Trump wyrastał w Kościele prezbiteriańskim. Od kilku lat mówi, że identyfikuje się już nie jako prezbiterianin, lecz jako chrześcijanin, który nie jest związany z żadnym konkretnym protestanckim wyznaniem czy nurtem. Choć w przeszłości jego osobista religijność bywała kwestionowana, to jako polityk często posługuje się retoryką chrześcijańską, wspiera inicjatywy religijne oraz podejmuje decyzje cieszące się poparciem konserwatywnych chrześcijan, w tym katolików.
Lubi się przy okazji chwalić, że jako prezydent uczynił najwięcej dla chrześcijan i katolików w Ameryce. Nawet jeśli – jak często mu się zdarza – przesadnie podkreśla swoje zasługi, to w tym przypadku mówi prawdę, i jest to łatwe do udowodnienia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Różnica zdań
Media amerykańskie odnotowały ostatnią wymianę zdań między papieżem a prezydentem, koncentrującą się głównie wokół operacji prowadzonej przez USA przeciwko Iranowi. Przypomnijmy, że podczas niedawnego czuwania modlitewnego papież poczynił uwagę, w której – choć nie wymienił Trumpa z nazwiska – wyraźnie do niego nawiązywał. Stwierdził mianowicie: „Dość bałwochwalstwa samego siebie i pieniądza! Dość epatowania siłą! Dość wojny! Prawdziwa siła objawia się w służbie życiu”.
Reklama
Trump odpowiedział bezpośrednią krytyką pod adresem papieża, określił go mianem „osoby bardzo liberalnej” i wezwał, by „przestał schlebiać radykalnej lewicy”. W poście napisał m.in.: „Papież Leon jest słaby wobec przestępczości i fatalny w kwestiach polityki zagranicznej. Nie chcę papieża, który uważa za dopuszczalne, by Iran posiadał broń nuklearną”. Przypomnijmy, że wcześniej Leon XIV krytykował, co zrozumiałe, ostrą politykę imigracyjną władz federalnych, ale jednocześnie podkreślał, że każde państwo ma prawo do ochrony własnych granic.
Obecny spór między prezydentem a papieżem w kwestii wojny w Iranie nie jest jednak pierwszym starciem w historii. Bywały już rozdźwięki między Watykanem a Białym Domem, lecz zazwyczaj przebiegały one w nieco cichszej atmosferze.
Trump teraz zareagował energicznie i bardzo osobiście, co dysputę nagłośniło. Mało tego, stwierdził nawet, że papież Leon XIV został wybrany wyłącznie dlatego, iż jest Amerykaninem i „uznano, że będzie to najlepszy sposób na poradzenie sobie z prezydentem Donaldem J. Trumpem”.
Spory w przeszłości
Reklama
W 1993 r. ówczesny prezydent Bill Clinton, uznający się za baptystę, popadł w konflikt z papieżem Janem Pawłem II, a rzecz dotyczyła aborcji. W czasie kampanii prezydenckiej w 1992 r. Clinton mówił, że jego stanowisko w sprawie aborcji sprowadza się do uczynienia jej „bezpieczną, rzadką i legalną”. Podczas pierwszego spotkania z papieżem twarzą w twarz Jan Paweł II zajął się tym tematem. W przemówieniu wygłoszonym w Denver – u boku Clintona – powiedział: „Jeśli pragniecie równej sprawiedliwości dla wszystkich, prawdziwej wolności i trwałego pokoju, to – Ameryko – broń życia. Wszystkie wielkie sprawy, które są dziś waszym udziałem, nabiorą znaczenia tylko w takim stopniu, w jakim zagwarantujecie prawo do życia i będziecie chronić ludzką osobę”. Wtedy Clinton nie próbował wdawać się w polemikę z papieżem ani go krytykować. „Wszyscy Amerykanie – bez względu na wyznanie – są wdzięczni Waszej Świątobliwości za moralne przywództwo. Wiemy bowiem, że to Wasza Świątobliwość był tą siłą, która rozpaliła iskrę wolności, zwyciężając komunizm w ojczystej Polsce i w całej Europie Wschodniej” – przyznał.
Prezydent George W. Bush mówi o sobie, że jest chrześcijaninem ewangelikalnym. Gdy w lipcu 2001 r. spotkał się z Janem Pawłem II, ten wezwał amerykańskiego przywódcę do odrzucenia badań nad ludzkimi embrionalnymi komórkami macierzystymi: „Wolne i cnotliwe społeczeństwo – do którego miana aspiruje Ameryka – musi odrzucić praktyki, które dewaluują i naruszają ludzkie życie na każdym jego etapie: od poczęcia aż po naturalną śmierć” – powiedział papież do prezydenta.
Reklama
Jednakże miesiąc po wizycie Busha u papieża w transmitowanym na całą Amerykę przemówieniu do narodu prezydent ogłosił, że zatwierdza federalne finansowanie badań nad komórkami macierzystymi, z wykorzystaniem istniejących linii komórkowych. W przemówieniu wygłoszonym w sierpniu 2001 r. Bush – uznawany za konserwatystę – zauważył, że „kwestia ta jest przedmiotem debat wewnątrz Kościoła, a także wśród ludzi różnych wyznań”. Przekazał, że zatwierdził finansowanie, ponieważ badania prowadzone ze środków prywatnych wykazały „wielkie nadzieje” na poprawę życia osób cierpiących na takie schorzenia jak cukrzyca młodzieńcza, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona czy urazy rdzenia kręgowego. „U swych podstaw kwestia ta zmusza nas do zmierzenia się z fundamentalnymi pytaniami dotyczącymi początków życia oraz celów nauki – oświadczył. – Znajduje się ona na trudnym moralnym rozdrożu, zestawiając ze sobą potrzebę ochrony życia we wszystkich jego fazach z perspektywą służenia życiu i jego ulepszania na wszystkich jego etapach”.
Trump „nie odpuszcza”
W czasie pierwszej kampanii prezydenckiej Trump prowadził publiczną debatę i spór z papieżem Franciszkiem w kontekście swojej obietnicy wyborczej dotyczącej budowy muru na granicy z Meksykiem. „Człowiek, który myśli wyłącznie o budowaniu murów – gdziekolwiek by one nie powstawały – a nie o budowaniu mostów, nie jest chrześcijaninem” – oświadczył Franciszek w lutym 2016 r. Trump, w typowy dla siebie sposób, nazwał komentarze Franciszka „niewiarygodnymi” i „haniebnymi”. W mediach społecznościowych napisał: „Żaden przywódca – a zwłaszcza przywódca religijny – nie powinien mieć prawa do kwestionowania religii czy wiary drugiego człowieka. Jestem dumny z tego, że jestem chrześcijaninem, i jako prezydent nie pozwolę na to, by chrześcijaństwo było nieustannie atakowane i osłabiane”. Publiczny spór między Franciszkiem a Trumpem w sprawie imigracji trwał przez całą pierwszą kadencję prezydenta i przeniósł się na jego drugą kadencję.
W lutym 2025 r. Watykan opublikował list papieża Franciszka skierowany do amerykańskich biskupów, w którym ostro skrytykował masowe działania deportacyjne podejmowane przez Trumpa. „Akt deportowania ludzi, którzy w wielu przypadkach opuścili własną ziemię z powodu skrajnego ubóstwa, braku bezpieczeństwa, wyzysku, prześladowań lub poważnego pogorszenia stanu środowiska, narusza godność wielu mężczyzn i kobiet, a także całych rodzin, i stawia ich w stanie szczególnej bezbronności oraz narażenia na krzywdę” – napisał w liście Franciszek.
Głosy Stolicy Apostolskiej i Białego Domu były, są i czasami nadal będą różne. Najważniejsze jest to, że jednoczą siły, kiedy przychodzi czas wspólnego działania. Dowiedli tego Jan Paweł II i Ronald Reagan, kiedy obaj wygrali zimną wojnę bez konfliktu zbrojnego supermocarstw. A Reagan „aniołkiem pokoju” nie był. Nie unikał siły, ale jak na wielkiego prezydenta przystało, skorzystał z siły prawdy moralnej – tak jak przekazywał papież – aby skłonić zniewolone narody do zrzucenia kajdan komunizmu i tyranii. I w tym jest nadzieja.
Autor od 1986 r. mieszka w USA. Jest dziennikarzem związanym z mediami polonijnymi i amerykańskimi.
