Reklama

Wiara

Musi wyboleć do końca

Osieroceni przez ukochaną osobę opowiadają, że nie istnieje łagodny sposób przejścia przez czas żałoby. Każdy wydepcze własną ścieżkę, dozna uczucia opuszczenia, osierocenia, stanu podobnego do hibernacji, osamotnienia, bywa, że depresji. Współcześni żałobnicy mówią, że mają dziurę w duszy, ale dodają na pocieszenie, że co prawda czas nie leczy ran, ale pozwala ból przerobić na tęsknotę

Niedziela Ogólnopolska 44/2018, str. 16-17

[ TEMATY ]

śmierć

żałoba

©Black Brush - stock.adobe.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dla ludzi w żałobie okres Wszystkich Świętych jest zawsze trudny, nawet jeśli ukochaną osobę pochowało się np. w maju. W tym jesiennym powietrzu wisi pewność nieodwracalnego, przeczucie końca. Wracają obrazy, twarze, zdarzenia, czasem to chwytające za gardło i serce uczucie, że coś można było zrobić lepiej albo po prostu inaczej.

Pierwsze Zaduszki

To nasz pierwszy dzień Wszystkich Świętych i pierwsze Zaduszki bez ukochanej osoby. Od kilkunastu miesięcy w niedzielne przedpołudnie, bez względu na aurę – czy to deszcz, mróz czy skwar – przychodzimy na groby naszych bliskich mniej więcej o tej samej porze. Nasza znajomość zaczęła się od pożyczania zapałek do zapalenia zniczy, a dziś jest cotygodniowym oczekiwanym rytuałem, kończonym chwilą rozmowy, pociechą, czasem wsparciem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Męża Sylwii zabił na pasach pijany kierowca. Żona Pawła umarła na raka, a rodzice Aśki odeszli w ciągu kilku miesięcy, jedno po drugim.

Poprosiłam ich o opowiedzenie, jak radzą sobie z żałobą i co pomaga w jej przetrwaniu. Nie dla epatowania czytelnika czyimś cierpieniem i tragiczną historią, ale w przekonaniu, że człowieka pogrążonego w żałobie tak naprawdę potrafi zrozumieć tylko ten, kto doświadczył straty. I tylko tacy ludzie potrafią podpowiedzieć, jak dalej żyć.

Reklama

– Moja miłość życia, mój ukochany, mąż, ojciec moich dzieci i najlepszy przyjaciel odszedł pół roku temu. Potrącił go na pasach pijany kierowca. Ciągle czuję się tak, jakby połowa mojego ciała i umysłu umarła... Tego stanu duszy i tego fizycznego rozpadu nie potrafię opisać słowami. Ktoś mądry w pierwszych tygodniach po pogrzebie radził mi, żebym poddała się tym uczuciom. Jak drzewo poddaje się wiatrowi. Nie wolno hamować płaczu, gniewu, rozpaczy. Wolno mi „zanudzać” otoczenie wspominaniem o mężu. Jeśli mam taką potrzebę, to gadam, a jeśli nie, to milczę. Jednak wszystkie te rady to jedynie podpórki, bez których rozlecisz się na drobne kawałeczki, a tak jest szansa na trwanie. Z czasem człowiek wydrepcze nowe ścieżki. Mam dzieci, mam dla kogo żyć, więc nie zrobię żadnego głupstwa. Jednak myślę, że to pęknięcie w sobie, to „szlachetne kalectwo” będę niosła przez resztę życia – przyznaje Sylwia.

– Moja Aneczka umarła na raka. Kilka lat walczyła z chorobą. Mówiono mi wtedy – i miała to być jakaś forma pociechy – że długa choroba to jednak lepsze wyjście, bo jest czas się pożegnać, przyzwyczaić do myśli o samotności. Powiem wam, że trudno o większy nonsens. Do niczego nie da się przyzwyczaić, boli jak cholera. Gdy odeszła żona, myślałem w kółko: już się nie męczy... Była to w pierwszych dniach jedyna pociecha: już nie cierpi – mówi Paweł. – Zostaliśmy z synkiem Mateuszem sami. I oczywiście, obaj bardzo dzielni. Zależało mi, żeby mały nie widział mnie w chwilach, gdy przestaję panować nad rozpaczą. Że nie umiem obrać ziemniaków, tak mi ręce dygocą, że na widok szafy żony, pełnej pustych wieszaków, zginam się wpół, jakby ktoś walnął mnie z pięści w brzuch. Nie będę udawał, mój płacz czasem budził Mateusza. Jednak mimo totalnej rozsypki na zewnątrz byłem twardy gość. Natychmiast wróciłem do pracy. Uważam, że tak jest lepiej, bo przez część dnia ma się zajętą głowę. Wynajdowałem sobie rozmaite dodatkowe zajęcia. Gorzej było z resztą czasu...

Reklama

Aśka: – Noszę podwójną żałobę. Najpierw opiekowałam się razem z mamą chorym na stwardnienie rozsiane ojcem. Po śmierci tatki mama straciła grunt pod nogami. Zapadła na chorobę psychiczną, potem przytrafił się rozległy udar. Gdy mama zmarła, pochowałam ją obok tatki, wróciłam do pustego domu i się przeraziłam – co zrobię z resztą danego mi czasu? Pomyślałam, że powinnam zacząć nosić żałobę także po sobie. To, że życia już nie nadrobię, przyprawia mnie o rozpacz – mówi Aśka. – W pierwszym okresie bardzo pomogła mi książka Clive’a Staplesa Lewisa, autora znanych „Opowieści z Narnii”. Moim zdaniem, Lewis w „Smutku” bodaj najcelniej opisał, co się dzieje w duszy człowieka, gdy traci bliską osobę. „Trudno o cierpliwość w stosunku do ludzi, którzy mówią: śmierci nie ma albo śmierć nie ma znaczenia. Śmierć istnieje. I jakakolwiek by była, ma znaczenie. Wszystko, co się wydarza, ma jakieś następstwa, i zarówno to, jak i te następstwa to rzeczy nieodwracalne i nieodwołalne. Tak samo można by powiedzieć, że nie mają znaczenia narodziny”. Gdy czytam o umieraniu jego ukochanej Joy, o doświadczeniu śmierci, to tak jakbym czytała o sobie. A także o tym, co nas spotyka w chwilę później: osamotnieniu, niezrozumieniu przez otoczenie, godzeniu się z wyrokami Opatrzności, wreszcie odnajdywaniu sensu własnego istnienia i nadziei, a co za tym idzie – pocieszenia.

Skończ z tą żałobą

Wiecie, jest taka niepisana zasada, że po rodzicach, małżonkach i dzieciach nosi się żałobę np. przez rok, a po stracie rodzeństwa i dalszych krewnych krócej – zwracam się do moich rozmówców. Czy ktoś widzi w tym sens? A jeśli będę nosić się na czarno do śmierci, nie poukładam sobie życia od nowa, nie będę już tym samym radosnym i uroczym człowiekiem? Co się wtedy stanie?

– Społeczeństwo cię oceni i nie będziesz tą oceną zachwycona – ripostują chórem.

Sylwia: – W dniu pogrzebu co druga osoba obiecywała, że mnie nie zostawi, że mam przychodzić do nich, kiedy zechcę, dzwonić o każdej porze. Po kilku miesiącach nie było nikogo. Mam trójkę rodzeństwa i całą masę wspólnych przyjaciół, więc skąd to poczucie osamotnienia? Ludzie boją się czyjejś żałoby, nie wiedzą, jak się zachować, co powiedzieć – a może lepiej nic nie mówić. Przytulić? A jak zacznie ryczeć? Czasem to wyglądało jak obawa, że zarażę ich jakąś zakaźną chorobą. Bracia to dobre chłopaki, ale okazywanie współczucia w ich wydaniu to poklepanie po plecach i tekst: „Nic się, siostra, nie martw”. Wybaczcie, braciszkowie, ale wolę wasze żony – z nimi przynajmniej sobie popłaczę. Rok po odejściu męża chciałabym zawołać do nich: Przychodźcie w porę i nie w porę. Wplećcie mnie w swoje życie. Nie zostawiajcie w rozpaczy...

Paweł: – Uważam, że wdowcy mają gorzej. Społeczeństwo odmawia nam prawa do żałoby, bo role zostały już dawno i ściśle rozpisane. O kobiecie, która nie rozpacza po stracie najbliższej osoby, mówi się, że jest bez serca. U mężczyzny odwrotnie – ma być trochę jak głaz, niewzruszony. Jedynie kilkudniowy zarost może świadczyć, że mu ciężko. Zgodnie z tą zasadą nie przyznaję się przed światem, że z trudem oddycham, ledwo chodzę do pracy, a codzienne obowiązki wypełniam jak automat. Nie chcę tłumaczyć kolejnej osobie, że skoro straciłem najbliższego mi człowieka, to nie mam ochoty na życie. Moi kuzyni, świetne chłopaki, ale kompletnie bez wyczucia, wzięli mnie, jakieś pół roku po śmierci żony, na tzw. poważną rozmowę. Uznali, że czas się rozejrzeć za nową kobietą dla mnie, pomyśleć o przyszłości. Kiedy im powiedziałem, że nie ma takiej opcji, pokiwali głowami, a jeden wyciągnął z kieszeni wizytówkę znanego psychoterapeuty. Rodzina oczekiwała, że wezmę się w garść po kilku miesiącach, otrzepię z żałoby jak pies z błota i wrócę do normalnego życia. Powiedziałem im: Sorry, ale w tej chwili brzmi to jak absurd.

Asia: – Prawdziwą ulgę przynosi mi wiara. Myślę sobie, że teraz jest, jak jest. Pozostaję po tej stronie życia, a wszyscy moi ukochani są już po tamtej. W jakimś dobrym, pełnym światła miejscu, blisko Boga. I czekają na mnie, wiem o tym. Żałoba jest częścią życia, nie można przed nią uciekać ani jej oszukać. Ona musi wyboleć do końca.

2018-10-31 08:28

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłość zamordowana

Niedziela Ogólnopolska 6/2017, str. 3

[ TEMATY ]

śmierć

Bożena Sztajner/Niedziela

Pracowała jako stewardesa w liniach lotniczych. 25-letnia Helena Kmieć z Libiąża – piękna, utalentowana absolwentka Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Wzięła bezpłatny urlop i zaraz po otrzymaniu misyjnego krzyża wyruszyła w świat jako wolontariuszka. Celem jej misyjnej działalności była Boliwia. Chciała przytulić dzieci, które nie zaznały miłości. Na początku stycznia br. przybyła do Cochabamby, gdzie przez pół roku miejscem jej misyjnej działalności i domem miała być ochronka dla dzieci prowadzona przez siostry zakonne. Zbliżał się termin otwarcia tej placówki. Wolontariuszka z Polski radośnie włączyła się w prace remontowe i porządkowe, a na koniec wymalowała na ścianach piękne kwiaty dla dzieci, co zdążyła pokazać na zdjęciach w Internecie. Właśnie trwały ostatnie przygotowania. Helena miała już gotowe przemówienie na powitanie dzieci. Nie zdążyła go wygłosić. Jej życie zostało nagle brutalnie przerwane. Miłość została zamordowana... 24 stycznia br. została śmiertelnie ugodzona nożem podczas nocnego napadu na ochronkę.
CZYTAJ DALEJ

Szlak cierpienia Nazaretanek po agresji sowieckiej na Polskę

2026-09-17 18:46

[ TEMATY ]

nazaretanki

deportacje

Związek Sowiecki

@Vatican Media/©Suore della Sacra Famiglia di Nazareth

Od agresji Związku Sowieckiego na Polskę rozpoczął się szlak cierpienia sióstr Nazaretanek na wschodnich terenach Rzeczpospolitej

Od agresji Związku Sowieckiego na Polskę rozpoczął się szlak cierpienia sióstr Nazaretanek na wschodnich terenach Rzeczpospolitej

W 87. rocznicę agresji Związku Sowieckiego na Polskę przypominamy losy nazaretanek z ziem zajętych przez Armię Czerwoną. Po 17 września 1939 roku siostry traciły szkoły, internaty i domy zakonne. Dwadzieścia dziewięć sióstr i kandydatek deportowano z Wilna w głąb ZSRR. Te, które pozostały, pracowały w świeckich ubraniach, chroniły kościoły i potajemnie przyjmowały nowe kandydatki. Sowieckie państwo przez kilkadziesiąt lat próbowało usunąć zgromadzenie ze Wschodu. Bezskutecznie.

Obecność nazaretanek w miastach, które po 1918 roku znalazły się we wschodnich województwach Rzeczypospolitej, rozpoczęła się jeszcze pod zaborami. Dom we Lwowie powstał w 1892 roku. Kolejne placówki otwierano w Wilnie, Grodnie, Stryju, Nowogródku i Równem. Siostry prowadziły szkoły, internaty, katechezę oraz działalność charytatywną.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: kapłan ma rozeznawać, czy jego działania prowadzą do Chrystusa

2026-09-19 10:55

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

PAP/EPA/MASSIMO PERCOSSI

„Kapłan powinien być człowiekiem, który słucha, zanim odpowie, który rozeznaje, zanim podejmie decyzję" - powiedział 18 września Leon XIV na Lateranie podczas spotkania z diecezją rzymską na inaugurację nowego roku duszpasterskiego. Papież zaproponował drogę „weryfikacji duszpasterskiej", aby kapłani rozeznawali, które ich działania przyniosły owoce i dlaczego.

Chciałbym wraz z wami raz jeszcze powrócić do wielkanocnego poranka: do ogrodu i do pustego grobu. Maria Magdalena przychodzi tam o świcie, kiedy jest jeszcze ciemno, a ciemność, w której się znajduje, nie jest jednak tylko mrokiem kończącej się nocy. To ciemność człowieka, który kogoś utracił; który szuka, lecz nie znajduje; który pochyla się i płacze. Ewangelia nie pozostawia jej jednak w tym płaczu. Zbliża się do niej człowiek, którego Maria bierze za ogrodnika, i zadaje jej dwa pytania: „Czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (J 20, 15).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję