Reklama

Azja

W dalekim Kazachstanie

2019-10-16 12:28

Z ks. Grzegorzem Burdyńskim rozmawia Katarzyna Matusz-Braniecka
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 18-19

Archiwum prywatne
ks. Grzegorz Burdyński

Jak się pracuje polskiemu księdzu wśród ludzi, którym przez 70 lat, pod karą łagrów, zabraniano wierzyć w Boga? Co się stanie z Kościołem katolickim w Kazachstanie, gdy wyjadą z tego kraju Polacy? I dlaczego niektórzy wolą jednak zostać w miejscu, które przodkowie nazywali piekłem?

Katarzyna Matusz-Braniecka: – Jak się Księdzu żyje w Kazachstanie?

Ks. Grzegorz Burdyński, MIC: – W Kazachstanie jestem już dziewięć lat. Najtrudniejszy był pierwszy rok, bo musiałem się nauczyć nowego języka. Kolejnym problemem była mentalność ludzi Wschodu. Zewnętrznie są bardzo życzliwi, otwarci, gościnni, uśmiechnięci, ale głębiej – jednak zamknięci w sobie. Trudno jest się z nimi zaprzyjaźnić, wejść w bliższe relacje. Mają swoją wewnętrzną strefę, do której nie dopuszczają drugiego człowieka. Jakby w środku nich była jakaś granica, poza którą inni nie mają wstępu. Ci inni to np. osoby odmiennych narodowości. Marianie mają w Kazachstanie dwie parafie: w Karagandzie, gdzie pracuję, i na północy, 600 km od nas, w Tajynszy. Urzekło mnie natomiast to, że w tych niewielkich parafiach czuje się rodzinną atmosferę. Ludzie znają swoje problemy, wspólnie modlą się za siebie, tworzą małe grupy – wspólnoty. Panuje jedność. Parafia jest jedną dużą rodziną.

– Co to znaczy: mała parafia?

– Kazachstan jest ogromnym krajem, dziewięć razy większym niż Polska, a mieszka tam tylko ok. 18 mln ludzi, z czego mniej niż 1 proc. stanowią katolicy. W naszej parafii mamy kolędę, czyli znaną w polskiej tradycji wizytę duszpasterską. W okresie Bożego Narodzenia odwiedzamy ludzi w ich domach, ale inne parafie tego nie robią, ponieważ prawo zabrania nam modlitwy poza ośrodkami kultu. Przychodzimy więc „z wizytą do znajomych” – to jest wystarczające usprawiedliwienie. Odwiedzamy wszystkich ludzi, zarówno tych, którzy chodzą do kościoła, jak i tych, którzy nie chodzą, ale się deklarują jako osoby wierzące. Według kartoteki, mamy w parafii 500-600 osób, ale do kościoła chodzi ok. 40 proc., czyli 200 osób. Na Boże Narodzenie i Wielkanoc frekwencja wzrasta do 50 proc. Liczba wiernych na Eucharystii uzależniona jest też np. od pogody. Dla tamtejszych ludzi sprawą bardzo ważną są działki. Żartem mówimy, że to „święte działki”. Jeśli jest dobra pogoda, to parafianie idą na działkę, a nie do kościoła. Ludzie żyją biednie, więc to, co sobie wyhodują, jedzą potem przez całą zimę: ziemniaki, cebulę, inne warzywa.

– Jak w takiej sytuacji wygląda życie kapłanów?

– W niedziele odprawiamy dwie Msze św. – jedną u nas i jedną w klasztorze Sióstr Karmelitanek. Na terenie parafii mamy zgromadzenie sióstr karmelitanek klauzurowych, które nie wychodzą na zewnątrz, żyją za kratami, więc codziennie u nich spowiadamy, odprawiamy Msze św. Tak na marginesie: na te Msze św. przychodzą też ludzie z zewnątrz, bo część kaplicy jest dla nich otwarta. W kościele parafialnym mamy jedną Mszę św. odprawianą w języku polskim. W Karagandzie mieszka bardzo dużo Polaków, którzy pięknie się modlą i śpiewają po polsku, jednak nie wszystko rozumieją. Dlatego czytania i psalm są po polsku, ale kazanie jest już po rosyjsku. Wierni sami czytają i sami śpiewają. To mi się podoba, że u nas, w Kazachstanie – w odróżnieniu od Polski – jak śpiewają, to śpiewają. Druga Msza św. jest odprawiana po rosyjsku i na niej frekwencja jest większa, chociaż jeszcze 10 lat temu więcej Polaków było na polskiej Mszy św. Teraz więcej osób przychodzi na tę celebrowaną po rosyjsku.

– Nie obawia się Ksiądz, że dzięki nowej ustawie repatriacyjnej więcej Polaków będzie wyjeżdżać z Kazachstanu i osiedlać się w Polsce?

– Na pewno będą i tacy, którzy nie wyjadą, choć dużo osób z naszej parafii ma już dokumenty repatriacyjne. Wyjadą głównie ci, których dzieci już mieszkają lub uczą się w Polsce. Przykładowo – nasza kucharka jest Polką z pochodzenia, jej mąż jest Polakiem, a ich troje dzieci już mieszka w Polsce. Najmłodszy syn się uczy, córka skończyła studia i pracuje, a starszy syn założył już rodzinę. I oni w przyszłości zapewnie wyjadą do Polski. Dopóki jednak ludzi coś tu trzyma, np. chora mama czy babcia, to tutaj są. Gdy sytuacja się zmieni, wyjadą...

– Przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie Kościół w Kazachstanie, a przed jakimi stoi Ksiądz?

– Najważniejszym dla mnie wyzwaniem, do którego chcę poważnie podejść, jest nauczenie się języka kazachskiego. Jest to bardzo trudny język z grupy języków turkijskich. Wyzwaniem dla Kościoła w Kazachstanie jest natomiast nieustanne wychodzenie do Kazachów. Niemcy już wyjechali do swojej ojczyzny, zostały tylko pojedyncze rodziny. Państwo niemieckie dobrze przygotowało plan repatriacji, podobnie jak teraz Polska. Dlatego Polacy też będą wyjeżdżać. Kazachowie są w większości muzułmanami. Oni się ciągle boją, bo system stalinowski niszczył wszystkie religie. Muzułmanie też nie mogli w Kazachstanie wyznawać swojej wiary. Przyzwyczaili się do życia w ateizmie i większość muzułmanów to dziś ludzie niewierzący. Mówią, że są muzułmanami, ale nie praktykują swojej wiary, odczuwają jednak tradycyjną przynależność do swojej grupy wyznaniowej. Pewna Kazaszka, która przyjęła chrzest, doświadcza wykluczenia społecznego. Co odważniejsi przyjmują jednak chrześcijaństwo, chrzczą swoje dzieci. Jest to złożona sytuacja...

– Jacy są Polacy w Kazachstanie?

– Różni. Jest np. rodzina lekarzy – dwóch synów i ojciec są lekarzami, teraz córka studiuje medycynę; w rodzinie jest siedmioro dzieci. Ojciec miał już dokumenty repatriacyjne, chcieli go przyjąć w Polsce w jakimś szpitalu, ale zrezygnował z tej propozycji. Powiedział, że chce świadczyć o Bogu w Kazachstanie. To jest rodzina wierząca, katolicka. Podobnie postąpił ks. Władysław Bukowiński, który pracował w Kazachstanie przez wiele lat. Trzy lata temu, 11 września 2016 r., w katedrze Matki Bożej Fatimskiej Matki Wszystkich Narodów w Karagandzie został ogłoszony błogosławionym. Jest on patronem Kazachstanu z diecezji krakowskiej. Trzynaście lat spędził w więzieniach, w łagrach w Kazachstanie. Kiedy został zwolniony z więzienia i dano mu możliwość powrotu do Polski, oddał polski paszport, przyjął paszport radziecki i powiedział, że chce zostać z tymi ludźmi do końca. Nawet jeśli nie będzie miał siły i spotka go śmierć, to jego grób będzie miejscem świadectwa dla innych – ludzie będą się modlić przy jego grobie. To jest wzór dla wielu ludzi, którzy chcą zostać w Kazachstanie i tam dawać świadectwo.

– Dla tych, którzy wolą pozostać w Kazachstanie, zorganizował ksiądz pielgrzymkę do kraju ojców. Dlaczego?

– Starałem się zrobić im prezent. Chciałem, żeby mogli przyjechać do Polski chociaż na dwa tygodnie. Mówiąc bardziej poetycko – żeby mogli pooddychać polskim powietrzem, pochodzić po polskiej ziemi, spotkać się z Polakami, poznać naszą kulturę i język. Wielu z nich w domu rodzinnym modliło się po polsku, uczestniczyło w Mszach św. odprawianych po polsku, ale to był język zakazany. Oni gdzieś tam po cichu mówili po polsku z rodzicami czy dziadkami, ale tak normalnie nie mogli używać swojego języka. Niektóre dzieci były karane w szkole za to, że powiedziały słowo po polsku. Dlatego chciałem Polakom pokazać Polskę. A jeśli w trakcie pielgrzymki pojawiało się w ich sercach pragnienie powrotu, to ja nie chcę ich zatrzymywać w Kazachstanie. Chociaż pozostanie wśród Kazachów to pewien heroizm...

Ks. Grzegorz Burdyński MIC.
Od 22 lat w Zgromadzeniu Księży Marianów, od 9 na misjach w Kazachstanie. Duszpasterz i członek ruchu Droga Neokatechumenalna.

Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich proponuje:
Na Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny – trzy rodzaje zaangażowania:
modlitwa w intencji osób zmarłych, finansowe wsparcie akcji misyjnych i wolontariat misyjny dla osób z Warszawy.
Każdy, kto w zaproponowany przez nas sposób wesprze misje w październiku 2019 r., a więc w Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym, otrzyma opaskę odblaskową. Zbliża się jesień i przy okazji chcemy zadbać, żeby byli Państwo widoczni i bezpieczni na drogach. Opaski można nosić na ramieniu, ale też przy torebce czy plecaku.
Żeby je otrzymać, wystarczy napisać pod adresem:
Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich, ul. św. Bonifacego 9, 02-914 Warszawa
lub mailowo: spm@marianie.pl
albo skontaktować się z nami pod numerem tel.: 22 833 74 05 czy przez stronę internetową: www.spm.org.pl .

Reklama

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

Ks. Andrzej Supłat
Edycja szczecińsko-kamieńska 47/2001

1. W ostatnich godzinach życia Chrystus powiedział: " Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18, 37). Za kilka godzin umierał na krzyżu jak przestępca, a nad głową miał "winę" wypisaną w trzech językach: "To jest król...". Ci, co stali pod krzyżem wyśmiewali się z tego tytułu. Tymczasem całe życie Jezusa od kołyski, stajenki aż po śmierć znaczone było tajemnicą godności królewskiej. Narodził się w Betlejem. Przybyli do Niego uczeni mędrcy, chodzący w glorii królów. Jako królowi, złożyli Mu dary. A kiedy schodził ze świata, też miał koronę na głowie, ale ta była koroną boleści, udręczenia, męki. Nawet ostatni fizyczny ślad przybity do krzyża - zawiera tę tajemnicę wyrażoną w słowach zapisanych na polecenie Piłata: "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski".

2. Korona jest symbolem władzy. Niekoniecznie kojarzy się dobrze. Często przypieczętowywała ona niejedną niegodziwość, masakrę niewinnych i krzywdę wielu. Królem czterech stron świata kazał się nazywać w XXIII w. przed Chrystusem władca Akkadu - Sargon I. Faraonów egipskich mianowano królami Południa i Północy i synami bogów. Władcy starożytnej Asyrii, a później Persji nosili tytuły króla królów. Pamiętamy też długie tytuły nowożytnych cesarzy i królów. Kiedy spojrzeć na nie z odległości wieków, wszystkie wydają się małe, śmieszne i puste. Chrystus przyszedł oczyścić koronę, by nadać jej pełnię. Pokazał, że królować, znaczy służyć, być oddanym, szukającym, kochającym. Zupełnie jak pasterz idący na czele stada...

3. Najczęściej tak jest, że władcy pamiętają o obowiązku służby, który wynika z posiadanej władzy i noszonej korony. Później widzą w ludzie powód swojej udręki i kłopotów. Skąd my to znamy? Dobrze więc, że przy końcu roku kościelnego ukazuje się nam przykład Chrystusa Króla, o którym Prefacja mszalna mówi, że Jego królestwo jest królestwem "prawdy i życia, świętości i łaski, królestwem sprawiedliwości i pokoju". Kościół przypomina godność Chrystusa i powinność służenia każdemu. Po to, by przezwyciężać w sobie przejawy pychy. By oderwać się od swojego "królestwa" i dostrzec jeszcze inne wartości, które wypływają z wiary. A każdy chrześcijanin jest powołany do świętości, to znaczy do życia Błogosławieństwami.

4. "Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus, Chrystus Władcą nam!" - słowa tej pieśni śpiewa się w XXXIV Niedzielę w ciągu roku. Jest to uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Znak, że kończy się rok kościelny i niedługo zacznie się Adwent. Uroczystość tę ustanowił papież Pius XI w Roku Jubileuszowym 1925, wyznaczając jej obchód na niedzielę przed uroczystością Wszystkich Świętych. W nowym kalendarzu liturgicznym uroczystość Chrystusa Króla została przesunięta na ostatnią niedzielę roku kościelnego, aby podkreślić prawdę, iż Chrystus na końcu czasów przekaże Ojcu Niebieskiemu wieczne i powszechne królestwo. Ideę królewskiej godności Chrystusa można odnaleźć już w starych obchodach liturgicznych, jak Epifania czy Niedziela Palmowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nikaragua: episkopat wezwał rząd do powstrzymania przemocy wobec wiernych

2019-11-21 18:16

mz (KAI/AYO/CEN) / Managua

Konferencja Episkopatu Nikaragui wezwała rząd tego kraju do podjęcia działań służących powstrzymaniu przemocy. Potępiła jednocześnie autorów licznych ataków na Kościoły oraz wiernych, którzy protestują przeciwko lewicowemu reżimowi prezydenta Daniela Ortegi.

Stefano Peppucci/Foter/CC B-ND 2.0

Władze Kościoła katolickiego, najsilniejszej instytucji sprzeciwiającej się reżimowi w Nikaragui napisały, że przy bierności władz tego kraju „doszło do największej eskalacji przemocy wobec wolności wyznania” w tym kraju od czasu rozpoczęcia kryzysu politycznego.

Biskupi wskazali w piśmie, że obowiązkiem państwa jest ochrona praw swoich obywateli. - Mieszkańcy Nikaragui cierpią w ogromny sposób. Rodziny są zastraszane i doświadczone poprzez uwięzienie ich najbliższych oraz fizyczne ataki na nie same – napisała w komunikacie Konferencja Episkopatu Nikaragui.

We wtorek w katedrze w Managui, stolicy kraju, grupa prorządowych bojówkarzy zaatakowała księdza oraz zakonnicę. Otaczająca świątynię policja nie podjęła działań. Niebawem też do katedry, w której trwał strajk głodowy matek więźniów politycznych, wkroczyło wojsko. Kobiety zostały ewakuowane z katedry karetką Czerwonego Krzyża.

Zlecone policji przez reżim Daniela Ortegi otaczanie świątyń jest jednym z działań służących powstrzymaniu trwających od ponad roku licznych protestów w Nikaragui. Zginęło w nich już od kwietnia 2018 r. ponad 320 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem