Reklama

Niedziela Wrocławska

“Kościół w czasach turbulencji”

Podczas Inauguracji Roku Akademickiego na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, wykład inauguracyjny wygłosił ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Akademii Katolickiej w Warszawie.

ks. Łukasz Romańczuk

Ks. prof. Krzysztof Pawlina

Ks. prof. Krzysztof Pawlina

Temat wykładu: “Kościół w czasach turbulencji” podzielony został przez ks. rektora na trzy części: Pierwsza - Poszukiwanie duszpasterstwa rozczarowanych, druga - Co Kościół powinien dzisiaj robić, klucz do odnowy i trzeci, powrotu do Kościoła.

Duszpasterstwo rozczarowanych

Reklama

Na samym początku wykładu ks. Pawlina zwrócił uwagę na powody odchodzenia ludzi od Kościoła. - "Odchodzę". "Proszę mnie wypisać z Kościoła". To są coraz częstsze deklaracje, które padają w kancelariach parafialnych. "Nie chcę mieć nic wspólnego z tą instytucją. Odchodzę, bo jestem rozczarowany tą organizacją Nie broni ona wolności kobiety, jest drugą władzą w kraju, brak jej tolerancji." Na podejmowaną przez księdza próbę rozmowy, większości przypadków słychać: Nie! Odchodzę! Obrażeni na Kościół jedni odchodzą głośno, inni w milczeniu. Dokąd pójdą? W homilii na krakowskich Błoniach papież Jan Paweł II powiedział, że człowiek jest wolny. Może powiedzieć Bogu nie, ale pytanie zasadnicze: czy wolno i w imię czego wolno? Wiara to jest wybór, nie przymus i konieczność. Można odejść, ale dokąd?

Chcąc zobrazować ten stan, Ks. Pawlina przywołał historię z Dworca Centralnego w Warszawie. Kapłan spotkał tam głodnego człowieka, proszącego o zakup jedzenia. Ksiądz zadał pytanie: “Dlaczego pan błąka się o poranku na dworcu”. Człowiek odpowiedział: “Uciekłem z domu. Pokłóciłem się z ojcem, trzasnąłem drzwiami i wyjechałem do Warszawy”. Następnie kapłan zadał pytanie o ewentualne pojednanie z ojcem. W odpowiedzi usłyszał: “Nie. Może na Boże Narodzenie. Może na święta ja się zmienię, albo mój ojciec będzie lepszy.”

Odnosząc się do tej historii, rektor warszawskiej uczelni porównał ją do osób odchodzących z Kościoła. - Gdzie oni teraz są? Czy nie błąkają się gdzieś w swoim sumieniu. A my? Liczymy ilu odeszło i tworzymy statystyki. Może powinniśmy się za nich modlić? Chyba każdy ksiądz zna kilka takich osób, widział ich twarze i zbuntowane oczy. I pewnie za nich nikt nie zamówi Mszy św. Może ksiądz, który był świadkiem odejścia, zerwania, zacznie zamawiać za nich Mszę św., aby mogli w duszy odczuć, że Bóg jest dobry.

Reklama

Podjęcie próby odejścia od Kościoła jest złożonym problemem. -Wielu, którzy odchodzi mówi, że nie przestało wierzyć w Boga. To jest jakieś pęknięcie w głębi człowieka. Człowiek pękł w swoim wnętrzu i stoi wobec zadania pojednania się z sobą samym. Jak w to ludzkie pęknięcie wpuścić promień światła łaski? Jakim sposobem towarzyszyć człowiekowi w jego drodze do samego siebie? Oto pytania, które wytyczają nowy kierunek duszpasterstwa, nazwanego przeze mnie duszpasterstwem rozczarowanych? - mówił kapłan.

Nie zamykając tego tematu, ale pozostawiając pod refleksję i działanie, ks. Pawlina przeszedł do drugiej części swojego wykładu, czyli

Ukazanie klucza do odnowy Kościoła.

- Źródłem odnowy Kościoła zawsze byli ludzie, w przeciwieństwie do wielu innych instytucji podejmujących wewnętrzne procesy naprawcze, w Kościele taka odnowa zaczynała się od pokornego poszukiwania świętości, gorliwości, służbie i gotowości do ofiarnego życia i ofiarowania swojego życia bez oczekiwania na nagrody, szacunek i docenienia ze strony świata. Dopiero potem stawia się na kompetencje intelektualne, kulturowe, wykształcenie itd. - zaznaczył prelegent.

Przywołując słowa bp. Lazzaro You Heung-sik, prefekta ds. duchowieństwa, że “kluczem do odnowy Kościoła jest duchowość Apostołów, ks. Pawlina stwierdził: - Możemy zadać sobie pytanie, czym kierował się Jezus wybierając Apostołów? Ewangelia pisze wyraźnie, że wybrał tych, których chciał. Ale dlaczego tych? Czy oni się czymś wyróźniali? Nie byli bogaci, nie mieli wykształcenia, pochodzenia, szczególnej inteligencji. Dlaczego poszli za nim? Na pewno jedną z przyczyn była miłość, czas, troska pokazana im przez Mistrza. A jak jest dzisiaj? Czy program formacyjny w seminariach sam z siebie jest w stanie pociągnąć młodego człowieka, jeśli nie zobaczy on konkretnych przykładów Bożych ludzi? Przez wiele lat, kiedy pełniłem funkcję rektora seminarium, podczas pierwszej rozmowy pytałem kandydata - “Dlaczego ty tu jesteś?” Zdecydowana większość odpowiadała: “Bo spotkałem prawdziwego księdza i chciałbym być taki jak on”. W zwykłych parafiach, miastach, wioskach, można spotkać miłość, troskę i czas. Kapłaństwo nie zaczyna się w seminarium, ale gdzieś na katechezie, we wspólnocie, podczas pielgrzymki, niedzielnej Mszy św. i choć prawdą jest, że główny ciężar formacji spoczywa na instytucjach zakonnych i seminariach, to lepiej, aby rdzeniem tej formacji nie pozostały programy, ale ludzie, owi Boży szaleńcy - stwierdził ks. profesor.

Zatrzymując się nad działaniem osób, które działają w imię Boże, kapłan zwrócił uwagę na ich relację z Bogiem. -Ci Boży szaleńcy zakorzenieni są gdzieś w głębi życia Boga. Oni są świadkami płynącej łaski Bożej. Są oni jak “drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną”. Trudno jest dostrzec tę płynącą wodę. Istnieje Kościół realny - Kościół Bożych szaleńców. Istnieje też Kościół kreowany przez ludzkie opinie, politykę i świat realny. Na naszych oczach zaczyna się robić pewne zamieszanie. Jakie? Otóż ludzie zaczynają ten kreowany Kościół przyjmować jako Kościół realny, bo “drzewa zasadzone nad płynącą wodą” nie wydają owoców i nie mają zielonych liści, a zdarzające się gorszące zachowania naszego środowiska potwierdzają ich myślenie. Na szczęście wielu młodych ludzi rozróżnia Kościół, który żyje łaską sakramentów od medialnych relacji o Kościele - zaznaczył kapłan.

Następnie ks. Pawlina przywołał prowadzone przez siebie badania naukowe. - Młodzi ludzie wstąpili do seminarium, bo chcieli być ludźmi Boga. I to jest najważniejszy model, który należy pielęgnować, rozpalać i ofiarować światu. I wtedy Kościół będzie uratowany, a są ku temu dobre przesłanki. Na pytanie: Czym jest kapłaństwo? większość alumnów pierwszego roku odpowiedziała, że jest ono służbą i drogą do osobistej świętości. Te dwa pragnienia się uzupełniają. Im lepiej służę, tym jestem bliżej świętości życia, a im lepiej uświęcam swoje życie, tym lepiej służę Kościołowi. Ci młodzi ludzie przychodzą ze świata bardzo często niechętnego i czasami wręcz wrogiego Kościołowi. Słyszą medialną propagandę, nie zawsze fałszywą, a mimo to mają w sobie jakąś wolę walki o Kościół, pragnienie czasami większe niż nie jeden zmęczony życiem ksiądz. Słyszą przecież złośliwe żarty swoich kolegów, zdziwienie nauczycieli i niedowierzanie i sprzeciw rodziców. A są mimo to świadomi, że wybór którego dokonują powinien przynieść błogosławione skutki także dla nieprzyjaciół. Ci młodzi ludzie rzadko są liderami w swoich środowiskach. Dlaczego Jezus ich woła? Skąd przyszło mu do głowy, że to któryś z nich ocali Kościół? Drogi wielu świętych były usłane cierniami rzucanymi przez braci i siostry z tego samego Kościoła, a jednak tajemnica świętości wymyka się socjologicznym badaniom i formacyjnym programom - powiedział ks. rektor.

Kontynuując swoją diagnozę, na podstawie prowadzonych przez siebie badań, ks. Pawlina zatrzymał się nad wiekiem i wykształceniem osób rozpoczynających formację w seminarium duchownym. -Daje się zauważyć, że przez ostatnie 20 lat podniosła się średnia wieku kandydatów. To pokazuje, że decyzję o kapłaństwie podejmują ludzie bardziej dojrzali, bardziej doświadczeni. Mający za sobą jakiś krótki etap pracy zawodowej czy studia . Mieli oni więcej czasu na przemyślenia i podjęcie osobistej decyzji. Podejmują ją samodzielnie po głębokiej i indywidualnej refleksji i modlitwie, nie zwracając uwagi na zewnętrzną krytyką, ani na łatwe pochwały środowiska. Mają świadomość, że obniżył się status społeczny kapłana. Przychodzą nie ze względu na status, ale na powołanie, które czują. To jest największa przemiana mentalności, której trzeba się przyjrzeć i pielęgnować w procesie formacyjnym - mówił ks. profesor.

Zwracając uwagę na problemy dotykające Kościół, rektor warszawskiej uczelni użył porównania Kościoła do człowieka. - Ciężko jest żyć człowiekowi, którego nikt nie potrzebuje, rozumie i nieustannie się ośmiesza i marginalizuje. Łatwo jest rzucić taki Kościół, niezrozumiały, poobijany z napisem męczeństwo. Trudna misja w niewdzięcznym świecie. Ale to o takich ludziach, którzy Go nie zrozumieli, wykorzystywali, Jezus mówi: Litujcie się nad nimi, głoście im Królestwo Boże i obdarzajcie miłością, a ja oddam własne życie za ich niewdzięczność. I być może to jest jedna z wielu dróg do nieustannej odnowy Kościoła. Potrzebujemy głosić Królestwo Boże i łaskę Boga nie tylko we własnym środowisku, ale przede wszystkim w zagubionym, złośliwym, ironizującym, goniącym za bogactwem światem. Potrzebujemy czynić to przez sztukę, naukę, wychowanie, szkolnictwo a przede wszystkim przez miłosierdzie. My chcemy to robić i to robimy, ale musimy najpierw rozpoznać człowieka. I usłyszeć, o co mu chodzi - podkreślił kapłan.

Powrót

W dalszej części ks. Pawlina przytoczył słowa bp. Edwarda Ozorowskiego, który przestrzegał chrześcijan mówiąc tak: “Nie szukajmy wyczerpujących odpowiedzi na pytanie,których nikt nam nie zadaje.” - A ja mam wrażenie, że my często to robimy. Usłyszymy pytania, które ludzie noszą w sercach, albo pomóżmy im zadawać takie, które pomogą im zmieniać życie. Kościół bywa niepotrzebnie zmęczony organizacją niezliczonych obra i przesuwania biurka. Zakony bywają znużone poszukiwaniem samych siebie. Sumienie wtedy zapada w sen, a zadowolenie z wykonywanych obowiązków jest dość spore, nagromadzone po prostu zmęczeniem. a mimo to czujemy, że Kościół nie jest wulkanem życia i ogrodem radości. Pamiętajmy jednak, że zdecydowana większość radosnych dni Kościoła nie została zaplanowana za biurkiem, ale na ulicy - zaznaczył ks. rektor.

Przy tej okazji ks. Pawlina przywołał m.in. osobę św. Franciszka z Asyżu, św. Filipa Nereusza, św. Ignacego Loyoli, św. Jana Bosco czy Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, ukazując ich zaangażowanie w głoszenie Ewangelii. - Czy ktoś im to kazał? Polecenie przyszło z wysokości, a ich serce wypowiedziało słowa, których często się lękamy: “Oto ja, poślij mnie”. A przecież w Ewangelii Jezus wyraźnie mówi do uczniów: “Nie bójcie się”. Ten lęk może nas paraliżować przed podjęciem apostolskiej aktywności. Może warto przypomnieć sobie słowa ze Starego Testamentu, kiedy Bóg mówi do proroków: “Prawdziwym strachem mogę was napełnić Ja, a w zasadzie ten strach zrodzi się sam, gdy nie będziecie tym, kim powinniście być - zaznaczył prelegent.

Podsumowując swoje wystąpienie, ks. rektor wskazał na działanie, które może zmienić obecną sytuację. - Człowiek nikomu niepotrzebny staje się smutny, bo umiera fizycznie i duchowo. I Kościół nikomu niepotrzebny czeka ten sam los. I choć nie jesteśmy aniołami zbierajmy codziennie te okruchy, dobra , piękna, miłości i miłosierdzia, które Bóg ukrył w naszych sercach. I z tymi okruchami wyjdźmy do ludzi, a wtedy wróci do nas życie, życie Kościoła - zakończył ks. Krzysztof Pawlina.

2021-10-26 16:51

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dziś mija ponad 750 lat od rozpoczęcia najdłuższego konklawe w dziejach Kościoła

2021-11-29 18:48

[ TEMATY ]

biskupi

konklawe

Episkopat News

W dniu 29 listopada 1268 rozpoczęło się w Viterbo w środkowych Włoszech (region Lacjum) najdłuższe konklawe w dziejach Kościoła katolickiego, trwające prawie 3 lata.

Właśnie przedłużające się obrady kardynałów, którzy nie mogli przez tyle czasu dojść do porozumienia, skłoniły władców i mieszkańców miasta do podjęcia stanowczych kroków: zamknęli oni purpuratów-elektorów "pod kluczem" (cum clave), ograniczając im jednocześnie dostawy żywności, zmuszając ich tym samym do bardziej zdecydowanych działań. Sposób ten okazał się ostatecznie skuteczny i 1 września 1271, a więc 750 lat został wybrany Grzegorz X (†1276). Tak narodziła się instytucja konklawe, czyli całkowitego oddzielenia kardynałów od świata zewnętrznego do czasu wyboru papieża.

CZYTAJ DALEJ

Św. Andrzej Apostoł

Niedziela podlaska 47/2001

[ TEMATY ]

św. Andrzej

pl.wikipedia.org

Luca Giordano, Męczeństwo św. Andrzeja

Luca Giordano, Męczeństwo św. Andrzeja

Święty Andrzej Apostoł jest jedną z bardziej popularnych postaci spośród katalogu świętych. Świadczy o tym fakt, że rozpoczyna on listę 30 świętych i 32 błogosławionych noszących to imię. Jest on bardzo popularnym świętym również w Polsce. Potwierdzeniem tego są obecne w polskiej kulturze liczne przysłowia i zwyczaje związane z obchodzeniem jego święta.

Św. Andrzej Apostoł pochodził z Betsaidy i był młodszym bratem św. Piotra. Z pochodzenia był Żydem. Tak jak jego brat, był rybakiem. Początkowo św. Andrzej był uczniem św. Jana Chrzciciela. On właśnie jako pierwszy z braci miał szczęście spotkać Pana Jezusa nad Jordanem. Scenę powołania Andrzeja na Apostoła opisują wszyscy ewangeliści. Z uwagi na to, że jako jeden z pierwszych został uczniem Pana Jezusa, wszyscy umieszczają św. Andrzeja na czwartym, a nawet na drugim miejscu w wykazach Apostołów. Bardzo szczegółowo opisał moment powołania naoczny świadek, św. Jan: "Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa rzekł:´Oto Baranek Boży´. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: ´Czego szukacie?´ Oni powiedzieli do Niego: ´Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?´ Odpowiedział im: ´Chodźcie, a zobaczycie´. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: ´Znaleźliśmy Mesjasza´ - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa" (J 1, 35-41).

Jednak to powołanie nie było trwałe. Opuścili oni Jezusa po pierwszym spotkaniu i wrócili do Galilei, do swego rybackiego życia. Ewangelista Mateusz opisał scenę powtórnego powołania braci Andrzeja i Szymona zajętych pracą rybacką. Ewangelista pisze, że Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". A ich odpowiedź była natychmiastowa: "Zostawili sieci i poszli za Nim". Ewangelie wspominają jeszcze Andrzeja dwa razy. Przy cudownym rozmnożeniu chleba, kiedy Pan Jezus zapytał Filipa: "Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?" - św. Andrzej rzekł do Niego: "Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?" (J 6, 5-9).

Ostatni raz występuje on w Ewangeliach jako pośrednik między poganami a Panem Jezusem: "A wśród tych, którzy przybywali oddać pokłon (Bogu) w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy, i prosili go mówiąc: ´Panie, chcemy ujrzeć Jezusa´. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi" ( J 12, 20-22).

O ile mamy jakieś informacje o życiu św. Andrzeja przed Zesłaniem Ducha Świętego, o tyle trudniej jest ustalić miejsce jego życia po Pięćdziesiątnicy. Tradycja chrześcijańska próbowała odtworzyć historię jego działalności. Orygenes mówi, że św. Andrzej pracował w Scytii, między Dnieprem a Donem. Według wielu innych miał ewangelizować w Azji Mniejszej, a stamtąd prawdopodobnie udał się do Achai, w której poniósł śmierć męczeńską.

Jak wielkim zainteresowaniem cieszyła się postać św. Andrzeja świadczą liczne apokryfy. Do najciekawszych należą: Dzieje Andrzeja z II i III w. oraz Męka Andrzeja z IV w. Według nich św. Andrzej po Pięćdziesiątnicy udał się do Achai, gdzie swoje nauczanie popierał wieloma cudami, którymi pozyskał wielu nowych wyznawców Chrystusa. Wśród tych cudów były: uzdrowienia chorych, wypędzanie złych duchów z opętanych, a nawet wskrzeszenia umarłych. Według apokryfów św. Andrzej został aresztowany po przybyciu do miasta Patras na Peloponezie przez namiestnika rzymskiego, który skazał go potem na śmierć poprzez ukrzyżowanie. Św. Andrzej przyjął ten rodzaj śmierci z wielką radością, bo przez to mógł jeszcze bardziej upodobnić się do Pana Jezusa. Tak oto opisywane jest jego męczeństwo: "Dotarłszy do miejsca, gdzie przygotowano krzyż, wykrzyknął wielkim głosem: ´Witaj krzyżu! Uświęcony przez Ciało Chrystusa i ozdobiony przez Jego członki niby perły! Zanim Pana wzniesiono na tobie, budziłeś bojaźń ludzką. Ale teraz, źródło niebieskiej miłości, stałeś się nieskończenie upragniony. Ci, którzy wierzą, znają radość, jaką ty zawierasz, i nagrodę, jaką gotujesz. Idę ku tobie spokojny i radosny. (...) O dobry krzyżu, któremu członki Pańskie przydały tyle blasku i piękności, krzyżu długo pożądany. (...) Weźmij mnie spośród ludzi i zwróć mnie Mistrzowi mojemu, aby Ten, który mię przez ciebie odkupił, przez ciebie również mnie otrzymał´. A tak mówiąc, zdjął szaty i dał je oprawcom. Oni zaś dźwignęli go na krzyż, napięli jego ciało powrozami i zawiesili go tak, jak im kazano".

Te same apokryfy mówią, że męczeństwo św. Andrzeja odbyło się publicznie wobec 12000 ludzi. W czasie gdy był już na krzyżu osłoniła go nadzwyczajna jasność, tak iż na Apostoła nie można było patrzeć. Trwało to około pół godziny, aż do jego śmierci. Być może, że śmierć Apostoła została ubarwiona we wspomniane szczegóły późniejszą legendą. Jednak wydaje się rzeczą pewną, że opis jest oparty na fakcie przekazanym ustnie: "Św. Andrzej poniósł śmierć za Chrystusa w Patras przez ukrzyżowanie". Według podania krzyż, na którym poniósł on śmierć miał postać litery X, dlatego krzyż w tej postaci zwykło się nazywać " krzyżem św. Andrzeja". Tradycja podaje także czas śmierci św. Andrzeja. Nastąpiła ona 30 listopada ok. 65 r. po narodzeniu Chrystusa.

Relikwie św. Andrzeja w 356 r. przewieziono z Patras do Konstantynopola i umieszczono je w kościele Apostołów. W 1202 r. Krzyżowcy po zajęciu Konstantynopola zabrali ze sobą relikwie św. Andrzeja do Amalfi, w pobliżu Neapolu. Głowę zaś św. Andrzeja papież Pius II kazał przywieźć do Rzymu. Umieszczono ją w Bazylice św. Piotra w myśl zasady, że skoro obu braci połączyła wspólna krew, powinna również połączyć i wspólna chwała ołtarza. 25 września 1964 r. papież Paweł VI w duchu ekumenizmu nakazał zwrócić relikwię głowy św. Andrzeja kościołowi w Patras.

W ciągu wieków ustanowione zostały trzy zakony pw. św. Andrzeja: Córki Krzyża św. Andrzeja, posługujące chorym oraz ubogim; Siostry Opatrzności od św. Andrzeja, których celem jest opieka nad chorymi; Zakon św. Andrzeja.

Pierwszy kościół ku czci św. Andrzeja wystawiono w Konstantynopolu w 357 r. Najdawniejszy wizerunek św. Andrzeja pochodzi z V w. i jest w mozaice bazyliki św. Apolinarego w Rawennie.

W Polsce także kult św. Andrzeja jest bardzo żywy. Ku jego czci wystawiono w naszej ojczyźnie 121 kościołów i kaplic. Najstarszy z nich to kościół romański w Krakowie przy ul. Grodzkiej. Imię Apostoła należy do najczęściej spotykanych w Polsce. Ma to swoje odbicie w naszej literaturze pięknej. W Polsce jest ponad 60 miejscowości, które zapożyczyły swoją nazwę od imienia św. Andrzeja.

Ponieważ na św. Andrzeja kończy się zazwyczaj rok kościelny, a z Adwentem zaczyna się nowy, chłopcy i dziewczęta z roztopionego wosku zgadywali, kto z nich pierwszy się ożeni lub wyjdzie za mąż. Wróżby te nazywano "andrzejkami".

Z dniem św. Andrzeja Apostoła lud polski łączył różne przysłowia. Oto niektóre z nich: "Gdy św. Andrzej ze śniegiem bieży, sto dni śnieg na polu leży"; "Kiedy na Andrzeja poleje, poprószy, cały rok nie w porę rolę moczy lub suszy"; "Na św. Andrzeja dziewkom z wróżby nadzieja".

CZYTAJ DALEJ

Portugalia: organizacje katolickie dziękują prezydentowi za weto do ustawy legalizującej eutanazję

2021-11-30 19:44

[ TEMATY ]

eutanazja

Portugalia

Adobe.Stock.pl

Kilka organizacji katolików świeckich skierowało we wtorek podziękowania dla prezydenta Portugalii Marcelo Rebelo de Sousy za zawetowanie przez niego ustawy legalizującej w tym kraju eutanazję. Decyzja szefa państwa jest drugą w tym roku odmową podpisania przepisów pozwalających na legalizację tzw. śmierci medycznie wspomaganej.

Wśród organizacji dziękujących prezydentowi są m.in. Stowarzyszenie Lekarze Katolickich, organizacja Zatrzymać Eutanazję, a także Portugalska Federacja na rzecz Ochrony Życia. W listach skierowanych do prezydenta ich władze podziękowały szefowi państwa za obronę prawa człowieka do życia oraz wspieranie lekarzy, których, jak przypomnieli, „misją jest ratowanie ludzkiego życia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję