Rok 2008 był bardzo szczęśliwy dla Moniki i Pawła. – Kolejny szczęśliwy – mówi Monika. – Bo rok wcześniej wzięliśmy ślub, a na początku 2008 r. okazało się, że jestem w ciąży. I właśnie wtedy podjęliśmy decyzję, że zbudujemy dom.
Młode małżeństwo nie miało żadnych oszczędności, ale w prezencie ślubnym rodzice Moniki podarowali nowożeńcom działkę budowlaną w okolicach Grodziska Mazowieckiego. – Własnościowa działka plus fakt, że oboje pracowaliśmy sprawiły, że bank bardzo szybko dał nam kredyt w szwajcarskich frankach w wysokości 350 tys. zł – opowiada Paweł. – Na początku nasza rata wynosiła 1700 zł miesięcznie, czyli trochę więcej niż zarabiałam – mówi Monika. – Ale w następnych latach frank zaczął drożeć wobec złotego i rata podskoczyła do 2200-2400 zł. Żeby ją spłacić, zaczęliśmy pożyczać kolejne pieniądze – wspomina kobieta ze smutkiem w głosie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zaległości jak metro
Z ostatniego raportu przygotowanego przez Biuro Informacji Kredytowej i BIG InfoMonitor wynika, że w województwie mazowieckim aż 300 tys. osób zalega ze spłatą kredytów przez ponad 60 dni. W całym kraju podobne kłopoty ma 2,3 mln osób. Z kolei w Warszawie w pułapkę kredytową wpadło już 106 tys. mieszkańców stolicy.
Reklama
Trudności z systematycznym regulowaniem należności kredytowej najczęściej mają osoby w wieku 30-39 lat. W tym przedziale są także Monika i Paweł, którzy mają po 35 lat. Kolejną najbardziej zadłużoną grupą wiekową są osoby w przedziale od 40 do 49 lat. W rejestrze dłużników na Mazowszu jest też 808 osób poniżej 20 roku życia.
Suma niespłaconych długów w naszym województwie jest niebagatelna, sięgnęła już niemal 6,5 mld zł. Za tę kwotę można byłoby zbudować kolejną linię metra w stolicy lub sfinansować – na takim poziomie jak w ostatnim czasie – rozbudowę oraz remonty żłobków i przedszkoli przez kolejnych 12 lat.
Średni niespłacony dług na Mazowszu wynosi 21,5 tys. zł. Ale – jak mówią bankowcy – „w gronie niesolidnych dłużników” są osoby, które zalegają ze spłatą 200 zł, jak i kilku milionów. Najbardziej zadłużony człowiek w kraju także pochodzi z naszego regionu. Jest on winien bankom ponad 113 mln zł. I dług ten rośnie. W ciągu II kwartału 2014r. zobowiązania tej osoby powiększyły się o kolejne 1,6 mln zł.
Co robić, a czego nie?
– Kiedy kredyt lub pożyczka przekraczają nasze możliwości, to przede wszystkim nie wolno się załamywać – podkreślają specjaliści. Mówią tak zgodnie psycholodzy, jak i ekonomiści. Co więcej, radę tą kierują do wszystkich dłużników, ale szczególnie do rodzin, bo często zdarza się, że kłopoty finansowe są przyczyną kłótni, a nawet rozwodów. A to przecież nie rozwiązuje problemu narastających długów.
Reklama
Innym błędem jest wzięcie tzw. „chwilówki”. Trzeba pamiętać, że pożyczkę tego rodzaju oferują firmy działające poza sektorem bankowym. Nie sprawdzają one wiarygodności kredytowej, a kilkutysięczne środki przelewają od ręki. W przypadku „chwilówek” kłopot polega na tym, że są one wysoko oprocentowane. Jedna z bardziej znanych firm świadczących takie usługi za pożyczone 600 zł po dwóch tygodniach każe oddać 120zł prowizji, a w ciągu roku procent od pożyczki liczony jest w tysiącach. Niespłacanie rat wiąże się zaś z drogimi monitami i opłatami za windykację. – Wzięcie „chwilówki” to często pierwszy stopień na drodze do spirali zadłużenia – ostrzegają specjaliści.
Właśnie w takiej sytuacji znalazło się małżeństwo z Grodziska Mazowieckiego. – Uratowali nas rodzice, którzy pomogli spłacić „chwilówkę” – mówi Monika. – Poszliśmy też do banku, aby maksymalnie wydłużyć okres spłaty kredytu za budowę domu. Dzięki temu mamy mniejsze raty – dodaje Paweł.
Kolejnym sposobem na zmniejszenie comiesięcznego obciążenia – mówią specjaliści – jest kredyt konsolidacyjny. Gdy mamy kilka pożyczek, możemy wziąć jeden większy kredyt i nim spłacić wszystkie zobowiązania. Trzeba jednak pamiętać, że rozwiązanie to jest opłacalne, gdy nasze zobowiązania są krótkoterminowe, a oprocentowanie nowego kredytu jest niższe.
I na koniec rada dla wszystkich. Przy zaciąganiu kredytu lub pożyczki trzeba zawsze dokładnie i do końca czytać umowy. Obecnie banki i firmy pożyczkowe kuszą niskim oprocentowaniem, ale nadal pobierają wysokie prowizje i inne opłaty. Największy wysyp takich „wyjątkowych” ofert następuje zawsze w okresie przedświątecznym. A do najbliższych świąt zostało raptem dwa miesiące.