Reklama

Kościół

Oczyszczenie przychodzi przez wstyd, upokorzenie i ból - rozmowa z o. Adamem Żakiem SJ

Kościół stoi przed wyzwaniem, by to, czego się nauczył na własnych błędach, pokornie przekazał społeczeństwu - podkreśla o. Adam Żakiem SJ, koordynator KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Dodaje, że oczyszczenie przychodzi przez wstyd, upokorzenie i ból. W rozmowie z KAI o. Żak mówi o swoich oczekiwaniach związanych z nadchodząca wizytą w Polsce abp Charlesa Scicluny z Kongregacji Nauki Wiary. Odpowiada też na pytanie, ile czasu może potrwać obecny kryzys Kościoła w Polsce i czy może on wyjść z tej próby silniejszym.

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Adam Tarnowski

O. Adam Żak

O. Adam Żak

Tomasz Królak (KAI): – Od 1 czerwca zaczęły obowiązywać normy wprowadzone przez motu proprio „Vos estis lux mundi”, przewidujące możliwość wszczęcia przez metropolitę postępowania wobec biskupów, którym zarzucono nieprawidłową reakcję na zgłoszenie wykorzystywania seksualnego. Czy można się teraz spodziewać zwiększenia liczby zgłoszeń dotyczących biskupów tuszujących sprawy molestowania?

Adam Żak SJ: – Trudno to przewidzieć. Ważna jest nawet nie data 1 czerwca, ale sam fakt opublikowania tego dokumentu, czyli podjęcie, wreszcie, w jednym dokumencie dwóch głównych elementów, które spowodowały kryzys: samych faktów przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych, jak i zaniedbań przełożonych. Taką podwójną diagnozę zawarł Jan Paweł II w przemówieniu z kwietnia 2002 r. w trakcie największej fali ujawnień w USA. I ta diagnoza tylko częściowo leżała u podłoża jego pierwszych decyzji prawno-kanonicznych, a mianowicie motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela” i norm wykonawczych dotyczących najcięższych przestępstw „De gravioribus delictis”.
Być może Stolica Apostolska miała wciąż zbyt duże zaufanie do pasterzy, zakładając, że oni sobie z tym kryzysem poradzą. Chociaż fakt, iż Jan Paweł II zdecydował się na kontrolę wszystkich postępowań przez Kongregację Nauki Wiary, świadczy, iż uznał, że kryzys ma już charakter globalny i był świadomy, że nie do końca sobie z nim radzą episkopaty tak wielkie jak w Stanach Zjednoczonych i z krajów o tak głębokich tradycjach katolickich jak Irlandia.
To był zatem ten pierwszy krok. Ale Stolica Apostolska de facto nie wprowadziła w życie tego drugiego elementu diagnozy, związanego z zaniedbaniami i błędami przełożonych, aczkolwiek to zjawisko zdiagnozowała. Teraz, kiedy okazało się, że motu proprio wydane przez Franciszka w 2016 r. „Come una madre amorevole” nie skutkuje wobec przełożonych winnych zaniedbań, papież postanowił po szczycie watykańskim wyciągnąć z tego wnioski i przyjąć propozycje, jakie na tym spotkaniu padły, głównie w wystąpieniu metropolity Chicago abp. Blase’a Cupicha.
Dobrze się stało, że Ojciec Święty wcześniej powstrzymał biskupów z USA, którzy zamierzali wydać osobne normy dotyczące tylko ich kraju. To oznaczałoby kolejną stratę czasu, odsuwając całościowe rozwiązywanie problemu, to znaczy wyrwanie go z korzeniami.
Obecne motu proprio Franciszka jest krokiem milowym decydującym, bo wszystko scala i podejmuje obydwa elementy kryzysu. Oczywiście to nie znaczy, że teraz, po 1 czerwca, nagle wszystko stanie się proste i wszyscy zrozumiemy i samo prawo, i jego ducha. Ale myślę, że ta data jest jakoś przełomowa.
Potwierdzeniem jest dla mnie reakcja niektórych metropolitów, którzy przed 1 czerwca zaczęli ogłaszać, że powołają odpowiednie komisje do zbadania reakcji na problemy wykorzystywania seksualnego małoletnich w ich diecezjach. Jest nadzieja, że to rzeczywiście zadziała – wszędzie.
Papieski dokument przełamuje dotychczasowy sposób postępowania i na pewno doprowadzi do głębszego poznania wszystkich tych mechanizmów, aniżeli był to w stanie pokazać film braci Sekielskich. Myślę, że doprowadzi to do zmiany mentalności i do działania w taki sposób, że wierni nie będą musieli się wstydzić za swoich pasterzy, a pasterze za swoich poprzedników. Pasterze zrozumieli, że muszą zobaczyć, jakie trupy mają w szafie.

– A dużo może być tych trupów?

– Nie wiem, ale są. Żeby odpowiedzieć precyzyjnie, trzeba by mieć o wiele głębszą wiedzę, zobaczyć papiery z kolejnych diecezji, przejrzeć archiwa, przestudiować dokumenty. Natomiast z kontaktów z ludźmi, także z duchowieństwem, zwłaszcza w ostatnim czasie, dowiaduję się o wielu faktach. Widzę ich determinację, żeby je wyświetlić w sposób uporządkowany, korzystając z nowego motu proprio. Napisanie zgłoszenia wymaga trochę odwagi. Ale jeśli ze strony pasterzy pójdzie sygnał, że są zdecydowani, żeby we właściwy sposób podejmować skargi, które się prawdopodobnie pojawią, to jest duża szansa, że nastąpi bardzo głębokie oczyszczenie.
Napisanie zgłoszenia wymaga trochę odwagi. Ale jeśli ze strony pasterzy pójdzie sygnał, że są zdecydowani, żeby we właściwy sposób podejmować skargi, które się prawdopodobnie pojawią, to jest duża szansa, że nastąpi bardzo głębokie oczyszczenie.

– Zapewne zwiększy się liczba zgłoszeń dotyczących uchybień ze strony przełożonych zakonnych czy biskupów, ale też – co pokazują doświadczenia innych krajów – będzie przybywać osób pokrzywdzonych, które zdecydują się to ujawnić – czynnikom Kościelnym lub organom ścigania. Tak będzie?

– To już następuje. Mam takie sygnały od poszczególnych biskupów czy przełożonych zakonnych, którzy chcą się zmierzyć się z tym, co teraz zaczyna u nich wychodzić.
Nie powinno nam zabraknąć uczciwości, żeby kontynuować prace nad kwerendą, której dotychczasowe wyniki zaprezentowano w marcu. Chcemy zobaczyć, czy rzeczywiście jest jakaś fala ujawnień, czy też nie. Pracujemy nad instrumentem, który by umożliwił Episkopatowi zdobycie zweryfikowanej wiedzy m.in. o tym, jak głęboko w historię sięga to zjawisko.

– Z danych KEP wiemy tylko o 625 małoletnich poszkodowanych w różnych okresach przez księży. Są to tylko osoby, które od roku 1990 zgłosiły swoją krzywdę do przełożonych kościelnych. A ile takich osób może być w ogóle? Czy ta cyfra to wierzchołek wierzchołka góry lodowej?

– Z pewnością. Gdzie jest jedno wykorzystanie, tam może być ich więcej – taki wniosek wypływa z tego wszystkiego, co dotychczas wiemy. Amerykanie już przed laty wyciągnęli taki wniosek i dzielili się nim z nami i innymi Kościołami, ale to nie przebijało się do ogólnej świadomości Kościoła.
Z drugiej strony, poszukiwanie ofiar nie jest takie proste. Muszą zaistnieć pewne sprzyjające warunki, które pozwalałyby im na w miarę bezpieczne ujawnianie się, bez ryzyka wtórnej traumatyzacji. To bardzo istotne, bowiem ten rodzaj ran, często niezabliźnionych, wymaga odpowiednich warunków, aby doszło do zgłoszenia. Chodzi zwłaszcza o wydarzenia sprzed kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, kiedy sprawcy mogą już nie żyć.
Dopiero przyjęcie zgłoszenia i uwierzenie tym ludziom uruchamia mechanizm zdrowienia albo przynajmniej bardzo mu sprzyja. Ale to jest zdrowienie wzajemne: zdrowieje osoba pokrzywdzona i zdrowieć musi Kościół – ze swoich własnych mechanizmów biurokratyczno-korporacyjno-obronnych, za którymi kryją się konkretne twarze, konkretny brak empatii, który przyczynił się do dodatkowych zranień wykorzystanych osób. Dokładnie widać to w świadectwach skrzywdzonych, z Polski czy innych krajów.

– A jak ocenia Ojciec polskie warunki przyjmowania tych zgłoszeń od osób pokrzywdzonych?

– Przeżywamy w tej materii przyspieszony kurs dojrzewania. Występują odruchy obronne, ale też takie, które sprzyjają przezwyciężaniu mentalności korporacyjnej i bardzo szkodliwego przywiązania do ukrywania niewygodnych faktów. Oczyszczenie przychodzi przez wstyd, upokorzenie i ból. Ale dzięki temu może zacząć się empatia. Nie da się wyjść z tego kryzysu bezboleśnie i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Do tej pory w sposób mniej lub bardziej oczywisty unikaliśmy tego bólu. W tej chwili nie możemy go sobie oszczędzić, bo zaczynamy rozumieć, że odbywa się to kosztem innych.

– Przyspieszenie dojrzewania nie nastąpiło samoistnie – ten proces uruchomiły media. Trudno sobie wyobrazić miejsce, w którym teraz jesteśmy, bez filmu braci Sekielskich.

– I stąd właśnie ten wstyd i upokorzenie, które oczyszcza i powoduje zdrowy odruch przyznania: pobłądziliśmy; nie szliśmy tą drogą, którą należało; nie uczyliśmy się na błędach innych; wierzyliśmy, że jesteśmy lepsi, czyli zgrzeszyliśmy również pychą w stosunku do innych Kościołów i innych ludzi; chowaliśmy się za nasze doświadczenia historyczne, nasze prześladowania, które miały nas jakoś ochronić przed niesprawiedliwymi uogólnieniami. Nie chcieliśmy przecież usprawiedliwić czynów przestępczych, tylko pokazać je w szerszym kontekście zasług... Uogólnienia rzeczywiście mogą boleć, ale nie wolno się przed nimi bronić, relatywizując zło.

– Tak czy inaczej przyspieszone dojrzewanie zawdzięczamy w znacznej części filmowi „Tylko nie mów nikomu”. Trudno w tym względzie przecenić jego rolę.

– To rola bardzo istotna. Według mnie to jest katalizator procesu oczyszczenia. Zwłaszcza w trudnych momentach trzeba na historię Kościoła patrzeć w świetle biblijnej historii zbawienia. Bóg pouczał nawet wielkich przywódców ludu Bożego, Dawida i innych, przy pomocy pogan. Kiedy popatrzy się na interpretację proroczą niewoli babilońskiej, na wołanie o miłosierdzie, „bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie”... Już wtedy prorocy wskazywali na grzechy przywództwa, na pasterzy, którzy paśli samych siebie i siebie chronili. Te fragmenty historii zbawienia to są nasze źródła, z których musimy czerpać, żeby zinterpretować teologicznie, w duchu wiary, to, co się dzieje. W przeciwnym razie ulegniemy pokusie szukania niewłaściwych dróg wyjścia z kryzysu – płytkich, PR-owskich, szukających usprawiedliwień, sojuszników, którzy nas będą bronić itd. Tymczasem trzeba po prostu powierzyć się osądowi Bożemu, otworzyć nań sumienia i przyjąć drogę wyjścia, na którą wskazuje nam Ewangelia i historia zbawienia. Patrząc w tej logice, jest to droga prawdy, nawrócenia, upokorzenia, oczyszczenia.

– A jak cały ten proces oczyszczenia skutecznie dokończyć? Są oczywiście instrumenty kanoniczne, o których Ojciec wspominał, i państwowe, niemniej coraz wyraźniej mówi się – także w Kościele – o konieczności powołania specjalnej komisji. Jak zapatruje się Ojciec na zapowiedź premiera o powołaniu komisji, która miałaby rozliczyć przypadki pedofilii w Kościele, ale też w kilku innych środowiskach, m.in. w oświacie i sporcie?

– Jeśli to będzie komisja ustanowiona przez organy polityczne, to jestem tu bardzo nieufny i zachowuję dużą rezerwę. Oczekiwałbym raczej, że Kościół w porozumieniu ze Stolicą Apostolską, z takimi organami jak Rzecznik Praw Dziecka czy Rzecznik Praw Obywatelskich i innymi ponad politycznymi urzędami, przebada problem pedofilii w Kościele, a równocześnie poszuka dobrych wskazań i wniosków dla całego społeczeństwa. Dlatego że – nawet jeśli opinia publiczna nie chce tego słuchać – mamy tu do czynienia z odbiciem lustrzanym problemu społecznego. Jeżeli więc przy obecnym kryzysie w Kościele nie zostanie opracowana narodowa strategia ochrony dzieci i młodzieży przed przemocą, to zostanie stracona wielka okazja na oczyszczenie. Chodzi o to, żeby z tego wyniknęło dobro nie tylko dla Kościoła.
My się nie oczyszczamy dla siebie samych, tylko po to, żebyśmy byli zdolni do pełnienia tej misji, która jest wyznaczona przez Chrystusa. To jest Jego misja, nie nasza. A ta misja oznacza pomoc i pokorne towarzyszenie społeczeństwu w tym, by mogło skutecznie zwalczyć wszystkie plagi, które je trapią.
Jako społeczeństwo, a także wspólnota polityczna wciąż nie jesteśmy w stanie poważnie rozprawić się z podziałami. Mówimy: wspólnota, naród. Ale co nam przeszkadza stać się jednością? Nie jesteśmy w stanie wyciągnąć wniosków, przemienić zła w dobro. Dlatego działając na styku społeczeństwa i wspólnoty politycznej, Kościół stoi przed wyzwaniem, by to, czego się nauczył na własnych błędach, pokornie przekazał społeczeństwu. To jest wyzwanie w gruncie rzeczy pozytywne. To, co się dzieje, jest szansą i czasem łaski. To jest moment przełomowy.

– Nie brakuje głosów, także ze strony środowisk Kościoła, że dopóki nie „polecą głowy”, Kościół nie odzyska zaufania. Co Ojciec na to?

– Jest potrzebne wyjaśnianie spraw, zgodne z prawem kościelnym i państwowym – to rzecz oczywista. Jeśli coś jest udowodnione, powinno się wyciągać konsekwencje kościelne i państwowe. Natomiast nie ma miejsca dla wolnej amerykanki. Inne instrumenty – związane z taką czy inną komisją – jeśli mają być owocne, muszą się rodzić z innej idei aniżeli tzw. rozliczanie Kościoła.

– W gruncie rzeczy o tym mówi premier Morawiecki: powołajmy państwową komisję, ale rozliczającą nie tylko duchownych, bo rozprawiamy się z problemem, a nie z Kościołem.

– Niech władza również uzna, że przez lata odrzucała propozycje stworzenia narodowej strategii ochrony dzieci przed przemocą! Powtarzano, że jest dobrze, że mamy dobre prawo, a nawet je ulepszyliśmy... Zapewnienia o walce z pedofilią będą wiarygodne wtedy, gdy rządzący przyznają się do zaniechań. Teraz nie są, bo to jest odcinanie od całego problemu kuponów politycznych. Także władza powinna powiedzieć: pobłądziliśmy, nie słuchaliśmy maluczkich i tych, którzy bliżej poznali problem. I o to biskupi też apelowali, wprawdzie nie jednym głosem, ale apelował o to np. przewodniczący Episkopatu. Nie było odzewu.
Niech władza spojrzy np. na konwencję Rady Europy z Lanzarote o ochronie dzieci z 2007 r., która została zatwierdzona i ratyfikowana w 2014 r. przez prezydenta Komorowskiego, jednomyślnie upoważnionego przez cały parlament. Niech władza spojrzy i sprawdzi, jakie są tam przewidziane mechanizmy i instrumenty ochrony dzieci przed przemocą seksualną.

2019-06-10 12:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja: trwa dochodzenie niezależnej komisji ws. nadużyć

2020-09-17 19:25

[ TEMATY ]

Francja

komisja

nadużycia seksualne

Vatican News

Jean-Marc Sauvé

Jean-Marc Sauvé

We Francji po pandemicznej przerwie wznowiła swą działalność Niezależna Komisja ds. Nadużyć Seksualnych w Kościele po roku 1950.

Przed dwoma laty tamtejszy episkopat postanowił zlecić przebadanie tej sprawy ludziom świeckim, niezwiązanym z hierarchią, aby w ten sposób dać wyraźny sygnał, że Kościół w sposób jednoznaczny odcina się od wzmożonej fali nadużyć, która miała miejsce w drugiej połowie XX w. Na czele komisji stanął Jean-Marc Sauvé, jeden z najbardziej doświadczonych prawników we Francji. Przez ostatnich 12 lat był on wiceprzewodniczącym Rady Państwa, czyli najwyższego sądu administracyjnego, a wcześniej przez 11 lat był sekretarzem generalnym rządu, czyli najwyższym, niepolitycznym urzędnikiem w radzie ministrów.

Rozmawiając z dziennikiem La Croix, Sauvé zwrócił uwagę, że wśród 5 tys. nadesłanych do tej pory zgłoszeń, aż 13 proc. to ludzie, którzy zostali wykorzystani seksualnie już jako osoby pełnoletnie. Zazwyczaj miało to miejsce w trakcie formacji seminaryjnej bądź zakonnej. Osoby rozeznające swoje powołanie okazywały się łatwym łupem dla przestępców, którzy uciekali się do bardzo wyrafinowanych metod. Jedną z nich była perwersyjna interpretacja Pisma Świętego, zwłaszcza Pieśni nad Pieśniami, podsuwanie idei, że prawo i zasady nie odnoszą się do wybranych oraz elit.

Jean-Marc Sauvé zastrzega jednak, że nic nie wskazuje na to, aby wspólnoty jako takie były z zasady bardziej narażone na nadużycia. W całym społeczeństwie, tak również i w Kościele, władza może zostać wynaturzona czy nadużyta. Stąd tak ważny jest właściwy wybór przełożonych, ograniczenie ich władzy oraz długości mandatu, a także systemy wewnętrznej kontroli. Okazuje się ponadto, że w nowych ruchach i wspólnotach zabrakło dziedzictwa doświadczenia, mądrości i roztropności, które zostało nagromadzone w dawnych zakonach. Nie oznacza to jednak, że duchowieństwo diecezjalne czy zakony historyczne zdołały się uchronić przed nadużyciami – dodaje szef niezależnej komisji.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

"Być wiernym i dać świadectwo" - odpust ku czci św. Michała Archanioła w Tyńcu n. Ślezą

2020-09-27 17:18

ks. Łukasz Romańczuk

Kościół w Tyńcu n. Ślęzą

Kościół w Tyńcu n. Ślęzą

Dziś w Tyńcu nad Ślęzą odbył się odpust ku czci św. Michała Archanioła. Była to też dobra okazja, aby promować Tygodnik Katolicki “Niedziela” w tej wspólnocie parafialnej.

Wiele parafii naszej Archidiecezji nosi tytuł św. Michała Archanioła. Zresztą w wielu wspólnotach na zakończenie Eucharystii prosi się o wstawiennictwo i opiekę tego świętego Archanioła. Uroczystości odpustowe mają być także przypomnieniem, jak można naśladować patrona, który przypisany jest danej parafii.

- Przychodzimy dziś, aby przyglądać się św. Michałowi Archaniołowi i zastanowić się, jak możemy go naśladować w drodze do Nieba - mówił na początku Mszy św., ks. Łukasz Romańczuk.

Podczas homilii kaznodzieja zwrócił uwagę na osobę Natanaela, bohatera Ewangelii, czytanej z racji święta św. Archaniołów.

- Natanael poszedł zobaczyć Jezusa za namową Filipa. Nie musiał tego robić, ale zaufał słowu, które usłyszał i poszedł sprawdzić - zaznaczył.

Spotkanie z Jezusem sprawiło, że został on Apostołem Jezusa i w ostatecznej próbie oddał życie za Chrystusa.

- Ale co ma wspólnego Natanael (Apostoł Bartłomiej) z naszym patronem, św. Michałem Archaniołem? - pytał ks. Łukasz.

Porównując te dwie postacie, kaznodzieja zauważył, że jeden jak i drugi swoją postawą przeciwstawił się pysze, okazał wierność oraz dał pewnego rodzaju świadectwo Prawdzie.

Na zakończenie Eucharystii odbyła się procesja z Najświętszym Sakramentem. Podczas Sumy odpustowej śpiewał chór parafialny, który oprócz pieśni ku czci św. Michała Archanioła zaśpiewali m.in. Kyrie z Mszy VIII (De Angelis).

W ramach ogłoszeń parafialnych ks. Łukasz opowiedział o “Niedzieli” zachęcając do lektury prasy katolickiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję