Wakacje z Bogiem, organizowane przez Caritas Archidiecezji Lubelskiej, co roku dają radość dzieciom i młodzieży. Dla osób pochodzących z ubogich rodzin są jedyną okazją do letniego wyjazdu, dla tych zamożniejszych – możliwością spędzenia czasu z przyjaciółmi i wartościami.
Tym razem na dwóch letnich turnusach zorganizowanych w „Domu Zawierzenia” w Firleju wypoczywała setka dzieci z różnych stron naszej diecezji. W pakiecie z dobrą zabawą uczestnicy otrzymali ciekawy program wychowawczy, w którym znalazła się codzienna modlitwa. – Gdy któregoś dnia zapytałam, co im się podoba najbardziej, usłyszałam, że wspólne Msze święte – mówi Katarzyna Mazur, kierownik II turnusu. Jak zauważa, młody człowiek tęskni za tym, czego mu najbardziej brakuje. Ponieważ w dzisiejszych czasach dzieciom brakuje prawdziwych relacji z rówieśnikami, które zastępuje świat wirtualny, kolonie odbywały się bez telefonów komórkowych. – Jeden z chłopców w krótkim czasie przeznaczonym na telefon (godzina dziennie), rozmowę z mamą zakończył bardzo szybko: „Weź mi nie przeszkadzaj, jestem na koloniach”. Dzieci są spragnione rozmowy z drugim człowiekiem – podkreśla.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kolonie, niegdyś kojarzone tylko z wypoczynkiem dla dzieci z ubogich rodzin, dziś coraz częściej są wakacyjną alternatywą dla rodzin, które stawiają na wartości. – Podczas naboru prowadzimy wiele rozmów, między innymi takich, w których rodzice zapewniają, że zapłacą każde pieniądze, byle ich dziecko mogło spędzić czas z Caritas – mówi Katarzyna Mazur. Niektórzy z podopiecznych mają za sobą wakacyjne wyjazdy do najmodniejszych kurortów, jednak tęsknią za Firlejem. To jedno słowo jest dla nich synonimem radości, przyjaźni, miłości, bezpieczeństwa, nadziei. Nastolatek z Chełma, który z Caritas spędza wakacje już od 7 lat, podkreśla, że tylko tutaj są prawdziwi koledzy. Ksawery z Woli Korybutowej docenia wychowawców, którzy zawsze mają czas i są gotowi pomóc w rozwiązaniu problemów; jako lektor cieszy się z codziennej, wspólnej modlitwy. Maks z Lublina, jeden z kolonijnych „weteranów”, zwraca uwagę, że tutaj co roku jest inaczej, ale zawsze super. Wspomina jeden z wyjazdów, na którym wychowawcy budzili rano wszystkich grą na akordeonie. Ma nadzieję, że w końcu uda mu się wygrać kolonijny konkurs czystości. Dla Sebastiana, który pierwszy raz spędza czas z Caritas, wyjazd jest niespodzianką od mamy. Chociaż nikogo tu nie znał, już po pierwszych dniach poczuł się jak wśród najlepszych przyjaciół.
– Młody człowiek jest spragniony prawdziwych relacji. Oczywiście, staramy się zapewnić uczestnikom atrakcyjny program kolonii, z wycieczkami czy plażowaniem i kąpielą w jeziorze, ale jeżdżąc od lat, widzę, że najlepsze dla nich, najbardziej oczekiwane są po prostu wspólne zajęcia. Takie, w które każdy może się zaangażować – mówi Katarzyna Mazur. Podkreśla, że niespotykany gdzie indziej klimat kolonii tworzą wychowawcy-wolontariusze, którzy poświęcają podopiecznym sto procent uwagi. Nie przyjeżdżają, by zarabiać, ale by dawać siebie, swoje serce i swój czas, by dzielić się ludzką i Bożą miłością. Nie otrzymują pieniędzy, ale dobro zawsze do nich wraca z nawiązką.