Reklama

Książki

Na wakacjach z ks. Karolem Wojtyłą

Niedziela Ogólnopolska 40/2015, str. 54

[ TEMATY ]

książka

album

„Kajakowe szlaki świętego. Wędrówka śladami Jana Pawła II”

Z okładki spogląda na nas wysportowany, postawny mężczyzna w sile wieku, ubrany wakacyjnie, w krótkie spodenki i koszulkę, ma także zabawną czerwoną chustkę zawiązaną wokół głowy, chroniącą przed spiekotą. Na jego szyi widoczny jest szkaplerz. Mężczyzna siedzi na składanym turystycznym krzesełku, mrużąc oczy przed słońcem, lekko się uśmiecha, w ręku trzyma książkę. Przed nim na trawie – piękny okaz świeżo złowionego szczupaka. To ks. Karol Wojtyła z czasów, kiedy letnią porą w towarzystwie gromadki zwanej Środowiskiem udawał się na kajakowe szlaki północnej Polski, wiodące po najpiękniejszych rzekach i jeziorach. W tle – współczesny fragment jednego z tych szlaków. Skomponowana w ten sposób okładka albumu Białego Kruka, który nosi tytuł „Kajakowe szlaki świętego. Wędrówka śladami Jana Pawła II”, sygnalizuje to, co znajdziemy wewnątrz książki.

Bez ckliwej nostalgii

Wędrujemy bowiem współcześnie, bez ckliwej nostalgii, i oglądamy piękne miejsca naznaczone niegdyś obecnością, modlitwą i sportowym wysiłkiem przyszłego papieża. Oglądamy je oczami znakomitego fotografika, wybitnego specjalisty od zdjęć przyrodniczych – Waldemara Bzury. Ten słynny piewca Mazur i polskiej przyrody wybrał się tym razem na wyprawę wakacyjnymi śladami Karola Wojtyły. Fantastyczne zdjęcia, które podczas tych wędrówek wykonał (do albumu wybrano ich blisko 250!), ukazują w przeważającej mierze ujęcia natury, ale też napotykanych po drodze kościółków, kaplic, starych młynów i zamków. Przyrodnik dr Jerzy Kruszelnicki objaśnia zaś w tekście wprowadzającym zjawiska przyrodnicze, życie tamtejszych zwierząt, licznego ptactwa. Całość albumu uzupełnia 21 unikatowych, arcyciekawych zdjęć archiwalnych, przybliżających postać świętego na szlakach kajakowych.

Szlaki kajakowe Karola Wojtyły, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie przebiegały tylko przez Mazury; Wujek, jak nazywali go towarzyszący przyjaciele, pływał także po Pomorzu Zachodnim, wśród Borów Tucholskich, rzekami Powiśla i Warmii, Puszczy Augustowskiej, Suwalszczyzny. Były to nieraz bardzo wyczerpujące wyprawy. Dzięki albumowi Białego Kruka możemy dokładniej poznać, co i dlaczego tak bardzo zafascynowało przyszłego papieża w naszych północnych regionach.

Reklama

Szlak Apostołów Miłosierdzia

Inauguracja Kajakowego Szlaku Papieskiego Apostołów Miłosierdzia Krutyń – Pisz i zarazem promocja omawianego albumu „Kajakowe szlaki świętego” zgromadziły 21 sierpnia br. na plaży nad rzeką Krutynią w Ukcie, w Puszczy Piskiej, bardzo liczną grupę mieszkańców, turystów i pielgrzymów. Spotkaniu przewodniczył oraz szlak i książkę pobłogosławił kard. Gerhard Müller – prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary w towarzystwie biskupa ełckiego Jerzego Mazura. Kardynał przypomniał pobyt ks. Karola Wojtyły w tym miejscu, a także szczególne orędzie miłosierdzia, jakie Jan Paweł II przekazał w encyklice „Dives in misericordia”. Ogłoszony przez papieża Franciszka Rok Miłosierdzia doskonale wpisuje się w to przesłanie. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary zachęcił do wielbienia Boga w świecie stworzonym, który zachwyca i przybliża do Stwórcy.

Trasa trzeciego już w diecezji ełckiej szlaku papieskiego, noszącego nazwę: Apostołów Miłosierdzia, upamiętnia spływ kajakowy ks. Karola Wojtyły z 1957 r., kiedy to na przełomie lipca i sierpnia płynął on wraz z grupą 26 młodych naukowców z krakowskiego środowiska. Dzięki staraniom ks. Waldemara Sawickiego, proboszcza w Ukcie, oraz dr. Jerzego Kruszelnickiego, eksperta ONZ ds. ochrony przyrody, nad brzegiem rzeki Krutyni stanął obelisk. Wszystkim turystom i pielgrzymom, którzy będą mieli możliwość udania się w te dość dzikie jeszcze tereny, będzie on przypominał zarówno o obecności wielkiego świętego w tym miejscu, jak i o uroczystej inauguracji szlaku. Pozostali mają do dyspozycji przepiękny album Waldemara Bzury, zawierający wiele ujęć, które nigdy nie staną się udziałem zwykłego turysty. Szlak kajakowy na Krutyni przez wielu uważany jest za najpiękniejszy w Polsce, a nawet w Europie.

Nie zginie pamięć

Także wszystkie inne prezentowane w albumie trasy kajakowe, które przemierzył ks. Karol Wojtyła, cechuje niezwykła uroda; polska przyroda jest naprawdę atrakcyjna i warta uwieczniania.

Reklama

Słusznie pisze w Posłowiu do albumu redaktor i pomysłodawca książki Leszek Sosnowski: „Poznanie młodzieńczych pasji Karola Wojtyły pozwala lepiej zrozumieć wiele jego późniejszych, już papieskich, decyzji i wypowiedzi oraz jego głęboki kontakt z Bogiem, jakże bliski szczególnie dzięki obcowaniu z tą przepiękną krainą, zawieszoną między niebem a wodą”.

„Kajakowe szlaki świętego” wpisują się również złotymi zgłoskami w obchodzony właśnie Rok św. Jana Pawła II, ogłoszony przez Sejm, który jednak zdążył już o tym zupełnie zapomnieć... Nieprzyjemna walka polityczna przysłania i pochłania nie tylko sumienia, ale nawet piękno krajobrazu. Dobrze, że są takie osoby i środowiska, jak Adam Bujak, Waldemar Bzura, „Niedziela”, Biały Kruk i jeszcze parę innych, dzięki którym nie zginie pamięć o największym z rodu Polaków, a także o urokach naszej Ojczyzny.

* * *

„Kajakowe szlaki świętego. Wędrówka śladami Jana Pawła II”, wydawnictwo Biały Kruk, album. Fotografie – Waldemar Bzura, wstęp – dr Jerzy Kruszelnicki, redakcja i grafika – Leszek Sosnowski; 168 str., 23x29 cm, papier kredowy błyszczący 150 g, oprawa twarda lakierowana, obwoluta

* * *

Specjalna oferta dla Czytelników „Niedzieli”

Polecamy zamówienie najnowszego albumu Białego Kruka „Kajakowe szlaki świętego. Wędrówka śladami Jana Pawła II” bezpośrednio w wydawnictwie.

1 egz. kosztuje 69 zł (zamiast 89 zł), a przy zamówieniu 2 egz. – tylko 59 zł za szt.

Wraz z tym albumem można dodatkowo zamówić album „Dolina Rospudy” w cenie 19 zł.

Przy zamówieniu o wartości od 118 zł koszty przesyłki (12 zł) ponosi wydawnictwo.

Biały Kruk, Wydawnictwo Sp. z o.o. ul. Szwedzka 38, 30-324 Kraków, tel: (+48) (12) 260-32-90, fax: (+48) (12) 260-34-50

2015-09-30 08:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przełomowa książka prof. Nalaskowskiego

2020-07-08 08:40

Niedziela Ogólnopolska 28/2020, str. 43

[ TEMATY ]

książka

Biały Kruk

Słynny profesor dokonuje zatrważającego bilansu świata po dramatycznych wydarzeniach pierwszego półrocza 2020 r.

Znaleźliśmy się jak rozbitkowie na nieznanej wyspie, której rozpoznanie zajmie nam sporo czasu, a może będzie trwać całe pokolenie. Aby przetrwać, możemy współpracować albo z sobą walczyć” – mówi prof. Aleksander Nalaskowski.

CZYTAJ DALEJ

Zabobony grzech czy głupota?

2020-06-30 10:09

Niedziela Ogólnopolska 27/2020, str. 10-13

[ TEMATY ]

zabobon

Adobe Stock

Wydawać by się mogło, że z codziennego języka znika słowo „zabobony”. Nie jest ono w powszechnym użyciu, a młodsze pokolenie być może nawet nie wie, co w ogóle oznacza. A może marginalizowanie nazwy, kiedyś powszechnej, tym bardziej wskazuje na zagrożenia kryjące się za tym, co ona za sobą niesie? Czym zatem są zabobony?

Wielu katolików, chociaż nie tylko, wciąż porusza się między zabobonem a wiarą czy też między wiarą a zabobonem. Zabobon w ciągu dziejów zawsze „krążył” gdzieś w pobliżu wiary. Wiara rozumna, nieustannie „szukająca zrozumienia”, wręcz żyjąca w symbiozie z rozumnością, nie dopuszcza wszakże do siebie zabobonów.

Zabobony stanowią wykwit wiary niedojrzałej, powierzchownej, prymitywnej. Właściwie więcej mają wspólnego z niewiarą. Pędzą one „własne życie” w społeczeństwach zlaicyzowanych, w których w sferze obrzędowości można odnaleźć pozostałości wiary religijnej i w które zabobony najchętniej się wdzierają. Wiara w zabobony ostatecznie uderza w wiarę istoty słabej, którą jest człowiek powołany do powierzenia swojego losu Istocie Silnej – Bogu.

Sfera zabobonów, wraz z marginalizacją religii, globalizacją sekularyzmu – być może – będzie się powiększała. Będą one przybierały różne wyrazy i upostaciowienia, często zawoalowane. Jako takie nie mogą być obojętne dla myśli, analizy, oceny podejmowanej przez różne nauki, w tym teologię i antropologię.

Odwrócenie religii

Systemy filozoficzne, inspirujące do działań mających na celu rugowanie religii z życia codziennego, pozostawiły człowieka samemu sobie. Agitatorzy i funkcjonariusze tych systemów przekonywali „masy”, że kiedy odejdzie w niepamięć największy zabobon – religia, ludzkość wyzwoli się z tego wszystkiego, co jest fikcją, porzuci „ufantastycznione odbicie realnego świata” (tak religię definiowano w leksykonach wydawanych w PRL) na rzecz materializmu. Człowiek osamotniony, bez możliwości uzyskania odpowiedzi na pytanie o sens życia, cierpienia i śmierci, zaczął szukać namiastek religii. Przeznaczony do wyzwolenia się z zabobonów zwrócił się ku ideologiom pseudoreligijnym, systemom magicznym, które są zawsze „odwróceniem religii”. O ile religia stanowi życiowy stosunek człowieka do Boga, to zabobony czy w ogóle magia wskazują na wolę panowania człowieka nad transcendencją.

Zastanawiający jest fakt, że wiara w zabobony staje się coraz bardziej powszechna wszędzie tam, gdzie nastąpiło religijne wyjałowienie. Człowiek odrzucający religię, odwracający się od wiary swoich przodków, od tradycji religijnej, która kształtowała rdzeń jego rodziny, skłania się ku irracjonalnym praktykom, mającym mu zapewnić komfort życia. Traktując zabobony jako elementy regulujące egzystencjalne procesy, wydarzenia, staje się ich niewolnikiem. Przyjmuje niektóre praktyki wypływające wyłącznie z wyobraźni, fantazji jako wiarygodne. „Miesza” w ten sposób, a nawet „miksuje” fikcję z rzeczywistością. Nieistniejący świat traktuje jako realny, a to, co faktyczne, naoczne – jako nieistniejące. Wraca w ten sposób do praczasów, kiedy to mitologia wraz ze wszelkimi stworami, istotami nadnaturalnymi, czynami legendarnych postaci była osnową życia plemion celebrujących swoją jedyność i wielkość. Od „wiary szukającej zrozumienia” przechodzi do bezrozumnych wierzeń, które nie potrzebują żadnych interpretacji, wyjaśnień.

Zabobony, „robiąc wrażenie” mocno związanych z konkretami życia, w końcu zapędzają tego, kto się im poddaje, w świat fikcji, w bajeczne i baśniowe scenerie. Ten, kto świadomie, dobrowolnie, bez jakiejkolwiek zewnętrznej presji porzuca rzeczywistość na rzecz fantasmagorii (złudzeń, iluzji, fantastyczności), za swoją decyzję ponosi odpowiedzialność moralną. Wybierany przez człowieka grzech wiary w zabobony odrywa go od tego, co jest realne. Człowiek zagubiony w grzechu, a nawet traktujący go jako swoją pożywkę, ucieka od siebie samego. W końcu grzech generuje zagubienie, bezsens, rozpacz. Wybór zabobonów jako regulatorów myślenia i postępowania czyni taką właśnie pustkę. Na dłuższą metę nie można się nimi kierować, jeśli jest się bowiem zagubionym wśród rzeczy widzialnych, dochodzi się w końcu do zagubienia duchowego, niedostrzegania „rzeczy duchowych”.

Dekalog drogowskazem w życiu

O ile życiowy stosunek człowieka do Boga kształtuje jego sumienie, serce, rozum, to relacja człowieka z fikcją coraz bardziej pogrąża go w lęku, strachu. Paraliżuje jego wolność. Ubezwłasnowolnia go. Odtąd nie on kieruje swoim losem, ale to, co fikcyjne, wprowadza go w totalną dezorientację. Wierzący w Boga kieruje się w swoim życiu bojaźnią Bożą, czyli odwagą podejmowania odpowiedzialnych wyborów moralnych, zgodnie z Dekalogiem oraz nauką Jezusa z Kazania na Górze. Bóg nieustannie wzywa człowieka do odwagi i męstwa. Konieczne są one do tego, by bezkompromisowo demaskować to wszystko, co czyni go zniewolonym.

Pierwsze przykazanie Boże, wyryte na pierwszej tablicy Dekalogu, jest imperatywem, którego przestrzeganie nigdy nie doprowadzi do tego, by przedmioty, rzeczy, wyobraźnia zapanowały nad ludzkim rozumem. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” (por.: Wj 20, 3; Pwt 5, 7) to wezwanie do rozsądku, niepozwalające na oddawanie czci boskiej temu, co na cześć tę żadną miarą nie zasługuje. Nie można poddać się władaniu tego, co nie istnieje. Grzech bałwochwalstwa, uległości idolom wypływa ostatecznie z pychy człowieka. Nie jest mu potrzebny Bóg prawdziwy, prawdziwe są bowiem zabobony, których przestrzeganie ma gwarantować szczęście – nie kiedyś, w przyszłości, ale już teraz, w tej chwili, natychmiast.

Stworzony przez Boga człowiek został obdarzony rozumem. To przede wszystkim dzięki Niemu stanowi on „obraz i podobieństwo Boga” (por. Rdz 1, 26-27). Dzięki odpowiedzialnemu używaniu rozumu, refleksji, analizowaniu swoich myśli, pragnień, czynów najbardziej upodabnia się do Stwórcy. Rozum pozwala człowiekowi ustrzec się przed złem, przed pokusami czy wręcz atakami złego ducha. Rozum osłabiony przez wiarę w zabobony natomiast nie jest w stanie się obronić przed destrukcyjnym oddziaływaniem zła.

Wiara w zabobony wyłącza krytyczne myślenie. W takiej sytuacji to nie człowiek kieruje swoim losem, ufnie otwarty na wolę Bożą i zrządzenia Bożej Opatrzności, lecz ślepy los prowadzi człowieka donikąd. Kierujący się zabobonami ujawnia jednocześnie brak zaufania wobec Boga. W tym wyraża się istota grzechu ludzi poddanych zabobonom. Nie można żadną miarą połączyć wiary w Boga z wiarą w gusła, wróżby, przepowiednie, wytwory wyobraźni.

Człowiek świadomie wybierający głupotę ponosi za tenże wybór odpowiedzialność. Głupotę rozumiemy tu nie jako określenie jakiejś niepełnosprawności intelektualnej, lecz jako apoteozę fikcji, tego, co nie ma żadnego wpływu na bieg życia, co przeczy Boskiej trosce o człowieka i świat.

Otchłań nieporozumienia

Czy i jakie są granice między wiarą w Boga a wiarą w przesądy? Czy istnieje linia demarkacyjna oddzielająca te dwie postawy? Na pewno wiara w zabobony, przesądy oznacza detronizację Boga jako Pana życia, tego wszystkiego, co o nim stanowi i w czym się ono wyraża. Między jedną wiarą a drugą istnieje otchłań nieporozumienia. Wierzący w Boga pozostaje z Nim w relacjach właściwych dla osób. Ich szczytem jest miłość – jako bezwarunkowe, bezgraniczne oddanie się drugiej stronie, tu: stworzenia – Stwórcy. Między miłością do Boga a poddaniem się przesądom zionie przepaść. Człowiek wierzący w zabobony zaczyna się upodabniać – z własnej woli – do rzeczy, którą można manipulować, przestawiać z jednego miejsca na drugie. Poddając swoją wolę przesądom, staje się ich niewolnikiem.

Jak to jest możliwe, że wielu chrześcijan, mimo deklaracji wiary w Boga, na przekór wyznawanej oraz praktykowanej wierze, poddaje się zabobonom? Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że deklarowana przez nich wiara nie została wyzwolona ze złogów nieufności, zwątpienia, bezmyślności. Jest wiarą płytką, powierzchowną, niepogłębianą, bez zakorzenienia „do końca” w Ewangelii.

Człowiek, który nie realizuje w codzienności przykazania miłości Boga i bliźniego, który się nie modli (nie tylko tradycyjnym pacierzem porannym i wieczornym, ale każdą chwilą dnia), który nie karmi się łaską sakramentów, nie czyta i nie rozważa codziennie (a nie tylko „od wielkiego dzwonu”) Pisma Świętego, który twórczo nie przeżywa swojego cierpienia – w gruncie rzeczy odchodzi od wiary w Boga.

Kierujący się zabobonami wątpią w moc Boga oraz w Jego pomoc i opiekę. Do poddania się im przyczyniają się brak nadziei pokładanej w Bogu i poszukiwanie jej w przesądach czy zaklęciach. Według teologii katolickiej, zabobony są w sprzeczności z racjonalnym myśleniem oraz w ogóle z wiarą chrześcijańską. Wskazują na trudności w poznawaniu rzeczywistości.

„Złe oko”

Według statystycznych sondaży, ponad połowa dorosłych Polaków ma się przyznawać do wiary w przesądy. Trzymanie kciuków ma przynieść jeśli nie szczęście, to na pewno powodzenie temu, za którego kciuki te się trzyma. Trzynasty dzień miesiąca musi być pechowy, a bezwzględnie taki jest trzynasty dzień wypadający w piątek. Niektórzy ludzie nie chcą mieszkać na trzynastym piętrze wieżowców (zdarzają się skrajne, usankcjonowane administracyjnie przypadki, kiedy po dwunastym piętrze następuje piętro czternaste). Wielu nie chce się witać przez próg, byłaby to bowiem niechybna zapowiedź nieporozumienia czy niezgody między pozdrawiającymi się. Można spotkać rodziców czy dziadków, którzy zawiązują czerwoną wstążeczkę w łóżeczku czy w wózku dziecka, na wysokości jego głowy, by w ten sposób „złe oko” go nie sięgło i nie sprowadziło na nie choroby, nieszczęścia.

Wierzący w zabobony coraz bardziej pogrąża się w strachu, trwodze. Boi się „złych oczu” czy „złego oka”, które może spowodować szkody dosłownie wszędzie. Mieszkający na wsi nie mogą człowieka o takich „oczach” wprowadzać do obory, może bowiem sprowadzić chorobę bydła czy innych zwierząt. Nie może on pojawić się na podwórzu domostwa między ptactwem domowym – mógłby porazić kury złym spojrzeniem i niechybnie spowodować śmiertelną walkę między nimi. Nie można się chwalić kwiatami przed człowiekiem o „złym oku” czy w ogóle wprowadzać go do ogrodu, gdyż od jego spojrzenia kwiaty zwiędną.

Zmarły nie może „oczekiwać” na swój pogrzeb przez niedzielę, musi być koniecznie pochowany chociażby w sobotę wieczorem – inaczej ktoś inny w rodzinie szybko umrze. Wierzący w zabobony nie podniesie kwiatu, który wypadł z wieńca czy z wiązanki w czasie procesji w kondukcie pogrzebowym w drodze na cmentarz bądź już na cmentarzu. Gdyby się schylił po tenże kwiat, z pewnością ktoś z jego bliskich albo i on sam rychło by umarli. Podobnie niektórzy gdy widzą, że jodła lub świerk wyrastają ponad dach jednorodzinnego domu, niezwłocznie wspinają się niemal na szczyt drzewa, by ściąć jego stożek wzrostu. Gdyby tego nie zrobili, oznaczałoby to śmierć gospodarza.

Wierzący w zabobony stawia bądź zawiesza w korytarzu swojego domu portret Żyda, chociaż nic a nic nie wie o żydach i judaizmie. Chce po prostu być bogaty. Panicznie boi się czarnego kota, który przebiega drogę przed jego autem. Niektórzy się nawet zatrzymują, by inny pojazd przekroczył linię przejścia kota z jednej strony jezdni na drugą. Nie chcą dla siebie nieszczęścia, ale los drugiego człowieka już ich nie interesuje. Kot z tego przesądu ma panować nad przyszłością człowieka, ma być przyczyną sprawczą takiego czy innego nieszczęśliwego zdarzenia. Wiara w jeden zabobon rodzi wiarę w kolejny. W ten sposób powstaje łańcuch powiązanych ze sobą ogniw głupoty.

Istnieją niemal niezliczone praktyki zabobonne, związane z określonymi świętami (Wielkanocą czy Bożym Narodzeniem), wspomnieniami świętych (np. Andrzeja), ceremoniami i obrzędami, które są określane przez antropologię i etnologię jako „ryty przejścia” (narodziny, zawarcie małżeństwa, pogrzeb), zwyczaje obrzędowości agrarnej. Wiele z tych praktyk zostało odziedziczonych po wcześniejszych pokoleniach. Zabobony przechodziły i wciąż przechodzą, jak na taśmie transmisyjnej, od jednego pokolenia do drugiego, wśród zarówno tych, którzy deklarują wiarę w Boga, jak i niewierzących. Najczęściej osoby te nie podejmują krytycznej refleksji nad tymi praktykami, chociaż nie krępują się o nich mówić innym, w tym duszpasterzom.

Katolik wierzący w zabobony sercem swoim jest przy nich, a nie przy Bogu. Nie chce poznać do końca prawdy o sobie, ona bowiem domagałaby się bezkompromisowego nawrócenia, całkowitego zaufania Bogu, miłosierdziu Bożemu. Stwierdzenie to powinno być zachętą do podjęcia przez duszpasterzy i teologów katechezy mającej na celu wyzwolenie katechizowanych (od dzieci poczynając, na starcach kończąc) z fikcji zabobonów na rzecz prawdy wiary w Boga.

Katechizm Kościoła Katolickiego:
„Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną!”
2110. Pierwsze przykazanie zabrania oddawania czci innym bogom poza Jedynym Panem, który objawił siebie swojemu ludowi. Zakazuje zabobonu i bezbożności. Zabobon to pewnego rodzaju wynaturzony przerost religijności; bezbożność jest wadą sprzeciwiającą się, przez brak, cnocie religijności.
Zabobon
2111. Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon – oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.

Eugeniusz Sakowicz
kierownik Katedry Religiologii i Ekumenizmu w Instytucie Nauk Teologicznych na Wydziale Teologicznym UKSW oraz członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN.

CZYTAJ DALEJ

Takim go zapamiętam…

2020-07-11 22:24

Maria Fortuna- Sudor

W poniedziałek 6 lipca br., w wieku 69 lat, zmarł Zbigniew Kruk - Strzeboński, były działacz „Solidarności” (także struktur podziemnych), internowany w stanie wojennym, związany z Duszpasterstwem Ludzi Pracy – tzw. Kamieniołomem przy kościele św. Józefa w Podgórzu, odznaczony m.in. Krzyżem Wolności i Solidarności (2017), członek Stowarzyszenia Sieć Solidarności.

W stanie wojennym Zbigniew Strzeboński- Kruk został internowany – więziony w ZK w Załężu. Nawet tam protestował przeciwko złemu traktowaniu więźniów, brał udział w głodówkach, nie pozwolił sobie odebrać pamiątkowego krzyża, za co otrzymał dodatkową karę więzienia. Po wyjściu na wolność, 24 lipca 1982 r. pozostawał bez pracy. W końcu dzięki pomocy ks. K. Jancarza, został zatrudniony w Zakładzie Pszczelnictwa AR w Krakowie. W kolejnych latach był prześladowany, co przejawiało się m.in. zwalnianiem z pracy lub zmuszaniem do odejścia z niej. W latach 1982 – 1989 był współinicjatorem i współorganizatorem powstania grupy duszpasterstwa ludzi pracy przy parafii św. Józefa w Krakowie Podgórzu. Był to Zespół Apostolstwa Świeckich – tzw. Kamieniołom.

Pana Zbigniewa poznałam przy okazji pisania artykułu, w którym opowiedział on o wprowadzaniu stanu wojennego w Krakowie. W 2014 roku, przybliżając naszym czytelnikom postać Polaka- patrioty, napisałam m.in. : „Do grona osób, na los których tamten czas ( stan wojenny- przyp. red.) wpłynął w sposób szczególny, należy Zbigniew Kruk-Strzeboński. W latach 70. i na początku 80. asystent w Biurze Projektów Przemysłu Skórzanego Biproskór, gdzie zorganizował Komitet Założycielski „Solidarności”, a później pracownik MKZ Małopolska. Dziś człowiek schorowany, nadal jednak aktywny, zatroskany o los Polski, o jej teraźniejszość i przyszłość.”

I takim go zapamiętam. Otwartym na ludzi, szczerym, uważnie obserwującym otaczający świat. Gdy przy okazji spotkania zapytałam, czy po raz kolejny zdecydowałby się tak angażować w walkę z komunistyczną władzą PRL- u , gdyby znał, jakie będą losy tamtej Solidarności, zapewnił bez chwili namysłu: „No pewnie, że tak!” Wtedy też stwierdził: „…obserwuję świat, zmiany, które zachodzą, i jestem przekonany, że drugiej takiej „Solidarności” jak tej w latach 80. XX wieku, już nie będzie. Nie ta sytuacja, nie ten układ, nie tacy ludzie…”

Kilka lat później ktoś zapytał mnie, czy nie znam człowieka, którego warto by wytypować do konkretnej nagrody - nie pamiętam już dokładnie, o jaką nagrodę chodziło, ale uważałam, że pan Zbigniew jest idealnym kandydatem, więc opowiedziałam o nim, o jego roli w „Solidarności” i podałam numer telefonu do niego. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że gdy usłyszał propozycję, najpierw był nią zaskoczony, a potem stwierdził, że on nie robił tego dla nagród czy uznania. I prosił, aby tak pozostało…

Śp. Zbigniew Kruk – Strzeboński zostanie pochowany na cmentarzu w Grębałowie. Pogrzeb odbędzie się w najbliższy poniedziałek 13 lipca 2020 r. (godz. 13.40).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję