Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Niedziela Radiowa w Trzęsinach

Położona wśród lasów, w niezwykle malowniczej okolicy, z przepięknym i pełnym uroku kościółkiem mającym już 117 lat, zachwyca wszystkich odwiedzających te rejony. Mowa o parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Trzęsinach, którą Katolickie Radio Zamość odwiedziło 17 marca w ramach Niedzieli Radiowej

Niedziela zamojsko-lubaczowska 13/2019, str. IV

[ TEMATY ]

Niedziela Radiowa

Joanna Ferens

Eucharystii przewodniczył proboszcz parafii, ks. kan. Julian Brzezicki

Eucharystii przewodniczył proboszcz parafii, ks. kan. Julian Brzezicki

Pierwsze wzmianki o terenach, na których znajduje się parafia Trzęsiny, pochodzą z 1536 r., zaś rok 1593 to moment włączenia wsi do Ordynacji Zamojskiej. Niezwykłym faktem jest również to, że z Góry Trzęsińskiej wydobywano kamień na budowę murów Zamościa. Kościół w Trzęsinach początkowo był prawosławną cerkwią, zbudowaną w 1902 r. z inicjatywy prawosławnych zakonnic. Również od tego roku przy cerkwi, jako kapelan zamieszkał pop. Po I wojnie światowej cerkiew została zamieniona na kościół rzymskokatolicki. Parafia w Trzęsinach została erygowana przez biskupa lubelskiego Mariana Fulmana 15 października 1922 r., wydzielona z parafii Szczebrzeszyn i Radzięcin. Pierwszym jej proboszczem został ks. Józef Gładysz. Od 2 maja 1930 r. do 8 lutego 1932 r. proboszczem w Trzęsinach był ks. Zygmunt Pisarski, dziś błogosławiony wśród 108 męczenników II wojny światowej. Podczas okupacji hitlerowskiej w 1943 r. wysiedlono Trzęsiny i Smoryń, wiele osób zabito, a mieszkańcy razem ze swoim proboszczem, ks. J. Perskiewiczem, trafili do obozu w Zwierzyńcu.

W 1948 r. parafię w Trzęsinach odwiedził prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. Pisze o tym wydarzeniu w swojej pracy magisterskiej katechetka z parafii w Trzęsinach, Edyta Miksza. Gdy Prymas Tysiąclecia jechał do Radecznicy, mieszkańcy parafii Trzęsiny wyszli mu na spotkanie i zaprosili do siebie. Przyjechał do Trzęsin na krótki czas, do dziś mieszkańcy wspominają, jak wspólnie śpiewali „Gorzkie żale”. Dnia następnego miał udzielać sakramentu bierzmowania w Radecznicy i zaprosił tam wszystkich, którzy chcieli przyjąć ten sakrament.

Reklama

W latach 1933-34 kościół został przebudowany i powiększony. W ołtarzu głównym znajdują się obrazy Chrztu Chrystusa w Jordanie i św. Antoniego Padewskiego. Po lewej stronie nawy jest umieszczony ołtarz św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, a z prawej obraz Matki Bożej. Obok kościoła stoi drewniana dzwonnica z 1950 r., są w niej dwa dzwony. Na cmentarzu kościelnym postawiono kamienną figurę z krzyżem na cokole, jako pamiątkę prześwięcenia kościoła z 15 października 1922 r. Remont plebanii nastąpił w 1996 r., dobudowano kotłownię na olej opałowy i odbudowano „organistówkę” z przeznaczeniem na Dom Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Tablicę pamiątkową poświęcił Jan Paweł II podczas wizyty w Zamościu 12 czerwca 1999 r. Uroczystego poświęcenia i otwarcia Domu dokonał bp Mariusz Leszczyński 7 listopada 1999 r.

Parafia dziś

Obecnie na terenie parafii mieszka 1135 osób. Należą do niej miejscowości takie, jak: Czarnystok, Smoryń, Trzęsiny, Wólka Czarnostocka, Żelebsko. Na terenie parafii znajduje się drewniana kapliczka św. Antoniego w Trzęsinach, przy drodze do Żelebska, zbudowana w 1803 r. Przez pewien czas mieszkał tu pustelnik, a w czasie II wojny światowej była schronieniem dla Żydówki Temy, która dzięki mieszkańcom Trzęsin, a w szczególności rodziny Janiny Gach, przeżyła wojnę. Znajduje się tu również murowana kapliczka w miejscu dawnej cerkwi w Czarnymstoku na Rusi, gdyż doliną Gorajca przebiegała historyczna granica Małopolski i Rusi Czerwonej.

W parafii działa wiele ruchów i stowarzyszeń, m.in.: Akcja Katolicka, Domowy Kościół, Franciszkański Zakon Świeckich, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Legion Maryi, Parafialne Koło Caritas, schola, Wspólnota Adoracyjna oraz ministranci i lektorzy. Oczywiście funkcjonuje tu także rada parafialna, której przedstawicielem jest Sławomir Dubaj, pełniący także rolę kościelnego. W rozmowie podkreślał, że robi wszystko, aby swoją postawą dawać przykład młodemu pokoleniu. – Pamiętam, jak sam byłem małym chłopcem i patrzyłem na księdza i kościelnego. Pamiętam, jak bardzo byłem zbudowany ich postawą i życiem. Dlatego dziś wiem, że wszystko co robię, musi być przykładne i pełne wzorca dla najmłodszych. To oni kiedyś przejmą po nas to wszystko i właśnie teraz jest odpowiedni czas, aby nauczycieli się właściwego zachowania i prawdziwej, żywej wiary – podkreślił.

Umacniając wiarę

Reklama

Podczas Niedzieli Radiowej, zebranych w świątyni powitał proboszcz parafii w Trzęsinach, ks. Julian Brzezicki. – Modlimy się za wszystkie nasze rodziny, by były wierne Bogu, za dzieci i młodzież, by kroczyły za Chrystusem, polecamy również chorych i wspieramy ich w tym dźwiganiu krzyża – mówił.

Słowo Boże wygłosił dyrektor Katolickiego Radia Zamość, ks. Sylwester Zwolak, który nawiązując do Ewangelii podkreślał nieocenioną wartość Eucharystii w życiu każdego z nas. – Największym dowodem na to, że Bóg nas kocha i że Eucharystia jest doświadczeniem Bożej miłości jest to, że za chwilę, na tym ołtarzu Bóg, w swojej nieskończonej miłości do nas złoży w ofierze swojego Syna za nas, abyśmy mieli życie wieczne. Moment Eucharystii powinien być dla nas takim czasem umocnienia naszej wiary, spotkania z Panem Bogiem, tak jak dzisiaj spotkali się z Nim uczniowie na tej górze. A jak my dzisiaj przeżywamy Eucharystię? Co ona zmienia w naszym życiu? Czy my rzeczywiście słyszymy tutaj słowa Boga, że Jezus Chrystus jest Jego Synem? – pytał kaznodzieja.

By nabrać mocy

– Bardzo się cieszę, że mogliśmy się spotkać w tym uroczym miejscu, jakim są Trzęsiny. Chcę zaprosić wszystkich Czytelników „Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej” i słuchaczy Katolickiego Radia Zamość do nas, aby się tutaj pomodlić i odpocząć, a także uczestniczyć w głównym odpuście parafialnym, który odbywa się 24 czerwca, w dzień patrona parafii, św. Jana Chrzciciela. Życzę wszystkim błogosławieństwa Bożego i dziękuję za te piękne i wartościowe treści, które nasza „Niedziela” co tydzień przekazuje – mówił na zakończenie spotkania Proboszcz.

2019-03-27 11:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niedziela Radiowa w Tereszpolu

W uroczystość Trójcy Przenajświętszej, 16 czerwca Katolickie Radio Zamość odwiedziło parafię pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Tereszpolu

Parafia w Tereszpolu została erygowana 10 lutego 1919 r. i obecnie wchodzi w skład dekanatu Józefów. Bardzo trudnym czasem była dla parafii II wojna światowa, gdyż w obozach koncentracyjnych, więzieniach i podczas akcji pacyfikacyjnych zginęło ponad trzystu parafian, a niespełna stu pięćdziesięciu zginęło podczas pacyfikacji miejscowości Sochy, która została doszczętnie spalona. Pierwszy kościół został wybudowany w okresie unickim i nosił tytuł Matki Bożej Protekcji, zaś obecnie na tym miejscu znajduje się krzyż dębowy poświęcony przez bp. Jana Śrutwę w 2003 r. Kościół drewniany istniał do 1851 r. Następnie wybudowano nową świątynię, która istnieje obecnie. Po I wojnie światowej otrzymała wezwanie Matki Bożej Częstochowskiej, zaś z inicjatywy ks. Feliksa Gąski kościół był gruntownie przebudowany i rozbudowany (lata 1952-57).

Dzisiejszy czas

W parafii działają liczne grupy modlitewne i stowarzyszenia, do których należą m.in.: Apostolstwo Dobrej Śmierci, chór parafialny, koło misyjne, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, liturgiczna służba ołtarza, Rodziny Serca Jezusowego, schola, Szkolne Koło Caritas oraz Żywa Droga Krzyżowa.

– Nasza parafia to religijna społeczność, która potrafi się zjednoczyć w każdej sytuacji. Parafianie są bardzo aktywni, udzielają się w różnorodnych sytuacjach i zawsze można na nich liczyć. Działa u nas wiele grup parafialnych, przede wszystkim bardzo liczne Rodziny Serca Jezusowego, które często prowadzą adoracje, modlą się za kapłanów i parafian. Wiadomo, że jak w każdej parafii, tak i w naszej istnieją problemy, ale pokonujemy je wspólnie, parafianie jednoczą się i wzajemnie sobie pomagają – podkreślał ks. proboszcz Antoni Gębala.

Niedziela Radiowa

Na początku Mszy św., w ramach Niedzieli Radiowej powitał wszystkich zebranych w świątyni i słuchających transmisji na antenie Katolickiego Radia Zamość gospodarz parafii, ks. Antoni Gębala, a słowo Boże wygłosił dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego i dyrektor Katolickiego Radia Zamość, ks. dr Sylwester Zwolak, który zwrócił szczególną uwagę na to, iż wzajemnej miłości i jedności powinniśmy się uczyć od Trójcy Świętej.

– Czy zawsze między nami jest ta postawa miłości i jedności, czy może jednak często są podziały i kłótnie, które sprawiają, że nie ma tej jedności? Prawdopodobnie bardzo często wynika to z tego, że my nie umiemy korzystać z tego, co dokonuje się w Eucharystii, my nie umiemy się karmić tą miłością, która pochodzi od Boga. A jeżeli nie jesteśmy nią nakarmieni to nie będziemy potrafili dzielić się nią z drugim człowiekiem. Dlatego ta dzisiejsza niedziela wzywa nas bardzo mocno, abyśmy patrzyli na Eucharystię, gdzie jest obecna Trójca Święta, która daje nam piękny dowód miłości i obdarowuje nas tą miłością. Trzeba byśmy potrafili z tej miłości korzystać i tą miłością dzielić się z drugim człowiekiem – wskazał kaznodzieja.

Zaproszenie na uroczystości

Ks. Antoni Gębala zaprasza również na uroczystości stulecia parafii w Tereszpolu: – W tym roku parafia w Tereszpolu będzie przeżywać jubileusz 100-lecia swojego powstania. Wiele pięknych uroczystości przed nami, chociażby duchowe przygotowanie poprzez misje święte, które odbędą się od 4 do 11 sierpnia br., a główne obchody związane z setną rocznicą powstania parafii będą miały miejsce w dniu 25 sierpnia z udziałem biskupa ordynariusza Mariana Rojka. Będzie to również okazja do wizytacji kanonicznej, Ksiądz Biskup udzieli również naszej młodzieży sakramentu bierzmowania – mówi ks. proboszcz Antoni Gębala.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Szedł wiernie śladami Jezusa

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję