Reklama

Polska

Bp Balcerek: chore idee są równie niebezpieczne jak czołgi

W 80. rocznicę inwazji sowieckiej na Polskę trzeba pamiętać, że chore idee są równie niebezpieczne jak czołgi i działa. Dlatego też św. Jan Paweł II przestrzegał świat przed cywilizacją śmierci, czyli przed rozpowszechnianymi ideami, które są zabójcze dla przyszłości cywilizacji – mówił w Poznaniu bp Grzegorz Balcerek.

Poznański biskup pomocniczy przewodniczył Mszy św. w intencji ofiar sowieckiej agresji na Polskę w kościele ojców franciszkanów. Podczas nabożeństwa modlono się za pomordowanych w Katyniu i innych miejscach kaźni narodu polskiego na Wschodzie.

Bp Balcerek przekonywał w homilii, że źródeł II wojny światowej należy upatrywać ideologiach. „Gdy w XIX w. Fryderyk Nietzsche ogłosił śmierć Boga, narodziny nadczłowieka, krytykował, wręcz potępiał chrześcijaństwo z jego zasadą miłości i przebaczenia. Uznał te zasady za przejaw słabości człowieka, dlatego uważał za konieczne «dla dobra ludzkości» zwalczanie chrześcijaństwa za wszelką cenę”.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej zauważył, że ideologia Marksa i Engelsa dała z kolei początek zbrodniczemu totalitaryzmowi Związku Sowieckiego, i chociaż mówiono o szczęściu robotników i chłopów, sama ideologia stała się śmiertelnym zagrożeniem dla świata.

Reklama

„Dramat tamtych dni został wywołany przez ludzi, którzy chcieli na nowo urządzić świat, nie licząc się z Bożymi zasadami, na których ten świat jest oparty. Doświadczenia II wojny światowej są jak biblijne napomnienia: człowieku, nie jesteś Bogiem, nie jesteś panem tego świata” – podkreślił bp Balcerek.

Odnosząc się do czasów współczesnych poznański biskup pomocniczy określił jako bardzo niebezpieczne kwestionowanie prawa naturalnego i publiczną promocję zachowań sprzecznych z tym prawem.

„Bardzo niepokoić musi nadużywanie oskarżeń o stosowanie «mowy nienawiści» w odniesieniu do słów przypominających Boży porządek rzeczy. Bo czyż można mówić, że Bóg nienawidzi osób rozwiązłych, gdy mówi: nie cudzołóż i nie pożądaj?” – zauważył bp Balcerek.

2019-09-17 15:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Gądecki: „Słowo” biskupów niemieckich przyjmujemy z największym szacunkiem

2020-05-08 20:19

[ TEMATY ]

episkopat

Niemcy

abp Stanisław Gądecki

II wojna światowa

Episkopat.pl

„Słowo” biskupów niemieckich z okazji 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej jest odważnym aktem wyznania współwiny, które my - jako Kościół w Polsce - przyjmujemy z największym szacunkiem” – zaznaczył abp Stanisław Gądecki w komentarzu dla KAI.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podziękował abp. Wiktorowi Skworcowi za jego refleksję na temat niemieckiego dokumentu. Przypomniał słowa metropolity katowickiego, że wspólne wystąpienia i modlitwy z okazji kolejnych rocznic wybuchu II wojny światowej stały się już tradycją oraz, że w ramach tej tradycji obecne „Słowo” jest jednak czymś zupełnie wyjątkowym, pozytywnym i odważnym.

Abp Gądecki podkreślił, że nowością jest to, iż list ten nie jest wspólnym polsko-niemieckim wystąpieniem, czy też polsko-niemiecko-żydowskim, lecz głosem wyłącznie episkopatu niemieckiego, co stanowi o jego oryginalności.

„Słowo biskupów niemieckich jest jednostronnym, wyjątkowo odważnym aktem wyznania win. Odwagę widać szczególnie w tych fragmentach dokumentu, w których niemieccy biskupi mówią jak bardzo Kościół w Niemczech był nieodłączną częścią społeczeństwa czasów wojny i przyznają jak przez to był bardzo uwikłany w wojnę. Najważniejsze jest to, że biskupi przyznają, że ich poprzednicy w jakimś sensie zawiedli”
– powiedział metropolita poznański.

Opierając się tylko na fragmentach „Słowa” już przetłumaczonych, Przewodniczący polskiego Episkopatu zwrócił uwagę na dwa aspekty dokumentu: wyznania win i na to, co w pewnym stopniu usprawiedliwia ich postawę. Jeśli chodzi o tę pierwsza sprawę, przypomniał, że faktycznie większość niemieckich katolików, wiernych i duchownych, udzieliła pełnomocnictwa rządom Hitlera, popierała nazizm albo pozostawała obojętna, a kazania i listy pasterskie zachęcały do posłuszeństwa i do poświęcenia na rzecz reżimu.

Abp Gądecki przyznał, że „Biskupi niemieccy chociaż nie nazywali wojny sprawiedliwą, ale w dużej mierze w ich postawach odzwierciedlał się narodowo-socjalistyczny sposób myślenia. Duszpasterstwo Kościoła: klasztory, szpitale, kapelani służyły wojnie. Nie doszło więc do żadnego otwartego protestu ze strony niemieckiego episkopatu, poza sprzeciwem biskupa Münster, Augusta von Galena przeciwko eutanazji. Wywózki i eksterminacja Żydów, Sinti i Romów nie zostały przez niemieckich biskupów potępione”.

Trzeba jednak pamiętać o tym - podkreślił abp Gądecki - jaki był kontekst tamtych wydarzeń. Nie były to czasy demokracji, gdzie można swobodnie wyrażać swoje opinie. W tym czasie Niemczech w okresie nazistowskim prześladowane były religie i Kościoły oraz duchowni. Przypomniał, że Hitler w trakcie swego marszu po władzę składał publiczne obietnice, iż będzie „chronił chrześcijaństwo jako podstawę naszej całej moralności”, ale prywatnie stwierdził: „Żadne z tych wyznań – katolicyzm czy protestantyzm – nie ma żadnej przyszłości. W każdym razie nie dla Niemców. […] Jest się albo chrześcijaninem albo Niemcem. Nie można być jednym i drugim”.

Abp Gądecki zaznaczył, że ataki na instytucje Kościoła rozpoczęły się jeszcze przed ratyfikacją konkordatu. Partia Centrum została szybko rozwiązana. Duża katolicka organizacja młodzieżowa wkrótce została zdelegalizowana, a katolicka prasa ocenzurowana. Kapłani bywali nękani i często wtrącano ich do więzień. Szykany były na porządku dziennym. W czasach nazizmu aresztowano księży, zakonnice i zakonników, zamykano katolickie szkoły, rozwiązywano chrześcijańskie organizacje młodzieżowe i zawłaszczano mienie kościelne. Katolickich księży przedstawiano jako reakcjonistów i systematycznie represjonowano, a wielu niemieckich księży przebywało w obozie koncentracyjnym w Dachau. W marcu 1938 r. Hitler deklarował: „Faszyzm może w imię Boże zawierać pokój z Kościołem. Uczynię to, dlaczego by nie? Ale to mnie nie powstrzyma, żeby gruntownie do końca, ze swoimi korzeniami i etapami wytępić chrześcijaństwo w Niemczech”. 11 sierpnia 1942 r. podczas publicznego wystąpienia Hitler powiedział: „Zadaniem klech jest zniszczenie władzy Rzeszy…[…] Ale ja pokażę tym elementom całą potęgę kraju! Gdybym ich dzisiaj uważał za niebezpiecznych, od razu kazałbym wszystkich rozstrzelać”.

- Nie można nie pamiętać o tym, że naród niemiecki został zręcznie oszukany - dodał przewodniczący Episkopatu. Przykładem tego jest niemiecka wersja encykliki Summi pontificatus, w której słowo współczucie papieża dla Polski zastąpiono słowem dla Niemców. Kard Mundelain - dnia 8 maja 1937 – w bardzo ostry sposób stwierdził, że 66 milionom Niemców, pod ich nieuwagę, wycięto mózg.

- Należy zdawać sobie sprawę z tego, że znacznie poważniejsza współodpowiedzialność za to, co się stało ponoszą rządy aliantów, które najpierw paktowały z Hitlerem i w znaczącym stopniu przyczyniły się do jego umocnienia. Przykładem tego było spotkanie na tajnej konferencji na Bermudach (18 grudnia 1942), gdzie oba rządy brytyjski i amerykański postanowiły nic nie robić w obronie Żydów. Alianci ponoszą też w jakimś stopniu odpowiedzialność za pozostawienie w spokoju obozów zagłady - podkreślił abp Gądecki.

Postawa Piusa XII - zaznaczył - dowiodła również tego, że więcej dobra można uczynić pomagając ofiarom, aniżeli wyrażając swój sprzeciw, którego jedynym skutkiem byłoby pomnożenie prześladowań. Papież mówił: „Być może mój sprzeciw przyczyniłby mi chwały pośród ludzi, ale biednym Żydom przysporzyłby jeszcze większej udręki niż ta, której już doświadczają”. Aby nie wywoływać większego zła papież Pius XII wolał skupiać się na udzielaniu konkretnej pomocy prześladowanym i w tym celu unikał otwartego wspominania w publicznych wystąpieniach o deportacji tysięcy katolickich księży, których spotkała śmierć w obozach zagłady.

Kluczowym stwierdzeniem tekstu „Słowa” - jak podkreśla abp Gądecki - jest przyznanie się do „współwiny” biskupów tamtego czasu. Stosunkowo łatwo jest osądzać nieżyjących. Dokument ten – na ile mi wiadomo - został przyjęty z mieszanymi uczuciami (ale głównie milczeniem), za sprawą takich sformułowań jak „Kościół katolicki w Niemczech był częścią społeczeństwa wojennego”, co ma taki wydźwięk, jakoby był częścią społeczeństwa zbrodniczego. Dokument ten został ostro skrytykowany przez kard. Waltera Brandmüllera z Watykanu, emerytowanego przewodniczącego Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, w tekście dla gazety Die Tagespost: „Teraz, po raz kolejny zaczynamy zajmować się przeszłością w świetle aktualnej poprawności politycznej”. I dalej pisze kardynał, że historycy powinni uważać, aby nie postępować jak kaci przeszłości.

Abp Gądecki, odwołując się do Katechizmu Kościoła Katolickiego przyznał, że jak przy każdej ocenie czynu moralnego należałoby bardziej zwrócić uwagę na okoliczności. „Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe" (KKK, 1754).

- Zdaje się, że przy tego rodzaju sformułowaniach należałoby też zwrócić uwagę na to, jaki wpływ na stopień winy może mieć przymus fizyczny i moralny? Przymus fizyczny polega na tym, że stosuje się wobec kogoś bezwzględną przemoc, np. zamyka się w więzieniu itp. Zmuszony fizycznie do jakiegoś działania człowiek nie ponosi winy, jeśli w swoim wnętrzu potępia i odrzuca wymuszone na nim złe działanie. Przymus moralny polega na stosowaniu gróźb, zastraszaniu, szantażowaniu itp., czyli środków wywołujących uczucie strachu. Pojawiający się wskutek przymusu moralnego strach w jakiejś mierze zmniejsza winę, a czasami zupełnie ją usuwa. I tak np. ktoś grozi matce, że zabije jej dziecko, jeśli nie powie, gdzie ukrywa się zbiegły z obozu, niewinnie oskarżony więzień - podkreślił w rozmowie z KAI metropolita poznański.

Arcybiskup przypomniał książkę pt. „Problem winy” wybitnego filozofa niemieckiego Karla Jaspersa, który wskazał w niej na cztery kategorie winy. Wina wynikająca ze zbrodni wojennych, za które odpowiedzialni są przywódcy reżimu nazistowskiego. Następnie wina polityczna, czyli współodpowiedzialność narodu niemieckiego za wybraną przez siebie władzę. Wina moralna polegająca na tym, że ludzie utożsamiali się z państwem hitlerowskim nie bacząc na całe zło, które charakteryzowało nazistowski reżim. I wreszcie wina metafizyczna, która polega na uchybieniu bezwzględnej solidarności z drugim człowiekiem jako takim.

Abp Gądecki zaznaczył, że „Słowo” biskupów niemieckich zawiera też ważne ostrzeżenia na dziś. Przypomniał, że przez 12 lat istnienia III Rzeszy Niemcy podejmowały działania, które można powtórzyć w każdym epoce, także w naszych czasach. Między totalitarnym rządem a Kościołem toczyła się prawdziwa walka o dusze obywateli. Można to łatwo prześledzić to na przykładzie losów niemieckiej szkoły tamtego czasu. W 1935 r. zlikwidowano obowiązek modlitwy w szkołach a 3 lata później zabroniono w szkołach śpiewania kolęd i organizacji jasełek.

- Zdumiewające, iż te nazistowskie tendencje zaczynają pojawiać się dzisiaj na w naszej ojczyźnie - podkreśłił arcybiskup. Wyjaśnił, że w czasie wojny w Niemczech nie można było używać nazwy „Boże Narodzenie”, co też dziś widać na przykładzie kartek świątecznych, gdzie również nie ma mowy o Bożym narodzeniu. Nie można było w szkole grać jasełek. Ponadto w okresie nazistowskim stopniowo usuwano krzyże z niemieckich szkół i szpitali. Od 1941 r. zaprzestano nauki religii w szkołach dla uczniów, którzy ukończyli 14 lat. Dla starszych roczników odbywały się zajęcia z nazistowskiego światopoglądu. To oddaje klimat, w jakim poruszali się niemieccy biskupi tamtego czasu.

Arcybiskup zwrócił uwagę na to, że czym innym jest odpowiedzialność polityka za swoje czyny, a czym innym jest odpowiedzialność biskupa. „O ile odpowiedzialność polityczna nie zakłada konieczności oddania życia w razie konfliktu sumienia, to odpowiedzialność biskupa na pewno tak” - zaznaczył. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,11).

Przewodniczący KEP zaznaczył, że i dzisiaj jest to ostrzeżenie dla biskupów, aby protestowali zawczasu przeciwko usuwaniu Ewangelii i Prawa Bożego z przestrzeni publicznej, pamiętając, jakie pociąga to za sobą konsekwencje oraz że potem może być już za późno.

- My biskupi jesteśmy po to, aby strzec ludu Bożego przed wszelką ideologią – tj. przed wszelką zawężoną prawdą, która podaje się za prawdę całkowitą - i ku temu powinny zmierzać nasze wysiłki nawet za cenę męczeństwa. Pozytywną częścią naszego posłannictwa jest nieustanna ewangelizacja i troska o pokój – podkreślił metropolita poznański w komentarzu dla KAI.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: Kard. Wyszyński zasługuje na wielką, a nie kameralną beatyfikację

2020-05-27 13:26

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

beatyfikacja

kard. Kazimierz Nycz

www.prymaswyszyński.pl

kard. Stefan Wyszyński

- Rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata - przyznaje w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz. Wyjaśnia, że będzie to dodatkowy czas na poznawanie spuścizny Prymasa, który doskonale wykorzystał okres swego odosobnienia. Z okazji przypadającej jutro 39. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia, przypominamy fragmenty rozmowy z kard. Nyczem, przeprowadzonej przed kilkoma tygodniami.

Tomasz Królak (KAI): Niedziela, 7 czerwca, nie będzie wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy...

Kard. Kazimierz Nycz: To prawda. Beatyfikacja Prymasa Polski na Placu Piłsudskiego miała być wielkim dziękczynieniem za życie i dzieło Stefana Wyszyńskiego. Przygotowania, jakie podjęliśmy pół roku temu szły pełną parą. Pandemia pokrzyżowała plany. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Staraliśmy się czekać jak najdłużej, z nadzieją, że duża uroczystość, godna Wyszyńskiego będzie możliwa, ale nie można było dłużej czekać. Światło w tunelu było bardzo słabo widoczne, stąd - po zaakceptowaniu tej decyzji przez Stolicę Apostolską - ogłosiłem bezterminowe zawieszenie tego wydarzenia. A kiedy będzie ono możliwe do zorganizowania, tego po prostu dziś nie wiemy.

Przyznam, że rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata bo, po prostu, "zasługuje" na to sam Błogosławiony. Beatyfikacja odbędzie się zgodnie z pierwotnym zamysłem, a więc na Placu Piłsudskiego.

KAI: Wydarzenie zostało zawieszone, ale duchowe przygotowania mogą iść swoim torem. Jak dobrze wykorzystać ten dodatkowy, nieoczekiwany i nie wiadomo jak długi czas?

- Wierzymy, że Bóg kieruje wszystkim a zatem i w to, że rzeczywiście jest to dodatkowy, dany nam, czas. Chciałbym, żeby to przygotowanie, przez poznawanie postaci Wyszyńskiego, jego życia i dzieła trwało nadal. Żeby nie ustawały w tym także media, którym dziękuję za dotychczasową pracę, i żeby trwały modlitwy o godną beatyfikację. Zawieszamy jedynie techniczne przygotowania do tego wydarzenia. Współpraca państwa, miasta i Kościoła, w tym kościelnego Komitetu, była wzorowa i mam nadzieję, że taką pozostanie. Kiedy tylko będzie to możliwe, wszystkie działania zostaną wznowione. W tej nowej sytuacji uroczystość beatyfikacyjna będzie także dziękczynieniem za ustanie pandemii.

KAI: Proces poznawania Wyszyńskiego wydłuży się także w przypadku Księdza Kardynała. Co nowego Ksiądz w nim odkrywa?

- Im głębiej wchodzi się w zagadnienia, którymi żył Prymas Wyszyński, a także w jego biografię, w to co mówił i pisał i w to, co stanowi istotę świętości czyli heroiczność cnót - tym częściej odkrywam jakieś nowe pola. Pokazują nam one, że Prymas nie miał łatwego życia, często miał "pod górkę", i to zarówno przed uwięzieniem, w trakcie jak i w późniejszych latach. Przecież właściwie całe życie prowadził Kościół w realiach komunistycznych. Umiejętność poruszania się po tej glebie była prawdziwą sztuką, w której wiele razy wykazywał się niezwykłą roztropnością.

Był otwarty na dialog, na rozmowę. Niektórzy mieli mu to nawet za złe, uważając, że jest aż za bardzo otwarty. Nie da się tego oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Myślę, że trzeba to konfrontować i poznawać w perspektywie tamtych czasów, i z taką znajomością spraw, jaką on wówczas dysponował. Ponadto, jego wiedzy nie mieli często jego współpracownicy, nawet biskupi. Nie wszystkim bowiem mógł się do końca podzielić. Wiele jego decyzji było decyzjami z jednej strony odważnymi, a z drugiej bardzo dla niego trudnymi.

Według mnie do odkrywania pozostają jego wielkie, chciałoby się powiedzieć: strategiczne zamiary duszpasterskie, zrodzone w jego sercu i umyśle podczas uwięzienia. On tego czasu nie zmarnował, w żadnym stopniu. Tam się narodziła idea Wielkiej Nowenny, którą rozpoczął niedługo po wyjściu z internowania, w 1957 r.; tam powstał pomysł przygotowania i przeżycia Millenium; tam się narodziła idea Ślubów Jasnogórskich podjętych na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Później były one wykorzystywane przez cały czas jego prymasostwa i pozostają, w zmodyfikowanej formie, używane do dzisiaj. A więc tam, w warunkach uwięzienia, narodziły się wielkie pomysły duszpasterskie. Prymas nie działał w perspektywie półrocznej czy na rok do przodu. To były programy obejmujące perspektywę lat kilkunastu.

KAI: To może i ten obecny czas, jaki przezywa Kościół w Polsce, czas fizycznego "odizolowania" duchownych, w tym biskupów, od wiernych, powinien zaowocować jakimś programem? Bo może ten czas umożliwia zobaczenie czegoś, czego na co dzień Kościół nie dostrzegał lub z czego nie zdawał sobie sprawy?

- Cóż, ta analogia jest bardzo nośna. Zresztą, ten dodatkowy czas zyskały też rodziny, społeczności lokalne, itd. ale też, owszem Kościół czy parafie. Uwięziony Prymas opracował pomysły wielkie i wspaniałe. Myślę, że Kościół w Polsce też staje dziś przed takim wyzwaniem. Już bowiem widzimy - i to nie tylko w Kościele - że wiele dziedzin życia ludzkiego w świecie, nie tylko polityka czy gospodarka, ale takich zwykłych, ludzkich, po ustaniu pandemii będzie wyglądało inaczej. Słyszę na przykład, że w ciągu tych dwóch miesięcy ludzie robią habilitacje, zdalnie, siedząc w swoich domach, realizują też inne przewody naukowe i szereg innych prac online. Jestem przekonany, że to się "przesunie" na czas po pandemii, to znaczy zadziała w nowy sposób w naszym życiu.

Sądzę, że to zjawisko odnosi się także do Kościoła. Media umożliwiły ludziom wspólną modlitwę i zaoferowały "wirtualne" kontakt z sacrum. To, co media mogą robią w tym czasie dla życia duchowego, dla głoszenia słowa Bożego, może być nowym sposobem obecności Kościoła w mediach i nowym sposobem komunikowania się. Ważne przy tym, żeby dotyczył on wszystkich wymiarów misji Kościoła. Chodzi więc o głoszenie Słowa, o przeżywanie liturgii (przy czym tu potrzebna jest daleko posunięta ostrożność, żeby się to nie "spodobało" jako wystarczająca forma uczestnictwa w Mszy św.) oraz o szeroko rozumianą posługę miłości. Mam na myśli pracę charytatywną Kościoła, która w tej chwili bardzo intensywnie się sprawdza, weryfikując na ile jesteśmy zdolni żyć konkretną, prawdziwą, codzienną miłością bliźniego; na ile są w naszych parafiach wydolne i wydajne zespoły charytatywne, wokół których pracują wolontariusze. Teraz bowiem trzeba po prostu iść do samotnych, chorych, potrzebujących i dowiedzieć się, jakiego wsparcia najbardziej oczekują.

Na terenie Warszawy działa duża grupa katolików świeckich, którzy w ramach tzw. Wspólnot Pomocy wspierają poszczególne parafie dostarczając im know-how na rzecz sprawnego systemu obejmującego najbardziej potrzebujących. To nie są proste rzeczy i wymagają konkretnej wiedzy. Choćby dlatego, że ludzie potrzebujący pomocy często przeżywają różne obawy, na przykład o to, czy pod pozorem wsparcia nie zostaną okradzeni. W naszej diecezji już kilkanaście parafii włączonych jest w taki system pomocy, zaś inicjatorzy starają się uruchomić podobne rozwiązania w kolejnych diecezjach, sam je tam rekomendowałem.

KAI: Odosobnienie stawia w nowej sytuacji i duchownych i świeckich...

- Przed wszystkimi stanęły nowe wyzwania. Oby to odosobnienie trwało jak najkrócej. Ludzie przeżywają różnego rodzaju obawy, więc Kościół, jeszcze bardziej niż dotąd musi być oparciem w ich egzystencjalnych pytaniach i problemach. U podstaw tych wszystkich niepokojów, co sygnalizują dziś psychiatrzy i psychologowie, leży lęk przed śmiercią. My go czasem tłumimy czy spychamy na dalszy plan, a w takich właśnie momentach kryzysu, ten lęk daje o sobie znać.

KAI: Okazuje się, że jednak umrzemy?

- Niby to wiemy, powtarzamy: wierzę w zmartwychwstanie i w życie wieczne, ale kiedy śmierć zajrzy w oczy lub się jakoś "przybliży", i to nie tylko do ludzi starych ale i młodych przecież, to reagujemy lękiem czy wręcz strachem.

KAI: W kościołach były tłumy - dziś garstka. Może dojdzie do przestawienia optyk: wierni zatęsknią za sakramentami, a księża uświadomią sobie, że mają przed sobą nie tłum ale zbiór jednostek?

- Tak, i to że każdy człowiek się liczy. Myślę, że ważne jest by wzajemnie traktować się w Kościele personalistycznie w znaczeniu: nie anonimowo. Chciałbym, żeby to pozostało jako jeden z owoców obecnego stanu odosobnienia.

Ja też mocno przeżywam obecną sytuację. Kiedy odprawiam Mszę św. mając przed sobą kilka osób, to cisną mi się na usta słowa: dziękuję, że tu jesteście. I to nie tylko za to, że jesteście jako reprezentanci całej wspólnoty, która normalnie na tej Mszy św. bywała, ale że jesteście wy - jako wy.

I chciałbym aby już z nami - biskupami i świeckimi - pozostało takie właśnie, wzajemne traktowanie: bardziej życzliwe, przyjazne, otwarte. Sądzę, że wszyscy taką potrzebę sobie uświadomiliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba się cieszyć z tego, że są ludzie w kościele, że możemy spotkać się z nimi także po Mszy św., wychodząc przed kościół żeby porozmawiać. Gdyby takie postawy utrwaliły bardziej w naszym życiu, to byłoby coś bardzo pięknego.

Rozmawiał Tomasz Królak

CZYTAJ DALEJ

Premier: dziękuję prezydentowi Andrzejowi Dudzie za dyskusje z przywódcami europejskimi (krótka6)

2020-05-27 18:20

[ TEMATY ]

premier

www.premier.gov.pl

Dziękuję prezydentowi Andrzejowi Dudzie za jego dyskusje z przywódcami europejskimi. To nasze wspólne dzieło i wspólne negocjacje doprowadziły do tego, że możemy traktować propozycje Komisji Europejskiej jako dobry punkt startu do końcówki negocjacyjnej - powiedział premier Mateusz Morawiecki.

Premier w środę mówił, że na Radzie Europejskiej i podczas bilateralnych spotkań dyskutowano o takich rozwiązaniach, jak wprowadzenie podatku od międzynarodowych, wielkich korporacji.

"Nie muszę nikomu tłumaczyć, kto posiada te wielkie, międzynarodowe korporacje - przede wszystkim Chiny czy Stany Zjednoczone, ale także inne kraje pozaeuropejskie. A więc Europa mogłaby w ten sposób finansować część swojego rozwoju tymi pozaeuropejskimi środkami de facto i to byłby bardzo duży uzysk" - powiedział Morawiecki.

Premier podkreślał też rolę Grupy Wyszehradzkiej m.in. w kontekście polityki spójności.

"We wspólnych naszych działaniach uzgodniliśmy twardą, jednolitą linię i taką linię prezentujemy na wszystkich spotkaniach Rady Europejskiej. I to okazało się dobrą strategią, ponieważ dzisiaj już widzimy, że na politykę spójności może być przeznaczona z Funduszu Odbudowy znacząca, wielomiliardowa dodatkowa kwota nawet powyżej 50 mld, a więc znakomita lokata na przyszłość" - ocenił.

Premier dziękował prezydentowi Andrzejowi Dudzie za jego dyskusje z przywódcami europejskimi.

"To nasze wspólne dzieło i wspólne negocjacje doprowadziły do tego, że dzisiaj możemy traktować te propozycje Komisji Europejskiej jako dobry punkt startu do tej końcówki negocjacyjnej, która będzie miała miejsce albo w najbliższych dwóch, trzech miesiącach, a myślę, że najpóźniej do końca tego roku i Polska na pewno wyjdzie z tej rozgrywki bardzo zwycięsko. Ale myślę, że będzie to zwycięstwo na zasadzie win-win, na zasadzie wygrany-wygrany. Zwycięstwo Polski to zwycięstwo Europy, a zwycięstwo Europy to także nowoczesna Polska" - podkreślił szef rządu.(PAP)

autorka: Olga Zakolska

ozk/ godl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję