Reklama

Kościół

Twarzą w twarz z porywaczami

Jeszcze na początku lat dwutysięcznych w Iraku było blisko milion chrześcijan, dziś jest ich niespełna 350 tys. Wygnani przez wojnę, która trwa tam od 2003 r., i nienawiść muzułmanów prześladujących kafir (niewiernych) – tułają się po świecie i czekają na możliwość powrotu do miejsca urodzenia

Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 18-19

[ TEMATY ]

Irak

Mateusz Wyrwich

Bp Saad Sirop Hanna został porwany w Iraku przez muzułmańskich terrorystów

Chrześcijański ksiądz obrządku chaldejskiego Saad Sirop Hanna przed 13 laty został uprowadzony w Bagdadzie. Był tam wówczas jedynym księdzem, nie chciał opuścić swoich wiernych. Dziś jest doktorem filozofii i biskupem. Tamtego dnia po Mszy św. wsiadł do samochodu. W pewnym momencie zauważył, że jadą za nim dwa inne samochody. Ten, którym jechał, został zablokowany. Z samochodów wyskoczyli porywacze, przystawili księdzu broń do skroni, skuli go kajdankami, zawiązali mu czarną przepaskę na oczy i sprawnie wrzucili go do bagażnika. Przez 28 dni był więziony. Oprawcy nazywali go „towarem” albo „baranem”. Niemal każdego dnia transportowali go w inne miejsce – dla zatarcia śladów. Bili go pałkami, kopali, obrzucali najgorszymi wyzwiskami. Każdego dnia stał na krawędzi życia i śmierci. Porywacze wozili go w bagażniku samochodu do kolejnych kryjówek – jak przed 35 laty traktowano ks. Jerzego Popiełuszkę. Grozili, że go zabiją, chyba że... wyprze się swojej wiary i przejdzie na islam. Nie wyparł się. I nie został zabity. Pan Bóg miał co do niego inne plany. Ks. Hanna często sobie powtarzał: „Pan moim światłem i zbawieniem moim: kogo więc mam się lękać? Pan obrońcą mego życia: przed kim więc mam odczuwać trwogę?” (por. Ps 27, 1).

Na skraju życia i śmierci

„Pod wpływem pierwszego ciosu, który nadszedł z boku, zagruchotało mi w łokciu. Nie miałem dość czasu, by się poruszyć, uchylić, zebrać w sobie siły na to, co miało nastąpić, bo zaraz po nim wymierzono mi kolejny cios. Tym razem prosto w plecy i spadła zaraz na mnie lawina uderzeń. Raz za razem dwaj mężczyźni uderzali mnie zajadle kijami. Wypluwając słowo kafir [niewierny] pomiędzy stęknięciami spowodowanymi wysiłkiem. Kafir! – krzyczeli, mocniej uderzając kijem, jakby przywołując powód ataku, dodawali sobie sił. Kafir – po czym kij świstał w powietrzu, tuż przed uderzeniem spadając na sińce, które jeszcze chwilę temu traktowałem z taką delikatnością. Miny bólu eksplodowały na całych moich plecach, a ja z trudem łapałem oddech, nabierając powietrza, które każdy kolejny cios wyrzucał z moich płuc niczym czkawkę. Klęcząc, czułem, że się topię. Ponieważ ręce miałem nadal skute na plecach, nie byłem w stanie osłonić głowy, nie mogłem obronić się w żaden sposób przed tym, co mnie spotykało” – napisał bp Saad Sirop Hanna w książce „Porwany w Iraku”, która ukazała się nakładem Edycji Świętego Pawła. Książce niezwykłej, bo napisanej przez kapłana, który przez 28 dni, będąc na skraju życia i śmierci, walczył ze sobą i jakby mimowiednie powtarzał za Panem Jezusem: „Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14, 36).

Opis tortur stosowanych wobec irakijskiego księdza, naładowanych nienawiścią religijną i polityczną, ma przy tym cechę szczególną: podobny jest do opisu tortur, których doświadczyli ks. Jerzy Popiełuszko, zakatowany przez komunistów, oraz inni zamordowani za wiarę księża: Rudolf Marszałek, Władysław Findysz czy Roman Kotlarz. Prześladowcy byli i tam, i tu podobni. Także ofiary – torturowane i mordowane. Przez komunistów, przez niemieckich nazistów. Jednych mordowano za innowierstwo, innych za wiarę. Katowano jednak z tą samą siłą. Z nienawiścią. Zabijano w zapamiętaniu.

Reklama

Wiedziałem, że Bóg zawsze będzie ze mną

„Szczęśliwi, którzy zabiegają o pokój, ponieważ oni zostali nazwani synami Bożymi. Szczęśliwi, którzy są prześladowani za sprawiedliwość, ponieważ do nich należy królestwo niebieskie. Jesteście szczęśliwi, gdy was znieważają, prześladują i oczerniają z mojego powodu” (por. Mt 5, 9-11). Biskup cytuje kolejny fragment Pisma Świętego i pisze dalej: „Mój strach nie rozproszył się całkowicie. Nadal od czasu do czasu czułem, jak mnie ogarnia i dusi. Kiedy przyciskano pistolet do mojej skroni, kiedy w środku nocy wystrzeliwano pociski, kiedy leżałem skulony w bagażniku samochodu, a podróż się wydłużała, strach nieodłącznie mi towarzyszył. Jednak te słowa stanowiły dla mnie wyzwanie. Dla mojej wiary, dla mojego zawierzenia Chrystusowi i Bogu. (...) Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się wtedy żadnego znaku i dopiero później miałem w pełni zrozumieć znaczenie tego wyzwania i płynącej z niego lekcji. Czasami myślałem, że było to zaproszenie do męczeństwa. (...) Nie mogę powiedzieć, że myśl ta nie napawała mnie lękiem. Zachowałem zimną krew podczas sytuacji próby, kiedy śmierć wydawała się najbardziej realistycznym zakończeniem mojej wierności wierze, a jednak bałem się każdej kolejnej próby i tego, kim się wtedy okażę. (...) Czułem, że jedynym znakiem, jaki otrzymam, będzie moja śmierć albo przetrwanie. Moja wiara nie zapewniała mnie, że zostanę ocalony, lecz że Bóg będzie ze mną bez względu na zakończenie”.

Książka napisana przez bp. Hannę jest niezwykła, bo opowiada o bliskości człowieka z Panem Bogiem na dwa dni, na dzień, na sekundę przed... niewiadomą. Mówi o próbowaniu siebie. W prawdzie. Bez bohaterstwa, bez patosu. To książka niezwykle czysta. Autor nie ukrywa, że stanowczo odrzucał od siebie uczucie nienawiści wobec porywaczy. Zamieścił w niej także podziękowanie dla jednego z pilnujących go terrorystów, który wspomagał go w cierpieniu i tym samym dawał nadzieję na przetrwanie.

Dotknięci wiarą

– Siłę przede wszystkim jednak dawała mi wiara – podkreślił bp Hanna podczas majowego spotkania autorskiego promującego jego książkę w siedzibie Episkopatu Polski. – To wiara w Boga trzymała mnie przy życiu przez te 28 trudnych dni i dawała nadzieję na to, że zostanę uwolniony. Dzięki niej także miałem siłę do tego, by dyskutować i spierać się z ludźmi, którzy mnie porwali. I by ich nie nienawidzić.

Reklama

Gdy opowiadał o swym beznadziejnym wówczas położeniu, biskup często sięgał do czasu dzieciństwa. Czasu, kiedy został „dotknięty wielką wiarą”, kiedy podjął decyzję, że zostanie kapłanem. Wspominał też protest ojca, który zabiegał o to, by syn skończył świeckie studia. I skończył je. Został inżynierem aeronautyki. Ale o kapłaństwie ani na moment nie przestał myśleć. I wreszcie – seminarium, które ukończył z pierwszą lokatą, a które formowało jego dojrzewanie, utwierdzało go w miłości do Boga. Snuł swoje refleksje w czasie porwania, z opaską na oczach, zamknięty w ciemnym pomieszczeniu, i zadawał czasem dziecięce, choć fundamentalne pytania: „Czy nie byłem dla Ciebie dobry? Czy nie robiłem wszystkiego, o co mnie prosiłeś? Czy nie pomagałem ludziom, gdy tylko mogłem? Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego postawiłeś mnie w tym miejscu? Jaki to ma sens?”. Pytał, pytał, pytał. I nie uzyskiwał odpowiedzi. Tak wtedy, jak i dziś. Te same pytania zadaje w swojej książce, którą napisał po kilku latach od porwania. Tą opowieścią chciał uporządkować swój lęk. Jednak książka ta powstała przede wszystkim dlatego, by pokazać sytuację chrześcijan w Iraku – podkreślał. Ich dramat i obojętność świata na ich los. Chciał opowiedzieć o zabieraniu im domów, o wyganianiu z ich kraju, o pozbawianiu ich możliwości nauki, pracy. Książka jest również krótką wędrówką po wielu wiekach chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. I o kraju dotkniętym wiarą.

2019-05-28 13:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół w Jordanii wspiera irackich uchodźców

[ TEMATY ]

uchodźcy

wojna

Irak

Jordania

Vatican News

Irakijczycy przybywający do Jordanii nie maja statusu uchodźców, tylko azylantów. W związku z tym nie mają prawa do pracy, edukacji czy opieki medycznej.

Gdyby Kościół ich nie wspierał, znikąd nie otrzymaliby pomocy – mówi włoski misjonarz posługujący w stolicy kraju Ammanie.

Ks. Mario Cornioli podkreślił, że z Iraku ciągle przybywa tam wielu uchodźców. Uciekają przed wojną i prześladowaniami ze strony tzw. Państwa Islamskiego. Ich pragnieniem jest wyjechać do Australii, stąd Jordania traktowana jest jako kraj tranzytowy.

Uciekają przed wojną, nie możemy mieć o to do nich pretensji

„Irakijczycy, którzy są wspaniałym narodem, nie zasługują na to, aby ich kraj był «polem bitwy». Tu w Ammanie przeżywamy konsekwencje tamtejszej sytuacji. Przybywa do nas wielu uchodźców z Iraku, choć nie tylko, bo także i wielu Syryjczyków. Sami Jordańczycy przyjmują ich bardzo gościnnie. Natomiast nie możemy mieć pretensji do Irakijczyków, że uciekają z pola bitwy, sami zrobilibyśmy to samo – mówił w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Mario Cornioli. - Od co najmniej 5 lat staramy się im pomagać. Sytuacja cały czas jest bardzo trudna. Wiele irackich rodzin, bo przede wszystkim im staramy się pomóc, zostało przyjętych w naszych parafiach, aby potem przenieść się do domów w biedniejszych dzielnicach Ammanu. Kościół jednak nie przestaje ich wspierać dzięki różnym programom, nawet jeżeli nie potrzebują już pomocy doraźnej.“

Ks. Mario Cornioli zaznaczył, że także dzięki pomocy z zewnątrz Kościół zorganizował dla dzieci nieformalną szkołę, a dla młodych ludzi prowadzi kursy przygotowujące do zdobycia zawodu, aby dzięki temu mogli uzyskać większą autonomię ekonomiczną i wyższy poziom życia. W Iraku bowiem, na obecną chwilę, nie ma dla nich przyszłości.

CZYTAJ DALEJ

Ostre: interwencja policji w sprawie zbyt dużej liczby wiernych na Mszy św.

2020-04-03 12:26

[ TEMATY ]

Kościół

policja

wikimedia.org

W związku ze zbyt dużą liczbą wiernych, którzy uczestniczyli we Mszy św. w kościele parafialnym pw. Matki Bożej Różańcowej w Ostrem na Żywiecczyźnie interweniowała policja. Do zdarzenia doszło 2 kwietnia podczas wieczornej liturgii – potwierdziła rzecznik żywieckiej policji asp. szt. Mirosława Piątek.

Z relacji oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Żywcu wynika, że policjanci przybyli do kościoła w wyniku anonimowego zgłoszenia o tym, że w świątyni zgromadziło się zbyt dużo wiernych – 16 osób i ksiądz. Ponieważ w liturgii, zgodnie z obowiązującymi w czasie epidemii przepisami, może przebywać maksymalnie pięć osób, część uczestników modlitwy musiała opuścić świątynię. Wierni zostali poproszeni przez kościelnego o zastosowanie się do zaleceń, po czym Msza św. została dokończona.

O sprawie ma zostać poinformowany Sanepid. Może on wszcząć postępowanie administracyjne.

CZYTAJ DALEJ

Niech Pan Jezus pokaże wam piękne perspektywy życia

2020-04-05 01:38

[ TEMATY ]

bp Ignacy Dec

Światowy Dzień Młodzieży

ks. Mirosław Benedyk

Plakat zapowiadający wydarzenie

W przeddzień Niedzieli Palmowej w łączności z Ojcem Świętym i młodymi ludźmi z całego świata, 4 kwietnia br, miał się odbyć kolejny Światowy Dzień Młodzieży. W naszej, świdnickiej diecezji młodzież miała spotkać się w Wałbrzychu.

Niestety, jak większość w tym czasie wydarzeń pokrzyżował koronawirus. W zamian polecamy słowo naszego Pasterza.

- Niech Pan Jezus pokaże wam piękne perspektywy życia - mówił bp Ignacy Dec - Administrator Apostolski Diecezji Świdnickiej.

Zachęcamy do obejrzenia i wysłuchania.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję