Ta ważna dla każdego katolika uroczystość szczęśliwie zbiegła się z peregrynacją ikony Matki Bożej Jasnogórskiej, która gościła w parafii w dniach 3-6 czerwca. Aby dobrze przygotować się na przyjęcie Matki Bożej i przeżycie Bożego Ciała w parafii odbyły się rekolekcje, które bezpośrednio wprowadziły wiernych w klimat oczekiwania. Rekolekcje poprowadził ks. Dariusz Mroczek SCJ.
Koncelebrowanej Mszy św., poprzedzającą procesje Bożego Ciała, przewodniczył i homilię wygłosił bp Artur Ważny. Po liturgii wierni przeszli w uroczystej procesji tradycyjną trasą do 4 ołtarzy przygotowanych przez Róże Różańcowe, Sodalicję Mariańską i Apostolstwo Dobrej Śmierci, Straż Honorową Najświętszego Serca Pana Jezusa, młodzież z RSM i ministrantów. Ikona Nawiedzenia była niesiona w czasie procesji przez mężczyzn z parafii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Cieszę się z waszego udziału, raduje się, że tak licznie przybyliście na uroczystość, że chcecie wyznawać swoją wiarę w obecności Chrystusa pośród nas – powiedział na rozpoczęcie liturgii ks. Tomasz Flak SCJ , proboszcz sercańskiej parafii na Środuli.
Reklama
W homilii bp Artur Ważny podkreślił, jak wielką wagę i znaczenie ma uroczystość Bożego Ciała. – Kiedy w uroczystym procesyjnym orszaku przemierzymy ulice naszego miasta, będziemy nieść w dłoniach Kogoś, Kto z bezgranicznej miłości do nas stał się bezbronny. Czy zastanawialiście się kiedyś nad głębią tej tajemnicy? Można Go upuścić, można Go zignorować, można Go zadeptać. Eucharystia to najmniejszy, najbardziej poruszający szczyt Bożej bezbronności – powiedział kaznodzieja. Przypomniał też jedno z kazań św. Augustyna, który zwrócił się do wiernych ze słowami: „Bądźcie tym, co widzicie, i przyjmijcie to, czym jesteście”. – Cóż to oznacza dla naszej codzienności? Widzisz chleb – masz sam stać się chlebem, który syci innych. Widzisz ciało wydane – masz stać się życiem wydanym z miłości dla sióstr i braci – podkreślił hierarcha.
Mówił także, że współczesna psychologia zna pojęcie amnezji następczej – to stan, w którym człowiek żyje wyłącznie chwilą obecną, całkowicie tracąc pamięć o tym, co ukształtowało go wcześniej. – My, dzisiejsi chrześcijanie, niezwykle często zapadamy na tę dotkliwą „duchową amnezję”. Kiedy w naszym życiu wszystko układa się pomyślnie, kiedy portfel jest pełny, a zdrowie dopisuje, natychmiast wymazujemy z pamięci doświadczenie pustyni. A przecież to właśnie tam – jak czule pisze prorok Ozeasz – Bóg wyprowadza człowieka, by mówić wprost do jego serca. Pustynia w Piśmie Świętym nigdy nie jest ostateczną karą; jest przestrzenią mistycznych zaręczyn, gdzie nie ma już nic i nikogo oprócz Boga i ciebie. To tam, w ciszy piasku, uczyłeś się, że każdy dzień jest czystym darem, bo ożywcza manna spadała z nieba tylko na jedną dobę. Eucharystia jest najskuteczniejszym lekarstwem na tę naszą ludzką niepamięć. Liturgiczne nakazy Chrystusa: „To czyńcie na moją pamiątkę” to realne, mistyczne uobecnienie. Kiedy kapłan wyciąga dłonie i wypowiada słowa konsekracji, nie odgrywamy historycznego teatru. My naprawdę tam jesteśmy! Przeszłość w ułamku sekundy staje się drgającą teraźniejszością. Jesteśmy w Wieczerniku – nauczał pasterz diecezji.
Przywołał też pisma św. Tomasza z Akwinu, genialnego doktora Kościoła i autora natchnionych tekstów liturgicznych, który na dzisiejszą uroczystość zapisał wiekopomne słowa: „Przyjmuje jeden, przyjmują tysiące, każdy z nich otrzymuje dokładnie tyle samo”. Chrystus w łamaniu Chleba nie dzieli się na mniejsze cząstki w tym sensie, że ktoś otrzymuje Go mniej lub bardziej ubogo. On w każdej najmniejszej okruszynie daje się nam bez reszty, w całości, z całym swoim bóstwem i człowieczeństwem. – Spójrzmy na to przez pryzmat naszej codzienności. Żyjemy w drapieżnej kulturze nieustającej konsumpcji, która karmi nas tandetnymi fast-foodami: emocjonalnymi, duchowymi i materialnymi. Kupujemy coraz więcej, konsumujemy coraz szybciej, a tymczasem wewnętrzna pustka w naszych sercach rośnie w zastraszającym tempie. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ karmimy zupełnie niewłaściwy głód. Człowiek nosi w sobie głęboką, nieskończoną przestrzeń, którą stworzył sam Bóg i rzeczą skrajnie niedorzeczną jest próba zapełnienia tej nieskończoności rzeczami skończonymi i przemijającymi. To tak, jakbyśmy umierając z pragnienia na pustyni, próbowali ugasić je słoną, morską wodą – każdy łyk tylko potęguje ból. Chleb w Eucharystii ma jedną, genialną cechę: nie syci człowieka w sposób egoistyczny. Msza św. nie jest po to, abyś po przyjęciu Komunii św. zamknął oczy i poczuł się święty, bezpieczny i odizolowany w swojej prywatnej, komfortowej relacji z Jezusem. Eucharystia to cudowny pokarm, który rozbudza jeszcze większy głód! Im częściej Go przyjmujesz, tym mocniej tęsknisz. Im bardziej Nim żyjesz, tym bardziej stajesz się głodny drugiego człowieka – głodny jego obecności, czuły na jego rany, wrażliwy na jego cichą biedę – powiedział bp Artur Ważny.
„Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” – w ten sposób docieramy do samego pulsującego serca Ewangelii według św. Jana. Jezus, przemawiając w synagodze w Kafarnaum, wypowiada słowa, które głęboko zszokowały i zgorszyły Jego ówczesnych słuchaczy. Używa tam niezwykle mocnego, wręcz fizykalnego greckiego czasownika – co w dosłownym tłumaczeniu oznacza nie tyle ogólne: „spożywać”, ile: „gryźć”, „żuć”. Jezus z premedytacją posługuje się tak dosadnym językiem, ponieważ pragnie nam uświadomić, że wiara w Niego nie może być jedynie powierzchowną ideologią; musi być wewnętrzna, dogłębnie przetrawiona, wchłonięta przez całą naszą istotę. Pragnę w tym miejscu zwrócić uwagę, że to Maryja uczy nas najpiękniej, co to znaczy nosić w sobie żywego Boga i z pokorą nieść Go tam, gdzie ludzie płaczą i Go potrzebują. Cóż to jednak oznacza dla nas w wymiarze czysto egzystencjalnym, że człowiek „ma życie wieczne”? To nie jest obietnica, która dotyczy wyłącznie dalekiej przyszłości po naszej śmierci. Życie wieczne zaczyna się teraz, w tej minucie! Kto z wiarą przyjmuje Eucharystię, ten zostaje zaszczepiony przeciwko śmierci. Śmierć biologiczna przestaje być wtedy przerażającym końcem, katastrofą nicości – staje się jedynie łagodnym przejściem, zmianą ziemskiego ubrania na szatę chwały. Przyjmując Chrystusa, zaczynamy nosić w sobie Boże DNA – powiedział kaznodzieja.
