Reklama

Niedziela Podlaska

Blask krzyża

Niedziela podlaska 12/2014, str. 1

[ TEMATY ]

krzyż

Ks. Michał Kisiel

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wraz z Wielkim Postem stajemy w obliczu rzeczywistości Krzyża, który stanowi centralny punkt chrześcijaństwa. Jest on z jednej strony źródłem „inspiracji” dla tworzących się duchowości od początku chrześcijaństwa, a z drugiej nie przestaje też być motywem, który bardzo często występuje w sztuce sakralnej. Te dwa wymiary – duchowość oraz twórczość wzajemnie się przenikają, odciskając tym samym znaczący rys na poszczególnych ludzi, regiony, społeczeństwa, a nawet epoki historyczne. Bez wątpienia Krzyż w historii chrześcijaństwa odegrał znaczącą rolę, nie bez znaczenia jest też jego dobroczynny wpływ na kształt współczesnego świata. W naszej diecezji bardzo często możemy przy drogach czy też dróżkach podziwiać różne krzyże, które zazwyczaj związane są z upamiętnieniem jakiegoś wydarzenia historycznego, kościelnego czy też bardziej osobistego, jak śmierć bliskiej osoby w danym miejscu, gdzie krzyż stoi. Przy tych przydrożnych kapliczkach zazwyczaj w maju gromadzą się ludzie na nabożeństwach majowych.

Spośród wielu zakonów, jakie istniały bądź istnieją na terenie naszej diecezji, w perspektywie pochylenia się nad Krzyżem należy wspomnieć o Zakonie Ojców Franciszkanów Reformatów. Ten zakon powstały w okresie przedtrydenckiej reformy Kościoła przybył do Polski, aby podejmować walkę z reformacją. Cechą charakterystyczną tego zakonu jest duchowość wybitnie pasyjna oraz maryjna. Związane zapewne jest to z faktem, że założyciel rodziny franciszkańskiej dostąpił łaski współuczestnictwa w męce Jezusa z Nazaretu poprzez otrzymanie stygmatów. W naszej diecezji istnieją dwa kościoły, które były budowane dla reformatów – w Boćkach, gdzie pierwotnie znajdowała cię cenna relikwia ciernia z korony Jezusa, oraz w Węgrowie, gdzie również znajdowały się relikwie Krzyża Świętego, przechowywane w pasyjce wykonanej w pierwszej dekadzie XVIII wieku (obecnie pozostał sam krzyż). Cechą charakterystyczną dla kościołów budowanych dla reformatów jest krzyż umieszczany w centrum ołtarza głównego. Tak też jest zarówno w Boćkach, jak i w Węgrowie. W Boćkach scenę ukrzyżowania wykonał wrocławski kamieniarz Jan Adam Karinger, natomiast w Węgrowie gdański rzeźbiarz Andrzej Schluter. Ten ostatni krucyfiks, według opinii prof. Mariusza Karpowicza, jest szczególnej urody i klasy artystycznej, ponadto jest to jedno z piękniejszych przestawień dramatu Ukrzyżowania w całej Europie od czasów Wita Stwosza. Przyglądając się rzeźbie, odnosi się wrażenie, jakby Jezus skłonił głowę i zasnął. Trudno doszukać się w tym przedstawieniu trwogi cierpienia. Wprost przeciwnie, roztacza aurę spokoju i ciepła, wprowadzając patrzącego w przestrzeń Bożej miłości.

Warto nadmienić, że w naszej drohiczyńskiej katedrze znajduje się historyczny krucyfiks, gdzie jego autor uchwycił moment śmierci Jezusa. Jego wartość, nie tylko historyczną, podkreślał śp. ks. inf. Eugeniusz Borowski. Ponadto w naszej diecezji jest wiele miejsc szczególnie związanych z Krzyżem, trzeba chociażby wspomnieć Kalwarię Serpelicką, gdzie rokrocznie w święto Podwyższenia Krzyża Świętego gromadzi się młodzież z całej diecezji pod przewodnictwem ordynariusza, aby u stóp Krzyża budować wiarę oraz kształtować dojrzałą osobowość. Tak więc Krzyż stanowi nieodłączny element naszego życia, czy to w wymiarze widzialnym, czy też w próbie zrozumienia, kim jest człowiek i jaki jest sens jego życia. Dopiero w blasku tej prawdy chrześcijaństwa jesteśmy w stanie zrozumieć siebie samych oraz dzieje człowieka i świata.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2014-03-20 13:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Krzyż z Małopolskiej „Solidarności”

Wisiał w naszym pokoju jak w każdym innym. Po prostu był. Nie zastanawiałam się, od kiedy. Traktowałyśmy go jak stały element wyposażenia miejsca pracy. Tylko gdy ktoś z zewnątrz przychodził, zwracał na niego uwagę. - Jak dobrze, że znów jest na ścianie - inicjował rozmowę odwiedzający nas przynajmniej raz w tygodniu pewien Łemko, który usiłował tłumaczyć wszystkim, że Łemkowie to Rusini i z Ukraińcami nie mają nic wspólnego. Ta potrzeba ciągłego przyznawania się niemłodego już mężczyzny do nieznanej nam bliżej narodowości wywoływała w nas, wtedy młodych dziewczynach, skrywany uśmiech. Tragiczną historię bieszczadzkich połonin i jej mieszkańców zrozumiałam wiele lat później, wędrując śladami zarośniętych bujną roślinnością wsi i usytuowanych na wzgórzu ruin cerkwi oraz fragmentów cmentarzy z połamanymi żelaznymi krzyżami na zrujnowanych nagrobkach. A nasz krzyż był nowiutki, jeszcze pachniał świeżo ściętym drzewem. Szybka, masowa robota zauważalna była przede wszystkim w metalowej postaci Ukrzyżowanego. Widać było, że forma była stara lub prymitywnie wykonana. Odwiedzający nas pan Krzysztof, szef sprzymierzonych związków rzemieślników, o którym wiedziałyśmy, że został wyrzucony z uniwersytetu w 1968 r. i nigdy tam nie wrócił, syn sławnego krakowskiego malarza i - jak sądziłyśmy - na pewno znający się na sztuce, z politowaniem kiwał głową nad jego estetyką. Tylko pan Józef ze sprzymierzonego związku rolników traktował go jak chleb powszedni. Tuż po wejściu do naszego pokoju całował przybite gwoździem stopy Chrystusa, nabożnie się żegnając. Gdy zwoływał nas w grudniu na strajk rolników do Rzeszowa, coraz bardziej nieobecny i roztargniony, jego wzrok skierowany na Ukrzyżowanego mówił więcej niż niejeden apel. Po 13 grudnia 1981 r. nie myśleliśmy o nim. Trzeba się było ukryć i najlepiej nie mieszkać tam, gdzie było się zameldowanym. SB to zbiurokratyzowana machina. Szukali tam, gdzie mieli zapisane. Najbliższe tygodnie i miesiące poświęciliśmy na odtwarzanie struktur związku i organizowanie podziemnej poligrafii. Ci, których nie aresztowano w nocy 13 grudnia, początkowo się ukrywali, później, wzywani do „białego domku”, albo go opuszczali po przesłuchaniu, albo dzielili los internowanych. Po kilku miesiącach dostaliśmy wezwania do zabrania prywatnych rzeczy z budynku Regionu Małopolskiej „Solidarności” i zostały rozwiązane umowy o pracę. Wchodziliśmy tam z ciężkim sercem. Powitał nas nieopisany bałagan. Na podłogach walały się sterty papierów i teczek, z pootwieranych szaf i szuflad biurek wystawały pojedyncze dokumenty. W kącie na krześle z tekturowego pudła dawały się zauważyć chaotycznie wrzucone niechlujną ręką małe krzyżyki, przygotowane do przekazania nowo powstającym siedzibom Związku. Wszystko wyglądało tak, jakby przed chwilą skończyła się tu rewizja. Pozwolono nam zabrać prywatne rzeczy. Spojrzeliśmy po sobie. Tego, co najważniejsze - dokumentacji Związku już nie było. Gdy opuszczaliśmy budynek, ściągnęliśmy ze ścian krzyże, obawiając się, że zostaną zbezczeszczone. Pilnujący nas panowie przyglądali się tym czynnościom w milczeniu, bez jednego komentarza. Pudełko z krzyżami, które stało samotne w kącie pokoju, wynieśliśmy bezpiecznie poza budynek. Opuszczając siedzibę Małopolskiej „Solidarności”, obejrzeliśmy się za siebie, zamykając w ten sposób kawał ważnego okresu życia. Każdy z nas wyjmował z pudełka jeden krzyż i chował go do kieszeni. Po powrocie do domu znajdował dla niego godne miejsce. W następnych latach jeszcze wiele razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania, jednak drewniany krzyżyk z Regionu wędrował zawsze z nami. Dziś, po 30 latach, gdy odwiedzam znajomych z tamtego okresu, rozpoznaję go natychmiast. Taki krzyż jest u Ewy, której ojciec - kapitan Ludowego Wojska Polskiego - w pierwszych dniach stanu wojennego w krakowskim „białym domku” Służby Bezpieczeństwa na zastrzeżonej wojskowej linii rugał wyrodną córkę, by wreszcie dała sobie spokój z tymi wolnościowymi bzdurami i pomyślała, w jakiej sytuacji stawia go wobec przełożonych, a mąż - aresztowany w 1986 r. za druk nielegalnych wydawnictw, po serii przesłuchań na Montelupich nigdy już się nie pozbierał, sama musiała wychowywać troje maleńkich dzieci. Jest u Agnieszki i Kajtka, którzy wydawali najdłużej ukazujące się pismo podziemnej „Solidarności” Małopolskiej „13”, a w każdą rocznicę „Wujka” jeździli na Śląsk i będą jeździć - jak mówią - dopóki winni zbrodni na górnikach nie zostaną ukarani. Jest i u Włodka, który po kilkunastu latach emigracji politycznej we Francji wrócił do Polski z rodziną, ale nie może się tu odnaleźć. Jest u Leny, której mądra przyjaźń towarzyszyła w najtrudniejszych momentach naszej młodej dorosłości, przy narodzinach naszych dzieci, w chorobach, braku domu i tułaczkach po cudzych kątach. Jest także w moim domu. Przy kolejnych przeprowadzkach był jako pierwszy pakowany do pudeł i jako pierwszego wyjmowaliśmy go z mężem i wieszaliśmy na ścianie. Pewnego dnia córka zapytała, dlaczego właśnie ten krzyż traktuję z taką atencją. Wtedy trudno mi było znaleźć właściwe słowa, aby wyjaśnić to małemu człowiekowi. Dziś, gdy spoglądam na krzyż, widzę młodych z tamtych lat - dumnych, odważnych, pełnych nadziei, wrażliwości, pomysłów, wiary, która góry przenosi, i rozumiem pełnię chrześcijańskiej symboliki.
CZYTAJ DALEJ

Biskup Oslo zwołuje synod. „Nie będzie głosowania nad nauczaniem Kościoła”

2026-08-10 09:21

[ TEMATY ]

synod

głosowanie

biskup Oslo

nauczanie Kościoła

Agata Kowalska

Biskup Oslo Fredrik Hansen zapowiedział zwołanie pierwszego w historii diecezji katolickiej w Oslo synodu diecezjalnego. Ma się on odbyć przed jubileuszem św. Olafa w 2030 roku. Celem synodu będzie wypracowanie wspólnej wizji rozwoju Kościoła lokalnego oraz przygotowanie planu duszpasterskiego i innych dokumentów diecezjalnych.

Podziel się cytatem - powiedział bp Hansen w wywiadzie dla rzecznika prasowego diecezji Hansa Rossiné.
CZYTAJ DALEJ

„Z Bogiem jest łatwiej” – rozmowa z ks. Sebastianem Picurem

2026-08-10 20:00

[ TEMATY ]

TikTok

ks. Sebastian Picur

media społecznościowe

z Bogiem

jest łatwiej

Karol Szewczyk

Ks. Sebastian Picur

Ks. Sebastian Picur

Czy w świecie mediów społecznościowych jest miejsce na autentyczne świadectwo wiary? Jak mówić o Ewangelii językiem zrozumiałym dla współczesnego człowieka i nie zniechęcać się krytyką? O tym rozmawiamy z ks. Sebastianem Picurem – kapłanem, który od lat z powodzeniem łączy duszpasterstwo z obecnością w mediach społecznościowych, docierając do milionów odbiorców.

Punktem wyjścia do rozmowy jest przekonanie, że z Bogiem jest łatwiej. Wiara daje siłę do mierzenia się z codziennymi wyzwaniami, również tymi, które pojawiają się w przestrzeni cyfrowej. Ks. Sebastian opowiada o swojej obecności w Internecie, dzieli się doświadczeniem ewangelizacji w mediach społecznościowych oraz pokazuje, jak wykorzystać nowe technologie do głoszenia Dobrej Nowiny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję