Reklama

Jan Paweł II

Papież dał mi złote schody

O duszpasterstwie młodych, kreatywności na co dzień, komplementarności ostatnich papieży i o uzdrowieniu brata z o. Janem Górą OP rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Wielu z nas zastanawia się, skąd Ojciec bierze siłę i napęd do wielkich działań duszpasterskich, przez lata pełnych zbiorowego entuzjazmu młodych ludzi – wokół tyle trudnych sytuacji, dotykających również ich. Gdzie – Ojca zdaniem – są motywy życia i nadziei dla Polski dzisiaj...?

Reklama

O. JAN GÓRA OP: – To bardzo trudne w czasie konsumizmu, ale musimy być mocni mocą wiary. Nie wiem, czy jestem dobrym wychowawcą, bo idę do góry, jestem bardzo wymagający. Zwrócono mi uwagę kilka dni temu, że trzeba by się zniżyć i zredukować wymagania, bo w ciele Pan Jezus przyszedł do człowieka. Walczę w sobie, bo moją pasją jest praca. Uważam, że jestem ze starej szkoły dominikańskiej, w której studium i formacja są napędem do tworzenia wizji. Mnie interesuje wizja Lednicy, wizja młodego człowieka. Kiedy pojechałem do Ameryki i opowiadałem o Lednicy, ich to kompletnie nie interesowało. Oni żyli wczoraj, a mnie interesuje jutro – jutro wiary, motywy życia i nadziei, to, jak przekazać młodym, że Chrystus jest atrakcyjny; że życie z Chrystusem jest super, że życie w łasce i w czystości to jest właśnie to. Mówię: słuchajcie, życie w czystości rodzi człowieka radosnego, życie w erotyce – smutnego. Lednica ze swoją formacją jest jakąś odpowiedzią na to, bo ma na względzie całościową wizję człowieka, człowieka rozwiniętego emocjonalnie, intelektualnie, ale i charakterologicznie. Teraz nie zwraca się na to uwagi. Nie lubimy stawiać sobie wymagań. Tymczasem te sfery muszą być uwzględnione: intelekt, charakter, wola i emocje. Bardzo wielu młodych ludzi jest poranionych emocjonalnie, z niepełnych rodzin, nie znają miłości ojca, matki. Wierzę w Lednicę i w to, co Papież mi dał – to złote słowa, złote schody. One będą i już są jakąś wizją i rozwiązaniem.

– „Złote schody” – dobre i piękne wyrażenie. Jak takie złote schody pokazać dzisiejszemu młodemu Polakowi?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Myślę, że trzeba być autentycznym. Przede wszystkim nie można obrażać się na świat. Trzeba zachowywać się autentycznie jak Jan Paweł II, tzn. być sobą. Jeżeli Papież mi powiedział: „Żyj tak, aby ludzie pytali cię o Boga”, to ja w sobie muszę mieć pompę, która mnie napędza i daje mi siłę do tego, aby żyć radośnie. Ostatni dokument papieża Franciszka mówi o radości wiary: nie czekajcie, nie bawcie się w struktury, idźcie, lepsze są błędy popełnione w waszym entuzjazmie niż zasklepienie w strukturach i siedzenie. Myślę, że tak powstała Lednica i w ogóle całe moje duszpasterstwo. Jestem człowiekiem, który urodził się nielegalnie w katolickiej rodzinie, nielegalnie poszedł do zakonu, nielegalnie skończył studia w zakonie, nielegalne prowadził duszpasterstwo szkół średnich, a potem akademickie. Za naszych czasów wszystko było nielegalne. I to nauczyło nas twórczości. Trzeba być kreatywnym, trzeba mieć siłę przebicia, trzeba wygrać wyścig z czasem, zaskoczyć świat propozycjami.

– Był Jan Paweł II, był Benedykt XVI, jest papież Franciszek...

Reklama

– Bogu niech będą dzięki. Nie ma między nimi konkurencji, jest „komplementarność”. Z początku obrażałem się na Benedykta XVI, że nie jest Janem Pawłem II, ale on jest „komplementarny”. Jak powiedział, akceptując Lednicę: „Courage!” – to mówię: jest fantastycznie! A teraz Franciszek – oni po prostu układają się i nie redukują, ale pokazują wielkość Jana Pawła II w przestrzeni świętego obcowania.

– Niektórzy widzą rozbieżność między pontyfikatami, inni zaś – jak Ojciec – komplementarność...

Reklama

– To nie są konkurencyjne postaci i działania. Czuję to na własnej skórze, widzę, jak jeden dopełnia drugiego. Cieszę się z dynamiki rozwoju, ale najważniejsze jest to, że nie niwelują Jana Pawła II. Po prostu on żyje w przestrzeni świętych obcowania i ustawił im całe życie. Ja zacząłem duszpasterstwo, kiedy został wybrany Jan Paweł II. Całe moje życie jest w świetle jego pontyfikatu. Błogosławił, święcił gitarę dla młodzieży, zawsze coś dawał. Mówiłem: – Musi mi Ojciec coś dać, bo jak przyjadę do Poznania, to na lotnisku muszę coś pokazać telewizji, czekają z kamerą. Muszę coś pokazać. – Stasiu (kard. Dziwisz – przyp.), daj mu coś – mówił i zawsze coś dawał. Woziłem świece, krzesełka, co się dało! Papież był medialny, rozumiał znaczenie drobnych gestów. Myśmy to wszystko świetnie czytali. Chciałbym podkreślić to, że on żyje. Codziennie z nim rozmawiam, jemu się zawierzam, proszę, żeby mnie prowadził. Przede wszystkim uzdrowił cudownie mojego brata, umierającego na listeriozę – chorobę odzwierzęcą, zapalenie mózgu – w Berlinie, stałem i powiedziałem, że umiera, i na biurku odprawiłem Mszę św. za przyczyną Jana Pawła II. I stale go prosiłem. Po trzech tygodniach nieprzytomności mój brat obudził się i żyje, zrewidował swoje życie, pojechaliśmy podziękować na grób Jana Pawła II.

– To drogocenne, wielkie świadectwo. Ale co robić dziś, kiedy znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji, także gospodarczej, gdy wszystko przestało być polskie, upada kultura – na czym budowałby teraz Jan Paweł II?

Reklama

– Owoce kontemplacji Jana Pawła II nie umierają i nie starzeją się. Myślę, że wielkim dziełem naszego narodu jest solidarność. Ona powinna stać się cnotą, cechą naszego współdziałania. Myśmy jeszcze tego nie wyeksploatowali, nie skonsumowali pozytywnie tego słowa i tej rzeczywistości. Nie umiemy być dla siebie braćmi, siostrami, depczemy swoją godność. Solidarność jest wielką studnią głębinową Polaków, na którą wskazał palcem Jan Paweł II, a z której nie umieliśmy skorzystać. To wielki skarb. To plon naszej ziemi, serc, umysłów. Solidarność – to nie miniona rzeczywistość, ale wielka przyszłość, w której odnajdujemy wszystko, co głosił Jan Paweł II. Przede wszystkim godność człowieka, nadzieja, zaufanie do drugiego człowieka. Mamy to wszystko w chrześcijaństwie, a Papież umiał z niego wydobywać wielkie skarby nadziei. Pamiętamy, jak mówił młodzieży: wyobraźmy sobie, że po Jeziorze Lednickim chodzi Chrystus... Dopóki Piotr patrzył Chrystusowi w oczy, szedł po wodzie, jakby to była udeptana ziemia... Poza solidarnością Papież pragnie przekonać ludzi, żeby być darem bezinteresownym dla siebie nawzajem – wtedy przeskoczymy siebie, nasze myślenie i działanie, naszą krótkowzroczność. To są te złote schody, które mamy na Lednicy.

– Pokazuje Ojciec, że Jan Paweł II to człowiek kultury, także tej najbardziej polskiej, która doprowadziła nasz kraj do powrotu na mapę Europy.

– Strasznie przejąłem się tym, że Papież powiedział, iż wiara musi być przełożona na kulturę, bo jeżeli nie jest przełożona, to nie jest rzeczywistością do końca przemyślaną, dojrzałą i pełną. Pamiętam przemówienie w UNESCO, kiedy Ojciec Święty mówił o mocy polskiej kultury, która przetrwała rozbiory. Dążę do tego, aby Lednica stworzyła własną kulturę. Mamy własny krój ornatu, własne tańce i śpiewy. Dążę do tego, żeby był cały ryt – żeby wiarę przełożyć na kulturę. To jest moja pasja – wielkie zadanie. Ale to nam wcale nie koliduje z solidarnością.

– Bo to jest wpisywanie wielkich wartości w strukturę młodej Polski. Wydaje się, że trzeba czasem zakrzyknąć oddolnie, gdy się ma możliwość krzyknięcia – a Ojciec ma. „Solidarność”, która wybuchła w 1980 r., była krzykiem oddolnym i dlatego była tak silna, że ruszyła mur berliński...

Reklama

– Ciekawe, jak Wojtyła przewidział to w swojej książce „Osoba i czyn”, jak najpierw teoretycznie opracował solidarność. Jest ona najbardziej autentyczną postawą. Solidarność wydaje mi się najlepszym sztandarem przyszłości dla nas, Polaków.
Kiedyś w czasie obiadu rozmawiamy o Lednicy i Papież mówi: „Tego Gutenberga przemień na obraz i na wizję. Dzisiejsi ludzie muszą zobaczyć, muszą mieć obraz Gutenberga”. Nie mogłem zaskoczyć, o co mu chodzi. „No to, co jest napisane, musi być wielką wizją porywającą. Chciałbym, żeby to nadal było nad Lednicą, żeby to była wielka, porywająca wizja miłości Bożej, wyboru Chrystusa”. Papież w wielu aspektach był niezwykle do przodu. Przejąłem się bardzo jego wizją, odwagą działania. A jeszcze później zwracał uwagę na godność ludzi. Wydawałoby się, że mamy to za sobą, że dzisiaj nikt nikogo nie depcze, że ludzie są kulturalni. Są jednak bardzo perwersyjne sposoby niszczenia godności ludzkiej, od szkół, przedszkoli zaczynając. On patrzył na wszystko pogodnie i z nadzieją. Jak człowiek z nim rozmawiał, to świat nie istniał.
Co on miał takiego – to zrośnięcie z klęcznikiem. Denerwowałem się, bo chciałem go uściskać, a on klęczał... Był tu, ale go tu nie było, był tam. Mnie imponowało, że ma w sobie tyle siły. Mruczał coś do siebie, z kimś rozmawiał. Ks. Stanisław go czasem uspokajał, brał za rękę... To był też mistyk. Nie był dewotem, ale był święty i pobożny. To jest dla mnie ważne.

– Niewątpliwie jesteśmy intelektualnie, duchowo, wewnętrznie zachwyceni Janem Pawłem II. Był człowiekiem niezwykłego formatu. Ojciec ma zapewne jakąś wizję duszpasterstwa, któremu będzie przewodził Jan Paweł II.

Reklama

– Tak, to jest moje marzenie. Jan Paweł II jest światłem. Jak jadę z Poznania przez Częstochowę na Jamną i widzę czasami grupy ludzi, młodych chłopaków i dziewczęta, stojących i nic nierobiących, to myślę czasami, dlaczego nie znajdzie się ktoś, kto by gwizdnął: chłopcy, robimy świetlicę, możemy grać w piłkę, możemy czytać Jana Pawła II razem. Jak Mieszko wybrał Chrystusa i stała się Polska, tak gdy młodzi na Lednicy wybierają Chrystusa, powstaje nowy świat, nowi ludzie, nowa przestrzeń. Ludzie nie do końca wierzą w potęgę metafizycznego aktu decyzji. Jestem uformowany u dominikanów – ta decyzja to jest akt, wolny wybór, to determinuje człowieka. U początków Lednicy przeczytałem książkę Amerykanina o chrzcie Polski. Mówił, że chrzest Polski był na Lednicy i że Mieszko wyborem Chrystusa zdecydował o przyszłości Polski. Zrozumiał, że Chrystus będzie mocniejszym Bogiem niż wszyscy inni dotychczasowi bogowie, zmienił świat, stworzył Polskę. I dlatego na każdej Lednicy jest wybór Chrystusa, i dlatego chcę, aby ten wybór się powtarzał, bo ona ma moc piorunującą. To jest coś nieprawdopodobnego, metafizycznego. Wybór Chrystusa prowadzi zawsze biskup, a jego rota jest zatwierdzona w Watykanie. To jest moje wewnętrzne przekonanie: doprowadzić młodzież do wyboru Chrystusa.

– To bardzo cenne, ale jak to zrobić? Jakie Ojciec ma propozycje?

– Widzę dwie. Pierwsza – jako ruch lednicki. To sugestia kard. Ryłki, z którym się zaprzyjaźniłem, jako młodym księdzem, jeszcze w czasie VI Światowego Dnia Młodzieży. Wezwał mnie kiedyś i mówi: Lednica ma się stać ogólnopolskim ruchem – minimum organizacji, maksimum zaangażowania i entuzjazmu. Ale na bazie tego powstaje wspólnota lednicka, która domaga się głębszego zaangażowania ludzi i która pociągnie wszystko. Ruch sam się nie zrobi, muszą być liderzy. Wychowanie liderów jest rzeczą niezwykle trudną, bo dzisiaj ludzie nie mają odwagi podejmować ryzyka bycia liderem. Lepiej się nie wychylać, mieć spokojniejsze życie. Ale ja szukam liderów ze świecą. Mam szkołę liderów, jestem zapatrzony w harcerstwo. Hermanice są niedaleko Górek Wielkich, gdzie bohaterowie książek Kamińskiego na Buczu spędzali ostatnie wakacje 1939 r. Chodzę za tym, piszę do prezydenta. Chodzę i molestuję wszystkich, żeby trzy przepiękne budynki, które tam wybudowano, odnowić. Po wojnie było tam prewentorium, a teraz nic się nie dzieje, dom niszczeje. Tam było gniazdo inteligencji polskiej, orląt.

– W Górkach Wielkich mieszkała Zofia Kossak. Ta znana pisarka czyniła starania o reaktywowanie „Niedzieli”. Po Powstaniu Warszawskim przybyła do Częstochowy i razem z ks. dr. Antonim Marchewką, moim poprzednikiem, prosiła bp. Teodora Kubinę o wznowienie „Niedzieli”. Potem wyjechała z kraju, bo groziło jej aresztowanie.

– Jej wnuczka jest w Górkach Wielkich. Odrestaurowano tam „Kossakówkę”, proponowane są programy kulturalne. Ale budynki harcerskie niszczeją. Uważam, że naszemu ruchowi potrzeba trochę ducha harcerskiego, bo harcerstwo to służba, obowiązek, a nie tylko opłacalność czy przyjemność. Takich ludzi wychowujemy.

2014-04-15 12:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uzdrowiona przez św. Jana Pawła II od 2 maja w Polsce!

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

cuda

ARCHIWUM PRYWATNE

2 maja o godz. 16.45 na warszawskie lotnisko Okęcie przylatuje bohaterka książki Elżbiety Ruman "Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II". Jej wizyta w Polsce potrwa półtora miesiąca, do 17 czerwca. Floribeth odwiedzi m.in. Dom Jana Pawła II w Wadowicach, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i Obóz Koncentracyjny w Oświęcimiu. Będzie gościem zarówno w dużych miastach, jak i mniejszych miejscowościach.

Floribeth Moraz Diaz odwiedzi prawie 40 polskich miast i miasteczek. Choć pobyt w Ojczyźnie Jana Pawła II będzie intensywny, poza spotkaniami zaplanowano także czas na wypoczynek. Rodzina Diaz kilka dni spędzi m.in. w Krościenku, Zakopanem i Krynicy Morskiej. Po przylocie do Warszawy kostarykanka wraz ze swoją rodziną - mężem i dwoma synami, pojedzie do Wadowic. Tam 4 maja, w bazylice podczas niedzielnych Mszy św. będzie mówić o swoim uzdrowieniu. O godz. 17.00 odwiedzi Dom Jana Pawła II. W poniedziałek, 5 maja, rodzina Diaz pojedzie do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Następnego dnia w Krakowie o godz. 18.00 Floribeth odwiedzi Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się". Z kolei 7 maja o godz. 11.00 zaplanowano spotkanie z kard. Stanisławem Dziwiszem w krakowskiej kurii, a o godz. 18.00 "Uzdrowiona" spotka się z czytelnikami w księgarni Matras na Rynku Głównym. Kolejne spotkania w sieci księgarń Matras zaplanowano na 10 maja w Częstochowie (godz. 13.30) i 16 maja w Warszawie (godz. 18.00, al. Solidarności 113) Będąc na Jasnej Górze Floribeth weźmie także udział w IX Czuwaniu Rodziny Arnoldowej. W kolejnych dniach, między 11 a 18 maja zaplanowano spotkania w mniejszych miejscowościach, m.in. w Stalowej Woli, Zamościu, Miejscu Pistowym, Krynicy Morskiej i Pienieżnie, gdzie w niedzielę, 18 maja, Moraz Diaz będzie uczestniczyć w uroczystości święceń kapłańskich. Kolejne miejscowości na planie podróży po Polsce to Ełk, Kleosin, Toruń, Rybnik i Bytom. 8 i 9 maja rodzina Diaz będzie wypoczywać w Krościenku, 14-16 maja w Krynicy Morskiej a od 27 maja w Zakopanem. Tam, 28 maja o godz. 18.00 Floribeth odwiedzi sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. Od 29 maja rozpocznie podróż po Podkarpaciu, odwiedzając m.in. Mielec, Krosno, Husów, Kraczkowa, Łańcut, Sanok i Przeworsk. 7 czerwca odwiedzi Obóz Koncentracyjny w Oświęcimiu. Następnie "Uzdrowiona" będzie się dzielić swoim świadectwem w Nysie, Nadolicach, Zawadzkiem, Dobrodzieniu, Żyrardowie i Niepokalanowie - tam, 13 czerwca, weźmie udział w spotkaniu z cyklu "Świadkowie wiary". Od 14 do 17 czerwca będzie w Warszawie. Najpierw w par. Dobrego Pasterza, przy ul. Szczecińskiego 5, będzie uczestniczyła w Mszach św., a w niedzielę spotka się z mieszkańcami Stolicy w katedrze warszawsko-praskiej. W poniedziałek, 16 czerwca zaplanowano spotkanie z czytelnikami w księgarni "Matras" przy al. Solidarności. 17 czerwca rodzina Diaz zakończy swój pobyt w kraju św. Jana Pawła II. Floribeth Moraz Diaz historię swojego uzdrowienia opowiedziała Elżbiecie Ruman w książce "Uzdrowiona. Kostarykański cud Jana Pawła II". Prawniczka z Kostaryki, w kwietniu 2011 zaczęła się uskarżać na silny ból głowy. W tym samym miesiącu doznała intensywnego, krwotocznego udaru mózgu. Po natychmiastowym przewiezieniu do szpitala i intensywnym, trzygodzinnym zabiegu lekarze stwierdzili u niej nowotwór - tętniaka mózgu. Jednocześnie zakomunikowali Floribeth, że nowotwór usadowił się w bardzo wrażliwej części mózgu i nie sposób go usunąć. W trakcie zabiegu obok łóżka Floribeth stał obrazek z podobizną Jana Pawła II. Lekarze poinformowali rodzinę, że Floribeth pozostał miesiąc życia i dalsza terapia nie ma sensu. Wówczas kostarykanka poprosiła męża i rodzinę, by zaczęli się modlić. Od Wielkiej Soboty mąż Edwin oraz reszta rodziny codziennie odmawiali różaniec przed dużym zdjęciem Jana Pawła II prosząc o jej uzdrowienie. Wkrótce potem Floribeth wróciła do domu. Była już wówczas sparaliżowana. 1 maja 2011 obejrzała telewizyjną transmisję z beatyfikacji Jana Pawła II. Niedługo potem zasnęła, a gdy się obudziła, usłyszała głos: „Podnieś się. Nie lękaj się”. Ujrzała też ręce wysuwające się do niej z wiszącego na ścianie obrazu Jana Pawła II. Odpowiedziała: „Tak, Panie”. Stwierdziła natychmiast, że czuje się znacznie lepiej, a ból głowy już jej tak nie dokucza. Mogła nawet o własnych siłach wstać z łóżka. Wkrótce Floribeth poddała się ponownym badaniom rezonansem magnetycznym. Po przejrzeniu wyników jeden z lekarzy długo nie mógł wydusić z siebie słowa. Wykazywały one całkowite wyleczenie z nowotworu. „Powiem panu, co jest nie tak. Ja wiem, że zostałam wyleczona za wstawiennictwem Jana Pawła II” – powiedziała Floribeth Diaz. Do całkowitego zdrowia Kostarykanka wróciła po siedmiu miesiącach, w listopadzie 2011, gdy poddano ją ostatnim badaniom. O swoim uzdrowieniu Floribeth zaczęła oficjalnie mówić w lutym 2012 r. 5 lipca 2013 ukazał się dekret papieża Franciszka w sprawie uznania tego cudu.
CZYTAJ DALEJ

Jezus mnie nie potępia, ale bardzo pragnie, abym się zmienił na lepsze

2025-04-02 14:38

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

źródło: wikipedia.org

"Chrystus i jawnogrzesznica", Nicolas Poussin (1653 r.)

Chrystus i jawnogrzesznica, Nicolas Poussin (1653 r.)

Ważne jest, aby w każdej sytuacji kryzysowej, którą przeżywam, zaprosić Jezusa. On jest pomocą, światłem i On udziela łaski, aby z trudności wyjść i stać się lepszym czy mądrzejszym.

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».
CZYTAJ DALEJ

Japonia: po 102 latach przestała się ukazywać jedyna gazeta katolicka w tym kraju

2025-04-02 14:25

[ TEMATY ]

Japonia

Adobe Stock

Malejąca liczba czytelników oraz rosnące koszty drukarskie i wydawnicze sprawiły, iż po 102 latach przestał wychodzić "Katorikku shimbun" - jedyne pismo katolickie w Japonii. Ostatni jego numer ukazał się z datą 30 marca. Redakcja gazety, żegnając się ze swymi dotychczasowymi odbiorcami, zapowiedziała, że ruszy strona internetowa, która będzie zamieszczać bieżące wiadomości z życia Kościoła w kraju i na świecie.

„Biorąc pod uwagę obecną sytuację biznesową gazety i rozprzestrzenianie się Internetu, od kilku lat rozważamy, w jaki sposób powinniśmy rozpowszechniać informacje o Kościele katolickim w Japonii” - oświadczył już w marcu ub.r. przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Japonii kard. Tarcisio Isao Kikuchi. Oznajmił wówczas, że episkopat postanowił „rozpocząć konkretne prace nad stworzeniem nowej formy informowania”. W ten sposób o północy 1 kwietnia zaczęła działać strona Catholic Japan News, która na razie będzie dostępna tylko w języku japońskim.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję