Reklama

Historia

Droga od beztroski do tragedii...

Nowa książka Małgorzaty i Jana Żarynów ukazuje Polskę roku 1939

Dla Polski rok 1939 był przedziwny, a przede wszystkim tragiczny. Agresja Niemiec na nasz kraj 1 września, a następnie Związku Sowieckiego – 17 września spowodowała śmierć milionów rodaków; zamordowano również prężnie rozwijającą się II Rzeczpospolitą. Ten straszny rok kojarzy nam się zatem głównie z początkiem II wojny światowej.

Zanim jednak doszło do tego wielkiego kataklizmu, Polska wciąż dynamicznie się rozwijała. W styczniu polski pilot Tadeusz Góra został uhonorowany najwyższym odznaczeniem szybowniczym przyznawanym przez Międzynarodową Federację Lotniczą. W lutym w Zakopanem odbyły się narciarskie mistrzostwa świata; w tym samym czasie z oficjalną wizytą w Polsce przebywał Reichsführer-SS Heinrich Himmler, który niecałe 7 miesięcy później stał się katem polskiego narodu...

Konflikt zbrojny wisiał w powietrzu, ale życie przecież toczyło się dalej. Jeszcze 26 sierpnia na Jasnej Górze zebrało się ponad 100 tys. pielgrzymów. Pewna Polka zapisała w swym pamiętniku: „Dwa miesiące letnie we Francji upłynęły w przyjemnej atmosferze – miałam wrażenie, że żyję w antrakcie dramatu. Wojna, która w pierwszych dniach lipca wydawała się nieunikniona, została znów odsunięta w czasie, choć trudno było się łudzić, że jej wybuch może nie nastąpić”.

Reklama

Nastąpił, i to z zabójczą siłą, choć Polska dzielnie się broniła w kampanii wrześniowej, czego symbolami stały się obrona Westerplatte, Poczty Polskiej w Gdańsku czy Wizny. Wehrmacht oraz Armia Czerwona już na samym początku wojny dopuściły się licznych zbrodni na Polakach. Kradziono polski majątek, niszczono zabytki, miasta i wsie.

O tym wszystkim opowiadają Małgorzata i Jan Żarynowie w książce „Rok 1939. Od beztroski do tragedii” (wyd. Biały Kruk). W wartkiej literackiej narracji rekonstruują tamten czas, przypominają najważniejsze wydarzenia, z zapomnienia wyciągają mniej znane fakty. Opisując i komentując ważne historyczne epizody, pozwalają nam zrozumieć kontekst tamtej epoki, w której Polska odegrała główną rolę. Liczne, starannie dobrane ilustracje pozwalają czytelnikowi doskonale się wczuć w zupełnie wyjątkową atmosferę tamtego tragicznego dla Polski roku.

„Dziś wiemy, że II wojna światowa była zjawiskiem w swoim odhumanizowaniu, okrucieństwie, barbarzyństwie nieporównywalnym do niczego znanego wcześniej. Dlatego dziwimy się czasem, że ówcześni Polacy jeszcze sierpień 1939 mogli powitać «niefrasobliwie», czyniąc plany na przyszłość” – wyjaśnia prof. Jan Żaryn. W swojej książce autorzy tłumaczą wiele paradoksów tego przedziwnego czasu. Ich subiektywny wybór wydarzeń zamieszczonych w publikacji wiele mówi natomiast o atmosferze roku, który zmienił historię świata.

Małgorzata i Jan Żarynowie, „Rok 1939. Od beztroski do tragedii”. 312 stron, twarda oprawa. Więcej na bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/rok-1939-od-beztroski-do-tragedii .

2019-08-27 12:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

105 lat temu do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego

2020-08-05 07:29

[ TEMATY ]

historia

CBN Polona

Wojska niemieckie w Warszawie. 09.08.1915. Źródło: CBN Polona

105 lat temu, 5 sierpnia 1915 r., do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego. Dzień ten oznaczał koniec rosyjskiego panowania, a jednocześnie początek nowej okupacji. Mieszkańcy miasta z niepewnością spoglądali w przyszłość.

O poranku 5 sierpnia 1915 r. mieszkańców Warszawy zbudził huk, którego miasto nie słyszało w swojej dotychczasowej historii. Wojska rosyjskie w odstępie kilkudziesięciu minut wysadziły wszystkie warszawskie mosty na Wiśle. Pierwszy zniszczony został oddany do użytku dwa lata wcześniej Most im. Cesarza Mikołaja II, nazywany przez warszawian „trzecim mostem” lub „mostem Poniatowskiego” (w 1913 przypadała setna rocznica śmierci księcia Józefa). Godzinę później, tuż po siódmej rano, eksplodowały ładunki wybuchowe na Moście Aleksandryjskim (Kierbedzia). Na koniec wybuchł most kolejowy przy Cytadeli – jedyne tego typu połączenie zachodniej i wschodniej części miasta.

W tym czasie niemal całość sił rosyjskich była już na Pradze. Świadkowie wydarzeń z 5 sierpnia wspominają, że eksplozje obudziły garstkę rosyjskich oficerów, którzy ostatnią noc w Warszawie spędzali w luksusowych hotelach. Prawdopodobnie wpadli w ręce Niemców. Ich obecność była już tylko obiektem żartów warszawskiej ulicy, która zapomniała, że dokładnie rok wcześniej Rosjanie wyruszający na front żegnani byli kwiatami i postrzegano ich jako „naszych”, którzy idą walczyć z niemieckim barbarzyństwem.

Po raz pierwszy od kapitulacji wojsk powstańczych w 1831 r. Warszawa była wolna. Już w nocy z 4 na 5 sierpnia władzę w lewobrzeżnej stolicy przejął Komitet Obywatelski Warszawy pod przewodnictwem księcia Zdzisława Lubomirskiego. Ulice patrolowała Straż Obywatelska. Po głównych arteriach jawnie defilowali członkowie tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. W kontekście brutalności tej wojny może zaskakiwać oburzenie, z jakim „Tygodnik Ilustrowany” informował, że ostatni rosyjski prezydent miasta Aleksander Müller pozostawił Lubomirskiemu środki na zaledwie dwa miesiące funkcjonowania stolicy. Prawdopodobnie dzięki wpływom Lubomirskiego Rosjanie zrezygnowali z zastosowania taktyki spalonej ziemi w pełnej skali. Wbrew planom nie zniszczyli gazowni, elektrowni ani centrali telefonicznych. Ich łupem padało jednak wyposażenie fabryk i ich robotnicy, których tysiące przymusowo ewakuowano na wschód.

Niewielkie straty przyniosły cztery niespokojne dni, które nastąpiły po 5 sierpnia. Rosjanie opuścili tylko lewobrzeżną Warszawę i z Pragi prowadzili ostrzał drugiego brzegu. Pociski wybuchały m.in. na Krakowskim Przedmieściu i placu Zamkowym. Miasto atakowały również rosyjskie samoloty. Mieszkańcy znali już niebezpieczeństwo ataku z powietrza. W minionych miesiącach niemieckie samoloty i sterowce bombardowały strategiczne punkty miasta, m.in. dworce kolejowe oraz Cytadelę.

Wszystkie wspomniane znienawidzone nazwy rosyjskie, nadawane na cześć monarchów mieniących się w swojej tytulaturze „królami Polski”, niemal natychmiast odeszły w niepamięć. W kolejnych miesiącach i latach podobny los miał spotkać inne symbole rosyjskiego panowania – nazwy ulic, pomniki, szyldy, niemal wszystkie prawosławne świątynie i bizantyńską architekturę. Z miasta zniknęły też tysiące jego mieszkańców – wojskowych, urzędników, nauczycieli, profesorów ewakuowanych uczelni i duchownych prawosławnych. „Popłoch między Rosjanami umykającymi na Pragę był tak wielki, że furgony, na których uciekali, nie mogły pomieścić wszystkich zbiegów. Obok dygnitarzy sądowych, częstokroć bez czapek na głowach, sadowili się ich woźni, sołdaci bez broni, żony czynowników z dziećmi. Nierzadko na tych furgonach spostrzegano trzodę chlewną, stosy bochenków razowego chleba, sprzęty domowe, malowidła świętych dźwigane przez popów. Wszystko to przedstawiało groteskowy obraz strwożonej, tchórzliwej gromady, szukającej ratunku w ucieczce przed groźnym, żądnym zemsty i łupów wrogiem” – opisywał publicysta i historyk Aleksander Kraushar w krótkim dziele „Warszawa podczas okupacji niemieckiej 1915–1918. Notatki naocznego świadka”.

Początek okupacji wcale nie przypominał dumnego zajęcia przez zwarte i niepokonane siły armii słynącej z dyscypliny. Około południa przy rogatkach Warszawy pojawiły się pierwsze patrole niemieckie. „Miało się przed sobą gromady niezgrabnych, zgłodniałych, brudnych, w zabłoconych butach i szarawarach żołdaków, którym z oddalenia przypatrywały się liczne rzesze mieszkańców, niepewne losu, jaki miał spotkać zajętą bez walki stolicę” – pisał Kraushar. Niemcy dostrzegając fatalny stan higieny rosyjskich żołnierzy, spodziewali się, że mieszkańcy do spraw czystości przykładają równie niewielką wagę. W pierwszych dniach na murach Warszawy pojawiły się nawet skierowane do niemieckich żołnierzy informacje, w których ostrzegano przed takimi zagrożeniami jak choroby weneryczne. Jak pisał Kraushar, po kilku dniach niemieccy oficerowie „odłożyli szpicruty” i nieco przyjaźniej patrzyli na zajęte miasto i jego mieszkańców. Doceniali także warszawskie restauracje, kawiarnie i domy publiczne.

W ciągu kolejnych trzech lat Niemcy nie wzbudzili zbyt wielkiej sympatii. Dominowały nieufność i dystans. Jednak w przeciwieństwie do wielu zakątków Królestwa Polskiego nie posuwali się do represji wobec ludności cywilnej lub grabieży własności prywatnej. Jednak do ostatnich dni okupacji prowadzili rabunkową politykę gospodarczą.

Warszawa pod rosyjskim panowaniem była miastem bogacącym się i coraz bardziej dostatnim. Pierwsze miesiące wojny wzbogaciły wielu robiących interesy na dostawach dla armii rosyjskiej. Tuż po wkroczeniu wojsk niemieckich przed sklepami pojawiły się kolejki, szalała inflacja i spekulacja cenami podstawowych produktów. Na ulicach przebywało również wielu żebraków, często byłych robotników pozbawionych zatrudnienia. Spadł także ruch uliczny. Nowi okupanci rekwirowali wozy, konie i nieliczne samochody. Ku zadowoleniu mieszkańców rozpoczęli też zacieranie śladów rosyjskiego panowania. Ich łupem padł pozłacany, miedziany dach Soboru św. Aleksandra na placu Saskim. Do jesieni 1917 r. zburzono rosyjskie pomniki – m.in. Iwana Paskiewicza, który stał przed Pałacem Namiestnikowskim, i wyjątkowo znienawidzony pomnik oficerów-lojalistów poległych w Noc Listopadową na placu Jana Henryka Dąbrowskiego (wówczas plac Zielony). Niemcy uważali, że likwidacja carskich monumentów zapewni im sympatię Polaków. Złom z pomników i cerkwi zasilał zaś ich przemysł wojenny.

W 1915 r. w Niemczech ukazała się książka politologa Friedricha Naumanna „Mitteleuropa”. Jej myślą przewodnią było stworzenie wielkiej strefy państw Europy Środkowej uzależnionych gospodarczo i militarnie od zwycięskich państw centralnych. Polska, Ukraina i kraje bałtyckie miały się cieszyć niezależnością kulturową i administracyjną. Koncepcja Naumanna szybko zyskała przychylność niemieckich kręgów politycznych. Szybko zdali sobie sprawę, że przepędzenie Rosjan nie przysporzy im sympatii Polaków i konieczne są kolejne kroki mające przygotować grunt pod powołanie uzależnionego od Berlina i Wiednia państewka polskiego.

Już 15 listopada 1915 r. w obecności niemieckiego gubernatora gen. Hansa von Beselera zainaugurowano rok akademicki na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym roku miejsce Warszawskiego Instytutu Politechnicznego Cesarza Mikołaja II zajęła Politechnika Warszawska. 3 maja 1916 r., w 125. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, ulicami stolicy przeszła gigantyczna manifestacja patriotyczna. Była to pierwsza legalna uroczystość tego rodzaju od upadku Powstania Listopadowego. W sierpniu tego samego roku pod murami Cytadeli odsłonięto kamień i krzyż upamiętniające Romualda Traugutta i pozostałych członków Rządu Narodowego. W teatrach wystawiano dramaty zakazane pod panowaniem rosyjskim. Wielką popularnością cieszyła się m.in. „Noc listopadowa” Stanisława Wyspiańskiego. Każdy spektakl poprzedzało odśpiewanie „Boże, coś Polskę”. W kinach pojawiały się sensacyjne romanse, takie jak „Ochrana warszawska i jej tajemnice”. Warszawianie wykorzystywali te gesty okupantów, ale wciąż patrzyli na nich z ogromną nieufnością. O tej postawie decydowała nie tylko „tradycyjna” niechęć wobec Niemców, ale również przeświadczenie, że ewentualny pokój może oznaczać powrót Rosjan i zemstę na zwolennikach współpracy z Niemcami. Dopiero pod koniec 1917 r. zagrożenie to przestało być realne.

Zaufania nie wzbudzały też pełne obłudy przemówienia niemieckich polityków. W sierpniu 1915 r. kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann Hollweg w przemówieniu przed Reichstagiem powiedział, że okupacja Warszawy zwiastuje początek nowej ery współpracy polsko-niemieckiej. Podkreślał również swój szacunek wobec polskiej walki z rusyfikacją. Tymczasem warszawianie i pozostali mieszkańcy ziem polskich okupowanych przez Niemców mieli w świeżej pamięci zniszczenie Kalisza oraz prześladowania polskich uczniów w zaborze niemieckim.

Nieco lepiej w kontaktach z polskimi elitami radził sobie generał-gubernator warszawski von Beseler. Udało mu się wynegocjować powstanie Tymczasowej Rady Stanu i Rady Regencyjnej w składach reprezentujących stosunkowo duży autorytet społeczny. Wbrew naciskom niemieckiego dowództwa, głównie niechętnych mu Paula von Hindenburga i Ericha Ludendorffa, nie widział jednak większych szans na powołanie polskiej armii, która mogłaby odegrać w tej wojnie jakąkolwiek rolę. W liście do kanclerza Rzeszy stwierdził, że Polacy mogą być jedynie siłą policyjną odciążającą wojsko niemieckie.

Symbolem polsko-niemieckiej nieufności była zorganizowana przez Beselera uroczystość ogłoszenia Aktu 5 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie. Niemcy musieli wykonać ogromy wysiłek, aby polska prasa poddana cenzurze pisała o „wskrzeszeniu Polski” z entuzjazmem, a sama koncepcja odbudowy państwa pod skrzydłami Niemiec cieszyła się choćby ograniczonym poparciem polskich elit. Aleksander Kraushar wyraził opinię przytłaczającej większości obserwatorów tej uroczystości – Beseler był postrzegany tylko jako nieco „lepsza wersja” rosyjskich urzędników, którzy wykorzystywali sale Zamku Królewskiego od prawie stu lat. „Ukryta w kącie sali niemiecka orkiestra wojskowa odegrała +Boże, coś Polskę+ i „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ogarnęło nas wszystkich dziwne uczucie. Byliśmy świadkami aktu o doniosłym znaczeniu pierwszego kroku w stronę wolności. Przywracano nam część naszej ojcowizny […] jednakże pod czujną strażą, która mogła przemienić się w najgroźniejsze jarzmo, jakie nam nałożono. Cała ta scena, historyczna sala, tłum polskich notabli, aroganckie postaci teutońskich najeźdźców, ukochane pieśni narodowe grane przez niemieckich maruderów – czyż nie był to jakiś koszmar senny” – opisywał jeden z uczestników uroczystości.

Co ciekawe, także w Niemczech Akt 5 listopada, mimo że w krótkiej perspektywie nie niósł istotnych konsekwencji politycznych, wywołał ogromną krytykę i zmasowany atak konserwatywnych polityków na Beselera. Powtarzano, że Niemcy powinni walczyć wyłącznie we własnym interesie, a nie oddawać zdobyte ziemie Polakom. Beseler zdawał sobie sprawę, że jego polityka ustępstw przysparza mu wrogów i nie daje gwarancji powodzenia. „Mój Boże, jak ci ludzie są podejrzliwi! Ale trudno się temu dziwić po stuletniej niewoli” – zapisał, tłumacząc swoje stosunki z polskimi politykami. W prywatnych rozmowach z Polakami dodawał: „Wszyscy jesteście poetami”. Wyrażał w ten sposób swój dystans wobec polskiego romantyzmu i rzekomego braku umiejętności skutecznego zarządzania państwem.

Zimą 1916 r. Niemcy zdobyli się na kolejny symboliczny gest. 1 grudnia do Warszawy wkroczyły Legiony Polskie. Miały to być potwierdzenie realizacji zamiaru powołania armii polskiej i kolejna manifestacja mająca zjednać mieszkańców miasta i całego Królestwa Polskiego do idei współpracy z Niemcami. Mimo że Legioniści byli pierwszą od 85 lat polską formacją wojskową defilującą na ulicach Warszawy, to nie wzbudzili spodziewanego entuzjazmu. Dominowały obojętność lub ostrożne zaciekawienie. „Coś chwytało za gardło i oczy przesłaniało chmurą. Czyli to przeszłość zmartwychwstaje i błyska, aby znów zgasnąć, czyli to zwiastuny wolności, ci nasi spod innego znaku, niegdyś tak potępieni” – zapisała Maria Lubomirska, żona prezydenta stolicy ks. Zdzisława Lubomirskiego.

W roku 1917 uwagę mieszkańców przyciągały kryzys przysięgowy i strajk studentów uczelni warszawskich, którzy domagali się zapewnienia przez władze pełnej autonomii Uniwersytetu i Politechniki. Dla niemal wszystkich głównym celem było jednak przetrwanie. Warunki życia w mieście pogarszały się z każdym miesiącem przybliżającym koniec wojny.

Pokój brzeski z lutego 1918 r., który oddawał część ziem wschodnich Królestwa Polskiego Ukrainie, ostatecznie skompromitował ideę odbudowy państwa w oparciu o porozumienie z Niemcami. Polacy nie zaprzepaścili jednak kolejnych kilku miesięcy i kontynuowali budowę instytucji państwowych . Gdy w listopadzie 1918 r. kończyła się trwająca trzy lata okupacja niemiecka, w Warszawie funkcjonowały polskie szkolnictwo, organizacje polityczne, rząd, sądy, zaczątki administracji państwowej, samorządowej i armii. Postawa zupełnie załamanego Beselera, a także niemal wszystkich zrewoltowanych niemieckich żołnierzy i oficerów, którzy pragnęli tylko powrotu do domów, zadecydowały o niemal bezkrwawym końcu niemieckiego panowania w stolicy. Niewiele ponad dwie dekady później część mieszkańców miasta spodziewała się, że nowa okupacja niemiecka będzie co najwyżej nieco surowsza od tej, której symbolem był generał- gubernator Beseler. Z perspektywy doświadczeń lat I wojny światowej niemiecki terror lat 1939–1944 był jednak niewyobrażalny.

CZYTAJ DALEJ

Dwóch księży i raper parodiują znany hit "Przejmujemy jutuby"

2020-08-07 10:30

[ TEMATY ]

muzyka

muzyka chrześcijańska

youtube.com/wzn

"Przejmujemy jutuby" po katolicku? Teraz to możliwe!

Heres i Piotrek z grupy Wyrwani Z Niewoli wraz z dwoma księżmi Adamami nagrali katolicką wersję znanego hitu. Jak brzmi on z chrześcijańskimi wartościami na pierwszym planie? Posłuchajcie!

Jak piszą twórcy przeróbki:

Stworzenie oryginału piosenki „Przejmujemy jutuby”: jej nagranie, teledysk i montaż zajęło 24h. My podjęliśmy się wyzwania stworzenia parodii, która w całości zajęła nam 10h, ale jakby wiadomo nam było łatwiej.

Mamy nadzieję, że ta PARODIA dostarczy Wam uśmiechu i trochę przemyśleń.

Pax et bonum. Dzięki, że jest Was coraz więcej

Kocham Boga! Jezu dziękuje za to,że stworzyłeś takich wspaniałych ludzi!! - czytamy w komentarzach pod utworem

CZYTAJ DALEJ

Kubica i Marszałek ścigali się w barwach Orlenu z okazji setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej

Robert Kubica na lądzie, a Bartłomiej Marszałek na wodzie – tak wyglądał wyścig zorganizowany z inicjatywy PKN Orlen dla uczczenia setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Wyniki poznamy 15 sierpnia.

Unikalny wyścig odbył się w niedzielę rano w centrum Warszawy. Robert Kubica zasiadł za kierownicą bolidu Formuły 1, a Bartłomiej Marszałek – pierwszy Polak w Formule F1 H2O, czyli najwyższej klasie zawodów motorowodnych – kierował bolidem motorowodnym.

„PKN ORLEN angażuje się w projekty, które upamiętniają najważniejsze wydarzenia historyczne. Chcemy docierać z przekazem do jak najszerszej grupy odbiorców, w tym szczególnie do młodego pokolenia” – tak komentował wydarzenie Daniel Obajtek, prezes zarządu PKN ORLEN.

„Składamy hołd bohaterom Bitwy Warszawskiej – która wpłynęła nie tylko na historię Polski, ale i całej Europy – w ciekawej, współczesnej odsłonie, angażując naszych czołowych sportowców” – dodał.

orlen.pl

Robert Kubica po wyścigu nie krył zadowolenia. „Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę się ścigał z motorowodnym bolidem F1H2O, na dodatek w Warszawie. Bardzo podobał mi się format naszej rywalizacji z Bartkiem Marszałkiem” - powiedział. „Muszę też przyznać, że mój rywal poprzeczkę zawiesił wysoko, ale wyniku naszej rywalizacji jeszcze nie zdradzę” - zastrzegł.

„Dzisiaj miało miejsce coś niesamowitego, współczesny Cud nad Wisłą” – skomentował Bartłomiej Marszałek. „Dla mnie jest to wspaniała możliwość oddania hołdu dla ludzi, którzy przelali krew i dzięki którym żyjemy w takim pięknym kraju” – zaznaczył.

Obaj kierowcy wystąpili w specjalnie malowanych kaskach. Projekt grafiki na kask dla Bartłomieja Marszałka przygotował Amadeusz Mierzwa. Autorem wzoru malowania na kask dla Roberta Kubicy oraz identyfikacji wizualnej wydarzenia jest wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Patryk Hardziej.

Wyścig w sercu Warszawy nie został wcześniej zapowiedziany, a cały projekt utrzymywany był w ścisłej tajemnicy. Z wydarzenia powstała bogata relacja filmowa i zdjęciowa.

Autorem muzyki do finalnej wersji nowego filmu wizerunkowego jest jeden z najbardziej rozpoznawanych na świecie współczesnych polskich kompozytorów Radzimir Dębski, pseud. Jimek.

„To bardzo symboliczne, że ci wszyscy ludzie spotykają się razem, żeby upamiętnić Cud nad Wisłą. Moim zadaniem jest to, żeby oprawa muzyczna tego wydarzenia napawała nas pozytywną emocją” – powiedział. „Będą i elementy nowoczesne, i orkiestrowe fragmenty, będzie wysokie tempo” – zdradził Radzimir Dębski.

Obok polskich przedstawicieli świata Formuły 1, gościnny udział w wydarzeniu wzięła również Orlen Grupa Akrobacyjna Żelazny, która na niebie wykonała flagę Polski. „Dla nas to wielka chwila, wcześniej wykonywały to tylko ekipy wojskowe” – powiedział płk Krzysztof „Szopa” Szopiński. „Była pełna koncentracja z racji lotu nad Wisłą, do tego koordynacja z przejazdem Roberta Kubicy i przepłynięciem Bartka Marszałka. Cieszymy się, że to wszystko się udało” – podkreślił.

W ramach upamiętnienia rocznicy Grupie Żelazny towarzyszył Boeing 737 „Marszałek Józef Piłsudski” należący do Polskich Sił Zbrojnych.

Relacja z nietypowego wyścigu i towarzyszących mu wydarzeń zostanie zaprezentowana w mediach społecznościowych PKN ORLEN w sobotę 15 sierpnia o godz.: 11:30.

Źródło: Centrum Prasowe

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję