Reklama

Niedziela Małopolska

Pod patronatem „Niedzieli”

Zarabiają na nowy dom

– Mam nadzieję, że Kraków usłyszał i usłyszy jeszcze nie raz o tej misji, z którą tu przybyliście, o misji miłości, misji zmiękczania ludzkich serc – mówiła po przedstawieniu pt. „Opowieść o Małym Księciu” Małgorzata Morawiec, która zaprosiła artystów ze Środowiskowego Domu Samopomocy (ŚDS) w Skawinie na Aquariusa, pierwszą barkę na Wiśle przy Moście Dębnickim

2019-08-06 09:22

Niedziela małopolska 32/2019, str. 6

[ TEMATY ]

kultura

Maria Fortuna-Sudor

– „Opowieść o Małym Księciu” to spektakl o lęku i nadziei człowieka, który staje wobec trudnych wyborów – mówi Stanisława Szczepaniak (czwarta z prawej)

Informację o wydarzeniu organizatorzy zdecydowali się nagłośnić w przestrzeni publicznej; gdy w czwartek 25 lipca, przed godz. 19. spieszyłam na przedstawienie, usłyszałam z barki propozycję skierowaną do przebywających nad Wisłą krakowian i turystów: – Zapraszamy na przedstawienie o Małym Księciu! Trwający pół godziny spektakl można obejrzeć za darmo…” Słowa piosenki: „W maleńkiej róży kochał się książę na jednej z wielu gwiazd…” popłynęły w przestrzeń nad Wisłą. I szkoda, że tak niewiele osób odpowiedziało na zaproszenie. Bo była okazja, aby się wzruszyć i przeżyć niezwykłe chwile.

Motywują do refleksji

Spektakl, grany przez niepełnosprawnych artystów z ŚDS w Skawinie, porusza aktualne problemy; to kwestia przyjęcia i akceptacji osób niepełnosprawnych intelektualnie w społeczeństwie. Wzrusza historia małżeństwa, które dowiaduje się, że ich upragnione dziecko ma jeden chromosom więcej, a anioł i demon, walczący o być albo nie być nienarodzonego, dostarczają widzowi silną dawkę emocji i motywują do refleksji. Po spektaklu artyści z zespołu Krewni Pana Boga; Jan, Józef, Ania, Piotr, Jadzia, Aga, Halina, Agata, Andrzej, Iza, Mateusz, Kasia, Mirek, Katarzyna, Marek i Marta, z którymi gościnnie wystąpił Szymon Łuszczka, zebrali zasłużone brawa i zostali obdarowani różami.

– „Opowieść o Małym Księciu” to w ostatnich latach najchętniej wystawiana przez nas etiuda teatralna – informuje Stanisława Szczepaniak, kierownik ŚDS w Skawinie, równocześnie autorka przedstawienia i jego reżyser. Zauważa, że byłoby wielkim uproszczeniem powiedzieć, że to opowieść o osobach z Zespołem Downa, zagrożonych aborcją. I wyjaśnia: – To spektakl o lęku i nadziei człowieka, który staje wobec trudnych wyborów. To przedstawienie ukazujące samotność człowieka wobec cierpienia, którego nie rozumie i wobec obcego, którego się boi. Moja rozmówczyni przyznaje, że teatr jest jedną z form terapii w skawińskim ośrodku. Dodaje: – Pomysł na teatr zrodził się, bo zaistniała taka potrzeba. Co roku, z okazji świąt, staramy się prezentować efekty pracy naszych uczestników, a ponieważ nie wszyscy mają zdolności plastyczne lub muzyczne, więc pomyśleliśmy o teatrze. I jak się okazuje, zdecydowana większość ma zdolności aktorskie.

Reklama

Jest i drugi powód prezentowania spektaklu. Sebastian Banasiewicz, zajmujący się m.in. marketingiem w ramach aktywności Krakowskiej Grupy Amnis, która wspierała inicjatywę zaprezentowania „Opowieści o Małym Księciu” na barce, w piśmie do redakcji napisał m.in.: „Środowiskowy Dom Samopomocy w Skawinie potrzebuje natychmiastowego remontu...”

Zainicjowali akcję

Po przedstawieniu Stanisława Szczepaniak poinformowała: – Tym występem rozpoczynamy dużą akcję: „Stacja nasz dom”. Prosimy państwa, byście nas wspierali. Zbieramy środki na rozbudowę naszego domu, a właściwie na budowę. W tym, gdzie jesteśmy, brakuje miejsca na prowadzenie zajęć. Podkreśliła, że mieszkańcy domu nie chcą pieniędzy za darmo. Sebastian Banasiewicz przekonuje, że warto wesprzeć inicjatywę. Podpowiada: – Można zaprosić grupę do parafii, szkoły czy w inne miejsce. Zbiórka datków po takim przedstawieniu jest dobrowolna.

W rozmowie z „Niedzielą” Stanisława Szczepaniak informuje: – Jesteśmy przy parafii św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Skawinie od ponad 14 lat. Na potrzeby naszego ośrodka ówczesny proboszcz, ks. Edward Ćwik przekazał budynek z lat 50-tych, który wymaga pilnego remontu i rozbudowy, bo my się tam zwyczajnie nie mieścimy.

Pani Stasia, jak mówią do niej podopieczni i ich rodzice, przyznaje jednak, że w trakcie kolejnych występów grupy w różnych miejscach (trzykrotnie prezentowali się m.in. w więzieniu w Wadowicach!) uświadomiła sobie, że dom jest sprawą drugorzędną. Przekonuje: – Zespół przemawia do widzów na różne sposoby, porusza w spektaklach istotne sprawy. Mamy świadomość, że jesteśmy potrzebni!

Zachęcam do wsparcia inicjatywy. Na pewno warto zaprosić grupę z wybranym spektaklem (kontakt i więcej o grupie na stronie www.sds-skawina.pl). Oczywiście, można wpłacić dowolną kwotę na konto ŚDS (Krakowski Bank Spółdzielczy): 60 8591 0007 0310 0563 7650 0002 z dopiskiem „darowizna na rozbudowę”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śpiew na chwałę Bożą

2019-11-05 13:08

Niedziela bielsko-żywiecka 45/2019, str. 5

[ TEMATY ]

kultura

chór

MR

Pieśń w Kętach

„Psallite Deo” w Kętach dał po raz 22 szansę na zaprezentowanie swojego muzycznego talentu wielu solistom i zespołom. Na finałowe przesłuchania, które odbyły się 26 października w Miejskim Domu Kultury, dotarło 33 wokalistów i przedstawicieli grup śpiewaczych. Łącznie w konkursie wystartowało ponad 300 amatorów. W kategorii chóry wyróżniono Chór z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, Chór „Wrzos” z Głębowic, a wśród zespołów ludowych – „Grojczan” z Grojca.

Pierwsze miejsce w kategorii schole otrzymała Diakonia Solo Dios Basta z Pisarzowic, a w gronie zespołów wokalnych grupa „Kontrasty” z Bielska-Białej Komorowic. W kategorii zespołów wokalno-instrumentalnych uhonorowany został duet Jonasz Kowala i Aleksandra Frysztacka. Najlepszą solistką do 15. roku życia uznano Antoninę Kraszewską, a powyżej tej granicy Annę Kovacovą. Z kolei wyróżnienie za ewangelizację przez śpiew powędrowało do Łukasza Zyzaka.

– Wynik jest ważny, ale najważniejsze jest to, że dobrze się bawiłyśmy. Tutaj panuje super atmosfera, a my pokazujemy, że piosenki religijne w naszym wykonaniu to propozycja wspaniałej zabawy. Nasz Pan i Zbawiciel ma wspaniały przekaz, a tekst piosenki jest gotową modlitwą, która przez śpiew się konkretyzuje. Warto więc śpiewać razem z nami – przekonywały Paulina, Kasia, Kornelia, Martyna i Magdalena z zespołu „Kontrasty”, który w 16-osobowym składzie kierowanym przez Agnieszkę Dylik wystąpił na „Psallite Deo”.

Inni artyści również podkreślali doniosłą rangę wykonywania muzyki na rzecz Stwórcy. – Do śpiewania piosenek religijnych skłania mnie wiara w Pana Boga. Czuję się przez to znacznie lepiej. Doświadczam wtedy Bożej otuchy i bliskości – mówiła Klaudia Wilusz z z Radziechów. Wtórował jej Łukasz Zyzak z Rychwałdu. – Przygotowałem dwie religijne piosenki: „Jezus mym przyjacielem” i „Pieśń jedności”. Lubię je śpiewać, bo odnajduję w nich pasję – podkreślił niepełnosprawny artysta.

Swoje dołożyła także jeżdżąca na wózku inwalidzkim 25-letnia Maria Fabia z Kóz. – Ćwiczę śpiewanie w domu. Często występuję w różnych jasełkach, konkursach. Przed występem nie mam jednak tremy – stwierdziła dziewczyna. – Od osób niepełnosprawnych można nauczyć się głębokiej wiary. Ale nie tylko tego. Także szczerości i odwagi w temacie planów, które zamierzają wdrożyć w życie – uzupełniła Anna Fabia, mama Marii. – Praca czyni mistrza. Dlatego żeby dobrze wypaść, trzeba trenować. My spotykamy się raz w tygodniu, aby przez dwie godziny nieustannie ćwiczyć zarówno to, co znane, jak i to, co nowe – podkreśliła Krystyna Sitko, reprezentantka zespołu „Kalina” i prezes Koła Gospodyń Wiejskich z Polanki Wielkiej.

Przesłuchania finalistów trwały od godz. 11 do godz. 18. Po tym czasie jury udało się na narady, a wykonawcy zostali zaproszeni na poczęstunek. Dopełnieniem festiwalowych emocji był występ chóru „KIYOVSKIE BLAHOVHETYA” działającego przy greckokatolickim Kościele św. Andrzeja Apostoła we Lwowie na Ukrainie oraz zespołu G.O.D’s z Preszowa na Słowacji, laureat Grand Prix „Psallite Deo” w 2013 r. i w 2016 r.

Festiwalowe jury obradowało w składzie: Janusz Kohut – kompozytor i pianista, Beata Borowska – wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach, ks. Stanisław Joneczko – muzyk zespołu „Dzień Dobry” i proboszcz parafii Imienia Najświętszej Maryi Panny w Kamesznicy. Na całokształt „Psallite Deo” złożyła się także wystawa ikon i pejzaży Grzegorza Giermka pt. „W stronę światła” oraz Przegląd Filmowy „Oikumene”, w ramach którego wyświetlano takie filmy jak: „Tajemnica Ojca Pio”, „Chleb z nieba” i „Z miłości do Joey”.

CZYTAJ DALEJ

Zawód podwyższonego ryzyka

2019-09-10 12:59

Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 10-12

[ TEMATY ]

media

Tomasz Adamowicz/FORUM

Jakiś czas temu miałem spotkanie w zespole szkół na Podkarpaciu, gdzie uczniowie, na prośbę księdza, głośno odmówili modlitwę w mojej intencji. W Gdańsku natomiast na mój widok ktoś odkręcił szybę w aucie i wygrażał mi, krzycząc, że pracuję w szczujni… – tak o realiach swojej pracy opowiada znany dziennikarz telewizyjny Krzysztof Ziemiec

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Czy media to dziś realna czwarta władza, zdolna zmienić sposób myślenia ludzi, ocenę rzeczywistości?

KRZYSZTOF ZIEMIEC: – Świat tak szybko się zmienia, a szczególnie ten między Bugiem a Odrą, że dzisiaj media są rzeczywiście czwartą władzą i wielu dziennikarzy ma często nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż sami politycy. Czasem dziwię się niektórym, że chcą iść do polityki, bo będąc obecnym w mediach np. jako ekspert, mają większy wpływ na wybory Polaków – na kształtowanie naszych umysłów – niż politycy.

– W czasie kampanii wyborczej ten wpływ na wybory polityczne Polaków widać znacznie wyraźniej...

Mariusz Książek/Niedziela

– Zawsze tak jest w kampanii. Ale mam wrażenie, że obecnie wielu dziennikarzy przekroczyło dawniej nieprzekraczalną granicę. Kiedyś nie zdarzały się sytuacje, żeby znany dziennikarz angażował się już nie tylko w popieranie jakiegoś polityka, ale w zbieranie podpisów pod jego kandydaturą! Najbardziej smutne jest dla mnie jednak to, że nie dla wszystkich to, o czym teraz mówię, jest oczywiste. Wielu dziennikarzy krytykuje takie zachowania, ale równie wielu postępuje podobnie lub nie widzi w tym nic nagannego i tłumaczy np., że dziennikarz jest też obywatelem. Dziennikarz opisujący politykę takich rzeczy nie może robić. Więc to też pokazuje, że obecnie media są jak najbardziej czwartą władzą. Mają ogromny wpływ na rzeczywistość.

– A więc są w Polsce dwa wrogo nastawione do siebie plemiona, które dysponują własnymi mediami. Naprawdę liczą się tylko politycznie zaangażowani dziennikarze?

– To jest bardzo trudne pytanie, bo zależy, jak się na to spojrzy. Zwolennicy jednej partii będą dziennikarzy, którzy próbują być obiektywni, nazywać propagandystami, bo uznają, że tylko „nasi” dziennikarze są obiektywni, zwłaszcza jeśli ujawnią afery partii, której nie lubimy. I odwrotnie. Zwolennicy tamtej drugiej partii powiedzą to samo o mediach przeciwników. Niektórzy tak mocno się okopali na tych stanowiskach, że straszliwie trudno jest się wznieść, niczym dron, ponad to i ocenić sprawę obiektywnie...
Ale powiem coś jeszcze – mam wrażenie, że nasi odbiorcy zmienili się również w szerszej perspektywie i chcą słuchać i czytać tylko „swoich”. Dla przykładu: dziś czytelnicy pani pisma nie wezmą do rąk „Newsweeka” i odwrotnie – czytelnicy „Newsweeka” uznają, że czytanie „Niedzieli” im uchybia, jest jak plama na honorze...
Dziś widzowie takiej czy innej telewizji w dużej mierze już nawet nie chcą wyważonego stylu dziennikarstwa z dzieleniem włosa na czworo. Dla nich tzw. symetryści to frajerzy, którzy nie opowiedzieli się jeszcze po jednej czy drugiej politycznej stronie. Odbiorcy, szczególnie stacji telewizyjnych czy niektórych czasopism społeczno-politycznych, które już dawno zostały nazwane tygodnikami tożsamościowymi, nie oglądają tej drugiej stacji, nie czytają tej drugiej gazety. Czasem, gdy dziennikarz usiłuje być zbyt obiektywny, traci nawet na znaczeniu – bo jest, zdaniem widza czy czytelnika jednej ze stron, zbyt miękki, wahający się...

– A zatem czego odbiorca oczekuje od dziennikarza? Że powie mu to, co chce usłyszeć?

– Coraz częściej tak. Ale przede wszystkim chce krwi, oczywiście, w cudzysłowie. Chce emocji, a nie nudnej dyskusji. Na pewno nie oczekuje programu, w którym dzieli się włos na czworo. Woli, by dziennikarz przybił do ściany tych, których nie lubi. Więc gdy dziennikarz stara się być obiektywny i wyważony, staje się dla wielu odbiorców nijaki, czyli po prostu niewiarygodny.

– To na czym polega dobre dziennikarstwo? Rozmawiałam niedawno z młodymi dziennikarzami, którzy przekonywali mnie, że dziś dziennikarz musi być przede wszystkim szybki i efektywny...

– Bo musi! Każdy dziennikarz musi opanować w pierwszej kolejności szybkość i efektywność. To nie są już czasy, że gdy coś ustalano rano na kolegium, to do wieczora to obowiązywało. Dzisiaj to, co ustali się rano, już w południe jest nieaktualne, a wieczorem ma wartość archiwalną. Dzisiaj trzymanie ręki na pulsie jest nieporównywalnie trudniejsze niż kiedyś, dlatego że wydarzenia się dzieją nieporównywalnie szybciej. Na tych 12 czy 15 platformach internetowych newsy pojawiają się co kilka sekund. Kiedyś się czekało, co napiszą w gazetach albo co powiedzą wieczorem w wiadomościach, dzisiaj ludzie mają to on-line na portalach i w mediach społecznościowych. Politycy często omijają dziennikarzy „bajpasem” i wrzucają swój komentarz na Twittera, Facebooka czy innego komunikatora, dając w ten sposób do zrozumienia, że już nie potrzebują dziennikarzy, żeby się komunikować ze światem...

– Zapytam więc ponownie o dobre dziennikarstwo...

– Dziennikarz, moim zdaniem, musi być przede wszystkim ciekawy świata, innych opinii, musi umieć słuchać – nawet, a może przede wszystkim tych, z którymi się nie zgadza. Nawet jeśli mówią rzeczy niezgodne z jego światopoglądem. To jest dzisiaj bardzo trudne, choćby ze względu na te bębny informacyjne, które nadają nieustannie, i to z wielu stron.
Podstawa to umiejętność słuchania i dyskusji bez atakowania rozmówcy. Tymczasem ktoś, kto nie atakuje, nie jest agresywny, dziś uważany jest za słabego.

– A co z dziennikarstwem refleksyjnym, pogłębionym, co z reportażem, zwłaszcza tym literackim, z wywiadem, analizą jakiegoś zjawiska?

– Gdybyśmy w tej chwili zapytali kogoś na ulicy, czym jest dziennikarstwo, odpowiedziałby zapewne, że informacją. A przecież dziennikarstwo ma wiele barw, gatunków... Z przykrością przyznaję, że te inne gatunki mają coraz mniejsze grono odbiorców. I są to raczej odbiorcy, nazwijmy ich, dojrzali i wyrobieni. Dam przykład – Telewizja Polska cały czas pokazuje Teatr Telewizji o bardzo dobrej porze, w tzw. prime time... Ale teatr i tak przegrywa z popularnym serialem, kabaretem czy koncertem muzycznym. Ludzie nie mają dziś ochoty, nie mają sił ani czasu na oglądanie programów wymagających uwagi czy jakiegoś przygotowania. Oczywiście, Teatr Telewizji nadal – dzięki Bogu – ma ogromną widownię i oglądalność może największą w tej części Europy, ale zmęczeni ludzie wolą obejrzeć koncert z gwiazdami, kabaret czy ulubiony serial, a nie Teatr Telewizji czy widowisko nawet bardzo znanego reżysera. Ludzie się zmieniają, więc trzeba iść za widzem, za czytelnikiem. Trzeba czuć jego zapotrzebowanie. Bo inaczej nasza praca nie miałaby sensu.

– Kiedyś się mówiło, że telewizja kształtuje gust odbiorcy. A kto kształtuje gust ludzi od telewizji?

– Telewizja już chyba nie kształtuje gustów... Bo dziś to wszystko odbywa się w internecie. Mam trójkę dzieci i widzę, że one wszystko mają w telefonie komórkowym albo na tablecie. I to są serwisy, blogi, wpisy ich bohaterów, o których my, ludzie w średnim wieku, nie mamy zielonego pojęcia. I to one, a nie z całym szacunkiem media tzw. tradycyjne, kształtują gust młodego pokolenia. Telewizja, prasa i radio są ważne, ale nie są jedyne w tym kształtowaniu naszych gustów czy decyzji. To się bezpowrotnie skończyło. Znów posłużę się przykładem. Dla ludzi w średnim wieku i starszych w tym sezonie wyznacznikiem zachowań, tematem rozmów i komentarzy był serial „Zniewolona”. Ale w tym samym czasie młodzi ludzie mogą nie wiedzieć nawet, o co chodzi. Coraz więcej młodych nie ma w domu telewizora, bo nie jest im do niczego potrzebny. Nie słuchają radia, bo muzyki słuchają tylko ze specjalnych platform. Gdy zobaczą urywek jakiegoś programu w internecie, podkreślam – urywek, wtedy być może będą chcieli zobaczyć więcej, ale najczęściej ten fragment im wystarczy. Nieraz spotykam się z tym w mojej pracy dziennikarskiej, że młodych interesuje tylko atrakcyjny fragment. Na szczęście TVP ma portal internetowy, który umieszcza to, o czym mówimy i dzięki temu idzie to dalej w świat. Miałem ostatnio niezwykłego gościa – Żyda polskiego pochodzenia, który ocalał z Zagłady. Był 1 września na trybunie honorowej w Warszawie obok prezydenta RP, prezydenta Niemiec i wiceprezydenta USA. W moim programie powiedział bardzo stanowczo, że Niemcy nie mają co przepraszać, tylko mają nam zapłacić odszkodowania za wojenne zbrodnie, bo przeprosiny to za mało. Gdyby nie media społecznościowe, ten mocny przekaz usłyszałoby pewnie tylko dojrzałe pokolenie. Dzięki portalowi internetowemu TVP ta wypowiedź dotarła także do młodych, zmieniając – być może – ich punkt widzenia czy światopogląd.

– Jest Pan dziennikarzem ponad dwadzieścia lat. Na ile w tym czasie zmienił się sposób uprawiania dziennikarstwa?

– Zmienili się bardzo ludzie, niestety, na niekorzyść. Bywa, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. To smutne, bo mam wrażenie, że dzisiaj dziennikarze toczą ze sobą mocniejsze boje polityczne niż sami politycy.
Poszły też w dół standardy. Kiedyś uczono mnie, że każdą informację trzeba sprawdzić dwa razy, i to w różnych źródłach, nim się ją opublikuje. Dzisiaj nikt niczego już nie sprawdza. Nikt się w takie rzeczy nie bawi, bo każdy chce być pierwszy. Jak będzie pierwszy, to będzie cytowany i nagradzany. Zyska uznanie, co w tym zawodzie jest arcyważne.
Drugą, znacznie groźniejszą chorobą dziennikarską, są dziś tzw. fake newsy, czyli zwyczajne kłamstwa. Dawniej nie miało prawa coś takiego się zdarzyć. Obecnie fake newsów używa się powszechnie, żeby kogoś obrzucić błotem, zniszczyć, złamać mu życie. Odkręcanie tego potem jest bardzo trudne, bo nikt nie będzie czytał sprostowań, natomiast wszyscy w nieskończoność będą powtarzać raz wyprodukowane bzdury... Proszę sobie przypomnieć, że niedawno poważny portal internetowy podał kłamliwą informację, okraszając ją jeszcze bardziej kłamliwym zdjęciem, na którym Donald Trump zamiast przyjechać do Polski grał w golfa w Irlandii. Okazało się, że to było zdjęcie sprzed 6 lat. Zupełnie niedawno jeszcze takie rzeczy robili wyłącznie internauci amatorzy, a dziś poważna redakcja. To czego mamy oczekiwać od odbiorców? Dlatego coraz częściej powtarzam, że dziś każdy musi nauczyć się czytać media, bo inaczej coraz trudniej będzie nam dostrzec, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

– A nie ma Pan ochoty rzucić tego wszystkiego i zacząć np. utrzymywać się z pisania książek?

– Tak... Miałem, i to niejeden raz od samego początku dziennikarskiej pracy. Ale mam rodzinę na utrzymaniu (śmiech), a z pisania książek w Polsce się nie wyżyje. Miewam takie momenty, ale potem... no właśnie. Jeżeli ktoś ma mocną duchowość, to wie, że wszystko jest po coś. Nawet najtrudniejsze wydarzenia w życiu, momenty załamania czy zawahania może są po to, żeby zdać sobie sprawę, że jestem dobry w tym, co robię, a złe głosy podpowiadają, żebym odszedł i rzucił wszystko. Wielu by pewnie tego chciało... Po mnie przyjdą inni, pozostaje pytanie: czy lepsi?
Dziennikarstwo to zawód wymagający wielkiego wysiłku intelektualnego i emocjonalnego. Każdy zawód twórczy, a dziennikarstwo jest takim zawodem, wymaga wyrzeczeń. Trzeba sprostać wyzwaniom w życiu zawodowym i prywatnym. I pewne rzeczy się gubi, czasem bezpowrotnie. Może przyjść chwila, że nie zechcą mnie już w redakcji, a w rodzinie już mnie nie rozpoznają... Wielu ten błąd popełnia, nie dbając o dom.

– Łatwiej jest dziennikarzowi wierzącemu w Boga?

– Trudniej, bo wierzący więcej od siebie wymaga, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Na wiele spraw w pracy patrzę przez pryzmat grzechu i teraz wiele osób, które będą to czytały, powie: – Przecież ty grzeszysz codziennie... A ja sobie myślę, że grzeszę jak każdy, bo każdy z nas jest słaby. Mój zysk polega na tym, że mogę sobie zdać z tego sprawę, przyznać się do grzechu, wyspowiadać się i poprawić. Rozmawiałem kiedyś ze znanym, czyli często krytykowanym politykiem, i zapytałem, czy nie ma dość takiego życia. A on mi odpowiedział, że choć nieraz chciał rzucić politykę, zawsze przypominało mu się, że jest Ktoś ważniejszy, Kto nadaje głębszy sens jego wysiłkom, i to w znacznie dalszej perspektywie niż kilka dni czy tygodni. Mogę się pod tym podpisać. Wszystkie te trudne emocjonalne chwile traktuję jako element próby, sprawdzian, czy się zachowam przyzwoicie, czy nie, czy stanę po stronie prawdy, czy kłamstwa. Moi oponenci być może pukają się w tej chwili w głowę, ale mówię to szczerze. Tylko wiara pomogła mi wytrwać w tym zawodzie, inaczej dawno bym zwariował. Pomogła przejść przez najtrudniejsze chwile życia. Wiara i rodzina, a to się w jakimś sensie łączy, to moje fundamenty. Bez nich byłbym innym człowiekiem, innym dziennikarzem.

CZYTAJ DALEJ

Bp Greger: prawda o Auschwitz nie powinna nas dzielić

2020-01-26 20:27

[ TEMATY ]

Auschwitz

Grzegorz Jakubowski/KPRP

„Prawda o tym, co się wydarzyło za drutami niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau nie powinna nas w żaden sposób dzielić” – podkreślił bp Piotr Greger, który 26 stycznia przewodniczył Mszy św. w intencji ofiar obozu Auschwitz i żyjących byłych więźniów obozu w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy.

W modlitwie „o Boże błogosławieństwo i zdrowie” dla byłych więźniów w przeddzień 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu KL Auschwitz-Birkenau, wziął udział prezydent RP Andrzej Duda z małżonką Agatą. W Eucharystii uczestniczyło około 30 byłych więźniów obozu, przedstawiciele lokalnej społeczności Oświęcimia i pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Centrum Dialogu i Modlitwy, a także była premier Beata Szydło.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

Biskup nawiązał w swej homilii do sytuacji podzielonego wewnętrznie Kościoła w Koryncie. Opis tego kryzysu znajduje się w czytanym dziś fragmencie Pawłowego 1 Listu do Koryntian. Kaznodzieja zwrócił uwagę, jak ważne jest, by starać się dążyć do zgody.

„Jest sprawą nie podlegającą dyskusji, że każda wspólnota sama musi podjąć wysiłek organizacyjny, zobowiązana jest do sprawiedliwego dzielenia zadań, a równocześnie musi podjąć kroki przezwyciężające wszystkie próby rozbicia jedności” – wyjaśnił i dodał, że równie ważna jest umiejętność odczytywania przeszłości – by mówić o historycznych faktach „w sposób prawdziwy, bez jakichkolwiek zafałszowań, zbędnych komentarzy czy niepotrzebnych interpretacji”.

„Refleksja historyczna zawsze obecna jest, a przynajmniej powinna być, w każdej społeczności. Czasem przybiera postać prymitywnej propagandy i manipulacji, niekiedy bywa próbą zmierzenia się ze sprawami tak trudnymi, jak przerażająca oraz pełna przestrogi historia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i wielu innych podobnych miejsc na świecie” – stwierdził.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

„Prawda o tym, co się wydarzyło za drutami niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, zbudowanego na obrzeżach Oświęcimia, nie powinna nas w żaden sposób dzielić. Ofiara życia tych ludzi, poprzedzona okrutnym męczeństwem, niech się stanie siłą jednoczącą współczesne społeczeństwo, nie tylko żyjące nad Wisłą. Przekaz o tym nieludzkim świecie adresowany do współczesnego człowieka musi być jasny i jednoznaczny” – podkreślił hierarcha i wskazał, że najwięcej do powiedzenia w tej sprawie powinni mieć „ci, którzy tę gehennę przeżyli”. „Oni wiedzą o tym najlepiej, ich wiedza jest , oni tego nie wyczytali z książek, oni o tym nie usłyszeli o innych, oni tego doświadczyli ” – dodał duchowny i powtórzył, że „nigdy i nigdzie, a zwłaszcza w ich obecności, nie wolno o tych wydarzeniach kłamać”.

Zaapelował, by „w imię jedności międzyludzkiej” mówić o faktach. „Im więcej wobec faktów zamieszania, kombinowania, manipulacji czy dopowiedzeń, tym dalej jesteśmy od czystych faktów. O historii trzeba nam zawsze i wszystkim mówić jednym głosem, zgodnie z zaistniałymi faktami. Inaczej będziemy doświadczać nikomu niepotrzebnego podziału, o którym z bólem pisze św. Paweł, mając na uwadze troskę o jedność w Kościele korynckim” – zauważył.

Biskup przypomniał na koniec, że jedność i zgoda „to nie tylko nasza ludzka sprawa, to również wielkie pragnienie kochającego nas bezgranicznie, miłosiernego Boga”.

Z biskupem przy ołtarzu modlili się: kapelan prezydenta RP ks. Zbigniew Kras, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, dziekan oświęcimski ks. kan. Fryderyk Tarabuła, proboszcz oświęcimskiej parafii św. Maksymiliana ks. Mariusz Kiszczak, ks. Jan Nowak oraz ks. Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy, a także franciszkanie konwentualni – gwardian klasztoru w Harmężach o. Piotr Cuber oraz o. Jan Maria Szewek z Krakowa.

Modlitwę wiernych przeczytała była więźniarka KL Auschwitz Jadwiga Wakulska z Lublina, która urodziła się w Auschwitz-Birkenau we wrześniu 1944 roku. Zaraz po urodzeniu została zabrana matce do eksperymentów, jakich dokonywał niemiecki oficer SS i lekarz obozowy Josef Mengele. Zbrodniarz wkraplał dziecku chemiczne krople do oczu, a następnie wstrzykiwał za uchem bakterie ropnicy, od których dziecko dostało wrzodów na całym ciele. Dzięki wyzwoleniu obozu, cierpienie dziewczynki się zakończyło i w ten sposób ocalała.

Akompaniament muzyczny podczas liturgii zapewnił Chór św. Maksymiliana w Harmężach, który zaśpiewał m.in. tradycyjne polskie kolędy.

Za modlitwę i uczestnictwo we Mszy św. podziękował na koniec dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau Piotr M.A. Cywiński.

Obchody 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau rozpoczną się w poniedziałek na terenie Miejsca Pamięci od zapalenia zniczy i złożenia wieńców pod Ścianą Straceń w byłym obozie Auschwitz I.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję