Reklama

Kościół

Uczył, jak kochać Boga i Polskę

Wielki Książę Kościoła, mąż stanu, interreks, a jednocześnie ciepły, zwyczajny, pełen humoru i serdeczny człowiek. Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, już wkrótce zostanie ogłoszony błogosławionym. Papież Franciszek upoważnił Kongregację do spraw Kanonizacyjnych do ogłoszenia dekretu o cudzie za wstawiennictwem Czcigodnego Sługi Bożego kard. Stafana Wyszyńskiego

Niedziela Ogólnopolska 41/2019, str. 18-19

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka (...), gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry (...)”. Słowa te wypowiedział do kard. Wyszyńskiego w Watykanie w październiku 1978 r. Jan Paweł II. Papieskie wyznanie doskonale oddaje, jaką rolę w dziejach Kościoła powszechnego odegrał Prymas Tysiąclecia.

Dom rodzinny

Skąd kard. Wyszyński czerpał siłę do pełnienia trudnej posługi Kościołowi i ojczyźnie zniewolonej totalitaryzmami? Moc dawały mu wiara i głęboki patriotyzm, które wyniósł z domu rodzinnego w Zuzeli, na pograniczu Mazowsza i Podlasia. Przyszedł tam na świat 3 sierpnia 1901 r. jako drugie dziecko Julianny i Stanisława Wyszyńskich. Ojciec przyszłego prymasa był organistą, pomagał też w prowadzeniu kancelarii parafialnej. Jako 9-letni chłopiec Stefan stracił matkę, która zmarła w wyniku komplikacji po porodzie najmłodszej córeczki Zosi. Na łożu śmierci prosiła Stefana, aby się ubierał. Chłopiec pobiegł więc po płaszcz, jednak Julianna powiedziała, żeby ubierał się inaczej. Nie zdążyła wyjaśnić synkowi swoich słów. Uczynił to ojciec, mówiąc, że matce chodziło o ubieranie się w cnoty. Jej słowa wywarły ogromny wpływ na przyszłe decyzje Stefana. Od tego momentu jeszcze mocniej związał się duchowo z Matką Bożą.

Oddany duszpasterz

Reklama

Święcenia kapłańskie przyjął 3 sierpnia 1924 r. w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej w katedrze włocławskiej, a z Mszą św. prymicyjną pojechał na Jasną Górę. Pierwsze lata pracy kapłańskiej ks. Wyszyński poświęcił m.in. robotnikom – prowadził dla nich Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy – a także studiom doktoranckim na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL, które zwieńczył obroną pracy doktorskiej pt. „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. Odbył też naukową podróż zagraniczną, podczas której obserwował rozwój katolickiej nauki społecznej w krajach Europy Zachodniej.

W czasie II wojny światowej musiał się ukrywać w rożnych częściach kraju. W Lublinie poznał bliżej ks. Władysława Korniłowicza, który stał się jego ojcem duchownym. Ksiądz Wyszyński przebywał m.in. w podwarszawskich Laskach, gdzie został kapelanem zakładu dla niewidomych. W czasie Powstania Warszawskiego był też kapelanem okręgu wojskowego Żoliborz-Kampinos.

Biskup lubelski i prymas Polski

W 1946 r. Pius XII mianował ks. Wyszyńskiego biskupem lubelskim. W swoim biskupim herbie bp Wyszyński umieścił wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i słowa „Soli Deo” („Samemu Bogu”). W maju tamtego roku został objęty stałą kontrolą Urzędu Bezpieczeństwa. Biskupem lubelskim był przez 2 lata.

Reklama

Niecały miesiąc po śmierci prymasa Augusta Hlonda, 12 listopada 1948 r., Pius XII mianował bp. Wyszyńskiego metropolitą gnieźnieńskim i warszawskim, a tym samym prymasem Polski. Odtąd przez blisko 33 lata przewodził Kościołowi w Polsce, stawiał czoła bezbożnej, komunistycznej ideologii i bronił wiary oraz godności każdego człowieka. Obdarzony intuicją i profetycznym zmysłem przeprowadził Kościół w Polsce przez mroczne czasy komunizmu. Czynił wszystko, aby nie dopuścić do rozlewu krwi, jak to się stało w wielu krajach pozostających pod dominacją ZSRR. Znał marksizm lepiej niż komunistyczne władze.

Niezłomny

Prymas Wyszyński widział konieczność znalezienia pewnego „modus vivendi”, czyli wzajemnego ułożenia stosunków w relacjach Kościół – państwo. Wybrał drogę porozumienia z polskim rządem, które zostało zawarte 14 kwietnia 1950 r. Jednak władze PRL nie przestrzegały porozumienia i stosowały coraz to nowe formy represji. Gdy komuniści chcieli ograniczyć wolność Kościoła przez dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych, równoznaczny z ingerencją w jurysdykcję kościelną, Prymas miał odwagę powiedzieć: „Non possumus!” (Nie możemy!). Na odpowiedź komunistycznych władz wobec niezłomnej postawy kardynała nie trzeba było długo czekać. We wrześniu 1953 r. został on aresztowany i był przetrzymywany przez ponad 3 lata w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku i Komańczy. Władzom wydawało się, że będzie to cios, który osłabi polski Kościół, tymczasem stało się odwrotnie. Więzienie podniosło autorytet Prymasa w polskim społeczeństwie. Kardynał dzielący losy Polaków więzionych i prześladowanych za prawdę i miłość do ojczyzny stał się symbolem obecności i trwania Kościoła z narodem.

W czasie uwięzienia kard. Wyszyński nie tylko nie dał się złamać i zastraszyć, ale też wykorzystał swoje odosobnienie na przygotowanie programu duchowej odnowy narodu. W Komańczy, poddawszy się argumentowi, że św. Paweł najpiękniejsze listy pisał z więzienia, Prymas przygotował tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Podczas internowania zrodziła się także idea Wielkiej Nowenny, pomyślanej jako próba wprowadzenia treści Ślubów Jasnogórskich w życie codzienne Polaków i przygotowanie do jubileuszu Milenium Chrztu Polski.

Zanurzony w Bogu

Głębokie zjednoczenie z Bogiem uwidaczniało się w życiu codziennym kard. Wyszyńskiego. Maria Okońska, która pracowała w sekretariacie Prymasa na ul. Miodowej, podkreślała, że był on rozmodlony, a równocześnie cały zwrócony ku ludziom. Choć bez przerwy zajęty sprawami Kościoła, nigdy się nie spieszył i nie okazywał zniecierpliwienia, gdy się nie w porę weszło do jego gabinetu, a przy stole był pełen humoru i dowcipu. Ten wielki mąż stanu miał wiarę małego dziecka – wierzył w Boga i wierzył Bogu.

Orędownik pojednania

Kardynał Wyszyński brał aktywny udział w przygotowaniach do zainicjowanego przez Jana XXIII Soboru Watykańskiego II i w jego obradach. W auli soborowej zabrał głos 11 razy. Szczególnie ważna była wypowiedź Prymasa poświęcona Matce Bożej, poparta prośbą Episkopatu Polski, w wyniku której Paweł VI ogłosił Maryję Matką Kościoła. Do historii przeszło również słynne Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich, zakończone słowami: „(...) udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Dokument ten spotkał się z ostrą krytyką w prasie. Atakowany był szczególnie kard. Wyszyński. Chciano przez to pomniejszyć zaufanie do Kościoła, jednak i ten pomysł komunistycznej propagandy okazał się chybiony.

Autorytet kard. Wyszyńskiego wśród Polaków stale wzrastał. Jego kazań słuchały rzesze wiernych. Wiele osób wspinało się na drzewa, wdrapywało na dachy, by choć przez chwilę móc zobaczyć przemawiającego Prymasa. Szczególnie uroczyste we wszystkich polskich diecezjach były obchody Tysiąclecia Chrztu Polski. Główne uroczystości odbyły się 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze. Prymas, jako legat papieski, dokonał wtedy Milenijnego Aktu Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła. Władze państwowe nie zgodziły się, aby na jasnogórskie uroczystości przyjechał papież Paweł VI.

Zwycięstwo przyszło przez Maryję

Ukoronowaniem prymasowskiego zawierzenia Maryi był wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Niezapomniane są zdjęcia, na których Jan Paweł II obejmuje i całuje chcącego złożyć mu homagium kard. Wyszyńskiego. Obydwaj wszystko w swoim życiu postawili na Maryję. Gdy śmiertelnie chory Prymas dowiedział się o zamachu na Jana Pawła II, prosił, by wszystkie modlitwy zanosić w intencji Ojca świętego. Bóg przyjął tę ofiarę życia Prymasa i powołał go do siebie 28 maja 1981 r., w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.

Jego dzieło żyje!

Chociaż fizycznie nie ma prymasa Wyszyńskiego wśród nas, jego dzieło żyje – przez codzienny Apel Jasnogórski, pracę Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, działalność Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, muzeów przybliżających jego osobę, przez szkoły noszące jego imię, a także przez wielokrotne wołanie w obronie życia poczętego. „ABC Społecznej Krucjaty Miłości”, w którym wzywał do miłości wszystkich, nawet nieprzyjaciół, nie straciło nic ze swej aktualności, a całe nauczanie wielkiego Prymasa Tysiąclecia jest skarbcem, z którego czerpią i czerpać będą kolejne pokolenia Polaków.

2019-10-08 14:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szedł wiernie śladami Jezusa

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

CZYTAJ DALEJ

Trzebinia: we wtorek święcenia pierwszego polskiego biskupa w Australii

2020-09-28 08:45

[ TEMATY ]

biskup

święcenia

diecezja.pl

Dotychczasowy wiceprowincjał zgromadzenia salwatorianów ks. Karol Kulczycki SDS otrzyma we wtorek sakrę biskupią z rąk abp. Adolfo Yllana - nuncjusza apostolskiego w Australii. Uroczystość odbędzie się w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini.

Współkonsekratorami będą abp Marek Jędraszewski oraz bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji KEP ds. Życia Konsekrowanego.

Uroczysta Msza św. zostanie odprawiona o godz. 11.00. Poprzedzi ją koncert dziękczynny, który rozpocznie się o godz. 10.20.

Bp Karol Kulczycki został 1 sierpnia powołany przez papieża Franciszka na urząd ordynariusza diecezji Port Pirie w Australii. Jego biskupim zawołaniem są słowa „In Te Domine speravi” (W Tobie, Panie, zaufałem). - To wezwanie towarzyszyło mi od początków powołania, na drodze kapłańskiej, zakonnej, we wszystkich misjach i dziełach, których się podejmowałem. Co do tych słów nigdy nie miałem żadnej wątpliwości – podkreśla.

Według nowego ordynariusza diecezji Port Pirie, największym bogactwem Kościoła w Australii jest zaangażowanie ludzi, którzy przychodzą do kościoła. - Ci, którzy tutaj są w Kościele, zdają sobie sprawę z tego, dlaczego w nim są. Chcą być częścią Kościoła i brać udział w jego życiu – opowiada. Uważa ponadto, że siłą tamtejszej katolickiej wspólnoty jest jej różnorodność. - Mieszka tu wiele osób pochodzących z różnych części świata. Każda z tych grup ma swoją specyfikę. Kościół tutaj jest mieszanką kultur i narodowości, ale tworzy jedną wspólnotę – podkreśla.

Jak wspomina, w jednej z jego wcześniejszych parafii mieszkali przedstawiciele 51 narodowości. - Ludzie wyrażają swoją religijność w różny sposób i chodzi o to, by łączyć to w całość. To buduje i umacnia wspólnotę – dodaje.

W kraju, gdzie katolicy stanowią 24 proc. społeczeństwa, największym wyzwaniem jest, według biskupa z Polski, docieranie do ludzi, którzy odeszli od Kościoła i od wiary.

- Być salwatorianinem to znaczy głosić Zbawiciela. Katedra mojej diecezji jest pod wezwaniem św. Marka, a Ewangelia przez niego spisana zaczyna się od słów: „Ewangelia o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Chodzi o to samo: o głoszenie Jezusa, który jest Synem Boga i Zbawicielem świata. To przesłanie jest u korzeni diecezji Port Pirie i katedry – mówi bp Kulczycki.

Karol Kulczycki urodził się 19 października 1966 r. w Górze na Dolnym Śląsku. W 1987 r. wstąpił do Towarzystwa Boskiego Zbawiciela. W Bagnie koło Wrocławia odbył najpierw nowicjat, a później rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne.

Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1994 r. z rąk kard. Franciszka Macharskiego w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini. W latach 1994-1997 był związany z Salwatoriańskim Ośrodkiem Powołań - najpierw jako referent, a później jako dyrektor.

W 1997 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Australii. Był wikariuszem w parafii Esperance (Zachodnia Australia) i w Willetton (Perth). W 2001 r. został proboszczem parafii Merredin (Zachodnia Australia) i kapelanem Chisholm College w Bedford (Perth). W latach 2005-2009 był proboszczem parafii Greenmount (Perth).

W latach 2010-2018 był superiorem Regionu Australijskiego Salwatorianów, a także kapelanem Prendiville College w Ocean Reef (Perth) i wikariuszem parafii Ocean Reef. W latach 2011-2017 pracował również w zarządzie komisji archidiecezjalnej „Catholic Outreach” w Perth, a w latach 2013-2018 był członkiem salwatoriańskiej międzynarodowej komisji ds. powołań.

Od 2018 r. jest członkiem salwatoriańskiej międzynarodowej komisji ds. komunikacji.

W 2018 r. ks. Karol Kulczycki został wybrany wikariuszem prowincjalnym Polskiej Prowincji Salwatorianów i po ponad 20 latach posługi w Australii wrócił wówczas do Polski.

CZYTAJ DALEJ

Szedł wiernie śladami Jezusa

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję