Reklama

Historia

Czym był Wielki Głód na Ukrainie?

Wielki Głód, zwany po ukraińsku Hołodomorem, który w pierwszej połowie lat trzydziestych ogarnął sowiecką Ukrainę, był pod wieloma względami wydarzeniem wyjątkowym w ówczesnej Europie. Wywołały go nie jakieś niekorzystne, niezależne od człowieka zjawiska klimatyczno-atmosferyczne – susza, powódź czy szczególnie ostra zima – ale świadome działania władz sowieckich, które dla osiągnięcia własnych celów politycznych zdecydowały się skazać na śmierć głodową miliony prostych, niewinnych ludzi.

[ TEMATY ]

Ukraina

Wielki Głód

wikipedia.org

Zmarli z głodu na ulicy w Charkowie w 1932 r.

Przyczyny tragedii

Powszechnie przyjmuje się, że głównym powodem bolszewickich represji wobec Ukrainy i jej mieszkańców była chęć ukarania ich za masowy sprzeciw wobec przymusowej kolektywizacji rolnictwa i niszczenia ich tożsamości narodowej i kulturowej. W rzeczywistości przyczyn tych działań było więcej, choć z drugiej strony wszystkie one miały tak czy owak podłoże polityczne.

Z dostępnych dziś dokumentów wynika jednoznacznie, że pierwsze „przymiarki” do walki z "żywiołem ukraińskim" na terenie ówczesnej Rosji Sowieckiej (od końca 1922 – ZSRR) wkrótce po podboju Ukrainy przez Armię Czerwoną w 1920 roku. Już wówczas przywódcy rewolucji Włodzimierz Uljanow-Lenin i Lew Trocki uznali za celowe maksymalne osłabienie mieszkających tam chłopów, w większości stosunkowo bogatych (na tle rolników w wielu częściach Rosji), korzystających z wysokich plonów, jak rodziły się na najżyźniejszych glebach europejskich – słynnym czarnoziemie ukraińskim. Plany kolektywizacji rolnictwa właśnie na Ukrainie wywoływały największy sprzeciw, toteż władze bardzo wcześnie rozważały możliwość zmuszenia do posłuszeństwa niepokornych chłopów wszelkimi środkami, łącznie z użyciem wojska i wykorzystaniem głodu.

Ale w latach dwudziestych, w warunkach ogólnej biedy w całym kraju, tworzenie kołchozów na pewien czas odłożono, wprowadzając tzw. Nową Politykę Gospodarczą (NEP), zawierającą pewne elementy gospodarki kapitalistycznej. Jej powodzenie zaniepokoiło jednak przywódców partyjnych, którzy już na początku następnej dekady powrócili do planów kolektywizacji. Nowego bodźca w tym kierunku dał w 1930 sekretarz generalny Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – WKP(b) – Józef Stalin. W kwietniu tego roku uchwalono Ustawę o skupie zbóż, które nakazywała kołchozom dostarczanie państwu od 1/4 do 1/3 zebranych plonów. Była to „czysta” grabież i ukryta forma nowej pańszczyzny, prowadzącej do gwałtownego zubożenia ludności wiejskiej.

Reklama

Nałożyły się na to jeszcze czynniki zewnętrzne. Mniej więcej w tym samym czasie w wyniku Wielkiego Kryzysu na Zachodzie ceny zbóż i produktów rolnych gwałtownie spadły. Proces ten uderzył od razu w ZSRR, który potrzebował długoterminowych pożyczek na rozwój własnej gospodarki. Bankierzy zachodni nie spieszyli się z ich udzielaniem, żądając najpierw spłaty kredytów, zaciągniętych jeszcze przez Rosję carską. Aby zdobyć dewizy, władze na Kremlu postanowiły zwiększyć sprzedaż zbóż, gdyż w praktyce dysponowały niemal wyłącznie tylko tym towarem eksportowym. W tej sytuacji jeszcze bardziej podniesiono i tak wysokie normy produkcyjne.

Powszechne niezadowolenie, masowe represje

Wywołało to pierwsze przejawy niezadowolenia, a nawet buntu, przede wszystkim na Ukrainie, gdyż od niej bolszewicy oczekiwali największych dostaw. Ludzie odmawiali pracy na roli, masowo uciekali do miast, dopuszczali się sabotażu w miejscach pracy. Według Państwowego Zarządu Politycznego (GPU) – sowieckiej policji politycznej – tylko od 20 lutego do 2 kwietnia 1930 na ówczesnej Ukrainie sowieckiej doszło do 1716 masowych wystąpień antyrządowych, z których 15 określono jako „szerokie powstania zbrojne przeciw władzy radzieckiej”. Każde z nich gromadziło do 2 tys. ludzi, którzy domagali się zmiany władzy, niepodległej Ukrainy, wolności i wysuwali inne hasła.

W tej sytuacji rząd podjął zdecydowane działania, początkowo próbując uśmierzyć bunty doraźnie, w poszczególnych miejscach, a od 1932 w skali całej republiki. Stalin w liście do sekretarza WKP(b) Łazara Kaganowicza z 11 sierpnia 1932 nakazał „przekształcenie Ukrainy w jak najkrótszym czasie w prawdziwą twierdzę ZSRR, w prawdziwą wzorcową republikę, nie żałując na to pieniędzy”. Posunięcia te miały na celu zarówno zapędzenie chłopów do kołchozów i zwiększenie produkcji rolnej, jak i złamanie „klasowego i narodowego ruchu oporu”, który wówczas przybierał na sile.

Reklama

Zaczyna się Wielki Głód

Ta oraz wcześniejsze i późniejsze decyzje władz z tegoż roku rozpoczęły w istocie proces „wysysania” żywotnych sił z tej republiki. Chcąc maksymalnie ją osłabić a zarazem pozbawić jej mieszkańców jakichkolwiek prób oporu, wprowadzono bardzo wysokie normy dostaw, a właściwie zabierano ludziom całość zbiorów, nie pozostawiając im nic, nawet na najskromniejsze zaspokojenie głodu ani na siewy jesienno-wiosenne. Na przykład w okresie od kwietnia do czerwca 1932 z Ukrainy wywieziono w praktyce cały materiał siewny (wcześniej pozbawiono ją całkowicie zboża).

Aby zapobiec wybuchowi niezadowolenia, władze wprowadziły dodatkowe (bo istniejące już ustawodawstwo było i tak bardzo surowe) drakońskie przepisy prawne, przewidujące niezwykle wysokie kary za znalezienie w mieszkaniu choćby niewielkiej ilości mąki, cukru, kaszy czy innych produktów. Schwytany na takim „przestępstwie” człowiek mógł zostać na miejscu rozstrzelany lub – jeśli miał szczęście – otrzymać wyrok co najmniej 5, a najczęściej 10 lat zsyłki do łagru. Nawiasem mówiąc, niektórzy nieszczęśnicy woleli otrzymać taką niesprawiedliwą karę niż zostać w domu, bo przynajmniej mogli liczyć na jakieś skromne wyżywienie. Inną karą było też wprowadzenie tzw. paszportów wewnętrznych, które w praktyce uniemożliwiały ucieczkę zgłodniałych ludzi do innych republik związkowych i regionów.

Mimo stosowania tych zbójeckich przepisów i zabierania wszystkich zbiorów Ukraina nie była w stanie wywiązać się z nałożonych na nią zobowiązań. Gwoli sprawiedliwości należy podkreślić, że przeciwko nieludzkim przepisom i nierealnym planom dostaw protestowali nie tylko, a nawet nie tyle zwykli ludzie, ile w jeszcze większym stopniu liczne miejscowe władze partyjne i wykonawcze. Wiadomo np., że do 22 sierpnia 1932 odnotowano w republice co najmniej 220 przypadków odmowy przyjęcia przez kołchozy i rady wiejskie narzuconych odgórnie planów produkcyjnych i dostaw. A analiza 20 tys. rozpatrywanych wówczas rozpraw sądowych przeciw miejscowym obywatelom oskarżonym o „działalność antyradziecką”, czyli o sprzeciw wobec nierealnych planów, wykazała, że ponad 83 proc. skazanych stanowili kołchoźnicy i „biedniacy” a tylko ok. 15 proc. – tzw. „element kułacko-zamożny”.

Lata 1932, a zwłaszcza 1933 to okres strasznego głodu, który uśmiercał ludzi nie tylko bezpośrednio, ale też pośrednio przyczynił się do poważnego spadku liczby ludności, gdyż wygłodzone kobiety nie mogły zajść w ciążę, a te, które nosiły w sobie poczęte dzieci, rodziły je martwe.

Straty

Dokładna liczba ofiar jest trudna do ustalenia, gdyż wtedy władze oczywiście nie ujawniały żadnych danych na ten temat, co więcej – zaprzeczały, jakoby w ZSRR w ogóle panował głód i do dzisiaj, mimo upływu kilkudziesięciu lat od tamtych wydarzeń, większość dawnych archiwów sowieckich jest nadal niedostępna dla badań.

Niemniej jednak na podstawie różnych danych, nierzadko cząstkowych i pośrednich, przeważa pogląd, że bezpośrednio w wyniku „Hołodomoru” zginęło – głównie w 1933 roku – ok. 3,9 mln osób, choć nie brak głosów, również opartych na solidnych badaniach, mówiących o co najmniej 7 mln zmarłych na Ukrainie i dalszych 3 mln w innych częściach ówczesnego ZSRR, głównie na Kubaniu, Powołżu i Kazachstanie. Tam również panował głód, wywołany przez władze, wprawdzie na mniejszą skalę, ale – rzecz znamienna – także na bardzo urodzajnych ziemiach. Ponadto represje sowieckie dotyczyły głównie mieszkających tam Ukraińców.

Badacze ukraińscy dodają do tych liczb jeszcze drastyczny spadek przyrostu naturalnego w tym okresie – co najmniej 600 tys. osób, które się nie urodziły, gdyż kobiety z powodu głodu albo nie zachodziły w ciążę, albo rodziły martwe dzieci. Dla porównania: w czasie II wojny światowej, która na Ukrainie (jak i w całym ZSRR) trwała w latach 1941-44, republika ta straciła prawie 8 mln swych obywateli, czyli ok. 2 mln rocznie, podczas gdy na przełomie lat 1932-33 zginęło ich blisko półtora raza więcej.

Wielki Głód jako ludobójstwo

Dodajmy jeszcze na zakończenie, że 15 maja 2003 Rada Najwyższa Ukraina w oficjalnym przesłaniu do narodu uznała „Hołodomor” za akt ludobójstwa, a 28 listopada 2006 – za ludobójstwo narodu ukraińskiego. W ślad za tymi postanowieniami podobne uchwały podjęły ew latach 2003-17 rządy lub parlamenty 15 innych państw, m.in. Polska w 2006, dalszych 9 – za akt wyniszczenia ludności, dokonany przez totalitarny reżym stalinowski (uchwały podjęto w latach 2004-17), a Izrael zamierza to uczynić w najbliższym czasie. Za zbrodnię przeciw ludzkości uznały Wielki Głód zgromadzenie ogólne ONZ (XI 2003), Parlament Europejski (23 X 2008) i Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (28 IV 2010).

Ponadto za ludobójstwo uznały tę tragedię Kościoły – katolicki, trzy ukraińskie prawosławne (Patriarchatu Kijowskiego i Moskiewskiego oraz Autokefaliczny) i Patriarchat Konstantynopola.

20 września 2017 prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zaapelował na 72. sesji zgromadzenia ogólnego ONZ w Nowym Jorku o powszechne, ogólnoświatowe uznanie „Hołodomoru” za ludobójstwo dokonane na narodzie ukraińskim.

Od kilku lat na Ukrainie czwarta sobota listopada jest obchodzona jako Dzień Pamięci Ofiar Wielkich Głodów [Hołodomorów] pod hasłem „Zapal świeczkę”. Użyta tam liczba mnoga nawiązuje do faktu, że republika ta przeżyła trzy takie okresy: w latach 1921-23, 1932-33 i 1946-47, z których najstraszniejszy był ten drugi.

2018-11-25 12:57

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Szewczuk na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy w 85. rocznicę Wielkiego Głodu

[ TEMATY ]

rocznica

Wielki Głód

Tomasz Koryszko/KUL

Abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego

Grekoatolicy jako jedni z pierwszych nie bali się mówić o Wielkim Głodzie na Ukrainie w latach trzydziestych XX wieku, co więcej – domagali się udzielenia pomocy tym, którzy ucierpieli wskutek tej tragedii. Przypomniał o tym zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk na na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy 23 listopada w Kijowie. Było ono poświęcone właśnie 85. rocznicy tamtych wydarzeń.

Na zebranie to przybyli ludowi deputowani Ukrainy, parlamentarzyści zagraniczni, przedstawiciele centralnych organów władzy wykonawczej, diaspory ukraińskiej oraz społeczeństwa obywatelskiego tego kraju.

«Z bólem i smutkiem wspominamy ofiary wielkiej tragedii, zbrodni przeciw ludzkości i tej rany, którą zadano nie tylko ciału narodu ukraińskiego, ale całej ludzkości, a która zasłynęła jako Wielki Głód (Hołodomor)» – powiedzial abp Szewczuk. Dodał, że «chcemy dziś przed naszym Panem i Zbawicielem wspomnieć wszystkie ofiary, bo to nie my, ale On zna imię każdego, zapisane w księgach niebieskich».

Hierarcha zaznaczył, że chce także przywołać swego wielkiego poprzednika, metropolitę Andrzeja Szeptyckiego, tóry «jako pierwszy spośród wszystkich przywódców światowej myśli i być może jako pierwszy z grona liderów religijnych zabrał głos wraz ze swym galicyjskim episkopatem w obronie wszystkich umierających Ukraińców».

Zwierzchnik UKGK przypomniał, że 24 lipca 1933 hierarchowie Kościoła wystosowali historyczny list do światowej opinii publicznej, pt. «Ukraina w drgawkach przedśmiertnych». Napisali w nim m.in., iż «krew robotników uprawiających w głodzie czarnoziem Ukrainy, woła o pomstę do nieba». Wszystkich chrześcijan na całym świecie, wszystkich wierzących w Boga, przede wszystkim wszystkich robotników i chłopów, szczególnie zaś swych rodaków biskupi greckokatoliccy wezwali do dołączenia się do «tego głosu protestu i bólu oraz o rozpowszechnienie go w jak najdalszych krajach świata».

Właśnie z inicjatywy metropolity Szeptyckiego powstał we Lwowie Komitet Ocalenia Narodowego, wsparty następnie przez polskie duchowieństwo prawosławne, po czym rozprzestrzenił się on na inne kraje Europy i świata, zwłaszcza w Kanadzie i w Ameryce Północnej – wspominał abp Szewczuk. Zwrócił uwagę, że biskupi UKGK nie tylko jako pierwsi odważyli się powiedzieć prawdę o tamtych wydarzeniach na całym świecie, ale zaczęli czynnie ratować od głodu braci i siostry za Zbruczem.

We wszystkich parafiach i wspólnotach greckokatolickich zaczęto zbierać pieniądze, a następnie żywność i pomoc ta docierała do tych, którzy jej potrzebowali. Dziś nie wiadomo dokładnie, ile środków udało się zebrać, ale w ówczesnych złotych polskich były to dziesiątki tysięcy, przy czym Ukraińcy sami nie byli zbyt bogatymi ludźmi w tamtym okresie – mówił dalej abp Szewczuk. Zauwaźył, że «dzięki działalności społeczności ukraińskiej na całym świecie głos umierającego Naddnieprzańca został usłyszany i dołączyli do nas przedstawiciele innych Kościołów i narodów».

Zwierzchnik UKGK zaznaczył, że Ukraińcy «modlą się dziś za wszystkie ofiary Wielkiego Głodu i proszą Boga, aby przyjął w swe objęcia dzieci ziemi ukraińskiej». Ale chcą oni również z wdzięcznością wspomnieć tych, którzy ratowali te ofiary – dodał.

«Niech trwa wieczna pamięć o naszych braciach i siostrach, zabitych przez sztuczny głód na Ukrainie, ale też niech trwa wieczna pamięć i wdzięczność o tych wszystkich, którzy uratowali choćby jedną duszę ukraińską, bo – jak mówi stara mądrość – «ten, kto uratował choćby jednego człowieka, uratował cały świat»» - zakończył arcybiskup większy kijowsko-halicki.

Ukraina odnotowała trzy Wielkie Głody: w latach 1921-1923, 1932-1933 i 1946-1947, z czego najbardziej dotkliwy był okres 1932 – 1933. Nie były one jednak związane z nieurodzajem, ale z konfiskatą przez władze wszelkich zapasów zboża i żywności. Restrykcje były bardzo surowe. Za zerwanie pięciu kłosów z pola kołchozu groziła śmierć lub 10 lat łagru.

Ludzie masowo umierali, a w wyludniających się wioskach brakowało osób do ich pochówku. Dochodziło też do różnych wynaturzeń, włącznie z kanibalizmem. Władze zabroniły chłopom wyjazdu ze swoich miejscowości bez paszportu wewnętrznego.

Szacuje się, że w tym czasie zmarło z głodu ok. 7 milionów osób, a łącznie w wyniku tego typu działań rządów stalinowskich – 10 milionów.

CZYTAJ DALEJ

Kościelny dress code, czyli w co się ubrać do kościoła

Przy temperaturach dochodzących do 30 stopni Celsjusza to zupełnie naturalne, że zakładamy coraz lżejsze ubrania i zaczynamy wyglądać jak plażowicze, nawet w miejscach, w których taki ubiór jest niestosowny. A to już stanowi problem. Dlatego warto przypomnieć zasady, które pomogą nam dostosować strój do miejsca i okoliczności, w których się znajdziemy

Szczególnym miejscem, w którym należy nie tylko godnie się zachować, ale i być stosownie ubranym, jest kościół. Potrzebny jest nam zatem kościelny dress code. Opiera się on na tych samych założeniach i pełni podobne funkcje co dress code biznesowy. Przede wszystkim chodzi o szacunek do miejsca i spotkanej w nim osoby – w tym przypadku do Pana Boga – oraz o niezwracanie na siebie uwagi. Savoir-vivre jednoznacznie określa wymogi, a ich naczelna zasada brzmi: elegancko i odświętnie.

Dla pań

Kobiecy ubiór do kościoła to opcja „skromnie” – ubrania nie są ani obcisłe, ani prześwitujące i nie wystaje spod nich bielizna. Właściwy strój to taki, który u nikogo nie wywołuje negatywnych reakcji i nie rozprasza uwagi. Należy więc unikać: sukienek oraz bluzek z odkrytymi ramionami i plecami, zbyt głęboko wyciętego dekoltu, spódniczek i sukienek mini, krótkich spodenek, bluzek, które nie zakrywają brzucha, oraz legginsów.

Dla panów

Idący do kościoła panowie także powinni być eleganccy i odświętni, dlatego strój roboczy czy też sportowy tym razem powinni zostawić w szafie. W świetle etykiety, która jest w tym przypadku bezwzględna, elegancki mężczyzna wybierając się na Mszę św. powinien włożyć garnitur, do tego koszulę (najlepiej białą), krawat oraz półbuty. Dopuszczalne są też koszule, spodnie z materiału lub jeansy, ale bez przetarć. Koszulka typu T-shirt, jak mówią specjaliści, to strój dobry na rower lub jogging. Niedopuszczalne są natomiast krótkie spodenki. Gdy chodzi o buty, to u pań i u panów jest podobnie. Według zasad savoir-vivre’u, klapkom plażowym i japonkom mówimy stanowcze – nie.

Godnie, nie swobodnie

Latem na drzwiach kościołów pojawiają się plakaty, które przypominają, by na czas wizyty w świątyni przywdziać strój godny, a nie swobodny. Bernardyn z sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej – o. Tarsycjusz Bukowski mówi: – Przy wszystkich wejściach do sanktuarium mamy tablice informacyjne ze znakami graficznymi o stosownym ubiorze do kościoła. Również podczas ogłoszeń prosimy o właściwe ubieranie się. Czasem jednak się zdarza, że rzeczywiście ktoś nie jest stosownie ubrany. Z czego to wynika? Być może z niewiedzy, że świątynia jest miejscem świętym i wymaga odpowiedniego stroju.

Paulini na Jasnej Górze również wykorzystują tablice informacyjne i ogłoszenia duszpasterskie. Włączyli się ponadto w ogólnopolską akcję: „W progi Boże w godnym ubiorze”. – Niektórzy uważają, że wysoka temperatura zwalnia z odpowiedzialności. Czasami nasza straż jasnogórska czy straż maryjna zwracają komuś uwagę, ale niestety, spotyka się to często z niezrozumieniem, a nieraz i gniewem – mówi o. Waldemar Pastusiak, kustosz Jasnej Góry. Zakonnik uważa, że ludzie zatracili poczucie sacrum, i podkreśla: – Potrzeba edukacji i przywrócenia wrażliwości na to, że święte miejsce wymaga odpowiedniego ubioru.

Warto sobie uświadomić, że w krajach takich jak Chorwacja, Włochy czy Malta niewłaściwy ubiór uniemożliwia wejście do świątyni. Coraz więcej ludzi jest zdania, że te reguły powinny zacząć obowiązywać także u nas.

Zdaniem specjalisty
Tatiana Szczęch – stylistka, doradca wizerunkowy z wieloletnim doświadczeniem. Prowadzi wykłady i szkoli w zakresie autoprezentacji, psychologii kolorów i zasad kodu ubioru (dress code). Ekspert HR Polska ds. wizerunku. Współzałożycielka portalu Spell Your Shape.
– Co Pani sądzi o strojach, które mają na sobie latem osoby wchodzące do kościoła?
– Coraz więcej w nas swobody. To dobrze, bo kiedy ubranie staje się naszą drugą skórą, sami czujemy się lepiej i pewniej. Jest jednak pewna granica, której nie wypada przekroczyć – granica dobrego smaku. Mam na myśli, oczywiście, bycie zbyt wyzywającym, bo lato sprzyja odkrywaniu ciała. Problem w tym, że u każdego z nas ta granica przebiega w różnych miejscach. To kwestia wychowania i edukacji – tak, także edukacji. Zasady ubioru są częścią etykiety i powinny być nam znane tak dobrze, jak zasady zachowania przy stole. Bywa jednak różnie.
– Czy coraz częściej zauważane na ulicach, a nieraz także w kościołach, „skąpe” stroje to już norma?
– Owszem, w stylu miejskim zaczynamy stosować modę plażową. Nie, nie jest to norma i nie sądzę, by kiedykolwiek się to zmieniło. Po prostu taki ubiór nie jest w dobrym tonie.
Rozmawiała Magda Nowak

CZYTAJ DALEJ

Licheń: Modlitwa za rodziców dzieci utraconych

2020-07-12 08:09

[ TEMATY ]

dziecko utracone

Bożena Sztajner/Niedziela

W intencji rodziców, którzy utracili swoje dzieci, modlono się wczoraj w licheńskim sanktuarium. Według statystyk, w Polsce, co roku dochodzi do nawet 40 000 poronień. Pamiętając o przedwcześnie zmarłych dzieciach księża marianie w sobotę 11 lipca zaprosili wiernych do wspólnej modlitwy w intencji ich oraz ich rodziców.

Podczas południowej Mszy koncelebrowanej pod przewodnictwem ks. Bogusława Bindy MIC, przełożonego licheńskiej wspólnoty zakonnej w bazylice, wybrzmiały słowa modlitwy: „Boże, razem z Maryją, Bolesną Matką, prosimy za rodzicami, którzy utracili przedwcześnie swoje dzieci. Niech Twoja miłość uleczy ich rany, aby mimo bólu potrafili przyjąć Twoją wolę w codziennym życiu (…) przyjmij do Swego Domu dzieci, które zmarły przed narodzinami”.

„To właśnie Matka Boża Bolesna może najbardziej ich przyjąć i zrozumieć to, co przeżywają po utracie swojego dziecka” – zauważył ks. Binda. „Wiele matek przeżywa w swoim sercu ból i smutek, nie zgadza się z tym, co się stało – pyta, dlaczego straciłam to dzieciątko. Dziś przychodzimy to tej, która jest Matką Bożą Bolesną. Ona faktycznie chce nam pomagać i robi to w sytuacjach trudnych i bolesnych.”

Kaznodzieja podkreślił, że smutek i niepogodzenie są naturalnymi uczuciami w takich sytuacjach, dodając: „Pamiętajmy, że nie zostajemy sami z tym bólem, z tym smutkiem, żałobą… Zechciejmy to dzisiaj oddać.” – zachęcał ks. Binda, zapewniając, że zebrani modlą się także za rodziców, którzy utracili swoje dzieci, a nie są obecni w licheńskiej świątyni.

Po Mszy kilkadziesiąt osób skorzystało z możliwości zapalenia świecy przy stopniach ołtarza. Gest ten był wyrazem modlitwy w intencji utraconych dzieci i ich rodziców. Dzień Dziecka Utraconego obchodzony jest 15 października. Również wtedy w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej pamięta się o utraconych dzieciach i ich rodzicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję