Reklama

Niedziela Sosnowiecka

Posługa serca

Z Markiem Niechwiejem – nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej z parafii św. Karola Boromeusza w Jaworznie-Starej Hucie – rozmawia Agnieszka Raczyńska

Niedziela sosnowiecka 1/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

wywiad

Agnieszka Raczyńska

Marek Niechwiej

Marek Niechwiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

AGNIESZKA RACZYŃSKA: – Kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z tematem nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej?

Reklama

MAREK NIECHWIEJ: – Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy dokładnie to było, ale temat ten jest mi znany od długiego czasu. Wiadomo, że nie jest to nowość w Kościele. Zgoda, aby świeccy mogli udzielać Komunii świętej podczas Mszy św. została wydana blisko 40 lat temu przez papieża Pawła VI. W Polsce funkcja nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej jest sprawowana od 1991 r., a w naszej diecezji od 3 lat. 23 listopada 2013 r. Pasterz naszej diecezji, bp Grzegorz Kaszak ustanowił, po raz pierwszy w historii diecezji sosnowieckiej, aż dwudziestu nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej. Potem do grona tego przystąpili kolejni. Dziś w naszej diecezji jest 27 mężczyzn pełniących posługę nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej. Są to osoby w wieku od 24 do 63 lat. Do tej pory odbyły się 2 kursy i tym samym 2 promocje szafarzy. Kolejny zespół jest w trakcie szkolenia. A jeśli chodzi o mnie, to udział w kursie zaproponował mi mój proboszcz, ks. Stanisław Dybeł, który widział taką potrzebę w parafii św. Karola Boromeusza w Jaworznie-Starej Hucie. Chętnie przystałem na tę propozycję i po odbyciu przygotowań zostałem ustanowiony nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej. Kurs trwał ok. roku. Byliśmy szkoleni przez trzech kapłanów. Szkolenie odbywało się raz w miesiącu, a podczas zajęć zgłębialiśmy tę posługę zarówno w zakresie wiedzy teoretycznej, jak i praktycznej. Chodziło o to, abyśmy poczuli, że jest to coś zupełnie wyjątkowego. Nie robi się tego dla rozgłosu, dla poklasku, dla pieniędzy, ale z pobudek duchowych. Dlatego tę posługę trzeba po prostu czuć sercem. To jest powołanie o przesłaniu duchowym. To pewnego rodzaju misja, więcej niż uczestnictwo we Mszy św., bo nie tylko przyjmujemy Komunię świętą, ale również możemy jej udzielać. To coś wielkiego, niezwykłego brać do rąk Ciało Chrystusa. Trzeba przede wszystkim w to wierzyć, że to nie jest zwykły opłatek, ale po konsekracji staje się Ciałem Chrystusa.

– Czy w czasie sprawowania tej posługi pojawiają się wątpliwości, czy nie zastanawia się Pan czasem czy jest godny sprawować ją?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Jesteśmy słabi i grzeszni. Staramy się doskonalić, dążyć do ideału, dlatego oczywiście wątpliwości się pojawiają, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jestem tylko człowiekiem, a nikt z nas nie jest bez skazy, dlatego wierzę, że doskonalę się również przez tę posługę, która motywuje mnie moralnie, dopinguje, by być godnym. Przede wszystkim jednak mam świadomość ogromnej odpowiedzialności przed Panem Bogiem. Ludzi można oszukać, ale siebie i Boga już nie! Dlatego w tej posłudze trzeba być w zgodzie z własnym sumieniem.

– Jakie emocje towarzyszą Panu przy rozdawaniu Komunii świętej. Ręce drżą, serce drży…?

Reklama

– Emocje są zawsze przy zetknięciu się w sposób namacalny z Bogiem pod postacią białego opłatka, duchowego pokarmu. Staram się być opanowanym człowiekiem, ale przy tej posłudze nie warto tłumić tych zupełnie niezwykłych, wyjątkowych przeżyć wewnętrznych, duchowych, dlatego każde zetknięcie się z Ciałem Chrystusa wywołuje we mnie ogromny ładunek duchowych emocji. To nie jest rutyna. Za każdym razem jest dla mnie pierwszy, jedyny raz. Nie jestem w stanie się spieszyć wówczas. Tego nigdy nie robię bezrefleksyjnie. Jest to moment niesamowity. Zetknięcie się doczesności z wiecznością, skończoności z Nieskończonością, zetknięcie się dwóch światów. I trzeba mieć do tego przekonanie i wiarę.

– Nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej został Pan prawie rok temu. Jak w praktyce wygląda ta posługa w parafii?

Reklama

– Oprócz udzielania Komunii świętej podczas Mszy św. w parafialnym kościele zanoszę Ją również do chorych w ich domach. To niezwykle miła posługa. Nawiązują się przyjaźnie, można z ludźmi porozmawiać, pocieszyć, a nawet pożartować. Te domowe spotkania są wzruszające, bo często stajemy się powier­nikami osób w podeszłym wieku, chorych, cierpiących, zanosimy im Chrystusa, a wraz z Nim nadzieję. Dla nich odwiedziny szafarza to kontakt z Bogiem, ale i z drugim człowiekiem, którego tak często im na starość czy w chorobie niestety brakuje. W pamięci mojej jest pewna starsza osoba, która już trochę była zrezygnowana i za bardzo nie wierzyła, że kiedykolwiek wyjdzie z choroby. Mówiłem, że jeszcze się spotkamy w kościele. Rzecz stała się niezwykła, w jej 88. urodziny udzieliłem Komunii świętej Jubilatce właśnie podczas Mszy św. w kościele. Radość ogromna. Kobieta przyszła na Mszę św. o własnych siłach. I to jest budujące. Staram się, aby swoją służbę pełnić w parafialnym kościele nie tylko od święta i w niedzielę, ale również w dni powszednie. Chcę pomagać Księdzu Proboszczowi, który oczekuje takiej właśnie pomocy z mojej strony, a ja czuję się potrzebny i w tym dobrym sensie właściwie wykorzystywany podczas liturgii. W końcu po to też jestem.

– A jakie warunki musi spełniać kandydat na nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej?

– Kandydatem na nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej może być tylko mężczyzna, który ukończył 25. rok życia i nie ukończył 65. roku życia, jest bierzmowanym katolikiem, posiada przynajmniej średnie wykształcenie, odbył specjalne przygotowanie liturgiczno-teologiczne zakończone pozytywnie zdanym egzaminem, odznacza się nieskazitelnym życiem moralnym, pobożnością i poważaniem wśród duchowieństwa i wiernych. Wymagana jest dojrzałość w wierze: „zdrowa pobożność eucharystyczna i intensywne życie sakramentalne, wzorowe życie moralne, aktywne uczestniczenie w życiu parafialnym, poważanie duchowieństwa i wiernych, sprawność fizyczna i psychiczna, otwarta i służebna postawa wobec drugich, serdeczność oraz łatwość nawiązywania kontaktów zwłaszcza z osobami chorymi i w podeszłym wieku”. Tak mówią przepisy. Kandydatów na nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej wyznacza Proboszcz parafii, który dostrzega taką potrzebę. W parafii szafarz nadzwyczajny może – w ramach ważności powołania – świadczyć pomoc na terenie całej swojej diecezji, ale poza własną diecezją tylko za zgodą biskupa tamtej diecezji.

– Z czym w sposób szczególny powinien liczyć się kandydat na nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej?

– Na pewno z tym, że jest to zaszczyt i wyróżnienie, ale i wielka odpowiedzialność i moralna dyscyplina. Do tej posługi trzeba po prostu dorosnąć. Jeśli bycie szafarzem stanowiłoby jakieś obciążenie to niewątpliwie nie warto w ogóle zaczynać. Raczej należy się wstrzymać niż rozpoczynać coś, czego się nie czuje, w co się do końca nie wierzy. To nie jest zawód, ale misja, powołanie, służba, dlatego trzeba patrzyć na tę posługę przez pryzmat duchowy, bo niewątpliwie przynosi ona niesamowite profity duchowe, których tu, na ziemi może nawet nie odczuwamy, jednak w przyszłym życiu na pewno posługa ta zostanie nam policzona.

* * *

Marek Niechwiej
Ma 40 lat, żonę Barbarę i córkę Annę Marię. Posiada wiele różnorakich pasji i zainteresowań. Prawnik, filozof, społecznik, ale też mors i aktor, pochodzi z Chrzanowa, a mieszka na terenie parafii św. Karola Boromeusza w Jaworznie-Starej Hucie. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie ukończył studia magisterskie na trzech kierunkach – filozofia, prawo oraz politologia z dziennikarstwem, zaś doktorat z nauk humanistycznych obronił na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Zna pięć języków obcych: angielski, niemiecki, rosyjski, a także łacinę i grekę. Jest autorem kilkunastu publikacji, głównie filozoficznych. Obecnie prowadzi kancelarię prawniczą, w której udziela porad prawnych. Czas wolny stara się spędzać aktywnie, zimą „morsuje”, zaś rower preferuje o każdej porze roku. Interesuje się sportami walki oraz sportami wodnymi. Jest utalentowany muzycznie i plastycznie, jego i żony pasją jest taniec, a z córką grają w serialach telewizyjnych. Jego ogromną pasją jest teologia i filozofia. Mówi o sobie, że jest człowiekiem zajętym, a wszystkie kierunki, które ukończył stara się wykorzystać w różnych sytuacjach życiowych.

2016-12-28 14:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Strażnicy „przestarzałych wartości”

Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Edmund Muszyński

Edmund Muszyński

Z Edmundem Muszyńskim i Mirosławem Widlickim o nowym szturmie na PAST-ę i walce o ideały Armii Krajowej rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jest Pan, Panie Prezesie, jednym z nielicznych już, niestety, przedstawicieli pokolenia Armii Krajowej... EDMUND MUSZYŃSKI: – Jednym z ostatnich i coraz bardziej bezsilnych, nie tylko z powodu stanu zdrowia. Bardzo martwi mnie stan naszego AK-owskiego środowiska. Choć jest w nim wciąż jeszcze wielu ludzi prawdziwych, doskonale czujących przesłanie Armii Krajowej, to jestem bardzo zniesmaczony postawą tych, którzy od kilku już lat decydują o naszym Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Tak naprawdę trudno mi powiedzieć, kim są ci ludzie, bo na pewno nie rozumieją słów: „Bóg, Honor i Ojczyzna”. – Kim zatem są dzisiejsi członkowie Światowego Związku Żołnierzy AK? MIROSŁAW WIDLICKI: – W ostatnich latach rzeczywiście coraz trudniej to określić. I takie pytania zadają nam członkowie terenowych kół AK. Sprawa była oczywista w latach 90. ubiegłego wieku, gdy żyło jeszcze wielu dowódców AK, gdy wszyscy dobrze się znali i na ogół znali swoją przeszłość. Po 2000 r. szeregi poszerzały się o wolontariuszy – takich jak ja – niekombatantów, ale przybywało też członków kombatantów, których nie miał kto weryfikować i którzy następnie trafiali do władz różnych szczebli, również do Zarządu Głównego. – Czy częste są dziś życiorysy AK-owskie niedostatecznie uwierzytelnione? M. W.: – To przykre, ale krążą takie opinie, a te przypadki, nawet jeśli nie są zbyt częste, to i tak podważają wiarygodność całego związku. Poza tym w ostatnich latach, w czasach docierającej do nas liberalizacji, można zaobserwować odchodzenie związku od swoich ideałów. Gdy pan prezes Muszyński napisał piękną „Preambułę” do naszego statutu (aby przeciwstawić się tej liberalizacji), wywołało to protesty, Zarząd Główny przegłosował odrzucenie „Preambuły”. – Dlaczego? M. W.: – Dlatego, że była zbyt „bogoojczyźniana”, a teraz to nie na czasie. Dwadzieścia lat temu taka reakcja byłaby nie do pomyślenia. Bardzo więc stępiła się ta szczególna czujność, nawet w ludziach powołujących się na etos AK, a niedługo już nie będzie tych, którzy dziś starają się tę czujność budzić... – Światowy Związek Żołnierzy AK stara się jednak przekazać swą wartę następnemu pokoleniu, poprzez tzw. członków nadzwyczajnych... M.W.: – Ludzie młodsi, niekombatanci, jeśli deklarują przywiązanie do wartości i etosu Armii Krajowej i chcą czynnie i całkowicie bezinteresownie pracować w związku, by zaszczepić ten etos szczególnie w młodym pokoleniu, otrzymują status członka nadzwyczajnego – bez praw wyborczych. Po roku działalności i pozytywnej opinii prezes okręgu ma prawo nadać im status członka zwyczajnego – z prawami wyborczymi, lecz oczywiście bez uprawnień kombatanckich. Taki właśnie status ja posiadam. Mimo że jestem z młodszego pokolenia, to podobnie jak pan prezes Muszyński ubolewam nad odchodzeniem (mam nadzieję, że to wyjątki) od Boga, ale i z honorem jest różnie. E. M.: – Niedawno byłem bardzo zdumiony tym, że kilka osób przyjęło medale zasługi od... prezydenta Niemiec. Choć tego nie nagłaśniano. M. W.: – Prezydent Niemiec wręczył te odznaczenia powstańcom warszawskim, odpowiednio dobranym członkom naszego związku. Naszym zdaniem, przyjmowanie ich było co najmniej dwuznaczne moralnie i mogło budzić niesmak. E. M.: – Ja z zasady odmawiałem przyjmowania odznaczeń. Przyjąłem tylko Krzyż Armii Krajowej i Krzyż Partyzancki. – Kiedy, Panów zdaniem, zaczęły się te „budzące niesmak” zmiany? E. M.: – Moim zdaniem, widać je wyraźnie od czasu, gdy w Polsce zaczęli rządzić liberałowie, czyli Platforma Obywatelska. Wcześniej nikt w naszym środowisku nie ośmielał się kwestionować wartości, z których wyrasta etos AK. Nagle okazało się, że wszystko można wyśmiać, nawet splugawić, a w najlepszym razie przemilczeć. M. W.: – Dwa lata temu pewna szkoła przyjęła imię jednego z naszych bohaterów lotników i... na jej sztandarze zabrakło słowa „Bóg”, jest tylko „Honor i Ojczyzna”. Komuś przyszło do głowy, żeby tak ocenzurować sztandar. – Pytaliście, dlaczego tak się stało? E. M.: – Nie miał kto zadać tego pytania, bo na uroczystość nawet nas nie zaproszono. Może dlatego, że byśmy tam tylko przeszkadzali jako strażnicy „przestarzałych wartości”. M. W.: – Po prostu atmosfera poprawności politycznej trafiła pod strzechy. Decyzję w tej konkretnie sprawie najprawdopodobniej podjęli sami nauczyciele tej szkoły, może rodzice, a w najmniejszym stopniu młodzież. – Kłopoty z wypełnianiem misji ŚZŻAK nie polegają więc dziś tylko na tym, że odchodzą już ci, którzy swym życiem zaświadczali, czym jest hasło: „Bóg, Honor i Ojczyzna”... M. W.: – Faktem jest, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy wśród nas była większa liczba dowódców o niekwestionowanym autorytecie, łatwiej było wypełniać tę patriotyczną misję w obronie najważniejszych polskich wartości. E. M.: – Istotnie, od kilkunastu lat nie tylko na tym polegają nasze kłopoty. Wystarczy tu przypomnieć perturbacje z zakładaniem Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego, która miała być materialną bazą dla działalności ŚZŻAK. Kiedy zaczynaliśmy powoływać fundację w roku 1998, było jeszcze całkiem uczciwie... – Co to znaczy? E. M.: – Założycielami fundacji mieli być pospołu Światowy Związek Żołnierzy AK i warszawski Urząd Wojewódzki. W końcu jednak jedynym fundatorem został nasz związek. Tak się złożyło, że wybrano mnie na pierwszego prezesa fundacji. To było w czasie, kiedy kończyły się rządy Jerzego Buzka, a AWS tracił poczucie bycia partią uczciwą. Przygotowałem wtedy projekt statutu, potem kolejne, których z jakiegoś powodu długo nie chciano zaakceptować w Krajowym Rejestrze Sądowym. W końcu, po pokonaniu licznych kłód pod nogami, we wrześniu 1999 r. statut został zarejestrowany. Fundacja mogła więc wreszcie przyjąć darowiznę – czyli przejąć budynek PAST-y. Ale to nie koniec kłopotów. Prawdziwa walka dopiero się zaczęła. – Zaczęła się nowa walka o PAST-ę? E. M.: – Tak, i to równie zacięta jak ta w 1944 r. Od początku było jasne, że ktoś za wszelką cenę chce nam uniemożliwić przejęcie PAST-y, czyli jej nieodpłatne scedowanie przez Skarb Państwa na rzecz naszej fundacji. Państwo musiało wypłacić sowite odszkodowanie firmie do tej pory administrującej tym budynkiem tylko w zamian za to, że nie będzie ona pretendowała do tytułu własności. O ile pamiętam, było to 960 tys. zł – ostatnie pieniądze, które miał do dyspozycji premier Buzek przed podaniem się do dymisji. M. W.: – Gdyby nie to odszkodowanie, sprawa przez lata toczyłaby się w sądach, a z darowizny na rzecz naszego związku nic by nie wyszło. I tamta firma nadal by sobie pasożytowała na budynku PAST-y, podobnie jak czyniło to w innych miejscach wiele pokomunistycznych firm. – Można powiedzieć, że to pan prezes Muszyński ponownie odbił PAST-ę? M. W.: – Jak najbardziej, choć dzisiaj wielu się do tego przyznaje... E. M.: – ...a nie mają nawet bladego pojęcia, jak ostro wtedy było. Po zarejestrowaniu statutu zaczęła się wojna podjazdowa – i to na wielu frontach – mająca nam uniemożliwić przejęcie PAST-y. W urzędzie wojewódzkim zadziałał ktoś wpływowy; urzędnicy zaczęli mnożyć trudności, zwłaszcza wicedyrektor wydziału gospodarki ziemią i geodezji, który aby rzecz maksymalnie utrudnić, przygotował specjalne plany geodezyjne wręcz uniemożliwiające przekazanie nam działki, na której stoi budynek PAST-y. M. W.: – Działkę podzielono na dwie części – umyślnie w taki sposób, że część budynku PAST-y z windą wydzielono i przypisano do działki sąsiedniej! Chciano tak skomplikować sytuację prawną, by uniemożliwić, a co najmniej na bardzo długo odwlec przekazanie budynku Związkowi AK. To wszystko by się powiodło – bo ten chytry zabieg utrzymywano w ścisłej tajemnicy – gdyby nie to, że jedna z wysokich urzędniczek uczciwie ostrzegła pana prezesa Muszyńskiego, że coś takiego się kroi. E. M.: – To prawda. Nikomu o tym nie mówiłem, ale wtedy zacząłem osobiście atakować wojewodę. Umowę przekazania darowizny, oczywiście, przedłożyłem wcześniej radcom prawnym w Ministerstwie Skarbu Państwa. Nikt tam nie miał żadnych zastrzeżeń. Pojawiły się one potem nagle – zaczęto domagać się od nas kolejnych bezsensownych dokumentów. Do końca nie byliśmy pewni, czy podpisanie umowy w ogóle kiedykolwiek nastąpi, gdyż targi były niezwykle ostre. Strona przeciwna – na dobrą sprawę nie wiadomo kogo reprezentująca, nieżyczliwa – do końca miała chyba nadzieję, że do tego podpisania, mimo wcześniejszych uzgodnień, jednak nie dojdzie. Pomogły wspierające nas działania dyrektor Wydziału Skarbu Państwa i Przekształceń Własnościowych Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego Bożeny Grad, a szczególnie szefa Kancelarii Premiera Buzka ministra Mirosława Koźlakiewicza; przyszło polecenie od premiera, aby pan wojewoda podpisał dokument. To było 10 listopada 1999 r. – Miał Pan wówczas wielką satysfakcję, poczucie zwycięstwa? E. M.: – Tak, ale to poczucie trwało krótko, ponieważ już następnego dnia nie dostąpiłem zaszczytu uroczystego przejęcia budynku z rąk premiera Buzka... PAST-ę przejmował ówczesny prezes Światowego Związku Żołnierzy AK płk Stanisław Karolkiewicz, sam. Mnie zignorowano... Mimo że przecież byłem prezesem zarządu fundacji, adresatem całej korespondencji w tej sprawie, mimo że – powiem nieskromnie – przez wiele miesięcy sam walczyłem o PAST-ę. – Cóż, taki zawsze był w Polsce los prawdziwych, najbardziej zasłużonych AK-owców, Panie Prezesie. E. M.: – Pozostała mi tylko satysfakcja, że się udało, bo sam najlepiej wiem, że mogło się nie udać. – Ale zasłużył Pan chyba na wdzięczność AK-owskiego środowiska? E. M.: – No właśnie, najsmutniejsze jest, że tego nie jestem pewien... M. W.: – Obydwaj z Prezesem jesteśmy w komisji statutowej związku i tak się składa, że wszystkie nasze najważniejsze poprawki do statutu zostały w głosowaniu odrzucone, m.in. wprowadzenie do statutu „Preambuły” i przywrócenie może nie Rady Naczelnej, ale Rady Starszych (złożonej z kilku powszechnie szanowanych kombatantów), która dbałaby o kręgosłup moralny związku i zabierałaby głos w sprawach ważnych dla Polski, którego dziś brakuje. E. M.: – A ja mimo wszystko nie tracę nadziei, że w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej zajdzie jakaś dobra zmiana. * * *
CZYTAJ DALEJ

Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji: Kościół Matki Bożej Frydeckiej staje się sanktuarium

2026-08-31 13:32

[ TEMATY ]

sanktuarium

Fot. Marek Pęcak

Granice nie muszą dzielić, mogą także łączyć – mówi Vatican News ks. Modzelewski, kustosz nowo ustanowionego Sanktuarium Matki Bożej Frydeckiej, Królowej Pokoju w Jaworzynce-Trzycatku. Podczas Mszy Świętej Trzech Narodów na pobliskim Trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji bp Roman Pindel ogłosił miejscowy kościół sanktuarium. Jak podaje Vatican News, w uroczystości uczestniczyło około pięciu tysięcy osób.

Na Trójstyk prowadziły trzy procesje: z polskiego Trzycatka, czeskiej Herczawy i słowackiego Czernego. Spotkali się tam wierni z trzech krajów, aby wspólnie modlić się o pokój i pojednanie między narodami. Byli wśród nich przedstawiciele wspólnot i parafii, poczty sztandarowe, górale w regionalnych strojach oraz całe rodziny.
CZYTAJ DALEJ

Kraków: Duże zapotrzebowanie na ceremoniarzy parafialnych; rośnie liczba szafarzy

2026-09-01 09:18

[ TEMATY ]

szafarze

ceremoniarze

Karol Porwich/Niedziela

W archidiecezji krakowskiej rozpoczynają się we wtorek zapisy do 10. Szkoły Ceremoniarza Parafialnego. Duszpasterz ks. Artur Czepiel powiedział PAP, że zapotrzebowanie na taką posługę jest duże. Zwrócił też uwagę na rosnącą liczbę szafarzy pomagających kapłanom w roznoszeniu Komunii świętej.

Do Szkoły Ceremoniarza Parafialnego zgłaszać się mogą do 24 września pasjonaci liturgii z archidiecezji krakowskiej. 10-miesięczny kurs przeznaczony jest dla chłopców – lektorów, którzy ukończyli VIII klasę szkoły podstawowej i nie przekroczyli 25. roku życia. Nie ma limitu przyjęć.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję