Reklama

Jan Paweł II

Wadowice: pokój Jana Pawła II z Polikliniki Gemelli na papieskiej wystawie

Oryginalne wyposażenie pokoju Jana Pawła II z Polikliniki Gemelli w Rzymie znalazło się na wystawie zorganizowanej przez papieskie Muzeum w Wadowicach. Nowa eskpozycja pt. „Cierpienie ma sens”, na której zaprezentowano m.in. łóżko, komplet szpitalnej pościeli czy szafkę na leki z włoskiej kliniki, powstała w salce Domu Katolickiego przy bazylice w Wadowicach, kilka kroków od Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II. Wystawę uzupełniają zdjęcia z pobytu papieża w klinice Gemelii.

[ TEMATY ]

muzeum

Wojciech Mścichowski

W przeszklonej sali w auli domu parafialnego, który dla celów wystawy został wynajęty przez papieskie Muzeum, odtworzono wiernie wyposażenie papieskiego pokoju szpitalnego. Wśród oryginalnych przedmiotów pozyskanych z Polikliniki Gemelli znajdują się: łóżko, materac, bielizna pościelowa z logiem włoskiej polikliniki, szafka nocna i komplet krzeseł oraz szklana szafka na leki. Ekspozycję przygotowali i zaaranżowali Barbara i Jarosław Kłaput – projektanci całego papieskiego Muzeum.

Jak wyjaśniła Barbara Kłaput w rozmowie z KAI, nowa wystawa jest swoistym uzupełnieniem jednego z tematów głównej wystawy muzeum papieskiego – poświęconego cierpieniu. Klinika włoska dwa lata temu, gdy otwierano wadowicką ekspozycję w Muzeum Domu Rodzinnym Jana Pawła II, podarowała wadowickiej placówce rzeczy ze szpitalnego pokoju papieża, jednak zabrakło wtedy czasu na umieszczenie ich w kompletnie zaaranżowanych już wnętrzach głównej ekspozycji.

„Ponieważ odbyło się to dosłownie kilka dni przed otwarciem muzeum, nie byliśmy w stanie zmienić narracji na głównej wystawie. Teraz po wyremontowaniu sali domu parafialnego, mogliśmy w rocznicę zamachu na papieża pokazać podarowane eksponaty” – powiedziała, przypominając, że niegdyś w pomieszczeniu, gdzie znajduje się nowa wystawa, gimnazjalista Karol Wojtyła występował na scenie podczas przedstawień teatralnych.

Reklama

Dyrektor Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, ks. Jacek Pietruszka zauważył, że placówka czekała na okazję, by zaprezentować otrzymane od włoskiej kliniki dary.

„Dzisiejsza rocznica to wyjątkowy moment, w którym warto powrócić do tego cierpienia sprzed 35 lat, ale także przypomnieć sobie, jak przeżywał ten zamach cały świat. Nowo wybrany papież otarł się wtedy o śmierć” – zaznaczył.

Wśród osób uczestniczących w otwarciu wystawy byli m.in. Halina Kwiatkowska – aktorka Teatru Rapsodycznego, która blisko 72 lata znała się z Karolem Wojtyłą, oraz prof. Gabriel Turowski – światowej sławy immunolog, który był w zespole ratującym życie Jana Pawła II po zamachu z 13 maja 1981 r.

Reklama

Dziś profesor przypomniał dziennikarzom chwilę, gdy powiedział przychodzącemu do zdrowia Ojcu Świętemu o niezwykłej zbieżności, co do dnia, godziny i minuty, pomiędzy objawieniami fatimskimi i zamachem na Placu św. Piotra w 1981 roku.

„Ojciec Święty jak to usłyszał, zamknął oczy. Nic nie odpowiedział. Stałem dłuższą chwilę. Nie doczekałem się, by ponownie otworzył oczy. Zapewne jego przeżycia mistyczne i kontakt z Panem Bogiem były ożywione w tym zakresie” – dodał doktor bakteriologii i mikrobiologii, którego przyjaźń z papieżem rozpoczęła się w 1949 r. gdy ks. Karol Wojtyła był wikarym w kościele św. Floriana w Krakowie.

Watykanista dr Francesco Bucarelli powiedział dziennikarzom, że po śmierci Jana Pawła przedmioty z jego pokoju w klinice Gemelli trafiły do piwnicy. Po jakimś czasie, gdy zrozumiano jak bardzo są cenne, postanowiono odszukać rzeczy ze szpitalnego pokoju papieża.

„Szukając tych przedmiotów, spędziliśmy dwa miesiące na dole w piwnicy w podziemiach kliniki, żeby znaleźć to łóżko. Znaleźliśmy je poprzez numer, który odpowiadał numerowi pokoju papieża. W ten sposób odnaleźliśmy właściwe przedmioty, które wtedy sobie gdzieś w rogu leżały” – dodał.

Zwiedzający będą mogli po raz pierwszy zobaczyć nową wystawę w ramach Nocy Muzeów – 14 maja (19.00 – 23.00). Od 16 maja wystawa będzie otwarta w godzinach pracy Muzeum.

13 maja, w 35. rocznicę zamachu na papieża, podczas uroczystego otwarcia nowej wystawy odbyła się międzynarodowa konferencja na temat zamachu i nowych rekwizytów na papieskiej ekspozycji. Wśród zaproszonych na konferencję prelegentów znaleźli dr Francesco Bucarelli, dr Giorgio Meneschincheri – dyrektor Polikliniki Gemelli, prof. Gabriel Turowski, oraz dr Andrzej Grajewski – historyk, redaktor tygodnika „Gość Niedzielny”.

Na głównej wystawie w wadowickim Muzeum znajduje się strefa „Przebaczam zamachowcy”, odwołująca się do wydarzeń z 13 maja 1981, kiedy na Placu Św. Piotra próbowano zabić papieża. Pistolet, z którego strzelał zamachowiec można zobaczyć w szklanej gablocie umieszczonej w podłodze. Zdjęcia filmowe i fotograficzne oraz nagrania radiowe przybliżają okoliczności dramatycznych wydarzeń sprzed 35 lat. Umieszczono tu także garnitur Francesco Pasanisiego, ochroniarza Jana Pawła II, z widocznymi śladami krwi Papieża, a także – obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który jedna z pielgrzymek miała tego dnia wręczyć Ojcu Świętemu. Przed tym właśnie obrazem – tuż po zamachu – modlili się za rannego papieża ludzie wypełniający wtedy Plac św. Piotra.

W sali muzealnej są także fotografie ze spotkania Jana Pawła II i Ali Agcy z 27 grudnia 1983. Obecna jest tu też Figura Matki Bożej Fatimskiej, przypominająca o objawieniach sprzed 99 lat. W Muzeum można zobaczyć replikę kuli, która zraniła papieża a teraz znajduje się w koronie figury Maryi w Fatimie, oraz różaniec ofiarowany Janowi Pawłowi w 2000 roku przez siostrę Łucję, jednego z trojga dzieci-świadków objawień fatimskich.

Do rzymskiej kliniki im. ojca Agostino Gemelliego, należącej do wydziału medycyny mediolańskiego Katolickiego Uniwersytetu Serca Jezusowego, został przewieziony papież Polak po zamachu w dniu 13 maju 1981 r. Tam był operowany.

Św. Jan Paweł II przebywała w klinice Gemelli w sumie dziewięć razy – po raz ostatni w marcu 2005. W sumie spędził tam 153 dni 152 noce. Klinika była pierwszym miejscem poza Watykanem, do którego Karol Wojtyła udał się zaraz po wyborze: 18 października 1978 roku odwiedził tam swego przyjaciela, kardynała Andrzeja Deskura. Podczas ostatniego w życiu pobytu w rzymskiej klinice Jan Paweł II przeszedł operację tracheotomii. Zabieg miał pomóc papieżowi w oddychaniu.

Otwarte w kwietniu 2014 roku Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach prezentuje za pomocą multimedialnej i interaktywnej narracji życie oraz dziedzictwo papieża-Polaka. Przebudowę placówki zaprojektowali Barbara i Jarosław Kłaputowie – twórcy koncepcji m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego. Ekspozycja mieści się na czterech kondygnacjach i jest w pełni nowoczesną, multimedialną, interaktywną wystawą ukazującą różne aspekty i etapy życia oraz dorobku papieża-Polaka. Jest to zarazem pierwsza ekspozycja narracyjna o Janie Pawle II na świecie.

2016-05-13 13:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bierki z XII wieku

2020-06-24 09:57

Niedziela sandomierska 26/2020, str. VII

[ TEMATY ]

historia

muzeum

szachy

Ks. Wojciech Kania

Szachy sandomierskie to zestaw podróżny

Muzeum Okręgowe w Sandomierzu zorganizowało na Zamku Królewskim wystawę, na której zaprezentowano oryginalne sandomierskie szachy.

Wystawa skupiona jest wokół XII-wiecznego zestawu bierek do królewskiej gry, odnalezionego w Sandomierzu w 1962 r. Wśród zaproszonych gości był wiceprezes Polskiego Związku Szachowego Maciej Cybulski. Ekspozycja szachów sandomierskich może przyczynić się do popularyzacji tej gry.

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent: nie brakuje pieniędzy na realizację programów socjalnych i wierzę w to, że nie zabraknie

2020-07-06 21:28

[ TEMATY ]

wybory

Andrzej Duda

wybory 2020

TVP Info

Sytuacja jest dobra i śmiało mogę powiedzieć, że jest ona pod kontrolą. Pieniędzy na realizację programów socjalnych nie brakuje i wierzę w to, że nie zabraknie - powiedział podczas debaty w Końskich prezydent Andrzej Duda.

Podczas debaty TVP w Końskich prezydent został zapytany jakie będzie źródło finansowania obecnie wypłacanych programów socjalnych.

Prezydent podkreślił, że sytuacja gospodarcza Polski mimo kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa jest "całkiem niezła". Przypomniał, że Polska znajduje się na drugim miejscu UE pod względem najniższego bezrobocia. "Można powiedzieć, że pod tym względem te działania, które podjąłem z rządem Zjednoczonej Prawicy po to, by zapobiegać pandemii koronawirusa pod względem gospodarczym, by ratować polską gospodarkę są działaniami skutecznymi" - powiedział Duda.

Podkreślił, że wprowadzenie programów socjalnych było możliwe dzięki przeprowadzeniu "bardzo dobrych reform podatkowych" i uszczelnieniu systemu poboru podatków. "Ogromną część udało nam się odzyskać VAT-u. W okresie rządów Platformy Obywatelskiej 50 mld VAT-u rocznie wypływało gdzieś, znikało, nie trafiało do polskiego budżetu. My uszczelniliśmy tę lukę w takim stopniu, że kilkadziesiąt miliardów VAT-u zaczęło trafiać do budżetu i to umożliwiło realizację wszystkich programów takich jak 500 plus, 300 plus, 13. emerytura" - mówił.

"Sytuacja jest dobra i śmiało mogę powiedzieć, że jest ona pod kontrolą. Pieniędzy na realizację tych elementów nie brakuje i wierzę w to, że nie braknie" - dodał prezydent.

Obok mównicy Andrzeja Dudy ustawiano pustą mównicę z nazwiskiem Rafała Trzaskowskiego.(PAP)

autorzy: Aleksandra Rebelińska, Rafał Białkowski

reb/ rbk/ pko/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję