Reklama

Europa

Szwecja: narastają napięcia społeczne, chrześcijanie są bezsilni

„Wspólnoty chrześcijańskie starają się zażegnać narastające w Szwecji napięcia między migrantami i rdzenną ludnością.

[ TEMATY ]

migranci

Szwecja

antysemityzm

Vatican News

Ale w rzeczywistości mogą zrobić niewiele. Ich ten konflikt nie dotyczy” – mówi w wywiadzie dla agencji SIR katolicki diakon Björn Håkonsson. Przyznaje, że kiedy idzie ulicami Malmö, odnosi wrażenie, że znajduje się gdzieś na Bliskim Wschodzie czy na Bałkanach. Rośnie liczba migrantów, coraz mniej jest rdzennych Szwedów.

Reklama

Jego zdaniem problemy wywołują fanatycy, którzy chcą przeszczepić na teren Szwecji konflikty z innych krajów. Posługują się w tym młodymi. Wykorzystują ich frustrację, podżegają ich do ataków na policję, podpalania samochodów i antysemityzmu. „Ja w stroju katolickiego diakona nie obawiam się wyjść na ulicę, ale gdybym był ubrany jak ortodoksyjny Żyd, to mógłbym usłyszeć negatywne komentarze albo mogłoby mi się przytrafić coś gorszego” – przyznaje Björn Håkonsson.

Jego zdaniem problem polega na tym, że Szwecja począwszy od lat 90-tych przyjęła bardzo dużo migrantów, ale nie zdołała ich zintegrować. Dostali pieniądze, mieszkanie, ale nie znaleźli pracy. W ten sposób wyrasta już drugie pokolenie bezrobotnych. To jest bomba społeczna z opóźnionym zapłonem. „Bo bez pracy dla czego żyjesz? Dla radykalnego islamu, narkotyków, dla samego siebie?” – pyta szwedzki diakon. Przyznaje on, że państwo dużo zrobiło na rzecz integracji. Są kursy językowe, są muzułmańskie instytucje naukowe, które otrzymują pokaźną pomoc ze strony państwa. „Ale są też dziwne grupy, które spotykają się w piwnicach i nikt nie wie, co tam głoszą”.

Z drugiej strony narasta też nietolerancja wśród rodzimych Szwedów. Zdaniem Björna Håkonssona językiem skrajnej prawicy przemawiają już w tym kraju nawet „demokraci” i partie lewicowe. Wszelkie problemy zrzucane są na karb imigracji i idealizuje się to, co jest wyłącznie szwedzkie. Nastroje antymigracyjne są zbyt silne, aby politycy mogli je ignorować. Na to wszystko nakłada się problem przestępczości. „W Malmö policja nie ma już kontroli nad miastem, a przynajmniej nad niektórymi dzielnicami. Narasta lęk, niekiedy giną niewinni ludzie, w tym również dzieci” – dodaje posługujący w tym mieście diakon.

2020-09-17 18:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy – w niedzielę zbiórka do puszek i modlitwy za uchodźców

[ TEMATY ]

migranci

imigranci

Adobe Stock

Zbiórka do puszek na potrzeby uchodźców z obozu Moria na wyspie Lesbos, którzy doświadczyli tragicznego pożaru odbędzie się pod kościołami w całej Polsce w niedzielę 27 września. W tym dniu przypada 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy.

Od 27 do 4 października trwać będzie Tydzień Modlitw za Uchodźców organizowany przez Wspólnotę Sant’Egidio i objęty patronatem Rady KEP ds. Migracji Turystyki i Pielgrzymek. Wspólnota Sant’Egidio zaprasza wszystkich chętnych do włączenia się w tę modlitwę. Podczas nabożeństwa „Umrzeć z nadziei” organizowanego w Warszawie, członkowie wspólnoty opowiedzą o konkretnych osobach poznanych podczas „alternatywnych wakacji” , które odbyły się w tym roku wśród uchodźców w obozie Moria.

W niedzielę 27 września, która obchodzona jest jako 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy w wielu parafiach w Polsce odbędzie się pod kościołami zbiórka do puszek na potrzeby uchodźców z obozu Moria na wyspie Lesbos, którzy doświadczyli tragicznego pożaru. Z apelem do biskupów o wyrażenie zgody na tę zbiórkę zwróciła się 17 września w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski Rada KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. Zbiórka organizowana będzie za pośrednictwem Caritas Polska.

- To może być nasz gest solidarności z ludźmi, którzy są pozbawieni nie tylko dachu nad głową. Ta pomoc jest teraz naszym fundamentalnym zadaniem - powiedział przewodniczący Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek bp Krzysztof Zadarko podczas konferencji prasowej zorganizowanej 21 września w Episkopacie Polski przed 106. Światowym Dniem Migranta i Uchodźcy.

Zdaniem biskupa, Polska mogłaby partycypować w przyjęciu przynajmniej części spośród 1500 dzieci, które w dramatycznych warunkach przebywają na greckich wyspach. Polskie władze musiałyby się jednak zgodzić na stworzenie korytarzy humanitarnych, ale na razie jest to niemożliwe - jak powiedział bp Zadarko - "bardziej ze względów politycznych niż merytorycznych".

Obchodzony 27 września 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy rozpocznie Tydzień Modlitw za Uchodźców, który potrwa do 4 października . Inicjatorem i organizatorem Tygodnia jest Wspólnota Sant’Egidio. Nabożeństwo w intencji uchodźców „Umrzeć z nadziei” wspólnota przygotowuje od 2015 r., gdy w Europie wybuchł największy jak dotąd kryzys migracyjny, a wody Morza Śródziemnego pochłonęły 3771 istnień ludzkich. Od 1990 r. w „podróżach nadziei” do Europy zginęło blisko 41 tys. uchodźców.

Tydzień Modlitw za Uchodźców objęty jest patronatem Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. W czasie odbywających się w całym kraju nabożeństw „Umrzeć z nadziei” wymieniane będą imiona i krótkie historie uchodźców, którzy stracili życie w drodze do Europy, jak 19 Syryjczyków, których mała łódź wywróciła się 11 stycznia tego roku w okolicach wybrzeża Izmiru w Turcji, w drodze do greckiej wyspy Chios. W tym wypadku zginęło ośmioro dzieci. Tylko w minionym roku na wodach między Turcją a Grecją zginęło 140 osób. Wspólnota Sant’Egidio zaprasza diecezje, parafie i wspólnoty do włączenia się w tę modlitwę. Materiały potrzebne do zorganizowania nabożeństwa „Umrzeć z nadziei” można otrzymać pisząc na adres: santegidio.waw@gmail.com.

Modlitwa organizowana przez warszawską wspólnotę Sant’Egidio odbędzie się we wtorek 29 września o godz. 19 w kościele św. Barbary przy ul. Nowogrodzkiej 51 w Warszawie. Modlitwie będzie przewodniczył kard. Kazimierz Nycz.

Delegacja Wspólnot Sant’Egidio spędziła w tym roku na Lesbos „solidarne wakacje” towarzysząc z misją humanitarną uchodźcom z obozu Moria. „Wróciliśmy z Lesbos z sercami pełnymi nadziei na zmianę losu poznanych tam przez nas kobiet, mężczyzn i dzieci. Z ogromną potrzebą modlitwy za nich i mówienia o sytuacji uchodźców, którzy dziś mają dla nas imiona i twarze konkretnych osób. Opowiemy o nich w czasie nabożeństwa! Wróciliśmy z peryferii Europy przekonani o tym, że jeśli każdy zrobi coś, to razem, solidarnie, będziemy w stanie zrobić bardzo dużo” – przekonują członkowie wspólnoty.

Modlitwy za uchodźców organizowane będą w tym roku w Warszawie, w Nowym Dworze Mazowieckim, w Poznaniu, w Słupsku, w Brzegach k. Wieliczki, w Gdyni, w Koszalinie i w Opolu. Wezmą w nich udział m.in., bp Damian Bryl, bp Krzysztof Zadarko i bp Andrzej Czaja.

CZYTAJ DALEJ

Wiemy, jak będzie wyglądać “kolęda” w Archidiecezji Wrocławskiej

2020-12-04 13:27

Bożena Sztajner/Niedziela

Narzucony z góry termin „kolędy” trudno wpisać w grafik zajęć całej rodziny

Narzucony z góry termin „kolędy” trudno wpisać w grafik zajęć całej rodziny

“Decyzję o przeprowadzeniu odwiedzin duszpasterskich - kolędy o jej czasie i formie, pozostawia się decyzji księży proboszczów, zgodnie z roztropnością duszpasterską oraz poszanowaniem wszystkich obowiązujących aktualnie przepisów i zasad dotyczących bezpieczeństwa w czasie epidemii” - czytamy w dekrecie wydanym przez Kurię Metropolitalną Wrocławską.

Jak możemy zauważyć w dekrecie, taka decyzja wynika z “niejednorodności parafii w naszej Archidiecezji (parafie mniejsze i większe, miejskie i wiejskie itp.).

W dalszej części dekretu podane zostały propozycje zbliżającej się wizyty duszpasterskiej. Wszystko, w zależności od sytuacji epidemiologicznej:

Wśród nich wymienione zostały różne zalecenia m.in:

- Rozłożenie “kolędy” w czasie lub przenieść ją na inny czas, kiedy pozwolą na to warunki sanitarne

- ograniczenie się do błogosławienia tylko tych domów i rodzin, które zaproszą duszpasterza

- ograniczenie się tylko do błogosławienia nowych domów i mieszkań na zaproszenie gospodarza

- ponadto można zaprosić mieszkańców do kościoła w mniejszych grupach na Msze św. dedykowaną dla konkretnej części parafii.

DEKRET

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Genowefy Grabowskiej

2020-12-05 08:46

[ TEMATY ]

wywiad

Unia Europejska

5 pytań do...

Arch Genowefa Grabowska

Genowefa Grabowska

Genowefa Grabowska

5 pytań do… Genowefy Grabowskiej – profesora nauk prawnych, b. wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego, senator V kadencji, posłanki do Parlamentu Europejskiego VI kadencji.

Piotr Grzybowski: Pani Profesor, najgłośniejszym dzisiaj tematem są negocjacje budżetowe w Unii Europejskiej. O co w tym naprawdę chodzi?

Genowefa Grabowska: Na ogół negocjacje dotyczące budżetu są w każdej 7- latce trudne, trwają długo, niekiedy nie kończą się powodzeniem w przewidzianym terminie i wtedy uruchamia się prowizorium budżetowe. Tak było w poprzedniej 7 latce, kiedy na budżet przyjęto niemal 2 lata po przewidzianym terminie. Przy obecnym budżecie mamy dodatkową trudność, Komisja Europejska i prezydencja niemiecką chcą powiązać rozdział pieniędzy z tzw. praworządnością (mechanizm warunkowości). Tego nie przewidują unijne traktaty! Ten warunek nie ma nic wspólnego z wydatkowaniem pieniędzy, ma jedynie dyscyplinować państwa. Wprowadzenie kryterium niezdefiniowanej, nieostrej i bardzo szeroko rozumianej praworządności jako kryterium oceny państwa, na pewno nie jest ani budżetowi, ani państwom członkowskim potrzebne. Unijny budżet powinien funkcjonować tak, jak do tej pory, tzn. przy wprowadzeniu mechanizmów zapewniających ochronę interesów finansowych UE, zwłaszcza iż wszystkie państwa (Polska też) zgodziły się na to na lipcowym szczycie Rady Europejskiej. Natomiast wszelkie dodatkowe kryteria, które mają dyscyplinować państwo, które wkraczają w jego politykę wewnętrzną, które ingerują np. w organizację jego wymiaru sprawiedliwości są w traktacie zabronione.
No i o co tu idzie? Mądrość ludowa podpowiada, że „jak nie wiesz, o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze”. A ja bym dodała - i o władzę w UE. Mam wrażenie, że Unia się zagubiła i nie potrafi poradzić sobie z kolejnymi kryzysami: Brexit, migracyjny, pandemia. Nasiliły się tendencje federalistyczne i już nie chodzi o to aby sprawiedliwie rozdzielać pieniądze i z pożytkiem je wydawać, tylko komu dać, żebyśmy mogli budować przyszłą Europę, według jednego określonego wzorca. Wiemy, że w Europie od wielu lat ścierają się dwie tendencje: Europy federalistycznej i Europy, którą nazywa się „Europą ojczyzn”, czyli Europy państw narodowych, które pozostając członkami organizacji, zachowują swą tożsamość. Zakładając organizację, same decydują ile władzy przekażą jej organom, zapisują to w statucie i wedle tego później postępują. Tutaj tego zabrakło, tutaj po prostu toczy się walka o to, kto w UE będzie decydował o rozdziale pieniędzy, a poprzez rozdział pieniędzy będzie miał wpływ na państwa członkowskie.

- Kto w takim razie chce decydować o rozdziale pieniędzy i uznawaniu czy dany kraj jest praworządny czy nie?

- W projekcie rozporządzenia, które towarzyszy budżetowi, mówi się o organie unijnym, o Komisji Europejskiej, ją się wyposaża w szczególne prawa. Już samo to jest chore, przecież nie wolno organowi unijnemu przyznać więcej uprawnień, niż uczyniły to państwa w traktacie. W dodatku KE składa się z urzędników, a to nie są wybierani w wyborach powszechnych przedstawiciele państw, to nie parlamenty narodowe państw członkowskich decydują, kto zasiada w KE. KE jest po prostu urzędniczym tworem, który ma wykonywać zadania powierzone jej przez traktat. Teraz KE, podobnie jak wiele innych instytucji unijnych, jest zdominowana przez urzędników niemieckich. Ja nie mam żadnej obsesji w stosunku do Niemiec i ich obecności w organizacjach międzynarodowych, ale w tym przypadku jest to bardzo widoczne. Przewodniczącą tego organu jest Niemka - Urszula von der Layen, bliska współpracownica Angeli Merkel, kiedyś minister w jej rządzie, również na szczeblu urzędniczym Komisja jest nasycona urzędnikami wywodzącymi się z Niemiec. W Parlamencie Europejskim szefem największej frakcji politycznej - EPL, jest Manfred Webber- Niemiec. Gdybyśmy poszperali jeszcze dalej, w innych organach, to byśmy znaleźli w każdym organie przedstawicieli tego państwa, zajmujących wysokie stanowisko. Ktoś powie; „No pewnie, bo to jest największe, jeżeli chodzi o liczbę ludności państwo w UE, więc wedle klucza obsadza te stanowiska”. Jednak nawet wtedy, gdy na czele KE stali przedstawiciele innych państw UE, można było zauważyć ogromny polityczny wpływ tandemu niemiecko-francuskiego. Od bardzo dawna mówiło się, że Unię ciągnie parowóz, w którym dokładają do ognia i który prowadzą Niemcy i Francja.

- Pani Profesor, prawo veta wpisano w traktat europejski, czym ono tak naprawde jest?

- Weto jest zapisanym w traktacie uprawnieniem każdego państwa. Stosuje się je w wówczas, gdy państwo nie zgadza się na proponowane rozwiązanie, a traktat dla podjęcia decyzji w tej sprawie - wymaga jednomyślności. Skutkiem weta jest więc brak decyzji. Weta nie można obejść, albo w głosowanie jest jednomyślne i decyzja zapada, albo któreś z państw używa weta i w konsekwencji – nie ma decyzji. Weto jest mechanizmem obrony państw słabszych, mniejszych, a także - państw niezadowolonych z zaproponowanego rozstrzygnięcia. One muszą swoje weto uzasadnić, wskazać dlaczego są niezadowolone, a inne państwa powinny ich nie tylko wysłuchać, ale życzliwie zastanowić się nad przedłożoną argumentacją. Wówczas dochodzi do sporu, niekiedy długotrwałego i trzeba wiele dobrej woli z obydwu stron, aby wypracować satysfakcjonujące rozwiązanie. Nie wolno w negocjacjach używać siły, groźby, czy w jakikolwiek sposób przymuszać „słabszą” stronę do wycofania weta i przyjęcia kwestionowanej propozycji. W negocjacjach obydwie strony muszą cały czas pamiętać, iż po zakończeniu sporu one powrócą do normalnej współpracy. Weto jest więc mechanizmem szalenie potrzebnym i szeroko stosowanym w prawie międzynarodowym. Jest wyrazem suwerenności państwa, a także - ostatnim sygnałem, w którym państwo eksponuje swoją wolę i chroni żywotne interesy. Weto to jest wentyl bezpieczeństwa. I nieważne, czy zastosuje je maleńka Malta (niespełna 500 tys. mieszkańców), czy Niemcy z ludnością ponad 83 mln mieszkańców. Użycie weta jest z punktu widzenia państwa obroną jego żywotnych interesów, zapewnia równe traktowanie państw dużych i małych. Dlatego to jest tak ważne! Wczoraj usłyszeliśmy np. zapowiedź użycia weta przez Francję, jeśli w umowie brexitowej (która ma wejść w życie do końca tego roku) nie zostaną zmienione zapisy gwarantujące rybakom francuskim dostęp do łowisk i udział w prawach połowowych.

- Czy użycie weta Pani zdaniem jest jedynym sposobem na obronę naszych interesów?

- Weto jest ostatecznością i żadne państwo nie użyje go pochopnie, nie użyje, jeżeli istnieją inne mechanizmy obronne. W konflikcie pomiędzy Polską i Węgrami z jednej, a KE i prezydencją niemiecką – z drugiej strony, zabrakło otwartości, zaufania i woli współpracy. Widać to szczególnie wyraźnie po stronie Komisji, projektodawcy sprzecznego z traktatami rozporządzenia, niestety, prezydencja niemiecka także okazała się wyjątkowo odporna na argumenty prawne i nic nie wskazuje na to, aby jej zależało na osiągnięciu kompromisu. W tej chwili w UE trwa ostry spór, w którym obydwie strony zdają się mówić: nie, my nie ustąpimy. Polska i Węgry bronią się wetem, mówiąc: akceptujemy budżet UE w wersji zaproponowanej w lipcu na Radzie Europejskiej, ale nie zgadzamy się na towarzyszące mu rozporządzenie, ponieważ jest niezgodne z unijnymi traktatami, wprowadza nieprecyzyjny mechanizm, który może być przeciw nam użyty, a ponadto - znacząco rozszerza uprawnienia Komisji. Tego zaakceptować nie możemy, dodają zgodnie przywódcy Polski i Węgier.

- Polska za 20-30 lat, największe wyzwania ?

- Myślę, że są to przede wszystkim wyzwania społeczne i ekonomiczne, ale osadzone w nowej, jeszcze nam nieznanej rzeczywistości. Ten obraz nie napawa optymizmem, zmienia się świat, wyrastają nowe potęgi gospodarcze w Azji, Ameryce Płd., a stara Europa staje się coraz mniej ludna i coraz mniej znacząca w polityce globalnej. Obecnie społeczeństwa państw europejskich nie są skłonne do poświęceń, źle reagują na nakazy i zakazy, nawet jeśli tego wymaga sytuacja. Ludzie chcą żyć w dobrze zorganizowanym, zasobnym i bezpiecznym państwie. I bez względu na to, kto będzie w Polsce rządził za 20-30 lat, każda władza będzie musiała sprostać tym oczekiwaniom. Zatem, jedyna droga - to zapewnić godziwy standard życia, eliminować podziały dając społeczeństwu poczucie jedności i przynależności do dobrze funkcjonującego państwa, zapewnić bezpieczeństwo zarówno zewnętrzne (gwarantowanego przez armię), jak i wewnętrzne i to we wszelkich aspektach życia i wszystkim grupom społecznym. Dodatkowym wyzwaniem jest stały rozwój techniki i nowych technologii, które rewolucjonizują i bardzo szybko zmieniają nasz świat. Dla Polski i Polaków to jest poważne wyzwanie i powinniśmy czynić wszystko, aby mu sprostać. Obiektywnie oceniając, mamy przecież ogromny potencjał. Chodzi jednak o to, aby tę naszą indywidualną zdolność, Polaków - ludzi pracowitych i obrotnych, umieć przełożyć na wspólny sukces. Marzyłoby mi się, aby polskie społeczeństwo, budując własny, indywidualny dobrobyt, nie zatraciło swej tożsamości, aby pamiętało o wspólnocie, o której tak pięknie i mądrze stanowi art. 1 Konstytucji: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Innego dobra wspólnego wszak nie mamy!

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję