Reklama

Niedziela Małopolska

Moim zdaniem

Trumienka na prezent?

Niedziela małopolska 38/2013, str. 8

[ TEMATY ]

wychowanie

dzieci

prezent

Bożena Sztajner/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przy okazji rozpoczynającego się nowego roku szkolnego byłam w kilku sklepach z artykułami dla dzieci. Poszukiwaliśmy najzwyklejszego w świecie piórnika. Jak się okazało, potrzeba zdobycia tego powszechnie używanego przedmiotu spowodowała nie lada przeprawę przez gąszcz ofert skierowanych do najmłodszych. Piórników było całe mnóstwo. Jednak każdy z nich miał nadrukowane postacie z aktualnie najmodniejszych bajek i filmów dla dzieci. A my szukaliśmy piórnika, który byłby ładny, oczywiście, oczekiwaliśmy jakiegoś obrazka - zwierzątka, misia, samochodu - ale nie mogliśmy znaleźć żadnej odpowiadającej nam propozycji. Po długich poszukiwaniach, w piątym z kolei sklepie, udało się - nasz syn przyniósł dumnie ładny piórniczek w kratę. Sam go znalazł między innymi piórnikami z Zygzakiem Mc Quinnem, upiornymi postaciami z Monster High, disneyowskimi księżniczkami czy Spidermanem.

Reklama

Po tych poszukiwaniach został nam jednak wielki niesmak. Dotąd wydawało mi się, że sklepy z zabawkami powinny być przyjazne dzieciom i swoją estetyką nie powinny naruszać ich wrażliwości. Okazało się, że jestem w błędzie. Oto w większości sklepów z zabawkami są takie miejsca, które nawet u dorosłych powodują odruch odwrócenia głowy w inną stronę. Teraz, kiedy dzieci wróciły do szkoły - „modna” oferta na początek roku szkolnego zatrważa swoją upiorno-potworną wymową, czarną kolorystyką, narzuca dzieciom nowy kanon „piękna”, którym na siłę nazywa się dziś brzydotę i ohydę. Wiele już artykułów i felietonów na temat potwornych zabawek przewinęło się przez media. Myślę jednak, że wciąż nie wszyscy rodzice czy wychowawcy zdają sobie sprawę z tego, co dziś jest modne i jakie to niesie za sobą konsekwencje. Dzieci przynoszących do szkoły upiorne zabawki nie brakuje.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Niejednokrotnie ja czy moi znajomi byliśmy świadkami sytuacji, w której rodzic, pragnący uszczęśliwić swoje dziecko, kupował mu wymarzoną zabawkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chodziło o maskotkę czy klocki. Dziś jednak jedną z najbardziej pożądanych przez dziewczynki zabawek są lalki z serii Monster High. Nietrudno je znaleźć w sklepie - półki, na których są ustawione rzucają się w oczy, bo odcinają się od pozostałych wszechobecną... czernią. Opakowania w kształcie trumienki, trupie czaszki, węże i pająki. Monster High to już cały przemysł - od lalek - córek mumii, wilkołaka, wampira czy zombie, po soczki, cukierki, piórniki, zeszyty, plecaki, i ubrania. Są wszędzie. I w sklepach spożywczych i w papierniczych. Są także w księgarniach. Gdy stałam kiedyś w kolejce, rzucił mi się w oczy jeden z tytułów z owej serii - „Po moim trupie”. Czy rzeczywiście są to treści, które chcemy przekazywać naszym dzieciom? Dodajmy, że ta oferta nie dotyczy tylko nastolatek, ale skutecznie przyciąga grupę uczniów szkół podstawowych.

Zdaję sobie sprawę, że rówieśnicy potrafią mieć taki wpływ na dziecko, że nieposiadanie jakiegoś kultowego przedmiotu może stanowić dla niego problem, może poczuć się nieakceptowane, odrzucone przez grupę posiadającą zabawkę. Jednak dlaczego my, rodzice, dziadkowie, ciocie i wujkowie nie możemy pokazać najmłodszym, że każdy człowiek może wypracować sobie swój własny, oryginalny gust i wcale nie musi kierować się modą, reklamą, upodobaniami kolegów czy obejrzaną bajką. Dlaczego bezmyślnie kupujemy dzieciom te brzydactwa, nie patrząc na treści, jakie ze sobą niosą?

Czy - obiektywnie rzecz biorąc - podarowalibyśmy komukolwiek trumienkę? Czy pod choinkę lub na imieniny przyniesiemy komuś kolorowego trupka? Czy to jest otoczenie, które daje nam pokój serca, czy to jest piękno? Mówię o dorosłych, o dzieciach nie wspominając. Każda ze wspomnianych zabawek ma swoją historię - opisaną w bajkach animowanych, w których uczniowie Monster High randkują, starają się wyglądać seksownie, zakochują się i kierują podstępami w dochodzeniu do celu. Czy to są treści dla uczniów pierwszej, drugiej trzeciej klasy szkoły podstawowej? Co takie małe dzieci zrozumieją z tych treści? Pewnie nie wszystko. Wystarczająco dużo jednak, by wykształciły się u nich pewne wzorce zachowań, zgoła innych od tego, czego uczą się podczas przygotowania do I Komunii św.

2013-10-02 08:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Słowo na różowo

Niedziela warszawska 42/2012, str. 8

[ TEMATY ]

rodzina

wychowanie

dzieci

Włodzimierz Operacz

Jest taka magiczna cyfra, która powoduje nagłe znikanie problemów wychowawczych. Zamienia dzieci nieposłuszne w posłuszne. Potrafi sprawić, że dzieci ganiające się z dzikim wrzaskiem po gumnie i głuche na wezwania do kąpieli zaprzestaną gonitwy i udadzą się w stronę łazienki. Potrafi nawet wywołać ewolucję od: „Nigdy w życiu nie założę tej najokropniejszej na świecie kurtki!” w: „No dobra, założę!”. Ta cyfra to trzy. Trzeba powiedzieć: „Liczę do trzech i …” (tu należy wymienić czynność, którą dziecko powinno wykonać), np.: „Liczę do trzech i odkładasz książkę na półkę”. Mój mąż i ja nie używamy tej magii często. W końcu nie chcemy wychować dzieci na osoby, które zrobią wszystko, czego zażąda od nich pierwszy lepszy człowiek umiejący się wykazać liczeniem na palcach jednej ręki. Najważniejsza i podstawowa metoda wychowawcza to cierpliwe tłumaczenie. I tłumaczenie… I jeszcze trochę tłumaczenia… Jeśli dziecko nie chce czegoś zrobić, trzeba go wysłuchać, uszanować jego opinię i przedstawić swoje racje w zrozumiały sposób. Jednak czasem młody człowiek jest głuchy na argumenty, bo woli się bawić, wpada w histerię albo po prostu się upiera. Niestety, czasem trzeba użyć nagiego rodzicielskiego autorytetu i zarządzić: „Marsz do kąpieli”. Liczenie do trzech to komunikat: oczekuje się niezwłocznego wykonania pilnego zadania. Ma jednak tę zaletę, że tę niezwłoczność można trochę przeciągnąć, dając dziecku trochę czasu na refleksję. Między „dwa” a „trzy” może być jeszcze: „dwa i jedna trzecia”, „dwa i połowa”; a gdy obiekt zabiegów wychowawczych jest wyjątkowo oporny, to również: „…i ostatnie moje słowo, malowane na różowo”, a nawet: „… malowane na łazienkowo”, „kurtkowo” albo „książkowo”. W konfliktowej sytuacji żarcik, nawet niewysokich lotów, pomaga obu stronom rozładować napięcie i zyskać trochę dystansu do sprawy, która stała się źródłem sporu. Poza tym kiedy mama zaczyna liczyć, to nawet najbardziej rozbiegany trzylatek zwalnia i choćby z ciekawości skupia się na tym, co się do niego mówi. Niestety, magiczna liczba musi być obwarowana sankcją - jeśli padnie, to będzie kara. Ważne tylko, żeby odliczanie nie odbywało się w złości ani w nerwach. Stawiamy ultimatum z uśmiechem i spokojnie, ewentualnie z odrobiną współczucia dla ciężkiej doli dziecka, które musi zrobić coś, na co niespecjalnie ma ochotę. Istnieje również bardziej zaawansowana odmiana tej metody, dobra dla starszego dziecka, które już zna się na zegarku: informowanie go, ile ma minut na wykonanie jakiejś czynności. Tutaj już nie musimy się tak bardzo ograniczać z jej używaniem. W końcu zasada, że na zrobienie różnych rzeczy w życiu mamy określoną - nie tak znowu wielką - ilość czasu to problem, z czym młody człowiek będzie miał do czynienia przez całe życie.
CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: stańmy się narzędziami pokoju. Zaproszenie dla rodzin na jubileusz św. Franciszka

2026-09-28 16:36

Archidiecezja Częstochowska

Święty Franciszek

Święty Franciszek

Z okazji 800. rocznicy śmierci św. Franciszka abp Wacław Depo zaprasza rodziny archidiecezji częstochowskiej do wspólnej pielgrzymki i modlitwy przy relikwiach Biedaczyny z Asyżu. W dniach 1–4 października Msze jubileuszowe, różaniec i możliwość uzyskania odpustu odbędą się w Radomsku, Wieluniu, Zawierciu i Częstochowie. Metropolita przypomina, że duchowość św. Franciszka przez wieki kształtowała serca Polaków i dziś pomaga upodabniać się do Chrystusa, Księcia pokoju.

Poniżej publikujemy List pasterski Arcybiskupa Metropolity Częstochowskiego Wacława Depo z okazji obchodów 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu
CZYTAJ DALEJ

Dron uderzył niedaleko polskiej granicy

2026-09-28 20:30

[ TEMATY ]

dron

polska granica

uderzył

niedaleko

Adobe Stock

W poniedziałek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podczas rosyjskiego nalotu na Ukrainę rozesłało alert o możliwym zagrożeniu z powietrza na terenie woj. lubelskiego. Do naruszenia polskiej przestrzeni nie doszło, ale - według informacji wojska - jeden z dronów spadł w pobliżu przejścia granicznego w Dorohusku.

Ok. godz. 17 w poniedziałek RCB, podczas kolejnej fali rosyjskich nalotów na Ukrainę, wydało alert o możliwym zagrożeniu z powietrza dla woj. lubelskiego. Rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz potwierdził, że w całym województwie zawyły syreny alarmowe. Równolegle Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że systemy przeciwlotnicze zostały postawione w stan pełnej gotowości, a z baz wystartowały wojskowe samoloty z misją zabezpieczania polskiej przestrzeni powietrznej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję