Reklama

W wolnej chwili

Caritas pod ostrzałem

Odprawiał nabożeństwo dla wiernych, gdy inni kryli się przed ostrzałem. W ciągu całego czasu trwania wojny na Ukrainie miejscowy Caritas pod wodzą księdza Wojciecha Stasiewicza stał się jednym z najważniejszym punktów pomocy w przyfrontowym mieście, dziś zniszczonym ostrzałem artyleryjskim i nalotami. O pracy księdza Stasiewicza i spotkaniu z biskupem Pawło Honczarukiem kerującym Diecezją Charkowsko-Zaporoską Wiktorowi Świetlikowi opowiedział Piotr Mitkiewicz, polski ochotnik walczący na Ukrainie i pomagający cywilom, bohater książki “Znaleźć i zniszczyć”, poświęconej jego losom i sytuacji na froncie. Książka została wydana nakładem wydawnictwa REBIS. Poniżej jej fragmenty…

2024-09-30 13:41

[ TEMATY ]

książka

ksiądz

Ukraina

wojna

archiwum prywatne

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

“Miesiąc temu, po krótkim pobycie w Polsce, wróciłeś do Charkowa. U Magdy Gessler nie wystąpiłeś, za to u Mazurka zebrałeś pieniądze na dom dziecka w Charkowie.

O tym domu dziecka powiedział mi kolega ze szkoły operatorów dronów. Siedzieliśmy przy koniaku i on mówi, że obok miejsca, gdzie mieszka, są te dzieci. Że jest dom dziecka i tam są sieroty z Kupiańska. Straumatyzowane, bojące się mundurów. W sumie sto siedemdziesiąt cztery dzieciaki. Nieewakuowane, nie wiadomo dlaczego pozostawione tutaj. I wymyśliłem sobie, że im pomożemy i że dam wywiad, by przyniósł coś dobrego.

I udzieliłeś wywiadu. Nawet dwóch. Obejrzało je kilkaset tysięcy ludzi. Zebrałeś ponad czterdzieści tysięcy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wróciłem i okazało się, że dom dziecka ewakuowany na Zakarpacie. Za pośrednictwem księdza Wojtka Stasiewicza z parafii w Charkowie, do którego namiar z kolei dostałem od ciebie, poznałem Nadię zajmującą się tutejszymi dziećmi w świetlicach. Czasem takimi, które mają oboje rodziców, czasem takimi, które mają tylko jedno. Tymi, które nie wyjechały. A także dziećmi ze wsi objętych działaniami wojennymi kilkadziesiąt kilometrów od Charkowa.

Reklama

To prawda. Poznałem w Charkowie księdza Stasiewicza. Ciekawa postać. Z pozoru delikatny, jest tak naprawdę bardzo twardym i zdeterminowanym gościem. Zasłynął tym, że odprawiał nabożeństwo podczas najsilniejszego rosyjskiego ataku.

Robi tu masę dobrej roboty, bo jest też szefem Caritasu, który niesie ludziom pomoc wszędzie, gdzie się da. Otrzymałem informację, że dom dziecka ewakuowano, więc zająłem się dziećmi z tych świetlic. Nadia, o której mówiłem, dwa razy mi się popłakała w samochodzie, jak z nią rozmawiałem. Rosyjskojęzyczna dziewczyna, całe życie w Charkowie. I ona mówi: „Niech zabiorą ten Donbas, niech zabiorą ten Krym, tylko niech już przestaną bombardować nasze dzieci. Niech przestaną zamieniać je w wygnańców, wywoływać traumy, robić z nich małych, nieszczęśliwych dorosłych”.

Co robiłeś dla dzieci?

Bawiłem się z nimi. Uwielbiam się bawić z dziećmi. Zorganizowałem dla nich wycieczkę. Na razie wydałem na to dopiero dwa i pół tysiąca złotych, więc mam jeszcze całą resztę i w sumie tak wiele potrzeb, że nie wiadomo, na co ją przeznaczyć. Jedna świetlica prosiła, żeby pomóc im w remoncie. Inni, żeby kupić im samochód typu Renault Berlingo, by mogli wozić niewidomym dzieciom pomoc humanitarną. Jestem strasznie zadowolony, że mogę pomóc. Bardzo mocno mnie to zaangażowało.

Te dzieciaki są rosyjskojęzyczne?

Reklama

Tak. Z tym jest w ogóle wielki problem, bo jest nauczanie online cały czas. Przez całą wojnę. Tak naprawdę to mam wrażenie, że nie ma żadnej edukacji. Te dzieci są kompletnie niedouczone. Będą miały duży problem, żeby się odnaleźć w szkole średniej. A co dopiero na studiach.

Ale co, matematyka, lektury leżą?

Trzecia klasa podstawówki, a tu niektóre dzieci nie potrafią pisać i czytać! Jak masz dom rosyjskojęzyczny, a nagle zaczynają cię uczyć po ukraińsku, to też jest problem. Nie każde dziecko to ogarnie. Często rodzice nawet nie są w stanie pomóc, bo również nie znają ukraińskiego.

Dla swoich córek pisałeś bajki. Pisałeś je też dla dzieci z Ukrainy?

Ja aż tak dobrze po ukraińsku nie mówię. Dzieci opowiadały swoje bajki. I straszne historie. Także o tym, że przyjdzie rosyjski zabójca i im krzywdę zrobi. Na wycieczce pokazywały mi leje po bombach, odpryski po artylerii. Mówiły, że tu ruscy strzelali.

Odwracałeś od tego ich uwagę? Co one lubią?

To, co lubią polskie maluchy. Byliśmy na kulkach. Kupiłem im Jengi i takie krokodylki, gdzie się zęby wciska. Wciskaliśmy. Rysowaliśmy. Byliśmy w zoo i na rolkach. Byliśmy na pizzy i w KFC. One często po raz pierwszy. Robiliśmy takie normalne rzeczy, jakie robią normalne dzieci w Warszawie, a jakich one nigdy nie robiły.

A na wycieczkę z dziećmi niewidomymi dokąd chcesz pojechać?

Mam nietypowy pomysł, bo chcę z nimi pojechać do kina.

Do kina?!

Reklama

Wiedziałem, że się za głowę złapiesz. Ale to nie tak. W kinie masz opcje z audio, fajne, rzeczywiście śmieszne słuchowiska, a mają tam świetne nagłośnienie. Chcę taki audiobook puścić, żeby sobie usiadły, posłuchały, pojadły popcornu i napiły się coli, poczuły, jak jest w kinie. One nigdy tam nie były. Wiedzą z opowieści, co to jest, ale żadne z nich w kinie nie było.

W Charkowie jest czynne kino?

Jest. Tam jest kilka kin. Jest piękne centrum handlowe Nikolsky, są kręgle, kino. Wszędzie pójdziemy.

W Charkowie widziałem jeden z najbardziej chyba poruszających pomników, jakie istnieją. Pomnik dzieci, ofiar wojny. Pod nim zamiast kwiatów leży stos maskotek zniesionych przez ludzi, czasem inne dzieci.

Tak. Statystyki podają, że zginęło około pięciuset dzieci, a tysiąc dwieście zostało rannych. Ale to tylko część problemu. Małych ofiar wojny jest wielokrotnie więcej. Większość dzieci tu ma wojenną traumę. To trzeba zobaczyć, by zrozumieć skalę. Nawet na Ukrainie nie każdy to rozumie. Tu jest tak, że ludzie w Kijowie nie wyobrażają sobie, jak jest w Charkowie. Wczoraj przeszliśmy z kolegami pół Kijowa. Ze dwadzieścia kilometrów. Byliśmy nad rzeką. Ludzie się opalają, łowią ryby, pływają łódkami. Dzieci sobie jeżdżą na rowerkach. Wszyscy się uśmiechają. Słychać troszkę angielskiego na ulicach, niedużo, ale słychać. Ci ludzie tutaj w ogóle nie zdają sobie sprawy, co się dzieje na froncie, co się dzieje w Charkowie i w tych miastach przyfrontowych. Oni żyją w innym świecie. Trochę w takim jak my w Warszawie.

Są alarmy przeciwlotnicze…

Reklama

Trochę więc mają gorzej, no bo faktycznie czasem ten alarm rakietowy jest, ale generalnie system antyrakietowy, antydronowy działa całkiem dobrze. A w Charkowie co rusz wyłączają wodę, gaz, prąd i ciągle wisi w powietrzu rosyjski ostrzał czy nawet oblężenie. Ci w Charkowie z kolei nie wyobrażają sobie czasem, jak jest na wsiach przy froncie.

(...)

No ale ten tam ksiądz, oprócz myślenia, to nawet trochę działa.

Tak, oni rewelacyjnie działają. Caritas w Charkowie to naprawdę siła. Ludzie, którzy tam pracują, są superzaangażowani, Widzą sens tego, co robią, i pracują, bo chcą. Ksiądz powiedział mi, jak sprawdzić, czy twój zespół jest dobry. Niezaangażowany pracownik pięć minut przed szesnastą kończy pracę, jest już spakowany i czeka, żeby wyjść, „odbić kartę”. Dobry to taki, który zostaje po godzinach i chętnie spędza czas z innymi. Tam są właśnie tacy ludzie. Im jest po prostu dobrze w tej grupie. W kółko robią coś dodatkowo: a to bezdomnym jedzenie wydają, a to jakąś pomoc humanitarną rozprowadzają, a to załatwiają dla chorych wózki inwalidzkie. Dla dzieci prowadzą świetlicę i zajęcia. W kółko szukają czegoś nowego, co można zrobić. Teraz organizują ewakuację dla swoich wiernych.

Poznałeś też biskupa charkowsko-zaporoskiego Pawło Honczaruka.

Jak ksiądz był zajęty, to wszedłem w parafii na górę i tam siedziało kilku kolejnych księży. Zaczęliśmy gadać. Zacząłem zadawać pytania. Szukać odpowiedzi.

O czym gadałeś z charkowskimi duchownymi?

Między innymi o Rosji. O tym, czy w Rosji są ludzie.

Reklama

Dzieliłeś się swoją nienawiścią do Rosjan? Pytałeś, co z nią zrobić? I do jakich wniosków doszliście?

W pojedynkę człowiek zazwyczaj jest człowiekiem. Z pojedynczym człowiekiem się dogadasz, stworzysz coś z nim, znajdziesz wspólną pasję, pokonasz problemy. Ale kiedy jest grupa, to już nie jest człowiek, tylko grupa. W grupie zaczyna się jakaś władza, propaganda. Dlatego trzeba być nakierowanym na jednostkę, na ludzi z osobna. Z nimi rozmawiać. Rozmawialiśmy też o Rosji. O dawnym KGB i dzisiejszym FSB. O tym, że to jest struktura, która tam rządzi. I nieważne, czy będzie Putin, czy nie będzie Putina, tam jednostka się nie liczy.

Mówiliśmy także o tym, że w średniowieczu było pod jednym względem lepiej. Władca, król, stał na czele armii i musiał z nią iść do bitwy. Jakby ci politycy znaleźli się na nulu, między minami, w obliczu czołgów, artylerii i dronów, całej tej techniki coraz doskonalszej, która już nie próbuje cię zabić, ale ze stuprocentową pewnością zabija, toby się tak nie rwali do walki. A tymczasem dzisiaj oni sobie siedzą tysiąc, dwa tysiące albo dziesięć tysięcy kilometrów dalej i życie żołnierzy ich nie interesuje. Życie żołnierza jest dla nich mniej warte niż życie psa. Dosłownie. Bo jakby na przykład bomba trafiła schronisko dla zwierząt, gdzie by zginęło sto psów, to na całym świecie ludzie by płakali, a tutaj, jak stu żołnierzy ginie, to się nazywa spokojny dzień.

A biskup jakie wrażenie na tobie zrobił?

Reklama

To bardzo inteligentny facet. Mówił, że władza opiera się na tworzeniu iluzji, na trzech iluzjach. Musi stworzyć iluzję bezpieczeństwa, iluzję sprawiedliwości i iluzję wolności. To są rzeczy, których ludzie potrzebują.

Myślisz, że to prawda uniwersalna?

Oczywiście. My w Polsce i w całej Europie też mamy taką swoją iluzję wolności. Niby czujemy się wolnymi ludźmi, niby decydujemy o sobie. Także potrzebujemy bezpieczeństwa i politycy grają tym, udając, że nam je zapewniają. No i sprawiedliwość, że będziemy traktowani tak samo jak inni. To wszystko tylko iluzja.

Kreacja tworzona, by władać. Ciekawe to bardzo. Spieraliście się o jakieś rzeczy? W czymś się z nim nie zgadzasz?

Ksiądz mówił, że tam był jakiś proboszcz, który chciał zmienić podejście ludzi w całej parafii i nie mógł tego zrobić. Biskup z nim usiadł i mówi: „Ty nie zmieniaj całej parafii, ty zacznij od zmian w sobie”. A ja jednak chciałbym, jeszcze próbuję, zmieniać tę całą parafię.”

Piotr Mitkiewicz i Wiktor Świetlik, “Znaleźć i zniszczyć. Rozmowa z polskim ochotnikiem walczącym na Ukrainie”, Rebis, Poznań, 2024

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Simoncelli: bez zawieszenia broni trudno będzie wygrać z koronawirusem

[ TEMATY ]

wojna

koronawirus

W starożytności przerywano wojny na czas igrzysk olimpijskich. W tym roku pandemia spowodowała przeniesienie olimpiady, ale wojny trwają nadal. W wielu krajach działania zbrojne uniemożliwiają walkę z koronawirusem, leczenie chorych, a nawet dostarczanie podstawowej pomocy humanitarnej.

Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w Jemenie i Syrii. Podobnie jest w Kamerunie, Republice Środkowoafrykańskiej czy Nigerii. Stąd niedawny apel papieża Franciszka o bezwarunkowe i natychmiastowe zawieszenie broni. „Bez poważnego potraktowania tego wezwania będzie trudno wygrać z pandemią” – uważa prof. Maurizio Simoncelli, specjalista w dziedzinie rozbrojenia, współzałożyciel międzynarodowego instytutu badawczego IRIAD zajmującego się promowaniem wiedzy naukowej na temat praw człowieka, rozbrojenia i zarządzania konfliktami bez użycia przemocy.
CZYTAJ DALEJ

Rodzice odkryli w szkole tajny klub LGBT dla dzieci

2024-09-27 11:56

[ TEMATY ]

LGBT

Adobe Stock

W jednej ze szkół w Kalifornii rodzice odkryli sekretny "klub LGBT" stworzony dla 8-letnich dzieci przez nauczycieli. Celem klubu było "dyskutowanie o seksualności" bez informowania o tym rodziców. Sprawa wyszła na jaw, gdy jedno z dzieci wróciło do domu z zaburzeniami tożsamości płciowej. O sprawie pisze Fundacja Pro-Prawo do Życia, aby po raz kolejny ostrzec Polaków, że już od 1 września 2025 r. do polskich szkół wchodzi obowiązkowa "edukacja seksualna", mająca ukrywać się pod nazwą nowego przedmiotu "edukacja zdrowotna".

Kilka miesięcy temu rodzice z miasta Elk Grove w Kalifornii z przerażeniem odkryli, że nauczyciele stworzyli na terenie ich szkoły sekretny "klub LGBT" dla dzieci od 8. roku życia. Istnienie tego miejsca było utrzymywane w sekrecie wyłącznie przed rodzicami, gdyż nauczyciele zapraszali do niego dzieci z różnych klas i grup wiekowych. Sprawa wyszła na jaw, gdy jeden z chłopców z 4 klasy wrócił do domu z zaburzeniami tożsamości płciowej po tym, jak nauczycielka wygłosiła dzieciom pogadankę na temat homoseksualizmu i popędu seksualnego skierowanego do osób tej samej płci.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Grech na rozpoczęcie Synodu: bez modlitwy jesteśmy „grupą przedsiębiorców”

W Watykanie rozpoczęły się rekolekcje poprzedzające obrady II sesji XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów. Sekretarz generalny Synodu Biskupów kard. Mario Grech przypomniał, że jest to przede wszystkim „święte miejsce” spotkania z Bogiem oraz czas modlitwy, bez której uczestnicy Synodu byliby jedynie „grupą przedsiębiorców wiary”.

„Albo wejdziemy w tę perspektywę modlitwy, wiary, spotkania z Bogiem, albo nie przyjmiemy autentycznego stylu synodalnego, nie doświadczymy synodalności” – mówił kard. Mario Grech podczas pierwszego dnia dwudniowych rekolekcji, poprzedzających obrady Synodu Biskupów. Porównał Zgromadzenie Synodalne do „świętego miejsca” spotkania z Bogiem. Zachęcił, by na wzór Mojżesza, który zdjął sandały, wsłuchując się w słowa Pana, każdy z uczestników był gotów do radykalnego „ogołocenia się” ze schematów i sposobów myślenia, „które być może miały znaczenie wczoraj, ale dziś stały się ciężarem dla misji i zagrażają wiarygodności Kościoła”. Za Ojcem Świętym przypomniał, że „protagonistą Synodu jest Duch Święty. Jeśli nie ma Ducha, nie będzie Synodu”. Podkreślił również, że rekolekcje, nie są „przygotowaniem” do Synodu, ale jego integralną częścią oraz, że „bez modlitwy nie jesteśmy zgromadzeniem synodalnym, ale «grupą przedsiębiorców wiary»”.
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję