człowieka (podkreślał to Kartezjusz) oraz odwołujący się do nauk przyrodniczych, kosmologii, fizjologii mózgu, biologii oraz socjologii, stawia sobie za cel przywrócenie człowieka – człowiekowi. Ojciec nowożytnego ateizmu – Ludwig Feuerbach mówił o alienacji, tzn. zagubieniu się człowieka, odczłowieczeniu. Źródło alienacji upatrywał w religii. Jedynym zaś lekarstwem na patologiczny stan alienacji (wyobcowania osoby) miał być powrót człowieka do samego siebie, poprzez zaakceptowanie swojej absolutnej przynależności do przyrody. Ateizm nowożytny zamyka więc człowieka w obszarze natury. Chcąc być walką człowieka o człowieka prowadzoną pod płaszczykiem naturalizmu, racjonalizmu i humanizmu, ateizm w rzeczywistości redukuje osobę ludzką do świata materii i popędów niszcząc ją! Na ten ważny fakt wskazywał już w 1944 r. wielki myśliciel o. Henri de Lubac w dziele pt. Dramat humanizmu ateistycznego. Przed tak rozumianym humanizmem przestrzegał w swoim nauczaniu św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.

Oblicza współczesnego ateizmu

Nowy ateizm - jak zauważa ks. Machnacz - jest zjawiskiem złożonym. Obejmuje on m. in. ateizm akademicki, kulturowy i denuncjatorski. Pierwszy stwierdza, że ateizm jest czymś oczywistym i to teiści muszą dowieść istnienia Boga. Ateizm kulturowy krytykuje religię, w sposób szczególny chrześcijaństwo, z pozycji hedonizmu i konsumpcjonizmu, pytając się co daje religia człowiekowi tu i teraz. Złowrogi rodzaj ateizmu prezentują przedstawiciele ateizmu denuncjatorskiego (tamże, s. 8-9).

W nurcie tego ateizmu działa Richard Dawkins, biolog ewolucyjny, profesor z Oxfordu. Jest on dziś przodującym, wojującym ateistą. W 2006 roku opublikował książkę pt. The God Delusion (tłum. polskie Bóg Urojony, 2008). Strojąc się w naukowe szaty, zamiast prowadzić dyskusję na argumenty, zadowala się w niej demonizowaniem wiary chrześcijańskiej i konsekwentnym przemilczaniem tego wszystkiego, co w niej wielkie i piękne i co kształtuje (kształtowało?) kulturę europejską. Zdaniem Dawkinsa Bóg Żydów i chrześcijan to rasista, nieobliczalny tyran, nacjonalista. Ten kto wierzy w Boga, nie tylko że jest w błędzie, ale też jest zaślepiony, cierpi na urojenia (ang. delusiones) i jest niebezpieczny dla społeczeństwa. Ateista zaś to człowiek nowoczesny i oświecony (racjonalista), otwarty na siebie i to, co go otacza. Ateizm jawi się jako cel i kres intelektualnego wysiłku człowieka.

Argumenty nowego ateizmu

G. Lohfink we wspomnianej książce prezentuje osiem głównych argumentów ateizmu: a) Boga nikt nigdy nie widział, zatem Go nie ma; b) Bóg jest projekcją człowieka. Jeżeli ta projekcja została rozpoznana, to można z niej zrezygnować; c) człowiek rozwinął się z królestwa zwierząt. Zatem nie potrzebuje Stworzyciela; d) dobro można łatwo wyjaśnić za pomocą teorii ewolucji. Dlatego nie potrzebujemy Boga, aby być dobrymi; e) na świecie jest nieskończenie wiele cierpienia. To czyni śmieszną wszelką wiarę w Boga; f) religie wnoszą do świata przemoc. Dlatego są bardzo niebezpieczne; g) biblijny obraz Boga jest prymitywny i odrażający. Dlatego w przyszłości trzeba zrobić wszystko, aby nie poddawać dzieci indoktrynacji religijnej; i) spojrzenie na tamten przyszły świat paraliżuje. Chodzi o to, aby ten świat przemienić (tamże, s. 23-135).

Przytoczone argumenty nowego ateizmu w rzeczywistości nie są nowe, ale „podgrzewane” biologią ewolucyjną i ubierane w szaty naukowości. Ks. prof. Machnacz prezentuje je, dokonując następnie ich falsyfikacji. Wskazuje zarazem, że ateizm nie jest jakimś solidnie, naukowo ugruntowanym systemem myślowym, lecz opiera się na przypuszczeniach, pomówieniach, demonizacji, wypaczeniu obrazu Boga, nieuzasadnionych orzeczeniach. Pseudonaukowość ateizmu wyraża się też w tym, że nie posługuje się on w zasadzie ani autentycznym doświadczeniem, ani przekonującymi argumentami, lecz czystą negacją, szczególnie tradycji judaistycznej i chrześcijańskiej. W większości (bo są też ateiści, którzy bez fanatyzmu i odwoływania się do pseudonaukowości, szukają argumentów za swoim stanowiskiem) nowy ateizm przybiera formę wojowniczą i demonizującą, wykorzystując instrumentalnie naukę do przeforsowania swojej opinii. Przykładem tego jest książka Dawkinsa, która nie ma nic wspólnego z naukową rozprawą (choć tak jest postrzegana), a bliższa jest ideologicznemu traktatowi, kreując na 500 stronach atmosferę zagrożenia i bezsensu.

Dyskusję ze stanowiskiem Dawkinsa podjęli już jego koledzy z Oksfordu, m. in. A. Mc Grath, w książce: Bóg Dawkinsa. Geny, memy i sens zycia (2008) oraz A. Mc Grath, J. Collicutt, w pozycji: Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dowkinsa (2008). Jest to przykład sporu na argumenty, w poszukiwaniu prawdy. Należy jednak zawsze mieć na uwadze, że religia nie jest tylko sprawą rozumu, ale zgodnie z etymologią słowa jest związkiem całej osoby ludzkiej z Bogiem. Łacińskie słowo credo (wierzę) pochodzi od dwóch słów: cor do – daję ci serce. Religia bowiem, akt wiary to sprawa intelektu, serca i woli. Już B. Pascal mówił, że serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie zrozumieć!

Wiara ateisty i wątpienie wierzącego

Ateiści wierzą, że nie ma Boga, że świat jest ograniczony i że na końcu jest nicość. Ta swoistego rodzaju wiara sprawia, że nie można w sposób naukowy uzasadnić i wyprowadzić ateizmu. Michał Bachtin, rosyjski teoretyk literatury pisał, że „wiara żyje na granicy ateizmu, patrzy na niego i go rozumie; ateizm żyje na granicy wiary i rozumie wiarę”. Jedno jest pewne: tak dla ateisty, jak i dla człowieka wierzącego w Boga, zabójcze jest lenistwo intelektualne, manipulacja i pseudonaukowość oraz arogancja i brak szacunku dla idei i wartości adwersarza. J. Ratzinger w znakomitej książce, wielokrotnie wznawianej i tłumaczonej na różne języki, pt.: Wprowadzenie w chrześcijaństwo ukazywał pewne podobieństwo, jakie zachodzi między wierzącym i niewierzącym, o ile odznaczają się oni intelektualną uczciwością i głębokim pragnieniem odkrycia prawdy. Zdaniem Autora wątpienie i wiara jawią się jako normalna sytuacja człowieka wobec zagadnienia Boga. Wierzący wyznaje swą wiarę „na oceanie nicości, wśród ciągłych niebezpieczeństw i powątpiewań”. W związku z tym faktem napisze J. Ratzinger, że „zasadniczą sprawa losu człowieka jest móc odnaleźć ostateczny sens swego istnienia ni inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji miedzy zwątpieniem i wiarą, niepewnością i pewnością (...). Zarówno wierzący, jak i niewierzący, każdy na swój sposób, doświadczają zwątpienia i wiary, jeśli tylko nie ukrywają się sami przed sobą i przed prawdą swego istnienia. Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary; dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia (...). Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknąć się w sobie, każe wierzącemu dojrzeć człowieka w niewierzącym, a niewierzącemu w wierzącym. Dla pierwszego jest to uczestnictwo w losie niewierzącego, dla drugiego jest to sposób, w jaki wiara mimo wszystko pozostaje dla niego wyzwaniem”.

Ludzkie poznanie jest fragmentaryczne i aspektowe, tzn. że nigdy nie będziemy w stanie objąć całej rzeczywistości i stworzyć syntezę wiedzy o nas, kosmosie i o Bogu. Po prostu dlatego, że jesteśmy bytem przygodnym, a przez to ograniczonym, także w naszym poznaniu i racjonalności. W tym kontekście bardzo trafne wydają się być słowa Werner Heisenberg, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, który mawiał, że „pierwszy łyk z kielicha nauk przyrodniczych czyni ateistą, ale na dnie kielicha czeka Bóg”.

Uczciwość intelektualna domaga się pokory i otwarcia na prawdę. Ona też czyni ostrożnym w myśleniu i działaniu oraz w wypowiadaniu swojej opinii zarówno wierzącego, jak i prawdziwego ateistę. Bowiem jak pisał J. Ratzinger w przywołanej już publikacji: „jak wierzącemu zdarza się, że będzie się dławił słoną wodą zwątpienia, która ocean nieustannie zalewa mu usta, tak samo niewierzący wątpi w swą niewiarę, w rzeczywista całkowitość świata, który zdecydował się uznać za wszystko (...). Tak więc jak wierzący wie, że mu zawsze grozi niewiara, i te niewiarę musi zawsze odczuwać jako nieustanna pokusę – tak dla niewierzącego wiara pozostaje zawsze zagrożeniem i pokusą w jego pozornie na zawsze zamkniętym świecie. Jednym słowem nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknąć niepewności w rzeczach wiary, będzie musiał doświadczyć niepewności niewiary, która nigdy nie może ostatecznie na pewni powiedzieć, czy jednak wiara nie jest prawdą. Dopiero gdy ktoś odrzuci wiarę, okazuje się, że nie można jej całkowicie odrzucić”.

Niebezpieczeństwo wojującego ateizmu

Historia XX wieku (ale nie tylko) unaoczniła barbarzyństwo systemów politycznych i państw funkcjonujących bez Boga, albo wbrew Bogu. Kiedy miejsce Boga zajmuje człowiek, partia, polityka rozumiana jako „świecka religia” lub ideologia w imię budowania raju na ziemi, to w rzeczywistości ta wzniosła, ale utopijna idea sprzeniewierza się sama sobie. Zamiast raju na ziemi jest budowane piekło (zob. obozy koncentracyjne, łagry, aborcyjny holocaust itd.).

Na niebezpieczeństwo wojującego i zaślepionego ateizmu wielokrotnie wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI w swoim nauczaniu. Papież-Polak podczas Mszy św. w Lubaczowie, dnia 3 czerwca 1991 r. uczył, że „w naszym ludzkim życiu nieodzowny jest wymiar świętości. Jest on nieodzowny dla człowieka, ażeby bardziej „był” — ażeby pełniej realizował swe człowieczeństwo. I nieodzowny jest dla narodów i społeczeństw. Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. (...). Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu społecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie, a tego niestety doświadczaliśmy przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Doświadczyliśmy tego wielkiego, katolickiego getta, getta na miarę narodu”.

Z kolei Benedykt XVI – jak gdyby na przedłużeniu wspomnianej myśli - pisał w encyklice Caritas in veritate, że „bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest. Wobec olbrzymich problemów rozwoju narodów, które niemal wpędzają nas w zniechęcenie i rezygnację, przychodzi nam na pomoc słowo Pana Jezusa Chrystusa, który uświadamia nam: «beze Mnie nic nie możecie uczynić» (J 15, 5) i dodaje odwagi: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Dyspozycyjność wobec Boga otwiera na dyspozycyjność wobec braci oraz wobec życia pojmowanego jako solidarne i radosne zadanie. I przeciwnie, ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm obojętności, zapominające o Stwórcy i narażone na zapominanie również o wartościach ludzkich, jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju. Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim. Jedynie humanizm otwarty na Absolut może nam przewodzić w krzewieniu i realizacji form życia społecznego i obywatelskiego – w obrębie struktur, instytucji, kultury i etosu – ratując nas przed ryzykiem, że staniemy się zakładnikami przelotnej mody. To świadomość niezniszczalnej Miłości Bożej podtrzymuje nas w mozolnym i wzniosłym zaangażowaniu się na rzecz sprawiedliwości i rozwoju narodów, pośród sukcesów i porażek, w nieustannym wyznaczaniu właściwych kierunków dla ludzkich spraw. Miłość Boża wzywa nas, by wyjść z tego, co jest ograniczone i nie ostateczne, dodaje nam odwagi do działania i dalszego poszukiwania dobra wszystkich, nawet jeśli nie realizuje się natychmiast, nawet jeśli to, co zdołamy uczynić, my oraz władze polityczne i zaangażowani na polu ekonomii, jest zawsze mniejsze od tego, czego gorąco pragniemy. Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (nr 78).

Wojujący ateizm a laicyzacja państwa

Agresywny ateizm staje się w naszych czasach narzędziem złowrogiej laicyzacji państwa. V. Possenti zauważa w tym kontekście, że w teoriach sekularyzacji istnieją poważne dwuznaczności, z tego powodu, że nader rzadko rozróżnia się w nich trzy poziomy: a) sekularyzacja jako rozróżnienie sfery świeckiej i religijnej, państwowej i Kościoła; b) sekularyzacja jako ograniczenie religii do sfery ściśle prywatnej; c) sekularyzacja jako schyłek i upadek wierzeń religijnych (zob. Religia i życie publiczne. Chrześcijaństwo w dobie ponowożytnej, Warszawa, 2005).

Pierwszy poziom związany jest z autonomią działania władzy państwowej i władzy religijnej - Kościoła. Jest to tzw. sekularyzacja instytucji polegająca na niezależności tych dwóch rodzajów władz od siebie. Ten poziom sekularyzacji i związany z nim model świeckości, bliski jest koncepcji „laickości pozytywnej”, o której mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, dnia 30 stycznia 2008 w Paryżu, w czasie konwencji partii Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP), poświęconej sprawom europejskim. Autonomia państwa i Kościoła w tym modelu nie jest równoznaczna z ich sztuczną separacją, a tym bardziej z opozycją. Te dwie wspólnoty mają bowiem wspólny teren zainteresowania, którym jest dobro każdej osoby ludzkiej. Kościół szanując autonomie państwa, może wspierać je w działaniu na rzecz osoby i społeczeństwa, inspirując działanie ludzi przez głoszenie prawdy objawionej i wartości chrześcijańskich, oraz dokonując oceny etycznej władzy politycznej. Kościół bowiem przechowuje – jak uczy Benedykt XVI – „skarb wiedzy i doświadczenia etycznego, które okazuje się istotne dla całej ludzkości: w tym sensie przemawia jako przedstawiciel racji etycznej". Laickość państwa rozumiana jest z jego autonomią w realizacji właściwych mu zadań, to znaczy zapewnienia obywatelom godziwych warunków życia, a także jako przestrzeganie wolności sumienia i religii. Państwo laickie nie powinno być jednak państwem zeświecczonym, czy tym bardziej ateistycznym – wrogim chrześcijaństwu.

Drugi i trzeci poziom związany jest z sekularyzacją świadomości, tzn. z programowym usuwaniem religii i jej symboliki z tkanki życia społecznego. Poziomy te tworzą radykalny, zamknięty model świeckości, niosący ze sobą areligijny i ametafizyczny sens życia. Model ten związany jest z oświeceniowym poglądem na religię (kult rozumu) i wojującym ateizmem podtrzymywanym przez liczne teorie filozoficzne takie jak: pozytywistyczny scjentyzm, marksizm, radykalny agnostycyzm, egzystencjalizm ateistyczny itd. Ta idea świeckości jest nieadekwatna, bo nie liczy się z pamięcią historyczną i żywą tradycją narodów chrześcijańskich.

Już J. Maritain w Humanizmie integralnym wskazywał, że omówiony przed chwilą model sekularyzacji jest z natury fałszywy. Jest on wysoce ryzykowny dla kultury, bo wiąże się z rozkładem tradycyjnych wartości i symboli, nie prowadząc równocześnie do pojawienia się nowych prawdziwych wartości. Kultura współczesna ma charakter wybitnie naturalistyczno-materialny ignorując coraz wyraźniej transcendentny (moralny i religijny) wymiar człowieka. Sekularyzacja kultury zamykając ją na doświadczenie sacrum, skutkuje relatywizacją etyki. Ostatecznie prowadzi to do pojawienia się antykultury w formie praktycznego materializmu, nihilizmu, cynizmu i hedonizmu. Kultura, która opiera się na redukcyjnej (niepełnej, bo tylko materialistyczno-naturalistycznej) wizji człowieka jest kulturą fałszywą – pseudokulturą. „Kultura immanencji” eliminująca wszelką transcendencję i inność, była w niedalekiej przeszłości źródłem licznych totalitaryzmów i chorych demokracji, a teraz jawi się jako główne źródłem kryzysu kultury europejskiej.

Historia nowożytna wskazuje na fakt, że tak pojęta sekularyzacja „pożera samą siebie”, ponieważ jest ona możliwa tak długo, jak długo istnieją treści i wartości chrześcijańskie, które można zsekularyzować. Gdy ich zabraknie, sekularyzacja przechodzi w nihilizm, ponieważ nie jest zdolna do podtrzymywania samej siebie! Dlatego w debatach nad świeckością państwa trzeba brać pod uwagę rożne modele laicyzmu (sekularyzmu), ich historie i konsekwencje oraz pamiętać o roli religii i tradycji chrześcijańskiej w życiu publicznym narodów Europy. Jan Paweł II w tym kontekście mówił o potrzebie ustrzeżenia i zachowania społeczeństwa na przyszłość „zarówno od totalitarnej utopii sprawiedliwości bez wolności, jak też od utopii wolność bez prawdy, której towarzyszy fałszywe pojecie tolerancji” (Tenże, Adhortacja Ecclesia in Europa, 2003, nr 98).

Zasada laickości jest słuszna, jeśli jest pojmowana jako rozróżnienie pomiędzy wspólnotą polityczną i religiami. Stworzenie właściwych relacji miedzy sferą sacrum a profanum jest ważne także z punktu widzenia społecznej nauki Kościoła, gdyż nie tylko chroni ludzi wierzących przed fanatycznym ateizmem, ale także zabezpiecza państwo przed religijnym fundamentalizmem. Rozróżnienie tych sfer nie oznacza jednak ignorowania jednej z nich! Laickość nie może być nową formą ateizowania i marginalizowania religii i jej społecznego charakteru. Laickość nie może stawać się chrystofobią i ideologicznym, wojującym sekularyzmem. Laickość nie może prowadzić (a często to robi!) do traktowania polityki jako „świeckiej religii” i w prostej konsekwencji do fałszywego kultu polityki (zob. Jan Paweł II, Encyklika Centesimus annus, nr 12).

Wiara chrześcijańska to dar, ale i zadanie

Obnażając pseudonaukowość i niebezpieczeństwo nowego ateizmu dla osoby ludzkiej, zamykanej w świecie natury, niezwykle inspirujące wydają się być słowa ks. prof. Machnacza, który we wstępie do wspomnianej książki napisał że „jeśli dla ateisty i teisty świeci to samo słońce i dane jest im życie tutaj i teraz, to winni oni skupić cała swoja uwagę i życzliwość na człowieku, mgnieniu chwili jego istnienia, które dla ateisty wszystko kończy, a dla teisty jest początkiem bez końca” (s. 13).

Wiara chrześcijańska to dar od Boga i wspólnoty Kościoła, ale także i wezwanie do codziennego nawracania się i dojrzewania w niej. Wątpienie i wojujący ateizm to okazja do umacnianie się w wierze, która wciąż na nowo szuka zrozumienia, jak pisał św. Anzelm z Cuntenbury. Dojrzała wiara domaga się ciągłego poszukiwania odpowiedzi i zadawania wciąż nowych pytań, jakie nasuwają się pod wpływem zmian społecznych (politycznych, kulturowych, ekonomicznych itd.). Człowiekowi wierzącemu – jak podkreśla J. Ratzinger - powinny stale towarzyszyć pytania: „Czy to naprawdę TY jesteś? Człowiek wierzący będzie zawsze doświadczać owej ciemności, w której pokusa niewiary otacza go niczym posępne, zamknięte wiezienie, podczas gdy obojętność świata, który toczy się dalej bez zmiany, jakby się nic nie stało, zdaje się tylko szydzić z jego nadziei. Czy to naprawdę TY? To pytanie powinniśmy stawiać nie tylko ze względu na uczciwość myślenia i odpowiedzialność rozumu, ale także na mocy wewnętrznego prawa miłości, która pragnie coraz bardziej poznawać, komu dala swe przyzwolenie, ażeby Go móc więcej kochać” (Wprowadzenie w chrześcijaństwo..., s. 79).

I jeszcze jedna kwestia, o której zapominają ateiści - wiara katolicka pozwala zrozumieć, że ostatecznym źródłem integralnego rozwoju każdego człowieka i całych narodów oraz prawdziwego postępu jest Bóg, „czyli Ten, który jest Prawdą i Miłością. Ta zasada jest bardzo ważna dla społeczeństwa i dla rozwoju, ponieważ ani jedna, ani druga nie mogą być tylko wytworami ludzkimi; samo powołanie do rozwoju osób i narodów nie opiera się na zwykłych ludzkich rozważaniach, ale jest ono wpisane w plan uprzedni w stosunku do nas i jest dla nas wszystkich obowiązkiem, który powinien być w sposób wolny przyjęty. To, co nas poprzedza i co nas stanowi —współistniejące Miłość i Prawda — wskazują nam, co będzie dobrem i na czym polega nasze szczęście. A więc wskazują nam drogę do prawdziwego rozwoju” (Benedykt XVI, Encyklika, Caritas in veritate, nr 52).

Wiara katolicka przypomina i uczula, że problem rozwoju człowieka i narodów „zależy od również od rozwiązania problemów o charakterze duchowym. Oprócz wzrostu materialnego, rozwój powinien również obejmować wzrost duchowy, ponieważ osoba ludzka stanowi «jedność cielesną i duchową», zrodzoną ze stwórczej miłości Boga i przeznaczoną do życia wiecznego. Człowiek rozwija się, gdy wzrasta duchowo, gdy jego dusza zna samą siebie oraz prawdę, której zarodek Bóg w nim umieścił, gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga, człowiek jest niespokojny i chory. Wyobcowanie społeczne i psychologiczne oraz tak liczne nerwice charakteryzujące bogate społeczeństwo, mają również przyczyny natury duchowej. Społeczeństwo dobrobytu, rozwinięte materialnie, ale przytłaczające dla duszy, nie jest samo w sobie ukierunkowane na autentyczny rozwój. Nowe formy zniewolenia przez narkotyki i rozpacz, w jaką popada tyle osób, znajdują wyjaśnienie nie tylko socjologiczne i psychologiczne, ale w sposób istotny duchowe. Pustka, w jakiej dusza czuje się opuszczona, mimo licznych terapii dla ciała i dla psychiki, przynosi cierpienie. Nie ma pełnego rozwoju i powszechnego dobra wspólnego bez dobra duchowego i moralnego osób, pojmowanych w ich pełni duszy i ciała” (Benedykt XVI, Caritas in veritate, nr 76).

ks. Mariusz Sztaba, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie pedagogika, pedagog społeczny, członek Towarzystwa Naukowego KUL.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Badania dowodzą, że ateistów uważa się za mniej moralnych

2018-01-03 20:55

[ TEMATY ]

społeczeństwo

ateizm

blvdone/fotolia.com

Wiara jest powszechnie uważana za gwaranta chroniącego ludzi przed dokonywaniem skrajnie niemoralnych zachowań. Z badań opublikowanych w czasopiśmie naukowym "Nature Human Behaviour" wynika, że na świecie ateistów zazwyczaj postrzega się jako potencjalnie mniej skłonnych do przestrzegania zasad moralnych. Wnioski te wyciągnięto na podstawie ankiety przeprowadzonej w 13 krajach od bardzo zeświecczonych, jak Chiny czy Holandia, po bardziej religijne, jak USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie albo Indie.

Na pytanie, czy fikcyjny zbrodniarz, który w młodości dręczył zwierzęta, a później zabił 5 bezdomnych, byłby człowiekiem wierzącym, czy nie, dwie trzecie z 3 tys. badanych osób odpowiedziało, że w takim przypadku chodziłoby raczej o ateistę. Podobne rezultaty osiągnięto niezależnie od wyznania respondentów, a więc nawet niewierzący wiązali brak religijności z potencjalnym niższym poziomem moralnym.

CZYTAJ DALEJ

Wstaw się za prof. Ewą Budzyńską, której grozi kara za obronę małżeństwa i rodziny

2020-01-15 09:13

[ TEMATY ]

pomoc

CŻiR

Prof. Ewa Budzyńska podczas zajęć o rodzinie przywołała badania naukowe mówiące o negatywnych skutkach wychowywania dzieci przez pary jednopłciowe. Między innymi za tę wypowiedź grozi jej kara dyscyplinarnej nagany. Centrum Życia i Rodziny przygotowało petycję do władz uczelni w obronie wieloletniej pracownik naukowej Uniwersytetu Śląskiego. Można ją podpisać na stronie internetowej Zobacz

Podczas zajęć prowadzonych dla studentów Uniwersytetu Śląskiego, prof. Ewa Budzyńska przywołała badania naukowe na temat negatywnych skutków wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Miała również wyrazić swój krytyczny stosunek do eutanazji. Na skutek skargi grupy studentów, Rzecznik Dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego wszczął postępowanie wyjaśniające. Pomimo złożenia przez prof. Ewę Budzyńską obszernych wyjaśnień, zażądał od Komisji Dyscyplinarnej dla nauczycieli akademickich ukarania prof. Budzyńskiej karą dyscyplinarnej nagany.

W jej obronie stanęło Centrum Życia i Rodziny, które przygotowało apel do władz Uniwersytetu Śląskiego, aby natychmiast zakończyły postępowanie dyscyplinarne wobec prof. Ewy Budzyńskiej, a także publicznie przeprosiły za potraktowanie jej w sposób niezwykle upokarzający dla naukowca ze znaczącym dorobkiem naukowym. W obronę prof. Ewy Budzyńskiej zaangażowali się również prawnicy Instytutu Ordo Iuris, którzy reprezentują ją w postępowaniu i domagają się jej uniewinnienia.

„Wszystko wskazuje, że oskarżenia wobec prof. Budzyńskiej stanowią część kampanii zastraszania wykładowców uniwersyteckich, którzy ośmielają się stawać w obronie rodziny i podejmują polemikę z postulatami ideologii gender i organizacji LGBTQ”
– czytamy w petycji, którą można podpisać na stronie internetowej Zobacz.

Autorzy apelu do władz Uniwersytetu Śląskiego podkreślają, że prof. Ewa Budzyńska podczas zajęć ze studentami stanęła w obronie małżeństwa i rodziny, a więc wartości chronionych przez konstytucję. Co więcej, jej postawa została określona jako tzw. homofobia, pomimo tego, że posługiwała się definicją małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety – zgodną z tą obowiązującą w polskim systemie prawnym. „Stanowczo nie zgadzam się, by za obronę małżeństwa i rodziny udzielano nagany!” – podkreślają autorzy apelu, którzy zachęcają do wstawienia się za prof. Ewą Budzyńską i złożenia swojego podpisu pod petycją do władz uczelni.

„Uniwersytet Śląski powinien być ostoją wolności słowa i swobody prowadzenia badań naukowych oraz przykładem stosowania jednakowych standardów i wymogów etycznych wobec wszystkich członków społeczności akademickiej, a nie trybuną propagandową agresywnych grup lobbystycznych czy ideologii uderzających w małżeństwo i rodzinę!” – napisano w treści apelu do władz uczelni, znajdującym się na stronie Zobacz.

Centrum Życia i Rodziny zachęca również do poparcia petycji do wicepremiera Gowina o obronę wolności słowa na polskich uniwersytetach poprzez wprowadzenie zmian w przepisach prawa chroniących nauczycieli akademickich przed podobnymi szykanami. Apel do ministra nauki i szkolnictwa wyższego jest dostępny bezpośrednio po podpisaniu petycji w obronie prof. Ewy Budzyńskiej.

Źródło: Centrum Życia i Rodziny, bronmyprofesor.pl

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: Bądźmy współpracownikami Ducha Świętego na drogach jedności

2020-01-21 21:48

[ TEMATY ]

ekumenizm

Bożena Sztajner/Niedziela

– Bądźmy życzliwi. Bądźmy współpracownikami Ducha Świętego na drogach jedności, aby światło Chrystusa zajaśniało w nas na świadectwo innym – mówił abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który 21 stycznia przewodniczył w kościele rektorackim pw. Najświętszego Imienia Maryi w Częstochowie Mszy św. o jedność chrześcijan. Eucharystia, na której byli obecni przedstawiciele różnych Kościołów chrześcijańskich, rozpoczęła częstochowskie obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Zobacz zdjęcia: Częstochowa: Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

– W naszych czasach nie wystarczy już tylko wzajemne bycie obok siebie, wzajemna akceptacja. Jezus oczekuje od nas widzialnego znaku jedności, którym jest wspólne świadectwo chrześcijan, szczególnie dzisiaj wobec tak wyraźnej i frontalnej walki z chrześcijaństwem – mówił na początku Mszy św. ks. dr Jarosław Grabowski, redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela” i kierownik Referatu Dialogu Ekumenicznego, Międzyreligijnego, z Niewierzącymi Kurii Metropolitalnej w Częstochowie.

– Ekumenizm jest stopniowym, ale wytrwałym dążeniem do znalezienia pełnej jedności w prawdzie – kontynuował ks. Grabowski.

W homilii abp Depo wskazał na „poddanie się prowadzeniu Ducha Świętego, który jest pierwszym i głównym sprawcą jedności tych, którzy wierzą w Jezusa i idą za Nim”. – Światło Ducha Świętego pozwala nam odróżniać prawdę od kłamstwa, od wszelkiego rodzaju drogi fałszu, i wzrastać w pokorze. Potrzebujemy mocy Ducha Świętego, abyśmy wypełnili hasło tegorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan: „Bądźmy życzliwi” – mówił abp Depo.

– W tej postawie nie chodzi o jakiś synkretyzm religijny, aby zamazać granice tożsamości naszych wyznań, ale o otwartość na realizację wspólnej drogi modlitwy, przemiany serc, dialogu i chrześcijańskiego świadectwa – kontynuował arcybiskup.

Metropolita częstochowski zaznaczył, że „Słowo Boże wskazuje na właściwe rozumienie więzi osobowej z Bogiem i podejście do cnoty prawdziwej religijności”. – Bóg jest absolutnie wolny w swoim działaniu i wyborach konkretnych ludzi i sytuacji. Tylko On zna ludzkie serca i osądza je w duchu prawdy, nie mając względu na osoby – podkreślił.

– Przeżywając dzisiaj sprawę Jezusa z Nazaretu, prosimy Ducha Świętego, aby nieustannie uczył nas poruszania się po ścieżkach Bożej Prawdy – kontynuował arcybiskup i przypomniał, że Prawo jest streszczone w dwóch przykazaniach miłości Boga i bliźniego.

– Trzeba, aby wzajemna otwartość i życzliwość wobec siebie były rzeczywistą drogą do budowania jedności, a prawa spisane przez ludzi nie stanowiły przeszkody, będąc źródłem podziału – dodał arcybiskup.

Metropolita częstochowski przypomniał również pewną przypowieść o granicy między dniem a nocą. – Kiedy kończy się noc, a rozpoczyna dzień? – zapytał rabin pobożnego Izraelitę. – Może kiedy na niebie widoczny jest pierwszy promyk słońca albo kiedy da się rozróżnić człowieka od krzewu? – Nie – odpowiedział stary rabin – dzień rozpoczyna się wtedy, kiedy potrafimy w twarzy człowieka rozpoznać swojego brata i swoją siostrę. Dopóki tego w nas nie ma, panuje w nas jeszcze noc – mówił abp Depo.

Uczestnicy Eucharystii modlili się m. in. za Kościół, ojczyznę, prześladowanych chrześcijan, a także o łaskę zdrowia dla ks. Szczepana Rycharskiego z Kościoła polskokatolickiego.

Mszę św. zakończyło wspólne błogosławieństwo Aaronowe.

Eucharystię z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m.in. ks. dr Jarosław Grabowski, ks. dr Grzegorz Szumera, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie, ks. dr Kamil Zadrożny, prefekt Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie i ks. dr Mariusz Trojanowski, sekretarz arcybiskupa metropolity częstochowskiego.

We wspólnej modlitwie wzięli udział m.in. przedstawiciele różnych Kościołów chrześcijańskich: ks. mitrat Mirosław Drabiuk, proboszcz parafii prawosławnej pw. Cudotwórczej Częstochowskiej Ikony Matki Boskiej, ks. Adam Glajcar, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Częstochowie, ks. radca Krzysztof Michałek-Góral z parafii Kościoła ewangelicko-reformowanego w Kleszczowie, a także klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie, wierni różnych wyznań chrześcijańskich i osoby życia konsekrowanego, w tym siostry brygidki.

– Hasło „Bądźcie życzliwi” jest wołaniem o konkret. Gdy myślimy o życzliwości, nie chodzi tylko o jakąś łaskawość wobec drugiego człowieka, ale przede wszystkim o to, abyśmy wiedzieli, komu dziękować za zbliżenie na drogach jedności. Naszym zadaniem jest: „Bogu dziękujcie, Ducha nie gaście” – powiedział „Niedzieli” abp Depo.

W rozmowie z naszym tygodnikiem ks. mitrat Mirosław Drabiuk, proboszcz parafii prawosławnej pw. Cudotwórczej Częstochowskiej Ikony Matki Boskiej, nawiązując do hasła tegorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, podkreślił, że „wydaje się, że jest ono zrozumiałe i proste, ale trzeba z głębokim sercem podchodzić do tego, żeby być życzliwym wobec każdego napotkanego na swojej drodze człowieka”. – Często widząc otaczający świat, wydajemy swoje osądy, opinie. A Pismo Święte nawołuje nas do tego, abyśmy przede wszystkim patrzyli na duszę człowieka. Musimy starać się przemieniać ten świat dobrym postępowaniem, nauczaniem i przykładem – podkreślił ks. Drabiuk.

Natomiast ks. radca Krzysztof Michałek-Góral z parafii Kościoła ewangelicko-reformowanego w Kleszczowie przypomniał, że „spotykamy się na wspólnej modlitwie, aby dać świadectwo, że jesteśmy jednością”. – Mamy być dla siebie życzliwi nie tylko od święta. I nie tylko wtedy, kiedy spotykamy się na modlitwie o jedność, ale na co dzień. Pokazuje to nam historia pobytu św. Pawła i jego towarzyszy podróży na Malcie – powiedział „Niedzieli” ks. Góral.

W Częstochowie znajduje się parafia prawosławna ze świątynią pw. Cudotwórczej Częstochowskiej Ikony Matki Boskiej, której przewodzi ks. mitrat Mirosław Drabiuk. Jest również parafia ewangelicko-augsburska, której proboszczem jest ks. Adam Glajcar, krajowy ewangelicki kapelan strażaków, a także parafia polskokatolicka Matki Bożej Królowej Apostołów, z duszpasterzem ks. Szczepanem Rycharskim.

W Gniazdowie k. Koziegłów znajduje się starokatolicka parafia mariawitów, istniejąca od 1906 r., a w Kleszczowie parafia ewangelicko-reformowana, której administratorem jest ks. radca Krzysztof Góral.

W ramach obchodów Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan 23 stycznia o godz. 12.00 w auli redakcji Tygodnika Katolickiego „Niedziela” Częstochowie odbędzie się ekumeniczne nabożeństwo Słowa Bożego. Kazanie wygłosi ks. Adam Glajcar, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Częstochowie.

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan zakończy się wspólnym kolędowaniem 26 stycznia o godz. 18.00 w Sali Jana Pawła II na Jasnej Górze, z udziałem zespołu Pastores & Przyjaciele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję