Reklama

Wiara

Wyjdź z mroku!

Różne są rodzaje cierpienia. Są takie, które powodują nie tylko ból fizyczny, ale i duchowy. To podwójne cierpienie jest udziałem osób zranionych na płaszczyźnie seksualnej. Do nich skierowane są zamknięte rekolekcje, które odbędą się w dniach 15-17 marca w Domu Rekolekcyjnym Matki Bożej Nieustającej Pomocy przy ul. Zamoyskiego w Krakowie.

Niedziela małopolska 8/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

rekolekcje

AGNIESZKA KONIK-KORN: - Skąd wziął się pomysł na rekolekcje dla osób zranionych w sferze seksualności?

BARBARA ŁUBKOWSKA: - Ufam, że wziął się „z góry”. Zainspirował mnie list od mężczyzny o skłonnościach homoseksualnych. Odczytałam z niego wołanie o pomoc, na które realnie, chociażby ze względu na dużą odległość między naszymi miastami, mogłam odpowiedzieć w bardzo małym stopniu. Pomyślałam: jak wielka jest samotność osób zranionych w sferze seksualności, skoro ten człowiek znalazł mnie tak daleko od siebie... Wtedy uświadomiłam sobie, że jest Ktoś większy ode mnie, komu zależy na życiu tego mężczyzny, i kto ma moc przywrócić mu nadzieję, wiarę i miłość.

- Co oznacza być zranionym w sferze seksualności?

- To oznacza m.in. doświadczać trudności w płodnym przeżywaniu swojego życia. Ta sfera nie jest dla mnie źródłem radości, a raczej utrapienia. Dzieje się tak na skutek dezintegracji, która mogła nastąpić np. poprzez molestowanie. Wówczas, obok różnych przykrych konsekwencji tych doświadczeń, mogło dojść do przedwczesnego rozbudzenia seksualności u osoby będącej wówczas jeszcze dzieckiem, co dalej zaprowadziło np. do uzależnienia od onanizmu bądź pornografii. Może się zdarzyć, że ktoś doświadczył obnażania się ze strony osoby starszej tej samej płci i dziś ma trudności z przeżywaniem w pełni swojej kobiecości czy męskości. Ktoś inny natomiast, na skutek naruszenia swojej intymności w przeszłości, może dziś doświadczać awersji do bliskości czy cielesności. Są to oczywiście problemy tak osób niezamężnych, jak i zamężnych.

- Dziś nietrudno doświadczyć zranień na tej delikatnej płaszczyźnie. Bilbordy na przystankach autobusowych, filmy, a nawet kreskówki dla dzieci przesycone są erotyzmem. Nie jesteśmy w stanie uniknąć stykania się z takimi przekazami w codziennym życiu. Czy te rekolekcje mogą pomóc w zachowaniu czystości serca?

- Znamienne dla współczesnej Europy jest to, że żyje w pokoju, jeśli chodzi o bezpieczeństwo granic w ich wymiarze fizycznym, ideologicznie tak daleko posunięte, iż mówi się o społeczeństwie bez granic. Tymczasem dzieci Europy żyją w coraz większym niepokoju serca, ba, w rozdarciu, które jest powodowane i powiększane naruszaniem granic osobistych poprzez indoktrynujące działanie rozmaitych treści, w tym treści erotyzujących, naruszających wolność odbiorców.
Rekolekcje mogą pomóc nauczyć się strzec swojego serca, na nowo otworzyć uczestnika na życie duchowe, którego centrum jest ludzka dusza zamieszkiwana przez Boga. Na drodze zmagania się z różnymi wpływami, których nie jesteśmy w stanie zupełnie uniknąć, dużą pomocą jest świadomość, że to, co otacza mnie na zewnątrz, może na zewnątrz pozostać. Jesteśmy przez Boga wyposażeni we władze duszy, tj. rozum, pamięć i wolę. Mamy wybór.

- Mottem rekolekcji są słowa: „Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a oblicza wasze nie zaznają wstydu” (Ps 34, 6). Czy te słowa mogą być kluczem do zmierzenia się z problemami w sferze seksualności?

- Można by to Słowo Boże oczywiście odczytać tak, że spojrzysz na Chrystusa, rozpromienisz się radością i nigdy więcej nie zaznasz wstydu, nie będziesz doświadczał swojej słabości. Paradoksalnie, największym dramatem danej osoby nie jest to, że np. uzależniła się od pornografii. Większym dramatem jest, że niejeden uzależniony przekreśla siebie i staje się wówczas swoim wrogiem, zamykając tym samym drogi do otrzymania pomocy.
To Słowo jest owocem rozeznawania woli Bożej, nie jest naszym pomysłem. Głęboko wierzę, że jest żywe, i że każdy z uczestników może doświadczyć Jego mocy w swojej konkretnej historii życia, historii upadania i powstawania. Można je będzie usłyszeć różnymi melodiami, także jako zaproszenie, może wręcz wezwanie. Aby podnieść głowę ze swojego smutku, żalu, lęku, wstydu, bólu, niepowodzeń i spojrzeć na Chrystusa, z którym relacja przywraca radość. I swój kłopot przeżywać odtąd ze wzrokiem duszy utkwionym w Niego, co przekłada się na pewność, że gdy upadnę, zbłądzę, Chrystus jest pierwszym, który chce i może mi pomóc.

- Dla wielu osób zranienia w sferze seksualności są tak głębokie, tak intymne, że wcale nie chcą wracać do bolesnych wspomnień. Niektórzy mogą mieć opory przed przyjazdem na te rekolekcje, mogą obawiać się „rozdrapywania ran”...

- Tak, to zrozumiałe. Dlatego, co trzeba mocno podkreślić, podczas rekolekcji nie ma punktu, który zawierałby publiczne dzielenie się swoim cierpieniem. Oczywiście, w czasie przerw osoby, w wolności swoich serc, dzielą się, czym chcą. Zachęcamy uczestników do wzajemnego szanowania swoich granic, do niewypytywania, ale i do zrozumienia, gdyby ktoś nie chciał słuchać mojej historii, gdyż okazałaby się dla niego zbyt trudna. Natomiast staramy się z o. Krzysztofem Piskorzem OCD zadbać o to, żeby uczestnicy, wedle indywidualnych potrzeb, mieli możliwość porozmawiania z nami. Ponadto, reflektor jest rzucony na Gospodarza rekolekcji, na Jezusa, który po to zaprasza uczestników, by ich wysłuchać: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28).
Lęk, o którym pani wspomina, daje się wyraźnie zauważyć podczas zapisów. Część osób wprost pisze, że chciałaby przyjechać, ale się boi. Jedną kwestią jest obawa przed rozdrapywaniem ran, drugą zaś publiczne zidentyfikowanie się z grupą adresatów. Nagle wychodzę z ciemności i mówię wobec innych uczestników: „Mnie też coś dolega”. To wyjście z ciemności może być już jednym z elementów leczących. Przebywanie w mroku swojej historii, za szczelnie zamkniętymi oknami, zasłoniętymi zasłonami, w swojej nocy, powoduje, że ciemność nie może maleć, tylko rozlewa się na coraz to szersze obszary życia danej osoby. Doświadczenie wspólnoty, bycia z ludźmi, którzy mają problemy z kręgu moich problemów, jest już samo w sobie wartością. Osoby, które same cierpią, niejednokrotnie są bardziej wrażliwe na cierpienie innych osób, empatyczne, stąd uczestnicy tych rekolekcji w szczególny sposób wzajemnie się obdarowują.

- Czy może Pani opowiedzieć o konkretnych owocach wcześniejszych rekolekcji? Co przynosi większe efekty - praca terapeutyczna czy modlitwa?

- Konkretnym owocem poprzednich rekolekcji było rozpoczęcie życia duchowego lub jego odświeżenie, czyli „spojrzenie na Jezusa”, o czym mówiliśmy wcześniej. Było to więc też rozpoczęcie szczerej z Nim rozmowy o swoim życiu, o tym, co się przeżywało do tej pory. Kolejnym owocem było rozradowanie się samym sobą, pięknem dziecka Bożego. Do tej pory wielu uczestników przeglądało się w swoich grzechach, nawet po sakramencie pojednania. Jakby grzech, słabość, uzależnienie, problem - były ich imieniem, ich tożsamością. Poprzez rekolekcje Duch Święty prowadzi nas do przeglądania się na nowo w Chrystusie.
Konkretnym owocem było rozpoczęcie przez kilka osób terapii. Wydaje mi się, że błędem byłoby porównywanie efektów terapii z efektami modlitwy. Natomiast obserwuję, iż osoby, które podczas terapii modlą się, żyją w relacji z Bogiem, doświadczają widocznej współpracy z łaską Bożą, o czym same opowiadają.
Szczególną radością było dla nas uczestnictwo w poprzednich rekolekcjach siostry zakonnej. Zdajemy sobie sprawę, że osoby cierpiące z powodu zranień seksualnych są również w gronie osób duchownych i zakonnych. W związku z dużymi oczekiwaniami społecznymi, wydaje się, że te osoby mogą doświadczać jeszcze większego osamotnienia i lęku przed odrzuceniem, czego skutkiem byłoby nie szukanie pomocy. Siostra dzieliła się z nami, że rekolekcje były odpowiedzią na jej osobistą modlitwę. Prosiła Jezusa, by jej pomógł, w tym, co ją przerasta. Na drugi dzień zobaczyła plakat informujący o rekolekcjach, trzeciego dnia - ten sam plakat ujrzała w innym miejscu, a czwartego - porozmawiała z matką przełożoną i otrzymała zgodę na udział. Po rekolekcjach zaczęła nowy etap swojego życia.

- Zbliżające się rekolekcje będą odbywały się w Wielkim Poście…

- Tym bardziej będziemy zachęcać uczestników, by swoje rany przykładali do ran Chrystusa, by pozwalali Jego Krwi w nie wnikać i je uzdrawiać. Krew wypływająca z ran, które Chrystus dobrowolnie odniósł podczas swojej męki i ukrzyżowania, jest dowodem bezgranicznej miłości Trójcy Przenajświętszej do człowieka. Jednym z celów tych rekolekcji jest głosić Dobrą Nowinę osobom zranionym. Nowinę o tym, że sfera seksualności, która do tej pory była ich przekleństwem, przeżywana z Chrystusem, może stać się błogosławieństwem.
Oboje z o. Krzysztofem jesteśmy głęboko przekonani, że słabość jest łaską, jest miejscem spotkania, jest mocą Kościoła i poszczególnych jego członków. Czerpiemy w tym ze Słowa Bożego oraz z doświadczenia licznych świętych, w szczególności świętych karmelitańskich. Podczas zbliżających się rekolekcji będzie nam towarzyszyła jako ich patronka, obok św. Faustyny, bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, która odkryła, że: „Przepaść naszej nędzy przyzywa przepaść Bożego Miłosierdzia.”
Poprzez rekolekcje „Spójrzcie na Niego” mamy pewność opartą na wierze, że Bóg chce swoim Miłosierdziem ratować z beznadziei, osamotnienia, rozpaczy, niekończącego się poczucia winy i wstydu, nieprzebaczenia oraz innych, rozmaitych pułapek źle przeżywanego cierpienia.

2013-02-20 12:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rekolekcje ODDANIE33 #Dzień 10

2020-09-07 08:30

[ TEMATY ]

rekolekcje

oddanie33

Archiwum organizatorów

8 września 2020 roku rozpoczynają się Ogólnopolskie 33-dniowe rekolekcje przygotowane przez Fundację Tota Tua oraz redakcję “Miłujcie się!”. Projekt jednoczy różne środowiska, ruchy oraz wspólnoty katolickie. 











CZYTAJ DALEJ

Hildegarda - święta nie tylko od diet i postów

2020-09-17 08:18

[ TEMATY ]

Hildegarda

św. Hildegarda

eSPe

Św. Hildegarda, którą w Kościele wspominamy 17 września, to nie tylko autorka znanych diet i postów, jak często ją kojarzymy. To przede wszystkim wielka święta, której duchowość może zachwycić niejednego z nas.

  • Nigdy jednak nie wbiła się w pychę – przeciwnie, pozostała nad wyraz skromna, nawet kiedy przemawiała w imię autorytetu danego jej z góry
  • Mnich Gwibert z Gembloux chwalił macierzyńską postawę Hildegardy, która okazywała wielką miłość swoim ukochanym córkom i nikomu nie odmawiała uwagi i bliskości, dodając ducha nawet grzesznikom
  • Po pogrzebie świętej dwóch chorych ludzi doznało natychmiastowego uzdrowienia. Opowiadano również, że wokół jej grobu unosił się wspaniały zapach

Jako prorokini i teolog uwierzytelniona przez Stolicę Apostolską zdobyła taką sławę, że nie mogła dłużej pozostawać w zamknięciu swojego klasztoru. Wyruszyła więc w drogę po męskich i żeńskich wspólnotach monastycznych, aby wzywać duchownych i świeckich do nawrócenia.

Nigdy jednak nie wbiła się w pychę – przeciwnie, pozostała nad wyraz skromna, nawet kiedy przemawiała w imię autorytetu danego jej z góry. W razie konieczności okazywała stanowczość wobec upartych i zatwardziałych serc, w głębi duszy jednak była słaba i zawsze potrzebowała wsparcia modlitewnego oraz zaufanych osób, pojętnych i oświeconych, takich jak drogi jej mnich Wolmar, którego pewnego dnia zabrała śmierć.

"Wtedy wielka żałość przeniknęła mą duszę i ciało, gdyż wskutek przeznaczenia śmierci zostałam pozbawiona owego człowieka, mędrca tego świata."

Wciąż była rozdarta – a przez to upokorzona – między chorobą, która okresowo unieruchamiała ją w łóżku, a odpowiedzialnością przewodniczki w Kościele.

Z biegiem czasu, po przejściu arcytrudnych prób, zrozumiała, że w ludzkiej słabości dopełnia się moc Chrystusa wedle słów św. Pawła Apostoła: Mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

"Nigdy nie zaznałam spokoju, lecz męczyłam się z powodu licznych utrapień, aż [Bóg] wylał na mnie rosę swojej łaski. [...] Ale zarazem tak mnie dotknął wieloma krzywdami, że nie ośmielałam się [nawet] myśleć, jak wielką łaskę mi okazuje w swojej dobroci, kiedy jeszcze widziałam wielkie opory ze strony tych, którzy sprzeciwiali się prawdzie Bożej."

Życie w Rupertsbergu było ciągłym współzawodnictwem w cnotach. Święta Hildegarda stała się wspaniałym przykładem tego, czym jest osoba kobiety w zamyśle Bożym: zbudowaniem bliźniego, dążeniem do wzniosłości, bliskością wobec spraw nieba.

Mnich Gwibert z Gembloux, który odwiedził opactwo w 1177 roku, pozostawił cenne o nim świadectwo w liście do znajomego Bovo:

Matka otacza córki taką miłością, a one podporządkowują się matce z takim uszanowaniem, że trudno ocenić, czy w tym wielkim zapale matka prześciga córki, czy raczej one matkę. Te pobożne służebnice gorliwie oddają cześć Bogu jednozgodnymi uczuciami, sobie samym – swoją dyscypliną, sobie nawzajem – szacunkiem i posłuszeństwem. Pałają taką żarliwością, że dzięki pomocy Chrystusa doprowadziły do zwycięstwa płci słabej nad sobą, światem i demonem, a widok ten raduje serce. Pamiętają bowiem o wezwaniu Pana: „Oswobodźcie swoje serce, a poznacie, że ja jestem Bogiem”.

W dni świąteczne zakonnice przerywały pracę i zasiadały w milczeniu w klauzurze, aby z zapałem oddawać się lekturze i nauce śpiewu. W dni robocze natomiast poza porami modlitwy pilnie pracowały: przepisywały księgi, szyły ubiory liturgiczne, haftowały, zajmowały się ogrodem, pielęgnowały kwiaty, uprawiały rośliny lecznicze, prowadziły infirmerię i aptekę... Działała także szkoła, ponieważ szlachta powierzała mniszkom wychowanie swoich córek, i to niezależnie od ich powołania zakonnego.

W klasztornym skryptorium ciągle zużywano atrament na przepisywanie woluminów Hildegardy. Poza tym czytano treści duchowe dla zbudowania dusz i pracowano dla odpędzenia próżniactwa, wroga duszy, tym sposobem przeciwdziałając spłyceniu, które zagraża tam, gdzie wspólnie spędza się czas na bezczynności.

Mnich Gwibert z Gembloux chwalił macierzyńską postawę Hildegardy, która okazywała wielką miłość swoim ukochanym córkom i nikomu nie odmawiała uwagi i bliskości, dodając ducha nawet grzesznikom. Za św. Paweł Apostołem mogła powtórzyć: Nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam.

Na terenie klasztoru Rupertsberg mieszkały nie tylko, jak wiemy, córki szlacheckich rodzin, lecz także służba, którą należycie szanowano i wynagradzano. Niektórzy jednak krytykowali to rozwiązanie, dopatrując się w nim uprzedzeń klasowych.

Jej córki duchowe pozostawiły świadectwo, że ich matka po niezliczonych, ciężkich bojach, rozpoczętych już we wczesnym dzieciństwie, pragnęła wreszcie umrzeć, aby zjednoczyć się z Chrystusem. Pan jej wysłuchał i objawił, kiedy nastąpi jej odejście.

Rano w poniedziałek 17 września 1179 roku Hildegarda oddała ducha w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Świadkowie opowiadali, że ujrzano wtedy na niebie niezwykły znak – dwa różnobarwne łuki. W najwyższym punkcie ich przecięcia świeciło w oddali jasne światło w kształcie księżyca, a w nim ukazał się czerwony, stopniowo rosnący krzyż. Otaczały go liczne różnobarwne kręgi, w których tworzyły się kolejne małe krzyże lśniące czerwono, z własnymi wieńcami dookoła. Najpierw powiększały się na firmamencie, aby następnie rozpostrzeć się nad domostwem, w którym umarła św. Hildegarda, i cała Góra św. Ruperta została zalana promienistym światłem.

Po pogrzebie świętej dwóch chorych ludzi doznało natychmiastowego uzdrowienia. Opowiadano również, że wokół jej grobu unosił się wspaniały zapach.

Wbrew temu, jak zwykło się postępować ze zmarłymi założycielami, św. Hildegardy nie pochowano przed ołtarzem w kościele, lecz w zwykłym, poświęconym miejscu na przyklasztornym cmentarzu. Niemniej z racji dużej liczby pielgrzymów, którzy przybywali nawiedzać jej grób, ciało przeniesiono właśnie przed główny ołtarz świątyni w Rupertsbergu.

Napływ pielgrzymów wciąż się jednak nasilał i wymykał spod kontroli, dlatego arcybiskup Moguncji postanowił przybyć do opactwa i stanąwszy przed grobem ksieni, uroczyście nakazał jej zaprzestać wstawiennictwa. Hildegarda – jak piórko mogąca swobodnie wzlatywać już nie w wizjach, lecz w osiągniętej rzeczywistości królestwa niebieskiego – posłuchała.

_________________________________

Artykuł zawiera fragmenty z książki Cristiany Siccardi "Święta Hildegarda z Bingen. Życie i Duchowość", wyd. eSPe, którą "Niedziela" objęła swoim patronatem medialnym. Sprawdź więcej o książce: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Stypendia dla warszawskich studentów

2020-09-18 12:42

[ TEMATY ]

Warszawa

stypendium

Centrum Myśli Jana Pawła II

mat. prasowe

Do 10 października studenci z warszawskich uczelni mogą składać wnioski o stypendium m.st. Warszawy im. Jana Pawła II.

W ubiegłorocznej edycji 2019/2020 jego beneficjentami było 268 warszawskich uczniów i studentów, a od momentu uruchomienia programu wsparcie uzyskało już ponad 3,5 tys. osób.

O stypendia mogą ubiegać się studenci (wśród nich także tegoroczni maturzyści, rozpoczynający studia w Warszawie), którzy mimo trudnych warunków materialnych, zdrowotnych lub rodzinnych osiągają sukcesy w nauce, rozwijają talenty artystyczne i sportowe oraz wykazują się zaangażowaniem społecznym. Celem stypendiów m.st. Warszawy im. Jana Pawła II jest dobrze pomoc utalentowanej młodzieży, aby mogła rozwijać swoje pasje i zainteresowania.

Warunkiem ubiegania się o stypendium, oprócz nauki w stolicy, jest określona średnia ocen uzyskana na koniec ostatniego roku szkolnego lub akademickiego (4,0 w przypadku maturzystów oraz 3,5 w przypadku studentów) oraz średni miesięczny dochód na jednego członka rodziny uzyskany w 2019 roku nieprzekraczający 1700 zł netto.

Stypendia m.st. Warszawy im. Jana Pawła II to nie tylko pomoc finansowa.– W Centrum Myśli Jana Pawła II zależy nam, aby wspierać przede wszystkim kreatywność młodych ludzi, którzy w przyszłości będą kształtować rzeczywistość społeczną i kulturalną w Polsce. Poprzez różne propozycje działań w ramach stypendialnego programu edukacyjnego w ciągu roku uczymy ich, jak realizować ambitne pomysły i staramy się pobudzać do podejmowania nowych wyzwań. – mówi Maria Jankowska z Centrum Myśli Jana Pawła II.– Bycie w gronie stypendystów jest dla mnie dużym wyróżnieniem, ponieważ mogę otaczać się niezwykle interesującymi, inteligentnymi ludźmi, którzy są pełni pasji i cudownych talentów. Bycie z nimi to droga do góry, gdyż wspólnie stawiamy na rozwój – podkreśla Kaja Kraluk, pięciokrotna stypendystka.

Każdy ze stypendystów ma okazję uczestniczyć w dostosowanych do swojego wieku projektach i warsztatach, których celem jest rozwijanie kompetencji społecznych i interpersonalnych oraz motywowanie do rozwoju i odkrywania ich talentów. - Udział w programie, dzięki wielu wydarzeniom integrującym społeczność stypendystów, to także szansa na dobrą zabawę oraz zawiązanie przyjaźni, które niekiedy trwają wiele lat po zakończeniu stypendialnej przygody – zauważa Kinga Świstak z Centrum Myśli Jana Pawła II.

- Dzięki programowi stypendialnemu rozwinęłam się pod wieloma względami. Za czasów szkolnych mogłam uczęszczać na korepetycje z języka angielskiego i mieszkać w internacie, gdzie miałam możliwość spokojnie przygotować się do matury. Teraz, kiedy studiuję, mogę wynajmować pokój i poznawać ciekawe miejsca w Warszawie. Bycie stypendystką przypomina mi także, że stale muszę od siebie wymagać, nie spoczywać na laurach, ale wyznaczać i osiągać nowe cele - mówi Małgorzata Łuczak, sześciokrotna stypendystka.

Osoby, które chcę wziąć udział w rekrutacji, powinny wypełnić elektroniczny wniosek dostępny na stronie www.um.warszawa.pl/stypendia. Zarejestrowany wniosek należy wydrukować i w wersji papierowej wraz z wymaganymi załącznikami wysłać pocztą na adres: Centrum Myśli Jana Pawła II, ul. Foksal 11, 00-372 Warszawa lub złożyć osobiście, z zachowaniem zasada sanitarnych, do specjalnej skrzynki podawczej w siedzibie Centrum Myśli Jana Pawła II (od poniedziałku do piątku w godz. 8.00 -16.00). To 16. edycja programu stypendialnego.  

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję