Zagrałem w życiu setki koncertów, ale gdy pierwszy raz czytałem podczas Mszy św. czytanie, trzęsły mi się nogi z tremy – tak swoje początki służby przy ołtarzy opisuje Piotr Kowalczyk, czyli Tau, jeden z najpopularniejszych raperów w Polsce.
– Przecież w trakcie Mszy św. odbywa się największy cud wszech czasów! Jezus umiera i staje się ofiarą za nasze grzechy. Nie-sa-mo-wi-te! To wielkie wyróżnienie i ogromny zaszczyt móc służyć Kościołowi – mówi Tau, któremu jeszcze kilka lat temu nie przeszłoby przez myśl, że będzie stał tuż przy ołtarzu i dzwonił dzwonkami czy podawał wodę i wino kapłanowi.
Tau przeszedł długą i trudną drogę. W młodości popadł w uzależnienia, nie widząc sensu swojego życia. Dopiero kiedy zmienił kierunek i zaczął „płynąć” pod prąd, odnalazł w Bogu źródło szczęścia i zaspokojenia pragnień, których w żaden sposób nie potrafił wypełnić.
– Tak się składa, że mam taki dar, taką łaskę, iż jestem codziennie na Mszy św., i któregoś dnia odczułem pragnienie wstąpienia do służby liturgicznej. Zmagałem się z tą myślą, no bo jak to – ja, ministrantem? (uśmiech). Ale po chwili przyszła refleksja: Zaraz, zaraz. Sam Wszechmogący Bóg zaprasza mnie, abym służył w czasie... Najświętszej Ofiary! Wtedy uświadomiłem sobie, jak wielkim zaszczytem jest służyć przy ołtarzu. To wielka lekcja miłości, pokory i posłuszeństwa – zwierza się Tau na swoim profilu FB.
Raper swoim odważnym przykładem pokazuje, że warto, nie zważając na opinie innych, służyć Bogu całym swoim życiem. Podczas koncertów często zachęca do odwagi w wierze, do aktywnego działania w swoich środowiskach, do bronienia chrześcijańskich wartości. – Jeśli cierpliwie zniesiesz trudy i przeciwności, to nadejdzie poranek zmartwychwstania, który zmieni wszystko na lepsze. Stój niewzruszenie. Odwagi – przekonuje Tau.
Historia tych dwojga przyprowadziła do Pan Boga setki nawróconych serc. Kiedy ludzie słuchali świadectwa ich życia, cudów, jakich dokonał w ich życiu Pan Jezus, pragnęli również nawiązać tak bliskie relacje z Bogiem
Powiedzieliśmy Panu Bogu o naszym bólu, o tym, że nie możemy mieć dzieci. Powiedzieliśmy też Panu Bogu o tym, co usłyszeliśmy przed kilkoma dniami. Że są na świecie ludzie obdarowani przez Boga darami, tzw. charyzmatami; ludzie, którzy modlą się za innych z taką siłą, że ci odzyskują zdrowie, otrzymują łaskę od Boga. Nie znaliśmy takich ludzi i prosiliśmy Pana Boga, by postawił takich ludzi na naszej drodze. Słyszeliśmy, że tacy ludzie są gdzieś w świecie, na zachodzie Europy. Jednak modliliśmy się o to. Ta modlitwa napełniła nas radością. Zaraz po niej do drzwi zadzwonił listonosz, który przyniósł przekaz na odbiór bagaży. Wybiegłem więc na pocztę, ale do otwarcia pozostało jeszcze dziesięć minut. Spacerowałem dla zabicia czasu. Nagle ktoś biegnący chodnikiem na przystanek zawołał i zaprosił mnie i Ewę na rekolekcje, które miały być wieczorem z udziałem jakiegoś specjalnego gościa, człowieka obdarowanego przez Boga charyzmatami, m.in. darem uzdrawiania. „Przyjdźcie koniecznie!” – krzyknął i za chwilę zniknął w autobusie. Zamurowało mnie – wspomina Mirek. – Dziesięć minut wcześniej modliliśmy się o takiego człowieka. Przecież ten człowiek nie znał naszej sprawy! Nie miał pojęcia, co się dzieje w naszym życiu. A tu takie zaproszenie. Odebrałem szybko bagaże i wróciłem podzielić się z Ewą tym wydarzeniem. Powiedziałem, że Pan Bóg odpowiedział na naszą modlitwę. Ewunia zareagowała bardzo ostrożnie, nie bardzo chciała tam pójść.
Odejście z islamu oznacza zdradę kultury i wyrzeczenie się korzeni, muzułmańskie rodziny nie mogą zrozumieć, że ktoś może być gotowy na taki krok. Ta zdrada islamu może pociągać za sobą poważne konsekwencje rodzinne i społeczne. Wskazuje na to dwoje muzułmanów, którzy w czasie ostatniej Wigilii Paschalnej przyjęli chrzest w katedrze w hiszpańskim Getafe.
W obawie o swe życie Jonás i Lourdes Ángel nie ujawniają swoich danych. Podkreślają, że choć coraz więcej muzułmanów wybiera Jezusa, robią to po cichu, by nie ściągać na siebie i na wspólnoty, do których wstąpili, gniewu rodzin zawiedzionych ich wyborem.
Holenderski biskup pomocniczy diecezji ’s-Hertogenbosch, Rob Mutsaerts uległ w sobotę wieczorem w drodze do domu poważnemu wypadkowi drogowemu i przebywa obecnie w szpitalu, a jego stan jest „obecnie stabilny”. „Konsekwencje wypadku są poważne”- poinformowano. Biskup diecezjalny, Gerard de Korte poprosił w poniedziałek wiernych o modlitwę za 67-letniego biskupa pomocniczego.
Jak poinformowały w poniedziałek gazeta Nederlands Dagblad oraz regionalna stacja telewizyjna Omroep Brabant, bp Mutsaerts wracał w sobotę wieczorem z domu rekolekcyjnego Emmaüs w miejscowości Helvoirt, gdzie spowiadał. Utraciwszy przytomność za kierownicą uderzył samochodem w drzewo.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.