Reklama

Kościół

Zmarł pierwszy malezyjski kardynał w historii Kościoła

[ TEMATY ]

kardynał

zmarły

Malezja

Vatican News

kard. Anthony Soter Fernandez

kard. Anthony Soter Fernandez
W wieku 88 lat zmarł kard. Anthony Soter Fernandez, pierwszy malezyjski kardynał w historii Kościoła. Urodził się w Sungai Petani, 22 kwietnia 1932 roku. Święcenia kapłańskie przyjął w 1966 roku. 11 lat później papież Paweł VI mianował go biskupem Penang. W roku 1983 Jan Paweł II ustanowił go arcybiskupem metropolitą Kuala Lumpur. Przez dwie kadencje był przewodniczącym Konferencji Episkopatu Malezji, Singapuru i Brunei: w latach od 1987 do 1990 praz od roku 2000 do 2003. 24 maja 2003 roku zrezygnował z kierowania stołeczną archidiecezją. Do kolegium kardynalskiego został włączony przez Papieża Franciszka podczas konsystorza w listopadzie 2016 roku. Zmarł trzy dni po tym, jak Ojciec Święty ogłosił kardynałem Corneliusa Sima, wikariusza apostolskiego Brunei.
2020-10-29 19:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarła Alicja Gawlikowska-Świerczyńska, była więźniarka Ravensbrueck

2020-12-04 11:20

[ TEMATY ]

zmarły

Yotube.com

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

"Żeby przeżyć, obóz trzeba było polubić" - mówiła w wywiadzie-rzece wydanym w 2014 r. pn. "Czesałam ciepłe króliki" Alicja Gawlikowska -Świerczyńska, która cztery lata spędziła w Ravensbrueck. W piątek Wydawnictwo Czarne przekazało informację o jej śmierci.

"Z wielkim żalem przyjęliśmy informację o odejściu Pani Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej – lekarki, byłej więźniarki obozu w Ravensbrueck. Będzie nam brakowało jej fenomenalnego optymizmu i radości życia, którą zarażała od pierwszej chwili każdego, kto miał szczęście ją spotkać. Pani Alicja pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci i na kartach książki +Czesałam ciepłe króliki+. Rodzinie i bliskim składamy wyrazy najgłębszego współczucia" - napisano na profilu facebookowym Wydawnictwa Czarne.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska urodziła się w 1921 roku w Warszawie. Gdy miała dwanaście lat – umarła jej matka, jako 16-latka straciła ojca. Właśnie zdała maturę i wybierała się na studia dziennikarskie, kiedy wybuchła wojna. Dziewczyna działała w konspiracji, po wpadce trafiła na pół roku do więzienia na Pawiaku, a potem na cztery lata do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck.

Jej wspomnienia z obozu cechuje brak patosu, Gawlikowska nie ma skłonności do rozpamiętywania koszmarów. Mówi wręcz, że aby przeżyć, "trzeba było obóz polubić". "Są ludzie, którzy z wojny i pobytu w obozie wydobywają okropności. Łatwo im to przychodzi. A ja uważałam, że jeżeli jest ciężko - a przecież nie byłam w ekstra warunkach obozowych, tylko w takich, jak większość - to trzeba się bronić. Odpychać od siebie złe odczucia psychiczne i fizyczne. W każdej sytuacji znajdować moment świadczący o tym, że jest nadzieja, że ludzie nie są tacy źli. (...) Nie dopuszczałam do siebie myśli, że nie wytrzymam, że zaraz tu zginę" - mówi dodając, że jej sposobem na przetrwanie było "polubić sytuację". Na pytanie Dariusza Zaborka, jak można polubić obóz koncentracyjny Gawlikowska odpowiada: "Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Zwłaszcza, gdy sytuacja jest nie do zmiany".

Zdaniem Gawlikowskiej przeżyć obóz pomógł jej fakt, że przybyła tam stosunkowo wcześnie - na wiosnę 1941 roku, kiedy racje żywnościowe były nieco większe niż później i istniała jeszcze szansa na znalezienie stałej pracy. Najgorzej traktowane były więźniarki, które dopiero co przybyły i dla których co dzień szukano innych zadań. Ona sama także w pierwszych tygodniach pracowała przy dorywczych ciężkich robotach. Czasem było to po prostu przenoszenie cegieł z miejsca na miejsce zarządzane przez Niemców, aby dać wszystkim więźniarkom zajęcie. Była już bardzo wyczerpana, gdy dostała pierwszą znośną pracę.

"Na parę miesięcy dostałam się do hodowli królików angora. Czesałam króliki, szorowałam klatki, karmiłam. Króliki były ciepłe. Trzymałam je i mnie grzały, były piękne, miłe. Potem z mężczyznami z małego obozu jeździłam do lasu po zieleninę, kosili trawę, schła, a my jadłyśmy jagody. Wieczorem wracaliśmy, w obozie był głód, a króliki miały dobre kartofle gotowane z otrębami, a nie zgniłe, tak jak my. Można było pojeść z królikami" - wspomina Gawlikowska. Potem znalazła pracę m.in. w "warsztatach artystycznych", gdzie więźniarki produkowały sandały ze słomy, potem - w magazynach. W jej wspomnieniach Polki w obozie na tle kobiet innych narodowości wyróżniała wzajemna solidarność.

Na więźniarkach Ravensbrueck przeprowadzano eksperymenty medyczne. "+Królikom+ wszczepiano na przykład bakterie do nacięć na nogach, łamano kości, wycinano mięśnie, do ran wkładano odłamki szkła, drewna, metalu, to się nie goiło. Te dziewczyny miały w nogach okropne ubytki, dziury, te, które przeżyły, były okaleczone na całe życie". Niektórym z ofiar tych eksperymentów udało się przeżyć dzięki koleżankom, które je ukrywały, na przykład pod numerami więźniarek, które zmarły wcześniej. Gawlikowska ocenia, że udało się uratować około 80 takich kobiet.

Operacjom poddawano niemal wyłącznie Polki, one także najczęściej były ofiarami rozstrzeliwań. Zdaniem Gawlikowskiej działo się tak dlatego, że tylko w Polsce była tak masowa konspiracja. Więźniarki nigdy nie doszły, wedle jakiego klucza wybierano ofiary. Gawlikowska zapamiętała pożegnania koleżanek, które szły na śmierć. "Zawsze mówiłyśmy, że mają ładnie wyglądać. Czesałyśmy je, żeby nie pokazywały przed Niemcami, że się boją. Chodziło o to, żeby zachować twarz. Pożegnanie tych, które szły na rozstrzelanie, utkwiło mi w pamięci na całe życie. Z naszego transportu około 70 Polek. Za każdym razem czułam, że następna mogę być ja. Zwłaszcza jeśli te kobiety też trafiły za sprawę polityczną, myślałam, że to może być mój ostatni dzień" - wspomina.

Udało się jej jednak przeżyć. Po wojnie Gawlikowska-Świerczyńska została lekarką: pulmonologiem i anestezjologiem.

Książka "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską" ukazała się w 2014 roku nakładem wydawnictwa Czarne. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska, Agata Szwedowicz

ksi/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Co jest przyczyną kryzysu Kościoła? Odpowiedź poznali na odpuście

2020-12-03 20:46

[ TEMATY ]

odpust parafialny

św. Klemens

MJscreen

Odpust w parafii św. Klemensa w Ustroniu.

Odpust w parafii św. Klemensa w Ustroniu.

– Św. Klemens pokazuje nam wielką miłość do Kościoła, który jest wspólnotą świętą ludzi słabych i grzesznych – mówił na odpuście w parafii św. Klemensa w Ustroniu ks. Krzysztof Zięba.

We wcześniejsze lata odpust poprzedzały Dni Klemensowe, na które składały się spotkania, koncerty czy też wystawy o tematyce religijnej. W tym roku z powodu obostrzeń były sprawowane jedynie Msze św. odpustowe z udziałem niewielkiej grupy wiernych.

Sumę odpustową ku czci św. Klemensa celebrował ks. proboszcz Wiesław Bajger i zaproszony kapłan – sędzia Sądu Biskupiego z Bielska-Białej ks. Krzysztof Zięba, który głosił kazania odpustowe. Zauważył, że odpust parafialny to święto patronalne kościoła parafialnego, święto wspólnoty wiernych parafii, to czas łaski i wielkiego miłosierdzia Bożego. W tym dniu każdy wierzący ma okazję doświadczyć w sposób namacalny daru Bożej miłości, miłosierdzia i przebaczenia wyrażającego się w darze odpustu.

Kapłan podkreślił, że świętowanie odpustu przypomina o patronie parafii św. Klemensie – papieżu i męczenniku, który w tych szczególnych czasach epidemii i różnych informacji wpływających na niektórych w sposób dołujący, pokazuje wielką miłość do Kościoła, będącego świętą wspólnotą ludzi słabych i grzesznych. Św. Klemens pokazuje, że nawet grzech jest rozpaczliwym wyrazem pragnienia szczęścia i miłości, tęsknoty, która drzemie w każdym człowieku, a spotkanie z Chrystusem, Który jest miłością, Który dotyka i leczy najboleśniejsze rany, odmienia wszystko.

Możemy powiedzieć, że trudno jest pokochać Kościół, jeśli widzi się w nim tylko ludzkie ciało, grzesznych i cielesnych ludzi, słabe i nieprzejrzyste instytucje. Ale kiedy się pomyśli, że głową Kościoła jest Jezus Chrystus, to staje się możliwe, że zaczniesz na Kościół patrzeć inaczej. W obliczu kryzysu Kościoła w Koryncie nasz patron św. Klemens mówi, że przyczyną kryzysu jest osłabienie miłości oraz innych nieodzownych cnót chrześcijańskich. Dlatego wzywał on wiernych i wzywa dziś każdego z nas do postawy pokory i miłości braterskiej – zaznaczał.

Na koniec modlitwy, zamiast procesji dookoła kościoła, wystawiono Najświętszy Sakrament na ołtarzu i modlono się o ustąpienie epidemii i pokój w Ojczyźnie. Pobłogosławiono również wiernych relikwiami św. Klemensa.

O odpuście piszemy również w najnowszej papierowej Niedzieli na Podbeskidziu nr 49 na 6 grudnia 20202 r.

CZYTAJ DALEJ

Swiatłana Cichanouskaja napisała list do papieża Franciszka

2020-12-05 09:06

[ TEMATY ]

Białoruś

Franciszek

Swietłana Cichanouska

wikipedia.org

Swiatłana Cichanouska

Swiatłana Cichanouska

Na dramatyczną sytuację swych rodaków zwróciła uwagę w liście adresowanym do Ojca Świętego kandydatka na prezydenta Białorusi w wyborach prezydenckich w 2020 roku Swiatłana Cichanouskaja. Odnosząc się do opublikowanej w październiku encykliki Fratelli Tutti, apeluje o to, aby wsparł Białorusinów w ich walce o “lepszą politykę” i “ przyjaźń społeczną”. Te terminy używane są w papieskim dokumencie.

W piśmie czytamy, że w latach ‘90 Białorusini wybrali władzę, która obiecywała stabilność i bezpieczeństwo.

– Jak się okazało, za cenę wolności, prawa wyboru i samodzielności – podkreśla.

Swiatłana Cichanouskaja zaznacza, że przez ćwierć wieku społeczeństwo próbowało zmienić ten porządek, ale nie mogło tego uczynić ze względu na dużą atomizację.

– Paradoksalnie w czasie pandemii koronawirusa Białorusini poczuli siłę solidarności i samoorganizacji, szczególnie na tle pasywności i obojętności państwa – napisała.

Stąd późniejsza aktywność w sferze politycznej. Jej zdaniem, Białorusini zachowali się, jak pobity wędrowiec z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie.

– Władze ograbiły Białorusinów kradnąc ich głosy, a kiedy ci wyszli na ulice żeby pokojowo protestować, zastosowały przemoc, poniżenie i tortury. Jednak społeczeństwo nie odpowiedziało na państwową agresję tym samym – dodaje.

Swiatłana Cichanouskaja przypomina, że prawosławni, katolicy i protestanci szukają wyjścia z sytuacji i apelują o powstrzymanie przemocy i zwolnienie więźniów politycznych. Wymienia duchownych i działaczy chrześcijańskich, którzy są prześladowani przez władze. Są to, przede wszystkim zwierzchnik białoruskich katolików abp Tadeusz Kondrusiewicz, którego władze nie chcą wpuścić na Białoruś, a także między innymi, bp Juryj Kasabucki, który otrzymał ostrzeżenie od Prokuratury oraz ksiądz z Rosson Wiaczasłau Barok, który został skazany na 10 dni aresztu za post na Facebooku.

Kończąc swój list Swiatałana Cichanouskaja prosi papieża Franciszka o modlitwę i słowa, które “przebiją się przez pancerne szyby samochodów, tarcze milicji i wyłączony internet”.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję