Reklama

Wiadomości

Woda i ogień

O rosyjskiej mitologii, ukraińskich niejednoznacznościach i umiejętności zarządzania chaosem z prof. Wojciechem Materskim rozmawia Wiesława Lewandowska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Świat zachodni z zaniepokojeniem, ale jednak bez większego przerażenia, patrzy na poczynania Rosji na Ukrainie, tymczasem kraje środkowowschodniej Europy ogarnia strach przed powrotem rosyjskiego panowania. Czy, zdaniem Pana Profesora, rekonstrukcja rosyjskiej potęgi jest dziś w zasięgu ręki Władimira Putina?

PROF. WOJCIECH MATERSKI: – Niewątpliwie coraz wyraźniej widać, że dalekosiężnym i bezwzględnym dążeniem prezydenta Putina jest uczynienie z Rosji imperium światowego, przywrócenie jej pozycji na miarę byłego ZSRR. Władimir Putin już dość dawno wyraził swe ubolewanie, że po rozpadzie Związku Sowieckiego Rosja stała się jedynie mocarstwem regionalnym, co zresztą nazwał „największą tragedią XX wieku”. Dlatego teraz uznał, że najwyższy czas, by Rosja stała się znów mocarstwem światowym.

– By świat znów się z nią poważnie liczył?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Tak właśnie, może nie tyle z nią się liczył, co się jej bał. Rosja Putina to państwo realizujące swoje aspiracje imperialne metodą siły i strachu. Nie jest to – i zapewne nie będzie – współczesne mocarstwo rozumiane jako strażnik światowej demokracji. To ma być państwo, którego wszyscy się boją (także jego obywatele), wprost nawiązujące do imperium tworzonego przez rosyjskich carów, według niezmiennie tych samych parametrów – wielkiej przestrzeni, potężnej armii, zaplecza surowcowego i strachu sąsiadów. Droga do tego wymarzonego przez Putina imperium wiedzie przez wymyśloną przez niego ekonomiczno-polityczną konstrukcję – unię europejsko-azjatycką.

– I przede wszystkim przez odtworzenie „russkiego mira”, do którego ponoć tak bardzo tęsknią mieszkańcy posowieckich ziem…

– Z pewnością nie o sentymenty tu chodzi. I nie tylko o proste zintegrowanie całej przestrzeni posowieckiej, ale o ewentualne stowarzyszenie z nią kolejnych państw azjatyckich, w celu stworzenia silnej ekonomicznej i politycznej przeciwwagi nie tylko dla Unii Europejskiej, ale także dla USA i Chin. Putin chciałby uczynić z Rosji pierwszoplanowego gracza w światowej układance. To jednak plan długofalowy; samo okiełznanie Ukrainy może potrwać wiele lat.

– Jak realne są obecne i przyszłe możliwości Rosji? Czy prezydent Putin dobrze mierzy siły na zamiary?

Reklama

– Dzisiejsza sytuacja ekonomiczna Rosji nie jest najlepsza. Wciąż bazuje ona na ekstensywnej, rabunkowej gospodarce surowcowej. Ponadto nowoczesny przemysł (w tym przede wszystkim zbrojeniowy) nie odgrywa obecnie w rosyjskiej gospodarce choćby takiej roli, jak jeszcze 25 lat wcześniej; kiedyś było nie do pomyślenia, by Rosjanie mogli kupować „Mistrale” od Francuzów – musieli mieć własne okręty… Putin doskonale wie, że swego celu – czyli rosyjskiego światowego mocarstwa – nie osiągnie bez udziału w unii europejsko-azjatyckiej Ukrainy. Stąd jego postawienie na prezydenta Janukowycza, który jednak okazał się zbyt słaby politycznie, by spełnić rosyjskie oczekiwania. W tej chwili celem taktycznym Rosji wydaje się utrzymanie Ukrainy w takim chaosie, aby Europa straciła do niej sympatię i zainteresowanie, by Ukraina znów stała się zapleczem Rosji.

– Czy, zdaniem Pana Profesora, prezydent Putin precyzyjnie zarządza chaosem i jest dobrze przygotowany na wszystkie możliwe warianty?

– Putin jest człowiekiem bardzo uporządkowanym. Było nie było, wywodzi się ze szkoły KGB, gdzie pisano konspekty, scenariusze, uczono wszechstronnego analizowania sytuacji. Ma umysłowość człowieka „poukładanego”, którego niewiele może zaskoczyć, który precyzyjnie planuje kolejne posunięcia w prowadzonej przez siebie grze. Zapewne zakłada, że uda mu się tak skutecznie pognębić Ukrainę – poprzez zmuszanie jej do przedpłat na gaz, brak zbytu dla ukraińskiego przemysłu, poprzez niepokoje przygraniczne – i zniechęcić do niej Europę, że w końcu rzucona na kolana, sama przyjdzie do Rosji z prośbą o kompromis… Nie wydaje mi się jednak, żeby w przypadku tak ogromnego kraju, jakim jest Ukraina, ten rosyjski scenariusz mógł być do końca precyzyjny. Zapewne margines manewru pozostał duży i wiele zależy od stanowiska wobec tych spraw Unii Europejskiej, niestety, jak dotąd mało decyzyjnej i jeszcze mniej skoordynowanej w swych działaniach.

– Precyzyjnie udało się Putinowi przeprowadzić scenariusz krymski. Dalej nie pójdzie już tak łatwo, jak na Krymie?

Reklama

– Łatwo poszło z uwagi na specyfikę społeczną Krymu, na którym przez lata osiedlali się rentierzy i emeryci wojskowi, partyjni i KGB-owscy, dobrze wspominający Rosję sowiecką… Natomiast sytuacja społeczna na terenach wschodniej Ukrainy jest znacznie bardziej skomplikowana, mniej jednoznaczna. Wielkie centra przemysłowe, jak Donbas czy Ługańsk, mają rzeczywiście dość specyficzną ludność miejską, z dużym odsetkiem Rosjan i zrusyfikowanych Ukraińców. Ale już Ukraińcy rosyjskojęzyczni z tzw. terenu wcale nie marzą o Rosji, wprost przeciwnie – mają jeszcze wkodowaną w pamięci sowiecką zbrodnię głodu na Ukrainie.

– Po prostu wciąż boją się Rosji?

– Tak, ale ten strach już tak nie paraliżuje. Niedawno rozmawiałem z ukraińskimi profesorami Uniwersytetu Kijowskiego, uczestniczącymi w konferencji naukowej w Homlu na Białorusi, którzy uważają, że agresywna polityka Rosji nieoczekiwanie spełnia pozytywną rolę – integruje społeczeństwo wokół ukraińskiej państwowości, która dotąd nie miała tam zbyt silnych tradycji. Dziś otwarte pozostaje tylko pytanie, czy instytucjonalizacja tego wciąż jeszcze bardzo żywiołowego bytu politycznego, jakim był Majdan, stworzy w dającej się przewidzieć perspektywie możliwość sprawnego kontrolowania administracji państwa, procesu niezbędnych reform…

– Czy wybranemu właśnie nowemu prezydentowi Ukrainy – Petro Poroszenko jest uważany zarówno za człowieka Wschodu, jak i Zachodu – uda się pogodzić wodę z ogniem?

– Z polityków ukraińskich, którzy pretendowali do stanowiska prezydenta, niewątpliwie Poroszenko ma największe szanse skutecznego podjęcia niesłychanie trudnego zadania odbudowy będącego w stanie rozkładu państwa. Pierwsze reakcje w Rosji świadczą, iż jego wybór nie będzie kontestowany przez Moskwę, a to sprawa kluczowa, napawająca ostrożnym optymizmem co do szans rozwiązania kryzysu na wschodzie Ukrainy.

Reklama

– Wiele, jeśli nie wszystko, zależy od świadomości społeczeństwa ukraińskiego, w której – jak się możemy domyślać – wciąż panuje sterowany przez Rosję lub żywiołowy rodzimy chaos.

– To prawda. Jednak ci, którzy dawniej mówili, że z Rosją zawsze lepiej niż z Europą, zaczynają się teraz zastanawiać, czy ta Rosja, która upokarza Ukrainę, może być rzeczywiście sprzymierzeńcem niezależnego państwa ukraińskiego, czy raczej dąży do jego rozkładu… Moi ukraińscy koledzy twierdzą, że ta zmiana postaw daje się zaobserwować zwłaszcza wśród młodego pokolenia, które jest coraz bardziej antyrosyjskie. I widać to nie tylko na Zachodniej Ukrainie, ale także w Charkowie, Chersoniu czy Mikołajowie. Czy te obserwacje znajdą potwierdzenie w przyszłości, nie wiadomo.

– Tymczasem w Rosji umacnia się narodowa jedność wokół prezydenta Putina, który osiąga rekordowe poparcie społeczne – 82 proc. po majowej defiladzie…

– To dlatego, że społeczeństwo rosyjskie jest społeczeństwem niedemokratycznym; przede wszystkim ceni siłę i skuteczność. Rosjanie uwielbiają Władimira Putina głównie za przywrócenie im poczucia wielkości, dumy narodowej. Trzeba przyznać, bardzo umiejętnie gra on na instrumentach nacjonalistycznych. Że trafia w ten sposób do szerokich mas, to nic dziwnego. Ale naprawdę trudno pojąć, że zyskuje też gremialne poparcie inteligencji, że tacy ludzie, jak np. ceniony reżyser Siergiej Michałkow, są zakochani w Putinie i bezkrytycznie zapatrzeni w jego politykę.

Reklama

– A to znaczy, że siła Władimira Putina nie polega wyłącznie na tym, że zapewnił Rosjanom poczucie dobrobytu? Na czym polega jego charyzmat?

– To naprawdę trudno powiedzieć, bo przecież jaki jest, każdy widzi: ani specjalnie przystojny, ani zbyt błyskotliwy… Jest z pewnością politykiem bezwzględnym i skutecznym. Społeczeństwu rosyjskiemu bardzo podoba się np. to, że krótko trzyma oligarchów. Trafia w społeczne upodobania poprzez swe „patriotyczne” wypowiedzi, np., że „nawet w wychodkach będziemy zabijać naszych nieprzyjaciół”. Popełnia mnóstwo błędów, które są mu natychmiast wybaczane, zapominane. Nikt już nie pamięta, jak się zachował wobec katastrofy okrętu podwodnego „Kursk”… Pamięta mu się natomiast zwycięską wojenkę w Czeczenii, a ostatnio odzyskanie Krymu, wokół którego odnowiono całą rosyjską mitologię, sięgającą czasów carskich…

– Rosjanie są wdzięczni Putinowi najbardziej chyba właśnie za to, że do polityki historycznej włączył dumę i chwałę carów…

Reklama

– I w ten sposób wypełnił tę duchową wyrwę, jaka pozostała po Rosji sowieckiej. Dotychczas cała mitologia historyczna Rosji była budowana na zwycięstwie w II wojnie światowej, której nadano miano „wielkiej wojny ojczyźnianej”. Co ciekawe, w defiladzie z okazji Dnia Zwycięstwa obok siebie powiewał zarówno sztandar armii carskiej, jak i tzw. znamia pobiedy, czyli sztandar z sierpem i młotem… W ten to sposób Władimir Putin daje Rosjanom ciągłość historyczną poczucia dumy, wielkości, potęgi – zarówno w swojej polityce wewnętrznej, jak i zewnętrznej kontynuuje biały i czerwony imperializm. I sam chętnie pokazuje się jako car, wódz i gensek zarazem. Trafia w ten sposób do przekonania niemal wszystkich swych rodaków, którzy chętnie akceptują to, że jego Rosja jest państwem tzw. organizowanej demokracji.

– Ostatnio wiele mówiono o historycznych analogiach, porównywano Putina ze Stalinem, a nawet Hitlerem… To uprawnione analogie, zdaniem Pana Profesora?

– Zapewne można się nad tym zastanawiać. Z pewnością osobowość charyzmatyczną miał Hitler, a zupełnie nie miał jej Stalin. A jeśli idzie o współczesność, to moim zdaniem, więcej charyzmy miał Jelcyn niż Putin… Wielką dla mnie zagadką jest ten nagły, skokowy wzrost pozycji Putina, który został wyciągnięty właśnie przez Jelcyna wprost z niebytu. Jak to się stało, że ten nikomu nieznany człowiek objął najważniejszą funkcję w państwie? Czy zauroczył, czy może zastraszył Jelcyna? Trzeba jednak przyznać, że w tym, co postanowił w Rosji zrobić, jest rzeczywiście bardzo wytrwały. Jest nie tylko sprawnym politykiem, ale dysponuje też bardzo dobrym aparatem władzy, do którego ściągnął ludzi przez siebie sprawdzonych – z wywiadu, z KGB, gwarantujących skuteczność działania.

– Faktem jest, że dzięki temu triumfuje dziś nad swoim narodem…

– Powiedziałbym raczej, że stara się zatriumfować w imieniu swego narodu nad światem. Stara się zapewnić własnemu narodowi poczucie potęgi. Zna potrzeby swego narodu.

– A z drugiej strony w tym dążeniu do potęgi za wszelką cenę może być zatrzymany tylko przez tenże własny naród?

Reklama

– Nie sądzę, by to mogło stać się w przewidywalnej perspektywie. System Putina jest oparty na byłych oficerach KGB, którzy najlepiej wiedzą, jak sterować nastrojami. W dzisiejszej Rosji nawet wielkie demonstracje – jak ta na placu Błotnym – przechodzą bez echa, a ich organizatorzy są potem po cichu skutecznie neutralizowani. W putinowskim systemie nie ma możliwości wyłonienia rzeczywistej, niekoncesjonowanej opozycji, która miałaby szansę na odegranie istotnej roli i która mogłaby się przebić do ogółu ze swoim programem.

– Kto i co może zatem zatrzymać ambitne plany Putina?

– Na razie nic na to nie wskazuje, by agresywna polityka Putina mogła napotkać jakieś przeszkody i by szybko zaczęła tracić na skuteczności.

– Podobno świat zachodni wreszcie przejrzał i zdemaskował Władimira Putina. Dlaczego pozostaje bezradny wobec jego poczynań?

– Świat zachodni postępuje według długotrwałych i powolnych procedur demokratycznych, natomiast w Rosji – tak jak to było już wcześniej, np. w okresie spotkań tzw. Wielkiej Trójki w Jałcie i Teheranie – decyzje mogą być podejmowane w jednej chwili, z uwagi na szerokie kompetencje szefa państwa. A ponadto te zbyt powolne reakcje Zachodu wynikają z rozmaitych biznesowych powiązań z Rosją. Naprawdę dotkliwy dla Rosji mógłby się okazać tylko duży spadek ceny ropy naftowej na rynkach światowych. Mając ciągle drogą ropę, Putin może grać sobie ze światem w politycznego pokera. A że gra nieczysto i cynicznie, to jak dotąd, niestety, triumfuje.

* * *

Prof. Wojciech Materski – historyk, politolog, były dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN, członek Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych

2014-06-03 14:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Audyt prawdy

Niedziela Ogólnopolska 21/2016, str. 38

[ TEMATY ]

polityka

społeczeństwo

Krzysztof Białoskórski

Za rachunkiem wystawionym politykom PO-PSL w wyborach przychodzi czas na odpowiedzialność przed sądami.

Dzień 11 maja 2016 r. przejdzie do sejmowych annałów. To, co powinno być stałym elementem przejmowania władzy – przegląd spraw po poprzednikach – teraz po raz pierwszy stało się faktem. I nie pomogą tu protesty opozycji, że nie otrzymała papierowej wersji audytu, aby się do niego odnieść. Obraz był przerażający i jeśli ludzie nie dowierzają, że mogło być tak źle, oznacza to, jak doskonale Platforma Obywatelska potrafiła się maskować, pokazywać dorobek tam, gdzie była pustka. Zresztą jest stenogram obrad Sejmu, jest zapis, do którego mogą obecnie się odnieść. Ale, jak można sądzić, odniesie się do tego wyłącznie prokurator – pierwsze 19 wniosków już jest w prokuraturze.
CZYTAJ DALEJ

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Bp Kleszcz: od św. Wojciecha uczmy się trwania przy Bogu na dobre i na złe

2026-01-05 09:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

500 lecie Krzepczowskiej parafii pw. św. Wojciecha BM

500 lecie Krzepczowskiej parafii pw. św. Wojciecha BM

Święty Wojciech jest patronem tej parafii, to od świętego Wojciecha możemy uczyć się takiej wytrwałości, trwania przy Panu Bogu na dobre i na złe. - mówił bp Kleszcz.

500 lat temu - dokładnie 8 VIII 1526 roku abp gnieźnieński Jan Łaski powołał do istnienia parafię pw. Świętego Wojciecha, biskupa i męczennika w Krzepczowie. Dziś - w pierwszą niedzielę stycznia - biskup Piotr Kleszcz, biskup pomocniczy Archidiecezji łódzkiej uroczystą Mszą świętą celebrowaną w XVIII wiecznej świątyni rozpoczął parafialny rok jubileuszowy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję