Reklama

Polska

Konferencja w Krakowie: uczmy się na błędach krajów

Uczmy się na podstawie tego, co się już wydarzyło w Irlandii czy Stanach Zjednoczonych. Tam chcieliby cofnąć czas, ale nie jest to możliwe – mówiła w części popołudniowej międzynarodowej konferencji na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich autorka wielu programów profilaktycznych dr Monica Applewhite z USA. Dyskutowano też o tym jak Kościół w różnych krajach reagował na skandal nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży a także o różnych uwarunkowaniach instytucjonalnych m.in. kulturze klerykalnej, które, mogą sprzyjać ich wystąpieniu.

[ TEMATY ]

konferencja

pedofilia

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

W popołudniowym bloku prof. Jörg Fegert przybliżył doświadczenia Kościoła rzymskokatolickiego w Niemczech po skandalu seksualnym w 2010 r. Spontanicznymi reakcjami Kościoła w Niemczech na nadużycia seksualne duchownych były: szok i przerażenie, poczucie bezradności, „kontrataki”, zaprzeczenie i minimalizowanie zjawiska, próby usprawiedliwienia, przytłoczenie dyskusją publiczną, poczucie wstydu i winy, poczucie bezradności – wyliczał. Dopiero potem, przy okrągłym stole, był czas na wypracowanie konkretnych działań.

- Naszym priorytetem powinny być ofiary. Sprawca powinien uznać swoją odpowiedzialność i nie powinien starać się zdyskredytować ofiary. Kościół winien starać się unikać wtórnej traumatyzacji ofiar – radził polskim uczestnikom konferencji. Wyraził radość, że w wielu krajach, które zmierzyły się ze skandalem nadużyć seksualnych, obecnie debata dotyczy ofiar i niesienia im pomocy, a kiedyś głównie koncentrowała się na wizerunku Kościoła i sprawcach.

Wspomniał też o obowiązujących w Niemczech różnych wytycznych postępowania w przypadkach nadużyć seksualnych - Wytyczne to nie jest rozwiązanie samo w sobie, potrzebna jest ewaluacja. Papier przyjmie wszystko. Ważne jest to co wprowadzamy w życie – tłumaczył uczestnikom konferencji - Szok spowodował, że podjęliśmy działania i teraz nie możemy się cofnąć. Teraz reakcja Kościoła w Niemczech jest modelowa – dodał.

Reklama

Dr Monica Applewhite z USA przybliżyła doświadczenia krajów anglosaskich. Przedstawiając historię zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci zwróciła, iż dopiero pod koniec lat 70. zaczęto prowadzić badania na temat tego jakie skutki może to mieć dla ofiar. - Wiedzieliśmy że nadużycia seksualne są przestępstwem, a dużo później poznaliśmy ich skutki - mówiła.

Przeszłości nie da się zmienić, dlatego obecnie całą uwagę należy skupić na planie działania w przyszłości, opartym na wnioskach wyciągniętych z przeszłości. - Uczmy się na podstawie tego, co wydarzyło w Irlandii, Kanadzie, Stanach. W tych krajach chcieliby cofnąć czas, ale się nie da – mówiła.

Uczestnikom konferencji radziła: „wprowadzajmy zmiany od wewnątrz – zanim zostaną one wymuszone przez zewnętrzną interwencję”. Przełożonych kościelnych i ich przedstawicieli zachęcała, by byli odważni w podejmowaniu działań, które są odmienne od działań ich poprzedników. - Świat się zmienia – argumentowała.

Reklama

Z kolei psycholog Ewa Kusz omówiła instytucjonalne uwarunkowania sprzyjające wykorzystaniu seksualnemu w Kościele. Przywołała słowa Benedykta XVI z listu do katolików w Irlandii: „Wśród czynników, które się na to złożyły możemy wymienić: niewłaściwe procedury stosowane przy określaniu, czy kandydaci do kapłaństwa i życia zakonnego spełniają konieczne do tego warunki; niewystarczającą formację ludzką, moralną, intelektualną i duchową w seminariach i nowicjatach; tendencję w społeczeństwie do przychylniejszego traktowania duchowieństwa i innych osób obdarzonych władzą oraz źle pojmowaną troskę o dobre imię Kościoła i o to, aby unikać skandali, czego skutkiem było niestosowanie obowiązujących kar kanonicznych i brak ochrony godności każdej osoby. (…) Popełniono poważne błędy w podejściu do oskarżeń. Rozumiem, jak bardzo było trudno zdać sobie sprawę z rozmiaru i złożoności problemu, uzyskać rzetelne informacje i podjąć słuszne decyzje w świetle rozbieżnych rad ekspertów. Mimo to trzeba przyznać, że popełniono poważne błędy w ocenie sytuacji i kierownictwie”

Kusz zwróciła uwagę na element określony jako „kultura klerykalna”. Wyjaśniła, że jej cechą zasadniczą jest poczucie szeroko rozumianej wyższości duchowieństwa nad resztą ludu Bożego. Naturalną jej konsekwencją jest – jak mówiła - chronienie tego, co się osiągnęło, ochrona za wszelką cenę dobrego obrazu własnego i duchowieństwa w ogólności; dążenie, by osiągnąć „wyższy stopień wtajemniczenia”. Pochodną tych dążeń jest autorytarny sposób sprawowania władzy przez kapłanów na różnych stopniach odpowiedzialności we wspólnocie diecezjalnej, parafialnej czy w innej wspólnocie religijnej.

Prelegentka zwróciła też uwagę, że niejednokrotnie, gdy wykorzystanie seksualne wychodzi na jaw, okazuje się że dla wielu osób przestępstwo to nie było tajemnicą. Milczenie, czy brak reakcji może mieć wiele przyczyn. Wydaje się, że najbardziej znaczące są trzy: silne poczucie grupowej przynależności, bagatelizowanie faktów z powodu braku wiedzy oraz dysonans poznawczy, który wynika ze sprzeczności pomiędzy powołaniem kapłańskim a wykorzystaniem seksualnym.

Według Ewy Kusz, w Polsce i w innych krajach postkomunistycznych kultura milczenia ma również swoje historyczne korzenie w doświadczeniu życia w warunkach państwa policyjnego.

Prelegentka Wskazała na trzy zasadnicze, zachodzące na siebie, czynniki, sprzyjające nazwanej przez Benedykta XVI niewłaściwej postawie przełożonych Kościoła: kulturę klerykalną, szczególnie w aspekcie ochrony powierzonej instytucji, jak i autorytarnego sposobu sprawowania urzędu, nieadekwatne przygotowanie przełożonych, szczególnie w zakresie formacji ludzkiej oraz zarządzania i na brak osobistego spotkania z ofiarami.

Przywołała słowa Benedykta XVI 20 grudnia 2010 r., który podsumowując rok kapłański w przemówieniu do Kurii rzymskiej powiedział m.in.: “Musimy podjąć to upokorzenie jako wołanie o prawdę i wezwanie do odnowy. Tylko prawda daje zbawienie. Musimy zapytać samych siebie, co możemy zrobić, aby w jak największym stopniu naprawić wyrządzoną niesprawiedliwość. Musimy zapytać samych siebie, co było błędem w naszym przepowiadaniu, w całym naszym sposobie układania życia po chrześcijańsku, że mogło dojść do czegoś takiego. Musimy odkryć nowe zdecydowanie w wierze i czynieniu dobra. Musimy być zdolni do pokuty. Musimy z determinacją podejmować wszelkie możliwe wysiłki w zakresie przygotowania do kapłaństwa, aby na przyszłość takie rzeczy nie mogły się więcej wydarzyć.”

Do tych zaleceń papieża odniósł się później Prymas Polski abp Wojciech Polak, mówiąc, że powinny one stać się programem postępowania Kościoła w Polsce w kwestii nadużyć seksualnych wobec nieletnich.

2014-06-20 20:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

"Rzeczpospolita": epidemia sprzyja aktywności pedofilów w internecie

2020-08-25 07:17

[ TEMATY ]

pedofilia

Pixabay.com

Zagrożenia w wirtualnym świecie nie są wcale wirtualne, lecz jak najbardziej realne...

Zagrożenia w wirtualnym świecie nie są wcale wirtualne, lecz jak najbardziej realne...

Mniej drastycznych przestępstw wobec dzieci, a pedofile aktywność skoncentrowali w sieci. Rekordzista ściągnął ponad 4 tys. filmików - alarmuje wtorkowa "Rzeczpospolita".

Uwodzenie na czatach, zwabianie podstępem i wykorzystywanie, gromadzenie pedofilskich nagrań i zdjęć oraz kolportowanie ich w sieci – w czasie pandemii problem nie zniknął, a niektóre nadużycia wobec dzieci przybrały na sile – wynika z danych Komendy Głównej Policji, które publikuje wtorkowa "Rzeczpospolita".

"Rz", analizując odnoszące się do małoletnich artykuły kodeksu karnego, podliczyła, że od stycznia do lipca tego roku w kraju doszło do 5961 przestępstw seksualnych wymierzonych w dzieci. W roku ubiegłym w tym samym okresie takich czynów ujawniono 2,2 tys.

Lawinowy wzrost to głównie efekt działań mężczyzny, który ściągnął z sieci ponad 4 tys. filmów z dziecięcą pornografią i tym podbił statystyki. Jednak nie licząc tego "rekordu", mimo ograniczeń związanych z pandemią, nadużyć seksualnych, których ofiarami padają najmłodsi, jest wciąż dużo – od stycznia do lipca – ponad 1,9 tys. – wynika z policyjnych danych, które przytacza gazeta.

"Dzieci są wciąż uwodzone za pośrednictwem internetu – w tym roku 213 razy (o 27 razy mniej niż rok temu do lipca) – chociaż w okresie najostrzejszych rygorów związanych z pandemią policja była nastawiona głównie na sprawdzaniu przestrzegania kwarantanny. Policjanci twierdzą, że pedofile lepiej się kamuflują, więc ujawnianych jest tylko część takich zdarzeń" - alarmuje "Rz".

Największy wzrost dotyczy utrwalania, posiadania i rozpowszechniania dziecięcej pornografii – przestępstw z art. 202 kodeksu karnego odnoszących się do małoletnich – w tym roku do lipca stwierdzono ich łącznie 4903, gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku – 975.

To efekt działań jednej osoby – mężczyzny z Pomorza, który z sieci ściągnął ponad 4 tys. filmów z dziecięcą pornografią. Namierzyli go jeszcze w ubiegłym roku policjanci z Gorzowa Wielkopolskiego. "W sprawie zasięgaliśmy dwóch opinii. Jedna potwierdziła treści pornograficzne, druga, uzupełniająca opinia antropologiczna, określiła wiek osób utrwalonych na filmach" – mówi "Rz" prok. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. W efekcie, już w tym roku mężczyzna usłyszał aż 4025 zarzutów.

Gazeta pisze również, że znacząco przybyło zachowań, za którymi kryje się m.in. produkowanie, utrwalanie i rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletnich, za co grozi do 12 lat więzienia. W tym roku do lipca ujawniono ich 488 – rok temu, do lipca – 215. (PAP)

akuz/tgo/

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do … Marka Jakubiaka

2020-09-19 08:37

[ TEMATY ]

5 pytań do...

Marek Jakubiak

wpolityce.pl

5 pytań do … Marka Jakubiaka, polityka, posła na Sejm VIII kadencji, Prezesa Federacji dla Rzeczypospolitej

Piotr Grzybowski: Panie Pośle, jak to się stało, że przedsiębiorca zdecydował się wejść do polityki?

Marek Jakubiak: To był autentyczny bunt. Policzyłem swoje szable, to znaczy menagerów, wszystkich, którzy u mnie pracowali, zapytałem ich, czy dadzą radę beze mnie prowadzić dalej interes i powiedziałem, że jeżeli nie będziemy zmieniać sami, to nikt nam nie zmieni Polski tak, żeby przedsiębiorczość mogła mieć swoje stabilne miejsce w polityce. Mało nas jest do pieczenia tego chleba. Naprawdę. W Parlamencie lobby historyczno- dziennikarskie jest przeokrutnie wielkie, natomiast najczęściej są to ludzie, którzy uważają, że pieniądze pochodzą z konta, a nie z ciężkiej pracy, więc takie mamy ustawodawstwo, jakich mamy posłów. A ponieważ uważam, że przedsiębiorczość jest sercem organizmu, a społeczeństwo krwią, to powinniśmy jednak dbać o to serce, bo jak stanie, to po prostu wszyscy padniemy.

PG: Pana staż polityczny jest tyleż krótki, co burzliwy. W wyborach parlamentarnych w 2015 startował Pan z komitetu wyborczego Kukiz’15, współtworzył Pan stowarzyszenie Endecja, powołał Pan partię Federacja dla Rzeczpospolitej, której został Pan prezesem. Czy wciąż poszukuje Pan swojej drogi politycznej?

MJ: Wie Pan, ja mam gigantyczne dwa sukcesy polityczne. Po pierwsze, wyborcy do mnie mówią „Panie Marku”, albo „Panie Pośle” i dla mnie jest to o tyle zaszczyt, że nikt mnie nie wyzywa na ulicy, tylko zazwyczaj podchodzą do mnie ludzie i zwracają się per Panie Marku. Jestem z tego powodu bardzo dumny. Rozpoznają mnie - to jest druga rzecz. Trzecia rzecz jest taka, że jeżeli chodzi akurat o Endecję, to wszyscy razem wykonywaliśmy polecenia Pawła Kukiza, bo to były jego pomysły powołania takiego stowarzyszenia, ale on sam nie chciał się angażować i delegował do tego tematu mnie. Natomiast tak naprawdę, to ja powołałem Federację dlatego, że Paweł Kukiz chciał mnie usunąć z Kukiz’15. Nie chciałem dopuścić do sytuacji, kiedy moi przyjaciele przeciwko mnie głosują, bądź nie głosują, wszystko jedno. Nie chciałem ich stawiać w tak dwuznacznej sytuacji, więc sam po prostu odszedłem. Panie Redaktorze, ja uważam, że ważniejsze dla mnie jest lustro, niż bycie albo nie-bycie w Sejmie. Oczywiście, to jest wielka godność, to jest wielkie wyzwanie, ale nie za wszelką cenę. Jak widać, będąc poza Sejmem również nie wypadłem ani z mediów, ani z obiegu politycznego, dalej mam coś do powiedzenia i do przekazania.

PG. Co bardziej wciąga: polityka czy biznes?

MJ. Jak Pan widzi, już zacząłem kręcić się na krześle, jak tylko takie pytanie słyszę, bowiem mamy do czynienia z dwoma światami. Polityka to jest długodystansowy bieg, który po drodze ma różne niespodzianki, których nie da się przewidzieć, bo tutaj mówimy o emocjach ludzkich, o przyzwyczajeniach, o wychowaniu itd. Wiele jest składowych, które razem kumulują się na postawy posłów, kolegów, koleżanek itd. Ja tego doznałem, więc wiem. Przedsiębiorczość, którą nazywam postawą heroiczną (bo w Polsce, w zagmatwanym prawie gospodarczym, krótkodystansowo można osiągać sukcesy) i która tak buduje adrenaliną życie człowieka, że potrafi cały wolny czas na tę swoją działalność przeznaczyć. Ja tego doznałem i w jednym, i drugim. W tej chwili, dzisiaj gnałem do Pana z Lwówka Śląskiego, z jednego ze swoich przedsiębiorstw, gdzie obecnie się zaangażowałem, bo trzeba pomóc temu dzieciakowi mojemu i wciągnęło mnie znowu z kopytami. To jest tak, że po prostu tu się nie da. Wczoraj oprowadzałem po tym swoim browarze ponad 100 osób, wycieczki robiłem, organizowałem, byli ludzie z całej branży spożywczej i powiem, że nie tylko warto mieć swoje zdanie w polityce, ale warto też mieć wiedzę na temat tego, co się robi, jakie się ma plany, bo to zaraża. Wczoraj 100 osób zaraziłem optymizmem i wczoraj 100 osób rozjechało się i jeszcze do późnych godzin nocnych dyskutowali na temat wycieczki, tego przekazu, który pokazywałem, że takie przedsiębiorstwo, jak browar w Lwówku ma 900 lat, tysiące Jakubiaków po drodze, setki piwowarów, a on dalej istnieje. Warto mieć taki przekaz, że my to wszystko robimy z jakiegoś powodu, najczęściej chcemy zbudować coś we własnej rodzinie, przekazać coś dzieciom, podnieść im standard życiowy, podnieść oczywiście swoją rangę w życiu gospodarczym i życiu prywatnym. To są te cele, które nam przyświecają.

PG: Z punktu widzenia przedsiębiorcy, co nam najbardziej przeszkadza, aby szybciej gonić gospodarki zachodnie?

PG: Nie ma z czego się śmiać, bo rząd Mateusza Morawieckiego idzie do przodu, ale bardzo drobnymi krokami. Ja cały czas mówię, od 5 lat powtarzam, (zresztą Federacja ma to w swoim programie), że dzisiaj nie ma możliwości naprawiania państwa bez likwidacji pewnych działów. To znaczy: jak stwierdzamy, że pewien dział, tak jak np. Departament Podatku CIT jest nie do naprawienia, to trzeba cały ten dział zwolnić i wprowadzić w to miejsce naprawczy system, polegający na tym, że wprowadzamy podatek zryczałtowany, bezobsługowy i wtedy mówimy o produktywności, o wydajności jednego pracownika. Tutaj, gdybyśmy wprowadzili 1% podatek przychodowy, cenotwórczy, nie kosztotwórczy i kasowy, a nie memoriałowy, to urzędnik przychodziłby tylko skontrolować nas w jednym aspekcie: czy 1 zł od 100 zł zarobionych odprowadziłem, czy nie - i koniec dyskusji z urzędnikiem. Dzisiaj, Panie Redaktorze, jest prawie pół miliona interpretacji wydanych przez urzędy skarbowe, które oprócz tego, że wydają te interpretacje, to jeszcze z nimi się nie zgadzają. I są interpretacje interpretacji interpretacji. To pytam się: w takich warunkach jak Jakubiak ma wiedzieć, kiedy cokolwiek robi zgodnie z prawem, a kiedy niezgodnie z prawem?. Więc to jest tak, że najczęściej przedsiębiorcy dowiadują się, że zrobili błąd, że z automatu stają się jakimiś przestępcami, kiedy do nich przychodzi kontrola, a oni cały czas mają świadomość, że robili dobrze. Pytam się: czy Polacy zasługują na takie prawo ? Już nawet kiedyś Jarosław Kaczyński powiedział w jednym z wywiadów, że zastanawia się nad tym CIT-em, bo tak naprawdę, jeżeli tego podatku można nie płacić, to po co taki podatek ? Logiczne? Logiczne, ale dlaczego w tym kierunku nic dalej nie idzie ? Wydajność, efektywność podatku CIT, Panie Redaktorze, to jest 0,7%. Takie Tesco, proszę Pana, w Polsce nie zapłaciło nigdy podatku CIT, a miliardami obraca. Ja już nie będę wskazywał nazw, bo tego jest cała masa, ale po prostu jesteśmy wykorzystywani przez własną naiwność. Mamy przekonanie, że „gość w dom, Bóg w dom”, tymczasem koncerny to jest żaden gość, to są zwykłe organizacje, które przychodzą tu czerpać całymi rękami zyski, nic więcej, tu nie ma żadnego podtekstu ideologicznego, politycznego, czy narodowego. Po prostu - korporacja nie ma imion i nazwisk, oni przychodzą i czerpią, co im się da. I tyle. Natomiast PKB utrzymują i budują najczęściej tacy ludzie, jak ja. 2,5 mln takich jak ja, mniejszych, większych, ale jednak warto by się trochę pochylić i wprowadzić tym ludziom po prostu spokojny sen, zwyczajnie spokojny sen.

PG: Za trzy lata kolejne wybory do Parlamentu. Czy zobaczymy w nim Marka Jakubiaka?

MJ: Panie Redaktorze, z wielką pokorą i spuszczoną głową będę oczekiwał werdyktu wyborców, bo to nie ja decyduję, tylko oni. Niestety, w tej konfiguracji ordynacji wyborczej wszystko zależy od tego, na jakich listach się jest, bowiem to nie są JOWy. Gdyby było w JOWach, to bym Panu powiedział: zawalczę, dlatego, że moi ludzie, którzy mnie znają, mają jakieś tam wyrobione zdanie i zapewne podjęliby jakąś tam decyzję na moją rzecz, myślę, że pozytywną. Natomiast nie ma tych JOWów, nie ma co w tej chwili rozdzierać szat. Sądzę, że za 3 lata w kampanii do Parlamentu będę na jakiejś tam liście, pewnie właśnie Federacji. Po prostu, Federacja musi być koalicyjna, musi mieć możliwości koalicyjne, musi spełniać pewnego rodzaju wymagania koalicyjności i po prostu trzeba blokiem iść do wyborów.

CZYTAJ DALEJ

Rocznica sowieckiej napaści na Polskę

2020-09-20 06:45

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy Krzyżu Katyńskim

Złożenie kwiatów przy Krzyżu Katyńskim

Przy Krzyżu Katyńskim znajdującym się na cmentarzu na ul. Lubelskiej w Biłgoraju odbyły się uroczystości upamiętniające 81. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę.

Wydarzenie rozpoczęło się od Eucharystii, zaś do modlitwy za ofiary 17 września 1939 roku, ofiary mordu katyńskiego i łagrów zachęcał proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Biłgoraju ks. prałat Józef Flis: – Chcemy modlić się za Ojczyznę naszą, a szczególnie za tych, którzy złożyli swe życie na jej ołtarzu, walcząc z najeźdźcą niemieckim i sowieckim. Ideologie, które stały za III Rzeszą i komunistycznym ZSRR rękami oprawców spod znaku swastyki i czerwonej gwiazdy zgotowały piekło na Ziemi naszym przodkom. Pochłonęły miliony ludzkich istnień. Dziękując Bogu za wolną Polskę sprawujmy Mszę świętą na chwałę Bożą i pożytek Ojczyzny. Niech obrońcy Polski, polegli w walce otrzymają wieniec chwały – mówił.

17 września 1939 roku, realizując zapisy tajnego protokołu do Paktu Ribbentrop - Mołotow, wojska ZSRR bez wypowiedzenia wojny zaatakowały, walczącą z Niemcami Polskę. Bardzo szybko sowieci opanowali wschodnie ziemie Rzeczpospolitej, siejąc terror, mordując i aresztując polskich obywateli. – Do Biłgoraja wojska sowieckie dotarły już 28 września, czyli nieco ponad tydzień od zajęcia miasta przez Niemców. Byli w Biłgoraju do 3 października 1939 roku. Te kilka dni wystarczyło by przeprowadzić aresztowania i działania uderzające w polskie społeczeństwo. Konsekwencja tych działań jest to co dziś określamy mianem zbrodni katyńskiej. Na biłgorajskiej liście katyńskiej, udało się zweryfikować kilkadziesiąt nazwisk. Są to głównie żołnierze Wojska Polskiego, pojmani czy to podczas walk kampanii wrześniowej czy teraz aresztowani w okresie późniejszym. Są także funkcjonariusze przedwojennej policji. Wśród ofiar Katynia, z naszego powiatu jest, urodziny w Tarnogrodzie Edmund Soroka, z wykształcenia nauczyciel, oficer rezerwy. Zmobilizowany został późnym latem 1939 roku. Podczas walk dostał się do sowieckiej niewoli i był przetrzymywany w Kozielsku, został zamordowany w Katyniu – wyjaśniał historyk, dr Adam Balicki.

O odpowiedzialności za pamięć o tamtych wydarzeniach mówił Mariusz Tłuczek, kierownik filii Urzędu Marszałkowskiego w Zamościu: – Naszym obowiązkiem jest pamięć, wdzięczność i głoszenie prawdy historycznej. To powinność wobec Ojczyzny, to powinność wobec tych, którzy za nią życie i zdrowie oddali, ale to także powinność wobec przyszłych pokoleń. W ten sposób spłacamy dług, jaki zaciągnięty został wobec tych, którzy w sercach mieli wolną Polskę i za tą Polskę przelewali swą krew – powiedział.

Obcy najeźdźcy wiele razy próbowali zniszczyć Polskę, ale bohaterska postawa wielu naszych rodaków ocaliła nasz kraj – podkreślał starosta biłgorajski Andrzej Szarlip: – Sowiecki atak jest bezprecedensowym przejawem zdrady, złamania międzynarodowego prawa oraz wszelkich zasad prowadzenia wojny. Kiedy było już po poddaniu się Westerplatte, kiedy płonęła Warszawa, kiedy polskie oddziały wycofując się w głąb kraju i na wschód walczyły z Niemieckim agresorem, został nam wbity nóż w plecy. Sowiecka armia na rozkaz Stalina, realizując postanowienia IV rozbioru Polski, zaatakowała naszą Ojczyznę bez wypowiedzenia wojny. Obok walk z Wojskiem Polskim, sowieci aresztowali inteligencję i przedstawicieli władz, policjantów, duchownym, żołnierzy, nauczycieli i inżynierów i rozpoczynają ich deportację na wschód. Chodziło o to, by wyeliminować tych, którzy w tym trudnym czasie mogliby przewodzić narodowi Polskiemu i przeciwstawiać się okupacji sowieckiej i niemieckiej. Wszystko po to, by zniszczyć nasz naród, by zabić ducha. To nie udało się sowietom i Niemcom w 1939 roku, nie udało się przez pięć lat wojny, nie udało komunistom po wojnie. Bo przetrwaliśmy będąc wiernymi ideałom, które od wieków w Polsce królują – zaznaczał.

Po mszy św. młodzież z Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących w Biłgoraju zaprezentowała okolicznościowy montaż słowno-muzyczny, w którym przybliżono historię sprzed 81 lat. Na zakończenie przy krzyżu złożono kwiaty i zapalono znicze.

Wydarzenie zostało zorganizowane przez Starostwo Powiatowe w Biłgoraju i Zespół Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących w Biłgoraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję