Reklama

W wolnej chwili

Smog nasz powszedni

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Polska należy do państw z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Europie. Coroczne raporty, ale także bieżące odczyty ze stacji pomiarowych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska ukazują tragiczny stan mieszaniny, którą oddychamy. Trwa walka o czyste powietrze, ale sama powszechna świadomość problemu jest sporym wyzwaniem, przed którym stoją wszyscy, którym zdrowie Polaków leży na sercu.

Smog widać i czuć

Smog to mieszanina różnego rodzaju pyłów i gazów z powietrzem i najczęściej powstaje jako skutek działalności człowieka. Przyjęło się dzielić smog na dwa rodzaje. Pierwszy z nich to tzw. typ Los Angeles – składa się on głównie z gazów, tlenków węgla, azotu i węglowodorów, a jego powstawanie ma związek z ruchem miejskim. W naszych szerokościach geograficznych występuje głównie w miesiącach letnich. Drugi typ – słynny smog londyński – to przede wszystkim mieszanina pyłów, sadzy i, oczywiście, gazów, czyli tlenków węgla, siarki i azotu. Głównym źródłem smogu typu londyńskiego jest tzw. niska emisja, czyli zanieczyszczenia z niskich kominów, które zatruwają powietrze w pobliżu miejsca powstawania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Każdy może się przekonać o szkodliwości niskiej emisji. Jeśli spojrzy się np. zimą z pewnej odległości i wysokości na dzielnice zabudowane domami, które nie są podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej, a w których ciepło uzyskuje się ze spalania drewna, węgla i niestety, zdarza się, że śmieci i plastiku, to nikną one w szarej warstwie powietrza, która zaczyna się kilkanaście metrów nad ziemią. Tam naprawdę widać, czym się oddycha. Także czuć.

Szkodliwość niskiej emisji bierze się również stąd, że często zalega ona dopóty, dopóki nie wywieje jej wiatr. Ciepłownie, elektrownie czy inne zakłady przemysłowe są mniej uciążliwe dla okolicznych mieszkańców, ponieważ są zaopatrzone w filtry, które wyłapują bardzo dużo zanieczyszczeń, ale też ewentualne zanieczyszczenia są wyprowadzane przez wysokie kominy w warstwy atmosfery, w których cyrkulacja powietrza jest dużo większa niż ta na wysokości kilku metrów nad ziemią.

Główną przyczyną powstawania szkodliwych emisji jest spalanie paliw niskiej jakości, np. miałów czy mułów węglowych, które zawierają duże ilości siarki, chloru czy popiołu. Niestety, nowoczesne kotły spełniające restrykcyjne normy używanego paliwa to ciągle rzadkość. Co prawda obecnie nie można kupić kotła, który tych norm nie spełnia (tzw. kotły klasy piątej), ale większość tych zainstalowanych w domach to urządzenia kupione przed 2012 r., mogą one więc być nawet najniższej klasy, tj. pierwszej, albo wręcz pozaklasowe, czyli nie spełniać żadnych norm ekologicznych. Te nowoczesne emitują kilkanaście razy mniej pyłów, a tlenków węgla – nawet do pięćdziesięciu razy mniej niż stare kotły.

Ku przestrodze

Reklama

W grudniu 1952 r. w Londynie zdarzyła się tragedia, która powinna być przestrogą dla wszystkich podchodzących z niedowierzaniem lub niefrasobliwością do kwestii zanieczyszczenia powietrza ze źródeł niskiej emisji. Doszło wtedy do splotu kilku wyjątkowo niekorzystnych czynników. Front atmosferyczny zatrzymał powietrze na miejscu, w mieście, i był przyczyną powstania gęstej mgły i ochłodzenia. Londyńczycy na potęgę dogrzewali się w domach i przemieszczali się po mieście głównie samochodami, co powodowało gigantyczne korki. Dymy wydobywające się z kominów i rur wydechowych mieszały się z mgłą i tworzyły śmiertelnie groźny, trujący aerozol, składający się m.in. z kwasu siarkowego. W ciągu kilku dni trwania smogu – od 5 do 9 grudnia – zmarło 4 tys. osób z powodu niedotlenienia i uduszenia spowodowanego wydzielaniem ogromnych ilości śluzu przez podrażnione mgłą płuca. Ocenia się, że ofiar smogu było w sumie 12 tys., zmarłych także z powodu powikłań już po zmianie pogody, kiedy to wieczorem 9 grudnia wiatr zaczął wywiewać trujące opary z miasta.

Skutki oddychania zanieczyszczonym powietrzem odczuwają nie tylko ludzie, ale także rośliny i zwierzęta. Przygotowujemy jedzenie z mięsa, w którym znajdują się cząstki np. metali ciężkich, pyłów, dioksyn lub benzo(a)pirenu. Rośliny wzrastające w warunkach dużego zanieczyszczenia powietrza także kumulują trucizny, a przecież obecnie szczególnie ważne jest korzystanie ze zdrowej żywności. Wszyscy szukamy jak najzdrowszych źródeł pożywienia, warto zatem zwrócić uwagę na to, w jakich warunkach atmosferycznych żywność jest produkowana.

Trzeba działać

Reklama

Niestety, w Polsce oddychamy najgorszym powietrzem w Europie. Znaczne przekroczenie stężenia rakotwórczego benzo(a)pirenu notujemy właściwie na terytorium całego kraju. Podobnie jest z pyłami PM10. Na szczęście ostatnie lata przyniosły znaczny wzrost świadomości zagrożeń płynących z powietrza. Powstały programy pomocy mieszkańcom w wymianie starych kotłów na nowoczesne. Oczywiście, ze względu na ogromne koszty ich wprowadzenia programy te nie poprawią jakości powietrza natychmiast. Ważnym czynnikiem nacisku na władze są organizacje ekologiczne i obywatele, którym jakość życia leży szczególnie na sercu. Po tym, jak władze Krakowa zakazały od 1 września 2019 r. w mieście palenia paliw stałych (węgiel i drewno), coraz więcej samorządów przyjmuje uchwały antysmogowe, a dyskusje o ograniczeniu niskiej emisji zaczęły być częstym punktem obrad. Kraków stał się tutaj przykładem i punktem odniesienia, ponieważ od lat należał do grupy miast z najgorszym powietrzem w kraju.

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska umieścił stacje pomiarowe na terenie Polski i dzięki temu możemy na bieżąco sprawdzać, jaka jest jakość powietrza w wielu miastach. W niechlubnym rankingu największych średniorocznych stężeń szkodliwych substancji za rok 2018 przoduje południowa Polska, np. w Nowym Targu benzo(a)piren przekraczał normę o 1800 proc., a w Pszczynie aż przez 135 dni w roku utrzymywał się podwyższony poziom pyłów PM10. To, oczywiście, skrajne przypadki, ale lista miast ze stężeniami różnych substancji znacznie przekraczającymi normy jest bardzo długa. Na stronie internetowej GIOŚ znajdują się także mapy z prognozami zanieczyszczeń na lata 2020 i 2025. Prognozowane są znaczne spadki szkodliwych substancji w powietrzu, ale jeśli nie chcemy, aby były to jedynie pobożne życzenia, to sami musimy większą wagę przywiązywać do tego, co emitujemy przez kominy i rury wydechowe i, niestety, ponieść tego koszty, bo pozorowane działania i rozmywanie problemu w niekończących się dyskusjach doprowadzą nas do katastrofy być może gorszej nawet niż ta londyńska z 1952 r.

* * *

Najbardziej niekorzystna jest niska emisja:
pył PM10 – cząstki o średnicy poniżej 10 mikrometrów – dostają się do płuc i górnych dróg oddechowych, mogą się składać z substancji trujących, rakotwórczych, metali ciężkich
pył PM2,5 – cząstki o średnicy poniżej 2,5 mikrometra – przedostają się do płuc, także do krwiobiegu, a w konsekwencji zaburzają pracę różnych narządów
dwutlenek siarki (SO2) – przyczynia się do powstania kwaśnych deszczy, bardzo szkodliwy
metale ciężkie – rtęć, ołów, kadm
benzo(a)piren – rakotwórcza substancja chemiczna odkładająca się w organizmie

2019-11-19 12:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowy kierunek studiów na Uniwersytecie

[ TEMATY ]

nauka

Wrocław

pl.wikipedia.org

W październiku Uniwersytet Wrocławski otworzy kierunek, który może przyczynić się do rewolucji w polskim systemie rehabilitacyjnym. O tym, dlaczego zmiany są potrzebne i jaką rolę w ich wprowadzeniu pełnić będą specjaliści ds. zarządzania rehabilitacją, rozmawiamy z dr Aliną Czapigą, prodziekanem ds. dydaktycznych i socjalnych Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych.

: „Wdrożenie nowego modelu kształcenia specjalistów ds. zarządzania rehabilitacją jako element systemu kompleksowej rehabilitacji w Polsce” – co kryje się pod tą nazwą? Dr Alina Czapika - To projekt dydaktyczny, którym kieruję z ramienia Uniwersytetu Wrocławskiego, współfinansowany ze środków Unii Europejskiej, w ramach Działania 4.3 Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój. W jego ramach będziemy kształcić na studiach podyplomowych specjalistów ds. zarządzania rehabilitacją. Projekt realizujemy wspólnie z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, Uniwersytetem Warszawskim i Uniwersytetem Medycznym w Lublinie. Naszymi partnerami społecznymi są PFRON, ZUS oraz DGUV – Deutsche Gesetzliche Unfallversicherung e.V. – niemiecka organizacja centralna ds. ubezpieczeń. Współpracujemy również z przedstawicielami organizacji pozarządowych i pracodawcami. Razem przygotowaliśmy model kształcenia. Inspiracją do realizacji projektu była potrzeba zapewnienia dostępu do kompleksowej rehabilitacji, dającej szansę na powrót do aktywności społecznej i zawodowej osobom, które w wyniku różnych zdarzeń losowych stały się niepełnosprawne lub u których nastąpiło pogorszenie stanu zdrowia, uniemożliwiające – trwale lub okresowo – aktywność zawodową i społeczną. Kluczową rolę w procesie aktywizacji odgrywa specjalista, który zarządza procesem rehabilitacji – organizuje go, angażując do współpracy wielu ekspertów. W Polsce bardzo potrzebne są studia przygotowujące do pełnienia tej roli. Dotychczas nie powstał taki zawód czy specjalizacja, dlatego opracowaliśmy cały związany z tym model kształcenia. Pomimo znacznego wzrostu wydatków publicznych na aktywizację zawodową osób z niepełnosprawnością w Polsce, większość tych osób pozostaje poza rynkiem pracy. Według Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku liczba osób z niepełnosprawnością ogółem wynosiła blisko 4,7 mln. Około 3,1 mln osób posiadało prawne potwierdzenie niepełnosprawności. To mniej więcej 12 proc. ludności kraju. Według danych z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności za II kwartał 2017 roku około 70 proc. z 1 705 tys. osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym było biernych zawodowo. Tylko 27 proc. pracowało. Pozostałe ponad 2 proc. posiadało status osób bezrobotnych. Nasze studia wpisują się w zmieniający się naszym kraju system rehabilitacyjny. Obserwuję odchodzenie od systemu azylowego, działającego na zasadzie: „Zaopiekujemy się pacjentem/klientem, bo potrzebuje pomocy, ale zrobimy to z dala od środowiska”. Odchodzimy od systemu azylowego w stronę systemu środowiskowego, włączającego. Nie chcemy izolować, tylko aktywizować. Tak to chyba powinno funkcjonować. - Oczywiście, że tak. Polska nie jest krajem, który nie zajmuje się osobami z niepełnosprawnością, ale system wymaga zmiany. Moim zdaniem wracamy do koncepcji kompleksowej rehabilitacji, którą w Polsce zapoczątkował prof. Wiktor Dega. Czy pan wie, że pierwsza na świecie Katedra Medycyny Rehabilitacyjnej powstała na Akademii Medycznej w Poznaniu? A program kompleksowej rehabilitacji WHO uznała za modelowy? Wyzwanie podjął PFRON, który realizuje duży program związany właśnie z kompleksową rehabilitacją. Do nas należeć będzie kształcenie kadr. W ramach projektu kraj podzielono na cztery makroregiony. Uniwersytet Wrocławski obejmie swoim zasięgiem województwa: lubuskie, dolnośląskie, opolskie i śląskie; w tych regionach będziemy szukać kandydatów. Studia podyplomowe będą bezpłatne dla osób, które pomyślnie przejdą proces rekrutacji. Bardzo zależy nam na utrzymaniu poziomu, dlatego intensywnie pracowaliśmy nad koncepcją kształcenia. Prace merytoryczne zostały poprzedzone badaniami, które umożliwiły diagnozę sytuacji osób z niepełnosprawnością w Polsce oraz analizę obowiązujących rozwiązań w zakresie rehabilitacji i aktywizacji. Model kształcenia był konsultowany z partnerami ze środowiska społeczno-gospodarczego. Bez ich pomocy i opinii wdrożenie planowanych rozwiązań byłoby niemożliwe, a my chcemy, aby specjalista ds. zarządzania rehabilitacją funkcjonował w polskiej rzeczywistości. Dziś mogę już powiedzieć, że model kształcenia jest gotowy. Przystępujemy do kolejnych etapów procedury uniwersyteckiej, po zakończeniu której – najprawdopodobniej w czerwcu – rozpocznie się kilkuetapowa rekrutacja. Możemy zdradzić, jak będzie ona wyglądała? - Dysponujemy tylko dwoma semestrami, dlatego musimy wybrać osoby, które mają już pewne doświadczenia zawodowe i będą u nas poszerzać swoje kompetencje. O rekrutacji za chwilę powiem więcej, ale zacznijmy od najważniejszej sprawy, czyli od wyjaśnienia, kim ma być specjalista ds. zarządzania rehabilitacją. Bo przecież można by powiedzieć: „Zaraz, jak to? W dwa semestry wykształcimy kogoś, kto będzie nadzorował pracę lekarzy, psychologów, terapeutów, rehabilitantów – to się nie uda!”. Nie! Nasz specjalista nie ma zarządzać zespołem – on ma zarządzać procesem rehabilitacyjnym konkretnego pacjenta, czyli ma pozyskać do współpracy zespół specjalistów. Specjalista ds. zarządzania rehabilitacją nie jest lekarzem, ani pośrednikiem pracy, ale zarządza ukierunkowanym na aktywizację procesem rehabilitacji. Najpierw musi rozpoznać potrzeby pacjenta/klienta, opracować plan rehabilitacji, powołać i zorganizować zespół. A potem zrobić wszystko, by osiągnąć wcześniej założony cel. Nie może na przykład zapomnieć o tym, jak z niepełnosprawnością danej osoby radzi sobie jej rodzina, bo trudno będzie zaktywizować, przekwalifikować pacjenta, jeśli będzie miał szereg problemów rodzinnych wynikających z niepełnosprawności. Nasz „menedżer” musi radzić sobie z kontaktem, komunikacją, ale także z problemami i z konfliktami. Musi potrafić negocjować, dążyć do kooperacji. Nie może powiedzieć: „Trudno, tu nic nie da się już zrobić”. Specjalista ds. zarządzania rehabilitacją ma być łącznikiem pomiędzy wszystkimi osobami zaangażowanymi w proces rehabilitacji. Organizuje współpracę między pacjentem a pracodawcą, instytucjami społecznymi i państwowymi, lekarzami, ośrodkami rehabilitacyjnymi i szeroko rozumianym otoczeniem społecznym, w tym z rodziną. Program naszych studiów jest bardzo obszerny, ale także spójny. Oczywiście, zanim wybrano nas do udziału w projekcie, musieliśmy udowodnić, że dysponujemy odpowiednią kadrą, infrastrukturą, że mamy zarys koncepcji kształcenia. Ważna rolę w pozyskaniu projektu odegrał prof. dr hab. Ryszard Cach, prorektor ds. nauczania, oraz mgr Emilia Wilanowska, kierownik Biura Projektów Zagranicznych. Gdybyśmy nie skorzystali z tej możliwości – przy naszym, uniwersyteckim i wydziałowym, potencjale – byłoby to dużą stratą. Jak będzie wyglądała realizacja projektu pod kątem struktury? - Projekt jest uniwersytecki. Będzie realizowany na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych. Wezmą w nim udział psychologowie – przede wszystkim specjaliści z zakresu psychologii klinicznej, organizacji i zarządzania, bo tacy są potrzebni. Ale są jeszcze inne moduły. Potrzebni będą prawnicy, eksperci polityki społecznej, socjologowie. Jest moduł zarządzania procesem rehabilitacji, moduł medyczny, moduł rehabilitacji zawodowej i społecznej. Właśnie zwróciłam się do dziekanów WPAE oraz WNS z prośbą o pozyskanie pracowników do prowadzenia części zajęć na studiach podyplomowych. Już poszukuję specjalistów na zajęcia wykładowe i warsztatowe. Niektórzy się do nas zgłaszają, dopytują o szczegóły. Są chętni na studia i do prowadzenia zajęć. Na dwóch ogólnopolskich seminariach w Warszawie, na których prezentowaliśmy studia partnerowi z Niemiec – ale przede wszystkim pracodawcom, którzy mogą wysyłać do nas pracowników lub zatrudniać naszych absolwentów – otrzymaliśmy dużo pytań, sugestii i propozycji współpracy. Niemcy, na których doświadczeniach opieracie się, tworząc nowy kierunek, mają ściśle określoną specjalizację. - Korzystamy z doświadczeń niemieckich, ale także z polskiej szkoły medycyny rehabilitacyjnej prof. Degi. Niemcy szkolą ekspertów zajmujących się osobami po wypadkach, które po leczeniu, rehabilitacji i czasem po przekwalifikowaniu zawodowym wracają do wcześniej wykonywanej pracy lub znajdują inną, są aktywni zawodowo. Czyli: aktywizacja i czasem przekwalifikowanie. My chcemy poszerzyć ofertę. Nasz specjalista ds. zarządzania rehabilitacją będzie mógł zająć się także osobami, które są niepełnosprawne ruchowo, mają ograniczenia sensoryczne, niepełnosprawności intelektualnie, chorują psychicznie. Doprecyzujmy. Wykształcony przez Was specjalista będzie od razu przygotowany do kompleksowego działania na wszystkich przestrzeniach czy będzie zdobywał doświadczenie w obrębie konkretnych specjalizacji? - Na studiach omówimy zadania kompleksowej rehabilitacji we wskazanych rodzajach niepełnosprawności. Pamiętajmy, że rozmawiamy o projekcie, który w Polsce dopiero rusza. W przyszłości prawdopodobnie zostaną wprowadzone certyfikaty. Stanie się tak jednak dopiero wtedy, gdy specjalista ds. zarządzania rehabilitacją zostanie wpisany na listę zawodów. W przyszłości bardzo bym chciała – wspomniałam już o tym władzom rektorskim – utworzyć studia magisterskie z tego zakresu. Cztery semestry kształcenia pozwoliłoby na poszerzenie tematyki i pogłębienie rozwoju kompetencji osobistych. Perspektywy są tak duże, jak nasze zaangażowanie w projekt. Udzielił mi się entuzjazm i model pracy moich ekspertek z Instytutu Psychologii. Pierwsza z nich to dr Magdalena Ślazyk-Sobol, specjalizująca się w psychologii zarządzania. Jest konsultantem HR, trenerem; prowadzi zajęcia z zakresu psychologii pracy i organizacji, zajmuje się coachingiem w organizacji, outplacementem, diagnozą kompetencji zawodowych, „train the trainers”; prowadzi warsztaty rozwijające kompetencje interpersonalne i zarządcze. Druga osoba, o której myślę, to mgr Anna Cieślik, trener biznesu. Zajmuje się wspieraniem ludzi w rozwoju osobistym i zawodowym. Specjalizuje się w zakresie doskonalenia umiejętności liderskich, motywowania, zarządzania emocjami oraz rozwijaniem kompetencji komunikacyjnych. Jesteśmy na początku drogi, to prawda. Ale to jest projekt wdrożeniowy. To nie tak, że wyobrażam sobie, że utworzymy studia podyplomowe, bo wydaje mi się, że są potrzebne… …i zobaczymy, co będzie dalej? - My wiemy, że ten kierunek jest pożądany. Nie opieramy się na własnych odczuciach. Przeprowadzamy badania potrzeb. Żeby wiedzieć, jak osoby z niepełnosprawnością wyobrażają sobie funkcję specjalisty ds. zarządzania rehabilitacją, robimy badania – zakrojone na szeroką skalę, oparte na reprezentatywnej grupie – w czterech województwach makroregionu. Biorą w nich udział osoby, które przeszły proces rehabilitacji i są już aktywne zawodowo. Pytamy je o to, czego doświadczyli, czego brakowało im w procesie reaktywizacji, i na tym opieramy model kształcenia. O oczekiwaniach wobec menedżerów rozmawialiśmy też z lekarzami i rehabilitantami. Wróćmy do rekrutacji. Jak dokładnie będzie wyglądała? - Będzie trzyetapowa. Pierwszy etap to złożenie dokumentów: dyplomu ukończenia studiów pierwszego lub drugiego stopnia, CV, listu motywacyjnego, portfolio zawierającego certyfikaty itp. Etap drugi będzie testem kompetencji, z pytaniami zamkniętymi i otwartymi, z tzw. case’ami, które trzeba będzie skomentować, zinterpretować. Etap trzeci to już rozmowa, która pozwoli ocenić predyspozycje indywidualne i szeroko pojęte kompetencje społeczno-zawodowe kandydatów. Przyjmiemy 25 osób z najwyższą punktacją, może o kilka więcej. Studia rozpoczną się 1 października. W październiku 2019 roku ruszy druga edycja, która także będzie bezpłatna dla słuchaczy. Model kształcenia będzie poddany ewaluacji, czyli kolejna edycja studiów będzie już „po doświadczeniach” W ciągu dwóch lat w każdym z czterech ośrodków akademickich zostanie wykształconych po 50 osób. W całej Polsce będzie zatem 200 specjalistów ds. zarządzania rehabilitacją. Jak wyobraża Pani sobie idealnego kandydata? - Chciałabym, żeby na nasze studia aplikowały osoby z dyplomem studiów pierwszego lub drugiego stopnia z obszaru nauk humanistycznych, społecznych, medycznych. To mogą być rehabilitanci, fizjoterapeuci, lekarze rehabilitacji, psycholodzy, pedagodzy społeczni, terapeuci; również osoby, które mają może inne wykształcenie, ale dysponują wiedzą i doświadczeniem, bo na przykład prowadzą ośrodki rehabilitacyjne albo ośrodki zajmujące się osobami z niepełnosprawnościami. My rozwiniemy ich kompetencje, ukierunkujemy je. Ale żeby osiągnąć dobry efekt, musimy mieć osoby gotowe do współpracy. Jak będzie wyglądać przyszłość zawodowa Waszych absolwentów? - To trudne pytanie, bo jesteśmy na początku drogi. Mam nadzieję, że po zmianie systemu rehabilitacji w naszym kraju i odpowiednich uregulowaniach formalno-prawnych, będą oni zatrudniani w PFRON-ie, ZUS-ie, KRUS-ie. Właściwym miejscem mogą być ośrodki rehabilitacyjne, sanatoria oraz Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie. Ale specjaliści będą również mogli prowadzić własną działalność gospodarczą, zajmować się procesem rehabilitacji konkretnych osób. Niewykluczone, że zatrudnienie znajdą w firmach, korporacjach, których pracownik uległ wypadkowi. Wszystko to brzmi niezwykle imponująco. - Bo nad modelem kształcenia pracował zespół psychologów, lekarzy rehabilitacji medycznej, prawników, pracodawców… Z niecierpliwością czekamy na efekty tej pracy. I trzymamy kciuki.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

[ TEMATY ]

modlitwa

Królowa Pokoju

Adobe Stock

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore
Maryjo, Królowo Pokoju,
CZYTAJ DALEJ

Fundacja im. Rodziny Ulmów „SOAR” dołącza do Federacji Życia

Fundacja im. Rodziny Ulmów „SOAR” została kolejnym członkiem Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. Organizacja zajmuje się m.in. ochroną pamięci o Polakach ratujących Żydów w czasie II wojny światowej.

Fundacja im. Rodziny Ulmów „SOAR” powstała w 2015 r. Jednym z jej celów jest wspieranie Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów, które rok później powstało w Markowej. Fundacja zajmuje się także ochroną i pamięcią o dziedzictwie Polaków ratujących Żydów, upowszechnianiem wiedzy o pomocy Żydom a także zbliżeniem między Polakami a Żydami.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję