Reklama

Rodzina

Ludzkie historie

Gdzie jesteś, tato?

To jedno z najważniejszych pytań, jakie każdy ojciec powinien sobie od czasu do czasu zadać...

Niedziela Ogólnopolska 25/2026, str. 72-73

[ TEMATY ]

ludzkie historie

Adobe Stock

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kilkanaście lat temu, jako młody tata, zorganizowałem warsztaty dla ojców. Szukałem inspiracji do bycia lepszym ojcem dla swoich dzieci, ponieważ sam pochodzę z rozbitej rodziny. Mój tata nie był przykładem, który chciałbym naśladować ani od którego mogłem uczyć się ojcostwa. Chciałem, aby moje dzieci miały inne doświadczenia i inne wspomnienia z dzieciństwa niż ja. Potrzebowałem więc wzorców i wiedzy, które pomogłyby mi zrealizować marzenie o byciu dobrym tatą.

W pamięci z tamtego spotkania szczególnie pozostało mi świadectwo jednego z ojców. Opowiedział o momencie, w którym uświadomił sobie, że przez całe życie wspinał się po szczeblach drabiny sukcesu. Piął się coraz wyżej, zdobywał kolejne osiągnięcia, zarabiał więcej pieniędzy, podejmował nowe wyzwania zawodowe. Nagle zrozumiał, że jego drabina była oparta o niewłaściwą „górę”. Tą „górą” była praca. W jednej chwili dotarło do niego, że zdobywając kolejne sukcesy, traci to, co najcenniejsze – relację z żoną i dziećmi. Traci szansę na bycie dobrym mężem i ojcem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Niewłaściwa góra

Ta historia zapadła mi głęboko w pamięć, ponieważ moja własna wyglądała bardzo podobnie. Ja również podstawiłem swoją drabinę nie pod tę górę.

Reklama

Miałem 21 lat, kiedy się ożeniłem. Razem z żoną mieliśmy wielkie marzenia i plany na przyszłość. Byliśmy mocno związani z Kościołem i Ruchem Światło-Życie. Nasz ślub był pięknym wydarzeniem, Mszę św. koncelebrowało kilku księży. Po półtora roku od ślubu urodziło się nasze pierwsze dziecko, później drugie. Pieniądze otrzymane na weselu zainwestowaliśmy w siłownię. Pracowałem od rana do późnego wieczora, rozwijając biznes i starając się zapewnić rodzinie jak najlepsze warunki życia. Patrząc z zewnątrz, niczego nam nie brakowało. Mieliśmy samochód, mieszkanie i dobrze prosperujący biznes.

Moja żona jednak miała dość takiego życia. W praktyce sama wychowywała dzieci. Była zmęczona, samotna i przeciążona obowiązkami. Ja natomiast coraz więcej czasu poświęcałem pracy. Mieszkaliśmy na czwartym piętrze w bloku bez windy. Codziennie wnosiła jedno dziecko na rękach, a drugiemu pomagała wspinać się po schodach. Był to bardzo trudny czas dla nas. Paradoksalnie, mając wszystko, nie mieliśmy nic. Nie mieliśmy dobrej relacji. Pojawiały się kłótnie, wzajemne pretensje i coraz większy dystans. W pewnym momencie żona zaczęła mówić o rozwodzie. Wiedziałem, że to ja muszę coś zmienić. Zrozumiałem, że jeśli nic nie zrobię, stracę rodzinę, którą tak bardzo chciałem zbudować.

Niełatwa decyzja

Reklama

Lubiłem swoją pracę. Byłem skupiony na sobie, swoich celach i wyglądzie. Codziennie ćwiczyłem na siłowni, żyłem we własnym świecie i wracałem do domu ok. godz. 23. Bardzo chciałem zbudować szczęśliwą rodzinę, w której nie będzie rozwodu. Życie pokazało mi jednak, że nie marzenia zmieniają rzeczywistość, ale decyzje. Postanowiłem więc całkowicie zmienić swoje życie. Sprzedaliśmy siłownię, a ja zrezygnowałem z dotychczasowej pracy. Nie było łatwo. W jednej chwili straciłem dobrze płatne zajęcie i zostałem zatrudniony w szkole na pół etatu – 9 godzin tygodniowo. Z człowieka pracującego po kilkanaście godzin dziennie stałem się człowiekiem, który do pracy chodził trzy razy w tygodniu na kilka godzin. Finansowo bywało trudno, choć nigdy nie zabrakło nam na chleb. Jeździliśmy Fiatem Cinquecento z instalacją gazową. Próbowałem zdobyć dodatkowe godziny pracy, ale zawsze otrzymywał je ktoś, kto i tak miał już pełny etat. Wówczas było mi trudno to zrozumieć. Dzisiaj jestem za tamten czas wdzięczny. Po latach pojąłem, że byłem wtedy jednym z najbogatszych ojców w moim mieście. Nie dlatego, że miałem pieniądze, bo ich nie miałem. Byłem bogaty, ponieważ miałem czas dla swoich dzieci.

Budowanie relacji

Przy 9 godzinach pracy tygodniowo większość czasu spędzałem w domu. Bawiłem się z dziećmi, rozmawialiśmy, nagrywaliśmy filmy. Chodziliśmy razem do sklepów metalowych, budowlanych i wielu innych miejsc. Dla dzieci nawet zwykłe zakupy były przygodą. To był bardzo dobry czas dla naszej rodziny. Czas budowania relacji i wspomnień.

Dziś, po kilkunastu latach, mogę powiedzieć, że fundament położony wtedy, gdy dzieci były małe, zaowocował piękną relacją, która trwa do dziś. Nasze dzieci są już dorosłe i budują własne rodziny, a my nadal jesteśmy sobie bliscy. Z perspektywy czasu wiem, że nie ma ważniejszej „góry” i większej kariery do zdobycia przez ojca niż ojcostwo.

Ojcostwo to obecność

Kiedyś usłyszałem świadectwo niewidomego ojca. Jego syn grał w hokeja, a on był obecny na każdym meczu. Nie mógł zobaczyć ani jednego zagrania. Nie widział bramek, podań ani zwycięstw. Nie oglądał tego, co dla innych rodziców było najważniejszą częścią widowiska. A jednak był tam za każdym razem. Pomyślałem wtedy, że dziecko nie potrzebuje przede wszystkim rodzica, który wszystko zobaczy, zrozumie i oceni, ale potrzebuje rodzica, który będzie obok.

Reklama

Życie pokazało mi jednak, że odpowiedź na to pytanie poznajemy najpełniej dopiero wtedy, gdy przychodzi cierpienie. Kilka lat temu jedno z naszych dzieci poważnie zachorowało. Trafiliśmy do kliniki hematologii i onkologii dziecięcej. To miejsce dało mi kolejną lekcję o ojcostwie. Tam przy dzieciach zawsze byli rodzice. Często oboje. W obliczu choroby nagle okazuje się, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Kariera, pieniądze, plany, terminy i obowiązki schodzą na dalszy plan.

Pamiętam rozmowę lekarki z jednym z rodziców. Był przekonany, że nie może zostać przy chorej córce, ponieważ jest niezastąpiony w pracy. Lekarka spokojnie odpowiedziała: „W pracy zawsze znajdzie się ktoś, kto pana zastąpi. Jedynym miejscem, w którym jest pan niezastąpiony, jest miejsce przy własnym dziecku”.

Tęsknota za ojcem

Kilka dni temu spotkałem starszą kobietę, miała ponad 80 lat. Wspominała swoje dzieciństwo podczas wojny. Jej ojciec został aresztowany przez Niemców po Powstaniu Warszawskim i wywieziony. Miała wtedy zaledwie kilka lat. Opowiadała nie o pieniądzach, które straciła rodzina. Nie o rzeczach, których zabrakło w domu. Mówiła o tęsknocie za ojcem. Przez całe dzieciństwo, a później przez kolejne lata życia razem z siostrą nosiły w sercu jedno pytanie: jakby to było, gdyby tata wrócił?

Słuchając jej, pomyślałem, że dzieci przez całe życie tęsknią za obecnością ojca. Nawet wtedy, gdy same mają już siwe włosy. To pytanie poruszyło mnie do głębi.

Może ten artykuł przeczyta jakiś ojciec, którego nie zabrały wojna ani niemiecki żołnierz. Może porwały go praca, obowiązki, kariera, pieniądze, nałóg, własne ambicje, a może po prostu codzienny pośpiech. I może gdzieś w sercu jego dziecka – małego albo już dorosłego – nadal jest pytanie: jakby to było, gdyby tata wrócił?

Bo dzieci nie potrzebują idealnego ojca. Potrzebują ojca obecnego.

I właśnie dlatego pytanie: „Gdzie jesteś, tato?”, jest jednym z najważniejszych pytań, które każdy ojciec powinien sobie od czasu do czasu zadać. Nie chodzi o miejsce na mapie. Chodzi o obecność. O to, czy jesteśmy tam, gdzie najbardziej potrzebują nas nasze dzieci.?

Szczęśliwy ojciec czwórki dzieci

2026-06-16 14:46

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystko ma swój czas

Odszedł wspaniały człowiek, świetny szkoleniowiec. Mąż i ojciec. Człowiek zaufania. Jacek Magiera.

Rano wyszedł jak zawsze na trening biegowy po wrocławskim Parku Grabiszyńskim. Doznał nagłego zatrzymania krążenia, nie udało się go uratować. 10 kwietnia całą Polskę obiegła informacja o śmierci 49-letniego trenera reprezentacji Polski w piłce nożnej. Męża Magdaleny, ojca Małgosi i Janka. Choć wielu go kojarzyło, to dopiero po śmierci usłyszeli go chyba wszyscy. Usłyszeli jego świadectwo, zobaczyli człowieka przez duże C. Kim był Jacek Magiera?
CZYTAJ DALEJ

Słowa prezydenta Nawrockiego po tragedii w Jarosławiu: "Przebaczenie nie oznacza zgody na zło"

2026-09-29 13:25

[ TEMATY ]

pogrzeb

śmierć księdza

PAP/Darek Delmanowicz

W Grzęsce na Podkarpaciu pożegnano we wtorek ks. Stanisława Zbojnowicza, który zginął w ataku w jarosławskim opactwie. W pogrzebie uczestniczyli bliscy duchownego, mieszkańcy rodzinnej miejscowości i około stu księży. Podczas uroczystości odczytano list prezydenta Karola Nawrockiego.

Mszy św. pogrzebowej przewodniczył biskup pomocniczy przemyski Stanisław Jamrozek. Homilię wygłosił ks. prałat Marcin Bocho. Przypomniał, że w kościele w Grzęsce ks. Zbojnowicz został ochrzczony, a przed 40 laty odprawił tam Mszę św. prymicyjną.
CZYTAJ DALEJ

Biografia bł. Fultona Sheena. „Komunistom nie udało się przekonać ludzi, że nie ma Boga”

2026-09-29 21:00

[ TEMATY ]

książka

ks. Robert Skrzypczak

Pana Boga

Bł. Fulton Sheen

mikrofon

Materiał prasowy

Bł. Fulton Sheen

Bł. Fulton Sheen

Podczas audiencji w 1934 roku Pius XI polecił Sheenowi, aby studiował Karola Marksa i komunizm, obnażając jego zwodnicze twierdzenia w wykładach i wystąpieniach. „Mów o komunizmie przy każdej sposobności i nigdy nie przestawaj ostrzegać Amerykanów o jego niebezpieczeństwach” – miał usłyszeć wtedy od Ojca Świętego. Ten wierny duchowny zastosował się sumiennie do życzenia papieskiego. Podjął studia nad Marksem, Leninem, Stalinem oraz innymi komunistami i bolszewikami. Czytał i mówił w różnych językach, toteż w mniej znanych pismach Marksa znajdował najróżniejsze nieprzetłumaczone jeszcze rodzynki i udostępniał je światu. Dla przykładu, wydobył z pism twórcy marksizmu znamienne zdanie napisane po francusku: „Komunizm zaczyna się tam, gdzie zaczyna się ateizm”.

Marks „tak samo jak nienawidził Boga, nienawidził tych, którzy posiadali jakąś własność” – tłumaczył Sheen. „Aby zrozumieć komunistyczną ideę prawdy, musimy zastąpić Boga filozofią komunizmu; innymi słowy: ostatecznym źródłem prawdy jest ich Partia, która stanowi owoc filozofii Marksa i Engelsa”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję