Reklama

Kościół

Papież: mieć serce, które umie „widzieć” zranienia społeczeństwa

Papież Franciszek podziękował członkom rzymskiego Kręgu św. Piotra (Circolo San Pietro) za ich codzienną i wytrwałą służbę na rzecz potrzebujących. Zachęcił fundację do poszukiwania nowych form pomocy, szczególnie rodzinom dotkniętym skutkami pandemii.

2020-09-25 14:32

[ TEMATY ]

miłosierdzie

papież Franciszek

youtube.com/vaticanmedia

„Pandemia, ze swoim wymogiem dystansu społecznego, wymaga od nas przemyślenia dotychczasowych form pomocy charytatywnej w celu znalezienia nowych” – powiedział papież do zgromadzonych przedstawicieli Kręgu św. Piotra w Sali Klementyńskiej Pałacu Apostolskiego w Watykanie. Franciszek zaznaczył także, że oprócz zwyczajnej pomocy dla biednych w Rzymie, należy teraz szczególnie zatroszczyć się o rodziny, będące teraz w wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej. Wymaga to przede wszystkim kreatywności w formach pomocy rzymskiej fundacji.

Reklama

„Na wyjątkową sytuację nie da się odpowiedzieć na sposób zwyczajny, lecz wymaga ona nowego działania, innego niż dotychczas – mówił papież. – Żeby tego dokonać trzeba mieć serce, które umie «widzieć» zranienia społeczeństwa oraz kreatywne ręce do pracy charytatywnej. Serce, które widzi i ręce, które czynią. Te dwa elementy są bardzo ważne, aby czyn miłosierdzia mógł być zawsze płodny”.

Franciszek zwrócił uwagę na postępujące przemiany w społeczeństwie włoskim i na nowe formy ubóstwa – materialne, ludzkie i społeczne. „Skutki pandemii będą straszne” – dodał papież. Aby dostrzec prawdziwe potrzeby, trzeba mieć „oczy serca”, miłosierną wrażliwość na ludzkie zranienia.

„Nasz świat, jak zauważył czterdzieści lat temu św. Jan Paweł II, «wydaje się nie dawać przestrzeni dla miłosierdzia». Każdy z nas jest jednak wezwany do odwrócenia kursu. Jest to możliwe, jeśli pozwolimy się dotknąć mocy miłosierdzia Bożego – podkreślił Franciszek. – Uprzywilejowanym miejscem, w którym można zdobyć to doświadczenie, jest sakrament pojednania. Gdy przynosimy nasze biedy i przedstawiamy je Panu, jesteśmy otoczeni miłosierdziem Ojca. I to jest właśnie miłosierdzie, do którego jesteśmy wezwani, by żyć i dawać”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rzym: Międzynarodowe Spotkanie i Modlitwa o Pokój

2020-10-20 19:23

[ TEMATY ]

modlitwa

pokój

Rzym

papież Franciszek

PAP

Religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc – mówił papież Franciszek podczas Międzynarodowego Spotkania i Modlitwy o Pokój pod hasłem „Nikt nie ratuje się sam. Pokój i braterstwo”. Odbyło się ono 20 października na Kapitolu w Rzymie z inicjatywy Wspólnoty św. Idziego (Sant’Egidio). Stanowiło ono kontynuacją spotkań, które zainaugurował w Asyżu w 1986 roku św. Jan Paweł II.

Przedstawiciele modlili się najpierw osobno. Chrześcijanie różnych wyznań zgromadzili się w bazylice Santa Maria in Aracoeli. Nabożeństwu ekumenicznemu współprzewodniczyli tam: papież Franciszek i honorowy zwierzchnik prawosławia, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej. Obecni byli m.in. przedstawiciel arcybiskupa Canterbury w Rzymie abp Ian Ernest oraz przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech bp Heinrich Bedford-Strohm, a także 9 kardynałów.

Głos zabrał bp Bedford-Strohm, który zaznaczył, że w czasie pandemii okazywanie bliskości i miłości stało się „wrogiem miłości” i „potencjalnym zagrożeniem”. Potrzebujemy usłyszeć Boże wezwanie: „Nie lękajcie się! Nie zostawiam was samych. Zawsze będę z wami i doznacie uzdrowienia”. Kościoły maja być zwiastunami tego Bożego uzdrowienia. Potrzebują do tego trzech czynników: modlitwy, wprowadzania w życie sprawiedliwości i stawania się jednością jako Kościół. Przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech zaznaczył, że modlitwa osób o różnych wyznaniach jest rozmową z Bogiem, wyrażaniem naszych nadziei, zadawaniem pytań, słuchaniem Boga, by zyskać jedność, kierunek i orientację. Następnie podkreślił, że nie ma modlitwy bez czynienia sprawiedliwości, zwłaszcza wobec najuboższych, uchodźców i głodujących. Zaznaczył, że troska z pasją o jedność Kościoła nie jest jedynie uczuciem czy , ale częścią DNA każdego Kościoła. A jego osobistym marzeniem jest doświadczenie tej jedności we wspólnej Eucharystii jeszcze za swego życia.

Z kolei papież Franciszek nawiązał do fragmentu Męki Pańskiej, w którym zwarta jest pokusa: „Wybaw samego siebie!” (Mk 15, 30)i zauważył, że także współcześni chrześcijanie napotykają pokusę by myśleć wyłącznie o sobie samych. Wskazał, że najpierw wypowiadają ją zwykli ludzie, świadkowie przepowiadania Jezusa i Jego cudów. Chcieli, by na krzyżu dokonał się kolejny spektakularny cud. Zaznaczył, że w postawie takie wyraża się w gruncie rzeczy kult własnego „ja” a nie Boga żywego. „Obojętność trzymała ich z daleka od prawdziwego oblicza Boga” - podkreślił Franciszek.

Następnie Ojciec Święty mówiąc o postawie arcykapłanów i uczonych w Piśmie zauważył, że oskarżali Jezusa, ponieważ innych wybawił. Insynuowali, że zbawienie, spieszenie na pomoc innym nie przynosi żadnego dobra. Jednakże „ewangelia” „wybaw samego siebie” jest „najbardziej fałszywą ewangelią apokryficzną, która nakłada krzyże na innych. „Natomiast prawdziwa ewangelia bierze na siebie krzyże innych” – wskazał papież.

Franciszek zaznaczył, że w klimat prowokacji wymierzonej przeciw Jezusowi włączyli się także dwaj złoczyńcy ukrzyżowani wraz z Niem. „Szukają Jezusa tylko po to, by rozwiązać swoje problemy. Ale Bóg nie tyle przychodzi, aby uwolnić nas od problemów, które zawsze się pojawiają, lecz po to, aby wybawić nas od prawdziwego problemu, jakim jest brak miłości. I to właśnie jest głęboka przyczyna naszych nieszczęść osobistych, społecznych, międzynarodowych i ekologicznych. Myślenie tylko o sobie jest sprawcą wszelkiego zła” – podkreślił Ojciec Święty. Jednocześnie dodał, że jeden z łotrów dostrzegł w Jezusie łagodną miłość i dzięki temu otrzymał raj.

Papież cytując swego poprzednika, Benedykta XVI stwierdził, że „Krzyż czyni nas braćmi”. „Bowiem tylko miłość gasi nienawiść, tylko miłość dogłębnie pokonuje niesprawiedliwość. Tylko miłość czyni miejsce dla innych. Tylko miłość jest drogą do pełnej jedności między nami – dodał. Podkreślił, że inni ludzie powinni być drogą do zbawienia nas samych, zwłaszcza ubodzy. „Niech Pan pomoże nam wspólnie kroczyć drogą braterstwa, abyśmy mogli być wiarygodnymi świadkami prawdziwego Boga” - stwierdził na zakończenie swej homilii Franciszek.

W czasie modlitwy wiernych, przy śpiewie „Kyrie eleison”, proszono Boga m.in. o pokój i pojednanie w kolejno wymienianych z nazwy krajach ogarniętych wojną, przemocą, terroryzmem i napięciami społecznymi, m.in. na Białorusi, Ukrainie i na Kaukazie. Powierzano Bogu rządzących, by prowadzili swe państwa drogami pokoju, a także ofiary pandemii. Każdej intencji towarzyszyło zapalenie świeczki przez przedstawicieli Wspólnoty św. Idziego. Na zakończenie wszyscy odmówili modlitwę „Ojcze nasz”, ukłonem przekazali sobie znak pokoju, a papież wypowiedział słowa błogosławieństwa.

Następnie na sąsiednim placu na Kapitolu (Piazza del Campidoglio) odbyło się spotkanie przedstawicieli różnych religii. Rozpoczął je założyciel Wspólnoty św. Idziego Andrea Riccardi. Przypomniał spotkanie z 1986 r., które zapoczątkowało „ducha Asyżu”, polegającego na tym, że „religie nie modlą się przeciwko sobie, jak w przeszłości, gdy byliśmy sobie obcy lub się nienawidziliśmy”, lecz „modlą się ramię w ramię”.

Głos zabrał także prezydent Włoch Sergio Mattarella. Stwierdził, że czas pandemii pokazuje, jak bardzo potrzebujemy braterstwa. Za znak nadziei uznał to, że „w duchu Asyżu” religie solidarnie modlą się o pokój.

Swe przesłania pokoju przekazali reprezentanci różnych religii. Patriarcha Bartłomiej wskazał, że budowanie braterstwa, które prowadzi do pokoju i sprawiedliwości zaczyna się od troski o wspólny dom. – Skończył się czas mody na ekologię, jej idealizacji lub co gorsze jej ideologizacji. Zaczyna się czas działania – stwierdził prawosławny hierarcha.

Naczelny rabin Francji Haïm Korsia wskazał, że przeciwieństwem nienawiści nie jest nienawiść, lecz obojętność. Brak odpowiedzialności za siebie nawzajem, brak więzi z drugim człowiekiem jest postawą Kaina, która wiąże się z brakiem braterstwa. Wzorem powinna być postawa Józefa, sprzedanego przez braci, który mimo ich szukał. Rabin zachęcił, by wzorując się na Józefie, budować więzi braterstwa z tymi, których spotykamy.

Mohammed Abdelsalam Abdellatif, sekretarz generalny Wysokiego Komitetu Braterstwa Międzyludzkiego odczytał przemówienie wielkiego imama kairskiego uniwersytetu Al-Azhar Ahmada al-Tayyeba, który m.in. odciął się od „strasznego zabójstwa” nauczyciela pod Paryżem sprzed kilku dni. Stwierdził, że zasady religii islamskiej i nauczanie Mahometa nie mają z nic wspólnego z tym „grzesznym czynem przestępczym” i z „przewrotną i fałszywą ideologią”, którą kierował się jego sprawca. - Ten terrorysta i jego ludzie nie reprezentują religii Mahometa (…), tak jak terrorysta nowozelandzki, który zabił muzułmanów w meczecie nie reprezentuje religii Jezusa – podkreślił al-Tayyeb.

Buddyjski mnich Shoten Minghesi z Japonii wyraził przekonanie, że przywódcy religijni powinni ściśle ze sobą współpracować, gdyż dialog jest drogą otwierającą nasze serca i stanowi krok zbliżający do serc innych ludzi. – Wspólnie rozbrajajmy nasze serca i podążajmy tą drogą, czyniąc kolejny krok w kierunku świata, do którego dążymy: świata braterstwa i pokoju – wezwał Minghesi.

Reprezentujący włoskich sikhów Katrmaljit Singh Dillon zaznaczył, że „narody są jedną wielką rodziną, która powinna pozostawać zjednoczona w trudnych chwilach pandemii, która powoduje wzrost ubóstwa i niepewności”. Dał wyraz przekonaniu, że poprzez wspólną walkę w ochronie ludzkiego życia i ochronie środowiska naturalnego będziemy mogli pokonać nierówności i zapewnić „pokojową przyszłość naszym dzieciom”.

Jako ostatni przemówił papież Franciszek. Przypomniał, że „przykazanie pokoju jest głęboko wpisane w reprezentowane przez nas tradycje religijne” oraz że na bazie wiary religijnej można stać się budowniczym pokoju.

Ojciec Święty zachęcił do kontynuowania tych wysiłków, nie przyzwyczajania się do wojny oraz zwrócenia szczególnej uwagi na los uchodźców. Zaznaczył, że dzisiaj bolączki wojny spotęgowały się również z powodu pandemii koronawirusa i niemożności dostępu w wielu krajach do niezbędnej opieki zdrowotnej.

„Wszyscy przywódcy polityczni mają wobec Boga bezwzględny obowiązek położenia kresu wojnie. Pokój jest priorytetem wszelkiej polityki” – stwierdził papież. „Dość już mieczy, broni, przemocy, wojny!” – dodał Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał, że różne kraje świata są dzisiaj głęboko ze sobą powiązane. „Braterstwo wypływające ze świadomości, że jesteśmy jedną ludzkością musi przeniknąć życie ludzi, wspólnot, rządzących i forów międzynarodowych. W ten sposób wzrośnie poczucie, że możemy ocalić się tylko razem, poprzez spotkania, negocjacje, zaprzestanie walki, jednając się ze sobą, łagodząc język polityki i propagandy, rozwijając konkretne drogi na rzecz pokoju” – stwierdził papież.

Nawiązując do dzisiejszego spotkania Franciszek wskazał, iż ukazuje ono jasno, „że religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc, proszą wszystkich o modlitwę o pojednanie i o działanie, aby wspólnota braterska mogła otworzyć nowe drogi nadziei. Istotnie, z Bożą pomocą, możliwe jest budowanie świata pokoju, a tym samym wspólne ocalenie siebie”.

Po minucie ciszy w intencji ofiar pandemii i wojen, odczytano „Apel na rzecz pokoju”, skierowany do przywódców państw i obywateli świata. – W tym czasie dezorientacji, poruszeni następstwami pandemii COVID-19, która zagraża pokojowi powiększając nierówności i lęki, mówimy z mocą: nikt nie może ocalić się sam, żaden naród, nikt! – podkreślili sygnatariusze apelu. Zaznaczyli, że „wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi”. – Modlimy się do Boga Najwyższego, aby po tym czasie próby nie było już „innych”, ale wielkie „my”, bogate różnorodnością. Nadszedł czas, by znów śmiało marzyć, że pokój jest możliwy, że pokój jest konieczny, że świat bez wojen nie jest utopią. Dlatego chcemy ponownie powiedzieć: „Nigdy więcej wojny!” – napisali uczestnicy spotkania.

Przeciwstawiając się myśleniu o wojnie jako możliwym sposobie rozwiązania sporów międzynarodowych, przypomnieli, że „wojna zawsze pozostawia świat w gorszej sytuacji, niż go zastała” i że „jest porażką polityki i ludzkości”. Zaapelowali do rządzących „o odrzucenie języka podziałów, często wspartego uczuciami lęku i nieufności, i o niepodejmowanie dróg bez odwrotu”.

Przywódców państw poprosili, by pracowali „razem nad nową architekturą pokoju”. - Połączmy siły na rzecz życia, zdrowia, edukacji, pokoju. Nadszedł czas, aby wykorzystać zasoby wykorzystywane do produkcji coraz bardziej niszczącej broni, niosącej śmierć, aby wybrać życie, zatroszczyć się o ludzkość i nasz wspólny dom. Nie traćmy czasu! – napisali.

Zaproponowali, by zacząć „od celów osiągalnych” i połączyć „już teraz wysiłki na rzecz powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, dopóki nie będziemy mieli odpowiedniej szczepionki, która będzie dostępna dla wszystkich”. - Ta pandemia przypomina nam, że wiąże nas braterstwo krwi - zaznaczyli.

Wszystkich wierzących i ludzi dobrej woli zachęcili do budowania przyjaźni społecznej i przyswojenia sobie kultury dialogu, gdyż „rzetelny, wytrwały i odważny dialog jest mężnym i praktycznym antidotum na nieufność, podziały i przemoc”, a także „radykalnie kładzie kres argumentom wojen, które niszczą projekt braterstwa wpisany w powołanie rodziny ludzkiej”.

- Nikt nie może czuć się zwolniony od uczestnictwa. Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni. Wszyscy potrzebujemy przebaczenia i proszenia o przebaczenie. Niesprawiedliwości świata i historii nie leczy się poprzez nienawiść i zemstę, ale poprzez dialog i przebaczenie – czytamy w apelu, przyjętym przez aklamację.

Dzieci wręczyły jego tekst przywódcom religijnym, ambasadorom i przedstawicielom włoskich władz. Papież i inni reprezentanci religii zapalali świeczki na wielkim kandelabrze, po czym podpisywali odczytany przed chwilą apel. Swój podpis pod nim złożył także prezydent Włoch. Na zakończenie spotkania wszyscy zgromadzeni na placu przekazali sobie znak pokoju.

CZYTAJ DALEJ

TK zajmie się w czwartek sprawą dopuszczalności tzw. aborcji eugenicznej

2020-10-22 07:08

[ TEMATY ]

aborcja

aborcja eugeniczna

Artur Stelmasiak

Trybunał Konstytucyjny zajmie się w czwartek sprawą tzw. aborcji eugenicznej, czyli dopuszczalności aborcji m.in. w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. Jeśli TK orzeknie o niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów, będzie to pierwsza zmiana wypracowanego w 1993 r. kompromisu aborcyjnego.

Wniosek grupy posłów dotyczący tej kwestii po raz pierwszy trafił do Trybunału Konstytucyjnego już trzy lata temu. Ze względu na zakończenie kadencji parlamentu uległ on jednak dyskontynuacji. Po raz kolejny wniosek trafił do TK w 2019 r. - złożyła go grupa 119 posłów PiS, PSL-Kukiz'15 oraz Konfederacji. Przedstawicielami wnioskodawców są posłowie PiS Bartłomiej Wróblewski oraz Piotr Uściński.

Trybunał Konstytucyjny ma rozpoznać sprawę w pełnym składzie. Przewodniczącym składu orzekającego będzie prezes TK Julia Przyłębska, sprawozdawcą - sędzia Justyn Piskorski.

We wniosku zaskarżono przepis, który stanowi, że aborcja jest dopuszczalna, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, a także przepis doprecyzowujący tę regulację. Mowa w nim o tym, że w takich przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej.

Zdaniem wnioskodawców przepisy te legalizują praktyki eugeniczne w stosunku do dziecka jeszcze nieurodzonego, odmawiając mu tym samym poszanowania ochrony godności człowieka.

"Uzasadnienie prawne przesłanki eugenicznej w demokratycznym państwie prawnym budzi zasadnicze wątpliwości" - czytamy we wniosku. Podkreślono w nim, że szerokie rozumienie pojęcia "człowiek", obejmujące także istotę ludzką w prenatalnej fazie rozwoju, "znajduje silne uzasadnienie w ochronie godności ludzkiej".

"Skoro przymiot godności ludzkiej przysługuje człowiekowi od momentu powstania życia ludzkiego, zaś ochrona prawa do życia jest bezpośrednią konsekwencją ochrony godności ludzkiej, to wykładnia art. 38 Konstytucji (mówiącego o ochronie życia człowieka - PAP) w perspektywie art. 30 Konstytucji RP (mówiącego o ochronie jego godności - PAP) prowadzi do wniosku, że prawo do życia przysługuje człowiekowi na każdym etapie rozwoju, na którym przysługuje mu również ochrona godności ludzkiej, a zatem również w okresie prenatalnym" - czytamy.

W środę po południu na stronie Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się stanowiska w tej sprawie Prokuratora Generalnego oraz Sejmu. Oba organy wnoszą o uznania zaskarżonych przepisów jako niezgodnych z konstytucją.

"Wedle przeważających poglądów doktryny (...) obowiązuje zarówno nakaz ochrony życia ludzkiego w fazie prenatalnej, jak i zakaz dyskryminowania poczętych istot ludzkich przez władze publiczne, a użyte w przepisie art. 38 Konstytucji pojęcie +człowieka+ obejmuje także fazę życia istoty ludzkiej przed urodzeniem" - czytamy w stanowisku Prokuratora Generalnego. Jak następnie wskazano, "skoro życie zaczyna się od poczęcia, od pierwszego dnia ciąży, ochrona konstytucyjna dotyczy życia ludzkiego w każdej jego fazie".

W stanowisku Sejmu stwierdzono, że analiza konstytucyjności zaskarżonych przepisów prowadzi do potwierdzenia zarzutów wnioskodawców "co do braku realizacji obowiązku zapewnienia przez Rzeczpospolitą prawnej ochrony życia". Zdaniem Sejmu ingerencja w tej sferze ma charakter nieproporcjonalny oraz stanowi nierówne i dyskryminujące traktowanie prowadzące do naruszenia godności. Ponadto przepisom wyznaczającym przesłanki do przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży zdaniem Sejmu "brakuje dostatecznej określoności".

Debata wokół stanowiska Sejmu odbyła się w ubiegły piątek na posiedzeniu sejmowej komisji ustawodawczej - wówczas w głosowaniu nad projektem stanowiska, przygotowanym przez Biuro Analiz Sejmowych, posłowie podzielili się 14 do 14, co oznacza, że stanowisko nie uzyskało poparcia. Głosowanie to jednak nie było wiążące.

Na komisji wybrzmiały również krytyczne głosy posłów i posłanek opozycji, którzy podkreślali, że niedopuszczalne jest zmuszanie kobiet do rodzenia dziecka, które nie ma szans na przeżycie. Argumenty te pojawiały się już wcześniej, m.in. w ramach zapoczątkowanej przez posłanki Lewicy akcji #WyroknaKobiety. Jak tłumaczyły pomysłodawczynie, uznanie przez Trybunał niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów "będzie wyrokiem wydanym na wszystkie kobiety w Polsce, na ich prawa".

"Wniosek do TK to krok w stronę ubezwłasnowolnienia kobiet i przede wszystkim sprowadzenie kobiet do roli niemych inkubatorów, które nie mają żadnego prawa do decydowania o swoim zdrowiu, ciele i życiu" - mówiła w październiku posłanka Lewicy Katarzyna Kotula. Zdaniem innej posłanki tego ugrupowania Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, Zjednoczona Prawica znalazła "chytry sposób na to, jak zakazać całkowicie aborcji, jednocześnie unikając protestów społecznych".

Organizacja większych zgromadzeń jest obecnie niemożliwa ze względu na pandemię koronawirusa. Kilkudniową akcję protestacyjną wykorzystującą inne formy wyrażania sprzeciwu prowadził w tym tygodniu Ogólnopolski Strajk Kobiet. W jej ramach prowadzony był m.in. strajk samochodowy. W czwartek ma on się odbyć na trasie Trybunał Konstytucyjny - Sąd Najwyższy.

Ponad 800 lekarzy podpisało też do tej pory list otwarty do TK, w którym przekonują, że wykreślenie przesłanki o przerywaniu ciąży z powodu wad płodu będzie stanowić istotne zagrożenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego kobiet. "Powołaniem lekarskim jest niesienie ulgi w cierpieniu, a najwyższym nakazem moralnym dobro chorego i zdrowie publiczne. Uchylenie dopuszczalności przerywania ciąży postawi lekarzy w sytuacji, kiedy to cierpienie będą musieli zadawać lub przedłużać wbrew woli pacjentki i ze świadomością możliwych powikłań" - czytamy.

Obowiązująca od 1993 r. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji w trzech przypadkach - gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

Według danych Ministerstwa Zdrowia, w 2019 roku w Polsce przeprowadzono 1110 zabiegów legalnego przerwania ciąży. Aż 1074 z nich dokonano właśnie ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Nie wiadomo, jaka jest łączna liczba wszystkich przeprowadzonych zabiegów - część z nich wykonywana jest poza granicami kraju, a część nielegalnie. Niektóre statystyki mówią o kilku tysiącach, inne o ponad 100 tys. zabiegów rocznie.(PAP)

autorka: Sonia Otfinowska

sno/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Siostry Franciszkanki: robiłyśmy sobie nawzajem krzyżyk na czole i szłyśmy do chorych

2020-10-22 10:44

[ TEMATY ]

koronawirus

siostry zakonne

©Rido – stock.adobe.com

Siostra Józefa i siostra Joachima ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej przez dziesięć dni posługiwały w Domu Pomocy Społecznej w Tonowie (archidiecezja gnieźnieńska), gdzie koronawirusem zakaziło się ponad 70 podopiecznych i duża część personelu. „Ciężko było?” „Pewnie, że łezka poleciała, ale jedna drugą poklepała po ramieniu, zrobiłyśmy sobie krzyżyk na czole, trzy godziny spania i na oddział” – mówią.

Siostra Józefa (Natalia Trzcińska) pochodzi z Gniezna. Siostra Joachima (Bożena Pytel) z Nowego Miasta Lubawskiego. Obie są z jednego semestru. Jeszcze nie złożyły ślubów wieczystych, ale już blisko. „W przyszłym roku, jak Bóg da” – mówią. Gdy rozmawiałyśmy (przez telefon), odbywały kwarantannę, bo jedna z trzech posługujących wraz z nimi w Tonowie sióstr szarytek zakaziła się koronawirusem. Prosiły, by w rozmowie używać ich imion zakonnych.

Bernadeta Kruszyk: Jak się Siostry czują?

S. Józefa: Teraz dobrze, a będzie co Bóg da.

BK: Jak i kiedy trafiłyście do Tonowa?

S. Józefa: Do Tonowa przyjechałyśmy 2 października. O tym, że jest potrzeba takiej misji dowiedziałyśmy się dwa dni wcześniej. Przyszła siostra przełożona i powiedziała, że dzwoniła siostra prowincjalna, że w Domu Pomocy Społecznej w Tonowie podopieczni i personel są zakażeni koronawirusem i potrzebują pomocy. Spytała, czy byśmy nie pojechały, bo mamy kwalifikacje i doświadczenie opiekunek medycznych. Zgodziłyśmy się bez wahania. Szybkie pakowanie i na drugi dzień wyjazd. Zrobiono nam jeszcze testy i gdy wyszły ujemne weszłyśmy do DPS i od razu trafiłyśmy na oddział.

BK: Ile sióstr w sumie?

S. Józefa: My dwie i jeszcze trzy szarytki, czyli było nas pięć sióstr.

BK: Jak długo tam byłyście?

S. Józefa: Dziesięć dni.

S. Joachima: Zastąpiłyśmy poprzednią zmianę. Pani kierownik powiedziała, że gdyby nasza piątka nie przyjechała, to zabrakłoby personelu i wszyscy podopieczni zostaliby ewakuowani i rozwiezieni po różnych miejscach.

S. Józefa: Zakażonych było około 70 podopiecznych. Opiekowała się nimi jedna pielęgniarka, która miała do pomocy panią, która wcześniej zajmowała się terapią zajęciową i musiała przejść szybki kurs od podstaw. Cieszyła się, że może się czegoś nowego nauczyć i pomóc. Były też panie opiekunki, pan i pani w kuchni, pani kierownik, pan dyrektor i pani doktor, która przyjeżdżała codziennie. Wszyscy niezwykle oddani i ofiarni. Kilku z podopiecznych przewieziono do szpitala. Na strefie czystej, czyli na oddziale dla osób nie zakażonych, miałyśmy dwunastu podopiecznych.

BK: Jak było po wejściu?

S. Joachima: Weszłyśmy o 15.00. Generalnie szybka akcja. Jedna z pań opiekunek zapytała, jaki jest podział, która z nas idzie na strefę czystą, a która na strefę dla zakażonych. Zgłosiłam się od razu. Miałam tak silną potrzebę pomocy tym ludziom, że nawet chwili się nie zastanawiałam i nie żałuję ani sekundy. Szybkie przeszkolenie jak zakładać kombinezon, jak się zabezpieczyć, jak dezynfekować, bo każde wyjście do toalety, każde napicie się wody wymaga ponownej dezynfekcji. Żeby tego co chwilę nie robić do minimum ograniczyłyśmy te zwykłe potrzeby.

BK: Ile to było godzin?

S. Joachima: W kombinezonie? Średnio dwanaście.

BK: A niektórzy godziny w maseczce nie mogą wytrzymać.

S. Józefa: Najtrudniejszy był pierwszy dzień, bo organizm musiał się przyzwyczaić, wyregulować termoregulację. Te kombinezony są bardzo szczelne, człowiek na początku na przemian poci się i schnie, poci się i schnie. Trzeba też nauczyć się oddychać, bo nie ma dostępu do tlenu z zewnątrz. Człowiek oddycha wciąż tym samym powietrzem oczyszczanym przez filtr. Do tego trzeba uważać, żeby gdzieś się nie zahaczyć, nie rozedrzeć czy nie rozszczelnić tego kombinezonu. No i wszystko robi się w trzech parach rękawiczek, bo tyle musiałyśmy dla bezpieczeństwa założyć. Ale nie było czasu o tym myśleć. Skupiałyśmy się głównie na tym, żeby wszystko robić jak najdokładniej no i w miarę sprawnie, bo opiekowałyśmy się nie jedną, ale kilkudziesięcioma osobami.

S. Joachima: Ten pierwszy dzień, a właściwie dzień i noc były bardzo intensywne. Byłyśmy w Tonowie o 15.00, o 16.00 weszłyśmy na oddział. Praca do wieczora i po godzinnej przerwie zaczęłam od razu nocny dyżur. Miałam nocki przez dziesięć dni. Byłyśmy na oddziale we trzy – dwie panie opiekunki i ja.

S. Józefa: Ja na początku byłam na strefie czystej, ale później też przeszłam na oddział dla zakażonych. To było jak inny świat.

BK: Co dokładnie robiłyście?

S. Joachima: Praktycznie wszystko, od sprzątania, przez zabiegi pielęgnacyjne, higieniczne, pomoc profilaktyczno-medyczną i przede wszystkim bycie przy tych ludziach. Czułyśmy ich niepokój, lęk, potrzebę bliskości, choć nie zawsze potrafili to komunikować, ale widać było w ich oczach, że się boją, że nie wiedzą, co się dzieje. Na oddziale byli ludzie w różnym wieku, także w bardzo podeszłym i niepełnosprawni, również intelektualnie. Po jakimś czasie już nas poznawali, po głosie albo oprawkach okularów. W całym tym cierpieniu i mimo niego czułyśmy ich sympatię. „Nasze kochane panie w białych porteczkach” - tak niektórzy do nas mówili.

S. Józefa: Starałyśmy się jak najwięcej z naszymi podopiecznymi być. Codziennie odmawiałyśmy z nimi różaniec. Jak było można to też koronkę. Mszy św. nie było, bo ksiądz również był zakażony, a nikt z zewnątrz nie mógł do ośrodka wejść. Bardzo już tęskniłyśmy do Eucharystii. W Domu jest kaplica. Codziennie po dyżurze chodziłam na adorację i wszystko oddawałam Jezusowi. To mnie trzymało.

S. Joachima: Było widać w oczach tych ludzi ogromne pragnienie kontaktu. Tak bardzo się cieszyli, gdy udało im się nas rozpoznać, albo powtórzyć nasze imiona. Na korytarzu były złączone fotele, żeby chwilę odpocząć, albo się zdrzemnąć. Czasami się tam kładłam na trochę przed dyżurem. Ale zawsze ktoś przychodził. Siostro włącz komedię, włącz kabaret. I tak oglądaliśmy razem, żeby nie myśleć ciągle o tym wirusie.

BK: Po wyjściu napisałyście na Twitterze, że najbardziej dotyka samotność tych, którzy umierają z dala od rodziny.

S. Józefa: Samotność i tęsknota. Była tam Pani, która miała początki Alzheimera. Codziennie podchodziła do telefonu na korytarzu, z którego nie można było nigdzie zadzwonić, bo służył tylko do połączeń wewnętrznych. Po drugim czy trzecim razie podeszłam do niej i pytam: kochana, gdzie ty chcesz zadzwonić? A ona, że do domu, do swoich. Serce mi się ścisnęło. Co można powiedzieć, jak taki smutek pocieszyć. Dla mnie to była wielka lekcja cierpliwości, pokory i ufności, że jednak w tym cierpieniu, w tęsknocie, a nawet w tej wielkiej bezsilności jesteśmy w Bożych rękach.

S. Joachima: W trzecią noc przeżyłyśmy taką mocną sytuację. Jedna z podopiecznych, starsza pani, odchodziła. Modliliśmy się przy niej wszyscy – pani doktor, pielęgniarka, cała ekipa. Trzymałam ją za rękę. W pewnej chwili wysunęła swoją dłoń i cichym głosem zaczęła z nami odmawiać Zdrowaś Maryjo. W tej modlitwie było tyle wiary, tyle ufności. Ta pani nie umarła, przeżyła. To było dla mnie takie mocne świadectwo, że my robimy co możemy, ale w istocie to Pan Bóg wszystkim kieruje. Ta choroba jest tak podstępna, tak trudna do opanowania, ale jak mówiła nasza Matka Założycielka, Bóg się zatroszczy. Czułyśmy to tam. Naprawdę.

S. Józefa: Starałyśmy się wszystko otaczać łaską Jezusa, bo naszymi własnymi siłami na pewno byśmy nie dały rady. Pewnie, że łezka poleciała, ale siadałyśmy z tymi naszymi kochanymi paniami-opiekunkami przy kolacji, jedna drugą poklepała po ramieniu, zrobiłyśmy sobie nawzajem krzyżyk na czole, trzy godziny spania i znowu na oddział.

BK: Spałyście po trzy godziny?

S. Joachima: Tak, średnio wychodziło – trzy, cztery godziny.

BK: To teraz Siostra odsypia?

S. Joachima: Właśnie nie. Pierwsze dwie noce po wyjściu w ogóle nie mogłam spać. Organizm już się przestawił.

BK: Nie wiem, czy Siostry widziały, ale pod waszym wpisem w mediach społecznościowych było wiele komentarzy, podziękowań, że jesteście wielkie, że heroizm…

S. Joachima: Wielcy to są ci ludzie, którzy tam zostali. Różnie ocenia się dziś pracę służb medycznych, ja mogę powiedzieć, co widziałam na własne oczy, a widziałam wielkie poświęcenie i miłość. Ci ludzie naprawdę dziękowali Bogu, że mieli testy ujemne i mogli ze swoimi podopiecznymi zostać, bo jak nie oni, to kto – pytali – kto tu przyjdzie, kogo teraz w tej sytuacji znajdzie dyrektor? Nie było podziałów, nie było marudzenia, że ja jestem od tego czy tego więc nie będę sprzątać toalet. Każdy robił, co było trzeba i jeszcze dbał o innych. Mogę powiedzieć, że w Tonowie doświadczyłam wielkiego miłosierdzia. Ja, siostra zakonna, podziwiałam te wszystkie kobiety, które były w stanie zostawić rodziny, mężów, dzieci i na dziesięć dni zamknąć się z zakażonymi. Przez te dziesięć dni nie widziały bliskich, chociaż oni wspierali nas jak mogli. Przynosili i wieszali na bramie słodycze, dzieci zostawiały laurki, serduszka. Wiedziałyśmy też, że mamy ogromne wsparcie modlitewne, że nasze wspólnoty się za nas modlą. Można powiedzieć, że byłyśmy tą modlitwą niesione.

BK: I modlitwą rodziców?

S. Joachima: Moi rodzice nic nie wiedzieli. Do teraz nie wiedzą. Kiedyś im powiem, ale na razie nie chcę ich denerwować.

S. Józefa: Moi też nie wiedzą.

BK: Gdyby jeszcze raz poproszono Was o taką pomoc to…?

S. Józefa: Pakujemy się i już jesteśmy (śmiech). Zdecydowanie tak, pojechałybyśmy natychmiast.

BK: Czy ta posługa w DPS w Tonowie wpłynęła w jakiś sposób na wasze powołanie?

S. Józefa: Na mnie wpłynęła bardzo. Nie wahałam się oczywiście jeśli chodzi o złożenie ślubów wieczystych, ale właśnie w Tonowie Pan Bóg bardzo wyraźnie mi pokazał, że mogę Mu zaufać, że jest we wszystkim, w każdej trudnej sytuacji, we łzach i radości, także w naszej ludzkiej bezsilności - wtedy jest z nami najbardziej. Z Jego imieniem na ustach zaczynałyśmy i kończyłyśmy każdy dyżur. Jestem Mu wdzięczna, że mogłam tam być.

S. Joachima: Mam taki ulubiony cytat z Pisma Świętego: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Mam go zawsze przy sobie i przemycam, gdzie mogę, żeby pamiętać, że idę nie własną siłą, ale Bożą mocą, że to On mnie umacnia i prowadzi. Każda sekunda na oddziale zakaźnym w Tonowie mnie w tym utwierdzała.

BK: Co byście Siostry powiedziały tym wszystkim, którzy dziś czują lęk, bezradność, może rozpacz?

S. Joachima: Żeby oddały to wszystko Bogu, że On jest z nimi w tych wszystkich trudnych sytuacjach i ich nie zostawi. I że są też wokoło dobrzy ludzie.

S. Józefa: Bardzo pomaga modlitwa. Jest wielka rzesza ludzi, którzy się modlą za chorych, za cierpiących, za samotnych i zalęknionych, za tych, którzy są pogrążeni w żałobie i smutku. To wszystko minie, trzeba tylko wytrwać i nie tracić wiary w Boga i w ludzi.

BK: Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Bernadeta Kruszyk.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję