Reklama

Wiadomości

Przemilczane skandale

Jeffrey Epstein – geniusz finansowy, miliarder, filantrop... pedofil

Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

pedofilia

skandal

polya_olya – stock.adobe.com

Jeffrey Epstein, oskarżony o wykorzystywanie seksualne nieletnich kobiet i prostytucję, popełnił 10 sierpnia br. samobójstwo w więzieniu w Nowym Jorku. W USA sprawa odbiła się szerokim echem, bo chodzi o osobę bardzo znaną w świecie nie tylko finansów, ale także polityki, rozrywki i nauki. W Polsce o aferze Epsteina prawie nie wspomniano, może dlatego, że w naszym kraju pedofile niekapłani, czyli ponad 99 proc. przypadków, nie intersują większości mediów.

System

Skandal wybuchł w 2005 r., kiedy matka 14-letniej dziewczyny z Palm Beach złożyła na policji oskarżenie o molestowanie swojej córki przez miliardera. Dochodzenie FBI doprowadziło do zidentyfikowania 5 następnych ofiar pedofila i odkrycia dobrze zorganizowanego systemu prostytucji. Dochodzenie dziennikarskie natomiast, przeprowadzone przez lokalną gazetę „Miami Herald”, ujawniło, że 80 kobiet było nękanych przez finansistę. Jedna z dziewcząt, która odmówiła seksu z Epsteinem, została przez niego zgwałcona – nie poszła na policję po „przeprosinach” w formie tysiąca dolarów w gotówce. Przez lata dziesiątki ofiar milczały w zamian za pieniądze. Według policji, Epstein zwabiał biedne dziewczynki, wykorzystując ich potrzeby finansowe. W 2006 r. policja w Palm Beach wysunęła przeciwko niemu oskarżenia, ale pozostał on praktycznie bezkarny dzięki amerykańskiemu prawu, tzw. non prosecution deal, na mocy którego prokurator zgadza się nie ścigać oskarżonego w zamian za jego zobowiązanie do niepopełnienia przestępstwa powtórnie. Porozumienie z prokuratorem wynegocjował zespół prawników – supergwiazd (najsłynniejszy z nich to Alan Dershowitz, dobry znajomy Epsteina). Prokuratorem Florydy był Alexander Acosta i to on wydał wyrok skazujący Epsteina jedynie na 13 miesięcy więzienia, w procesie, w którym za wykorzystywanie seksualne i gwałty na nieletnich groziła mu kara kilkudziesięciu lat za kratkami. Prawdę mówiąc, kara była symboliczna, bo skazanemu pozwalano spędzać 16 godzin dziennie poza więzieniem. Acosta został następnie ministrem pracy w administracji Donalda Trumpa. Gdy ponownie wybuchł skandal z Epsteinem, w lipcu br. podał się do dymisji.

Reklama

Główną oskarżycielką Epsteina jest Virginia Roberts Giuffre, która oświadczyła, że była nieletnią „niewolnicą seksualną” i zmuszano ją do współżycia seksualnego z ważnymi osobistościami, znajomymi finansisty, w tym z księciem Yorku Andrzejem, synem królowej Anglii. Książę utrzymywał kontakty z Epsteinem również po wybuchu skandalu.

Potęga mediów

Bardzo ważną rolę w skandalu pedofilsko-prostytucyjnym odegrała Ghislaine Maxwell, najmłodsza córka brytyjskiego magnata medialnego Roberta Maxwella. Jej pozycja społeczna wynikała nie tylko z roli jej ojca, ale przede wszystkim z przyjaźni z księciem Andrzejem. Po śmierci ojca Ghislaine przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, zamieszkała na Manhattanie i wykorzystawszy swoje znajomości z bogatymi ludźmi, rozpoczęła działalność w sektorze nieruchomości. Tu poznała Epsteina i zaczęła się z nim spotykać. Została jego kochanką, choć ich romantyczne relacje nie trwały długo. I tu stała się rzecz dziwna – gdy Ghislaine odkryła, że człowiek, którego kochała, ma upodobanie do nieletnich dziewcząt, nie zakończyła z nim znajomości, lecz sama zadbała o „dostarczanie” mu ich do towarzystwa. W tym celu zorganizowała całą grupę – w jej skład wchodziły Sarah Kellen, która „zajmowała się listą dziewcząt”, Lesley Groff, która organizowała podróże, oraz Nadia Marcinkova, dawna „niewolnica seksualna”, która została rekruterką. Był to zespół kobiet, które pracowały nad zadowalaniem seksualnych apetytów i perwersji finansisty. Do podróży seksualnych wykorzystywany był również prywatny samolot Epsteina, wielki boeing 727 o znaczącej nazwie – „Lolita Express”. Z tego samego samolotu korzystali jego wpływowi przyjaciele – Bill Clinton podróżował nim 12 razy, m.in. w 2002 r., kiedy to udał się do Afryki, aby wziąć udział w kampanii przeciwko AIDS.

Inny aspekt

O życiu seksualnym pedofila Epsteina moża się dowiedzieć z zeznań Virginii Roberts Giuffre, ale chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt osobowości miliardera, o którym możemy przeczytać w artykule opublikowanym 31 lipca w „New York Timesie” o bardzo wymownym tytule: „Jeffrey Epstein miał nadzieję zaszczepić rasę ludzką swoim DNA” („Jeffrey Epstein hoped to seed human race with his DNA”). Okazuje się, że miliarder był przekonany o wyjątkowości swoich genów i marzyło mu się, by przekazać swoje DNA ludzkości. W związku z tym miał niezwykłe marzenie – na swoim ogromnym rancho „Zorro” w stanie Nowy Meksyk chciał zapłodnić 20 kobiet. Te marzenia Epsteina odzwierciedlają jego fascynację transhumanizmem, tzn. nauką „ulepszania” ludzkości za pomocą takich technologii jak inżynieria genetyczna i sztuczna inteligencja. Krytycy uważają transhumanizm za współczesną wersję eugeniki; dyskredytują go jako próbę ulepszania rasy ludzkiej, wyhodowania „nadczłowieka”. Epstein bynajmniej nie krył się ze swoimi przekonaniami i dyskutował na ten temat z grupą wybitnych naukowców, którzy byli gośćmi w jego rezydencjach. Wśród nich znaleźli się: fizyk Murray Gell-Mann (odkrywca kwarka), laureat Nagrody Nobla; fizyk teoretyczny i autor bestsellerów Stephen Hawking (12 stycznia 2015 r. „Daily Telegraph” opublikował zdjęcia zmarłego już fizyka w rezydencji Epsteina na wyspie St. James, jednej z jego dwóch wysp prywatnych, która przejdzie do historii jako „wyspa pedofilii”); paleontolog i biolog ewolucyjny Stephen Jay Gould; neurolog i autor bestsellerów Oliver Sacks; inżynier molekularny George M. Church, który pracował nad „ulepszeniem” genów ludzkich; fizyk teoretyczny Frank Wilczek, laureat Nagrody Nobla. Przynętą dla niektórych naukowców były pieniądze miliardera, którego było stać na finansowanie ich badań i projektów. Dla przykładu – Epstein przeznaczył w 2003 r. 6,5 mln dol. na realizowany na Uniwersytecie Harvarda „The Program for Evolutionary Dynamics”. Niektórzy spośród profesorów przyznali się, że mimo powagi przestępstw seksualnych, których dopuścił się Epstein, perspektywa otrzymania funduszy ich „oślepiła” i skłoniła do brania na poważnie jego pseudonaukowych mrzonek.

Reklama

O poglądach Epsteina świadczy jego zachowanie na jednym ze spotkań na Harvardzie, podczas którego finansista skrytykował plan ograniczenia głodu na świecie; tłumaczył, że zwiększy to ryzyko przeludnienia na planecie. Pewnie uważał, że dzieci – jeżeli już się rodzą – powinny mieć jego DNA.

Warto opowiedzieć historię Epsteina, by przypomieć wszystkim, że ludzi takich jak on są miliony: w samej tylko Europie ofiarami nadużyć pada ponad 18 mln nieletnich, a za każdym z nich kryje się oprawca; ok. 3 mln ludzi uprawia „turystykę seksualną” do biednych krajów, by wyżywać się seksualnie na dzieciach. Kto o nich pisze? Kto ich ściga? Kto robi o nich reportaże czy filmy? W Polsce są dziennikarze i filmowcy, którzy obłudnie i cynicznie ograniczają dramat pedofilii do nadużyć popełnionych przez kapłanów. Może i tym „selektywnym” obrońcom dzieci warto poradzić, by przestali być zaściankowi i prowincjonalni, a zajęli się takimi przypadkami, jak „sprawa Epsteina”. Wystarczy się skontaktować z dziennikarką „Miami Herald” Julie K. Brown, która zidentyfikowała 80 kobiet molestowanych w młodości przez miliardera – może należałoby nakręcić film z ich świadectwami? Może ci, którzy żądali dymisji polskich biskupów – ba, całego episkopatu – za ukrywanie domniemanych nadużyć kleru na nieletnich, powinni się też zająć profesorami Harvardu, którzy przymykali oko na „słabość” miliardera do dziewczynek w zamian za otrzymywane od niego fundusze? Obawiam się jednak, że tego nie zrobią, bo w przypadku „równiejszych” pedofilów obowiązuje ich zasada: „Tylko nie mów nikomu”.

2019-09-17 14:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szef Państwowej Komisji ds. pedofilii: im większe będą naciski, aby jakąś sprawę zostawić, tym bardziej będziemy się nią zajmować

2020-11-27 12:40

[ TEMATY ]

pedofilia

gov.pl

Im bardziej ktoś będzie naciskał, żebyśmy jakąś sprawę zostawili, tym mocniej będziemy się nią zajmować. Znam sprawy medialnie głośne. Jeśli będą one do nas zgłaszane przez odpowiedni organ, to kwestia czy ktoś nosi sutannę o takim czy innym kolorze lub inny strój, jest nieistotna - deklaruje w wywiadzie dla KAI dr hab. Błażej Kmieciak, przewodniczący Państwowej Komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii. Zapowiada też działania edukacyjne i współpracę z organizacjami pozarządowymi oraz instytucjami kościelnymi zajmującymi się wsparciem ofiar przemocy seksualnej.

Poniżej tekst wywiadu:

KAI: W jakim celu powstała Państwowa Komisja ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15?

Błażej Kmieciak: Myślę, że uświadomiliśmy sobie jako społeczeństwo, że każda przemoc seksualna jest zła i każda przemoc seksualna powoduje niepojęte konsekwencje. Natomiast ta, która dotyczy wykorzystania dziecka, osoby często całkowicie kruchej i bezbronnej, jest szczególnym rodzajem zła. I choć tego typu przypadków z perspektywy kryminologicznej pewnie nie jest znacznie więcej niż innych rodzajów przestępstw – choć tego do końca nie mogę sprawdzić – to jednak jest to ten rodzaj czynu prawnie i etycznie złego, który powinien się spotkać ze zdecydowaną reakcją państwa.

KAI: O przestępstwach seksualnych wobec dzieci, bez względu na środowisko, z którego pochodzi sprawca, słyszymy od dawna, ale Państwowa Komisja powstała dopiero w tym roku. Dlaczego tak się stało?

- Może dlatego, że usłyszeliśmy głos ofiar, także za pośrednictwem mediów. Ofiary opowiadają o piekle, którego doświadczyły.

KAI: Mam wrażenie, że skoro powołano Komisję, to gdzieś powstała refleksja, że obowiązujące do tej pory procedury w prawie cywilnym, a być może także w systemach wewnątrzkościelnych, są niewystarczające?

- Mamy tu do czynienia z dwoma poziomami. Jest poziom przepisów prawnych, ustaw i wszelkiego rodzaju regulacji oraz poziom praktyki. Mamy coraz lepsze prawo karne dotyczące odpowiedzialności karnej za czyn pedofilski. Natomiast także doświadczenie różnego rodzaju instytucji w krajach zachodnich pokazuje, że jest bardzo ważne, aby istniało miejsce poświęcone osobom pokrzywdzonym, które w pewnym sensie specjalizuje się we wsparciu tej grupy osób. Z perspektywy wiktymologicznej doświadczenie przemocy seksualnej pozostawia u dziecka ten rodzaj strasznych szkód na całe życie, które wymagają odrębnego spojrzenia także przez organy państwa.

KAI: Jak doszło do tego, że zaproponowano Panu przewodniczenie Komisji?

- Jestem pedagogiem specjalnym i teoretykiem prawa. Byłem Rzecznikiem Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego. Naukowo zajmuję się prawem medycznym, habilitowałem się z dziedziny praw dziecka. W połowie maja br. Rzecznik Praw Dziecka zaproponował mi członkostwo w Państwowej Komisji. W okresie przed samym ślubowaniem, gdy już byłem jej członkiem, zostałem zapytany o to, czy rozważyłbym objęcie funkcji przewodniczącego i wyraziłem na to zgodę, mając świadomość, jak ważne jest nie tylko uruchomienie działań samej Komisji, ale także stworzenie Urzędu Państwowej Komisji, dzięki któremu może ona realizować swoje ustawowe obowiązki.

KAI: Przed powstaniem Komisji dużo było krytyki dotyczącej opieszałości jej tworzenia, potem niebotycznego budżetu, niejasnych kompetencji wobec instytucji już zajmujących się przestępstwami pedofilii, wreszcie wątpliwości czy członkowie Komisji mają wykształcenie i doświadczenie adekwatne do materii, jaką mają się zajmować. Jak dziś pan odpowiada na tę krytykę?

- Od czterech miesięcy pracuję na co dzień z pozostałymi członkami Komisji. Gdy pojawiły się kolejne obostrzenia związane z pandemią, rozpoczęliśmy pracę w trybie zdalnym. Członkowie Komisji to osoby, które mają ogromne kompetencje zawodowe, pozwalające im zasiadać w tym gremium. Wydaje mi się, że wszystkie siedem osób uzupełniają się w różnych kompetencjach i doświadczeniach. Jeśli chodzi o krytykę, która pojawia się na różnych poziomach: politycznym, prawnym, społecznym – ona jest tak wielowątkowa, że pewnie można by napisać solidny artykuł na ten temat. Byłem krytykowany jako przewodniczący Komisji za to, że jej nie było, a potem, że jest; albo za różne miejsca, w których pracowałem. Jeśli za jakiś czas pojawi się krytyka merytoryczna dotycząca naszych działań, to wtedy dużo chętniej będę poświęcał na nią czas. Na razie jest ona oparta na komentarzach a nie na faktach.

KAI: A nie ma Pan wrażenia, że gdyby nie filmy braci Sekielskich to Państwowa Komisja ds. pedofilii jeszcze długo nie zostałaby powołana?

- Prawo powstaje bardzo często niejako przy okazji pojawiania się istotnych emocji. Są takie przepisy prawne, które są z tym mocno związane. Na pewno ustawa o Państwowej Komisji powstała w związku z tym, że – jak już wspomniałem – jako społeczeństwo usłyszeliśmy głos ofiar, a na pewnym etapie nawet krzyk rozpaczy, co widać było chociażby w pierwszym filmie braci Sekielskich „Nie mów nikomu” w historii ofiary jednej z osób duchownych. Jako socjolog prawa mogę powiedzieć, że dla mnie jest całkowicie zrozumiałe to, iż ustawa powstaje na fali emocji. Im częściej ją czytam, im dłużej jestem członkiem i przewodniczącym Komisji i im więcej razy rozmawiam z innymi jej członkami, tym bardziej mam świadomość, że to bardzo dobrze, że te emocje w społeczeństwie są. W jakich okolicznościach powinna powstawać ustawa? To pytanie, na które ja faktograficznie nie mogę odpowiedzieć. Żyjemy w takiej, a nie innej rzeczywistości, w której powstała taka, a nie inna ustawa, na bazie której chcemy jak najrzetelniej pracować. Natomiast jeśli społeczeństwo dostrzega krzyk, ból i cierpienie ofiar przemocy seksualnej, to według mnie był to bardzo dobry moment, żeby parlament – w tym przypadku jego znacząca większość – zdecydował o stworzeniu ustawy o Komisji.

KAI: Jaka jest skala zjawiska pedofilii w Polsce?

- Bardzo trudno jest podawać w tym obszarze dane statystyczne. Wiemy, że np. w połowie maja 2019 r. karę pozbawienia wolności za przestępstwa seksualne dokonane na osobach poniżej lat 15 odsiadywało blisko 900 osób. Pamiętajmy jednak, że mówiąc o przestępstwie pedofilii, odnosimy się nie tylko do sytuacji, w której sprawca wykorzystał seksualnie dziecko. Przestępstwem tym jest również zdarzenie polegające np. na zmuszaniu dziecka do oglądania treści pornograficznych. Obawiam się, i przeraża mnie to bardzo, że nigdy w pełni nie poznamy skali dramatu i cierpienia dzieci doświadczających piekła molestowania seksualnego.

KAI: Ustawa określa szereg kompetencji Państwowej Komisji ds. pedofilii. Co w rzeczywistości będziecie mieli prawo robić?

- Działania Komisji opierać się będą o dwa najważniejsze, wyartykułowane w ustawie, piony: prawny i edukacyjno-prewencyjny, czasami nazywany przeze mnie psychospołecznym. Ten pierwszy skupia się przede wszystkim na kwestiach przyjmowania zgłoszeń dotyczących przestępstwa pedofilii, czyli przemocy seksualnej i czynów seksualnych kierowanych wobec dzieci poniżej lat 15. Obejmuje też kwestię problemów związanych z tym, iż organ albo osoba, która była zobligowana do zawiadomienia organów ścigania o podejrzeniu dokonania przestępstwa pedofilii, nie uczyniła tego. Trzecią kwestią jest zagadnienie przestępstw, które uległy przedawnieniu. Takimi sprawami, które będą do nas kierowane przez prokuraturę, Komisja również będzie się zajmować.

Pion edukacyjno-prewencyjny będzie miał za zadanie przede wszystkim badanie zjawiska, jakim jest przemoc seksualna. Z czego ona wynika? Kto jest sprawcą? Jakie są źródła takiego działania? Jak temu przeciwdziałać? Jakie formułować rozwiązania systemowe, aby ofiar przemocy seksualnej było jak najmniej?

KAI: Na czym mają polegać działania edukacyjne? Jakieś kampanie społeczne? Współpraca z organizacjami pozarządowymi?

- To działanie jest dla nas naturalnym i koniecznym. Jest w Polsce bardzo dużo organizacji, które od lat pomagają tym, którzy potrzebują pomocy. Jako Komisja widzimy w sobie potrzebę bycia swoistym rzecznikiem praw osób pokrzywdzonych. Ustawa o tym stanowi, natomiast nasze wsparcie jest też po to, aby naprawić niesprawiedliwość, która kiedyś spotkała te osoby. Taka niesprawiedliwość może polegać na tym, że dana osoba nie miała lub nie ma wsparcia w postępowaniu sądowym; że ktoś zignorował jej płacz i krzyk, a nawet, że ktoś kiedyś stwierdził, że żadnej sprawy nie było. To jest nasze działania zmierzające do tego, aby sprawca poniósł odpowiedzialność.

Dziś wsparcie przez organizacje pozarządowe osób pokrzywdzonych jest ogromne. W Kościele jest to Centrum Ochrony Dziecka czy inicjatywa „Zranieni w Kościele”, natomiast wśród organizacji niekościelnych mamy np. Fundację „Dajemy Dzieciom Siłę” lub fundacje lokalne, jak choćby Fundacja „Życie” w Łodzi, która świetnie pomaga w kilku punktach interwencyjnych osobom, które doświadczyły przemocy seksualnej. Na pewno zatem będziemy proponowali wspólne działania. Nie działamy bowiem dziś, jutro czy pojutrze. Członkowie Komisji zostali wybrani na siedmioletnią kadencję. Natomiast wierzę głęboko, że Urząd Państwowej Komisji będzie trwał, bo ma być tym specjalnym organem pomocy.

KAI: Rzeczywiście, głos ofiar i perspektywa spojrzenia na daną sprawę ich oczami, także w Kościele, jeszcze do niedawna nie był tym, który słyszało się najgłośniej.

- Tego głosu nie było. Mam wrażenie, że w ogóle mylono pojęcia. Kiedyś o. Adam Żak SJ, koordynator KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży powiedział, że już sama kwestia słów i zwrotów, jakie są używane w tej przestrzeni, także przez osoby duchowne, jest nieprecyzyjna. W przeszłości mylono różnego rodzaju zachowania seksualne. Nie było ponadto tego, co nazywam „wyobraźnią cierpienia”. Potocznie nazywa się to empatią, ale chodzi o coś zupełnie innego. To nie jest tylko współodczuwanie, ale wyobrażenie sobie chociażby trochę, jak cierpiały te osoby. Pamiętam wypowiedź jednej z kobiet w filmie braci Sekielskich, która opowiedziała dokładnie o złu, jakiego doświadczyła ze strony kapłana, którego po latach spotkała. To jest tego rodzaju ból, który został wykrzyczany i który być może stał się symbolicznym kamieniem węgielnym dla pojawienia się Komisji. Ta perspektywa jest dla każdego z nas w Komisji ważna. Ten rodzaj zranienia jest może szczególnie bolesnym, gdyż dotyczy kogoś, komu się szczególnie zaufało, powierzając mu często sekrety własnej duszy.

KAI: Czy komisja planuje inspirowanie jakichś programów prewencji w instytucjach państwowych mających na celu edukację?

- Jak najbardziej. Mamy nadzieję na współprace w tym zakresie z urzędami odpowiadającymi m.in. za kształtowanie polityki edukacyjnej, zdrowotnej oraz społecznej.

KAI: Czy planowana jest jakaś narodowa strategia ochrony dzieci i młodzieży? O taką strategię wielokrotnie upominał się choćby o. Adam Żak.

- Ten pomysł był już podnoszony kilka lat temu w ramach narodowej strategii walki z przemocą kierowaną wobec dzieci. Nie mam wiedzy dotyczącej systemowych działań w zakresie Pana pytania. Mam jednak wrażenie – jest to pewien pozytyw - że nagłośnienie dramatu, jaki doświadczają osoby będące w dzieciństwie ofiarą przemocy seksualnej, jest pierwszym krokiem do poważnych dyskusji nad takim programem.

KAI: Osoba podejrzewana o popełnienie przestępstwa pedofilii była duchownym, ale już nie żyje. Takie sprawy wchodzą w orbitę zainteresowania Komisji?

- Trzeba by sobie wyobrazić sytuację, w której prokuratura przekazuje Komisji sprawę osoby zmarłej. Nie wyobrażam sobie tego typu sytuacji pod kątem formalno-prawnym. Z perspektywy całego systemu prawnego organ sądowy lub quasi-sądowy nie zajmuje się takimi sprawami.

KAI: Ale w sprawach dotyczących Kościoła Komisja będzie występowała o dostęp do akt kościelnych?

- Na pewno kwestia dostępu do dokumentów kościelnych jest dla nas szczególnie istotnym zagadnieniem, które będzie związane z naszą, mam nadzieję, współpracą z instytucjami takimi jak Episkopat. Sprawy dotyczące przeszłości, w ustawie o Państwowej Komisji są dedykowane problemowi wpisu do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, którego jako Komisja mamy prawo dokonywać. Nie mamy prawa ani my, ani żaden znany mi organ państwowy, dokonywać tam wpisu osób zmarłych.

Sprawy historyczne są jednak jak najbardziej istotne i na pewno będziemy bardzo otwarci na głos osób, które w przeszłości doświadczyły przemocy ze strony takiej czy innej osoby, w tym także osoby duchownej, oraz jeżeli uzyskamy zaufanie takiej osoby i zechce ona z nami na ten temat porozmawiać. Ponadto będziemy też inicjować – choć nie ma jeszcze dokładnie opracowanej formuły takiego działania – spotkania z osobami, które doświadczyły przemocy. Mamy jednak świadomość, że musimy przede wszystkim zdobyć ich zaufanie.

KAI: Jak będzie w tym kontekście wyglądała współpraca z Konferencją Episkopatu Polski?

- Na pewno będziemy chcieli się spotkać z osobami odpowiedzialnymi w Kościele za wsparcie dla ofiar przemocy seksualnej. Jestem przekonany, że wspólnie mamy różne pomysły i one będą wypracowane i na pewno zostaną ogłoszone, bo ta kwestia jest na pewno istotna dla opinii publicznej. Jako Komisja mamy już pewne pomysły i w najbliższym czasie chcemy doprowadzić do takiego spotkania.

KAI: Chodzi o współpracę zarówno z Biurem Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży oraz Fundacją Świętego Józefa, które zajmują się wsparciem osób pokrzywdzonych, jak i Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum, podejmującym m.in. zadania szkolenia instytucji kościelnych w zakresie prewencji?

- Wszystkie te instytucje były nam znane już na etapie organizowania pracy urzędu Państwowej Komisji. Podjęliśmy solidną pracę analityczną, jeśli chodzi przede wszystkim o rozpoznawanie obszarów, w których możemy współdziałać. Nie powiem teraz, z którymi konkretnie instytucjami jako pierwszymi rozpoczniemy rozmowy i współpracę - musimy tę decyzję podjąć wspólnie jako Komisja - ale one w najbliższym czasie się odbędą.

KAI: Czego państwo w zakresie prewencji i ochrony dzieci i młodzieży może się nauczyć od Kościoła? To Kościół jest na razie najbardziej zaangażowaną w Polsce instytucją w walkę z pedofilią.

- Nie chcę stawiać obecnie diagnoz w tym obszarze. W żadnej mierze nie unikam odpowiedzi. Będąc jednak naukowcem, w tym socjologiem, uważam, że przedstawienie rzetelnej opinii jest możliwe dopiero po dogłębnym zbadaniu tematu. My taki proces już jako Komisja odbywamy od kilku miesięcy. Pierwszym etapem prezentowania wniosków będzie raport w lipcu 2021 r. Myślę, że wówczas nasza perspektywa będzie znacznie szersza.

KAI: Komisja rozpoczęła 24 listopada zbieranie zgłoszeń. Jakieś konkretne sprawy już wpłynęły?

- Wpłynęło kilka spraw. Są to sprawy dotyczące zarówno przemocy seksualnej popełnionej przez osoby, które były bliskie ofierze, jak i te dotyczące nie tak bliskich kontaktów. Te sprawy są już analizowane pod kątem formalnym, ewentualnych braków formalnych w dokumentach. Urzędnicy Komisji będą je w najbliższym czasie przedstawiać członkom Komisji do zapoznania się i podjęcia stosownych dalszych działań, choćby związanych z powiadomieniem organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

KAI: Tło tych pierwszych spraw jest kościelne?

- Jest także sprawa związana z osobą duchowną.

KAI: A wiadomo już, która z tych spraw będzie rozpatrywana jako pierwsza?

- Analizujemy na bieżąco przyjęte sprawy, działamy zespołowo. Sprawy, które do nas przychodzą w związku z przestępstwem, które miało miejsce w ostatnim czasie, do których możemy dołączyć np. jako oskarżyciel posiłkowy, są analizowane na bieżąco przez Komisję. Podejmowane są i będą stosowne działania, w tym np. powiadomienie organów ścigania, jeśli dostrzeżemy taką konieczność.

Mamy też drugi rodzaj spraw – te dotyczące przedawnienia, które będą do nas kierowane przez prokuraturę. I tu, jeśli będzie ich kierowanych dużo, być może zajdzie potrzeba potraktowania ich według kryterium kolejności wpływu. Na razie jednak żadna taka sprawa nie została nam przekazana.

KAI: Taką sprawą, gdyby wpłynęła za sprawą prokuratury, mogłaby być sprawa jednego z duchownych ze Szczecina, opisywana od ponad dziesięciu lat przez media?

- Na temat konkretnych spraw, w postaci nazwisk takich czy innych osób, wolałbym się nie wypowiadać z racji ostrożności procesowej. Jeżeli jest postanowienie prokuratora o umorzeniu postępowania z racji przedawnienia, to prokurator kieruje tę sprawę do nas. Czy ta sprawa będzie dotyczyć osoby duchownej czy świeckiej, bliskiej lub dalekiej wobec ofiary, jest w tym przypadku kwestią drugorzędną i nie wpływa bezpośrednio na kwestie procesowe.

KAI: Podobnie odpowie pan w przypadku ewentualnego zainteresowania Komisji sprawą poruszoną w niedawnym reportażu "Don Stanislao" w TVN24?

- Odpowiem dokładnie tak samo. Żeby była jasność: znam na bieżąco informacje medialne dotyczące tych i innych spraw, które są głośne i oczywiście trudno mówić, żebym o nich nie myślał, natomiast komentować ich w żaden sposób nie zamierzam. Może się bowiem zdarzyć, że któraś z tych spraw do nas trafi, potem ktoś znajdzie wypowiedź przewodniczącego Komisji dla KAI i mógłby mi zarzuć postawienie się po którejś ze stron. Z racji zatem ostrożności procesowej konkretnych spraw medialnych komentować nie będę. Jeżeli będą one spełniały przesłanki ustawowe i zostaną zgłoszone przez odpowiedni organ, to kwestia czy ktoś nosi sutannę o takim czy innym kolorze lub nosi taki czy inny strój, jest nieistotne.

KAI: Pańskim zdaniem, wgląd zarówno do akt prokuratorskich i sądowych, jak i kościelnych nie będzie dla Komisji stanowił problemu?

- Z mocy ustawy mamy prawo wglądu do akt toczącego się postępowania. Jako przewodniczący mam prawo zadać pytanie prokuraturze i sądowi oraz poprosić o informacje dotyczące takiego postępowania. Mamy również prawo być oskarżycielem posiłkowym, co jest szczególnie istotne na etapie procesu sądowego. Osoba pokrzywdzona jest oczywiście reprezentowana przez swojego pełnomocnika, natomiast oskarżyciel posiłkowy występujący z ramienia Państwowej Komisji jest osobą, która w sposób szczególny wspiera ofiarę.

KAI: W przypadku akt kościelnych Komisja mogłaby np. usłyszeć, że istnieje zagrożenie przekroczenia gwarantowanej przez Konkordat autonomii Kościoła?

- Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w praktyce. Jeśli takie sytuacje będą się zdarzać i zauważymy, że takie działania w sposób wyraźny godzą w dobro osób poszkodowanych, wtedy na pewno będziemy w sposób głośny interweniować, także poprzez powiadomienie organów i instytucji, które stanowią bezpośredni nadzór nad daną osobą lub instytucją, która odmawia dostępu do akt.

KAI: Komisja - jak wskazuje ustawa - ma być organem niezależnym od innych organów władzy państwowej. Nie ma zagrożenia, że jej poszczególni członkowie lub jako całość będzie wolna od nacisków, aby jakąś sprawę „zostawić w spokoju” lub choćby spowolnić prace nad nią?

- Mamy w Komisji takie przeświadczenie, że im bardziej ktoś będzie naciskał, żebyśmy jakąś sprawę zostawili, to tym mocniej będziemy się nią zajmować.

KAI: Dziękuję za rozmowę

CZYTAJ DALEJ

Andrzejki Jana Pawła II

2020-11-30 16:38

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

andrzejki

ks. Stefano Occelli

Dla Jana Pawła II dzień 30 listopada był dniem szczególnym – w tym dniu świętował imieniny kard. Andrzeja Marii Deskura, swojego najbliższego przyjaciela w Watykanie. Ich przyjaźń zaczęła się podczas studiów w Krakowskim Seminarium Metropolitalnym.

Następnie ich drogi życiowe rozeszły się, gdyż Deskur kontynuował studia teologiczne za granicą i został wyświęcony na kapłana we Francji (1950 r.), po czym zaczął pracę w Kurii Rzymskiej. Ich przyjaźń odnowiła się w czasie Soboru Watykańskiego II – Wojtyła był Ojcem Soboru a Deskur pracownikiem watykańskim.

Gdy w 1978 r. rozpoczynało się drugie tamtego roku konklawe, bp Deskur miał wylewu krwi do mózgu i został przewieziony do rzymskiej polikliniki Gemellego. Nazajutrz po wyborze Jan Paweł II pojechał do szpitala, aby odwiedzić ciężko chorego Przyjaciela.

Gdy bp Deskur wrócił do domu na wózku inwalidzkim, otrzymał od Ojca Świętego list, który zaczynał się od słów: „Teraz wiesz, jaka jest Twoja misja w Kościele…”. Miała to być misja modlitwy za Jana Pawła II i jego pontyfikat, którą kard. Deskur pełnił sumiennie przez 27 lat.

W czasie całego pontyfikatu byli ze sobą w ciągłym kontakcie i spotykali się, na ile pozwalały na to zajęcia Ojca Świętego. W każdą niedzielę kard. Deskur był gościem Papieża na obiedzie w Pałacu Apostolskim, gdzie świętowali też razem imieniny Jana Pawła II.

Natomiast stało się tradycją, że 30 listopada to Ojciec Święty odwiedzał przyjaciela w jego apartamencie w Pałacu San Carlo.

W pokoju stołowym apartamentu nie było za dużo miejsca więc na imieninowy objad, obok Papieża, zapraszano jedynie kilka osób, z reguły papieskich sekretarzy. Kardynał, chociaż poruszał się na wózku inwalidzkim, witał Papieża w drzwiach mieszkania, po czym razem przechodzili do małej kaplicy na modlitwę. Objad był zawsze okazją do przyjacielkich rozmów w wesołej atmosferze, bo kard. Deskur, podobnie jak Jan Paweł II, miał wiekie poczucie humoru i bawił swoich gości dowcipnymi anegdotami.

Jan Paweł II spędził ostatnie andrzejki ze swym przyjacielem 30 listopada 2004 r. Papież miał już duże trudności z przemieszczaniem się i dlatego postanowiono zorganizować objad imieninowy w papieskim apartamencie, gdzie jest wiecej miejsca. Kard. Deskur mógł na niego zaprosić swoich przyjaciół. Były to ostatnie andrzejki, które kard. Deskur spędził ze swym przyjacielem, Janem Pawłem II. Z tego imieninowego objadu zachowało się zdjęcie, które przekazał mi sekretarz kardynała, ks. Stefano Occelli. Niestety, nie widać na nim kard. Deskura, który siedział naprzeciw Papieża.

ks. Stefano Occelli

Kim był dla Papieża Andrzej Maria Deskur najlepiej świadczy jego osobisty list wysłany do kardynała, gdy skończył 80 rok życia, chociaż prawdę mówiąc były to 20. urodziny kardynała (urodził się 29 lutego, więc jego dzień urodzin pojawiał się w kalendarzu raz na cztery lata).

Oto jego treść: „W dniu, w którym dziękujesz Bogu za osiemdziesiąt lat życia, jednoczę się z Tobą w modlitwie uwielbienia za wszelkie dobro, jakie w tym czasie zrodziło się dzięki Jego łasce. Tobie zaś samemu dziękuję przede wszystkim za te ostatnie dwadzieścia pięć lat, w których towarzyszysz mojej posłudze na Stolicy Piotrowej w wyjątkowy sposób: przez ofiarę cierpienia znoszonego w cichym oddaniu Chrystusowi i Jego Matce, w wytrwałej modlitwie i w duchu miłości do Kościoła oraz przez szczerą przyjaźń i braterską radę. Niech Twoje urodziny będą też okazją do wyrażenia wdzięczności za wszystko to, czego z Bożą pomocą zdołałeś dokonać jako kapłan, biskup i kardynał. Nie sposób tego wszystkiego wymienić. Jako Prezydent Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu usiłowałeś uczyć ludzi Kościoła takiego korzystania z nich, aby były one skutecznym środkiem ewangelizacji. Jako Prezydent Papieskiej Akademii Niepokalanej obficie czerpiesz ze skarbca Twojej Maryjnej duchowości, aby dawać świadectwo i budzić we wszystkich wiernych miłość do Tej, która przez swoje «fiat» dała początek dziełu naszego odkupienia. Pozwól, że wspomnę jeszcze aktywny udział w procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, szczególnie naszych, polskich, świętych. Kościół powszechny i Kościół w Polsce zawdzięczają Ci wiele. Niech dobry Bóg wynagradza Twój trud obfitymi łaskami.

Życzę, aby Twoje dwudzieste urodziny były szczególną okazją do doświadczania miłości tych, którzy otaczają Cię życzliwością, a dalsze lata posługi Kościołowi by były tak samo owocne jak osiem minionych dziesięcioleci. W modlitwie polecam Ciebie łaskawości Bożej i z serca błogosławię”.

CZYTAJ DALEJ

A może jednak rozgrzeszy? [FELIETON]

2020-11-30 21:41

Bożena Sztajner/Niedziela

Zawsze, gdy czytam o sprawach związanych z wiarą w niekatolickich mediach to albo jestem zmartwiony albo rozbawiony. I nie wynika to z tego, że treści tam zawarte są dotykające moje serce, ale najczęściej sprzeczne z duchem wiary.

Kilka dni temu na Onecie ukazał się artykuł, który już z nagłówka krzyczał “Za te grzechy nie dostaniesz rozgrzeszenia. Sprawdź czy znasz je wszystkie”. Kliknąłem, z prostej przyczyny, trzeba wiedzieć, co ludzie czytają, bo później pytają o te sprawy. Na początku dowiaduję się, że tekst przeczyta się w… 1 minutę, więc szybko obstawiłem, że tekst ten nie wyczerpuje tematu, a mówi o takich tematach jak konkubinat czy aborcja. Nie pomyliłem się, a autor zahaczył jeszcze o apostazję i świętokradztwo. Czyli zgodnie z tym, co się w Polsce działo i dzieje.

Dewastacje kościołów były, choć teraz niektórzy próbują temu zaprzeczyć. Tłumy domagające się aborcji też. Nawoływanie do apostazji ciągle żywe. Można stwierdzić, że artykuł podejmuje próbę kolejnego “podgrzania” atmosfery.

To tyle na wstępie. Przejdźmy do konkretów.

Sakrament Pokuty i Pojednania (spowiedź) to jeden z piękniejszych darów, jaki pozostawił nam Pan Jezus. Ten sam Pan Jezus powiedział, że “Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.” (Mt 12, 31).

Jako świadomy katolik już na starcie czytania omawianego artykułu powinna zapalić się czerwona lampka (uważnie czytaj).

Teza stawiana w tytule ma rację bytu w przypadku, gdy ktoś trwa w grzechu i nie chce się poprawić. Dlaczego? Wróćmy na chwilę do materiału z katechezy z kl. III. Pięć warunków dobrej spowiedzi: (1. Rachunek Sumienia, 2. Żal za grzechy. 3. Mocne postanowienie poprawy, 4. Spowiedź szczera, 5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu).

Zatem, gdy nie żałuję za swoje grzechy i chce w nim trwać, to tak naprawdę niezależnie co by autorka wpisała na listę “grzechów nierozgrzeszalnych” byłaby w punkt. Warto pamiętać, że udzielenie rozgrzeszenia nie zależy od ciężaru grzechu, ale żalu za niego. 

Zatem jeśli ktoś przyczynił się do aborcji, żałuje za ten czyn, uświadomił sobie, jak wielkie zło uczynił i chce zadośćuczynić, może otrzymać rozgrzeszenie zgodnie z przewidzianymi warunkami.

Autorka tekstu wymienia cztery grzechy. Apostazja, Aborcja, Konkubinat i Świętokradztwo. Warto tu zaznaczyć, że wszystkie oprócz konkubinatu pociągają za sobą karę ekskomuniki. To może demotywować do podjęcia próby przystąpienia do spowiedzi. Jednak dla osoby żałującej za grzechy i chcącej przyjmować Chrystusa w Eucharystii to nie może być wielka trudność. Zrozumie to ten, kto doświadczył miłosierdzia w sakramencie Pokuty.

I gdy często czyta się komentarze pod takimi artykułami, słychać oburzenie, że księża są bez serca, że Chrystus postąpiłby inaczej. Przypuszczam, że piszą je osoby, albo niezwiązane z Kościołem, albo nieznające Chrystusa. Jest tylko jeden mały problem w tych wypowiedziach. Sam Chrystus. To on ustalił zasady, uczył jak żyć, a nam księżom nie pozostaje nic innego, jak Go słuchać. Sakramenty nie są prywatnym folwarkiem moim, ani innego księdza. Dlatego najpierw poznaj Chrystusa, a później osądzaj.

A same artykuły, dotyczące wiary, Kościoła, religii, umieszczane na tego typu portalach? Czytam, bo muszę wiedzieć, z jakimi błędami trzeba się zmierzyć. Dlatego zachęcam, aby o sprawach wiary, Kościoła i religii czytać w sprawdzonych miejscach jak np: “Niedziela” czy www.niedziela.pl, aby nie zostać wprowadzonym w błąd.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję