Reklama

Niedziela Sosnowiecka

U kresu wędrówki

Nawiedzenie wizerunku Jezusa Miłosiernego i relikwii krwi bł. Jana Pawła II, rozpoczęte w sosnowieckiej bazylice katedralnej 25 marca br., zbliża się do kresu swej wędrówki po diecezji. W niedzielę, 25 listopada, w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata parafia św. s. Faustyny na Górkach Małobądzkich w Będzinie będzie ostatnią stacją peregrynacyjną. Obraz „Jezu, ufam Tobie” zostanie tu na zawsze, zaś relikwie Papieża powrócą do katedry w Sosnowcu i zostaną umieszczone w nowym ołtarzu. Święte znaki stanowiły centrum jubileuszowego 2012 r.

W roku jubileuszu 20-lecia diecezji sosnowieckiej na naszych łamach wiele miejsca poświęcaliśmy sprawom tego nawiedzenia, a z wybranych stacji peregrynacyjnych na bieżąco prezentowaliśmy relacje oraz fotografie. Święte znaki każdego dnia przybywały do parafii, wspólnot zakonnych naszej diecezji, a także gościły poza jej granicami. Wszystko po to, by spotykać się z ludźmi, którzy zapragnęli zanurzyć się w Bożym miłosierdziu. Za Jezusem Miłosiernym każdego dnia podążali pasterze Kościoła sosnowieckiego - bp Grzegorz Kaszak oraz bp Piotr Skucha, którzy przewodniczyli głównej Eucharystii peregrynacyjnej o godz. 19 i głosili słowo Boże.

W pierwszej, przedwakacyjnej części, peregrynacja odbyła się w 79 wspólnotach parafialnych i Seminarium Diecezjalnym w Krakowie. Po wakacjach obraz i relikwie odwiedziły 83 parafie. W lipcu wyjątkowa peregrynacja odbyła się w Sanktuarium Męki Pańskiej w Imbramowicach w diecezji kieleckiej, a we wrześniu święte znaki obecne były na Marszu dla Życia i Rodziny.

Wierni

Zwykle gromadzili się w wyznaczonym wcześniej miejscu, pod krzyżem misyjnym, figurą, na skrzyżowaniu dróg, aby potem w uroczystej procesji wprowadzić święte znaki do swojego kościoła. Pierwszym zwiastunem, że chwila ta jest tuż tuż był samochód-kaplica, który służył do przewożenia wizerunku i relikwii. Widniał na nim napis: „Peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego i relikwii bł. Jana Pawła II”; na szybie zaś umieszczono niewielkich rozmiarów kopię obrazu i napis „Jezu, ufam Tobie”. Za kierownicą można było zobaczyć kapłanów naszej diecezji. Ks. Krzysztof Bendkowski, ks. Stefan Wyporski, ks. Paweł Kempiński, ks. Michał Borda i ks. Tomasz Zmarzły, którego po wakacjach zastąpił ks. Grzegorz Koss - zmieniali się w szoferce co tydzień. - Jest to niewątpliwie wielkie przeżycie duchowe przewożąc takich Pasażerów i widząc, jak głębokie przeżycia wywołują Oni wśród ludzi, którzy Ich witają, przyjmują - mówi ks. Kempiński.

Reklama

Z racji peregrynacji w niektórych parafiach wierni uczestniczyli w misjach parafialnych, inni w rekolekcjach czy dniach skupienia. Odmawiali też specjalną modlitwę o owoce peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego, a proboszczowie - Akt Zawierzenia. Często odprawiane były Apele Jasnogórskie, nabożeństwa różańcowe i Drogi Krzyżowe, procesje oraz czuwania przy Jezusie Miłosiernym. Nie ulega wątpliwości, że peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego oraz relikwii bł. Jana Pawła II była szansą dla każdej parafialnej rodziny i każdego z osobna. Wydaje się, dobrze wykorzystaną szansą. Jakie przyniesie owoce? Zewnętrzne, jak stały konfesjonał w Czeladzi, kaplica Wieczystej Adoracji w Olkuszu i wiele innych, widać gołym okiem. Na duchowe pewnie trzeba będzie jeszcze poczekać.

Znaki wiary

Podczas peregrynacji na pewno była widoczna wysoka frekwencja wiernych, która niejednokrotnie zaskakiwała ich samych, zaś proboszczowie liczny udział wiernych porównywali czasem do konsekracji świątyni czy do Wielkiej Soboty. Bywało i tak, że kościoły nie mogły pomieścić ludzi, jak w Targoszycach czy w Sułoszowej. Zaskakiwała też kreatywność duszpasterzy, którzy wykraczali daleko poza przyjęty program peregrynacji pragnąc zgotować świętym znakom jak najpiękniejsze i najcieplejsze przyjęcie.

Sms-y z prośbą o modlitwę w intencji nawiedzenia, czerwone dywany na powitanie, pilotaż strażackich wozów na sygnałach, gołębie wypuszczone w niebo, brawa na pożegnanie, płonące pochodnie wokół kościoła czy dzieci sypiące kwiaty przed obrazem - to wszystko za nami. W mniejszych miejscowościach przykuwało uwagę, jak osoby starsze, chore czy niepełnosprawne, matki z maleńkimi dziećmi na rękach, ci, którzy z różnych powodów nie mogli uczestniczyć wraz ze wspólnotą parafialną w powitaniu obrazu, wyglądali z okien, siadali na stołeczkach przy drodze, wychodzili przed dom i kłaniali się Jezusowi, szepcząc słowa modlitwy.

Reklama

Wspólnoty parafialne wiele wysiłku wkładały w przygotowanie drogi Jezusowi Miłosiernemu. Te znaki wiary były dla nich bardzo ważne. Każdy dom, każda brama udekorowane były flagami i obrazami Miłosierdzia Bożego, a ulice, drogi i dróżki oświetlone zniczami, lampionami, niektóre tak jasno, że wyglądały jak pas startowy. Z każdym mijającym miesiącem peregrynacji obrazu zauważało się, że zewnętrzne znaki wiary są coraz bogatsze, mają coraz więcej elementów. Parafie wykorzystywały pomysły i doświadczenia wspólnot, które już przeżyły czas nawiedzenia. Nie można nie wspomnieć o organizacjach społecznych - paniach z Kół Gospodyń Wiejskich, które w barwnych strojach okraszały nawiedzenie, druhach strażakach, którzy swoim zaangażowaniem w dzieło peregrynacji dali również swoje świadectwo wiary. Często uroczystość peregrynacyjną ubogacały orkiestry dęte, a także przedstawiciele władz gminnych. Ale nie tylko zewnętrzne znaki wiary poruszały. Starsi, młodzież, dzieci, całe rodziny, setki, tysiące osób przybywały, by modlić się przed obrazem Miłosierdzia Bożego, i wcześniej, oczekując na obraz i relikwie nieraz ponad godzinę. To były niezwykle budujące obrazy ludzi pogrążonych w głębokiej modlitwie, często ocierających łzy. Nie sposób było nie zauważyć duchowego przygotowania parafii.

Niespodzianki

Podczas peregrynacji zdarzały się też niespodzianki, które zaskakiwały nawet samych gospodarzy parafii. I tak np. okazuje się, że w niektórych kościołach drzwi są niższe niż 2,5 m, jak u św. Barbary w Jaworznie czy w parafii Miłosierdzia Bożego w Sosnowcu. W takiej sytuacji trzeba było obraz Jezusa Miłosiernego zdjąć z postumentu, przenieść przez drzwi, zamontować postument i dopiero umieścić blisko ołtarza. Zdarzało się, że obraz i relikwie nie pozostawały całej doby w kościele, ale były przewożone na kilka godzin do tzw. punktu, czyli kaplicy, kościoła filialnego, gdzie zwyczajowo odprawiane są Msze św. i nabożeństwa dla mieszkańców danej części parafii. I tak było np. w Jerzmanowicach czy Boguchwałowicach.

Od początku nawiedzeniu towarzyszyła Jubileuszowa Księga Peregrynacji. Jej dwa tomy opatrzone zostały licznymi świadectwami i podpisami osób uczestniczących w wydarzeniu. Trudno zliczyć wszystkie z nich, ale widać, że księga ta rzeczywiście żyła. Zawiera liczne oświadczenia i podziękowania, błagania i prośby kierowane pod adresem Jezusa Miłosiernego i bł. Papieża Polaka. Tysiące wpisów świadczą o tym, że wierni parafii naszej diecezji prowadzą autentyczny dialog z Jezusem Miłosiernym i Jego wiernym czcicielem Janem Pawłem II. Jubileuszowa Księga Peregrynacji to niezwykle cenny dokument, niesamowite, głębokie świadectwo wiary dla nas i przyszłych pokoleń.

Błysk wiary

Nawiedzenie i wszystko co z nim związane, znaki wewnętrzne i zewnętrzne, to dowód na nowy błysk wiary, świadectwo, że współczesny człowiek otwiera się na miłosierdzie Boże. Działa tu Siła, Moc. To z pewnością moc Bożej Miłości obleczonej w miłosierdzie, które wszystko może! I człowieka ciągnie jakiś magnes, chęć, pragnienie, jakaś siła, która budzi wiarę, ufnością napawa... Wezwanie z objawienia Jezusa Miłosiernego dało znać o sobie także w naszej diecezji. Oby nie zostało po nim tylko wspomnienie, oby nie przeszło jak echo, ale by wszystkie myśli, szepty, rozmowy, postanowienia i zmiany przyniosły plon obfity.

2012-11-23 13:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zaproszenie do „jądra ciemności”

Chrystus umarł, by zstąpić do ciemności – nie tylko do czeluści piekielnych, ale również do ciemności naszego wnętrza – by wyprowadzić nas na wolność.

Jan Paweł II powiedział, że człowiek nie może do końca zrozumieć samego siebie, swojej godności, powołania i przeznaczenia bez Chrystusa. Współczesna mentalność wzdraga się przed takim uniwersalistycznym przesłaniem. Jak to możliwe, że mułła czy rabin nie mogą zrozumieć tego, kim naprawdę są bez Jezusa? Jak to możliwe, że laicki humanista czy mieszkaniec jakiejś odległej wyspy, który nigdy w życiu nie słyszał o Jezusie, nie pozna swego ostatecznego powołania i przeznaczenia bez Niego?

Dla Jana Pawła II owym uniwersalnym punktem odniesienia dla każdego ludzkiego istnienia nie jest niedostępny, niewzruszony Absolut, lecz zmasakrowany, opuszczony, nagi człowiek, który 2 tys. lat temu skonał w męczarniach na krzyżu w jednej z prowincji rzymskiego imperium. Co łączy Go ze wszystkimi ludźmi na świecie? Co łączy Go ze mną?

Na te pytania odpowiedział swego czasu ks. Richard John Neuhaus w książce Śmierć w piątek po południu. Na pierwszy rzut oka jego odpowiedzi mogły wydawać się abstrakcyjne. Jak bowiem dowieść związku między zabitym niegdyś Galilejczykiem a każdym z ludzi – i to nie wszystkimi w swej masie, lecz każdym z osobna w swej niepowtarzalności? Teologiczna refleksja autora była bowiem zadziwiająco konkretna. Jak napisał: „Konkretność to bardzo ważny atrybut wiary chrześcijańskiej – konkretna osoba, konkretne miejsce, konkretny czas. Gnoza – wówczas i teraz – pełna jest «uduchowionych uogólnień». Tymczasem Boży plan zbawienia – tak teraz, jak i wówczas – wiąże się z konkretnością osób i rzeczy”.

Na swych przewodników Jezus wybrał mistrzów konkretu, czyli Ewangelistów. W ich pismach nie odnajdziemy jednak żadnej próby analizowania stanów psychicznych Jezusa, a jedynie suchy, powściągliwy opis wydarzeń. Z pewnością jest to odległe od dominujących trendów współczesnej literatury, przeprowadzającej z lubością wiwisekcje wnętrza swych bohaterów. Kontakt autora z czytelnikiem przypomina rozmowę kapłana z człowiekiem, który mówi, że chciałby choć przez chwilę móc znaleźć się na miejscu Boga i poczuć to, co czuje Bóg. „Nic prostszego – odpowiedział kapłan – weź młotek i wbij sobie w rękę gwóźdź”.

Ksiądz Neuhaus przeanalizował siedem ostatnich zdań wypowiedzianych przez Chrystusa na krzyżu, a spisanych przez Ewangelistów. Potraktował je – w świetle życia i wcześniejszego nauczania Jezusa – jak uniwersalne przesłanie, w którym może się odnaleźć każdy człowiek. Podkreślmy: konkretny człowiek w konkretnej sytuacji może się odnaleźć w konkretnych słowach Chrystusa. Jest to poniekąd zaproszenie, by wbić sobie gwóźdź w rękę. By odrzucić maskę, przebić skorupę i dotrzeć do swojego wnętrza. Często jest to bolesne, ponieważ w środku jesteśmy poranieni i są w nas takie miejsca, których nie pozwalamy oglądać nikomu. Ksiądz Neuhaus nie wmawia nam, że jest to łatwe. Sam pisze, że otwarcie się na Jezusa to zaproszenie do „jądra ciemności”.

Jednak Chrystus właśnie po to umarł, by zstąpić do tej ciemności – nie tylko do czeluści piekielnych, ale również do ciemności naszego wnętrza – by wyprowadzić nas na wolność. Zbawienie dokonało się na krzyżu. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, to o własnych siłach niczego nie wskóramy. Nie pozbędziemy się mroku, który się w nas kryje. Nie zapewnimy sobie zbawienia. Możemy to jednak osiągnąć, gdy zaprosimy Jezusa do tych miejsc, których nie pozwalamy oglądać nikomu.

CZYTAJ DALEJ

Modlitwa – uczenie się swojej wartości

2020-09-18 08:57

[ TEMATY ]

modlitwa

wiara

Adobe.Stock.pl

Końcówka czerwca w tamtych latach zawsze była czasem rado­ści i szaleństwa. Nie potrzeba było wiele, sam fakt, że właśnie zaczynają się wakacje, dla dzieciaka z podstawówki był czymś wyjątkowym. Dni leciały, jeden po drugim, tak samo jak zjadane lody i wypite oranżady, jednak pod koniec wakacji już czegoś brakowało. Brakowało szkolnych kolegów i koleżanek, codziennych rozmów, wygłupów… brakowało spotkania.

Tak właśnie działa człowiek – bez żywej, osobowej relacji traci zapał, radość życia przygasa. Serce człowieka tęskni za osobistą więzią z innymi, do rozmów, spotkania z rodziną, rówieśnikami, z bliskimi, jednak jeszcze bardziej tęskni za jedną szczególną re­lacją. „Niespokojne serce człowieka, póki nie spocznie w Bogu” – św. Augustyn wiedział, co mówi.

Tak samo było w moim życiu. Miałem bliskie relacje z rodziną, znajomymi, jednak ciągle to mi nie wystarczało, pragnąłem czegoś więcej, często szukając tego w niewłaściwych miejscach, takich jak alkohol, imprezowanie, nieczystości, chęć podobania się światu, kibicowski styl życia, pycha, czyli po prostu grzech. Dopiero kiedy pojąłem, że sam Bóg kocha mnie takiego, jaki jestem, że przed Nim nie muszę nikogo udawać, nie muszę błyszczeć czy być na siłę tym, kim nie jestem, zapragnąłem częściej przebywać w Jego obecności.

Dlaczego tak mało się modlimy? Dlaczego ja tak mało się modlę? Dobrze wiem, że to właśnie kontakt ze Stwórcą i rozmowa z Nim daje mi najwięcej wewnętrznej radości, a mimo to tak czę­sto zamiast tego wybieram przewijanie paska na fejsie czy klikanie serduszek na Insta.

Klikam serca na jakimś durnym monitorze zamiast dać swoje serce Bogu, aby On mógł dalej je leczyć, odnawiać i umacniać. Zawsze gdy zrezygnuję z tego całego pędu świata, gdy przełamię lenistwo czy zniechęcenie i usiądę do modlitwy, moje serce odżywa!

Kiedy wkraczam w Bożą obecność, Jego miłość zalewa moje pustki i braki. Modlitwa to żywe spotka­nie z Jezusem, to nie recytowanie jakichś wyuczonych wierszy­ków, ale żywa obecność Pana i Zbawiciela w twoim sercu. Kiedy uświadamiam sobie, że Pan Panów i Król Królów jest teraz ze mną w pomieszczeniu, w którym się modlę, dopiero wtedy moje serce może odetchnąć, już nie muszę się troszczyć o to, co myślą o mnie inni, czy jak wypadam w ich oczach. W Bożej obecności wszystko przestaje mieć znaczenie, liczy się tylko On i MIŁOŚĆ, którą wypełnia mnie do reszty.

Jak trafnie stwierdza Przemysław Babiarz, dziennikarz TVP: „Rzeczywistość przyznania się do Jezusa polega przede wszystkim na osobistej relacji z Nim samym, czyli z naszym Zbawicielem, z Synem Bożym”.

Nasze serca tęsknią za relacją ze Stwórcą i jedynie uświada­miając sobie stałą obecność Boga przy nas, możemy uczyć się swojej nowej tożsamości. Przebywając z Bogiem, zaczniemy pojmować, że On naprawdę za nami szaleje, że Jemu na nas zależy, a dzięki temu nasze poczucie własnej wartości pójdzie w górę.

Może wiele razy w swoim życiu usłyszałeś, że jesteś do niczego, może wszyscy od dzieciństwa wmawiali ci, że nic z ciebie nie będzie. Właśnie dziś, w tej książce, chciałbym powiedzieć ci, że wszystko to były wielkie kłamstwa! Jesteś przecudnym stworzeniem Boga, którego celem jest zjednoczenie z Nim w miłości, masz ogromną wartość, za ciebie Jezusa umarł na krzyżu, nie musisz już zabiegać o względy świata, ponieważ masz względy u Naj­wyższego! Jego miłość jest lustrem, w którym powinniśmy się jak najczęściej przeglądać, dzięki czemu będziemy na nowo uczyć się swojej wartości. Lustrem tej miłości jest właśnie modlitwa, czyli osobiste spotkanie człowieka z Bogiem.

Każdy sam musi nauczyć się modlić. Jak się modlę? Nie wiem. Obecnością. Modlitwą krzyża, jego kontemplacją, bo kto z wiarą kontempluje krzyż, ujrzy w nim potęgę. Tajemnica i moc krzyża wyrażają się w przejściu od śmierci do życia. Krzyż staje się bramą – jak powiada Norwid. Ojciec Joachim Badeni trafnie zauwa­żył, że modlitwy, która najpełniej będzie działać w sercu danego człowieka, każdy musi sam się nauczyć. Fundamentalną kwestią jest zdanie sobie sprawy, że modlitwa to obecność Boga przy nas i w nas.

Wielu z nas podchodzi do modlitwy jak do rozmów transak­cyjnych z poważnym kontrahentem. Daj mi to, a ja zrobię to i to. Nie można traktować modlitwy jak przekupywania czy przy­muszania Boga, aby uczynił nam to, czego pragniemy. Jasne, że możemy i powinniśmy także prosić Pana podczas modlitw o po­trzebne nam rzeczy, ale podchodźmy do tego z przekonaniem, że On najlepiej wie, co nam będzie w danej chwili potrzebne.

"Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy."

(Mt 6,31–34)

Bardzo trafnie ujmuje to Dietrich von Hildebrand w książce Przemienienie w Chrystusie, pisząc: Mówi się często, że modlitwa nie została wysłuchana, jeśli coś, czego się gorąco pragnęło, pomimo wszystkich modlitw nie spełniło się. Otóż jest tylko jedno takie dobro, o którym wiemy, że wszystkie modlitwy o nie zostają wysłuchane: nasze szczęście wieczne. Wszystkie dobra, mogące być naszym udziałem, są temu jednemu dobru podporządkowane; są one tylko dopóty rzeczywistymi dobrami, dopóki mu służą. Czy jakieś konkretne dobro służy temu celowi i w jaki sposób, tego my z absolutną pewnością nigdy nie możemy stwierdzić; to wie jeden tylko Bóg. Nigdy więc nie możemy powiedzieć, że Bóg nie wysłuchał naszej modlitwy; z faktu, że nie nastąpiło to, czego pragniemy, nigdy nie możemy wnioskować, że Bóg odwrócił się od nas i że nasza prośba przeszła niezauważona. Powinniśmy raczej przyjmować, że Bóg wie lepiej niż my, co nam jest przydatne do zbawienia, że właściwa intencja naszej modlitwy, dotycząca naszego prawdziwego szczęścia, w niespełnieniu naszych konkretnych życzeń zostaje właśnie wysłuchana.

Od momentu mojej przemiany życia i rozpoczęcia szukania wszędzie oblicza Pana, pojąłem i doświadczyłem wielkiej potęgi modlitwy, czyli osobistego spotkania z samym Bogiem.

Podczas modlitwy odzyskuję pokój serca, który tak zażarcie chce zabrać mi świat, to podczas modlitwy na nowo każdego dnia uczę się swojej wartości w Jezusie, to dzięki spotkaniu z Bogiem mogę przyjmować uzdrowienie, które On chce mi dawać, zabierając ze mnie światowe myślenie o mnie, a w zamian wlewając w te miejsca swoją miłość, która krok po kroku buduje moją nową toż­samość – tożsamość ukochanego dziecka Boga.

_______________________________

Artykuł zawiera fragmenty z książki Damiana Krawczykowskiego „Selfie smartfonem Boga. Odkryj swoją wartość”, wyd. Święty Wojciech, patronat „Niedzieli”. Zobacz więcej: Zobacz

Wydawnictwo Świętego Wojciecha

CZYTAJ DALEJ

By upamiętnić męczeńską śmierć niezłomnego kapłana

2020-09-19 23:56

Archiwum IPN/ oddz. Kraków

Na nadchodzący poniedziałek, 21 września br. zostały zaplanowane uroczystości upamiętniające 71. rocznicę męczeńskiej śmierci ks.. Władysława Gurgacza.

O godz. 11. rozpocznie się Msza św. w kościele pw. Miłosierdzia Bożego na os. Oficerskim w Krakowie. Oprawę muzyczną wykona chór „Jadwiżańskie Echo z Fatimy”. Dalszy ciąg wydarzenia, upamiętniającego niezłomnego jezuitę, odbędzie się w sali widowiskowej przy ww. kościele . O godz. 12. chór „Jadwiżańskie Echo z Fatimy” wykona pieśni patriotyczny dla uczczenia 100 rocznicy Cudu nad Wisłą. Następnie uczestnicy wysłuchają wykładu pt. „Ks. Gurgacz kapelan, nauczyciel mistyk”, który wygłosi przedstawicielka IPN- u, mgr Roksana Szczypta- Szczęch. Na zakończenie zebrani obejrzą wystawę pt. „Ksiądz Władysław Gurgacz- symbol kapłańskiej odwagi, męstwa i patriotyzmu”.

Organizatorem wydarzenia jest krakowski oddz. IPN i parafia pw. Miłosierdzia Bożego na os. Oficerskim w Krakowie. Abp Marek Jędraszewski objął honorowy patronat nad uroczystością.

14 września minęła 71. rocznica wykonania wyroku śmierci na ks. Gurgaczu (1914-1949), kapelanie oddziału „Żandarmeria” PPAN, działającego na Sądecczyźnie w latach 1947-1949. Partyzanci mieli kryjówki w Beskidzie Sądeckim, a jeden z obozów leśnych był pod Halą Łabowską. Za odprawianie polowych mszy i nauczanie partyzantów życia zgodnego z nakazami wiary komuniści skazali ks. Gurgacza na śmierć. Po pokazowym procesie został zamordowany strzałem w tył głowy na podwórzu więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie, we wrześniu 1949 r. Jak powiedział w Polskim Radiu 24 historyk z krakowskiego oddz. IPN- u, Dawid Golik, ks. Gurgacz nie zginął od pierwszego wystrzału, dopiero drugi strzał więziennego kata pozbawił go życia. W chwili śmierci ks. Władysław Gurgacz miał 35 lat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję