Reklama

Wiara

Złodzieje dusz

W Polsce, według różnych źródeł, działa ok. 900 organizacji religijnych, zwanych potocznie sektami. I choć nikt nie prowadzi krajowego rejestru tych grup, wiadomo, że są niebezpieczne. Poniżej wyjaśniamy dlaczego.

Człowiek jako istota rozumna jest poddany rozlicznym emocjom, od uniesienia i euforii po przygnębienie i duchową niemoc. Nikt z ludzi nie jest kamieniem, który nie ujawnia swoich uczuć. Zanim ktoś wstąpi do sekty, przylgnie do niej czy „zostanie złowiony” przez taką grupę, przeżywa bardzo trudne chwile. Mogą one trwać przez długi czas.

Jak rozpoznać, że ktoś bliski jest w sekcie?

Pytanie to stawiają najczęściej osoby zaniepokojone postawą, zachowaniem, wypowiedziami kogoś z rodzinnego kręgu, na którego losie im zależy. Taka osoba zaczyna się izolować od najbliższych. Nie rozmawia z nimi, nie dzieli się swoimi przeżyciami, nie chce ich wsparcia – znalazła je już bowiem „na zewnątrz”, poza rodziną. Świat rodzinnych przeżyć, doświadczeń, radości i smutku, szczęścia i nieszczęścia przestaje ją interesować. Dominującym uczuciem staje się obojętność. Gdy jest w domu – właściwie jej w nim nie ma: jej myśli i serce są w innym miejscu. Taki człowiek – chociaż nie każdy – może przypominać kogoś pogrążonego w depresji.

Reklama

Ten, kto wiąże się z sektą, może radykalnie zmienić swój jadłospis i podawać nie tyle medyczną, ile filozoficzną argumentację dotyczącą nowych gustów smakowych. Może też wyrzucić (dosłownie) swoje książki, szczególnie te katolickie. Potrafi nawet dokonać ich rytualnego spalenia. Jeśli – jako osoba młoda – ma w mieszkaniu własny pokój, którego nie dzieli z rodzeństwem, może w nim przeprowadzić „rewolucję”, zmieniając całkowicie jego scenerię, umieszczając w nim graficzne symbole czy napisy. Bywa, że modyfikuje styl ubierania się. W końcu porzuca swoich wcześniejszych znajomych, koleżeństwo i zostaje w domu totalnie samotna. Domownicy – w jej mniemaniu – też jej nie rozumieją i są jej nieprzyjaźni.

Te bardzo ogólne symptomy mogą wskazywać na związanie się danej osoby z sektą – ale nie muszą. W sytuacjach wątpliwości, niepokoju nie należy rezygnować z rozmowy, która zawsze będzie trudna, ale która może wykrzesać iskrę nadziei na jakąkolwiek zmianę.

Jakie są metody działania sekt?

Przez lata, począwszy od ostatniej dekady XX wieku, podawano w publicystyce, a nawet w tekstach popularnonaukowych liczbę ok. 900 sekt funkcjonujących w Polsce. Nie była to wiarygodna liczba, żadnym bowiem narzędziem nie można było jej zweryfikować. Niektóre związki wyznaniowe, zarejestrowane w Departamencie Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, bywają nazywane „sektami”. Termin ten bywa także błędnie przydawany tradycjom religijnym Dalekiego Wschodu i Indii. Abstrahując od dyskusji terminologicznej, która też jest bardzo ważna, spróbuję odpowiedzieć na pytanie o motywy działania sekt.

Sekty wkraczają we wszelkie dziedziny życia osób do nich przynależących. Naruszają fundamentalne prawa człowieka i niszczą relacje społeczne.

Reklama

Istnieje wiele sekt i różne są metody ich działania. Są sekty, które adresują swoje przesłanie do ludzi młodych. Inne są zainteresowane osobami starszymi. Można spotkać takie, które idą ze swoją misją do biednych (np. do slumsów w państwach, gdzie te „osiedla marginalne” funkcjonują w sąsiedztwie metropolii) czy też do bardzo bogatych. Niektóre zainteresowane są szczególnie kobietami.

Na pewno wspólnym frontem różnych ugrupowań, do których przylgnęła nazwa „sekta”, jest wzbudzanie w adepcie zaufania. Ktoś zagubiony we własnej rodzinie, wyobcowany ze środowiska (szkolnego, pracy, sąsiedzkiego), nieszczęśliwy w swoim Kościele nie utracił wszakże do końca pragnienia przynależności. To pragnienie zostaje dostrzeżone przez agitatorów sekt. Wychodzą oni do człowieka przeżywającego kryzys przynależności ze wspaniałomyślnym: „Jak dobrze, że jesteś! My cię kochamy i akceptujemy takim, jaki jesteś! U nas nigdy nie będziesz się czuł samotny! Jesteśmy przecież twoimi braćmi i siostrami, a nasz lider – mistrz jest twoim prawdziwym ojcem”.

W literaturze przedmiotu taki sposób działania bywa określany jako „bombardowanie miłością”. „Zbombardowany” nieautentyczną, pozorną życzliwością zostaje w końcu spacyfikowany. Poddaje się bezwolnie nowemu środowisku. Rezygnuje z wolności religijnej, będącej jednym z fundamentalnych praw człowieka.

Bywa, że w adepcie sekty wzbudzane są wyrzuty sumienia związane z jego wcześniejszą przynależnością religijną – powinien on nieustannie żałować swojego wcześniejszego błądzenia w Kościele.

Apodyktyczne, autorytarne przekonanie o posiadaniu całej prawdy stanowi ważny znak rozpoznawczy sekt. Ugrupowania budujące swoją doktrynę z elementów doktryny chrześcijańskiej przekonują swoich członków i kandydatów, że jedynie oni dysponują prawdą, a wszędzie wokół jest wyłącznie fałsz, który zniewala człowieka. Im głośniej liderzy krzyczą o prawdzie, tym mocniej zarzucają na nią pęta. Autorytet Boga – niepoznawalnego Pana wszechświata i każdej osoby ludzkiej – jest niczym wobec mistrza ceremonii zniewalania człowieka.

Na czym polega manipulacja stosowana przez sekty?

Odpowiedź na to pytanie wiąże się ściśle z analizą metod działania sekt. Osoba manipulowana nie ma świadomości, że stała się przedmiotem socjotechniki, której celem jest skuteczne wyrugowanie jakiejkolwiek wątpliwości dotyczącej nowej grupy. Tak zmanipulowany adept sekty będzie bezgranicznie ufał wszystkim osobom z nowego środowiska. One stają się dla niego nieomylne! Zaufanie może sięgać granic absurdu i stać się zniewoleniem. Członek sekty, szczególnie neofita, jest gotów sprzedać swoje mieszkanie, by pieniądze z transakcji wspaniałomyślnie przekazać do skarbony sekty czy też do kasy jej kierownictwa.

Osoba wstępująca do sekty wcale nie jest dla niej najważniejsza. Jest ważna wyłącznie jako jeden z trybów maszynerii służącej pysze i samouwielbieniu sekty.

Istotą manipulacji stosowanej przez sekty jest stwarzanie pozorów. Wszystkie odpowiedzi sekt na pytania egzystencjalne (o sens życia, cierpienia, śmierci) są odpowiedziami pozorowanymi. Nie dotyczą one istoty rzeczy, lecz są rodzajem kłamstwa. Osoba wstępująca do sekty wcale nie jest dla niej najważniejsza. Jest ważna wyłącznie jako jeden z trybów większego mechanizmu, maszynerii służącej pysze i samouwielbieniu sekty. Nie liczą się wolna wola tej osoby i jej wolność religijna. Wszelkie próby podejmowania dyskusji, szczególnie na tematy doktrynalne, są bezwzględnie torpedowane. Przynależący do sekty nie ma prawa nie tylko pytać, ale też wątpić w bezwzględną nieomylność sekty w sprawach wiary i moralności.

Sekty traktują część jako całość. To bardzo poważny błąd logiczny. Wyjęty z Biblii fragment tekstu bywa interpretowany jako cała Biblia. Nieważna jest weryfikacja danych zawartych w Biblii przez nauki biblijne, archeologię biblijną czy inne nauki.

Sekty stosują różne formy psychomanipulacji. Charakteryzują się rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych. Wkraczają we wszelkie dziedziny życia osób do nich przynależących, nade wszystko tych, którzy ulegają ich zwodniczym działaniom. Naruszają fundamentalne prawa człowieka i niszczą relacje społeczne. Wpływają destrukcyjnie na konkretną osobę, jej rodzinę przez stosowanie różnych technik wpływu społecznego. Powodują uzależnienie od przywódców grup. Wprowadzają w świat ułudy oraz fikcji.

Czy sekty mogą być w Kościele?

Dochodzimy wreszcie do pytania na pozór absurdalnego, jednak nawet w Kościele zdarzają się przypadki mentalności sekciarskiej u niektórych wiernych. Nie dostrzegają oni „całości”. Przynależąc do Kościoła (i chcąc w nim trwać), odrzucają część czy nawet znaczną część doktryny. W ten sposób kreują bardzo niebezpieczną, bo niewidzialną, „sektę” bez jakichkolwiek ram organizacyjnych czy innych znamion instytucjonalnych.

Centra niosące pomoc osobom uwikłanym w sekty rejestrują w ostatnich latach coraz częściej przypadki zniewolenia duchowego osób związanych z różnymi ruchami w Kościele, wspólnotami, bractwami, „rodzinami”, „drogami” itd. Fakt ten nie oznacza, że ruchy te, założone przez ludzi prawych i kochających Kościół, są matecznikami postaw sekciarskich. Żadną miarą! Zdarza się jednak, że osoby cieszące się autorytetem zaczynają uzurpować sobie nadprzyrodzone zdolności. Twierdzą, że przez nie przemawia Bóg – nie symbolicznie, ale bezpośrednio, literalnie. Z tej racji domagają się absolutnej subordynacji. Uważają, że są wybrańcami Boga i realizują Jego nieomylną wolę. Są w Kościele, ale w gruncie rzeczy już poza nim, odrzuciły bowiem autorytet jego pasterzy czy też dały nieortodoksyjną wykładnię prawd wiary oraz zasad moralności.

Obecność „sekt” w Kościele jest wyrazem bardzo poważnego kryzysu tożsamości katolików, również kryzysu władzy i autorytetu.

Sekty wyzwaniem duszpasterskim dla Kościoła

Nie można się zatrzymywać na zagrożeniach wynikających z przynależności do sekt. Nie powinno się wpadać w rozpacz czy pogrążać w bezradności. Na pewno konieczne są modlitwa oraz post podejmowany w intencji tej osoby z rodziny, która – być może z naszej winy – znalazła się w orbicie oddziaływania takiej czy innej sekty. Każde negatywne zjawisko, które dzieje się w świecie i Kościele, jest wielkim wyzwaniem dla tego ostatniego, domagającym się nie tylko refleksji, ale i konkretnych działań duszpasterskich.

Osoba wstępująca do sekty wcale nie jest dla niej najważniejsza. Jest ważna wyłącznie jako jeden z trybów maszynerii służącej pysze i samouwielbieniu sekty.

Na pewno cenna będzie lektura watykańskiego dokumentu pt. Sekty albo nowe ruchy religijne. Wyzwanie duszpasterskie. Raport bieżący wydany przez Stolicę Apostolską na podstawie ok. 75 wypowiedzi i dokumentacji otrzymanych do 30 października 1985 r. od 75 regionalnych i krajowych Konferencji Episkopatów. Tekst raportu został opublikowany w języku polskim w miesięczniku L’Osservatore Romano nr 5/1986. Dostępny jest też w licznych dziełach drukowanych oraz w internecie. W dokumencie tym podano definicję sekt i omówiono przyczyny ich rozprzestrzeniania się. Skupiono się na nich jako wyzwaniu duszpasterskim i przedstawiono sposoby podejścia do tegoż wyzwania. Wymieniono także zagadnienia do dalszych studiów i badań.

W tekście dokumentu nie podano żadnej nazwy sekty, co w odniesieniu do niniejszego artykułu jest bardzo ważne. Jest to chyba najbardziej przejrzysty, rzeczowy, syntetyczny tekst, który należałoby przestudiować, by zdobyć podstawową wiedzę o sektach.


Sekta (od łac.: secta – kierunek, droga, postępowanie, zasady, stronnictwo, nauka; sequi – iść za kimś, postępować, towarzyszyć; lub seco, secare – oddzielać, odrąbywać, odcinać się od czegoś) – pierwotnie grupa społeczna powstała na skutek rozłamu (schizmy) wśród wyznawców jakiejś ideologii lub grupa kultowa powołana po doświadczeniu religijnym jej założyciela.
Sekta to jeden z trzech typów organizacji religijnej (obok Kościoła i denominacji religijnej). Współcześnie termin „sekta” ma pejoratywne konotacje w języku potocznym. Dlatego socjologowie religii wypracowali równoznaczne, a neutralne określenie – „nowy ruch religijny”. Ustawodawstwo polskie posługuje się natomiast pojęciem „związek wyznaniowy”.

Prof. Eugeniusz Sakowicz kierownik Katedry Religiologii i Ekumenizmu w Instytucie Nauk Teologicznych na Wydziale Teologicznym UKSW oraz członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN.

Warto wiedzieć

Za sekty (grupy destrukcyjne) należy uznać grupy, które: Mają charakter totalny. Liderzy grupy przypisują sobie absolutny autorytet i prawo ingerowania we wszystkie dziedziny życia swoich członków, nawet te najbardziej intymne.

Pozyskują nowych członków, uciekając się do najróżniejszych podstępów i kłamstw, zatajając istotne informacje o działaniu grupy, jej celach i doktrynie.

Uzależniają uczestników psychicznie i ekonomicznie za pomocą psychomanipulacji – wywierają niekorzystny wpływ na rozwój psychiczny adepta i jego relacje społeczne (np.: zerwanie więzi z najbliższymi, porzucenie pracy lub studiów).

Mają charakter kultowy w szerokim rozumieniu, niekoniecznie religijnym. Może to być kult osoby, energii, zdrowia, pieniędzy, sukcesu itp.

Wytwarzają ostry podział rzeczywistości na to, co „dobre”, tzn. związane z grupą, i „zagrażające”, odnoszące się do świata zewnętrznego (biało-czarna wizja rzeczywistości).

Wpajają swoim członkom przekonanie o elitarności ruchu i niechęć do dialogu światopoglądowego.

Źródło: policja.pl

2020-07-08 08:39

Ocena: +3 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: Bóg kocha z czułością nawet największych grzeszników

[ TEMATY ]

papież

chorzy

lekarstwa

papież Franciszek

dusza

grzesznik

Vatican News

Niech Duch Święty sprawi, byśmy pojęli miłość Chrystusa do każdego z nas. Niech przygotuje nasze serca, by pozwoliły miłować się Panu. Prośbę tę Papież wyraził w czasie homilii na Mszy w Domu św. Marty. Nawiązał w niej do fragmentu Listu św. Pawła do Rzymian (8, 31b–39), gdzie Apostoł zapewnia, że nic nie może odłączyć nas od miłości Chrystusa.

Franciszek zaznaczył, że życiowe doświadczenie Pawła, począwszy od wydarzenia pod Damaszkiem sprawiło, że „zakochał się” w Chrystusie miłością silną, wielką, wspaniałą do tego stopnia, że nic nie jest w stanie go od niej odłączyć.

Pan nigdy nas nie opuszcza “Przeżywał to z miłością. Dlatego pytam się: a czy ja kocham Pana w ten sposób? Kiedy przychodzą trudne chwile, ile razy czuję chęć powiedzenia: «Pan mnie opuścił, już mnie nie kocha» i wolałbym Go zostawić. Ale Paweł był pewny, że Pan nigdy go nie opuszcza – podkreślił Ojciec Święty. - Własnym życiem przekonał się, czym jest miłość Chrystusa. To jest droga, którą nam ukazuje: droga miłości na zawsze, na dobre i na złe. Na tym polega wielkość Pawła.”

Papież wskazał, że miłość Chrystusa jest czymś tak bardzo wielkim, że nie da się jej opisać.

Nie ma większej miłości niż oddanie życia za drugiego “To właśnie On został posłany przez Ojca, aby nas zbawić i uczynił to z miłością, oddał za mnie Swoje życie: nie ma większej miłości niż oddanie życia za drugiego. Pomyślmy o mamie, o matczynej miłości, która poświęca życie swojemu dziecku, zawsze mu towarzyszy, w trudnych chwilach też, ale to jeszcze za mało... To miłość blisko nas, miłość Jezusa, która nie jest abstrakcyjna, ale jest miłością ja-ty, do każdego z nas, z imienia i nazwiska.”

Franciszek odniósł się także do Ewangelii św. Łukasza (13, 31-35), gdzie Jezus mówiąc o Jerozolimie, przypomniał, że próbował zgromadzić jej dzieci „jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła”, ale nie pozwolono Mu na to, i następnie zapłakał.

Miłość Jezusa jest cierpliwa, czeka, do końca daje szansę “Miłość doprowadza Chrystusa do łez, do płaczu za każdego z nas. Jezus mógł lamentować nad Jerozolimą, mówić trudne rzeczy... Ubolewa, gdyż nie pozwala się kochać jak pisklęta ptakowi. To czułość Bożej miłości w Jezusie. I to zrozumiał Paweł. Jeżeli my tego nie poczujemy, nie zrozumiemy czułej miłości Bożej w Jezusie do każdego z nas, to nigdy, nigdy nie będziemy mogli zrozumieć, czym jest miłość Chrystusa – podkreślił Franciszek. - To jest miłość, która zawsze czeka, cierpliwa, miłość, która daje ostatnią szansę Judaszowi: «Przyjacielu» i pokazuje mu drogę wyjścia, miłość do samego końca. Z taką czułością kocha nawet wielkich grzeszników, aż do końca. Nie wiem, czy my tak czule myślimy o Jezusie, który płacze, tak jak płakał przed grobem Łazarza, tak jak płacze tutaj, patrząc na Jerozolimę.”

CZYTAJ DALEJ

W Rzymie pożegnano legendarnego opiekuna polskich pielgrzymów

2020-09-29 14:33

[ TEMATY ]

Rzym

Włodzimierz Rędzioch

Dziś rano, o godz. 9:30 w Kaplicy św. Franciszka Borgiasza w Kurii Generalnej jezuitów w Rzymie odbył się pogrzeb zmarłego na zawał serca jezuity o. Kazimierza Przydatka.

Ten powszechnie znany opiekun polskich pielgrzymów we Włoszech i współpracownik Radia Watykańskiego ostatnie lata swojego życia spędził w infirmerii Towarzystwa Jezusowego przy rezydencji św. Piotra Kanizego w Rzymie, gdzie zmarł 26 września.

Mszy św. przewodniczył współbrat zmarłego, o. Władysław Gryzło, dawny redaktor naczelny polskiego wydania L’Osservatore Romano, wicerektor Kolegium Russicum, koncelebrowało kilkunastu księży a homilię wygłosił o. Leszek Rynkiewicz, wieloletni pracownik Radia Watykańskiego. Zmarłego pożegnali również Polacy mieszkający w Rzymie oraz siostrzenica, która przyjechała na pogrzeb z Polski.

O. Przydatek urodził się w Tarnowskich Górach w 1933 r. Jako młody chłopak wraz z rodziną został wywieziony na Syberię. Tam w 1944 r. zmarła jego matka, natomiast jego ojciec, kapitan Adam Przydatek, został rozstrzelany przez Sowietów w Katyniu. Wrócił do kraju dopiero w 1947 r. a trzy lata później, w 1950 r. wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Został wyświęcony na kapłana przez bpa Zygmunta Choromańskiego w kościele św. Andrzeja Boboli w Warszawie w 1960 r. Po zakończeniu studiów na Wydziale Teologicznym „Bobolanum” w Warszawie w 1961 r., był wychowawcą młodzieży zakonnej, a następnie wyjechał na dalsze studia, ale i leczenie, do Rzymu - w 1970 r. uzyskał doktorat z teologii duchowości na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W czasie studiów rozpoczął współpracę z Radiem Watykańskim, która trwała aż do 1981 r. Był też pracownikiem Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych.

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch

Jednak szczególnym polem jego kapłańskiej misji było duszpasterstwo pielgrzymów. Najpierw został sekretarzem polskiego Komitetu Obchodów Roku Świętego 1974-75, a następnie członkiem Papieskiej Konsulty Duszpasterskiej dla Pielgrzymów przy działającym w Watykanie ośrodku „Peregrinatio ad Petri Sedem”, instytucji zajmującej się opieką nad pielgrzymami przybywającymi do grobów apostolskich. Były to czasy, kiedy Polaków nie stać było na wynajęcie hotelu i na korzystanie z restauracji w czasie pobytu w Rzymie. W tej sytuacji o. Przydatek wykazał się wielkim zmysłem organizatorskim – zorganizował na kempingu Tiber, który znajduje się na północnych peryferiach miasta, przy starożytnej drodze via Tiburtina, obok zakola Tybru, pole namiotowe. Dzięki znajomościom (będąc kapelanem w słynnej rzymskiej klinice Paideia poznał wiele wpływowych osób) otrzymał duże namioty wojskowe, które postawiono na kempingu - utworzyły coś w rodzaju placu, na którym postawiono maszt z polską flagę i długie, drewniane stoły. Pielgrzymi przyjeżdzali wówczas autokarami i przywozili ze sobą prowiant na cały czas podróży. Posiłki spożywano przy stołach a spano na rozkładanych łóżkach lub w śpiworach. To właśnie w tamtych latach poznałem o. Kazimierza, gdy jako pielgrzym po raz pierwszy przybyłem do Rzymu.

Byłem zafascynowany Wiecznym Miastem, ale nie mogłem przewidzieć, że kiedyś Rzym stanie się moim drugim miastem rodzinnym. Po powrocie do kraju pozostałem w kontakcie z o. Przydatkiem i to od niego dowiedziałem się – już po wyborze Jana Pawła II, że Papież powierzył mu zorganizowanie ośrodka dla pielgrzymów polskich. I tak przy ulicy via Pffeifer, w jednym ze skrzydeł wielkiego kompleksu Kurii Generalnej salwatorianów, tuż obok placu św. Piotra powstał dom „Corda Cordi”, przez wiele lat punkt odniesienia dla Polaków pielgrzymujących do Watykanu. Dowiedziałem się wtedy, że do pomocy o. Kazimierzowi przyjechał do Rzymu ks. Ksawery Sokołowski, znany mi z duszpasterstwa akademickiego w Częstochowie. Ci dwaj organizatorzy polskiego ośrodka zaproponowali mi pracę w „Corda Cordi”. Ja byłem po studiach inżynierskich na Politechnice Częstochowskiej więc praca w centrum dla pielgrzymów nie miała nic wspólnego z moim zawodem ale perspektywa służenia Janowi Pawłowi II, który podbił serca Polaków, w tym i moje, sprawiła, że zrezygnowałem z kariery zawodowej i przyjechałem do Rzymu 1 marca 1980 r. Moim pierwszym zadaniem, które zlecił mi o. Kazimierz była pomoc w przetłumaczeniu i wydaniu małego przewodnika po Rzymie i Watykanie. W pierwszych latach pontyfikatu Jana Pawła II wydawało się, że cała Polska przyjeżdzała do Rzymu, a punktem odniesienia dla pielgrzymów był dom „Corda Cordi” i o. Przydatek. Zapewniał on Polakom nie tylko dach nad głową, ale także opiekę duszpasterską i odpowiednich przewodników, by owocnie przeżyć pielgrzymowanie do miejsc świętych. Ale jego najważniejszym zadaniem było wprowadzanie grup na audiencje i Msze św. do Papieża, a wówczas tych spotkań było dużo, bo Ojciec Święty bardzo chciał mieć ciągły kontkat z rodakami. O. Przydatek gościł w domu przy via Pfeiffer tysiące Polaków, w tym krakowskich przyjaciół Jana Pawła II z tzw. „Środowiska” – warunki były spartańskie, ale każdy się cieszył, że może mieszkać dwa kroki od Watykanu, blisko Papieża. Wspólna kuchnia znajdująca się w piwnicach domu była również miejscem spotkań towarzyskich i rozmów. (Jako ciekawostkę powiem, że piwnicę odwiedził również pan Lech Wałęsa z małżonką, gdy w styczniu 1981 r. delegacja „Solidarności” przyjechała do Rzymu. Ten epizod utkwił mi w pamięci, bo ktoś wtedy zrobił nam zdjęcie, które przechowuję w archiwum).

Nasze drogi rozeszły się, gdy w 1981 r. zacząłem pracę w L’Osservatore Romano. Ale byłem z nim na placu św. Piotra w dniu 13 maja 1981 r., gdy po zamachu ustawił na pustym, papieskim fotelu kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i wezwał ludzi do odmawiania różańca. Tamtej nocy spędziłem wiele godzin w pokoju o. Przydatka oglądając telewizję, która podawała wiadomości z polikliniki Gemelli.

Gdy po kilku latach, odgórną decyzją o. Przydatek przestał być dyrektorem domu Corda Cordi, w 1986 r. mianowano go rektorem kościoła św. Andrzeja na Kwirynale – to miejsce bardzo bliskie Polakom, bo tu spoczywa ciało św. Stanisława Kostki. Następnie przeniósł się do jezuickiej wspólnoty przy kościele Il Gesù w Rzymie, gdzie był cenionym spowiednikiem. Po czym przełożeni wysłali go do Neapolu – był duszpasterzem i spowiednikiem w jezuickim kościele Il Gesù nuovo. Schorowany wrócił do Rzymu i ostatnie lata swojego życia spędził w infirmerii Towarzystwa Jezusowego przy rezydencji św. Piotra Kanizego w Rzymie, gdzie zmarł.

Doczesne szczątki o. Kazimierza Przydatka, legendarnego duszpasterza polskich pielgrzymów w Rzymie, spoczną w grobowcu jezuitów na cmentarzu w Castel Gandolfo.

CZYTAJ DALEJ

Dziecko w radomskim Oknie Życia

2020-09-30 09:19

[ TEMATY ]

okno życia

Archiwum „Aspektów”

Siostry Matki Bożej Miłosierdzia znalazły w Oknie Życia nowo narodzonego chłopczyka. Maluch został przewieziony do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego. To trzecie dziecko pozostawione Oknie Życia w Radomiu.

Pierwszy alarm o otwartym Oknie Życia dotarł do zakonnic we wtorek o godz. 16.22. - Wybiegłyśmy i zobaczyłyśmy dzieciątko zawinięte w dwa ręczniki i kocyk. Chłopczyk był zaraz po porodzie, jeszcze zakrwawiony. Wezwałyśmy policję i pogotowie, zawiadomiona jest również Caritas, z którą mamy umowę i dzięki której Okno Życia funkcjonuje - relacjonowała Radiu Plus Radom s. Beniamina, przełożona Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Struga w Radomiu.

Okno Życia, które od 2009 roku mieści się w budynku zakonnym przy ul. Struga 31, prowadzi Caritas Diecezji Radomskiej i Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu. - Takie Okna życia są potrzebne, żeby matki mogły dziecko oddać, a nie mordować. Nie ma tu monitoringu, nikt nie będzie oceniał matki, która skorzystała z naszej pomocy - dodaje s. Beniamina.

Siostry czuwają przy nim całą dobę. Gdy dziecko pojawi się w oknie, wzywają pogotowie. Dziecko jest badane i trafia do szpitala.

O pozostawionym dziecku informowany jest też ośrodek adopcyjny, który natychmiast powiadamia o tym sąd, prosząc jednocześnie o wydanie postanowienia w sprawie zarządzeń opiekuńczych dotyczących dziecka i nadanie mu tożsamości. Sąd wydaje decyzję o umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej. Po 6 tygodniach następuje rozprawa i dziecko trafia do rodziny.?

Chłopczyk jest trzecim dzieckiem, które zostało pozostawione w radomskim Oknie Życia. W marcu 2017 r. siostry zaopiekowały się pozostawioną w oknie dziewczynką. Po pół roku Faustynka trafiła do adopcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję