Reklama

Temat do dyskusji

Czy Kopernik nie miał racji?

Płacimy ogromną cenę za zachłanność państwowych finansistów i ignorancję władzy wspomagające się inflacyjnym procederem. Ponoszona przez nas ofiara ma nie tylko wymiar ekonomiczny, ale też moralny – destrukcji społeczeństwa, w którym dewaluują się wartości takie, jak gospodarność, pracowitość czy oszczędność, a w cenie jest finansowy hazard, cwaniactwo i korupcja.

Ostatnio miałem możliwość słuchania wywiadu przeprowadzanego w ramach jednego z programów radiowych na temat „strajku przedsiębiorców”, którzy mają już dość państwowych ograniczeń wolności obywatelskich. Bardzo interesujący temat społecznego zrywu przeciwko bezprawnemu i bezsensownemu blokowaniu ludzkiej przedsiębiorczości – ludzie domagają się zdrowego rozsądku w rządzeniu! Zasiadłem więc z zaciekawieniem, by posłuchać, ale zakończyłem, niestety, z negatywnymi emocjami. Opanowanie i erudycja zaproszonego gościa były godne podziwu, natomiast nie do zaakceptowania dla mnie jest „silenie się” na – modny ostatnio – styl agresywnego prowadzenia wywiadów przez gospodarzy programów. Styl, w którym zamiast dążenia do uzyskania obiektywnego przekazu dla swoich odbiorców prowadzący za wszelką cenę stara się pokazać swoją wyższość nad bodaj każdym rozmówcą. Dobrze, jeśli faktycznie by ją posiadał, ale przy ewidentnych brakach merytorycznych i warsztatowych wygląda to naprawdę żałośnie.

Moje zniesmaczenie sięgnęło zenitu zwłaszcza przy pytaniu wcale niewyglądającym na prowokacyjne: „Ale pan ma jakieś dowody, że rząd drukuje pieniądze czy to jest pana domniemanie?...”.

Reklama

Do tego momentu trwałem w przekonaniu, że taki rodzaj niewiedzy może cechować jakąś część tzw. prostych ludzi z ulicy, ale nie przedstawicieli mediów, którym powierzono przecież odpowiedzialną misję rzetelnego informowania opinii publicznej. Śpieszę zatem uwiadomić dziennikarskie koleżeństwo, że państwo polskie – wzorem wielu innych na świecie – jak najbardziej drukuje pieniądze. I to na potęgę. Na potęgę, czyli w tempie znacznie szybszym niż przyrost krajowej produkcji. Nie potrzeba na to szczególnych „dowodów”, bo wystarczy zajrzeć do statystyki monetarnej i finansowej na stronie internetowej Narodowego Banku Polskiego oraz zechcieć przeczytać ze zrozumieniem opublikowane tam dane.

Poniżej zamieszczam wycinek zaczerpniętego stamtąd zestawienia o podaży „bazy monetarnej” (banknotów, monet) za okres ostatnich 6 lat, według danych Narodowego Banku Polskiego (NBP) i Głównego Urzędu Statystycznego (GUS).

Zmiany gotówki, w ujęciu rok do roku, przedstawiłem w tabeli także procentowo oraz na tle zmian Produktu Krajowego Brutto (PKB) w poszczególnych okresach.

Reklama

Nadmieniam, że zaprezentowany fragment tabeli to zaledwie niewielki ułamek całości, sięgającej aż do 1996 r. Wynika z niej, że przez cały czas do końca 2013 r. dodruk wynosił przeciętnie po ok. 5 mld zł rocznie. Natomiast później sytuacja stawała się coraz bardziej dynamiczna. O ile w grudniu 2011 r. „krążąca” gotówka osiągnęła 101 mld zł, a jej podwojenie zajęło aż 7 następnych lat, o tyle na dodanie „trzeciej setki” (dokładnie kolejnych 105 mld zł) wystarczyły już zaledwie dwa ostatnie lata. Widać, że w samym 2020 r. włączono do obiegu banknoty i bilon aż za 82 mld zł łącznie – tym razem nawet przy spadku PKB o 2,8%.

Jeśli w jakimś okresie odsetek zwiększenia gotówki górował nad odsetkiem wzrostu PKB, oznacza to, że nadwyżka nie pracowała na rzecz gospodarki, a jedynie wpłynęła na wzrost cen. Za proces inflacji jednak nie odpowiada sam dodruk gotówki. To zaledwie czubek góry lodowej (i to niekonieczny). O wiele większą rolę w całej tej machinie pełni pieniądz bezgotówkowy, automatycznie replikowany z pieniądza rzeczywistego w cyfrowych zapisach operacji banków komercyjnych. Tę kreację umożliwia system tzw. rezerwy cząstkowej. Gdy stopa rezerwy obowiązkowej w NBP (od 31.10.2003 r. do 30.04.2020 r.) wynosiła 3,5% – z każdej wpuszczonej do obiegu rzeczywistej złotówki banki mogły stworzyć dodatkowo nawet 27 wirtualnych – funkcjonujących przecież na równi z gotówką. Tak np. w 2015 r., kiedy wartość całej gotówki oszacowano na 162 mld zł, środki bezgotówkowe stanowiły przeszło 900 mld. Po obniżeniu stopy do 0,5% z końcem kwietnia 2020 r. – możliwości kreacyjne zwiększyły się ze stosunku 1: 27 na 1: 199.

Inflacja nie jest żadnym „zjawiskiem” gospodarczym ani „naturalną słabością” gospodarki rynkowej, którą – jak możemy usłyszeć w oficjalnych przekazach – rządy i banki centralne próbują opanować. Inflacja jest celowym i dobrze zorganizowanym procederem, którym rządzący ułatwiają sobie sprawowanie władzy kosztem rządzonych. Milton Friedman – laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii (1976) – nazwał ją ukrytą formą podatku, jaką można nałożyć bez ustawy. Istotnie – daje ona możliwość utajonego uzupełniania wpływów do państwowej kasy, gdy podnoszenie oficjalnych danin podatnikom staje się politycznie zbyt ryzykowne. Osłabianie pieniądza, przy ograniczeniu wzrostu wynagrodzeń i świadczeń, pozwala stopniowo uszczuplać udział przypadający społeczeństwu przy podziale zbiorowo wytwarzanego bogactwa, a tym samym pozwala taniej eksploatować ludzką aktywność zawodową (utajony „podatek inflacyjny”). Osłabianie pieniądza, przy jednoczesnym zaniżaniu oficjalnych danych na ten temat, umożliwia ponadto ukryte obniżanie rzeczywistej wartości wykupu obligacji skarbowych, emitowanych przez rządy na pokrycie deficytów budżetowych (oszukiwanie swoich wierzycieli).

Jesteśmy otumaniani fałszywym przekazem o tym, czym faktycznie jest zwiększanie podaży pieniądza, o rzekomych korzyściach z niego płynących. Nie jest prawdą, że powodowana nim umiarkowana inflacja na poziomie tzw. celu inflacyjnego (2-3%) jest nieszkodliwa. W każdym jej wymiarze możemy mówić jedynie o większej lub mniejszej kradzieży, która zawsze odbija się na naszych portfelach. Nie jest też prawdą, że umiarkowany nadmiar pieniądza kierowanego do gospodarki, działa na nią pobudzająco.

Co wszakże może do niej wnosić „pusty” środek płatniczy, czyli taki, za którym nie stoją ani dodatkowe aktywa rzeczowe, ani dodatkowe dobro konsumpcyjne?! Jedynie złudzenie, że stajemy się bogatsi, że rząd za coś płaci, że wspiera, że jest hojny lub że w ogóle jeszcze jest wydolny. Zaniżanie oprocentowania kredytów inwestycyjnych przez banki chcące wypchnąć na rynek środki z centralnego dodruku zwiększa ilość chybionych projektów gospodarczych. Zbyt duża łatwość pozyskiwania pieniędzy nie idzie w parze z rzetelnością analiz rynkowych ani z realizmem rachunków ekonomicznych.

Nawet wiele rozpoczętych skądinąd realnych i pożytecznych zamiarów biznesowych okaże się bez szans na ukończenie, gdy wyjdzie na jaw, że kapitału rzeczowego do wykorzystania nie ma aż tyle, na co wskazywał wcześniej przyrost pieniądza.

Analiza kryzysów XX i XXI wieku wykazuje na ogół te same ich przyczyny – manipulowanie podażą pieniądza w połączeniu z rządowym interwencjonizmem w gospodarce, burzącym jej naturalną harmonię. Najpierw – lata obniżania stopy rezerwy obowiązkowej i ekspansja kredytowa – co rzekomo ma ożywić koniunkturę, a w istocie pompuje „bańki” spekulacyjne (giełda, nieruchomości). Następnie – raptowne wycofanie się z obniżki stóp, co zamiast opanowania narosłych „baniek” przyśpiesza ich pęknięcie i ogólny chaos. Potem przychodzi już tylko faza panicznych działań „ratunkowych” rządu, które w efekcie czynią zaistniałą sytuację jeszcze trudniejszą. Jakże pasują tu słowa naszego wybitnego felietonisty – Stefana Kisielewskiego: „To nie kryzys – to rezultat!”.

O inflacji pisał już Mikołaj Kopernik – ten sam, który „wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię”. W traktacie „O sposobie bicia monety” z 1526 r. wskazał na „spodlenie monety” (psucie jej wartości) jako jedną z największych klęsk „uznawaną tylko przez nielicznych i to głębiej zastanawiających się wskutek tego, że oddziaływa na upadek państwa nie od razu i gwałtownie, lecz powoli i skrycie”.

Płacimy ogromną cenę za zachłanność państwowych finansistów i ignorancję władzy wspomagające się inflacyjnym procederem. Ponoszona przez nas ofiara ma nie tylko wymiar ekonomiczny, ale też moralny – destrukcji społeczeństwa, w którym dewaluują się wartości takie jak: gospodarność, pracowitość i oszczędność, a w cenie jest finansowy hazard, cwaniactwo i korupcja. Gdyby dziś więcej ludzi mogło zrozumieć mechanizm i skalę toczącej się zalegalizowanej grabieży już jutro mielibyśmy zbiorową rebelię o wiele większą i groźniejszą niż obecne strajki kobiet, strajki przedsiębiorców, „black lives matter” i wszystkie inne razem wzięte.

„Zarządzanie przez inflację” – to przykład ekonomicznej patologii, która w XX wieku została awansowana do rangi standardu sprawowania władzy. Jeżeli nie zaistnieje oddolna zbiorowa wola jej skutecznego wykluczenia – „wolność osobista”, „społeczeństwo obywatelskie” pozostaną wyłącznie pustymi hasłami obok jeszcze innych, o wiele gorszych konsekwencji. Dokonanie tego jest możliwe poprzez wdrożenie takich rozwiązań jak: oparcie emisji pieniądza na parytecie złota (klasyczny standard złota, który sprawdził się w drugiej połowie XIX wieku) lub chociaż cenowy system waluty złotej (proponowany swego czasu przez amerykańskiego kongresmena Teda Poego), odejście od rezerwy cząstkowej, zakaz uchwalania budżetu państwa z deficytem i tworzenia długu publicznego, powrót do wolnej bankowości bez centralnego ustanawiania stóp procentowych.

Aby przeprowadzić powyższe zmiany potrzeba odpowiednio liczebnej, silnej i zdeterminowanej organizacji z masowym poparciem. Pierwszym krokiem jest niewątpliwie uświadomienie jak największej liczby obywateli. Bez sprawnych i – co najważniejsze – rzetelnych mediów, będzie to bardzo trudne. Wielkie to zadanie dla obywatelskiego systemu edukacji, a szczególnie dla chrześcijańskich grup samokształceniowych! I

Książka Tomasza J. Ulatowskiego „Ukryta nikczemność. Kto zyskuje, a kto traci na inflacji?”, która w przystępny i wyczerpujący sposób wyjaśnia, czym jest inflacja, dostępna jest w wielu księgarniach, w tym internetowych.

2021-02-23 11:32

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Patron uczniów i studentów

U progu nowego roku szkolnego i akademickiego poznajmy patrona uczniów i studentów oraz orędownika zdających egzaminy - św. Józefa z Kupertynu.

Giuseppe Desa przyszedł na świat w małej włoskiej miejscowości Kupertyn w 1603 r. Jego życie młodzieńcze naznaczone było modlitwą i pracą. Gdy dorósł, rodzice posłali go do szkoły przyparafialnej, jednak jego edukacja nie trwała zbyt długo z dwu powodów. Pierwszym było, jak mówili nauczyciele, całkowite rozkojarzenie i nieumiejętność przyswajania wiedzy. Drugim powodem była choroba - gangrena, która unieruchomiła chłopca w łóżku na 5 lat. Po jakimś czasie, za namową matki i stryja, Józef wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Chciał zostać zakonnikiem.

CZYTAJ DALEJ

Papież skierował przesłanie do uczestników warszawskiego spotkania w sprawie ochrony małoletnich

2021-09-18 12:58

[ TEMATY ]

Franciszek

EVTNVatican screenshot

Do stawania się „pokornymi narzędziami Pana w służbie ofiarom wykorzystywania” zachęcił Ojciec Święty uczestników rozpoczynającego się jutro w Warszawie i spotkania zorganizowanego przez Papieską Komisję ds. Ochrony Małoletnich i przez Konferencje Episkopatów Europy środkowej i wschodniej: na temat „Ochrona dzieci Bożych naszą wspólną misją”.

Oto tekst papieskiego przesłania w tłumaczeniu na język polski:

CZYTAJ DALEJ

Arch. katowicka: rozpoczęła się nowenna przed beatyfikacją ks. Jana Machy

2021-09-20 07:04

wikipedia.org

W niedzielę 19 września w parafiach archidiecezji katowickiej rozpoczęła się nowenna przed beatyfikacją Sługi Bożego ks. Jana Machy. Będzie ona trwać przez dziewięć niedziel aż do dnia beatyfikacji, czyli 20 listopada br. Nowenna jest elementem przygotowania diecezjan do tego wydarzenia.

Nowenna ma formę nabożeństwa. Na beatyfikację została skomponowana pieśń pt. "Wezwanie do bł. Jana Machy", która jest częścią nowenny. Ponadto proponuje się, by odmówić Modlitwę o łaskę za wstawiennictwem Sługi Bożego i przeczytać krótkie rozważanie - są to słowa ks. Machy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję