Reklama

Na wejście do Unii Europejskiej

Serdecznie witamy - już was mamy...

Trwał kolejny rok wojny z Eurazją, toczonej przez Oceanię w sojuszu ze Wschódazją. Był późny wieczór. Na placu, wypełnionym przez zbity tłum, odbywał się wiec poparcia dla walki aż do zwycięskiego końca. Z trybuny przemawiał mówca z Wewnętrznej Partii. W jednej ręce trzymał mikrofon, drugą, zaciśniętą w pięść, wymachiwał groźnie niewidzialnemu wrogowi, wyliczając po kolei jego wszystkie zbrodnie: masakry, wysiedlenia, grabieże, gwałty, torturowanie jeńców, łamanie układów. Przekonywał każdego; wszystkim udzielała się jego furia. Przemówienie trwało już ze dwadzieścia minut, gdy na trybunę wbiegł nagle posłaniec i wręczył mówcy niewielką kartkę. Ten rozwinął ją i przeczytał, nie przerywając potoku słów. Nie zmieniło się ani jego zachowanie, ani też treść tego, co mówił, lecz nagle zaczął wymieniać nazwę innego mocarstwa. Nie padło ani jedno słowo wyjaśnienia, ale tłum i tak w mig pojął wszystko. Oceania prowadzi wojnę ze Wschódazją! W następnej chwili podniósł się rwetes. Wszystkie plakaty i transparenty, którymi udekorowano plac, były nieodpowiednie! Powstał zamęt; ludzie dokonywali cudów zręczności wdrapując się na dachy i kominy, by ściągnąć łopoczące flagi. Nie minęły dwie-trzy minuty, a było już po wszystkim. Mówca wychylał się z trybuny i grzmiał jak poprzednio...

Niedziela toruńska 18/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tak, tak - to fragment Roku 1984 Georga Orwella. O co chodzi? - zapyta czytelnik. - Przecież komunizm, dzięki Bogu, upadł 15 lat temu, nie zdoławszy doprowadzić proroctwa brytyjskiego pisarza do końca. Mamy demokrację. Jesteśmy bezpieczni, wolni, nikt nami nie manipuluje.
Czy naprawdę?
A czy pamiętamy, co jeszcze przed rokiem pisały gazety, co mówiono w programach radiowych i telewizyjnych na temat wejścia Polski do Unii Europejskiej? Politycy obiecywali złote góry. Podkreślali, jak znakomite warunki akcesji udało się uzyskać polskim negocjatorom. Mamili deszczem euro, który zrosi Polskę pod warunkiem, że naród w referendum odpowie „tak”. I wielu uwierzyło. W niedzielę 8 czerwca 2003 r. na 100 Polaków biorących udział w głosowaniu, aż 77 zakreśliło odpowiedź „tak”.
Lecz oto już nazajutrz te same media, do tej pory piszące o Unii Europejskiej jak o dobrym wujaszku, trzymającym w zanadrzu garście cukierków, zaczęły mówić o trudnościach i wyrzeczeniach, bez których się nie obejdzie. Początkowo były to głosy nieśmiałe, stonowane, później - coraz odważniejsze. Dziś niegdysiejsi piewcy unijnego raju prześcigają się w malowaniu w szarych barwach rzeczywistości, w której obudzimy się 1 maja. Szkoda tylko, że nawet nie zająkną się na temat swojej roli w naganianiu Polaków do brukselskiego ogródka. Zmienili zdanie tak płynnie, jak ów Orwellowski mówca. A co na to naród? Zachował się jak Orwellowski tłum: nic nie zauważył...
Nie dano nam szansy starannego namysłu. Nie przeprowadzono uczciwej debaty pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami akcesji w celu przeanalizowania plusów i minusów obu rozwiązań. Poprzestano na nachalnej propagandzie prounijnej, przeprowadzonej z całą bezwzględnością na wszystkich Polakach, od najmłodszych (ach, te szkolenia dla nauczycieli, jak za pośrednictwem dzieci zaagitować rodziców pierwszoklasistów...), po stojących nad grobem. Środowiska wysuwające zastrzeżenia, protestujące przeciw ignorowaniu sfery wartości chrześcijańskich i ich roli w budowie tożsamości europejskiej, wskazujące na groźbę roszczeń niemieckich wysiedleńców, zepchnięto w medialny niebyt, przylepiwszy im etykietkę „oszołomów”, „dziwaków”, „ksenofobów”, „politycznego folkloru”, „skansenu”.
Nie minął nawet rok, a już zostaliśmy w brutalny sposób odarci ze złudzeń...
Nasz głos miał mieć niemal taką samą wagę, co głos Niemiec i Francji (w traktacie z Nicei przewidywano proporcje 27 do 29). Dziś widać, że była to typowa „kiełbasa wyborcza” na użytek referendum. Nicea to przeszłość; planowany system „podwójnej większości” pokaże Polsce, gdzie jest jej miejsce: w trzecim rzędzie.
Dopłaty bezpośrednie miały uleczyć z zapaści polskie rolnictwo, zaniedbane przez komunistów, a po 1989 r. doprowadzone niemal do bankructwa przez lata importowania tańszej, bo dotowanej żywności z Zachodu. Dziś już wiemy, że unijna zasada solidarności wyraża się w proporcjach 1: 4. Polski rolnik otrzyma 25% tego, co jego zachodni konkurent. Zaiste, zapowiada się „ostra” konkurencja. Wynik nietrudno przewidzieć...
Kraj ogarnięty klęską bezrobocia skuszono wizją zatrudnienia za granicą. Dziś już wiemy, że z 15 obecnych członków Unii tylko dwaj - Wielka Brytania i Irlandia - nie zamknęli swych rynków pracy „na okres przejściowy”.
Wykreowano mit Niemiec jako „najlepszego adwokata Polski”. Mówiono o „cudzie polsko-niemieckiego pojednania”. Dziś widać, ile ono jest warte. Tysiące fachowo przygotowanych pozwów tzw. wypędzonych tylko czeka na naszą akcesję, by trafić na biurka sędziów w Strasburgu. Ciekawe, komu przyznają oni rację? Przedwojennym niemieckim właścicielom, zaopatrzonym w notarialne akty własności, czy obecnym polskim wieczystym dzierżawcą domów, mieszkań i gruntów na Ziemiach Zachodnich? Cała nadzieja we włodarzach polskich miast (np. Warszawy), które postanowiły wycenić straty poniesione w trakcie rozpętanej przez Niemców II wojny światowej i w razie konieczności wylać kubeł zimnej wody na rozpalone głowy naszych zachodnich sąsiadów.
Obdarzano nas misją powtórnej chrystianizacji Europy, wniesienia do niej ładu moralnego, poszanowania dla przykazań Bożych. Teraz, kiedy dzień bez kolejnej afery korupcyjnej na każdym szczeblu, od gminy po ministerstwo, jest dniem straconym, widać, jak bardzo sami potrzebujemy nawrócenia. Nie możemy dać Europie tego, czego sami nie posiadamy. Zresztą Europa wcale tego nie chce; woli rugować krzyże z miejsc publicznych i legalizować aborcję, homoseksualizm i eutanazję.
To tylko sztandarowe przykłady z listy, którą można by jeszcze długo ciągnąć. Czy zatem nie ma już żadnej nadziei? Chrześcijanin nigdy nie odpowiada na takie pytanie twierdząco. To Bóg jest Panem historii. On ma moc prostowania ścieżek, które ludzie w swej słabości splątali. Może i ten węzeł pod nazwą „wejście Polski do Unii Europejskiej” zechce On rozsupłać, pozostawiając nas w podziwie i zdumieniu? Oby tak było. Problem polega jednak na tym, że nie posiadając Boskiej wszechwiedzy, musimy opierać się na naszym ludzkim rozumie. A tzw. zdrowy chłopski rozum podpowiada nam, że przed zeszłorocznym referendum zostaliśmy poddani precyzyjnie zaplanowanej obróbce, która uniemożliwiła dokonanie wolnego, świadomego wyboru. Ci zaś, którzy przeprowadzili tę brudną robotę, dzisiaj, niczym lis kitą, zacierają ślady, pałając oburzeniem na kolejne przejawy unijnej arogancji, pozując na zatroskanych o los Ojczyzny patriotów. Gdzie byli przed rokiem?
Dziś Unia Europejska już nie jawi się jako związek suwerennych państw, które postanowiły zjednoczyć swój potencjał, by budować wspólną przyszłość. To już nie jest wspólnota zamożnych krajów, które postanowiły pomóc upośledzonej przez historię środkowo-wschodniej części Europy. Skończyły się bajania o solidarności, wyrównywaniu poziomów życia. Ich miejsce zajął pozbawiony sentymentów twardy rachunek ekonomiczny; dziś wygląda na to, że rozszerzenie Unii to przede wszystkim złoty interes dla bogatego Zachodu, a głównym beneficjentem będzie armia urzędników brukselskiego superpaństwa. To oni za ciężkie pieniądze, w niezliczonych instrukcjach określą najdrobniejszy aspekt naszego życia od wysokości podatków po przysłowiowy stopień zakrzywienia importowanych bananów.
Na koniec wypada oddać sprawiedliwość tym nielicznym mediom, które miały odwagę głosić prawdę o unijnych „dobrodziejstwach” wtedy, kiedy inni byli jeszcze na etapie zachłystywania się świetlaną przyszłością, a dopiero potem przejrzeli. Biorę do ręki Nasz Dziennik, włączam Radio Maryja i czytam lub słyszę to samo, co rok temu, dwa lata, trzy... Z wyrażanymi tam poglądami można się zgodzić lub nie, ale trudno nie odczuwać szacunku dla stałości przekonań ludzi, którzy nie patrząc na to, skąd wieje wiatr, pochylają się z troską nad przyszłością Ojczyzny, często doznając za to nieprzyjemności i upokorzeń. W tym samym czasie wiele innych gazet, stacji radiowych i telewizyjnych odbyło długą, pokrętną drogę, uczestnicząc w gigantycznej manipulacji przedreferendalnej. Ot, współczesne chorągiewki na wietrze...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przewodniczący Episkopatu: Dzięki św. Janowi Pawłowi II wielu odnalazło drogę ku Chrystusowi

2025-04-01 08:01

[ TEMATY ]

abp Tadeusz Wojda

Vatican News

Chcemy wyrazić naszą głęboką wdzięczność za tak wiele dobra, które Papież wniósł w naszą społeczność, w życie całego świata. Dzięki niemu wielu odnalazło drogę ku Chrystusowi i otworzyło się na drugiego człowieka - podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC z okazji 20. rocznicy przejścia św. Jana Pawła II do Domu Ojca.

Przewodniczący Episkopatu przypomniał, że 2 kwietnia br. mija dwadzieścia lat od śmierci Papieża Jana Pawła II. „Myślę, że Papież pozostaje wciąż w sercach nie tylko wierzących, ale i wielu innych, którzy choć nie wyznawali tej samej wiary w jedynego Boga, to jednak zawsze, i po dzień dzisiejszy, są mu wdzięczni za jego pontyfikat, za jego świadectwo życia, za jego świadectwo umiłowania prawdy i za jego świadectwo świętości” - podkreślił Przewodniczący KEP. Przywołując słowa papieża Benedykta XVI zauważył, że św. Jan Paweł II towarzyszy nam już nie jako Papież z okna watykańskiego czy w czasie licznych pielgrzymek, ale z okna Domu Ojca.
CZYTAJ DALEJ

Święta pustelnica

Niedziela Ogólnopolska 13/2023, str. 18

[ TEMATY ]

święci

commons.wikimedia.org

Św. Maria Egipcjanka

Św. Maria Egipcjanka

Porzuciła grzeszne życie, aby pokutować na pustyni.

Żyła w latach ok. 344 – 421. Kiedy miała 12 lat, uciekła z domu rodzinnego, udała się do Aleksandrii i prowadziła tam życie rozpustne. Przez 17 lat uwodziła mężczyzn, nie dla zarobku, ale z potrzeby oddawania się rozpuście. Jej życie zmieniło się podczas pobytu w Jerozolimie – mimo grzesznego życia uważała się za chrześcijankę. W uroczystość Znalezienia Krzyża Świętego zamierzała wejść do Bazyliki Grobu Pańskiego, jednak została odepchnięta jakąś niewytłumaczalną siłą. Zwróciła się wówczas w modlitwie do Maryi. „Matko Miłosierdzia! Skoro odrzuca mnie Twój Syn, Ty mnie nie odrzucaj! Pozwól mi ujrzeć drzewo, na którym dokonało się także moje zbawienie” – modliła się. Ślubowała porzucić grzeszne życie i pokutować. Udała się na pustynię, nad rzekę Jordan, i tam w samotności, na umartwieniach i postach spędziła resztę swojego życia. W VI wieku powstał opis jej życia, zatytułowany Życie naszej matki św. Marii Egipcjanki. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego autorami byli mnisi z klasztoru św. Zozyma, kapłana, który odnalazł Marię na pustyni. W Wielki Czwartek o. Zozym wziął Najświętszy Sakrament, trochę żywności dla Marii i wyruszył na pustynię. Nad brzegiem Jordanu znalazł ją czekającą na niego i udzielił jej Komunii św. O św. Marii Egipcjance pisali: św. Cyryl Aleksandryjski, św. Zozym i św. Sofroniusz.
CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny w schronisku dla osób w kryzysie bezdomności: Chrystus was nie ocenia

2025-04-01 15:51

Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej

Arcybiskup Kupny podczas spotkania z ludźmi w kryzysie bezdomności

Arcybiskup Kupny podczas spotkania z ludźmi w kryzysie bezdomności

Arcybiskup Józef Kupny odwiedził kilkadziesiąt osób w kryzysie bezdomności, które na co dzień mieszkają w schronisku Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. – Chrystus i Kościół was nie oceniają, ale po prostu czekają z otwartym sercem i otwartymi ramionami – mówił wiceprzewodniczący Episkopatu Polski.

Metropolita wrocławski 31 marca spotkał się z osobami w kryzysie bezdomności w schronisku przy ul. Bogedaina we Wrocławiu. Podarował podopiecznym różańce oraz paczki spożywcze. Z każdym starał się zamienić kilka słów i uścisnąć dłoń.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję