Reklama

Niedziela Małopolska

Opowiadają losy Polaków

Są jedyną taką grupą w Hiszpanii. W czasie spotkania przekonują, że pasja, której się oddają, wzmacnia ich, rozwija i motywuje do ciągłej aktywności

Niedziela małopolska 45/2019, str. 7-8

[ TEMATY ]

historia

Hiszpania

Killroy

– W naszych mundurach wszystko musi być bardzo dokładnie odwzorowane, każdy detal – podkreśla Anna Wyszkowska

Przedstawicieli działającej od 2008 r. grupy rekonstrukcyjnej, przybliżającej polskie historie z czasów I i II wojny światowej, spotkałam w Krakowie. Zostali zaproszeni na uroczystości upamiętniające polskich matematyków związanych ze złamaniem szyfrów Enigmy. Hiszpanów: Santiago de la Pena (ojca) i jego syna także Santiago, Johna Hererę Alarcou i Jose Amado Garcia Rodrigueza oraz jego żonę – Annę Wyszkowską, wyróżniały mundury z czasów II wojny światowej, w których wystąpili na patriotycznej uroczystości.

Jak to się zaczęło?

Grupę założył Alberto Trujillo. – Alberto od zawsze był zainteresowany historią i rekonstrukcjami, w tym tematyką polską, która w Hiszpanii jest mało znana – opowiada Anna Wyszkowska. Dodaje, że gdy Alberto dowiedział się o spotkaniach związanych z czasami II wojny światowej, namówił swoją siostrzenicę, żeby się z nim na takie spotkanie udała.

Alberto zachęcił do udziału żonę, dwie córki i dwóch synów, a potem przyszli kolejni entuzjaści dwudziestowiecznej historii Polski; w tym Tomas i Armando. Pani Ania opowiada: – Rekonstrukcjami zainteresowali się także kolejni pasjonaci. Zaczęło się to rozkręcać. Potem ja weszłam do grupy z córką. Alberto swoimi opowieściami, swą wiedzą na temat Polski wszystkich nas zainteresował, całkowicie omamił (śmiech). Polka dodaje, że grupa jeździ na rekonstrukcje, konferencje, także na temat militariów. Anna Wyszkowska podkreśla, że grupa współpracuje z ambasadą polską, z prof. Grzegorzem Bakiem z Uniwersytetu Complutense w Madrycie. Z dumą podkreśla: – Do naszej grupy, która realizuje kolejne projekty, dołączają nowe osoby. Cały czas coś się dzieje, prężnie działamy!

Reklama

Do zespołu należy m.in. Santiago de la Pena, który wcześniej był w innej grupie rekonstrukcyjnej, gdzie zajmował się tematem żołnierzy wyższej rangi wojska brytyjskiego. Ale kiedyś został poproszony o pomoc trzyosobowej grupie w mundurach polskich. Wspomina: – Potrzebowali żołnierza wyższego rangą, ubranego w mundur z czasów II wojny światowej i młodego chłopaka. Chcieli dobrze wypaść, bo na rekonstrukcję miał przyjechać polski konsul z Mursji. Poszedłem do nich z synem. Powiedzieli, co mam robić. Komendy: „Na ramię broń!” i „Prezentuj broń!”, które miałem wydać, zapisałem fonetycznie na dłoni i gdy nadszedł właściwy moment, wykonałem zadanie (uśmiech). O dziwo, wszyscy zrozumieli. Gdy zaczęli grać polski hymn, spojrzałem na konsula i zobaczyłem, że po policzku spływa mu łza. Pomyślałem, że chcę być z nimi (uśmiech). Syn Santiago, noszący to samo imię co ojciec, uczestniczy w spotkaniach od 12. roku życia. Gdy zapytałam, czy jego hiszpańscy rówieśnicy też mają takie zainteresowania, odparł: – Generalnie młodzi nie interesują się historią, tym bardziej, że dzieje hiszpańskie są bolesne. Przeszkadza im także fakt, że historię się upolitycznia.

Skąd te pasje?

Zainteresowanie polskimi dziejami z czasów wojen światowych u Johna Herera Alarcou zaczęło się od zwiedzania Muzeum Powstania w Warszawie. Miłośnik historii opowiada: – W muzeum spotkałem grupę Hiszpanów, którzy o powstaniu w ogóle nie wiedzieli. Pomyślałem, że przecież wszyscy powinni to znać. Dlatego jestem w grupie, aby o tym opowiadać. Dodaje, że interesuje go także holokaust.

Historię kocha również Jose Amado Garcia Rodriguez. Czyta na ten temat mnóstwo książek. – Byłem w innej grupie rekonstrukcyjnej, ale na jednym ze spotkań poznałem Anię, która teraz jest moją żoną. Zacząłem interesować się tematem Polski. Przełomem stał się wyjazd do Warszawy na ceremonię obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, a szczególnie rozmowy z powstańcami.

Reklama

Rekonstruktorzy pełnią funkcję polskich ambasadorów w Hiszpanii. Anna Wyszkowska przyznaje, że w jej drugiej ojczyźnie mało jest osób zainteresowanych dziejami Polski. Stwierdza: – Jesteśmy po to, żeby im tłumaczyć losy Polaków. Dlatego robimy konferencje, zapraszamy znajomych na rekonstrukcje historyczne, aby przybliżać konkretne wydarzenie. Do każdego z nich mamy mundury, odtwarzane ze wszystkimi detalami, ponadto odpowiednie elementy stroju i wyposażenia: buty, skarpety, broń... Dodaje, że każdy z należących do grupy ma takich mundurów kilka.

Anna i Jose przyznają, że pasja do rekonstrukcji historycznych bardzo ich łączy. – Mamy szczęście, że oboje uwielbiamy to, co robimy – wyznaje w imieniu małżonków Anna Wyszkowska. Podkreśla: – Dzięki temu jesteśmy razem w czasie wyjazdów. Jose mówi, że czuje się bardziej Polakiem niż ja Hiszpanką, a 20 lat mieszkam w Hiszpanii. Uważa, że on więcej czerpie z Polski niż ja z Hiszpanii. Myślę, że zaszczepiłam w nim tę polskość.

Jak postrzegają Polskę?

Jako grupa rekonstrukcyjna byli wielokrotnie m.in. w Warszawie, w Gdańsku, a w tym roku – poznali Kraków. Nie kryją uznania dla Polski. Młody Santiago przyznaje, że gdy pierwszy raz jechał do Polski, to trudno mu było sobie wyobrazić nasz kraj. Wiedział, jak Polska była zniszczona w czasie II wojny światowej i spodziewał się najgorszego. Wspomina: – Byłem zaskoczony, że Polska jest taka piękna, tak odbudowana. A najbardziej podobają mi się Polacy – są wspaniali, bardzo sympatyczni, otwarci. Zauważyłem, że dużo osób, zwłaszcza młodych, mówi po hiszpańsku. Jego ojciec stwierdza, że szczególnie podoba mu się u nas porządek, dbanie o czystość w przestrzeni publicznej...

John z kolei stwierdza, że w Polsce najlepsze jest jedzenie. Dodaje: – Polacy są wspaniali! A najbardziej podoba mi się Kraków. Tu czuje się historię na każdym miejscu! Mąż Anny patrzy na nasz kraj z szerszej perspektyw i wyznaje: – Zazdroszczę Polakom zadowolenia ze swej ojczyzny, dumy z polskości. Moja żona zawsze podkreśla, że jest Polką, gdziekolwiek by nie była.

Anna Wyszkowska podsumowuje: – Moi przyjaciele wciąż nie mogą uwierzyć, że Polacy tak gorąco, tak wspaniale ich przyjmują. Najbardziej wzruszają ich spotkania z uczestnikami powstania warszawskiego. Starsi ludzie pytają ich, skąd są, bo widzą mundur, biało-czerwone bransoletki i osoby niemówiące po polsku (uśmiech). Hiszpanie mocno to przeżywają, gdy napotkani, nieznani ludzie opowiadają im historie, które przed laty przeżyli. I uśmiechając się, stwierdza: – Oni są bardzo wdzięczni, szczęśliwi, że Polacy tak serdecznie ich przyjmują!

2019-11-05 13:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

130 lat temu na Wawelu uroczyście pochowano Adama Mickiewicza

2020-07-04 07:36

[ TEMATY ]

historia

Adam Mickiewicz

Walenty Wańkowicz, „Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale”, 1827-28

4 lipca 1890 r. w Krakowie odbył się drugi pogrzeb Adama Mickiewicza - nazywany „narodowym”. Było to „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” - ocenił świadek wydarzeń Karol Suchodolski.

<
p>Adam Mickiewicz zmarł w Stambule 26 listopada 1855 r. Pochowano go 21 stycznia 1856 r. na tzw. polskim cmentarzu w Montmorency we Francji.

W XIX w. Kraków, miasto koronacyjne i królewska nekropolia, stał się ogólnopolskim centrum życia narodowego i kulturalnego, co w 1869 r. tak opisał Michał Bałucki: „opatrzność i poeci skazali Kraków na miasto grobów, na urnę pamiątek i popiołów”. A Stanisław Estreicher nazywał Kraków „matecznikiem Polski, do którego przybywają na starość wielkie lwy, orły i niedźwiedzie (choć czasem i lamparty), by tu złożyć swe kości” (1932).

Aby krzewić idee patriotyczne, Kraków zaczął organizować narodowo-religijne spektakle. „Ustalił się pewnego rodzaju archeologiczny patriotyzm, polegający na uroczystym obchodzeniu rocznic narodowych i celebrowaniu pogrzebów zasłużonych Polaków” - napisała Bernadetta Wilk („Sławne pogrzeby w XIX-wiecznym Krakowie”, 2006).

Zamiar sprowadzenia prochów Mickiewicza do kraju dojrzewał przez dziesiątki lat. W 1869 r. po pogrzebie Kazimierza Wielkiego, autor, ukryty pod pseudonimem „Litwin”, wydrukował w krakowskiej gazecie „Kraj” artykuł pt. „Zanieśmy Mickiewicza na Wawel”. Odpowiedni wniosek złożył wtedy na posiedzeniu Rady Miasta prezydent dr Józef Dietl, jednak sprawę odłożono na później. Nie zapomniano jednak o Mickiewiczu w Krakowie - w rocznicę śmierci poety organizowano uroczyste wieczorki ku jego czci. Dochody z nich przeznaczano na budowę pomnika; założono też oprocentowane książeczki oszczędnościowe gromadzące środki na sarkofag oraz sprowadzenie zwłok poety do kraju.

Wniosek o pogrzebanie prochów Mickiewicza ponowił w 1883 r. dr Mieczysław Bochenek, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem zawiązał się komitet organizacyjny, zgromadzono ok. 7 tys. zł. reńskich i uzyskano zgodę Kościoła na złożenie szczątków Mickiewicza w krypcie wawelskiej katedry. Urzędowe pozwolenie na sprowadzenie zwłok nadeszło z Wiednia dopiero 20 czerwca 1890 r. Już trzy dni później ruszyła z Krakowa do Paryża delegacja, 27 i 28 czerwca odbyła się w Montmorency ekshumacja, której świadkiem był m.in. Adam Asnyk.

„Cynkowa trumna wieszcza, po odgarnięciu z niej warstwy ziemi i prochu (…) okazała się pękniętą u góry przez całą długość, a przegryzioną rdzą i podziurawioną w podstawie” – czytamy w relacji naocznego świadka. Podczas przekładania zwłok do nowej ołowianej trumny stwierdzono, że zabalsamowane ciało spoczywało na przegniłym posłaniu z morskich traw. „Niestety zabalsamowanie to okazało się bezskutecznem i nic nie pozostało z wielbionych przez nas rysów”.

W starej trumnie znaleziono jeszcze metalowego Chrystusa, który prawdopodobnie był częścią rozsypanego w proch krzyżyka, monetę i biały, porcelanowy guziczek od koszuli. Te pamiątki zabrał Władysław Mickiewicz. Cynkową trumnę Mickiewicza grabarze paryscy pocięli na kawałeczki i „w kilka dni po ekshumacji za pół franka można było nabyć taką pamiątkę” – napisał Stanisław Rosiek („Mickiewicz po śmierci. Studia i szkice nekrograficzne”, 2013).

Podczas uroczystości w Zurychu – na trasie przewozu zwłok - „wygłoszono nad zwłokami dziewięć mów, w tej liczbie jednę po francusku, jednę po niemiecku, jednę po włosku, jednę po rosyjsku, a nawet jednę po bułgarsku” – odnotowała „Książka pamiątkowa z 22 ilustracyami”. W Wiedniu natomiast obyło się bez uroczystości. „Pod nieobecność rodziny i członków delegacyi, bez świadków” przełożono trumnę wieszcza z pociągu francuskiego do austriackiego. Zarząd kolejowy (Nordbahn) sprzeciwił się składaniu wieńców u trumny „pod pozorem, że zbyteczne przepełnienie wagonu mogłoby spowodować w drodze pożar”.

W Wadowicach powstał Ludowy Komitet przy Towarzystwie Ochrony Ziemi, który 19 maja 1890 r. wydał ogólnopolską odezwę, zachęcając do nadsyłania wieńców i materiałów na wieńce - na swój adres, zwłaszcza z miejscowości, nie mogących przysłać delegacji na pogrzeb wieszcza. „Miał bowiem naród wielu i wielkich królów i książąt, miał wiele i najszlachetniejszych królowych, miał wielkich biskupów i kapłanów, nieustraszonych wodzów i bohaterów, miał Kazimierzów Wielkich, królewny Jadwigi, Sobieskich, Kościuszków, Kilińskich i Bartoszów, ale przez całe wieki, przez długi tysiąc lat miał tylko jednego Adama Mickiewicza” - uzasadniono.

Do Wadowic zaczęły spływać przesyłki pocztowe z kłosami, liśćmi i szarfami, z wierszami i dedykacjami, a także wieńce ze wszystkich ziem polskich – z Litwy i Królestwa Polskiego, z Wielkopolski, Prus i Górnego Śląska, z Galicji i Śląska Austriackiego. Franciszek Zalański, sekretarz Komitetu, sporządził spis ponad 4 tys. przesyłek.

30 czerwca 1890 r. w wadowickiej szkole ludowej ruszyła produkcja - setki mieszkańców miasta i okolicznych wsi splatały wieńce, mocowały szarfy, tworzyły napisy. 2 lipca wieczorem, tłumy obejrzały na wadowickim rynku prezentację 44 wieńców: każdy zaopatrzony w jedną wielką literę. 43 litery tworzyły napis: „Adamowi Mickiewiczowi lud wszystkich ziem Polski”. „Głoski napisu wite były z mieszanego-materyału całej Polski, tylko pierwsza +A+ z samych kłosów i borów litewskich oraz z gałązek modrzewia, sadzonego przez króla Sobieskiego, pierwsze +I+ uwite było z traw od Gopła i Kruszwicy, głoska +U+ (utrapienie) z samych kłosów z Królestwa Polskiego, pierwsze +S+ z kłosów pruskiego i austryackiego Szląska, a drugie +S+ z bardzo pięknych traw Białowiejskiej Puszczy, wreszcie jedno +W+ z kłosów i zieleni z Wielkopolski” – napisał Zalański.

44 element stanowił „srebrzysty sierp oświecony gwiazdą postępu” czyli godło wadowickiego Towarzystwa Ochrony Ziemi przymocowane do wieńca splecionego z kłosów całej Polski, i zaopatrzonego w trójkolorową szarfę „o barwach polskich, małoruskich i krajowych, z napisem (…) +Tyś Jozue narodu, prowadź nas do szczęśliwszej przyszłości!+” - opisał sekretarz.

By wysłać wieńce do Krakowa, na stację kolejową w Wadowicach wyruszył kilkutysięczny pochód „wśród okrzyków i nietłumionej radości, że tak wspaniałe dzieło doszło szczęśliwie do skutku” - podsumował Zalański.

3 lipca wieczorem do Krakowa dotarła trumna ze szczątkami Mickiewicza. Złożono ją na przechowanie w składzie zbożowym przy ul. Warszawskiej 21. W piątek, 4 lipca 1890 r., była piękna pogoda. Kraków miał wygląd odświętny, wzdłuż trasy pochodu zawieszono na słupach biało-czerwone chorągiewki i flagi. Słupy zostały połączone girlandami z zieleni. Ustawiono też ozdobne pylony, na których podczas pochodu płonęło purpurowe światło. „W ulicy Sławkowskiej olbrzymie chorągwie zwieszały się gęsto ze wszystkich domów, tak, że sięgały poniżej trumny, jakby ścieląc się pod nią” - opisywano. W Rynku Głównym, naprzeciw wylotu ul. Siennej wzniesiono obelisk, ozdobiony lirą i medalionem z podobizną Wieszcza.

Trumnę ustawiono na karawanie, zaprzęgniętym w sześć karych koni - miał kształt ściętej piramidy, obity był purpurową materią, ozdobiony obrazami Matki Boskiej Ostrobramskiej i Częstochowskiej. „Na szczycie dla trumny urządzono posłanie z kwiatów polnych, rodzimych, które tak pięknie opiewał wieszcz nasz w poezyach swoich: kąkol, bławaty i rumianek przeplatane śnieżystemi pękami lilii” - odnotowali kronikarze wydarzeń. Nad trumną zawieszono baldachim z purpurowego pluszu, ozdobionego ręcznie malowanymi kwiatami oraz napisem: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię Panie”.

Po przemówieniach Władysława Mickiewicza i hr. Jana Tarnowskiego, w takt dzwonów bijących w kościele św. Floriana – rozpoczął się przemarsz pogrzebowego orszaku. Trasa wiodła z ul. Szlak przez ul. Warszawską, Basztową i Sławkowską do Rynku Głównego. Na czele kroczyła orkiestra lwowskiej „Harmonii”, za nią - zastępy ochotniczych strażaków z Galicji „w błyszczących kaskach i w różnobarwnych mundurach”.

Następnie szła deputacja z 44 wieńcami uwitymi w Wadowicach – a za nimi kilkaset delegacji z trzech zaborów i spoza granic. Na pogrzeb przyjechali mieszkańcy Królestwa Polskiego, Litwy, Ukrainy, Wołynia, Podola, Poznańskiego, Śląska, Warmii oraz Polacy z emigracji. Delegatów przysłali także Ukraińcy, Czesi, Serbowie i Bułgarzy.

„W ogromnym orszaku mieniły się tysiączne wspaniałe barwy: świt włościańskich, krakowskich, ruskich, góralskich, huculskich. Obok świt włościańskich i sukman zmieszane razem z nimi i wśród nich stroje narodowe szlachty, charakterystyczne kapoty mieszczan. Ponad tym strzelają czaple kity, mienią się brylantowe ich zapinki, błyszczą kaski strażaków. Na czele duchowieństwa w imponującej liczbie przeszło 500 kapłanów, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego w togach i z insygniami, posłowie sejmowi. Słowem, kiedy się powiodło okiem po tych tysiącach widziało się jasno i dobitnie, że cały naród, wszystkie jego stany, stawiły się na uroczystą chwilę” - napisał świadek tamtych chwil. Pochód zamykały delegacje Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za nimi, tuż przed karawanem - szedł jedynie arcybiskup.

Przemarsz trwał blisko godzinę. Gdy czoło pochodu było u Kościoła Mariackiego, trumna dopiero ruszyła z miejsca. Za karawanem kroczyła rodzina poety, Wydział Krajowy oraz posłowie do rady państwa i sejmu. Orszak zamykały straże pożarne.

Rodzina Juliusza Kaden-Bandrowskiego mieszkała wtedy przy Rynku. „Ludzi na Rynek wysypało się bez końca — a jeszcze ilu do nas na obiad zaproszonych? Ludzi, ludzi, ludzi. Chodzą, stoją, wiszą na latarniach, siedzą na wszystkich słupach. (…) Jadą banderie krakusów, chłopi z kosami, różne cechy, różni zakonnicy. Idą szlachcice w kontuszach” – czytamy „W cieniu zapomnianej olszyny” (1928).

Także w salonie Kaden-Bandrowskich stały kosze i beczka z kwiatami. Matka chwyciła synka oburącz za ramiona i odwróciła ku oknu, aby zapamiętał podniosłą chwilę. „Pochód sunął w najlepsze, u brzegu naszego domu, pośród tłumu zobaczyłem górę drżących kwiatów. Rzucali je wszyscy ze wszystkich stron, ojciec ze swego okna wysypywał koszyki jeden za drugim. Nie wiem, czy tę górę kwiatów wlokło sześć koni, czy też ją ludzie dźwigali? Pamiętam, z całego widoku, że szpaler strażaków raz za razem przerywał się i pękał. Wtedy tłum opływał zewsząd ten kwiecisty pagórek”.

Matka pisarza, spłakana ze wzruszenia, zanurzyła ręce w beczułce z kwiatami. „I rzuciła gałązki w powietrze. Nie w dół na chodnik, ale przed siebie w powietrze, jakby na ślepo — nikomu. Przechylona daleko za okno, zawołała wreszcie: +Mickiewicz! Mickiewicz! Mickiewicz!+. Ani jednego słowa więcej. Odebrało jej głos. Same łzy” – zakończył Kaden.

Przed kościołem Mariackim prochy wieszcza powitał pieśniami Moniuszki ponad 200-osobowy chór z połączonych towarzystw śpiewaczych, a na czele konduktu arcybiskupa Issakowicza zastąpił arcybiskup lwowski Seweryn Tytus Morawski. Na ul. Bernardyńskiej trumnę przeniesiono na mary, które poniosła do katedry wawelskiej młodzież akademicka. Ledwo zdjęto trumnę, „publiczność rozebrała na pamiątkę obicie karawanu i wszystkie kwiaty”.

W południe trumna dotarła pod katedrę. W tej chwili z zachmurzonego na moment nieba ozwały się grzmoty – a jednocześnie zaczął bić Zygmunt. Pierwszy przemawiał poeta Adam Asnyk. Opowiedział jak „po utracie naszej niepodległości, gdy zabrakło nam dawnych królów i hetmanów (…) opatrzność zesłała nowego wodza. Wódz ten podniósł padający sztandar pokonanego narodu (…) i rozwinął w błękitach na takich wyżynach, na jakich go już dosięgnąć nie mogły żadne nieprzyjazne moce”.

Wrażenie spotęgowała sama natura. Gdy Asnyk mówił o cierpieniach przeszłości – niebo „zawrzało gromem, jednym i drugim, jak gdyby głosem tym chciało potwierdzić prawdę słów mówcy (…) Gdy mówca z kolei przyszedł na nadzieje nasze i zapowiadał ich spełnienie, niebo przed chwilą grożące burzą i deszczem, rozjaśniło się zupełnie i piękna pogoda powróciła” - odnotowali świadkowie.

Ostatnie słowo należało do prof. dr. Stanisława hr. Tarnowskiego. „Jak zaś w modlitwie przy konających Kościół wzywa Świętych różnych, żeby duszę chrześcijańską u wrót Raju powitali, tak nam godzi się powiedzieć: +Niech Cię tu przyjmie i powita duch Łokietka, jedności Państwa odnowiciela, Ciebie, coś jedność ducha utwierdził; — duch Kaźmierza, co urządzał i oświecał, Ciebie, coś jaśniał niewidzianą przedtem u nas światłością, i smugę jej po sobie zostawił. Niech Cię — Litwina — przyjmie pierwszy nasz Litwin Jagiełło, i jego Jadwiga: Ciebie, coś jest znakiem, dowodem, stwierdzeniem i utwierdzeniem świętego Litwy z Koroną małżeństwa” – powiedział.

Gdy trumnę wniesiono do katedry, przed ołtarzem klęczał już kardynał Albin Dunajewski. Pośrodku nawy głównej wybudowano 3-metrowy podest, na który wiodły od bramy kościoła szerokie schody o kilkunastu stopniach - całość obita była ciemno-wiśniowym pluszem. Właściwy katafalk, wzniesiony na postumencie, miał ok. 2 m wysokości. Wykonali go architekt Teodor Talowski i artysta malarz Piotr Stachiewicz. Także był obity bordowym pluszem, okolony wieńcem kwiatów i makatą ze złotymi ornamentami.

Na frontowej części katafalku jaśniał złocisty wieniec. A ponad nim górowały dwa olbrzymie sztandary, pomiędzy którymi wisiał dwustronny obraz. Od strony bramy oglądało się Matkę Boską Ostrobramską, a od strony kaplicy św. Stanisława, Matkę Boską Częstochowską.

„Katafalk ten zbudowany w imponujących oryginalnością i wielkością rozmiarach, miał kształty monumentalne, przeważnie spiż imitujące; robił wrażenie, jakby był stałą od wieków ozdobą katedry; była to tymczasem budowa wykonana w ciągu jednego tygodnia” - relacjonował „Czas”.

Około godz. 15 trumnę złożono w krypcie. „Stanęli wszyscy oddać hołd temu co ukochał naród cały, cierpiał za miliony i wieszczył im świetlaną przyszłość” – napisał Kazimierz Bartoszewicz w broszurze „Mickiewicz na Wawelu. Album pamiątkowe złożenia zwłok wieszcza w krypcie katedralnej” (1890).

Nie był to zwykły pogrzeb, ale „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” – ocenił Karol Suchodolski w „Pamiątce podniesienia relikwii Adama Mickiewicza z dodatkiem najpiękniejszych wyjątków z jego Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” (1890).

Pamiątki z krakowskiego pogrzebu Adama Mickiewicza znajdują się obecnie w magazynie Muzeum Narodowego w Krakowie „w dobrym stanie zachowania, pod stałą opieką konserwatorską i udostępniane są zainteresowanym podczas kwerend” - poinformowała PAP kustosz Monika Paś. „Aktualnie w stałej ekspozycji, w Galerii Rzemiosła Artystycznego w Gmachu Głównym w gablocie z pamiątkami po Adamie Mickiewiczu, znajduje się jeden wieniec srebrny z napisem dedykacyjnym: +Szkoły żeńskie krakowskie 4/VII 1890 Adamowi Mickiewiczowi+” - dodała.

Iwona L. Konieczna (PAP)

ilk/ pat/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Z różańcem walczą dla Maryi

2020-07-03 13:36

[ TEMATY ]

Męski Różaniec Warszawa

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jednoczy ich modlitwa i oddanie Matce Bożej. Najpierw spotykali się tylko w Warszawie. Dziś modlą się w kilkudziesięciu miastach w Polsce, a także poza granicami - w Algonquin (USA), Londynie i Wilnie. Tysiące mężczyzn nie wstydzą się publicznie przyznać do swojej wiary.

Wszystko zaczęło się 7 kwietnia 2018 r. w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Warszawie. W kolejnych miesiącach zaczęli spotykać się w pierwsze soboty o godz. 8.00 na Mszy św. w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela, później przechodzili pod pomnik Matki Bożej Pasawskiej, odmawiali różaniec i słuchali krótkiego rozważania. Miało skończyć się na pierwszych pięciu sobotach, trwa nadal.

Mężczyźni spotykają się w pierwsze soboty miesiąca. Dlaczego to robią? - Wierzymy, że naszą rolą, tj. rolą mężczyzn w Bożym zamyśle jest ochrona na życie wieczne wszystkich tych, których Bóg podarował nam tu na ziemi. Chcemy czynić to razem, we wspólnocie mężczyzn. W tej jedności umacniamy naszą męską tożsamość i męskie cnoty - wskazuje Artur Wolski z inicjatywy „Męski Różaniec Warszawa”.

Oprócz stolicy, mężczyźnie publicznie odmawiają różaniec m.in. w Brodnicy, Bydgoszczy, Chełmie, Częstochowie, Dębicy, Gryficach, Koszalinie, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Oleśnicy, Olsztynie, Opolu, Pile, Pionkach, Piotrkowie Trybunalskim, Poznaniu, Przemyślu, Pułtusku, Radomiu, Rumii, Rzeszowie, Siedlcach, Świdnicy, Świdniku, Świnoujściu, Szczecinie, Toruniu.

Na Marszu Niepodległości tworzyli blok różańcowy. Zamykali patriotyczny pochód idąc z różańcem w ręku i modląc się o jego pokojowy przebieg i zjednoczenie serc. W czasie pandemii w ograniczonym składzie uczestniczyli w nabożeństwach, modlili się online, a gdy już można było, spotykali się przy kapliczkach na męskich nabożeństwach majowych, a potem nabożeństwach czerwcowych. - Szukając miejsca na modlitwę na warszawskim Bródnie odnalazłem pomnik przy ulicy Wysockiego, na którym znajduje się taki napis: W 5-tą rocznicę „Cudu nad Wisłą” i zwycięstwa nad nawałą bolszewicką w dniu 15 sierpnia 1920 r. pomnik ten fundują mieszkańcy Nowego Bródna. I to tam spotkaliśmy się na pierwszym nabożeństwie majowym - mówi Paweł Jaworski ze wspólnoty „Żołnierze Chrystusa”. I dodaje: - Ciągle spotykamy ślady tamtej bitwy. Z perspektywy czasu widzimy, że Maryja przygotowywała nas przez te lata na setną rocznicę „Cudu nad Wisłą”.

Jak sami podkreślają, uczestnictwo w uroczystościach 15 i 16 sierpnia w Radzyminie jest dla nich wielkim zaszczytem. Nie czekają jednak bezczynnie. - Oddaliśmy się w niewolę Maryi i Ona nas prowadzi. Mamy świadomość, że to naprawdę jest nasza Królowa, że jesteśmy Bożą Armią, a różaniec to nasz miecz, przez który możemy zmieniać świat. I to też był Jej pomysł - podkreśla Jaworski.

Akcją nawiedzania kopii obrazu Matki Bożej Łaskawej w warszawskich kościołach zaplanowana jest na lipiec, sierpień i wrzesień. Na większości z nich można spotkać Ewę J.P. Storożyńską, współautorkę książki „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”. - Ona jest jednym z elementów tej układanki, jak jej posłuchasz, to sięgasz po książkę i zaczynasz tym żyć – opowiada Jaworski.

Przyznaje, że nieprawdopodobnym wydaje mu się to, co wydarzyło się na przedpolach Warszawy sto lat temu. - Jak pomyślę, że Matka Przenajświętsza otoczona husarią, mając w ręku tarczę odbija strzały, że najeźdźcy uciekają, bo widzą potężną Maryję, to jest to coś niewyobrażalnego. Trzeba pamiętać, że była to bitwa, która uratowała całą Europę przed najazdem bolszewizmu. Po ludzku to niemożliwe. A dziś mamy łaskę żyć w stulecie Cudu nad Wisłą. To jest bezcenny czas, który coś na pewno znaczy - dodaje i podkreśla, że mamy dzisiaj szansę wybronić się przed kolejnym najazdem, tym razem lewackich ideologii. - Mamy wyjść na ulice, błagać i prosić o ratunek na kolejne sto lat - zachęca Jaworski.

Najbliższy „Męski Różaniec” odbędzie się już jutro – 4 lipca.

CZYTAJ DALEJ

Relikwie bł. ks. Jerzego w Miliczu

2020-07-04 12:30

ks. Łukasz Romańczuk

Instalacja relikwii

W parafii pw. św. Michała Archanioła w Miliczu nastąpiła instalacja relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz poświęcono sztandar NSZZ “Solidarność” Emerytów i Rencistów Ziemi Milickiej. Na tej uroczystości obecny jest brat bł. ks. Jerzego, Józef Popiełuszko wraz z małżonką. Mszy św. przewodniczy ks. Jan Przytocki, proboszcz parafii.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tej uroczystości.

Więcej o tej uroczystości niebawem na naszej stronie

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję