Reklama

Media

Medialna niepiśmienność

Niedziela Ogólnopolska 17/2019, str. 38-39

[ TEMATY ]

media

Włodzimierz Rędzioch

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Bez YouTube’a, Facebooka, Wikipedii młode pokolenie nie wyobraża sobie dziś normalnego funkcjonowania. Nie tylko medioznawcy – także np. badacze kultury, psychologowie, lekarze – ostrzegają jednak, że tzw. nowoczesne media nie zawsze przynoszą ludzkości samo dobro. Dzisiejszy Internet to przede wszystkim nieograniczony gąszcz informacji i opinii. Co robić, żeby się w nim nie pogubić?

DR HAB. PIOTR DRZEWIECKI: – Pomocą jest edukacja medialna, w której jednakże mówi się, że nie należy budować murów-zakazów, tylko wyposażać w zbroję. Jeżeli więc użytkownikom nowoczesnych mediów damy pewien pancerz ochronny w postaci odpowiedniej wiedzy, to oni nie dadzą się zwieść. W przeciwnym razie czeka nas nieuchronna katastrofa; świat bezmyślnych i sterowalnych ludzi-robotów. Pocieszamy się, że w przeszłości były już zagrożenia ze strony kolejnych nowych technologii i zawsze jakoś sobie z nimi radziliśmy; np. rewolucja przemysłowa nie zamieniła naszego życia w jedną wielką taśmę fabryczną.

– Czy jednak obecnie nie mamy do czynienia ze zjawiskiem bardziej podstępnym, bo mającym wpływ na każdego człowieka z osobna, i to niemal od kołyski?

– Mam nadzieję, że tak jak w przypadku poprzednich rewolucji technologicznych i z tą ludzkość w jakiś sposób sobie poradzi. Przede wszystkim przez odpowiednią edukację medialną...

– ... której bardzo brakuje.

– Niestety, to prawda. A w Polsce mamy w tej dziedzinie duże zaległości. Idea edukacji medialnej ma co najmniej 100 lat. Gdy powstawało kino, mówiono, że oglądanie filmów wymaga odpowiedniego przygotowania, chociażby estetycznego. Później podobne dyskusje toczyły się wokół telewizji.

– Czym miała być – bo w istocie jej nie było – edukacja medialna?

– To pojęcie było i jest różnie rozumiane, mamy do czynienia z myleniem pojęć. W Polsce nadal zbyt często za edukację medialną uważa się nowe środki dydaktyczne w szkole – czyli projektor, telewizor i wreszcie pracownie komputerowe – oraz tworzenie specjalnych kanałów naukowych, audycji popularnonaukowych w radiu i telewizji. Tymczasem ta właściwa i obecnie nagląco niezbędna edukacja medialna polega na uczeniu i kształceniu umiejętności korzystania z mediów.

– I nie chodzi tu wcale o umiejętności czysto techniczne?

– Nie. W krajach rozwiniętych już coraz częściej mamy do czynienia z właściwym zrozumieniem istoty edukacji medialnej oraz całej powagi problemu. Została wypracowana – m.in. dzięki Kościołowi katolickiemu i UNESCO – wspólna definicja edukacji medialnej, w której zwraca się uwagę na kompetencje medialne, na tzw. medialną piśmienność.

– Chodzi o to, żeby odbiorcy przekazów medialnych nie byli medialnymi analfabetami?

– O to, abyśmy poznali język nowych mediów, ich alfabet, abyśmy uczyli się ich tak jak pisania i czytania.

– Czytania ze zrozumieniem?

– Tak. Niestety, jak wiemy, współczesne młode pokolenie ma coraz większe kłopoty z czytaniem drukowanego tekstu ze zrozumieniem. Podobnie jest z „czytaniem” tych najnowocześniejszych środków przekazu, które już na pierwszy rzut oka wydają się łatwiejsze w użyciu, bardziej zrozumiałe niż nudna książka. Wydają się kopalnią wiedzy i różnorakich nieograniczonych możliwości. I tak rzeczywiście mogłoby być, gdyby ich użytkownicy wiedzieli, jak ten potencjał wykorzystać z pożytkiem, a nie ze szkodą dla siebie samych.

– Dlaczego więc edukacja medialna nie rozwija się stosownie do potrzeb?

– Powstało już bardzo wiele opracowań, monografii naukowych, które powinny być wdrażane. Jest wiele projektów społecznych, odbyło się wiele konferencji, powstały specjalne organizacje w Europie, także w Polsce. Tak więc problem polega nie na tym, że ludzie nie chcą edukacji medialnej, lecz że sprawa ta utknęła gdzieś głęboko w polityce oświatowej; nie jest dostrzegana przez polityków, którzy budzą się dopiero, gdy dzieje się coś złego. Gdy kilka lat temu uczennica w Gdańsku popełniła samobójstwo, bo była przez telefon komórkowy – który dla uczniów jest dziś ważniejszy niż podręczniki – prześladowana przez rówieśników, to dopiero wtedy gremia polityczne zaczęły grzmieć, że koniecznie trzeba uczyć korzystania z mediów...

– I niewiele z tej „burzy” wynikło...

– Nic. Z moich obserwacji wynika, że do krótkotrwałych „wybuchów” tej problematyki w Polsce dochodziło mniej więcej co dekadę – ok. 2000 r., potem w 2010 r. Przez dziesięciolecia bardzo ciężko rozmawia się na ten temat z Ministerstwem Edukacji Narodowej, niezależnie od ekipy rządzącej. I to mimo usilnych starań wielu zainteresowanych sprawą środowisk pedagogów, medioznawców, teologów, kulturoznawców, mimo zaangażowania fundacji i stowarzyszeń. Także mimo wsparcia ze strony takich instytucji państwowych, jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, a okazjonalnie nawet Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czyżby polscy politycy ciągle uważali, że edukacja medialna kończy się na wyposażeniu szkół w komputery, a uczniów w tablety (żeby nie musieli nosić zbyt wielu książek w plecakach)?

– Twierdzi Pan Doktor, że politycy, od których zależy wdrożenie odpowiednich działań, po prostu nie zauważają problemu lub z jakichś powodów go ignorują?

– Niestety, tak. Faktem jest, że środowiskom informatycznym udało się wywalczyć – co jest trochę dyskusyjne – zajęcia informatyczne od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

– Tymczasem szkoły z amerykańskiej Doliny Krzemowej, do których uczęszczają dzieci twórców najnowocześniejszych technologii, szczycą się tym, że w ogóle nie ma w nich komputerów...

– Bo dobrze wiedzą, że nie każdy musi zostać informatykiem, nie każdy ma odpowiednie predyspozycje, a ponadto że przesiadywanie przed komputerem od najmłodszych lat poważnie obciąża zdrowie, ogranicza rozwój umysłowy. Moim zdaniem, w Polsce myślimy o nowoczesnych mediach bardziej technicznie – trudno powiedzieć dlaczego – niż kulturowo, społecznie, humanistycznie. Dlatego właśnie tak humanistycznie ukierunkowany przedmiot edukacji medialnej należałoby wprowadzić do programów szkolnych.

– Zamiast informatyki dla wszystkich, bez ograniczeń wieku?

– Tak! Moim zdaniem, byłby to wyraz właściwej troski o rozwój przyszłych pokoleń. Tymczasem wprowadzono w polskich szkołach – zapewne wyłącznie z powodu wyzwań gospodarczych i fałszywie pojętych ambicji doganiania Europy oraz świata – przysposobienie techniczne do obsługiwania nowych technologii. Zakłada się, że każdy musi mieć tego rodzaju kompetencje.

– Na czym konkretnie powinna dziś polegać dobra edukacja medialna?

– Na uczeniu bezpiecznego poruszania się w świecie nowych technologii medialnych i niesionych przez nie treści; na wyrabianiu postaw krytycznych i umiejętności selekcji przekazów. Użytkownicy mediów powinni mieć znajomość zagrożeń prawnych, podstaw etycznych, sposobów bezpiecznego nawiązywania relacji internetowych, umiejętność pracy z informacją itd., itp. Kilka lat temu stworzyliśmy w Polsce katalog kompetencji medialnych, informacyjnych i cyfrowych. Podczas pracy nad tym katalogiem dostrzegliśmy, z jak bardzo wieloaspektową kwestią mamy do czynienia.

– Bardzo trudną do przełożenia na praktykę działania?

– Trudną, ale udało się stworzyć konkretne scenariusze zajęć dla nauczycieli, także szkolenia dostosowane do ówczesnej podstawy programowej, w której edukacja medialna szczątkowo zaistniała już w formie rozproszonej po różnych przedmiotach. W reformie edukacyjnej sprzed 20 lat stworzono mianowicie tzw. ścieżki międzyprzedmiotowe; nauczyciele różnych przedmiotów mogli tworzyć autorskie programy, także np. program edukacji medialnej i czytelniczej. To był jedyny moment, kiedy edukacja medialna w Polsce miała swoją podstawę programową. Ta reforma została zmieniona w 2008 r. przez rząd Platformy Obywatelskiej. Min. Katarzyna Hall uznała wówczas, że nauczyciele nie realizują ścieżek międzyprzedmiotowych, a zatem należy je rozproszyć po poszczególnych przedmiotach.

– Edukacja medialna wtedy przepadła?

– Tzw. kompetencje medialne znów zostały zlekceważone, uznano, że nie potrzeba ich uczyć. To pokazywało przede wszystkim niekompetencję i niezrozumienie tego wielkiego problemu cywilizacyjnego przez odpowiedzialnych za jego rozwiązanie polityków. Środowiska społeczne i medioznawcze proponowały stworzenie odrębnego przedmiotu, przygotowanie kompetentnych nauczycieli oraz wyodrębnionej podstawy programowej, czyli określenia, czego i w jakim wymiarze godzinowym należy uczyć. Moim zdaniem, edukacja medialna w formie wyodrębnionego przedmiotu – wpisana w ten sposób w polską tradycję nauczania – byłaby najbardziej sensownym rozwiązaniem.

– Czego konkretnie należałoby uczyć w ramach tak wyodrębnionego przedmiotu?

– Określiłem to już w 2010 r. w podręczniku „Media Aktywni”, w którym obok ogólnego zarysu podstawowych kompetencji komunikacyjnych szczegółowo rozpisałem problemy dotyczące poszczególnych mediów, od druku poczynając. Ale można też podejść do zagadnienia według tzw. kompetencji medialnych, czyli kształcić krytycyzm, kreatywność, umiejętność korzystania z informacji itp. Istnieją, oczywiście, obawy, że dla uczniów może to być kolejny nudny przedmiot i nic więcej. Rzeczywiście, szkoła w dzisiejszym kształcie może nie sprostać temu wyzwaniu. Nie ma żadnych trudności z ułożeniem odpowiednich programów – właściwie są już gotowe – nieprzekraczalne bariery pojawiają się dopiero przy próbach ich wdrażania.

– To znaczy, że w dzisiejszej polskiej szkole nie ma ani śladu edukacji medialnej?

– Pojawia się dosłownie w dawkach śladowych. Jako zajęcia pozalekcyjne, kółka zainteresowań, dziennikarskie i filmowe...

– To chyba jednak nie to. W końcu chodzi o to, aby Polacy nie poddawali się biernie przeróżnym zagrożeniom i manipulacjom płynącym z cyberprzestrzeni, aby byli świadomymi konsumentami wszelkich cyberdóbr. Czy naprawdę nie można znaleźć sposobu, by przemóc tę instytucjonalną niemoc w tej sprawie?

– Rzeczywiście, jest tak, że Polacy, a zwłaszcza nasze instytucje, budzą się do działania dopiero wówczas, gdy dzieje się coś złego (np. w przypadku zakończonej śmiercią nastolatek zabawy w modnym Escape Roomie). Osobiście duże – i chyba jedyne – nadzieje wiążę z katolickim systemem nauczania. W Kanadzie, będącej prekursorem edukacji medialnej – która odegrała tam rolę antidotum na zalew amerykańskiej popkultury – jej promotorem jest do dziś szkolnictwo katolickie. Zresztą wszędzie tam, gdzie Kościół katolicki ma coś do powiedzenia, edukacja medialna odgrywa istotną rolę. Oby tak było także w Polsce.

Piotr Drzewiecki
Medioznawca, doktor habilitowany teologii środków społecznego przekazu, specjalista w zakresie edukacji medialnej; profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autor m.in. programu i pierwszego w Polsce podręcznika edukacji medialnej „Media Aktywni. Dlaczego i jak uczyć edukacji medialnej” (2010).

2019-04-24 08:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: media katolickie powinny budować mosty

[ TEMATY ]

media

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Rozpoczęła się wirtualna Konferencja Mediów Katolickich organizowana przez włoskie Stowarzyszenie Prasy Katolickiej. W przesłaniu skierowanym do jej uczestników Papież Franciszek zaapelował o budowanie mostów i burzenie murów pomiędzy ludźmi, a dziennikarzy poprosił o bycie świadkami prawdy wskazującymi jak odróżnić dobro od zła. Spotkanie potrwa do 2 lipca.

Ojciec Święty podziękował wszystkim dziennikarzom, którzy pomimo zagrożenia koronawirusem, pracowali na rzecz swoich braci i sióstr w potrzebie. Podkreślił, że poczucie wspólnoty pomiędzy ludźmi wyłoniło się paradoksalnie z doświadczenia społecznego dystansu narzuconego przez pandemię. „Doświadczenie ostatnich miesięcy pokazało, jak istotna jest misja mediów w zbliżaniu ludzi, skracaniu dystansu, dostarczaniu niezbędnych informacji oraz otwieraniu umysłów i serc na prawdę.” – napisał Franciszek.

Jego zdaniem misją współczesnego dziennikarza jest budowanie jedności we współczesnym świecie naznaczonym konfliktami i polaryzacją, na co nie są odporni również katolicy.

„Potrzebujemy mediów zdolnych budować mosty, burzyć mury, widzialne i niewidzialne, które uniemożliwiają szczery dialog i prawdziwą komunikację między jednostkami i wspólnotami. Potrzebujemy mediów, które mogą pomóc ludziom, zwłaszcza młodym, odróżnić dobro od zła, wypracować zdrowy osąd oparty na jasnym i bezstronnym przedstawieniu faktów oraz zrozumieć znaczenie pracy na rzecz sprawiedliwości, zgody społecznej i szacunku dla naszego wspólnego domu – czytamy w przesłaniu.

Papież zaznaczył, że dziennikarstwo nie jest jedynie sumą kompetencji zawodowych. „Dobry dziennikarz poświęca się całkowicie dla dobra innych, na każdym poziomie, zaczynając od życia jednostki, aż po dobro całej rodziny ludzkiej. Nie możemy prawdziwie komunikować się, jeśli nie zaangażujemy się osobiście, jeśli nie będziemy mogli własnym życiem potwierdzić prawdziwości przekazywanego przez nas przesłania” – napisał Franciszek.

Na zakończenie Ojciec Święty zaapelował o rzetelność opinii i przekazywanie faktów. „Tam, gdzie nasz świat zbyt chętnie mówi przymiotnikami, niech chrześcijańscy dziennikarze raczej wybierają rzeczowniki, które są sprzymierzeńcami prawdy i promują godność człowieka” – napisał Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Wiara na medal

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

sport

świadectwo

świadectwo wiary

www.mt1033.pl

Robert Lewandowski: jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa

Wielu polskich sportowców publicznie przyznaje się do wiary. W czasach, gdy w przestrzeni publicznej słyszymy najczęściej wyznania osób odrzucających Boga, postawa naszych zawodników jest bardzo budująca.

Pan Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu (...). Wiary uczyłem się najpierw w domu – od dziadka i taty. Dzisiaj jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pan Bóg był i zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym – powiedział Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu w sezonie 2019 i polski sportowiec 2019 roku, gdy dołączył do akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podczas gali, w czasie której odebrał statuetkę dla najlepszego sportowca, ujął wszystkich ogromną skromnością i pokorą. Trener polskiej kadry żartuje, że jest on taki grzeczny, ponieważ codziennie chodzi do kościoła. Żużlowiec doprecyzowuje: – Do kościoła chodzę w każdą niedzielę. To nie jest dla mnie żadna ujma ani utrudnienie. To bardzo mi pomaga. Kiedyś spodobały mi się słowa, które powiedział Kamil Stoch: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Staram się to wdrażać w życie.

Stoch pięknym świadectwem wiary dzieli się już od lat. Wielokrotnie publicznie dziękował Bogu za swoje różne osiągnięcia, np. po zdobyciu złotych medali olimpijskich, medali mistrzostw świata, a także po innych sukcesach. O tym, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa Bóg, opowiadał w wielu wywiadach oraz pokazywał, wspierając różne inicjatywy katolickie, m.in. w 2017 r. zachęcał do udziału w „Różańcu do granic”. – Wiara jest dla mnie fundamentem życia, fundamentem bycia. Stale, w każdym momencie, odczuwam obecność Boga i Jego wsparcie. Bez wiary trudno byłoby mi cokolwiek osiągnąć – deklaruje.

Obaj sportowcy każdy swój start powierzają Bogu. Przed każdym wyjazdem na tor lub wejściem na skocznię wykonują znak krzyża. – To mnie uspokaja i dodaje mi siły. Uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że Bóg jest przy mnie i na pewno będzie nade mną czuwał – tłumaczy skoczek.

Zmarzlik i Stoch nie są bynajmniej jedynymi sportowcami, którzy mają odwagę przyznawać się do Boga. Tak postępuje prawie cała dziesiątka najlepszych sportowców 2019 r.!

Cotygodniowa ewangelizacja

W minionym sezonie zimowym dość regularnie powtarzał się następujący obraz: Dawid Kubacki żegna się przed skokiem, po czym frunie po kolejne miejsce na podium. To piękne świadectwo dla milionów Polaków, którzy zasiadają przed ekranami telewizorów. Znak krzyża, który zawsze czyni nasz zawodnik, nie wszystkim się jednak podoba. Dwa lata temu Wojciech Kuczok w felietonie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że obraża on jego „uczucia ateistyczne”, i kpił, że nie wróży Dawidowi pozytywnych efektów współpracy z psychologiem, „dopóki to nerwowe «Wymię ojca» będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”. Skoczek wówczas odpowiedział: „Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Żegnam się przed skokiem, bo to jest symbol wiary, z którym się identyfikuję. Znak krzyża pomaga mi być lepszym zawodnikiem. Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że mam wsparcie z góry”. Znaku krzyża przed każdym skokiem robić nie przestał. A od tamtego czasu sięgnął po mistrzostwo świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni i zaczął kolekcjonować kolejne miejsca na podium w zawodach Pucharu Świata.

Znak, który nie jest na pokaz

Znak krzyża przed startem czynią też inni nasi sportowcy. Marcin Lewandowski, brązowy medalista mistrzostw świata 2019 r. w biegu na 1500 m, przyznaje: – Gest ten wyniosłem z młodości i gry w piłkę: przed wejściem na boisko dotykałem murawy i się żegnałem. Teraz tak samo jest na tartanie. Nie robię tego na pokaz. Modlę się codziennie. Lewandowski podkreśla, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna: – Moje całe życie to rodzina. Ona, obok wiary w Pana Boga, daje mi siłę (...). Bóg i rodzina to dla mnie najważniejsze wartości. Za nimi jest bieganie.

Wymodlone dziecko

Wilfredo Leon, jeden z najlepszych siatkarzy świata, który dołączył do naszej reprezentacji w minionym roku, przyznał po udanych kwalifikacjach olimpijskich, że modlił się w ich kluczowym momencie. – Pan Bóg chyba trochę pomógł – stwierdził. To, że wiara dla Leona jest bardzo ważna, na pewno w dużej mierze wynika z jego osobistego doświadczenia – żyje dzięki modlitwie rodziców. – Lekarze bardzo długo mówili mojej mamie, że jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Pragnęli potomka, mama zaczęła więcej chodzić do kościoła. Prosiła Boga o dobrą nowinę. I nagle stał się cud – zaszła w ciążę! Można więc powiedzieć, że byłem wymodlonym dzieckiem, darem od Boga dla moich rodziców – wyznał w jednym z wywiadów.

Z Kościołem za pan brat

Nasz znakomity piłkarz Robert Lewandowski do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył już w 2012 r. – Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów – powiedział wówczas w nagraniu.

Medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia przyznał, że święta są dla niego bardzo ważne ze względów religijnych: – Z Kościołem jesteśmy za pan brat. Kolędujemy, idziemy na Pasterkę. Jest chwila wyciszenia, refleksji. Biegaczka Justyna Święty-Ersetic podczas spotkania z kibicami w Raciborzu podzieliła się tym, że w czasie mistrzostw świata w Ad-Dausze w ub.r., zanim zdobyła z koleżankami brązowy medal w sztafecie 4 × 400 m, przechodziła kryzys i wzywała Boga na ratunek. I On pomógł. Z kolei koszykarz Mateusz Ponitka zapewniał jakiś czas temu, że codziennie dziękuje Bogu za to, iż tak potoczyła się jego kariera sportowa.

Najważniejsze wartości

O Bogu i wierze publicznie mówią także inne nasze gwiazdy sportu. – Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana. Wierzę, że moje istnienie ma sens i nie skończy się śmiercią fizyczną. W moim życiu było wiele sytuacji, w których szczególnie odczuwałam obecność Boga i w wielu przypadkach wiedziałam, że mi pomógł – wyznała kilka lat temu Anita Włodarczyk, nasza najbardziej utytułowana sportsmenka ostatnich lat, która w czołowej dziesiątce sportowców 2019 r. nie znalazła się tylko przez kontuzję.

Pięknym świadectwem niezłomnej wiary, wyrażanej nie tylko przez słowa, lecz także przez konkretną postawę, dzieli się w ostatnich miesiącach medalistka olimpijska i mistrzyni świata w windsurfingu Zofia Klepacka. Gdy w marcu wyraziła swój sprzeciw wobec warszawskiej Karty LGBT+, spotkała ją lawina hejtu. Zawodniczka się tym jednak nie zraziła i jeszcze wyraźniej zaczęła się sprzeciwiać seksualizacji dzieci. Ponadto często zamieszcza ewangelizujące posty w mediach społecznościowych oraz upomina się o prawo do życia dla wszystkich nienarodzonych dzieci. Niemal na każdym kroku podkreśla, że najważniejsze dla niej wartości to Bóg, Honor i Ojczyzna.

CZYTAJ DALEJ

Biłgoraj ruszył na Jasną Górę

2020-08-09 16:55

Joanna Ferens

Biłgorajscy pątnicy na pielgrzymim szlaku

Trwa XXXVIII Piesza Pielgrzymka Diecezji Zamojsko – Lubaczowskiej na Jasną Górę, która w tym roku przyjęła formę sztafety. 4 sierpnia, na swój pierwszy dzień pielgrzymowania wyruszyła Grupa Ziemi Biłgorajskiej.

Przewodnikiem grupy biłgorajskiej jest ks. Mateusz Januszewski, który w rozmowie podkreślał, że choć tegoroczne pielgrzymowanie jest ograniczone to warto dołączyć do grupy duchowej: – Bardzo się cieszymy, że możemy wyruszyć na tę naszą pielgrzymkę i choć jest czas epidemii i jest ona w nieco zmienionej formie i mniejszych możliwościach, tym bardziej radujemy się, że choć te kilkadziesiąt osób może wyruszyć na kolejny etap naszego diecezjalnego pielgrzymowania. Chcemy zanosić Bogu i Matce Bożej te wszystkie intencje, które nosimy w naszym sercu, chcemy się modlić o ustanie epidemii, która tak ciąży naszemu społeczeństwu. Pragniemy również modlić się w intencjach wszystkich tych osób, które by chciały wyruszyć na pielgrzymkę, ale z racji fizycznych ograniczeń, lęku, czy po prostu nie weszły w grono tych dopuszczalnych trzydziestu osób, nie mogą tego zrobić. Mają oni możliwość dołączyć do nas poprzez Grupę Duchową, łączyć się przez media, słuchać transmisji internetowych i relacji w naszym diecezjalnym radiu. Wierzymy, że ta pielgrzymka duchowa, która w tym roku ma wyjątkowy wymiar, przyniesie piękne owoce w sercach wszystkich, którzy będą się z nami modlić. Pielgrzymowanie nie musi wiązać się tylko z fizycznym chodzeniem, ale może też dokonywać się w sercu – zaznaczał.

Hasłem tegorocznej pielgrzymki są słowa ‘Eucharystia daje życie’ – tłumaczył ojciec duchowny pielgrzymki, ks. Krystian Malec: – Myśl przewodnia naszego pielgrzymowania jest to realizacja programu duszpasterskiego Konferencji Episkopatu Polski, która proponuje nam, że przez trzy następne lata Kościół w Polsce będzie pochylał się nad tajemnicą Eucharystii. I my na pielgrzymim szlaku chcemy coraz bardziej poznawać Eucharystię, a w tym roku skupimy się na starotestamentalnych zapowiedziach Mszy św. W Starym Testamencie szukamy zapowiedzi tego, co później Jezus uczynił w wieczerniku, żeby jeszcze głębiej zrozumieć Mszę św. i zobaczyć, że Pan Bóg niczego nie robi przypadkowo i że Eucharystia oraz jej figury są już obecne w Starym Testamencie – wyjaśniał.

Po mszy św. w Sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju pielgrzymi wyruszyli w dalszą drogę, zatrzymując się na odpoczynek w parafii św. Michała Archanioła w Soli. Pielgrzymi chwilę odpoczywali na placu przy plebanii, gdzie zostali ugoszczeni przez ks. proboszcza Krzysztofa Jankowskiego, a następnie udali się na obiad, który zapewnili ofiarni parafianie.

Pielgrzymi dotarli do Huty Krzeszowskiej, a dzień zakończyli Apelem Jasnogórskim. Na trasie znajdowali się także pielgrzymi z Lubaczowa, którzy rano modlili się w Tarnogrodzie i z Tomaszowa Lubelskiego, którzy zatrzymali się w Majdanie Starym. Pątnicy biłgorajscy wyruszyli na szlak jeszcze 7 i 12 sierpnia. Na Jasną Górę dotarli 13 sierpnia w godzinach popołudniowych, gdzie pielgrzymka zakończyła się wspólną mszą św. i Apelem Jasnogórskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję