Reklama

Polska

Gorzów Wlkp.: obchody 34. rocznicy śmierci bp. Wilhelma Pluty, kandydata na ołtarze

Modlitwa o beatyfikację przy grobie sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty w gorzowskiej katedrze, a później montaż słowno-muzyczny i Msza św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Lityńskiego w kościele pw. Pierwszych Męczenników Polski – tak wyglądał program diecezjalnych obchodów 34. rocznicy tragicznej śmierci bp. Wilhelma Pluty.

[ TEMATY ]

biskup

rocznica

Archiwum Aspektów

Bp Wilhelm Pluta w ostatnich latach życia

Mszę św. koncelebrował bp. Adam Dyczkowski, bp. Stefan Regmunt i bp. Paweł Socha wraz z licznie zgromadzonymi kapłanami z całej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. We wspólnej modlitwie wzięli udział nie tylko gorzowianie. Co roku na uroczystości przyjeżdża rodzina bp. Wilhelma Pluty.

Bp Tadeusz Lityński przypomina o niezwykłym zadaniu bp Pluty, którym było zjednoczenie mieszkańców ziem zachodnich. – On tutaj przyszedł z tym zawołaniem „Ut unum sint” (Aby wszyscy byli jedno). Ludzie przyjechali tu przecież z różnych stron Polski, a nawet świata i tutaj znaleźli swój dom. Ale to wszystko działo się w atmosferze zimnowojennej. Potrzebna była stabilizacja i działania integrujące ludzi. Myślę, że tę rolę bp Wilhelm Pluta spełniał bardzo dobrze i ofiarnie będąc ciągle w drodze i ciągle z posługą – zauważa bp Tadeusz Lityński.

Rocznica śmierci to okazja do modlitwy o beatyfikację, ale też wdzięczności. – Pięknie to wyraził w 1997 r. w Gorzowie Wlkp. św. Jan Paweł II mówiąc: „Biskupie Wilhelmie, dziękuję ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła na tych ziemiach. Za twój trud, odwagę i mądrość, za twoją wielką pobożność. Dziękuję ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła w naszej Ojczyźnie” – przypomniał bp Lityński.

Reklama

Kazanie w czasie Mszy św. wygłosił rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu. – Jeden z parafian tak wspomina bp. Wilhelma Plutę: "W jego obecności każdy stawał się lepszym". I to są słowa, które chyba najlepiej oddają sens pójścia za Jezusem – mówił ks. Dariusz Mazurkiewicz.

– Może dopiero wtedy jak będziemy mieli do Pana Boga takie zaufanie, jak miał bp Wilhelm, jak miał Prymas Wyszyński, to może wtedy dopiero na nowo nasze seminarium będzie zapełniało się kandydatami do kapłaństwa. Może dopiero wtedy ludzie będą mieli odwagę powiedzieć sobie „Tak” na całe życie. Może dopiero wtedy zaczniemy naszą codzienność i nasze powołanie traktować bardzo poważnie – dodał.

Sługa Boży bp Wilhelm Pluta urodził się 9 stycznia 1910 r. w Kochłowicach k. Katowic. W 1934 r. otrzymał święcenia kapłańskie i podjął pracę duszpasterską, najpierw jako wikariusz, a następnie jako proboszcz. Równolegle kontynuował studia, które uwieńczył w 1947 r. obroną pracy doktorskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. 4 lipca 1958 r. został mianowany biskupem dla ordynariatu gorzowskiego. Po utworzeniu w 1972 r. przez papieża Pawła VI diecezji gorzowskiej został jej pierwszym biskupem i wyróżniał się wielką gorliwością.

Reklama

Bp Pluta poniósł śmierć 22 stycznia 1986 r. w wypadku samochodowym w Przetocznicy k. Krosna Odrzańskiego. Diecezjalny etap jego procesu beatyfikacyjnego zakończył się 9 września 2015 r., a obecnie sprawa jest rozpatrywana przez watykańską Kongregację Spraw Kanonizacyjnych.

2020-01-27 10:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup nominat Krzysztof Chudzio: nieposłuszeństwo Kościołowi to zawsze droga donikąd

2020-04-03 15:20

[ TEMATY ]

biskup

Episkopat

– W mojej niegodności Pan Bóg sobie ze mną poradzi. Chcę być posłuszny Kościołowi. Nieposłuszeństwo wobec Kościoła, to zawsze droga donikąd – podkreślił biskup nominat Krzysztof Chudzio, który dziś – zgodnie z wolą papieża Franciszka – został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji przemyskiej.

Ogłoszenie komunikatu Nuncjatury Apostolskiej w Polsce miało miejsce w wąskim gronie w kaplicy domu biskupiego w Przemyślu. – Ksiądz Krzysztof potrzebuje modlitwy, jak każdy z nas. Tę modlitwę obiecujemy i życzymy, aby Jezus Miłosierny wspierał swoją łaską – powiedział abp Adam Szal. Na pamiątkę metropolita przemyski przekazał nominatowi obraz Jezusa Miłosiernego.

Ks. Krzysztof Chudzio przyznał, że bardzo przeżywa tę chwilę, ponieważ nigdy mu nie przyszło na myśl, aby pełnić „tak wielki urząd”. – Ale jeśli taka jest wola Boża, to myślę, że w tej niegodności Pan Bóg sobie ze mną poradzi. Chcę być posłuszny Kościołowi. Sam się o tym przekonałem i też klerykom starałem się przekazywać, że nieposłuszeństwo wobec Kościoła, to zawsze droga donikąd – podkreślił.

Ks. Chudzio powiedział, że wolę Ojca Świętego poznał w bliskości uroczystości Zwiastowania Pańskiego, co odczytał z jednej strony jako wiadomość, która go przerasta, ale i jako natchnienie, żeby naśladować Maryję: „Nie ja to zrobię, ale niech mi się stanie”.

– Chcę być posłuszny Ojcu Świętemu, zwłaszcza, że utkwił mi w pamięci obraz Ojca Świętego Franciszka samotnego na modlitwie na Placu św. Piotra, zatroskanego o świat. Pomyślałem wtedy, że nie można nie odpowiadać pozytywnie. Ufam, że Pan Bóg wspomoże mnie w tym działaniu – dodał.

Biskup nominat zapewnił o swoim posłuszeństwie wobec arcybiskupa i chęci autentycznej pomocy.

Ks. Chudzio nie krył radości z tego, że znów będzie współpracował z innym biskupem pomocniczym Stanisławem Jamrozkiem, z którym się przyjaźni i których drogi często się krzyżowały. – Jakoś tak Pan Bóg chyba kierował, że i w seminarium jako klerycy pełniliśmy jeden urząd, potem także razem pełniliśmy zadanie ojca duchownego w seminarium. No a kiedy ksiądz biskup Stanisław otrzymał konsekrację biskupią, pomyślałem, że już się nie spotkamy na jednej placówce, ale wyroki Boże są nie do ogarnięcia – powiedział. – Z wielką pokorą patrzę w kierunku księdza arcybiskupa Józefa, któremu z wdzięcznością zawsze pamiętam o tym ojcowskim przyjęciu mnie po powrocie z Ukrainy – dodał.

Ks. Krzysztof Chudzio urodził się 25 czerwca 1963 r. w Przemyślu. Pochodzi z parafii pw. Najświętszej Maryi Panny w Buszkowicach koło Przemyśla. Święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1988 r. Rok po święceniach wyjechał na teren dzisiejszej Ukrainy. W latach 1989 –1991 pracował głównie w Szarogrodzie, a później do 2005 r. w diecezji kamieniecko-podolskiej pomagał bp. Janowi Olszańskiemu, pełniąc m.in. funkcję sekretarza biskupa, kanclerza kurii i wikariusza generalnego.

Po powrocie do Polski w roku 2005 został dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego w Przemyślu. W latach 2006 – 2015 był ojcem duchownym w seminarium duchownym w Przemyślu i wykładowcą teologii. Od 2015 r. jest proboszczem parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Jasienicy Rosielnej i wicedziekanem dekanatu Domaradz.

Data święceń biskupich zostanie ustalona w późniejszym czasie.

CZYTAJ DALEJ

Włochy: epidemia, która trwa ponad 40 lat…

2020-03-26 13:02

[ TEMATY ]

epidemia

koronawirus

PAP

Świat zamierał z przerażenia, gdy słyszał, że w ciągu jednej doby z powodu COVID-19 zmarło ponad 600 osób. Gdy każdego dnia, od ponad 40 lat we Włoszech zabija się kilkaset dzieci w łonach matek, wszyscy śpią spokojnie…

Od ponad miesiąca świat z niepokojem patrzy na Włochy dotknięte epidemią COVID-19.Okazuje się jednak, że mimo tak kryzysowej sytuacji, w której naturalnie zmienia się sposób myślenia o wartości ludzkiego życia a kolejne zgony wprowadzają niepokój o życie własne i najbliższych, Włosi wciąć nie podejmują refleksji o trawiącej ich od dziesięcioleci epidemii… Można by rzec, że do jednej plagi dodają drugą, wykonywaną „na życzenie”…

Aborcja - pilny przypadek...


Obowiązujące obecnie we włoskich szpitalach restrykcje, mające na celu ograniczenie kontaktów i udostępnianie miejsc najbardziej dziś potrzebującym, nie dotyczą jednak „przypadków pilnych”. Do takich, obok poważnych obrażeń, problemów sercowych, konieczności wykonania przeszczepu oraz innych sytuacji klinicznych związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, zalicza się także wykonywanie aborcji. A zatem, odraczane są zabiegi pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi, okulistycznymi, nawet pacjentów onkologicznych, jeśli zabieg można przełożyć bez ryzyka dla chorego. Ale kiedy chodzi o zabijanie dziecka w łonie matki, to jest to już „przypadek pilny”.

Jak słusznie podkreśla autorka jednego z włoskich portali, pośpiech wywodzi się w tym przypadku nie z niebezpieczeństwa o życie, ale raczej z woli śmierci, tzn. woli uniknięcia narodzin dziecka za wszelką cenę i na wszystkie sposoby. Okropny wyrok śmierci wobec niewinnego bez obrony…

Walka o miejsca i personel w walce z COVID-19 w tej sytuacji już nie obowiązuje… Czyli na jednym łóżku umiera kolejna osoba na koronawirusa, której nikt nie udziela pomocy, bo trzeba zająć się zabójstwem kolejnego człowieka… Chorzy nie są leczeni, ale zabijanie maleńkich dzieci nadal się dokonuje! W wyniku aborcji 500 dzieci dziennie, czyli 22 dzieci na godzinę traci we Włoszech życie.

Prezes Stowarzyszenia “Ora et Labora in Difesa della Vita” podkreśla, że wiele szpitali znajduje się pod ogromną presją, przede wszystkim w Lombardii w innych regionach północy, gdzie skoncentrowana jest największa liczba zakażeń COVID-19. Poszukiwane są nowe źródła finansowania a wystarczyłoby, aby pieniądze przeznaczone na aborcje (każdy region płaci za każdą aborcję nawet do 5 tys. euro!) skierować na obecne ogromne potrzeby związane z zarządzaniem kryzysowym. Podobnie także cały personel zatrudniony do przeprowadzania tych zbrodni, które wołają o pomstę do Boga i do przyszłych pokoleń, mógłby służyć jako pomoc w powstrzymaniu epidemii.

Domowa aborcja na życzenie?

„Na pomoc” w tej sytuacji spieszą panie ze Stowarzyszenia AMICA (Associazione Medici Italiani Contraccezione e Aborto), powstałego w 2015 r. w celu zapewnienie wszystkim kobietom dostępu i wolności wyboru w zakresie różnych możliwych technik aborcji. Związani z tą organizacją ginekolodzy Anna Pompili i Mirella Parachini w liście zamieszczonym na portalu „Quotidiano Sanità” zauważyły, że to bardzo nieekonomiczne w obecnej sytuacji, aby dokonywać aborcji w szpitalach, zamiast zlecać aborcję farmakologiczną. Autorki listu są oburzone niemożliwością bądź zablokowaniem możliwości dostępu do procedury aborcji farmakologicznej w Lodi w Lombardii, gdzie praktykowane jest prawie wyłącznie chirurgiczne przerywanie ciąży. Domowa aborcja farmakologiczna jest przecież bezpieczna, wymaga mniejszej liczby kontroli, co jest zaletą nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale także z punktu widzenia możliwości zarażenia się COVID-19 czy innymi.

Wzywają zatem do rozsądku: nieuzasadniona hospitalizacja zdrowych ludzi to marnotrawstwo zasobów gospodarczych, zajęcie łóżek odbieranych tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Ta wybitna troska o życie i bezpieczeństwo człowieka wyrażana przez osoby, które dążą do ułatwienia procedur zabójstwa człowieka razi chyba każdego…

Panie ubolewają, że ta „trudna i złożona sytuacja” [tzn. poczęte dziecko – przyp. MZ] wciąż jeszcze napotyka się z antynaukowymi uprzedzeniami, ideologią, która czyni ludzi tak ślepymi i nierozsądnymi, prowadząc do wyborów mających na celu pokazanie, że we Włoszech kobiety muszą się dobrze zastanowić przed aborcją.

Alerty bezpieczeństwa, wyjątkowe środki ostrożności, ogłaszanie stanów epidemiologicznych, wzywanie do zachowania kwarantanny, szacowanie strat gospodarczych… Świat a wraz z nim także nasze „małe światy” w przeciągu kilku dni wirus postawił na głowie… Odebrał życie ludziom, których śmierć jest dramatem dla wielu rodzin, zaskoczonych nagłą utratą bliskiej, kochanej osoby.

Gdy każdego dnia setki dzieci pozbawia się życia „zgodnie z prawem” i politycznie poprawną wolnością, każdy idzie spać spokojnie, nie myśląc o tym, że wciąż dokonuje się plaga niszczenia ludzkości i cywilizacji, która w zatrważającym tempie pozostawia ślady okrutnej śmierci na obliczu naszego świata… W obliczu koronawirusa władze państw działają błyskawicznie. Kiedy politycy równie sprawnie wezmą się za ratowanie abortowanych dzieci?

CZYTAJ DALEJ

Dziś Niedziela Palmowa – początek Wielkiego Tygodnia

2020-04-05 07:38

[ TEMATY ]

Niedziela Palmowa

Bożena Sztajner/Niedziela

Dziś, w Niedzielę Palmową, w Kościele katolickim rozpoczyna się Wielki Tydzień. Od 1986 r. w Niedzielę Palmową obchodzony jest Światowy Dzień Młodzieży - w tym roku już po raz 35., tym razem pod hasłem „Młodzieńcze, tobie mówię wstań” (por. Łk 7, 14). Tegoroczne obchody, z powodu pandemii koronawirusa, zostały w wielu diecezjach świata przełożone lub odwołane. Wiele wspólnot zaprasza jednak do świętowania internetowego.

Liturgia tego dnia jest pamiątką uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy pięć dni przed Jego ukrzyżowaniem. Jak podają Ewangeliści, zgromadzone wówczas tłumy rzucały na drogę płaszcze, gałązki oliwne i palmowe wołając: "Hosanna Synowi Dawida: błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie".

Liturgia Niedzieli Palmowej jest rozpięta między dwoma momentami: radosną procesją z palmami oraz czytaniem- jako Ewangelii - Męki Pańskiej, zwykle z podziałem na role, według jednego z 3 Ewangelistów: Mateusza, Marka lub Łukasza (Mękę Pańską wg św. Jana czyta się podczas liturgii Wielkiego Piątku). W ten sposób Kościół podkreśla, że triumf Chrystusa i Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie związane.

W Niedzielę Palmową obowiązuje czerwony kolor szat liturgicznych. Mimo to uroczystość ma wymowę radosną, gdyż rozpoczyna ciąg wydarzeń, przez które dokonało się zbawienie świata. Chrześcijańskie tajemnice wiary przenikają się wzajemnie - chwała i radość tworzą nierozdzielną całość z cierpieniem; w męce zapowiedziane jest zmartwychwstanie i zbawienie.

Udział w liturgii Niedzieli Palmowej oznacza zgodę na krzyż, cierpienie z Chrystusem oraz na taką, a nie inną drogę życia. W niektórych parafiach asysta liturgiczna wychodzi na zewnątrz kościoła, a potem procesjonalnie podchodzi do zamkniętych drzwi świątyni, w które następnie kapłan trzykrotnie uderza krzyżem, ukazując w symboliczny sposób, że krzyż otwiera drogę do nieba.

Podczas tego obrzędu śpiewa się antyfonę: "Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały". Zaraz przy wejściu do kościoła czytana jest Ewangelia o tryumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy, a następnie kapłan święci palmy. Później zostają one spalone a popiołem posypuje się głowy wiernych we Środę Popielcową następnego roku.

Początki świętowania liturgii Niedzieli Paschalnej odnajdujemy w Jerozolimie w IV wieku. W tamtych czasach starano się jak najdokładniej odtwarzać sceny z życia Jezusa. Z upływem lat procesje zostały udramatyzowane - w Egipcie na czele niesiono krzyż, w Jerozolimie biskup reprezentujący Chrystusa wjeżdżał do miasta na osiołku.

W Polsce Niedziela Palmowa nosiła także nazwę Niedzieli Kwietnej, bo zwykle przypada w czasie gdy pokazują się pierwsze kwiaty. W Niedzielę Palmową po sumie odbywały się w kościołach przedstawienia pasyjne. Za czasów króla Zygmunta III istniały zrzeszenia aktorów-amatorów, którzy w roli Chrystusa, Kajfasza, Piłata, Judasza itp. chodzili po miastach i wioskach i odtwarzali misterium męki Pańskiej.

Zwyczaj święcenia palm pojawił się w Kościele w XI wieku. Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Wtykano także palmy na pola, aby Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję